- No, trafiłeś w sedno, Dalin. Może i jestem w Radzie, ale nie oznacza to, że z dnia na dzień nauczę się przemawiać do ludu. Zresztą, z reguły obywało się i bez tego. Tylko dzisiaj... No, zdrówko!
Ursus podniósł napełniony przez przyjaciela kufel. Wzniósł toast i upił zawartość.
- Ach... pyszne! Nie pamiętam kiedy ostatnio piłem miód! Ty całkiem sensownie się wypowiedziałeś, pewnie już nie raz musiałeś szkolić przemowę na dworze tego waszego mehra, nie? - skinął na siedzącego nieco dalej Teryla, a rycerz uśmiechnął się. - No, ale już od dawna to ty z nas dwóch potrafiłeś coś powiedzieć sensownego. Wiesz doskonale, że brzydzę się pustymi słówkami i zawsze walę bezpośrednio, co może i dla nas jest normalne, ale niedopuszczalne w świecie tych sztucznie uśmiechniętych gęb, które jedną rękę podają do uściskania, a druga trzyma nóż za plecami. Wiesz, o co mi chodzi.
Zrobił przerwę, by samemu sięgnąć po coś do jedzenia. Wybór był piekielnie trudny, bo każda pojedyncza potrawa wyglądała tak zachęcająco, że nie dało się zdecydować, od czego zacząć. W końcu wybór padł na pieczyste z sosem pieczarkowym.
- A co do Brenda... Wpłynął na mnie, odmienił mnie i zrobił ze mnie lepszego krasnoluda. Ale nie chcę teraz o tym rozmawiać, opowiem ci wszystko jak będziemy na osobności.
- Hah nawet nie wiesz jak się mylisz! Próbowałem ułożyć mowę pogrzebową, nawet sobie ją wczoraj przed snem parę razy przytoczyłem. I wiesz co kurwa!? Jak tylko zobaczyłem te wszystkie krasnoludy wpatrzone we mnie jak w jakiś święty obrazek... Pach! - Uderzył lekko dłonią w stół. - Wszystkie słowa uleciały mi z głowy. Kompletnie zapomniałem jak się używa języka w gębie. W tedy pomyślałem o szwagrze i słowa same spłynęły mi do ust. - Upił łyk miodu. - Faktycznie przedni. Rozumiem co masz na myśli. Czarnoksiężnik z którym walczyłem uchodził przed światem za poczciwego krasnoluda. Nikt kurwa się nie spodziewał, że był zepsuty do szpiku kości przez rządze władzy i chciwość. Kłamał tak naturalnie jak kret ryje w ziemi. Nie potrafię go zrozumieć miał wszystko czego tylko dusza może zapragnąć, ale i tak mu było mało. Mógł kurwa żyć w dostatkach przez resztę swoich dni!
Krasnolud rozumiał nastawienie Ursusa i nie próbował na niego naciskać w sprawię szwagra. Zabrał się za pałaszowanie bigosu przy okazji podpatrując jak inni się bawią.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Z ust mi to wyjąłeś! Sam sobie coś naprędce przygotowałem, coś krótkiego i treściwego, ale gdy zobaczyłem te gały we mnie wlepione... Strach jakbym smoka spotkał!
Ursus porwał kawał chleba, umoczył go w maśle i niezbyt salonowym ruchem wcisnął go sobie w usta. Przez chwilę nic nie mówił, ale chwila ta trwała krótko.
- No, trudno to pojąć. Może po prostu dla kogoś są rzeczy ważniejsze, aniżeli pieniądz? Widzisz, ja uwielbiam krążyć po górach i góra złota by mnie od tego nie odciągnęła. Może ten twój mag też miał podobne priorytety. Firda mi kiedyś powiedziała, że pieniądz to nie cel, tylko środek do celu, a prawdziwym celem jest władza. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, Dalin. Dobrze, że go załatwiliście, bo wątpię, by z jego życia wyszło coś dobrego. Te dziesiątki śmierci, wszystkie w takim krótkim odstępie czasu. Ciekawe, ile łącznie ofiar miał na swoim koncie?
Dalin przyjrzał się pozostałym biesiadnikom. Ethan i Teryl siedzący obok dyskutowali o czymś, Oin zajęty był rozmową z Hagrinem, a pozostali członkowie rady siedzieli obecnie w ciszy, robiąc przerwę w konwersacjach na rzecz sięgania po bądź pałaszowania wykwintnych potraw leżących na stole.
- Nawet nie chcę o tym myśleć. - Odparł ponuro rudzielec. - Sądząc po tym co widziałem, był zdolny do wszystkiego. Życie krasnoludów kurwa wcale się dla niego nie liczyło. Chyba jedyną osobą mogącą choć w części odpowiedzieć na twoje pytanie jest mehr Molacius. Czarnoksiężnik z upodobaniem opowiadał mu o każdym swoim chorym planie. Brr... Ciarki mnie przechodzą na somą myśl! Być zniewolonym przez lata i nie móc w żaden sposób się przeciwstawić. Być kurwa biernym obserwatorem. Ja bym chyba oszalał. - Sięgnął po kielich i wzniósł toast. - Za wytrwałość i zdrowie Molaciusa mehra Białego Lwa!
Korzystając z okazji, że większa cześć rady była zajęta po prostu jedzeniem Dalin postanowił omówić sprawę swojego domu. Nie będzie to łatwa rozmowa, ale kiedyś trzeba ją odbyć.
- Wuju Dregorze, panie Regrinie nim uczta rozkręci się na dobre chciałbym omówić z wami ważną sprawę. Słyszałem, że mój dom został przeznaczony nowemu małżeństwu, ale nie zdążyli go jeszcze zająć. Pragnąłbym go odzyskać nie wchodząc z nikim w zatarg.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Wypili szybkim duszkiem zawartości swoich kufli, a następnie Dalin oddalił się od Ursusa i ruszył w kierunku innych członków Rady. Poprosił Regrina o udanie się z nim, jako że Dregor siedział nieco dalej. Kulawy nie krył goryczy na widok berserkera.
- Dalin, masz tupet, by wychodzić z taką sprawą - stwierdził przystryjec. - Jeszcze nie masz pełnoprawnego statusu członka klanu, a już pragniesz położyć łapska na nie swoich włościach...
- Dregor... - rzekł Regrin, ale ten nie zamierzał poprzestać tylko na tych słowach.
- To już nie jest twój dom, przestał nim być, gdy otrzymałeś wyrok banicji!
- Fanzolisz, Dregor. Dalin jest teraz równoprawnym członkiem rodu Daina i należy mu się dom.
- To niech sobie jakiś, kurwa, poszuka! Ten został już zajęty!
- Słuchaj no - wtrąciła się Firda, siedząca zaraz obok niego. - Trwa obecnie święto ku czci Brenda i nie pozwolę sobie na to, by już w pierwszych minutach wybuchały tu niezakrapiane awantury, jasne? Możemy to załatwić szybko, albo długo i boleśnie. Tak czy inaczej cała Rada zdołała już o tym zadecydować. A, no tak, prócz ciebie, ale to nie ja wyszłam sobie w połowie obrad.
- To wyście go sobie przygarnęli niczym bezpańskiego kota - kontynuował Dregor, zachowując się tak, jakby nie było stojącego zaraz obok niego Dalina - to teraz sami myślcie, gdzie go ulokujecie!
- Słuchał, Dregor - odrzekł mu Regrin. - Rada podjęła jednomyślną decyzję i nawet jeśli tobie to nie pasuje, to musisz się dostosować, bo tak to funkcjonuje. I wszyscy dobrze wiemy, że nie chodzi tu o brakujące lokum dla pary młodej, tylko o to, by dalej mścić się na Dalinie.
- Właśnie, Dalin - rzekła Firda. - Jesteś pewny, że chcesz tam mieszkać? Mając tego zaperzonego bęcwała zaraz za płotem?
Słysząc słowa Dregora rudzielec skrzywił się ze zezłości. Twarz lekko mu z pąsowiała, zmrużył oczy i zagryzł zęby. Całym wysiłkiem woli zdusił swój ognisty temperament. Stał tak przez chwilę zamyślony i w końcu rzekł:
- Jestem członkiem rodu Daina i nie zamierzam się go wyrzekać. - Rzekł pewnie i stanowczo.- Tam jest mój dom jakikolwiek, by nie był. - Spojrzał z wyrzutem na przystryjca. - A Dregor jest Moim wujem i przywódcą Mojego rodu, więc okażcie mu szacunek. - Odparł śmiało, zastanawiając się kogo bardziej zdenerwuje pozostałych członków rady czy Kulawca stając w jego obronie. - Jeśli mój stary dom faktycznie jest już zajęty wyznacz mi inny dzielnicy rodu.
Rzekłszy to skłonił głowę.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- No, no - rzekł Regrin. - Iście poselska odpowiedź, faktycznie zmieniłeś się, Dalinie!
- Nie myśl sobie - odparł Dregor - że kilka gładkich słówek coś zmieni. Mówiłem już, ten jest zajęty, a innych nie ma.
- Ale nie jest wcale okupowany. Daj spokój, Dregor, kogo ty chcesz przekonać? Dom stoi jak stał, obrósł kurzem, a tamci mogą zamieszkać gdzie indziej!
- Ta? To ciekawe, gdzie!
- A chociażby... No... Kurwa, pal to licho, chociażby u mnie! Na obrzeżach stoi pusta chata po babce, co jej się zmarło jakiś czas temu. Już pierdolić te posagi, niech sobie młodzi mieszkają u mnie! A ty oddajesz lokum Dalinowi, bo mu się ono najnormalniej należy.
Dregor zmełł zębami przekleństwo.
- No widzisz - dodała Firda - skoro Regrina stać na taki wspaniałomyślny czyn, nie nie powinieneś pozostać mu dłużny.
- Dobra, kurwa, dobra! Chuj z tym! - wybuchnął Kulawy. - Niech wam będzie, zrobię to! Wezmę do siebie tego... Dalin! Słyszałeś moje słowa, bo nie zamierzam się powtarzać. Możesz powrócić do swojego mieszkania. Ale licz się z tym, że nie toleruję u siebie zachowania, do którego zdołałeś nas już przyzwyczaić. I podziękuj Regrinowi, bo tylko dzięki niemu się na to decyduję!
Choć słowa Dregora były strasznie irytujące, przynajmniej cała sprawa zakończyła się pomyśli Dalina. Krasnolud schylił głowę i rzekł:
- Dziękuję Ci wuju, a także tobie Regrinie jestem twoim dłużnikiem. Z chęcią się zrewanżuje przy najbliższej okazji. Jeśli nie macie innych spraw do omówienia to wrócę na swoje miejsce.
Odczekał na odpowiedź, jeśli został zwolniony ruszył w stronę Ursusa o wiele szybciej niż normalny chód. Nim usiadł nalał sobie kufel piwa i wypił go duszkiem. Następnie klapnął na swoim miejscu i szepnął do ucha Ursusa z goryczą.
- Kurwa wuj jeszcze bardziej stetryczał na starość. Cholera ciężko z nim będzie wytrzymać. - Klepnął przyjaciela w plecy. - Obiecaj mi coś nigdy się kurwa nie zmieniaj!
Roześmiał się i nałożył na talerz pieczony udziec i duszone grzyby.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Zrewanżować? - zaśmiał się Regrin, luzując panujące napięcie. - Dalin, przecież to tobie jesteśmy dłużni to, żeś wniósł rozwój w naszą wioskę! Nie ma o czym mówić!
- A teraz idź - popędził go Dregor Kulawy.
Poszedł. Szybko. Nim Ursus zdołał go zagadać, jak poszło, Dalin walnął się na siedlisku i duszkiem wypił piwo. Zaszumiało mu w gardle od tak nagłej i solidnej dawki.
- Dalin... - rzekł niepewnie przyjaciel, nim Dalin wyklarował sytuację. Zaśmiał się. - Nosz kurwa, nie dworuj sobie tu ze mnie!
Kątem oka Dalin ujrzał przystryjca, który z niezmienioną goryczą wylaną na usta powstał od stołu i odszedł. Tym razem nie mogło być mowy o kłótni, gdyż ani Firda, ani powracający Regrin, nie zwrócili na to najmniejszej uwagi.
- Czyli że odzyskałeś swój dom? Jak ci się udało przekonać tego zramolałego dziada?
- Tak udało się. W sumie to prawo było po mojej stronie, a Regrin się za mną wstawił. Z wujem zawsze się ciężko rozmawiało, ale spędziłem z nim dosyć czasu, by wiedzieć jak z nim sprawy załatwiać. - Chwycił bochen chleba i rozerwał go na poły, po czym zaczął konsumować zawartość talerze. - Cholera, ale nigdy to nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy. A co z tobą jako członek rady ciągle musisz dyskutować z moim wujaszkiem?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- No wiesz... I tak, i nie. Z reguły Rada zgadza się jednomyślnie w swoich decyzjach, Dregor lubuje się w buncie tylko wtedy, gdy coś się tyczy Oina, no albo ciebie. Wiesz lepiej niż ja, że ciebie nie lubi prawie tak samo silnie, co jego.
Ursus także dołączył się do konsumpcji, czy raczej wznowił ją po krótkiej przerwie. W gardła obu krasnoludów wlatywały rozmaite przysmaki i trunki, niektóre tak silne, że wypalały gardło i wywracały oczy w stronę czaszki. Bawili się wszyscy. Dregor usiadł gdzieś w oddali, ze swoim rodem. Ethan dalej przeprowadzał żywą dyskusję z oboma Grimmsonami.
- Bo gdy nie chodzi o osobiste przywary, to jest to surowy, ale nawet racjonalnie myślący krasnolud. Za swego życia wyszkolił tylu wojów, że obecnie nasz klan mógłby konkurować zbrojnie z tym sprzed wojny z orkami. I w końcu dojdzie do jakiejś walki, nie z zielonymi, to z innymi krasnoludami. Wcześniej nie było o co, a teraz, no, mamy tę platynę. Przy naszych dotychczasowych, słabych złożach węgla to wielki skok do przodu.
- Nie wydaje mi się, żeby wujaszek specjalnie lubił kogokolwiek. - Odparł z goryczą Dalin. - Nie zawsze taki był... Dziadek mi wiele opowiedział... Chociaż ja sam nie pamiętał, żeby był inny... Cholera nawet przed tym przeklętym wypadkiem traktował mnie oschle mimo moich starań. - Z ciszył głos by tylko Ursus mógł go usłyszeć. - Dobrze wiem jak wiele zrobił dla klanu, ale mógł by dokonać znacznie więcej, gdyby nie jego ośli upór. - Westchnął przeciągle. - Dziadek wierzył, że w końcu przejrzy na oczy i przełknie własną dumę. Dlatego odszedł... - Zacisnął dłoń w pięść. - Ale jak widać nic to nie dało. Myślisz, że w ogóle jest to możliwe, że jeszcze kiedyś się pogodzą?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Wiesz co, wątpię - odparł bez ogródek Ursus. - Musiałoby się coś wielkiego stać, a twój powrót na nowo otworzył ledwo zasklepione rany. Jeśli Dregor kogoś lubi, to najwyżej członków swojego rodu, i to nie wszystkich, rzecz jasna. Ale ma słabość do wnuków, jak większość dziadów. Na dorosłych zaś psioczy. Ach, szkoda gadać, zmieńmy temat.
Przed stołami, na specjalnie przygotowanym pustym klepisku, występowała właśnie trupa taneczno-komediancka. Potańcowali do muzyki i wyczyniali różnorakie śmieszne bądź nie, ale na pewno trywialne w swym humorze czyny, najprostsze, czyli takie, jakie pasują do hucznych, luźnych uroczystości. Ursus spoglądał na występ i od czasu do czasu uśmiechał się.
- No, tego, to skoro dom masz, to co planujesz dalej? Sporo masz do nadrobienia, Dalin!
- Najsampierw to będzie trzeba w nim posprzątać! - Rudzielec wybuchnął śmiechem. - Ciekaw jestem czy ktoś w ogóle do nie zaglądał przez ten rok. Trochę czasu minie za nim znów się zadomowię. A przez całą tą kopalnię na pewno w Bergu nie będzie nudno. Nie wiem co będę robił, ale jakieś zajęcie się zawsze kurwa znajdzie. Masz może jakieś propozycje?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Zaglądać zaglądał, sam tam byłem kilka razy, niekoniecznie z aprobatą Dregora. A z robotą to daj spokój, tego to ci u nas dostatek! Jeśliś nie zapomniał, którym końcem trzyma się kilof, to czemu byś nie miał z naszymi trochę popracować na taj platynie, co? Ze swoim doświadczeniem to mógłbyś być zarządcą jakimś! No chyba, że wolisz toporem operować, to i tak w kopalni zagrzejesz miejsce. No ale... - podrapał się w tył głowy. - Bardziej mi jednak chodzi o to, co teraz byś zrobił, a nie, co będziesz robił przez następne lata. Może skoczymy do tego twojego domu, obaczymy, co i jak?
- Zobaczymy, zobaczymy zapewniam Cię, że pamiętam jak się trzyma kilof. Przez najbliższe dni to chyba będziemy żryć i chlać aż nam się sprzykrzy. Ciekaw jestem co, żeś kurwa robił w moim domu? - Odparł ironicznie, ale od razu wybuchł śmiechem. - Dziękuje, że zajmowałeś moją chatą mimo, że zostałem banitą. Prawdziwy z Ciebie przyjaciel. Można zobaczyć co się tam kurna na starych śmieciach wyprawia. Skończę tylko posiłek. A po term może zajrzymy do twojego ojca?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- I tam - machnął ręką. - Nic takiego, ot pilnowałem, czy wszystko jest na swoim miejscu. Ty byś zrobił to samo przecież. Co prawda nie jeden tam w buciorach wszedł i się gościł jak na swoim, ale wiele się zmienić nie mogło.
Ursus zrobił krótką przerwę na dokończenie swojej porcji mięsa, które zdołało już ostygnąć. Nie przejął się tym, tylko czym prędzej wpakował sobie zawartość w usta. I posmutniał, słysząc ostatnie zdanie Dalina.
- No... Możemy zajrzeć. Zaniesiemy mu jakiegoś żarcia. Wiesz, nawet na taką uroczystość nie dał się przekonać do wyjścia na powierzchnię. Coraz z nim gorzej... To co, idziemy?
- A, co tam się znajdzie pod ręką... - powiedział pod nosem, po czym bezceremonialnie zaczął łapać za mięso i inne jadło i całość wepchnął do pustawego koszyczka z chlebem. - No to teraz możemy ruszać. Więc najpierw do mojego ojca, a dopiero potem do twego domu?
- Tak więc chodźmy! - skomentował raźnie, przewieszając swoje futro przez oparcie krzesła.
Odeszli od stołu, a z powodu panującego gwaru mało kto zwrócił na to uwagę. Przeszli między budkami kucharzy, wyminęli wychodki i rozbite namioty służby. Skręcili w tunel prowadzący do kopalń i poczęli schodzić w dół, doskonale znanymi ścieżkami. Przez ten czas nie zmieniło się wiele. Dalej wzdłuż ścian plasowały się górnicze sprzęty w absolutnym nieładzie, a łupki skalne uciekały spod butów. Zeszli niżej, głównym tunelem, lawirując między stalagnatami a drewnianymi podporami. Wtedy słychać już było regularne, choć niezwykle powolne stukania, które mogły być tylko uderzeniami kilofa o ścianę.
Nie minęło wiele czasu, a na jednej z niższych kondygnacji, przecisnąwszy się przez nowy, nieznany Dalinowi tunel, dostrzegli rozlane po ścianie światło pochodni, a wraz z nią rzucony, ruchomy cień. Ojciec Ursusa, Urun, stał na samym końcu, plecami do nich. Nie przerywał pracy, choć z pracą miało to niewiele wspólnego. Kuł litą ścianę, w której nie znajdowała się ni żyłka węgla.
- Ojcze. To my. Ursus i Dalin.
Nie zareagował.
- Nie powitasz z powrotem w klanie Dalina?
Nic. Tylko niemrawe, wyzute z życia uderzenia kilofem o ścianę.
- Przynieśliśmy ci jedzenie - rzekł, kładąc koszyczek na pobliskim kamieniu i zgarniając z niego inny, ledwo napoczęty posiłek.
Urun odwrócił się. To nie był ten sam krasnolud co rok temu. Postarzał się o pięćdziesiąt lat i niesamowicie wychudł. Gdy Dalin opuszczał wioskę, Urun był nieco przy kości, podobnie jak jego syn. Teraz wyglądał jak chodząca śmierć, ze znoszonymi, czarnymi od brudu i węgla łachmanami, z zaplątaną brodą i z pustymi jak u ślepca oczami, nie wyrażającymi nic.
- Witaj, Dalin - mruknął, tonem takim, jakby mówił sam do siebie, w pustkę. A potem odwrócił się i powrócił do bezcelowej pracy.
Choć Dalin spodziewał się w jakim stanie może zastać Uruna to i tak był w ciężkim szoku. Ojciec Ursusa stał się cieniem samego siebie. Choroba całkowicie zniszczyła tego niegdyś silnego krasnoluda. Dumny niegdyś przywódca rodu przypominał teraz dziada proszalnego. Serce rudzielca krajało się na ten widok. Znał Ursusa od oseska, a jego ojciec był dla niego zawsze jak dobry wuj. Często zwracał się do niego o rady i zawsze je otrzymywał...
- Witaj Urunie! Przynieśliśmy Ci strawę. Potrzebujesz chwili odpoczynku od pracy.
Przemówił spokojnie i powoli, próbując jakość przebić się do umysłu oszalałego krasnoluda.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Dziękuję - odparł beznamiętnie i nie od razu krasnolud, ale nie przerwał pracy. - Zostawcie. Zjem jak skończę.
Ursus wzruszył ramionami. Jak widać, trudno było przekonać jego ojca do czegokolwiek. Patrząc po ledwo napoczętym poprzednim posiłku aż dziw brał, że Urun, w mniejszym lub lepszym stopniu, ale wciąż trzymał się na nogach.
- I tak to właśnie jest - skomentował wojownik, kręcąc głową z politowaniem.
Choć pierwsza próba zakończyła się fiaskiem to Dalin nie zamierzał tak łatwo ustąpić. Spróbował raz jeszcze przekonać Uruna do zrobienia przerwy na posiłek.
- Zjedz za nim wystygnie. Zastąpię Cię, żeby nie było przestojów w pracy.
Rudzielec był gotowy podjąć się bezsensownej czynności, jeśli to miało choćby na chwilę oderwać ojca Ursusa od kucia ściany.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Dziękuję - mruknął w końcu po cichu, głosem tak słabym, że ledwo dosłyszalnym w huczącym, skalnym echu odbijanym w ciasnej przestrzeni korytarza. - Nie jestem głodny - dodał po kolejnej, przedłużającej się niemiłosiernie chwili. - Zjem jak skończę.
Ursus przysiadł na pobliskim kamieniu. I złożył twarz w dłonie. Nie płakał. Ursus nigdy tego nie robił, nawet w obliczu najtragiczniejszych wydarzeń, a takim musiał być obecny stan jego ojca. Mimo to czuć było, że sytuacja ta odcisnęła poważne piętno na wojowniku.
- I tak ciągle... Bez ustanku. Próbowaliśmy wszystkiego. Rozmów, próśb, nawet siły. Wtedy szarpał się, wierzgał, mówił, żeby go zostawić, że w Bergu nie ma miejsca dla nierobów, że musi kopać dalej. Ech. Teraz rozumiesz, dlaczego musieli wybrać kogoś nowego na jego miejsce w Radzie. Kopalni nie opuszcza od niepamiętnych czasów.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum