"Jaja Złotopióregooo !" dało się słyszeć wśród wielu innych, podobnych krzyków. Targowisko o tej porze było mocno zatłoczone, sprzedawcy natomiast dbali o to by to właśnie ich ofertę potencjalni klienci słyszeli najlepiej.
Jaja o których wspomniał jeden z kupców należały do przysmaków w kulturze jorów. Były drogie, jednak niezwykle smaczne, szczególnie na surowo. Szczuroludzie rzadko kiedy spożywali gotowane jaja. Twierdzili iż zabija to ich soczystość i prawdziwy smak.
Żołądek Atremisa przypomniał o sobie dotkliwie gdy tylko bohater ujrzał leżące na straganie jaja Złotopiórego. Żółta skorupka wydawała się błagać, by Atremis ją wziął, rozbił i wypił jej zawartość.
Złodziej trafił do wioski Telh'Nar zaledwie przed paroma minutami. Zauważył iż nie była ona zbyt duża, zapewne 10 minut wystarczyłoby aby przejść z jednego jej krańca na drugi. Obecnie znajdował się w centrum, gdzie kilku kupców przekrzykiwało się z ofertami swoich straganów. Jak na niewielkie rozmiary wioski, ilość mieszkańców była zaskakująco duża.
Bohater specjalnie zmęczony nie był, głód jednak dawał o sobie znać.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2009-12-11, 18:41, w całości zmieniany 1 raz
Artemis skierował się w strone straganu układając w głowie prosty plan. Podchodząc do straganu udał podknięcie i wylądował na budce w taki sposób by nie rozbić jajek i część z nich przykryć płaszczem. Przepraszając sprzedawce wzioł 2 jaja.
Artemis wykonał manewr całkiem sprawnie. Zwrócił nim jednak na siebie uwagę sprzedawcy.
"Uważaj pędraku ! Ten towar jest bardzo delikatny !" warknął gdy bohater wstawał od straganu. Zabrał dwa z kilkudziesięciu jaj, sprzedawca najwyraźniej nie dostrzegł ich braku. Spożycie jaj może nie wypełniłoby jorowi żołądka, z pewnością stanowiło jednak miły dla podniebienia przysmak.
Kradzież powiodła się, choć Artemis miał wrażenie, iż mało brakowało.
Artemis zrobił pokorną minę i dołaczył do przechodniów. Na rogu ulicy wyciągną jajka i z chciwością wypił ich zawartość. Roskoszując się smakiem jaj ruszył dalej rozglądjąc się we wszystkie strony, i szukając czegoś co pomogłoby mu napełnić jego sakiewke.
Żółtko było wyjątkowo smaczne i soczyste. Bohater dawno nie jadł czegoś tak pysznego. Po zjedzeniu obu jaj poczuł niedosyt, więcej jednak nie miał, zaś kolejna próba kradzieży byłaby już nazbyt ryzykowna.
Ruszył uliczką na zachód. Nie znał jej, przechodził nią po raz pierwszy. Nie było tu ludzi, jednak coś ciągnęło go dalej, może ciekawość, może przeczucie. Zgiełk z targowiska już przycichał, bohater oddalał się od niego. Uliczka stawała się ciemna i mroczna, słońce na moczarach kończyło już zachodzić.
Po niedługiej chwili bohater zaczął widzieć jej koniec. Otwierający się na jakiś plac i nim też kończący.
Z tamtąd to dobiegł uszów Artemisa dziwny dźwięk. Sapanie.
Nie przypominało jednakże sapania zmęczonego jora. Na myśl przywodził jakąś bestię lub zwierze.
Złodziej nie widział jeszcze co wydaje ów dźwięk, zapewne musiałby wyjrzeć na plac.
Artemis zatrzymał się. "Co to może być" pomyślał. Coś mu mówiło że to nic dobrego, a jednak chciał to sprawdzić. Powoli zaczoł skradać się w strone placu. "Oby szczeście które mi towarzyszyło cały dzień teraz mnie nie opusciło". Doszedł do skraju uliczki i wyjrzał na plac.
To co ujrzał Artemis zapadło mu w pamięci na długo. Pochylona, przygarbiona sylwetka. Leżące w kałuży krwi ciało jora. Nagłe odgłosy mlaskania.
Istota przypominała człowieka, jednak bardzo wychudzonego i jakby...zużytego. Wystający kręgosłup wyginał się i drgał gdy wychudzona głowa, podobna do czaszki zanurzała się w odmętach ciała martwego jora.
Naciągnięta, blada skóra sprawiała wrażenie, jakby miała za chwilę pęknąć, odsłaniając mięśnie i ścięgna.
Wielkie przyprawiające o dreszcz ślepia uniosły się, zatrzymując na Artemisie.
Kawałek mięsa wypadł z pomiędzy tępych zębów stworzenia.
Artemis był przygotowany na walke z żywymi a nie z czymś takim. Wiedział że dmuchawka i noże do rzucania nic tu nie zdziałają. Na walke pazurami też nie miał ochoty więc zostało mu tylko jedno "Narazie paskudo" odwrócił się i mając nadzieje to zgubić między uliczkami ruszył w kierunku targowiska.
Bohater nie zauważył reakcji stworzenia, ruszył bowiem pędem w stronę targowiska. Był jednak daleko. Usłyszał za sobą jakiś ruch, jęk, może słowa. Artemis nie wiedział czy istota goni go, czy też nie.
Ściany budynków mijały, za moment miały kończyć się rozwidleniem. Z tego co pamiętał jor, by dotrzeć do centrum, musiał udać się w prawą odnogę. Gdzie prowadziła lewa nie wiedział.
Poczuł coś jakby oddech na ramieniu, usłyszał coś jakby szept. Było to jednak na pograniczu jawy, równie dobrze mogło być jedynie wybrykiem wyobraźni bohatera.
Biegł dalej, przed siebie w stronę targowiska. Już widział światło, już słyszał gwar zeń dobiegający. Jeszcze kilkadziesiąt kroków, kilkanaście, kilka...
Wybiegł na dziedziniec jakby od tego zależało jego życie. Być może tak właśnie było. Mrok uliczki pozostawił za sobą.
Mógł nareszcie przystanąć i odetchnąć z ulgą. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak bardzo jego płuca się tego domagały.
Niemal podskoczył gdy jakaś dłoń opadła na jego ramię. Nie był to jednak wychudzony, podobny szkieletowi stwór, a zwykły jor odziany w utwardzaną skórzaną zbroję, strażnik.
"Co się stało chłopcze, czemu biegniesz jak oszalały. Czyżbyś coś ukradł ?" przymrużył oczy mierząc bohatera od stóp do głów.
"Ja... ja nie wiem co się stało. Zwiedzałem miasto i doszedłem do pewnego placu.Zobaczyłem leżące zwłoki i jakąś istote pochylaną nad tym ciałem. Uciekłem gdy tylko na mnie spojrzał" odpowiedział z drzącym głosem Artemis "Jak pan chce to mogę pana tam zaprowadzić".
"Zwłoki ? Istota ? O czym ty do licha gadasz !? Prowadź lepiej, muszę to sam zobaczyć." odparł poganiając Artemisa.
"Tylko nie próbuj żadnych sztuczek. Jak zaczniesz natomiast uciekać, możesz liczyć na bełt w plecach." odparł poklepując lekką, ręczną kuszę.
Strażnicy tej mieściny musieli widocznie sporo przeżyć podczas swojej kariery.
Artemis szedł powoli starając przypomnieć sobie droge.Gdy jadł i uciekał prawie nie zwracał uwagi na to gdzie idzie. Gdy w końcu znalazł ciemną uliczkę zatrzymał się."Na końcu tej uliczki jest ten plac o którym mówiłem".
Złodziej nie chciał tam wracać bo nie był pewien czy strażnik poradzi sobie z tą piekielną istotą dlatego zatrzymał się i patrzył błagalnym zwrokiem na niego.
Strażnik przez cały czas szedł za Artemisem, chciał mieć pewność, że bohater mu nagle nie ucieknie lub nie dźgnie go w plecy.
Co pewien czas mruczał coś pod nosem, z czego złodziej usłyszał tylko pojedyncze słowa.
"Niech tylko....przebiję.....parszywy...."
Gdy zbliżyli się już do placu, tym razem nie było słychać żadnych mlaskań, sapania czy też jakiegokolwiek innego dźwięku wskazującego na czyjąś obecność.
"Nie myśl, że mnie nabierzesz, idziesz dalej przodem" odparł stanowczo po słowach bohatera.
Artemis powoli ruszył. Zastanawiał się czy strażnik poradzi sobie z istotą. Nie był pewny czy mógłby powtórzyć szaleńczy bieg. Doszedł do końca uliczki jeszcze raz spojrzał na strażnika ale widząc jego wzrok wyszedł na plac przygotowany na atak.
Gdy jor zbliżył się do krawędzi placu, usłyszał za sobą ciche stęknięcie. Wydane zostało przez strażnika.
Działo się z nim coś dziwnego. Wybałuszył oczy, twarz zastygła mu w niemym krzyku. Cały drżał niczym w konwulsjach, stał jednak wyprostowany.
Nagle złapał łapami futro na twarzy i silnym ruchem rozdarł je wraz ze skórą odsłaniając tym samym czaszkę. W podobny sposób szkielet jora zaczął powoli uwalniać się od futra, skóry, mięśni i ścięgien. Szkielet stał na środku uliczki uniemożliwiając bohaterowi ucieczkę.
"To miło, że wróciłeś." usłyszał za sobą chrypliwy głos "Nie potrzebny nam zbytni rozgłos"
Artemisa z początku ogarneła panika lecz szybko się opamietał i wciąż wypatrując drogę ucieczki powiedział "Mógłbyś mnie zabić już w tedy gdy byłem tu po raz pierwszy, ale tego nie zrobiłeś, dlaczego?".
Domyślał się że ma dla niego jakąś brudną robote którą przy pomocy tych istot nie mógł wykonać."Obym się nie mylił" pomyślał złodziej i odwrócił się w strone głosu.
Oczy jora ujrzały postać w ciemnej szacie. Była podobnej postury i wysokości co Artemis, nie było jednak widać jej twarzy. W jednej ręce trzymała pofałdowany kostur, drugą zaś opierała o głowę nieumarłego stworzenia, które bohater widział nie tak dawno temu. Istota przykucała, niczym pies przy swym panie.
"Otóż nie do końca" odparł chrypliwy głos spod kaptura.
"Magia tego typu nie jest prosta. Wymaga czasu i słabego umysłu celu. Ty zaś trochę nas zaskoczyłeś. Widzisz, rozgłos nie jest nam potrzebny." w głosie tym dało się słyszeć zawieszoną groźbę.
Artemis przynajmniej wiedział teraz z kim ma do czynienia. Lecz ta wiedza w niczym mu nie pomogła. Gorączkowo myślał co odpowiedzieć. Jego mistrz nigdy nie mówił mu o nekromantach."Ja też nie lubie rozgłosu ponieważ mógłby mi bardzo zaszkodzić. Więc gdybym powiedział o waszym istnieniu napewno zawsze otaczałaby mnie grupka słuchaczy którzy chcieliby usłyszeć moją opowieść a to by utrudniało to czym się zajmuje" po dłuższej chwili dodał "Moi pracodawcy też nie lubią rozgłosu więc jeśli chodzi o zdrade to nie w moim przypadku bo ja jestem honorowym złodziejem". Wiedział że ta odpowieć jest bezsensu ale no cóż na lepszą w tym momęcie nie było go stać. Miał tylko nadzieje że tej nocy nie zginie.
"Wizja rychłej śmierci nasuwa na usta wiele bezwartościowych słów." rzekł osobnik w czarnej szacie. Wyciągnął w stronę jora koniec swego kostura, zatrzymując go pół metra od twarzy bohatera.
"Jednak...przydałby mi się obecnie złodziej. Zaproponuję Ci zatem pewien układ. Nie zginiesz, jeśli wykonasz dla mnie pewne zlecenie. Co ty na to ?"
Istota przy nogach maga sapnęła przeciągle wbijając wzrok w Artemisa.
Artemis poczuł ulge ale nie dał po sobie tego poznać "Zgoda" powidział bez namysłu.
Złodziej nie wiedąc jaka będzie to robota już rozmyślał jak tu napełnić swoją kieszeń.
"Doskonale, choć inna odpowiedź bardzo by mnie zdziwiła i zapewne ucieszyła tego tutaj" poklepał po głowie nieumarłą istotę.
"Zatem słuchaj uważnie gdyż powtarzać nie będę. Po tym mieście, kręci się pewien dość bogaty jegomość. Jednak nie jego pieniądze mnie interesują. Zwie się Artil'Gha i posiada pewien przedmiot, sześcienną kostkę, którą chciałbym zdobyć. Jest ona mniej więcej takich rozmiarów" tu gestem pokazał Artemisowi, iż chodzi o przedmiot wielkości kurzego jaja.
"Będziesz musiał dowiedzieć się gdzie go trzyma oraz wykraść mu go. Sposób mnie nie interesuje, do wieczora chcę cię tu widzieć z kostką. Powinien nosić ją gdzieś przy sobie, jednak pewności nigdy mieć nie możemy."
"Bogaty powiadasz to dobrze nawet bardzo dobrze" pomyślał Artemis i powiedział "To dla mnie zaszczyt udzielić pomocy komuś takiemu. Nie chcę przeszkadzać więc pójde już zająć się tą robotą".Odwrocił się "Mogło być gorzej" uśmiechnął się i ruszył w strone uliczki.
Szkielet odsunął się przepuszczając jora. Nim jednak bohater zrobił bodaj 5 kroków, poczuł ukłucie w dole pleców.
"By mieć jednak pewność, że nie zawiedziesz mych oczekiwań" podjął mag, zaś Artemis wiedział już czym mogło być owe ukłucie. W jego ciało została wbita zatruta strzałka.
"Specyfik, w którym umoczyłem strzałkę jest mojej własnej produkcji trucizną. Zaczyna działać po jednym dniu, zaś jej efekt jest dość nieprzyjemny. Jeśli życie Ci miłe, wrócić do mnie z kostką, by otrzymać antidotum."
W głosie zakapturzonego jora bohater wyczuł dużą pewność siebie i zadowolenie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum