TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Czysta intuicja
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-10-24, 19:26   Czysta intuicja

W Dorien każdy kończy jako złodziej.

- Powiedzenie krasnoludzkie.






Czysta intuicja
Kroniki Siv'ara - wprowadzenie

Nothum, 332. dzień roku 1515.





Dzień był zimny i nieprzyjemny. Szorstki wiatr dął od południa, a niebo roniło pojedyncze krople deszczu. Ale to nie to sprawiało, że w Dorien Siv'ar czuł się jak intruz. Były to pełnie wrogości spojrzenia ludzi. Miasto, jak na stolicę Imperium przystało, musiało przygarniać do siebie zarówno poszukujących pracy z okolicznych siół i miasteczek, jak i wszelkiej maści złodziejaszków, którzy w bogatych i licznych mieszkańcach upatrywali sobie łatwy zysk. Podobnie było z Siv'arem, chociaż on trafił tutaj poniekąd przez przypadek albo z braku innego wyjścia. Kilka ostatnich miejscowości, które odwiedził, pozostaną mu w pamięci na dobre. Bo w każdym z nich, nie wiadomo jakim to sposobem, ale zawsze, każda próba nawet drobnej kradzieży kończyła się kompletnym fiaskiem - i nie to, że po prostu ktoś go nakrył, bo uciec ze skradzionymi dobrami to chleb powszedni. Tylko że przy każdej, ale to każdej, nawet najbardziej gównianej okazji do podebrania gównianego owocu z gównianego kramu, gdzieś obok, dosłownie kilka metrów dalej stać musiał jakiś dostojnik roszczący sobie prawo do pilnowania porządku, nawet jeśli była to zabita dechami wieś, przy której Dura mogłaby być światową metropolią. Co ciekawsze, Siv'ar mógłby przysiąc, że dwa razy spotkał się z tym samym mężczyzną, wysokim, muskularnym, wyposażony w metalową pałkę i grubą sieć, zupełnie jakby idąc w kierunku jakiejś areny zgubił drogę, zrezygnował z dalszej podróży i postanowił wyżywać się fizycznie samozwańczo egzekwując lokalne prawa.

Dzień był zimny i nieprzyjemny. I miał się ku zakończeniu. Tak właściwie to nie było aż tak zimno, nie dla szczurołaka. To innym ludziom wokół było zimno na tyle, że w każdej rozmowie poruszali ten temat. Siv'ar czuł się komfortowo w swoim futrze.

Cały ten dzień spędził na wędrówce. Ten i kilka poprzednich od ostatniej wartej uwagi mieściny, oraz kilkadziesiąt odkąd opuścił domowe strony. Może rodzinka zauważyła już, że zniknął? A zresztą. Dla nich to i tak nie miało większego znaczenia. A dla Siv'ara różnica była olbrzymia. Mógł podziwiać widoki, na temat których w Dziurze nikt nawet plotek nie znał. Monstrualne mury Dorien zauważył już z daleka, a potem było tylko lepiej. Zabudowania pod murami miasta tworzyły największe sioło, jakie dane mu było widzieć. Samo to sioło mogłoby stanowić drugie miasto. Prosto stojące, starannie wykończone domy; kamienny trakt głównej drogi krzyżujący się z multum innych, kierujących do każdego zakątka, gdzie stała choć jedna chata; w końcu wielkie targowisko, które nawet pod wieczór tętniło życiem. Tam właśnie zatrzymał się Siv'ar. Widok pysznych, wystawionych na ladę produktów przyćmiło wszystko, co widział kiedykolwiek wcześniej. Już po paru minutach obchodu zrozumiał, że w miejscu takim jak to można kupić (czy raczej ukraść) dosłownie wszystko. A że jego żołądek właśnie przypomniał mu, że od rana niczego nie zjadł, to uwaga jora skupiona była przede wszystkim właśnie na produktach spożywczych.

[...]Siv'ar: Test: Zmysł: Wzrok: k20(16) + 19 = 35
Sukces!


Większość pieniędzy jakie posiadał, przeznaczył na różne przydatne w podróży drobiazgi, ale coś mogło mu jeszcze w kiesie pozostać. I chociaż każdy błyszczący krążek jest w stanie przełamać bariery językowe, to zawsze pozostawała druga opcja. A tę jor wypatrzył już po chwili, i to nie jedną, a wiele. Wiele łatwych okazji, bez istotnych świadków, ze stoiskami prowadzonymi przez jakieś stare baby. Cokolwiek miałoby się wydarzyć, to dzisiaj spać głodny nie pójdzie.
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2015-11-17, 15:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-10-24, 21:13   

Jor pociągnął za czubek swojego kaptura, poprawiając go sobie na głowie. Zapewne powinien cieszyć się z faktu, iż jego owłosione ciało gwarantuje mu ciepło, czym ci wszyscy przedstawiciele innych, dumnych ras, posiadający skórę pokrytą rzadkim futrem lub go w ogóle pozbawionym, pochwalić się nie mogli. Jednak jego humor był tak paskudny, że żadne pozytywne myśli nie mogły się przebić do jego czaszki. Nawet jeśli pogoda nie sprawiała mu wielkich kłopotów, to i tak ją przeklinał. Dla szczurołaka był to tylko znak, że otoczenie też postanowiło mu się naprzykrzyć, uważając zapewne dotychczasowe niepowodzenia Siv'ara za nie dostateczną formę symbolicznego "kopa w dupę". Dopiero skurcz w okolicach żołądka wymusił na nim inne myśli.

"Cóż... byłem już w tej sytuacji wiele razy. Nic mi nie wychodzi i jestem głodny, czyli nic nowego. Tak, właśnie! To nic takiego! Chciałem wolności od tak dawna i teraz ją mam! Nie mogę się teraz dobijać paroma potknięciami. Jebać skurwiały los, jebać niepowodzenia, jebać tą chodzącą kupę mięsa z metalową pałką i jebać tą pogodę!" Siv'ar poczuł małą iskierkę motywacji i nadziei, podobną do płomienia który rozpalał się w jego sercu, kiedy opuszczał Dziurę. Z tego co pamiętał miał jakieś żarcie w plecaku, ale skoro jedzenie leży wszędzie w około na straganach to przecież wielkim nietaktem byłoby ich nie spróbować. Jor zaczął iść wolnym krokiem by lepiej złapać widok na potencjalne cele. Nie chciał tego robić stojąc w miejscu. Każde podejrzane zachowanie groziło kolejną nie udaną próbą, a wszyscy ludzie których mijał, wrogo na niego spoglądali. Czuł się trochę nie pewnie wiedząc, że każda para oczu od razu widzi w nim złodzieja (w końcu żaden złodziej tego nie chce), ale nie mógł się zniechęcać. Zwłaszcza, że już dostrzegł potencjalne okazje na zapełnienie żołądka.

