"Co oddasz by odzyskać tego kogo kochasz,
Co zrobisz by ukochana wróciła,
Czego się dopuścisz by by serce znów mogło być spokojne,
Kim jesteś, czego pragniesz"
Rodzinne więzi
W ciemną i mokrą noc ze zlepionymi od deszczu włosami wyruszył ze starego klasztoru młody wojownik. Nie znał kierunku, nie miał celu. Świat zamknięty był w kilku myślach, które spięły jego twarz w kamienną maskę. Opuścił swą ukochaną siostrę by wypełnić przysięgę. Opuścił ją choć już za nią tęsknił, ale wiedział że tak musi być, że nie ma innego wyjścia, że tak trzeba. Zostawił ją w dobrych rękach. Gdy zakończy swą misje będzie mógł po nią wrócić i będą mogli spokojnie żyć razem bez cienia ich upiornego wuja za plecami. Bez ciągłego oglądania się za siebie, bez zasypiania z lękiem na sercu. Będą wolni, ale na to potrzeba siły i czasu, potrzeba zwycięstwa.
Wszak w tej chwili szedł błotnistym gościńcem, w przemokniętych butach i mokrym ubraniu. Zaczynało mu być zimno, choć na to jeszcze nie zwracał uwagi. Ważne było to że jest już w drodze, że rozpoczął swą misje, że ma cel. Deszcz padał coraz bardziej ograniczając widoczność do kilku metrów. Nie było widać nic przed nim jak i za nim, była tylko droga, błotnisty szlak donikąd.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
”Deszcz, wszędzie deszcz” powtarzał sobie w myślach, niczym mantrę, próbując wszystkich sposobów by tylko zapomnieć o tym, jaki skarb zostawił w klasztorze i o tym, jak świat rozrósł nagle, kiedy przyszło do szukania kogokolwiek. Dziarskim krokiem idąc naprzód, wzdłuż gościńca, co jakiś czas odgarniając włosy sprzed oczu. Zaczynał drżeć z zimna. Wreszcie przystanął.
-To bez sensu – mruknął cichutko. Wzrok wbił się w ciemność przed nim. - Zanim w ogóle znajdę skurczysyna ręka odpadnie mi z zimna.
Pierwszy raz od wyruszenia z klasztoru poczuł zwątpienie. Nie wiedział, czy nie powinien był jednak wyruszyć później. Lecz któż mógł przewidzieć ten deszcz? On nie. Zaczął się rozglądać na boki w poszukiwaniu schronienia. „Przeczekam tą ulewę i ruszę dalej” postanowił sobie, po czym skręca, jeśli zobaczy jakiekolwiek miejsce, które dałoby cień szansy, na schronienie przed deszczem.
Podróż stawała sie mordęgą. Zewsząd otaczała bohatera ściana wody skutecznie ograniczając widoczność do krańców szlaku. Może i było gdzieś schronienie lecz on go przez ten deszcz na pewno nie da rady zauważyć. Pozostało mu podążać nadal gościńcem przed siebie bądź zejść z obranej drogi i liczyć na szczęście znalezienia schronienia.
Zimno przenikało go, w butach chlupotała woda, a ubranie kleiło się do skóry powodując że jego podróż była łagodnie rzecz ujmując nieprzyjemna. A mógł teraz siedzieć w klasztorze i popijać grzane wino, ogrzewając swe ciało przy kominku, bądź smacznie spać w wygodnym łóżku. Właśnie sen, zmęczenie długą drogą zaczynało dodatkowo mu ciążyć. Chęć powrotu do opactwa stawała się marzeniem które w każdej chwili mogło się przerodzić w decyzje. Ale jak wtedy będzie wyglądać ze swymi postanowieniami które złamie po kilku godzinach nocnej wędrówki, i to tylko z powodu deszczu, czy jest on aż tak miękki.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Głośne westchnięcie wydostało się z szeroko rozwartych ust wojownika. Zmrużone oczy przypominały dwie szparki, zaś głowa opadła niczym szmacianka. „Nie jestem taki słaby” stwierdził w myślach, po czym kontynuował marsz w nieznane. W głowie kołatały mu najróżniejsze myśli, różne scenariusze następnego i – niech dadzą Bogowie – ostatniego spotkania z czarującą rodzinką. Twarz wróciła do dawnej, niezmąconej żadną myślą 'formy', w końcu nie mógł sobie pozwolić na to, aby pierwszy lepszy przechodzień wziął go za upiora. Przyśpieszył kroku. „W końcu im szybciej dojdę, tym szybciej wyschnę” inteligentnie ocenił swoją sytuacje, po czym znów wrócił w odmęty myśli, próbując zapomnieć o wodzie w butach i nad głową.
Krok za krokiem oddalał się od ciepłego i miłego opactwa podążając nadal w nieznane. Dodatkowo zwiększył jeszcze tempo jakby chciał udowodnić że podjął właściwą decyzję choć serce mówiło mu że powinien być przy siostrze, chronić ją i opiekować się. Czuł że nie powinien jej tam zostawiać samej, że to był błąd. Nie wiedział tylko skąd te uczucia, czuł jednak że są prawdziwe i coraz trudniej było mu je ignorować.
Przeszedł już kilka godzin więc zmęczenie dobrze dawało mu się we znaki, żołądek zresztą także domagał się swych racji, a do tego wszystkiego zimno i mokro nie nastrajało go optymistycznie. Nagle wszystko wskazywało na "nie". Ochota by siąść na ziemi i zapłakać była duża ale czyż wojownikowi przystoi na takie zachowanie?
Los chyba uznał że bohater dość już doświadczył gdyż gdzieś między szarą ścianą wody Zegis dojrzał światełko, błysnęło i znikło. Może to zwidy, a może prawdziwy suchy dom. Po kilku krokach i chwilach oczekiwania ponownie je ujrzał na wprost jego drogi i z oceny młodzieńca nie było do tego miejsca daleko, może kilkadziesiąt, może kilkaset kroków, w każdym bądź razie nie była to już droga do nikąd. Teraz miał cel, może prozaiczny, mało istotny z punktu widzenia zemsty, jednak jak na tą chwile wielce istotny i długo oczekiwany. Możliwość wysuszenia siebie jak i ubrań dodawała energii do jeszcze szybszego marszu.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Kiedy przed oczami wojownika gdzieś w dali pojawiły się światła przystanął zupełnie nie zwracając uwagi na padający na jego głowę deszcz. W pierwszym odruchu przypomniał sobie o „błędnych ogniach”, o których kiedyś, dawno, dawno temu... tak dawno, jakby to było w jakimś zeszłym życiu, rozmawiali przy nim ojciec z wujkiem. Niespodziewany postój przerwało głośne burczenie w brzuchu.
-Nie ważne co to jest – powiedział sobie kładąc rękę na brzuchu i wznawiając marsz. - Ważne, że coś tam jest. Wreszcie pojawił się jakiś cel... - zmęczone nogi przyśpieszyły, co zaowocowało mniej więcej taką szybkością, z którą zaczynał marsz kilka godzin temu. Po chwili do głowy przyszła mu refleksja „tam się wysuszę”, a ze zmęczonych mięśni trysnęła nowa siła, jeszcze przyśpieszając ruch wojownika.
Jeśli miejscem do którego dotrze będzie gospoda – wchodzi bez najmniejszego wahania, jeśli zaś natrafi na jakiś dom, puka dosyć mocno, żeby przedrzeć się przez odgłos rozbijającej się o trakt wody.
Zegis ruszył w kierunku świateł żwawym krokiem. Woda chlupotała pod uderzeniami butów a także w butach jednak on się tym nie przejmował, szedł prosto na spotkanie światła które miało mu ofiarować schronienie, a może i strawę i co najważniejsze ciepło. Dotarcie zajęło mu całkiem sporo czasu, zwłaszcza na panujące wokół błoto. Z każdą chwilą gdy zbliżał sie do celu widział jak wokół światła rosną czarne kontury budynku, gdy był już całkiem blisko zauważył że jest to niewielki drewniany domek z jednym oknem i drzwiami wychodzącymi na tą część świata. Więcej nie był w stanie zobaczyć.
Podszedł do niewielkich drewnianych drzwi obdrapanych w dolnej części i lekko zastukał. Po chwili dało się słyszeć głośne szczekanie, a chwilę później szybkie kroki i odgłos rozkazu
- Spokój! Gert siad! - usłyszał męski twardy głos po którym szczekanie ustało jak odcięte nożem. Zaraz też było słychać te same kroki zbliżające sie do drzwi - kogo tam licho niesie w taką pogodę w środku nocy? - głos oprócz twardości był także gburowaty.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Więc to nie gospoda? - mruknął pod nosem młodzian, po czym uśmiechnął się, mimo nieprzyjemnego swędzenia na czubku nosa. Nigdy nie przepadał za deszczem, a w chwilach takich jak ta... ale przynajmniej w jakim 'prywatnym' domu ma mniejsze szanse na jakieś burdy. Otarł zbierające się na nosie krople po czym odrzekł już głośniej.
-Strudzony wędrowiec poszukuje schronienia! – od razu naszła go refleksja, jak głupio musi to brzmieć po drugiej stronie drzwi. No ale... nigdy nie miał charakteru przeklętego po trzykroć wuja, aby walić w drzwi i wywrzaskiwać coś w stylu „otwierać, tu jest zimno!”. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie dodać, że zapłaci ale... nie wiadomo z kim ma do czynienia, a przyjemnie jest obudzić się zdrowym następnego dnia. „Jeśli podejmą mnie tu dobrze zapłacę im...” - obiecał sobie w myślach, czekając z bijącym sercem na to, czy ktokolwiek otworzy mu drzwi. Dłoń machinalnie zacisnęła sie na rękojeści, zaś do głowy wpadła ni stąd ni zowąd kolejna myśl. „Jeśli będzie niemiło... też im zapłacę”.
Za drzwiami panowała cisza, pies od czasu komendy nie odezwał się, zaś człowiek także nie raczył odpowiedzieć na wezwanie Zegisa. Cisza przedłużała się mącona tylko kroplami deszczu uderzającymi w dach oraz ogromne lustra kałuż znajdujące się na szlaku.
- Taaa strudzony wędrowiec, a ja jestem elfem, hahahahaha - dało się w końcu słyszeć zza drzwi. - Spieprzaj stąd, zanim nie poszczuje Cię Gertem. Pieprzony wędrowiec. Jakiż to wędrowiec wybiera się w taką pogodę w podróż. - nastąpiła chwila przerwy po czym znów głos z domu przedarł się przez drewno do Zegisa - Skoroś wędrowiec to idź se w drogę i mi dupy nie zawracaj!
Po tych słowach już nic więcej nie dało się usłyszeć z środka, widać właściciel tego domostwa oczekiwał na reakcję bohatera, a głownie na jego szybkie odejście spod drzwi.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wojownik westchnął, zaś jego twarz przybrała kształty godne przesłuchiwanego leżącego na katowskim stole. Kątem oka zerknął na swoje odbicie w ciągle rozchlapywanej przez potężne krople powierzchni kałuży. „Śliczny” pomyślał troszkę łagodząc rysy twarzy.
Po czym wyciągnął monety z sakwy i zadzwonił nimi kilka razy. Po trzecim 'dzwonieniu' schował pieniądze do kieszeni i kilka razy walnął pięścią w drzwi.
- Słyszycie? Zapłacę za nocleg! - wykrzyczał. Chwila przerwy, po czym jeszcze raz tym razem silniej walnął. - SŁYSZYCIE? OTWIERAĆ! TU JEST, KURWA, ZIMNO! - wrzasnął, w myślach krzywiąc się na ironię sytuacji. Jak widać pościg za kimś wcześniej, lub później zmusza do używania tych samych metod...
Odgłos uderzeń w drzwi był wyraźnie słyszalny jak i wrzaski Zegisa. Od razu po prezentacji swych uczuć wojownik usłyszał jak zza drzwiami ciche słowa mówione do siebie przez osobę będącą po drugiej stronie drewnianych drzwi. Słów tych nie dało się zrozumieć gdyż były mówione zbyt cicho, a grube drewno dodatkowo tłumiło dźwięki. Po chwili jednak usłyszał całe zdanie bardzo wyraźnie gdyż zostało mu wykrzyczane tubalnym głosem
- To nie trzeba było kurwa łazić w taką pogodę! Gert do nogi! - usłyszał, a chwilę później dało się słyszeć stukot pazurów po drewnie i ciche warczenie. - Mówiłem żebyś stąd poszedł bo inaczej moja bestia będzie mieć kolacje! Więc z łaski swojej wypierdalaj!
Nastąpiła cisza, która troszkę trwała po czym dało się słyszeć już całkiem innym tonem słowa
- Mówisz że zapłacisz? Jakoś nie wierze, ale wsuń pod drzwi z dwie sztuki złota to pogadamy w cieple. - usłyszał Zegis.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
„Marudzi pod tymi drzwiami, jak jakiś szlachetnie urodzony. Myślałby kto... gdzie są możni aby pokarać pyche takiego chłopa?” zaczął samemu wymyślać na przemiłego gospodarza, kiedy tylko doszedł go odgłos mruczenia, czy tam innych odgłosów. W brzuchu zaburczało mu dosyć głośno. „Cholera, oby tego nie usłyszał, jeszcze mi brakuje, aby nie uwierzył w pieniądze...”
A potem do uszu wojownika doszły krzyki, o jedzeniu, pogodzie i oddalaniu się w pośpiechu. Wojownik sięgnął pamięcią do czasów, kiedy był jeszcze bogaty, pamiętał, że u któregoś ze swoich sąsiadów zobaczył całkiem dużego psa. „Prędzej ja bym go zjadł” uśmiechnął się oblizując wargi. „Mogłem chociaż kolacje zjeść w klasztorze... cholera...” już miał odejść zrezygnowany panującą za drzwiami ciszą, kiedy właściciel domku znów się odezwał.
-Taa – warknął lekko już zirytowany sytuacją Zegis. - Ja wam wsunę pieniądze, a wy mnie nie wpuścicie, i szukaj sprawiedliwości w taką pogodę.
Odwrócił się, jakby chcąc upewnić czy przypadkiem nie przestało padać...
-Jedną sztukę – dopowiedział z rezygnacją. - Jak mnie wpuścicie i pozwolicie przeczekać deszcz to dodam jeszcze coś, jak będę wychodził.
Kiedy jego rozmówca zgodzi się wtyka sztukę złota do środka przez szparę w drzwiach.
„Chyba zgłupiałem”
Denerwująca cisza nastała ponownie, a wiatr ponownie dał znać o zimnie panującym na zewnątrz i stanie ubrania wojownika które przemokło całkowicie.
- Jedna powiadasz - usłyszał wreszcie odpowiedź Zegis - dobra dawaj.
Gdy tylko moneta przeszła pod drzwiami wojownik usłyszał odgłos otwieranej zasuwy a chwilę potem
- Gert bierz łachudrę! - padł rozkaz a przez uchylone drzwi wyskoczył wilczur. Uderzenie jego ciała jak i zaskoczenie wojownika spowodowało że obaj wylądowali w wodzie, jednak na szczęście pies nie utrzymał się na człowieku i przeleciał metr za niego. Jednak od razu ruszył do ataku. Zegis leżał na plecach oszołomiony atakiem psa. Usłyszał warczenie zza głowy, wiedział że nie będzie miał zbyt wiele czasu na reakcje, że musi działać szybko, instynktownie gdyż inaczej skończy jako kolacja tego potwora.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
-No...
Wyrwało się z ust wojownika, kiedy usłyszał odpowiedź, a po krótkiej chwili drzwi zaczęły się otwierać...
-...kurde..
Jęknął kiedy wilczur walnął go całym swoim ciężarem w pierś. Do zamroczonego umysłu dotarły dwie myśli, co ciekawe pierwsza z nich brzmiała „wygląda smacznie”. Cóż, jak widać głód potrafi wygrać nawet z śmiertelnym przerażeniem.
Chłopak kiedy tylko usłyszał za sobą psie warczenie, instynktownie przeturlał się na bok, tak aby broń Najwyższy nie stać plecami do gościnnego gospodarza. Turlając się chwycił prawicą za rękojeść miecza i jak najszybciej potrafił zerwał się na ziemię. Oczy, po kilkusekundowym zagapieniu wreszcie skupiły się na zwierzęcym przeciwniku, zmęczona ręka podniosła miecz. Zegis był świadom, że jego zręczność nie zrobi na przeciwniku żadnego wrażenia, skoro ma o dwie nogi mniej, a wilczur... jak to wilczur, na pewno był silniejszy. Dlatego zdecydował się przejść do obrony, i wyprowadzić kontratak od razu, gdy nadarzy się okazja.
Wojownik starał się wykonać przewrót chwytając za miecz. Ostrze wysunęło się ze świstem powodując uczucie radości i pewności siebie u Zegisa, jednakże w tym samym momencie poczuł ogromny ból w ręce dzierżącej ostrze. Miecz upadł z cichym mlaśnięciem w błoto zaś ręka która go trzymała została szarpnięta w dół całym ciężarem ciała wilczura zmuszając wojownika do klęknięcia. Ból, ogromny ból targnął ciałem bohatera. Był w rozpaczliwej sytuacji pozbawiony broni klęcząc w błocie trzymany przez wilczura.
- Gert pilnuj! - usłyszał zza pleców - Dawaj całe złoto jakie masz i wypierdalaj jeśli chcesz żyć - powiedział tubalny głos - masz kurwa chwile na rzucenie sakiewki!
Pies nie szarpał już ręki ale także nie puścił jej czekając na rozkaz swego pana, gotowy w każdej chwili zgnieść ją w swej paszczy. Nogi szeroko rozstawione i oczy żądne krwi. Widać było że ten pies nie pierwszy raz ma w swym pysku ludzkie mięso.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Jeśli mu oddam zabije mnie, jeśli nie też mnie zabije... – taka to piękna myśl błyskawicznie pojawiła się w umyśle wojownika. Nie, nie był inteligentny, ale miał pewien... instynkt, może intuicje mówiącą kiedy coś nie ma sensu. I żałował, że nie posłuchał jej, gdy wyciągnął z sakiewki pierwszą złotą monetę. Jak tylko dał radę najszybciej uderzył psa z całej siły między oczy*, a następnie złapał za miecz i szybko dobił zwierze. Następnie skupił się na swoim gościnnym przyjacielu.
*nie jestem zbyt dobry w anatomii zwierzątek, ale o ile wiem taki 'atak' powinien je ogłuszyć, a ogłuszony powinien mnie puścić. Mam nadzieję.
I przepraszam, że tak długo, ale mam ostatnio problemy z kompem, a i musiałem się 'moocniej' zastanowić. Wbrew temu, jak gram nie chce umrzeć ^^'
Zegis uznał że jego sytuacja i tak jest już na tyle przegrana że może spróbować jeszcze ataku, który de facto miał mu otworzyć drogę do zwycięstwa. Pomysł można by rzecz świetny gdyby nie fakt że w walce wręcz wojownik był naprawdę kiepski a wyprowadzony lewą ręką atak minął czaszkę zwierzęcia powodując że całe ciało wraz z pędem uderzenia przechyliło się w prawo. Pies odskoczył do tyłu, jednakże nie puszczając ręki wojownika a jedynie jeszcze mocniej zaciskając na niej swe zęby. Ból wskazywał że co najmniej jedna kość w ręce Zegisa została zmiażdżona szczęką bestii. Najprawdopodobniej dzielny łowca magów krzyczałby teraz wniebogłosy gdyby nie fakt że pociągnięte przez psa ciało wpadło do błota które to wdarło się do otwartych krzykiem ust. Już po kilku sekundach Zegis zorientował się że brak mu powietrza.
Pies na całe szczęście nie szarpał dalej ręki, jednakże także nie zwolnił swego chwytu powodując że ból przepływał od ranionej ręki wprost do mózgu nieprzerwanym strumieniem.
Zegis leżąc w błocie gdzieś w oddali słyszał krzyki człowieka jednakże nic z nich nie rozumiał walcząc o oddech i starając się zapanować nad bólem.
Nawet jakbyś trafił to i tak by nic nie dało, tak jak my tak i psy, a może i one bardziej mają w tym miejscu twardą czaszkę, w dodatku Ty jesteś bez rękawic. Dużo lepszym celem byłby nos który jest nafaszerowany wręcz receptorami nerwowymi i trafie w niego nawet ze średnią siła dałoby pożądany efekt, może nie zamroczenie, choć kto wie, ale na pewno ogromną falę bólu która otumaniłaby psa. Teraz jednak jesteś w już naprawdę złej sytuacji. A i powiem Ci że będąc przestrzeżonym przez Peliosa naprawdę staram się nie zabijać graczy w dodatku wydaje mi sie że mam przewidziany fajny scenariusz dla Ciebie i ciężko mi będzie go skreślić, zaś to spotkanie z psem i człowiekiem miało być tylko małym przerywnikiem, a teraz może stać się Twym końcem.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
„Ja...zginę...” przebiegło przez otumaniony bólem umysł wojownika. Ot prosta myśl, dwa słowa w których zawarło się całe przerażenie. Gdyby ktoś go spytał nigdy nie uwierzyłby, że jego życie zakończy zwykły pies, w deszczu i błocie. Zaczynał tracić nadzieję, jednak postanowił walczyć dalej. Coś w jego krwi, sposobie życia, jaki dalej prowadził wykształciło w nim specyficzne poczucie dumy, mówiące, że nawet jak ma umrzeć leżąc, pozbawiony rąk i nóg to do ostatnich chwil winien przynajmniej gryźć wrogów. „Nie...chcę” jęknął w psie futro i wytężył resztki sił zamkniętych w drżącym z bólu i strachu ciele. Chciał choć trochę odepchnąć psa. Otworzyć drogę dla zbawiennego powietrza. A kiedy mu się wreszcie uda zaczyna tępo okładać psa po nosie i pysku, aby głupie bydle go wreszcie puściło.
[ Zawsze myślałem, że jak walniesz człowieka między oczy to wrażenie na nim to zrobi, i stąd analogiczne do psa odniosłem. Ale dobrze wiedzieć takie rzeczy w tych niepewnych czasach i mam nadzieję, że się nie obrazisz, że wykorzystałem tą wskazówkę.
A tą złą sytuacje to niestety widzę, na przyszłość będę mądrzejszy, nie ma tego złego ]
Brakowało mu powietrza którego teraz tak bardzo potrzebował. Całe usta miał wypełnione błotem jednak poderwał się do walki o swe życie. Podciągnął nogi i na oślep zaczął walić w miejsce w którym powinien być pysk jego oprawcy. Chyba nawet jeden z ciosów dotarł do celu gdyż Zegis usłyszał skowyt i ręka która do tej pory była trzymana w szczękach potwora została uwolniona. Jednak uczucie zwycięstwa trwało tylko chwilę gdyż zaraz coś twardego uderzyło z rozpędem w jego czaszkę, a sekundę później czerń zalała umysł bohatera. Ostatnią rzeczą jaką zapamiętał wojownik była wilgoć którą poczuł na swej twarzy, błoto wdzierające sie do gardła i warkot wilczura. Potem nie pamiętał już nic z tego co stało się z jego ciałem, a stało się wiele.
Pies doskoczył do gardła, zęby przebiły miękka skórę docierając do głównej tętnicy, jedno szarpnięcie i aorta została rozerwana, krew trysnęła z ogromnym ciśnieniem. Śmierć nadeszła szybko i bezboleśnie w otoczeniu błota które oblepiło truchło wojownika.
Zegis umarł pozostawiając swą siostrę na pastwę świata i łaskę mnichów, zaś zemstę niedokonaną i tylko wymarzoną. Ciało wojownika pozostało jako karma dla psa na dwa dni.
_________________________________________________
Zegis za sesję otrzymuje 0 punktów doświadczenia.
Sesja zakończona śmiercią bohatera.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum