TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Legenda] Biały Kruk
Autor Wiadomość
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-10-08, 13:17   [Legenda] Biały Kruk

Wprowadzenie


***


….
Nie sądzę, aby ta opowieść zaciekawiła niewiernych i uczonych. Fanatyków rzecz jasna, wręcz do nich jest ona skierowana. Rzadko kiedy albowiem spotykamy się z takim, o ironio skomplikowanym symbolizmem. I choć wielu próbowało, to udało się tylko jej. Można by długo bajdurzyć o sensie istnienia człowieka, aczkolwiek nie miałoby to większego sensu. O ironio po raz kolejny! Wiedzcie więc, że najbardziej bezsensownych mowach i bujdach skrywają się wartości, których ludzie niekiedy poszukują całe swe życie. A gdy je znajdują nie potrafią dalej istnieć, gdyż to nie cel jest ich powołaniem, a wędrówka jaką przebywają, aby ten cel osiągnąć.


***


Północny zefir począł dąć i aż ciężko było pojąć, że to tylko zefir. Zaatakował jasnobrązowego liścia dębu, który równie dobrze mógł wskazywać na późną porę jesienną. Kojąco oderwał się od gałęzi i rozpoczął swą podróż ku otchłani ziemi. Wędrował obok południowej ściany chaty, która wręcz walała sie ku upadkowi, taka była zrujnowana. Wleciał przez dziurę w płótnie, które zakrywało okno z wygiętymi na wszystkie strony świata framugami. Lekko, melancholijnie opadał, już w środku, otoczony czterema masywnymi murami, obawiając się dotknąć, którykolwiek z nich. Przeciąg już zadał drugi cios i nadał nowy tor lotu, którego końcem okazał się być dębowy stolik. Swój do swego dołączył.

W kącie owej chaty kryła się kobieta. Skulona, trzymająca swą głowę w kolanach, nałożyła przednią cześć kubraku na nogi, aby trochę cieplej się jej zrobiło. Wrak człowieka można by rzec, na pierwszy rzut oka. W takiej pozycji spędziła już wiele czasu. Niezliczona ilość kompanów liścia dębowego, zdążyła odbyć swą ostatnią podróż, a ona ciągle w bezruchu tak siedziała. Wrakiem jednak nie była. Mało kto mógł dorównać jej inteligencji, inwencji i oddaniu sprawie. Mało, kto był w stanie wygrać z nią potyczkę słowną, skonfrontować jej argumenty. Niestety wszystkie te cechy ją gubiły, były swego rodzaju więzieniem, z którego nie ma ucieczki, a nawet jeśli jest to skryta niewiarygodnie głęboko w psychice. Tak daleko, że aby do niej dotrzeć trzeba by było poświęcić więcej aniżeli życie fizyczne. Ona była gotowa to uczynić. I wiec drogi słuchaczu, że jej się to udało.

Liść w nowym towarzystwie spokojnie już spoczywał na stole. Nie obawiał się podmuchu wiatru, wojna dla niego już była zakończona, podpisał bowiem pokojowy traktat, a piecze nad nim miał sprawować stos kartek, spiętych na plik, rysunków i innych notatek, pomiędzy którymi się znalazł. I choć liść czytać nie potrafił, to nawet on zaniepokoił się literami, które składały się w napis „Biały kruk” wieńczącymi ową makulaturę.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-10-09, 00:01   

- Kurwa mać! - zaklął grubiańsko w niebogłosy. Jego cierpliwość była na wykończeniu. I nie chodziło tu już o samą „kurwę” jaką wysłał na znak swojego niezadowolenia, tylko o wyraz twarzy, która wręcz kipiała ze złości.
- Czy tak trudno było kierować się moimi poleceniami?! Nie prosiłem was o nic innego jak stać tutaj przez jebane 2 godziny, tylko stać, nic więcej! – złapał się za głowę, z boku równie dobrze mogło to wyglądać jakby wyrywał sobie włosy, których i tak nie miał zbyt wiele – Banda Imbecyli! – wrzasnął i zamachnął się na niczemu biedną, porcelanową miskę, która chwilę później wylądowała już w kawałkach obok osobnika, przyglądającemu się całej sytuacji z boku.

Winowajcy ze spuszczonymi głowami odsłuchiwali coraz to kolejnych, jeszcze bardziej wymyślnych obelg. Trwało to dobre dziesięć minut, po czym sam starzec, będący główną przyczyną owego wrzasku możliwe, że już ze zmęczenia usiadł na fotelu. Dwójka „imbecyli” skromnie i niepewnie poczęła się wycofywać do wyjścia. Siwowłosy mężczyzna już nawet na nich nie patrzył. Spoglądał jedynie w punkt przed sobą, odpłynął. Wiedział doskonale, że złość i gniew nie są w stanie oddać mu tego, co mu zabrano. Drzwi potulnie zaskrzypiały, klamka wróciła na swoje prawowite miejsce. W pomieszczeniu składającego się z przedsionka i dosyć sporego gabinetu został tylko starzec i owy tajemniczy osobnik.
Stał on pewnie oparty o ścianę, z jedną nogą ugiętą w trójkąt, trzymając obie ręce za sobą. Głowę pokrywał mu ciemny, lniany kaptur. Gdyby nie doskonałe oświetlenie pokoju to ciężko byłoby zobaczyć rysy twarzy owego osobnika, które były nad wyraz imponujące. Dojrzeć można było bowiem twarz doświadczoną, obytą w wszelkiego rodzaju problemach, choć bynajmniej nie starą. Ubrany był w skórzaną, brązową kurtkę, którą pokrywała przepaska również skórzana, ale już czarna. Zwisały z niej sztylety różnej długości i grubości. Dalej spodnie lniane, lekkie i przewiewne.

Stał tak w milczeniu, oczekując reakcji ze strony starca, który był najprawdopodobniej powodem jego wezwania. Coy, bo tak się tajemniczy osobnik nazywał także powoli zaczynał się niecierpliwić. Fach jakim się pałał bardzo sobie cenił czas.
- Przepraszam za moje wulgarne zachowanie – począł wreszcie starzec. Jego ton głosu zmienił się nie do poznania. Mówił niezwykle ciepło i z gracją. Terapia uspokajająca widocznie zadziałała – Zostałem przed chwilą bardzo zawiedziony przez moich pracowników. Widzi pan w dzisiejszych czasach bardzo ciężko o fachową pomoc. Ci najemni głupcy stoją wprawdzie na każdym rogu miasta, ale w większości przypadków to tylko niedoświadczeni, czyhający na łatwy pieniądz złodzieje. Bardzo mi przykro z powodu takiego stanu rzeczy, a tym bardziej, że dzisiaj to ja padłem ich ofiarą. Można nawet rzec, że to przez nich zostałem okradziony. – spojrzał wreszcie w miejsce, gdzie stał Coy. – Niech pan podejdzie i zajmie miejsce przede mną. Osobnik poruszył się i stanął na obie nogi. Wolno stąpając po drewnianej podłodze ku zaproszeniu spoczął na drewnianym, wyjątkowo wygodnym krześle. Dłonie nagle posunęły się ku górze, a kaptur wylądował na jego plecach. Ukazała się twarz poważna, a fakt nie posiadania ani jednego włosa na głowie jedynie to odczucie spotęgował. Starzec nie mógł ukryć wrażenia fascynacji, jaka już od pierwszych chwil towarzyszyła ich znajomości.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-10-13, 23:26   

Z wnętrza wydobywał się odór nie podobny do niczego. Dookoła budynku biegali mieszkańcy, robiąc niepotrzebny warkot i sztuczny tłum. Jakaś stara babura wykłócała się ze strażnikiem miejskim, mocno gestykulując swoje argumenty. Ktoś krzyczał, a z tyłu chaty widać było jak złodzieje wynoszą co bardziej wartościowe przedmioty. Fotele, stoliki krzesła. Bezdomny wziął sobie koc, żeby jego noc była cieplejsza, a jakiś młodzik schował do kieszeni korale, które pewnie jutro sprzeda za grosze, żeby móc kupić sobie piwo w karczmie. Babura kłóciła się dalej, a za nią tworzyła się już kolejka potencjalnych szumowin chcących dodać coś od siebie.
Przed samym wejściem kapitan straży przesłuchiwał dwójkę imbecyli.
- Pytam się po raz kolejny czy wiecie kim był ten człowiek? Chyba musieliście go widzieć skoro stał jakieś kilka metrów od was?
Eee mości kapitanie, jak my mielim go widzieć jak on w kacapce na głowie stał i ni spojrzeć w lewo ni w prawo ni prosto. Wprawdzie twarz lekko ujrzeć można było, ale twarz jak twarz co ja dopowiedzieć mogem - odezwał się wyższy, a brzydszy dodał: - Stał tak cały czas jak my opieprz od Profesora dostawali. Nas Profesor wygnał a on tam został.
- Ale chyba w co był ubrany to widzieliście? Nie mówił nic?
- Stał jak mysz pod miotłą.
- Gdyby nie jego czarne łachmany to pewniem byśmy go nie zobaczyli. Widnawo było, to się człek wyróżniał we środku.
– dodał znowu brzydal.
- A wcześniej nic Profesor nie wspominał na temat jakiegoś gościa, który ma go odwiedzić? – kapitan zadawał bardzo infantylne pytanie, ale wątpił, aby coś mądrzejszego dotarło do tych półgłówków.
- Panie drogi rzeczywiście coś tam napomknął, że ma go odwiedzić brat jakiś czy stryj, a może wujek
- Dupa, dupa, gówno – wyskoczył nagle ten niższy. – Syn miał go odwiedzić! Ale jutro dopiero. Dzisiaj to my pilnowalim domu, bo Profesor poszedł do Biblioteki po książkę jakom. Miał ja ukazac jakiemus przybyszowi. Mowil tak. Pamietam! – wykrzykiwał jak dziecko.
- A nie prawda. Wuj jak chuj to być miał! – wykłócał się ten pierwszy
- Dobra, dobra – wrzasnął kapitan – Możecie odejść – Poddał się. Cała ta rozmowa wydawała mu się jedną wielką farsą.
Wszedł ponownie do środka. Już przy samych drzwiach obwiązał sobie nos i usta lnianą chustą, aby mniej tego odoru dochodziło do jego zmysłu węchu. Rozejrzał się jeszcze raz po pokoju a na końcu spojrzał ponownie na ofiarę. A widok to był straszny: Starzec, którego skóra wyglądała jak sałatka z Siegvaardu, praktycznie nagi, gdzieniegdzie jedynie zauważyć można było poprzyklejane części ubrania do skóry. Trzeba było być kompletnym tępakiem, aby nie wywnioskować powodu zgonu. Nawet dziecko zauważyłoby, ba poczułoby zapach palonej skóry i włosów a przede wszystkim włosów, gdyż to one powodowały tą odpychającą, straszliwą woń. Kapitan nie mogąc dłużej wytrzymać wybiegł z chaty i nie minęła chwila jak począł wypluwać swoje wnętrzności.

A co mógł na ten temat powiedzieć osobnik przyglądający się całej sytuacji zza okienka zakonnego muru? Mógł powiedzieć wszystko. Wszystko z każdym szczegółem, a nawet więcej. Wszakże to on dokonał tej zbrodni. Tylko czy tak naprawdę to była zbrodnia? Kto wie. Może działał w słusznym celu, może takie drastyczne i straszne zachowanie prowadziło do czegoś dobrego.
Coy uśmiechnął się i bynajmniej nie był to uśmiech radości, czy zadowolenia. Satysfakcji możliwe. Perspektywy i celu, który się przed nim ponownie otworzył. Definitywnie.
Wyszedł na zewnątrz, kaptur ponownie zawędrował na jego łysej głowie. Spojrzał w góre, w stronę księżyca, który wydawał mu się w tym momencie jedyną opatrznością jaka nad nim czuwała. Zwrócił się do niego: - Zbliżam się Biały Kruku. Zbliżam się, a gdy nadejdę już nic nie będzie takie samo.
I ruszył.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-07-04, 09:09   

- Lej pani jeszcze jedną kolejkę! – krzyknął Ronan w stronę, coraz to ponętniejszej kelnerki. Alkohol jest niesamowitą cieczą, zastanawiał się. Gdy widzisz kobietę na trzeźwo nie oferuje ona tego, co może zaoferować jak już jesteś pijany. To doskonały afrodyzjak, począł rozmyślać Ronan. Wszak gdyby tak można całe życie być upojonym to cóż za problemem byłoby związać się z tą przed chwilą grubą, ohydną, teraz już cycatą, długowłosą kelnereczką. Pani, kładąc kolejny kufel przed niedoszłym giermkiem musiała skonfrontować wzrok jaki padał ze strony klienta. – Piękne piersi – rzekł grubiańsko w jej stronę. Szczeście, że Ronan był człowiekiem, który niczego nigdy nie żałował, gdyż chwilę później doskonały afrodyzjak rozprysł się po jego twarzy, popędzany impetem ponętnej dłoni kelnerki. Zaśmiał się jedynie i odszedł od lady, nie mając i tak już złota na kolejne piwo. Wytarł twarz łachami jakie na nim leżały i zasiadł przy pierwszym lepszym stoliku, który akurat był pusty.

Ostatnie dni tak bardzo do siebie podobne nie przynosiły nic, czego oczekiwałby Ronan. Podróżował on od karczmy do karczmy i przepijał wszystko co akurat wpadło mu w kieszeń podczas tych podróży. Od czasu do czasu nadal przypominał sobie dzień, w którym niewiarygodna szansa stanęła przed nim otworem, ale tak samo szybko została zaprzepaszczona przez siły jemu nieznane ( Reggirta ). Poznając Cohena i przebywając przez chwilę w Zakonie czuł, że to miejsce może być dla niego przeznaczone, że tutaj będzie w stanie spełnić swoje wszystkie cele, założenia oraz idee życia. Gdzieś daleko, w głębi jego świadomości widział nawet siebie w tej lśniącej płytowej zbroi, dumnego potężnego paladyna. – Pieprzyć to – zabełkotał. – Pieprzyć tych paladynów – powtórzył jeszcze głośniej. Bez problemu mogło to usłyszeć większość ludzi przesiadających w karczmie.

Nie minęła minuta, a przy jego stoliku siedział już jakiś człowiek. Odziany w brązową szatę, przepasany paskiem, na którym wisiały wszelkiej wielkości saszetki i woreczki bardzo wnikliwie przyglądał się Ronanowi. Trwało to dosyć krótko, a gdyby giermek był paladynem wiedziałby, że został właśnie potraktowany wzorkowym wykrywaczem zła, jak to mieli w zwyczaju robić paladyni z każdym człowiekiem, na jakiego się natykali. Niestety o tym nie wiedział. Nie miał tez pojęcia, że przed nim zasiada paladyn. – Jakieś problemy z paladynami? – zapytał spokojnie nowy gość stolika po lewej stronie wejścia.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-07-05, 00:09   

- Problemy? Jakie problemy. Żadnych problemów – skonfrontował pytanie ironicznym tonem. - Oprócz tego, że za młodu zostałem przez jednego oszukany, a jakieś pół roku temu wykorzystany. Wredne bestie z nich. A wie pan co jest najgorsze – zbliżyl się, do gościa i ściszył ton: - Że sam kiedyś chciałem takim zostać. - Ale pieprze to – wrzasnął. Gospodarz karczmy spojrzał na niego, obawiając się, że jeszcze chwila i klient może stać się powodem niemałych problemów.
Gość, przyglądając się Ronanowi postanowił wdać się z nim w dyskusje. Jeszcze nie wiedział, że później będzie tego bardzo żałował. – Chciał pan zostać paladynem? Czy ktoś kiedyś wytłumaczył Ci co to znaczy być paladynem? – zapytał bezpośrednio – Czy wiesz co wiąże się z tą profesją? Zdenerwowało go, że tak bezczelnie przeszedł z pan do ty, ale po dłuższej chwili zastanowienia zauważył w tym same plusy, gdyż sam też już nie miał zamiaru zwracać się do jegomościa per pan. – Wiem wszystko to co chce wiedzieć. I jestem przekonany, że to mi by wystarczyło – rzekł – a Ty co paladyn, że takie pytania zadajesz? Gość zaśmiał się – Nie skądże. Co więcej też przez nich zostałem oszukany – skłamał bezczelnie, nie spuszczając wzroku z twarzy giermka. Wiedza, że jest paladynem mogła przysporzyć więcej kłopotów niż niewiedza. ; Po prostu jestem uczonym, który wie bardzo dużo na temat ich fachu – kontynuował – i wiesz co jeśli chcesz poznać moje zdanie to w ogóle się nie nadajesz.
Giermek się zdenerwował. Poczuł, że albo ktoś chce go wyprowadzić z równowagi i ma w tym jakiś ukryty cel, albo chce go wkurwić bez powodu. Nie miał zamiaru jednak poddać się tak łatwo jednej niemiłej obeldze, która kto wie może nawet była prawdą. A, że był doskonałym mówcą, szczególnie po alkoholu zripostował: - A skąd możesz wiedzieć po kilku chwilowej rozmowie czy się nadaje czy nie? Skąd mógłbyś wiedzieć znając mnie tydzień, miesiąc czy nawet rok? – opowiedział sam sobie – Nie mógłbyś. A wiesz dlaczego? Bo ludzie zaskakują. Ludzie to taka popieprzona rasa, że nigdy nie poznasz ich prawdziwych zamiarów. Choćbyś był jebanym medium, czarownikiem czy wiedźmą widzącą przyszłość z fusów to i tak wierząc, że możesz mi podarować klucz do swojego mieszkania ja mogę niepostrzeżenie wjebać Ci go w oczy.
I właśnie dlatego nie mógłbyś zostać paladynem” – pomyślał jakby nie patrzeć paladyn. Ronan jednak się zdenerwował, co widać było po nie kulturalnym słownictwie. Rzadko przeklinał, w szczególności wtedy kiedy musiał. A teraz musiał. Do rękoczynów nie miał jednak zamiaru przechodzić.
Do karczmy wkroczyła nagle postać. Lniany, ciemny kaptur jeszcze przez chwilę łagodnie opadający na głowie został spuszczony na kark, ukazując łysą czuprynę, wyrazistą twarz i przenikliwe oczy. Ubrany w skórzaną kurtkę i czarne spodnie osobnik ruszył do wolnego stolika naprzeciw dwójki: paladyna i giermka.
Raz już jego obecność przysporzyła nie małe widowisko, teraz wkraczał do kolejnego teatru, trzymając w ręce inny scenariusz do odegrania. Zastanawiający był tylko fakt, kto tym razem pożegna się z życiem.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-12-03, 00:19   

Wszystko to działo się niewiarygodnie szybko i trwało bardzo krótko. Paladyn powstał z krzesła równie dynamicznie, co na nim usiadł. Znikąd nagle pojawiły się w jego dłoniach dwa sztylety, których ostrza wskazywały wiadomy cel. Siedzący bezradnie Ronan nie wiedział co począć, był zdezorientowany całą tą sytuacją. Widział tylko jak dopiero co poznany jegomość zmierza w stronę przybysza siedzącego do nich plecami. Nagle nie wiedzieć czemu wrzasnął: - Uważaj! . To zachowanie jak okazało się za chwile było druzgocące dla jednego z nich.

Coy zareagował na ostrzeżenie Ronana momentalnie. Z jego kieszeni wydobył się flakonik, który chwilę później z trzaskiem został rozbity o podłogę. Oprócz drobnych kryształków szkła, które rozprysły się po pomieszczeniu powietrze zostało wypełnione siwym dymem. Wszyscy tam obecni nagle zaczęli się krztusić. Agresor który miał przewagę w postaci elementu zaskoczenia również. Zdezorientowanie niedoszłego giermka osiągnęło wtedy najwyższy poziom. Umysł wzroku został otumaniony, ciężko było normalnie oddychać. Ronan nie wiedział co począć, bo teoretycznie mógł mieć za chwilę problemy. Upewnił się tylko, że jego miecz jest przygotowany na możliwe użycie. Jak się za chwilę przekonał, popełnił ogromną pomyłkę, tak analizując sytuację. Dym rozproszył się z szybkością proporcjonalną do tej z jaką się pojawił. A oczom giermka ukazał się widok rodem z opowieści starej babuni. Już martwy paladyn ścielił podłogę w dwóch częściach. Jedną z nich była głowa która wylądowała pod stolikiem, zaś druga część czyli reszta ciała komicznie „spoczywała” na krześle, na którym, dopiero co spoczął zakapturzony człowiek. Zaś co tyczy się owej tajemniczej postaci to ona zniknęła. Nie było jej w pomieszczeniu. Niczym cień pojawiający się wraz ze światłem, a potem znikający wraz z jego brakiem, tak i ona postanowiła zniknąć. Pozostawiając po sobie niezły burdel. Z resztą już po raz kolejny.

Ronan nie zastanawiając się dłużej niż to było konieczne również postanowił zniknąć. Może nie tak, efektownie i efektywnie jak to dane było mu przed chwilą zobaczyć, tylko klasycznie Wyszedł po prostu czym prędzej przez frontowe drzwi, czując na sobie wzrok ludzi z karczmy. Nie chciał być wplątany przypadkiem w jakieś gówno.
Niestety było już na to za późno. Za chwilę, po przekroczeniu progu drzwi, poczuł na swojej szyi chłód. Jak się za chwile okazało był to przenikliwy chłód ostrza.
- Dzięki człowieczku – wyszeptał Coy. – I lepiej spieprzaj.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group