Nie często miał taki wybór jeśli chodzi o kradzieże. Z jednej strony można by pomyśleć "co za różnica" i zdać się na szczęście, ale Siv'ar wolał w tym momencie nie kusić losu. Wybrał więc stoisko które obsługiwała kobieta wyglądająca na najstarszą ze wszystkich i skierował się dość wolnym krokiem w jego kierunku, przyglądając się przy okazji dokładniej wyłożonym towarom.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-10-25, 19:37   

Wybór padł na jedno z bardziej stojących na uboczu kramów, z odpowiednio mniej liczną gawiedzią dookoła. Widać było, że starsza pani gotuje się do zwijania swoich towarów na noc i nikt nie postanowił jej w tym przeszkodzić. Starsza pani, czy może bardziej podstarzała babcia poruszała się bez pośpiechu, głowę trzymała niżej niż znajdowały się jej plecy, a oczy, co widać było już od razu, zalane musiały być mgłą wieku - kobieta każdy produkt przystawiała blisko głowy, trwała przez chwil kilka w tym stanie, a dopiero po tym wkładała rzecz do stosownego pojemnika.

Towar ten składał się z lokalnych warzyw i owoców różnej maści - znaleźć można było tam suche jabłka, maliny z późniejszego okresu wegetacji, cebulę, kapustę, marchew i parę innych warzywnych pospolitości.

Jor mógł przebierać w towarach - kobieta praktycznie nie miała szans go zauważyć, chyba że wskoczyłby na jej kram, strącił z niego buraki i czosnek, a pyskiem ucałowałby jej nos. Wtedy pewnie coś by zauważyła. A tak, tym bardziej, że w okolicy każdy zajęty był swoimi sprawami, w większości związanymi z chowaniem się w postawionym kołnierzu przed ostrym wiatrem i poruszaniem się pośpiesznym krokiem do swoich chałup, ryzyko na wykrycie i spontaniczny szczurzy lincz było po prostu zerowe.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-10-25, 21:27   

Siv'ar uśmiechnął się sam do siebie z powodu całego tego widoku. Cel kradzieży jest na wyciągnięcie ręki a jego obecny właściciel nie stanowi najmniejszego zagrożenia. Jor lubił kiedy robota była tak łatwa, że jedynym "problemem" była decyzja na jaki rodzaj kradzionego jedzenia ma dziś ochotę.

Tym samym spokojnym krokiem doszedł w końcu do wybranego straganu. Przechodząc tuż obok, symulował walkę z zimnem, wtulając głowę w ramiona i poprawiając płaszcz parę razy. Przy trzeciej poprawie okrycia, przytrzymał je sobie prawą ręką, żeby równocześnie lewą móc zabierać rzeczy ze stoiska. Łapał każde warzywko i owoc pojedynczo, podkradając je tak, by nie musiał się zatrzymywać, po czym wpychał je sobie za pazuchę. Przytrzymując płaszcz w taki sposób by nie dopuścić do wysypania nowo nabytej zawartości, kontynuował swój spacer naprzód.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-10-27, 22:26   

Taktyka Siv'ara miała jedną zasadniczą korzyść - idąc wolno wzdłuż kramu mógł podebrać wszystkiego po kolei, zamiast szybko zgarnąć tylko jeden rodzaj łupu.

[...]Siv'ar: Test: Ukrywanie się: k20(12) + Re:20 + Poz.3 + 5 (pogoda) = 40

Nikt nie spoglądał na niego, nikt nie interesował się jorem o tej porze dnia i przy tej parszywej pogodzie. Stanął więc przy stoisku i ze spokojem zaczął wdrażać swój prosty i skuteczny plan. Najpierw zgarnął pęczek marchwi, potem dwie cebule. Staruszka nawet go nie zauważyła. Przy burakach poszło mu tak samo dobrze, całkowicie będąc ignorowany przez cały świat wokół. Dopiero gdy chował za pazuchę któreś z kolei jabłko, staruszka nagle spojrzała na niego, chyba uśmiechnęła się, o ile można tak nazwać to, co wytworzyła jej brzydka, zdeformowana przez wiek twarz, i rzekła coś, czego Siv'ar w oczywisty sposób nie zrozumiał.

A po chwili odwróciła się znów do niego bokiem i wróciła do pakowania dobytku. Czy raczej tego, co pozostało po warzywnej, szczurzej grabieży.

Siv'ar stał właśnie na samym końcu, z małym, wiklinowym koszyczkiem malin w dłoni. Trudno będzie i to wcisnąć pod płaszcz bez ryzyka rozsypania. Z drugiej strony maliny wyglądały naprawdę smakowicie, a szkoda byłoby je porzucić...
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-10-27, 23:47   

Jor zatrzymał się, po czym spojrzał na koszyk malin, na staruszkę i z powrotem na owoce. Jak do tej pory żadnych świadków, ani jednego samozwańczego stróża prawa i nie został złapany przez sprzedającą, nawet mimo tego że na niego spojrzała.
"Chyba... niema już raczej sensu aż tak się ukrywać." - pomyślał Siv'ar odwracając się od stoiska. Stojąc do niego tyłem, zaczął się oddalać, wciąż trzymając koszyk malin w jednej ręce i przytrzymując resztę swej zdobyczy drugą.

"Może w końcu szczęście się do mnie odwróciło. Marchew, buraki, cebule i nawet maliny. To moja najlepsza kradzież w ostatnim czasie!" Na twarzy złodzieja pojawił się uśmiech, który zniknął błyskawicznie, kiedy tylko doszło do niego jak żałośnie to stwierdzenie brzmi. "Tak, udało mi się okraść ślepawą staruszkę. Brawo ja. Tylko jaka jest szansa że reszta ludzi będzie tak samo czujna jak ona? Cóż, przynajmniej nie musiałem za to płacić. Tak długo jak nie tracę monet, tak długo mogę uważać to za sukces." - kontynuował swoje myśli wyglądając równocześnie za jakimś skrytym miejscem, w którym mógłby w spokoju uporządkować żywność.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-10-29, 00:58   

Deszcz bębnił po dachach, pełzł wśród bruku, szumiał w uszach. Wiatr targał ubraniem, jeżył sierść i gwizdał przeciągle. Jor mógł odejść, nawet nie uciec, tylko po prostu pójść sobie w bardziej odosobnione miejsce. Dokonawszy kradzieży życia zaczął więc się rozglądać, pilnie dusząc przy sobie drogocenny warzywny łup, by przypadkiem nic nie wypadło i przeturlało się po kostce, ewentualnie wpadło po prostu w błoto.

Wybór padł na kierunek północny albo jakiś zbliżony do tego. Tak czy inaczej mur miasta miał teraz po swojej prawicy, a za sobą, coraz dalej i dalej, opustoszałe targowisko. Coraz mniej ludzi znajdował na błotnistej drodze, a coraz więcej prostych chat, typowo mieszkalnych. Wtedy deszcz rozpętał się na dobre, a ludzie tym prędzej uciekali do swoich domów. Siv'ara zwykły kaprys pogody nie mógł zniechęcić. Wychowany był w takich warunkach, w których deszcz był błogosławieństwem wody pitnej, a nie przekleństwem mokrej sierści i kataru.

Szedł wzdłuż w miarę szerokiej drogi między domkami i chatkami, niekiedy mijając jakiś większy przybytek, może służący za lokalną karczmę, może za jakiś warsztat, któż tam mógł wiedzieć. Liczba budynków z każdym krokiem stawała się coraz bardziej klaustrofobiczna i przerastająca zdrowe wyobrażenie sioła, wsi, czy nawet miasta. Miało to też swoje plusy. Siv'ar, któremu zapach malin coraz bardziej prowokująco wnikał w nozdrza, miał wiele miejsc do wyboru. Mógł udać się w jakąś ciemną, zamkniętą z pozostałych stron uliczkę; mógł po prostu przystanąć u kogoś na ganku, w ogródku, albo pod płotem, albo wspiąć się na dach i rozejrzeć się; mógł też po prostu opuścić pierścień budynków i wyjść poza niego, w spokoju od cywilizacji skupiając się na konsumpcji. Wyborów było wiele, za to ewentualnych gapiów - coraz mniej. Każda z tych opcji wydawała się tedy racjonalna. No, może poza tym gankiem, rzecz jasna.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-10-29, 13:09   

Siv'ar, po parunastu krokach, zdecydował się w końcu skierować w stronę zamkniętej uliczki. Tam, usiadł tuż na jej początku, zdjął plecak z ramion, oparł się plecami o płot i na skrzyżowanych nogach ułożył swoją warzywno-owocową mieszankę. Wszystko, poza jabłkami i smakowicie pachnącym koszykiem, schował do plecaka po czym zaczął swoją ucztę. Już od dawna brakowało mu uczucia smaku czegoś świeżego i soczystego w ustach, wiec teraz się nie śpieszył, rozkoszując się każdym kęsem.

Wrzucając sobie kolejną garstkę malin do pyska, spojrzał na miejski mur. Jor nie był miłośnikiem architektury ale musiał przyznać że wyglądał imponująco. Był potężny, widoczny dla podróżników takich jak on już z daleka. Dawał on nadzieje przedstawicielowi szczurzej rasy. "Ta budowla musi kryć za sobą wielkie miasto..." - mówił w myślach -"...wypełnione po brzegi mieszkańcami i ich brzęczącymi sakwami pełnymi monet! Już sam rozmiar tego miejsca zapewnia dogodne schronienie, nie to co te wszystkie zabite dechami mieściny, niezasługujące nawet na posiadanie własnej nazwy, z których trzeba było wiać kiedy tylko złapali cię na podkradaniu durnych ziemniaków."

Siv'ar rzucił w głąb uliczki ogryzek świeżo dokończonego jabłka. "Z drugiej strony tutaj mają strażników. Teraz tak myśląc, nigdy nie miałem okazji uciekać przed prawdziwym miejskim strażnikiem. Wątpię że biegają szybciej niż reszta tych sukinkotów. Pewnie jednak potrafią przywalić mocniej." W tym momencie jor spojrzał na skróconą końcówkę swego ogona i zasyczał lekko, wspominając ból który towarzyszył jej utracie. "No nic." - kontynuował swoje myśli wstając z ziemi. - "Jorowie i tak nie żyją długo, a póki oddycham mogę popróbować wzbogacenia się cudzym kosztem. Teraz nikogo na ulicach co prawda nie będzie, ale to nawet dobrze. Będę mieć czas na spacer rozpoznawczy."

Otrzepał płaszcz z tyłu i założył z powrotem plecak, wcześniej wyjmując z niego jedną marchewkę i wsadzając sobie do buzi. Chrupiąc pomarańczowe warzywo, podreptał w stronę muru w celu odnalezienia bramy wejściowej.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-10-30, 17:47   

Siv'ar miał już przygotowany cały plan. Wybrał jedną z mrocznych uliczek, rozsiadł się na ziemi, w błocie, z którego tryskały ziemne gejzery wzbudzane przez lejący deszcz. Pora była już późna, nikt już nie przechadzał się między domami - ci którzy mieli się pochować w swoich chałupach, już dawno do uczynili. Na zewnątrz pozostali tylko złodzieje i bezdomni. Jor wpisywał się w obie te kategorie.

Widział dobrze okolicę, ale okolica na pewno jego samego dobrze nie widziała. Ludzie mieli niesamowicie upośledzony zmysł wzroku, który bez źródła światła stawał się bezużyteczny. Jedynie księżyc wyłaniał się cyklicznie spomiędzy ciemnych chmur, ale taka drobina nie mogła nawet pomyśleć o stanowieniu zagrożenia dla bezpieczeństwa Siv'ara.

Warzywa trafiły do plecaka, a reszta przed głodne oblicze szczura. Gdy zagryzł jabłko, cały świat uderzył go niepohamowanym uczuciem błogości i spełnienia. Co z tego, że łup był marny, ważne było to, że pozwolił mu się najeść w sposób lepszy niż podstawowy. Jabłka były słodkie, podobnie jak maliny, które szybko pustoszały w wiklinowym koszyczku.

Obejrzał się w lewo, w stronę miasta. I rozmyślał, jakie to tajemnice mogły te monumentalne mury za sobą chować. Skoro były takie wielkie, to z jakiegoś powodu, by chronić ludzi głupich, naiwnych i bogatych!

[...]Siv'ar: Test: Zmysł: Wzrok: k20(4) + 19 - 10 (zaskoczenie) = 13 // ST = 35
Siv'ar: Test: Zmysł: Węch: k20(5) + 19 - 10 (zaskoczenie) = 14 // ST = 40


Gdy Siv'ar rozmyślał właśnie nad nieudolnością strażników miejskich, ciskając przy tym ogryzkiem gdzieś w głąb uliczki, coś zaszumiało nad jego głową. Instynktownie obejrzał się i zobaczył grubą, ciężką sieć opadającą prosto na jego rozwarty w zdumieniu pysk. Metaliczne obciążniki sieci brzdęknęły o ziemię, a ciężar przyszpilił jora do ziemi. Nim zdążył się zorientować co się stało, jakiś osobnik zeskoczył gładko z dachu zza jego pleców, mocarnym kopniakiem w żołądek zgiął szczura w pół i przeturlał o dobry metr, rozsypując po drodze resztę malin i jabłek. Siv'ar wylądował na obolałym brzuchu i nie widział napastnika. Poczuł za to, że jakiś gruby i twardy przedmiot boleśnie uderza go kilkakrotnie w plecy, kark i krzyż. Zbroja tylko w nieznacznym stopniu zamortyzowała impet ciosów, a cała reszta rozlała się gorącym bólem po całym ciele.

Wtedy też napastnik stanął przed nim. Jor dostrzegł jego umorusane w błocie buty, czarne spodnie i równie ciemny płaszcz. Siv'ar był w pełni skrępowany, ale kątem oka udało mu się też dostrzec schowaną pod kapturem twarz. Był to ludzki mężczyzna, którego jor widział pierwszy raz na oczy. Mimo zbliżonych zamiarów, jurysdykcji i ekwipażu, ten jednak wyróżnił się od reszty poprzez jedną, istotną kwestię:

Jemu się powiodło.

[...]Siv'ar otrzymuje 12 punktów obrażeń i 2 punkty zmęczenia.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-10-30, 18:43   

W trakcie ataku, głowę jora ogarnęła całkowita pustka. Dopiero kiedy napastnik stanął przed nim, szczurołak zaczął na nowo myśleć, pojmując co się właśnie stało. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie który był mieszanką bólu i czystego gniewu. Siv'ar nie wiedział jednak na kogo powinien się złościć bardziej: zakapturzonego człowieka czy samego siebie. "Cholera. Stracić czujność i dać się zajść przez człowieka! Teraz nawet kurwa w górę muszę patrzeć żeby być bezpiecznym!"

Nie mógł wstać i mimo bólu spróbować uciec. Niema co ukrywać, ten fakt go przerażał. Szczurołak oddychał ciężko, wiercąc się na ziemi w desperackiej próbie uwolnienia się z sieci. Mimo niewygodnej pozycji wciąż starał się patrzeć na nieznajomego. Nawet z jego punktu widzenia jasnym było że to nie strażnik. Czego więc mógł chcieć? Najrozmaitsze pomysły przeleciały złodziejowi przez jego szczurzą głowę. Kolejny samozwańczy obrońca ludności, wypatrujący bandytów z dachów? "Komitet powitalny" okradający nowo przybyłych? Zwykły morderca nie przepadający za jorami? Rozważania te niby nie miały sensu w danej sytuacji, ale Siv'ar wolałby wiedzieć czy zostanie po prostu pobity do nieprzytomności i okradziony z warzyw, czy raczej powinien spodziewać się uczucia zimnego metalu wbijającego się mu w gardło.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-10-31, 22:21   

Jor wszystkimi siłami próbował wywinąć się z sieci. Dla postronnego obserwatora musiało to wyglądać równie desperacko co wijąca się w rybackiej sieci ryba, która chociaż skazana na niepowodzenie, to do końca próbowała walczyć o życie.

Kolejny kopniak zdusił w Siv'arze dalsze pragnienia wywinięcia się z sieci. Tajemniczy napastnik, pogromca złodziei kapusty przygwoździł go kolanem do ziemi. Jor mógł tylko zdać się na jego łaskę bądź niełaskę. Człowiek powiedział do niego coś, czego z oczywistych względów nie dało się zrozumieć. Następnie chwycił za sieć, uformował z niej swoisty wór ze szczurem w środku, a leżący nieopodal płotu plecak przerzucił sobie przez ramię i ruszył, taszcząc jeńca za sobą, szorując nim przez błoto, kamienie i resztki porzuconej strawy.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-11-01, 14:33   

-Ej! Gdzie mnie ciągniesz płaski ryju?! Jorowie mają swoją godność, prawa! Wypuść mnie w tej chwili!

Siv'ar wrzeszczał do porywacza z samej chęci okazania swego sprzeciwu. Dobrze wiedział że mężczyzna rozumiał go równie dobrze jak zrozumiałby piszczenie normalnego szczura.

Jor nawet nie starał się ukrywać że czuje strach. Nie był on przyzwyczajony do takich sytuacji. Oczywiście, nie raz zostawał obity i lądował w błocie, ale przynajmniej zaraz po tym jego nogi niosły go w kierunku najbliższej dziury w płocie i dalej, aż do ciemnego kąta gdzie mógł złapać oddech. Lubił swoją rutynę w "pracy". Teraz jednak była ona kompletnie zniszczona i Siv'ar był zmuszony czekać na szansę do wywinięcia się z tej sytuacji. Postanowił skupić się na otoczeniu i nieznajomym, w miarę swych możliwości uważnie obserwując jego jak i pokonywaną przez niego drogę.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-11-01, 19:28   

Napastnik ignorował słowa jora. Dla niego musiały być to zwykłe popiskiwania, jakie wydają gryzonie w momentach zagrożenia. A ten moment na pewno miał obecnie miejsce. Nieznajomy szedł dalej przez deszcz, błoto i mrok. Nie wydawało się, by to ostatnie miało mu w jakikolwiek sposób przeszkadzać w poruszaniu się - drogę odnajdował bezbłędnie, a kamienie wymijał z iście artystyczną gracją. Gorzej z nimi miał Siv'ar, który nie do końca miał możliwość zrobienia cokolwiek ze stanem swojego ciała, przez co wszystkie te wyminięte przez człowieka kamienie mściły się na nim samym, wżynając się w futro i siekąc zajadle.

Nieznajomy szedł gdzieś na północ albo w kierunku do północy zbliżonym. Przede wszystkim wciąż miał gdzieś w oddali po swojej prawicy mury miasta, ale trudno było rzec, czy zdołał wyminąć je na tyle, że teraz zamiast na północ, kierowali się na wschód. Tak czy owak okolica nie zmieniała się, a jakichkolwiek świadków było ze świecą szukać. Wszyscy, nie licząc jednego czy dwóch bezdomnych widzianych gdzieś w oddali, pochowali się po domach.

Dobrze, że Siv'ar ciągnięty był w taki sposób, że po ziemi szorował plecami - gdyby leżał odwrotnie, pyskiem do przodu, to pewnie teraz miałby już gębę pełną błota i nawet krzyczeć by nie zdołał. Tak więc zawsze mogło być gorzej. A przede wszystkim mógł już dawno nie żyć, a zamiast tego jest "tylko" wleczony po ziemi. Oczywiście, w miejscu docelowym pewnie spotka go stosowny dla jora osąd, ale dopóki między punktem obecnym a punktem docelowym jest choć jeden metr, to zawsze istnieje szansa, że coś wydarzy się po drodze, co da szansę na uwolnienie.

I takie coś właśnie miało miejsce. Nagle człowiek po prostu potknął się, ale nie do przodu, tylko na bok, tracąc przy tym równowagę, którą w ostatniej chwili odzyskał, nim padł jak długi na ziemię. Złapał się za skroń, rozejrzał się, a wtedy po raz drugi coś mu się przydarzyło, jakaś niewidoczna siła odchyliła jego głowę do tyłu, a ta pociągnęła już całe ciało, które chlusnęło w błocie. Mężczyzna jęknął i wypuścił z dłoni sieć, która poluzowała się tak, że w przeciągu kilku sekund bez problemu można było się z niej wyplątać.

Wtem oczom jora ukazało się coś jeszcze. Kilka drobnych postaci wyłoniło się z cieni i podbiegło do powalonego człowieka. Sztylety błysnęły w świetle księżyca, a krew z rozerwanej tętnicy trysnęła na dobre dwa sążnie. Ciało zatelepało w letalnych drgawkach. Człowiek wyrzucił z siebie jakieś chropowate "khhhyy", po czym znieruchomiał zupełnie.

Nie trwało to dłużej niż kilkanaście uderzeń serca. Szczurzego. Bo i napastnikami były jory. Trzy zakapturzone istoty zbliżyły się do Siv'ara i otoczyły go półokręgiem.

- To chyba twoje - rzekł środkowy z nich, ciskając przed Siv'ara jego plecak.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-11-01, 23:26   

Siv'ar szybko odrzucił z siebie poluzowaną sieć i klęknął na ziemi. Mimo bólu i już powoli ulatującego z niego, lecz wciąż obecnego strachu, na jego pysku pojawił się uśmiech. Pewnie sprawiał że wyglądał przez niego głupkowato ale nie mógł nic na to poradzić, po prostu cieszył się że spotkało go coś innego niż śmierć z ręki zakapturzonego człowieka.

Jor chyba nigdy w życiu nie czuł się tak szczęśliwym na widok innych przedstawicieli swojej rasy. W jego przypadku, pojawienie się przed nim trzech szaraków zwykle oznaczało, że braciom się nudzi i chcą go pomęczyć. Zaśmiał się nerwowo, powoli opanowując emocje, i wziął do łap rzucony mu plecak, po czym podniósł łeb by lepiej przypatrzeć się otaczającym go osobom.

-Haha... dziękuje! Naprawdę, naprawdę dziękuje. Ocaliliście moją nędzną skórę przed byciem zasztyletowaną i wrzuconą do rowu. Hahaha-oh... Przepraszam, pierdole przez te nerwy. Jestem Siv'ar. Jeśli to nie problem chciałbym wiedzieć, komu dokładnie zawdzięczam ratunek?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-11-03, 00:19   

Siv;ar wstał, wymasował bolące od razów plecy i uśmiechnął się. Nawet zaśmiał.

- Dowiesz się w swoim czasie - odparł mu środkowy ze szczurów. Niewiele można było dostrzec spod odmętów kaptura, ale jor zauważył jedną rzecz, której trudno było nie zauważyć. Długa i gruba blizna lecąca od krańca pyska aż ponad łuk brwiowy, brutalnie naznaczając miejsce, gdzie kiedyś było oko, a obecnie znajdowała się szpecąca, zgrubiała narośl skórna.

Pozostała dwójka cofnęła się do powalonego i poczęła grzebać przy jego ciele. Widać było szybko rozrywane kawałki materiału, błysk biżuterii, szeleszczącą kiesę, a także kilka innych rzeczy, w tym zacny sztylet, no i oczywiście pałkę, którą Siv'ar czuł do teraz. Gdy skończyli, chwycili ciało za kończyny i powlekli w którąś z ciemnych alejek.

- A teraz chodź, wyjaśnimy sobie wszystko na miejscu - rzekł bezoki, gdy tylko pozostała dwójka wróciła do nich, uporawszy się z ciałem. - Ściany wszak mają uszy.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-11-03, 00:55   

Siv'ara trochę zaskoczyła szrama na twarzy nowo poznanego osobnika. Szybko jednak się opamiętał, przypominając sobie wszystkich jorów których widział w swoim życiu. Braki kończyn, palców, uszu, blizny i poparzenia, tego typu "zdobienia" zdarzały się przytrafiać szczurołakom dosyć często. Sczególnie tym którzy podróżowali poza tereny swojej rasy.

-Eee, tak, oczywiście.

Siv'ar złapał swój plecak za górny uchwyt. Nie chciał na razie potęgować niepotrzebnie bólu pleców. Otrzepał też co większe grudki błota z płaszcza. Był gotowy podążyć za nieznajomymi. W większości wypadków byłoby to pewnie głupim posunięciem ale w obecnej sytuacji, świeżo wyjęty z sieci złodziej nawet nie myślał o sprzeciwie.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-11-06, 20:11   

Siv'ar przytaknął i udał się wraz z pozostałymi szczurami, gdziekolwiek by go nie prowadzili. A prowadzili gdzieś w północne strony zabudowań wokół miasta, czyli mniej więcej tam, gdzie niósł go napastnik. Po swojej prawej zauważył zamkniętą bramę miejską i stojących przed nią kilku strażników; widać, że byli poważnie znużeni swoją nocną zmianą. Na pewno ucieszyliby się, gdyby zobaczyli złapanego złodzieja, któremu winno się wymierzyć sprawiedliwość, nawet tę dodatkową, nieoficjalną, na dobry początek.

Bezoki szczur wypatrzył chyba spojrzenie Siv'ara.

- Zaprawdę masz nam za co być wdzięczny - mruknął cicho. - Właśnie teraz przekraczałbyś bramy miasta, które specjalnie dla ciebie by otwarli. A potem... cóż.

Jeden z pozostałych szczurów zaśmiał się.

- A potem by cię zabili! - skomentował śmiejący się. - Ale nie tak szybko, rach ciach, tylko powolutku, kawałek po kawałeczku, dniami i nocami...

- Cicho, Kiełek. Oszczędźmy tego naszemu gościowi.

Resztę drogi szli w ciszy, a i cisza ich oblegała. Deszcz przestał bić tak mocno, właściwie przerodził się już w zwykłą mżawkę. Wilgoć wchłonięta przez futro działała jednak zabójczo, potęgując efekt zimna, tym bardziej, że trwała noc, i to nie najcieplejsza. Ale w końcu dotarli.

Znaleźli się przed względnie zwykłym, jednym z wielu domem, który nie różnił się niczym od sąsiednich. Nie wkroczyli jednakże drzwiami frontowymi, a obeszli budynek, przesunęli przyległe do niego skrzynki i ujawnili wąskie, sekretne przejście, które nawet po pozbyciu się zasłony dalej samo z siebie było mało widoczne. Gdy tylko się przez nie przecisnęli, znaleźli się w małym, skromnym, ale przytulnym, zwłaszcza jak na doświadczenia Siv'ara, pokoiku. Znajdował się tu stół, krzesła, pod ścianami leżały posłania, a dwoje drzwi do dwóch różnych pomieszczeń świadczyły o tym, że na jednym pokoju się nie skończy, choć on sam mógłby pomieścić kilkuosobową rodzinę. Widać było, że pod względem architektonicznym cały dom robiony było dla człowieka, a nie dla drobnego jora. Wszystko wydawało się nieco za duże, stół i krzesła za wysokie, a klamki drzwi niedosięgalne bez małego wysiłku.

W środku nie było nikogo innego. Trójka jorów wskoczyło na krzesła i rozsiadła się w nich, chłonąc spojrzeniami Siv'ara. Szczur nazwany Kiełkiem zapalił świecę, pozwalając na lepszy ogląd pysków. Kiełek wyróżniał się niecodziennie wystającymi w sposób zdecydowany zębami, oraz permanentnym chyba błyskiem w oku. Trzeci szczur, nieprzedstawiony Siv'arowi, zdawał się być zupełnym przeciwieństwem - posępny, jakby zeźlony, spoglądał na gościa jak na wroga. Siatka blizn na pysku i kolczyk w uchu były drugim najbardziej wyróżniającym się elementem.

- Sporo kazałeś nam czekać - rzekł w końcu bezoki, zawieszając mokry płaszcz na oparcie krzesła.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-11-07, 13:34   

Siv'ar poczuł się niezręcznie kiedy to osobnik nazwany Kiełkiem się odezwał. Nie dość że teraz znów przypomniał sobie, jak mało brakowało by jego podróż zakończyła się na bolesnej śmierci, to dodatkowo zaczął się czuć głupio ze swej nieudolności, sprawiającej że musiał zostać uratowany.

Będąc już w środku, jor z lekkim podziwem rozejrzał się po wnętrzu. Było bardzo przyzwoite, czego się nie spodziewał po grupce szaraków, która dopiero co zasztyletowała i ograbiła człowieka. Meble zdawały się oczywiście nie być zrobione z zamysłem bycia używanych przez szczurołaków, jednak Siv'ar postanowił przemilczeć ten fakt. Nie chciał być zbyt wścibski, już dość zawdzięczał grupce nieznajomych. Teraz dodatkowo w końcu mógł dzięki nim odetchnąć z ulgą.

-No cóż, dziękuje wam ponownie i przepraszam za cały ten kłopot. - Rzekł szczurołak, stawiając plecak na ziemi i zdejmując z głowy kaptur. - "Kłopot" to może nie najlepsze słowo, uratowaliście mi w końcu życie. Czuje się jak pieprzony głupek przez to wszystko.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-11-09, 22:07   

Siv'ar mógł teraz lepiej przyjrzeć się wystrojowi wnętrza. Zauważył, że szczury na pewno nie mieszkają tu od wczoraj, nie, patrząc po obecnym stanie mienia. Było nieco podniszczone, drewniane, wystające elementy ścienne oraz meble były poniekąd poharatane, zupełnie jakby ktoś sobie ścierał na nich zęby, nie dbając o to, że niszcz swoje mienie.

- Dobrze, że zjawiliśmy się we właściwym miejscu i we właściwym czasie, nieprawdaż? - rzekł jednooki z lekką nutką tajemniczości. Ale gdzie nasze maniery? Ten po mojej prawej to Kiełek...

- Nie przejmuj się jego paplaniną - poradził z poważną miną trzeci ze szczurów, który dopiero teraz pierwszy raz odezwał się w obecności Siv'ara.

Od razu widać było bijący kontrast między nim, a Kiełkiem. Ten jest posępnie poważny - tamten wesolutki w granicach głupoty. Ten stał sztywno i twardo na ziemi, niczym rycerz obciążony trzydziestokilogramową zbroją - tamten pląsał lekko niczym motyl na polanie. A szczur między nimi stanowił istną cezurę między pozostałymi dwoma. Ale bardziej zdawał się odchylać w tę bardziej wytonowaną, spokojną stronę.

- Tak, a ten nasz ponurak to Pan Kwiatuszek. Ja zaś... nie obnoszę się z żadnym pseudonimem artystycznym. Możesz mówić do mnie po prostu per Jor.

- Nasze prawdziwe imiona zostawiliśmy już dawno za sobą - odrzekł Kiełek. - Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nasze rodziny je pamiętały, a tak to pyk! Teraz to wszystko niczym pył, rozsypało się, zniknęło, rozwiało, zapomniano o nas, zapomniano o naszych imionach i co, i musieliśmy się na nowo odnaleźć, nazwać, zrozumieć! Taka kolej rzeczy, takie życie...

- Starczy tych ckliwych historii - mruknął Pan Kwiatuszek. - Siv'ar, skorośmy uratowali ci życie, to możesz już teraz zacząć nam się odwdzięczać. Ja bym coś zjadł.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-11-09, 23:42   

Siv'ar kiwał głową, zarówno na znak rozumienia co się do niego mówi jak i na powitanie, podczas wymienianiu mu jego wybawców. Jor musiał przyznać, siedząca przed nim trójka dobrała się idealnie jeśli chodzi o różnorodność charakterów. Do tego te ich "imiona". Były dziwne, a cały pomysł porzucania swych normalnych imion wydawała się złodziejowi jeszcze dziwniejszym, ale postanowił to po prostu w milczeniu zaakceptować. Skoro uważali to za potrzebne lub po prostu chcieli to zrobić, to kim Siv'ar jest żeby to kwestionować?

Na słowa Pana Kwiatuszka jor zareagował od razu.

-A, oczywiście. Mam jedzenie w plecaku. Nic wyszukanego, ale żołądek jakoś zapełnia.

Jor wdrapał się na wolne krzesło i wygrzebał jedzenie z plecaka. Postanowił wystawić na stół to co zostało mu z jego wielkiej straganowej kradzieży, jak i jedną paczkę racji żywnościowych.

-Proszę, częstujcie się. Ehh, miałem koszyk malin, ale wysypały się kiedy otrzymałem powitanie od tego przemiłego człowieka z siecią.

Siv'ar chciał okazać oczywiście swą wdzięczność, nie był jednym z tych bez emocjonalnych drani co nie potrafią podziękować innym, ale miał też nadzieję na zaskarbienie sobie przychylności nowych znajomych. W końcu mogli go wyrzucić na zbity pysk w dowolnym momencie, a bezpieczny nocleg i informacje by mu się teraz bardzo przydały. Szczurołak zaczekał aż trójka zasmakowała trochę w jedzeniu, po czym zadał pierwsze pytanie.

-Więc, to co mi się przytrafiło to tutaj pewnie codzienność dla jorów?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-11-10, 01:19   

Oczy Pana Kwiatuszka zalśniły, widząc dobrocie wyłożone na stół. Pozostała dwójka zachowywała się z większą rezerwą, a nie jakby też zdawali się nie mieć nic w pysku przez ostatnią dobę. Posępny szczur nawet lekko, nieznacznie się rozpromienił, co nie oznaczało wcale, że miał teraz przyjazny wyraz twarzy. Coś jednak mówiło Siv'arowi, może intuicja, może ten błysk w oku, że szczur ten mimo wszystko w głębi duszy zdawał się być dobrym dla swoich pobratymców członkiem stada, a zewnętrzną wrogość wyrównuje wewnętrzne poświęcenie.

- No i to mi się podoba! - rzekł z na wpół zapchaną gębą, plując kawałkami marchwi.

To było bardzo niecodzienne uczucie, nagłe, intensywne, trwające zaledwie sekundę.

Po chwili do posiłku dołączyli się Jor i Kiełek. Zabrali po jednym warzywie i powoli, nie spiesząc się, oddali się konsumpcji. Siv'ar patrzył, jak stopniowo znikały wykradzione przez niego produkty, głównie w paszczy Pana Kwiatuszka. Gdy każdy nasycił się, a na stole zostało jeszcze trochę jedzenia, Siv'ar zagadał. A jednooki odpowiedział mu.

- Codzienność? Trudno powiedzieć. Dla niektórych codzienność, dla innych rzadkość. Zależy co zgotował ci los.

- A zgotował niemałą niespodziankę! - zaśmiał się Kiełek. - Oj, ale przecież ty nic nie wiesz! No bo skąd masz wiedzieć? Kto miał ci powiedzieć? No chyba nie ten z siatką, co? A może... rzemieślnik? Albo o, czarodziej! Mag przepotężny!

- Przyzwyczaisz się - mruknął Jor. - Pan Kwiatuszek zdołał, to tobie będzie to dane.

Pan Kwiatuszek nie skomentował. Zajęty był pożeraniem reszty wiktuałów.

[...]Siv'ar traci jedną rację żywnościową.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-11-10, 02:09   

Siv'ar trochę żałował tak łatwej utraty połowy swych zapasów, ale próbował utrzymać dobrą minę. Ulżyło mu trochę widząc, że nie wesoło wyglądający jor nie jest złośliwym szarakiem. Zaczynał się, prawdę mówiąc, czuć coraz bardziej bezpiecznie w towarzystwie Jora, Kiełka i Pana Kwiatuszka.

-Los nie jest po mojej stronie ostatnimi czasy. Może i faktycznie muszę się przyzwyczaić.

Szczurołak spojrzał w dół, wzdychnął ciężko i podrapał się w tył głowy, utrzymując na twarzy zgorzkniały uśmiech. Z niesmakiem przypomniał sobie dotychczasowe przygody. Bycie złapanym na kradzieży w jakiejś zapomnianej przez świat wsi było niepowodzeniem, ale bycie złapanym w bardziej fizyczny sposób i dodatkowe oberwanie w łeb nie mogło liczyć się jako nic innego niż sromotna porażka. Odruchowo potrząsnął głową, wyrywając się z zamyślenia. Załapał jakąś resztkę prowiantu ze stołu, przeżuł ją powoli i odezwał się ponownie.


-A jak z wejściem do miasta? Strażnicy robią problemy jeśli bardziej szczurzy osobnicy chcą się dostać za mury? W pełnej szczerości, jaką może okazać taki złodziejaszek jak ja, powiem, że przyciągnęła mnie do tego miejsca nadzieja na zapełnienie sakiewki cudzym kosztem. Nie wydaje mi się to zbyt możliwe w terenach sioła, z całymi tymi "rybakami" i ich zarzucaniem sieci z dachów.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-11-12, 11:13   

- Oj, z wejściem to nie ma tak łatwo! - zaśmiał się Kiełek. - A nawet gorzej, śmierć pewna! Chyba, że zna się tajne przejścia, z dala od strażników... - zatarł chciwie łapy.

- Niedawno w mieście miał miejsce pewien nieprzyjemny incydent, w które uwikłane były jory - rzekł Jor. - Przeto obecnie wejść naszym do miasta jest... dość trudno. Ale nie jest to niewykonalne, o czym przekonasz się już wkrótce.

- I nie tylko ty lubujesz się w cudzych sakiewkach - parsknął Kiełek. - Ach, nie tylko ty, no skąd! Widziałeś, takie piękne, dumne, wielkie miasto! Złoto wylewające się na lewo i prawo! Kilka kropel tego bogactwa może skapnąć i na nas, a nikt nawet nie zauważy, że coś ubyło!

- Kiełek jak zwykle w gorącej wodzie kąpany - mruknął Pan Kwiatuszek, gdy tylko przełknął ostatni pozostały na stole okruszek.

Bezoki szczur wyprostował się na krześle, spoglądając arbitralnie na Siv'ara.

- Prędzej czy później i tak byśmy do tego przeszli, ale dobrze. A teraz słuchaj. Wypracowałeś sobie wobec nas dług wdzięczności, a my wiemy, w jaki sposób możesz go spłacić. Przy okazji uwolnisz się od swoich oprawców, bo wiemy, kto za tym stał. Pomożemy sobie zatem nawzajem. A wiedz mi, że na jednym "rybaku" na pewno się nie skończy.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-11-12, 19:36   

Siv'ar siedział nieruchomo i nieznacznie kiwał głową, słuchając wypowiedzi głównego szaraka.

Nie do końca spodobała mu się wypowiedź Jora, sugerująca iż szczurołak będzie musiał spłacić dług działając przeciw takim przyjemniaczkom, którzy zajmują się łapaniem mu podobnych. Nie był typem jora który wracał do agresorów z żądzą zemsty wypisanej na twarzy, ale skoro taki był wymóg nowo poznanych nożowników to Siv'ar nie miał zamiaru się sprzeciwiać. Akty pomocy i przyjaźnie nastawieni osobnicy zdarzali się rzadko w jego życiu, toteż nie chciał odwlekać aktu odwdzięczenia się. Dodatkowo, wzrok jednookiego przekonywał złodziejaszka, że buntowanie się nie wyszło by mu na dobre.


-Dobrze, spłacenie długu i równoczesna, wzajemna pomoc brzmią idealnie. Objaśnijcie mi tylko na czym polegać ma moja rola i wszystko inne co powinienem wiedzieć i jestem do waszych usług.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-11-14, 01:10   

Jor zwany Jorem oparł się wygodniej na krześle. Spojrzał na biernie potakującego Siv'ara.

- Cóż, sprawa jest skomplikowana - oznajmił, nie zmieniając luźnej pozycji, która poprzez mowę ciała wyrażała zupełnie coś innego, niż mowa werbalna. Tak jakby sprawa wcale skomplikowana nie była. - Ale mówiąc krótko: musiałeś kiedyś komuś podpaść. Na tyle dosadnie, że wysłali za tobą łowców. Ten z dzisiaj nie był pierwszym, mam rację? I dopóki komuś się nie powiedzie, dopóty będą cię ścigać, wysyłać kolejnych.

Siv'arowi przeleciało przez głowę kilka możliwych powodów do zemsty, ale żaden z nich nie wydawał się na tyle istotny, by przejmować się wysyłaniem płatnych bandziorów. A że już od jakiegoś czasu dręczyli go samozwańczy strażnicy prawa, to eksces musiał mieć miejsce niedawno po opuszczeniu rodzinnych stron. Może wtedy, gdy wdał się w bójkę z tymi ludźmi, wtedy, gdy ukradł im pieniądze? Bo poza tym przypadkiem trudno mu było cokolwiek zarzucić. Ot, jakieś drobne szwindle na tle rabunkowo-spożywczym, ale nic na szeroko zakrojoną skalę.

- Wkraść się planujemy! - zaśmiał się Kiełek, obnażając niemal kompletny garnitur zębów. - Ukraść mu precjoza, o, to jedno, najistotniejsze, bez którego nic! Szast-prast i po robocie! Skończy się wiedza, skończy się władza! Wszystko skończy się w mgnieniu oka! Wszyscy od niego odejdą, rzucą miecze, oddadzą zbroje, wszyscy! Sam jak palec zostanie, zupełnie sam, samiuteńki! Zdany na naszą łaskę i niełaskę, bardziej niełaskę, o tak, o tak!

- Masz niesamowity talent do rozwadniania słów - parsknął Pan Kwiatuszek. - To, co można było ująć w jednym zdaniu, tobie zajmie pięć razy tyle.

- Ale mimo to udało mu się ująć kwintesencję naszego zadania. - skomentował Jor, po czym spojrzał na Siv'ara. - Jesteś złodziejem, tak jak my. I chcemy, byś wsparł nas swymi zdolnościami.

- No to jak będzie? - zapytał Pan Kwiatuszek. - Piszesz się, czy nie?
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group