Gdy Sufferer był młody jego wioska została zaatakowana i doszczętnie zniszczona przez gogi. Wielu serpensów z jego rodzinnej wioski Upeth musiało uciekać na północ przed gogami. Wielu jednak poległo w starciu z gogami w tym również rodzina Sufferera. Samotny musiał radzić sobie sam.
Sufferer wraz z innymi uszedł na północ. Tam pod swe skrzydła wziął go pustelnik Markius, który w sumie mieszkał niedaleko Upeth. Markius posiadał wielką wiedzę i uczył Sufferera wszystkiego co potrafił. Sufferer znalazł bezpieczne schronienie, którego tak bardzo potrzebował. Spędził tam długi czas. Teraz jednak wszystko miało się zmienić.
Sufferer obudził się o świcie, tak jak kazał mu Markius każdego dnia. Dzień zapowiadał się jak każdy. Wciąż przebywał w chatce mistrza Markiusa. Jego nauczyciel był już na nogach od jakiegoś czasu. Musiał obudzić się wcześniej.
- Widzę, że już się obudziłeś. - powiedział Markius siedząc nad garnkiem pełnym jakiejś zupy. Gotowała się nad niewielkim paleniskiem. - Zaraz zjemy śniadanie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dołączył: 26 Mar 2007 Posty: 12 Skąd: mam wiedziec ?
Wysłany: 2007-04-01, 14:34
- Witaj mój Mistrzu. - powiedział Sufferer ziewając na głos.
Był jeszcze bardzo śpiący, ledwo widział na oczy. Próbował rozbudzić się poprzez lekkie poklepywanie swoich policzków. Podszedł do Markiusa i zajrzał do garnka.
- Co gotujesz Mistrzu? - spytał przecierając oczy..
_________________ Dwie rzeczy dają duszy największą siłę: wierność prawdzie i wiara w siebie.
- Widzę, że już się obudziłeś. - rzekł. - Gotuje zupę z ziół herbalistusa. Poprawia krążenie i o rzeźwia ciało.
Sam Sufferer nie miał pojęcia co to za zioła. Mistrz Markius jednak znał się na wielu dziedzinach.
- Zaraz będzie gotowa.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Sufferer po chwili zasnął za stołem. Jego mistrz jednak po chwili obudził nim, dość mocno potrząchając nim za ramię.
- Nie śpij, nie warto tracić dnia. - rzekł Markius. - Nalałem ci już zupy do talerza, na pewno cię rozbudzi.
Talerz z zupą rzeczywiście leżał na stole, tuż obok głowy Sufferera. Była koloru zielonego i nie wyglądała specjalnie zachęcająco. Sufferer jednak przebywając pod opieką pustelnika zdąrzył się do tego przyzwyczaić, że większość posiłku była praktycznie bez żadnego smaku.
Markius również nalał sobie zupy.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dołączył: 26 Mar 2007 Posty: 12 Skąd: mam wiedziec ?
Wysłany: 2007-04-02, 20:10
Sufferer jadł w skupieniu, ukradkiem patrząc na swego mistrza. Zupa rzeczywiście nie miała żadnego smaku..
Zjadłszy wstał przeciągnął się i podziękował mistrzowi za strawę. Zrobił dziwne ćwiczenia mające na celu naciągnięcie zastałych mięśni pleców, po czym zapytał:
- Co teraz Mistrzu?
Gdy nie uzyskał odpowiedzi spytał drwiącym głosem:
- Wydasz mi jakieś polecenie czy mogę iść spać?
_________________ Dwie rzeczy dają duszy największą siłę: wierność prawdzie i wiara w siebie.
Markius milczał przez chwilę obserwując swojego ucznia.
- Tak. Mógłbyś coś dla mnie zrobić. Mógłbyś przejść się do Deneth i kupić trochę czosnku u miejscowego sprzedawcy. Jest mi potrzebny. - rzekł. Deneth było niewielką wioską, leżącą niedaleko chaty Markiusa. Godzina drogi stąd.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Wyglądało na to, że Sufferer wciąż był zaspany, mimo, że zupa pobudziła trochę jego organizm. Nawet powiew zimnego i świeżego powietrza, a także gorące promienie słońca najwyraźniej go nieruszały.
Szedł przez rzadki las, niewielką ścieżką biegnącą niedaleko chaty Markiusa. To tą scieżką musiał iść by dojść do Deneth, które w oddali już majaczyło na horyzoncie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dołączył: 26 Mar 2007 Posty: 12 Skąd: mam wiedziec ?
Wysłany: 2007-04-05, 20:26
Wolnym krokiem wszedł do miasta. Udał się na targ i szukał jak najświeższego czosnku, chciał aby mistrz był z Niego zadowolony. Gdy znalazł, zaczął targować się ze sprzedawcą aby zapłacić jak najmniejszą kwotę.
Po negocjacji ze sprzedawcą i zakupie świeżego czosnku zadowolony z transakcji udał się z powrotem do chaty mistrza..
_________________ Dwie rzeczy dają duszy największą siłę: wierność prawdzie i wiara w siebie.
Sufferer wszedł do niewielkiej wioski jaką była Deneth. Mieszkali tu oczywiście serpensi. Wioska składała się kilkudziesięciu niewielkich, spalonych słońcem chat. W samym środku wioski znajdował się niewielki plac, gdzie toczyło się życie towarzystkie mieszkańców. To tam właśnie było kilka straganów przy których można było coś kupić.]
Sufferer bywał już w tej wiosce kilka razy, toteż spokojnie udał się drogą do centrum, mijając po drodze kilku mieszkańców. Już po chwili znalazł się na niewielkim placu i spokojnie podszedł do straganu, gdzie sprzedawano różne przyprawy i zioła. To właśnie tam musiał szukać czosnku.
- Czosnek? - zapytał handlarz, gdy Sufferer powiedział mu co potrzebuje. Sprzedawca chyba miał problemy ze słuchem. - Czosnek, dobrze słyszę?
[Trochę za dużo czynności chciałeś zrobić jak na jednego posta ]
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Kupiec wkrótce niepewnie znalazł na swym straganie czosnek. Był chyba nie tylko głuchy, ale i ślepy, gdyż zajęło mu to dłuższą chwilę.
- Tak. Czosnek... - powiedział. - 5 srebrnych monet poproszę.
Na straganie przy którym stał Sufferer sprzedawano najróżniejsze przyprawy i zioła. Na straganie obok sprzedawano jakieś owoce i warzywa. Na jeszcze innym, najróżniejsze magiczne mikstury i eleksiry. Mało jednak osób kupowało coś z tych straganów. W tej wiosce raczej handel był na bardzo niskim poziomie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dołączył: 26 Mar 2007 Posty: 12 Skąd: mam wiedziec ?
Wysłany: 2007-04-07, 16:01
Wyjął z sakiewki 5 SM i wręczył handlarzowi. Odchodząc od straganu oglądał zakupiony czosnek.. Rozglądał się po straganach i powoli opuszczał plac ze straganami.
_________________ Dwie rzeczy dają duszy największą siłę: wierność prawdzie i wiara w siebie.
Suferer po chwili odchodził już ze straganu, z zakupionym towarem. Handlarz coś rzekł jeszcze na pożegnanie.
Czosnek wyglądał zwyczajnie, czyli jak czosnek. Był w kształcie cebulek, czyli tzw. ząbków czosnku. Do nozdrzy Suferera doszedł charakterystyczny zapach czosnku. Wyglądał na świeży.
Mistrz Markius z pewnością się ucieszy.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Gdy szedł tak w dobrym humorze, niewielką drogą z powrotem do chaty, nagle dostrzegł coś niepokojącego.
Z oddali zauważył chatę mistrza. Zauważył koło niej jakieś postacie. Po chwili udało mu się rozpoznać, że były to gogi. Przedstawiciele znienawidzonej przez serpensów rasy.
Na pewno mieli złe zamiary. Mistrz był w niebezpieczeństwie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dołączył: 26 Mar 2007 Posty: 12 Skąd: mam wiedziec ?
Wysłany: 2007-04-09, 22:26
Wyrzucił worek z czosnkiem, który trzymał, wziął do ręki swojego pałasza i tarczę i zaczął biec w kierunku chaty mistrza. Był śmiertelnie przerażony ale biegł ile sił w nogach by natychmiast pomóc swojemu mistrzowi..
_________________ Dwie rzeczy dają duszy największą siłę: wierność prawdzie i wiara w siebie.
Suferer nie czekał długo. Zadziałał impuls. Szybko rzucił świeżo zakupiony towar z piach i sięgnął po swoją broń. Biegiem puścił się przez drogę prosto do chaty. Przed chatą stali trzej godzy, choć wcześniej Sufferer widział czterech. Zapewne jeden wszedł do środka. Nie wiadomo ile jeszcze mogło być wewnątrz chaty.
Godzy po chwili zauważyli go jak nadbiegał. Byli zaskoczeni tym, że ktoś na nich biegie i zamieża najprawdopodobniej z nimi walczyć. Sufferer widział, że dwóch dobywa toporów. Trzeci był nieuzbrojony. Walka z tyloma przeciwnikami byłaby bardzo ciężka, tym bardziej, że Sufferer nie miał doświadczenia w walce. Jego mistrz jednak był bardzo potężny.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Gogi patrzyli na niego z lekkim zdziwieniem. W chatce było dość cicho. Za cicho. Sufferer wiedział jednak, że jego mistrz władał potężną magią. Oni jednak również mogli nie należeć do najgorszych.
- A co to za przybłęda. - zapytał jeden z gogów.
- Pewnie pomylił drogę. Wynocha, już. I lepiej odłóż swą broń, bo się pokaleczysz. Już, zmykaj gnoju!
Gogi chyba całkowicie zlekceważyli Sufferera. Mistrz jednak był w niebezpieczeństwie. Wróg jednak miał zdecydowaną przewagę.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum