Wysłany: 2008-04-13, 19:09 Zegis / Zegis ibn Heather de Xan
Imię gracza: Zegis
Imię bohatera: Zegis ibn Heather de Xan
Rasa: Człowiek
Wygląd fizyczny: Poruszający się z kocią gracją szczupły chłopak, średniego wzrostu (pod 1,70 metra) o krótkich brąz włosach. Doskonale komponujących się z oczami tego samego koloru, oraz delikatnym zarostem. Szczupła, lekko pociągła twarz, o wyraźnie zarysowanych ustach, swoją mimiką kojarzy się raczej maskę, niż normalną ludzką twarzą. Ot chłopak ma albo kamienny wyraz twarzy, albo przesadzone grymasy. Na prawym boku ma ślad po oparzeniu, jedyną pamiątkę po zmarłym wuju, której nie udało mu się usunąć, zaś pod lewą łopatką tatuaż w kształcie róży z czarnymi płatkami, autorstwa przybranej siostry.
Przeszłość i opis: - Byłem jeszcze dzieckiem, kiedy wprowadził się do na... - drzwi do komnaty otworzyły się, na progu stał młodzieniec ubrany w kapłańską togę. Mówiący odwrócił głowę w stronę przybysza. - Śpi? - spytał krótko.
Młodzian kiwnął głową, po czym odwrócił się do drugiego, znacznie starszego, mężczyzny, pokazując coś.
- Brat Iyo pyta, czy również mógłby posłuchać - odezwał się starszy.
Twarz opowiadacza rozjaśniła się w nienaturalnie szerokim uśmiechu, odsłaniającym białe zęby. Brwi zniknęły pod grzywką.
- Jak sobie życzycie, wielebny - powstał i skłonił się delikatnie. - Ród Heather zdany jest na pańską łaskę.
Mężczyzna nazywany wielebnym machnął ozdobioną pięknym pierścieniem dłoniom.
- Po prostu kontynuuj.
Tak... - uśmiech spełzł z twarzy mężczyzny, zostawiając obojętność. Zimny głos zaczął referować historię życia chłopaka:
Byłem małym dzieckiem i jedynakiem, kiedy on się do nas wprowadził. Brat mojego ojca, i znany w okolicy czarnoksiężnik, Hubert ibn Heather. To po nim mam zresztą pamiątkę na prawym boku. Kiedyś ten drań się upił i rzucił we mnie kulą ognistą. Dobrze, że był takim nieudolnym skurczybykiem, bo inaczej moja historia skończyłaby się już wtedy. Inna rzecz, że i tak uzdrowiciele dawali mi małe szansę na przeżycie. Co na to mój ojciec? Nic. On ubóstwiał braciszka, chyba bał się tej mocy. Nigdy nie przeciwstawiał się zachciankom Huberta, tym bardziej nie krytykował jego wybryków. Przygarnąć dziecko stryja? Jasne. Biedna Sylwia. Pewnie do teraz myśli, że jesteśmy biologicznym rodzeństwem... ale znowu odchodzę od tematu. Wybaczcie mi, wielebny, nie jestem bardem. Sylwia została oficjalnym członkiem rodziny, kiedy miałem jakieś 6 lat. Nie pamiętam tego zbyt dobrze, właściwie gdyby nie opowieści matki, to nic z tego bym nie pamiętał już. W każdym razie od wtedy było nas pięcioro. Rodzice, stryj, Sylwia i ja. Tak naprawdę, jak teraz sięgam pamięcią to wtedy w domu układało się całkiem dobrze. Ojciec, szlachcic posiadał wysokie stanowisko na dworze królewskim, więc nigdy nie chodziliśmy głodni, czy zmarznięci. Zresztą wydaje mi się, iż właśnie to było powodem wszystkich późniejszych problemów. Hubert tylko korzystał z gościnności brata. Pił, jadł, pił, żarł, chlał, żarł i wymyślał coraz to nowe sposoby podrywania szlachcianek. W pewnym momencie, nie wiem nawet kiedy stryjowi zaczęła przeszkadzać moja obecność. Może wynikało to z faktu, iż odciągałem jego córkę od magii, może po prostu irytował go mój zwyczaj podsłuchiwania. Pamiętam, jak dziś, że w wieku 10 lat wyrzucono mnie z domu. Rodzice zabrali Sylwię, oraz moją młodszą siostrzyczkę na bankiet na zamku, ja zaś zostałem z stryjkiem. Kiedy tylko powóz z rodziną zniknął za zakrętem ten drań obezwładnił mnie i wrzucił do jednej z krypt znajdującej się na rodzinnym cmentarzu. Przeżyłem tam prawie 9 lat, początkowo dokarmiany przez Huberta, później polując w pobliskim lasku. Nie mogłem wrócić do domu. Zaklęcie utrzymywało mnie z dala od domu tak długo, jak długo rodzina myślała, iż umarłem. A ojciec wierzył w to bardzo mocno. Kiedyś spotkaliśmy się podczas polowania... wziął mnie za ducha. Rozpłakał się na mój widok i uciekł do domu, głupiec. Ja też wtedy płakałem, wiecie? Uciekając zajeździł ukochaną klacz mojej siostrzyczki. Tą, na której Kyenna uczyła się jeździć. To wydarzenie sprawiło, iż straciłem nadzieję, że kiedykolwiek powrócę do domu. Wcześniej polowałem, aby przeżyć, by zobaczyć jeszcze kiedyś moją ukochaną siostrzyczkę, wtedy zaś... to było straszne. A przynajmniej pierwsze dni. Nic, tylko leżałem na kamiennej posadzce w krypcie. Zacząłem myśleć o sobie, jak... jakbym nie był nigdy nikomu potrzebny, jakbym był tylko rzeczą. Wreszcie szóstego dnia wyczołgałem się na polowanie. Zresztą tylko dlatego, że przerażała mnie myśl o śmierci głodowej. I jestem za to wdzięczny wszystkim Bogom, gdyż spotkałem wtedy Kyenne, siostrzyczkę moją najdroższą, która przyszła pomodlić się za mnie. To zabawne, iż z wszystkich osób akurat ona przychodziła na cmentarz wspominać mnie. Mnie, starszego brata, który zniknął, gdy dopiero zaczynała pojmować świat. To spotkanie zdjęło rzucone przez stryja zaklęcie. Znów mogłem wrócić do domu. I zrobiłem tak, chociaż nie na długo. Miesiąc później na jaw wyszedł romans Huberta z księżną. Do dziś nie rozumiem, jak taka kobieta mogła znieść towarzystwo tego wieprza. Oczywiście jej mąż wpadł w szał, ojciec błyskawicznie stracił pracę, majątek... wkrótce wolność. Matka umarła z rozpaczy za nim... a ja? Zabrałem Kyenne i uciekłem, bo cóż mogłem zrobić?
- A stryj? - wielebny przerywał trwającą już kilka godzin opowieść.
- Uciekł razem z Sylwią. Zresztą chyba nie była zadowolona z tego powodu, pamiętam, że na powitanie wytatuowała mi na barku różyczkę. Jako symbol mojego odrodzenia. Szkoda, iż poszła w ślady stryja. Gdyż poprzysiągłem, że zabije jego i wszystkich władających magią z jego rodu. A potem zapewnię mojej kochanej Kyennie godziwy dach nad głową. To zresztą moja prośba, do was, o wielebny. Przygarnijcie moje kochanie, dopóki nie wypełnię pierwszej części ślubowania...
Starszy mężczyzna uśmiechnął się.
- To będzie zaszczyt pomóc ostatnim potomkom twego rodu - powiedział, po czym skinął ręką na brata Iyo. - Podaj wina, na pewno naszemu biednemu Zegisowi gardło wyschło na wiór.
Chłopaczek jednak tylko pokręcił głową.
- Wielebny, wybaczcie mi, jednakże muszę wyruszyć teraz. Rano nie potrafiłbym odejść bez pożegnania z Kyenną. A nie wiem, czy dam radę wyruszyć w świat, gdy znów ujrzę tą dziewczynę...
- Chłopcze, w twych uczuciach czuć znamię grzechu...
- Wiem... żegnajcie, wielebny - chłopak ukłonił się, po czym skierował w stronę drzwi...
Profesja: Wojownik
DOŚWIADCZENIE Aktualne: 0
Ogólne: 0
ATRYBUTY
Nazwa / Wartość / Stopień
Zwinność.....: 17 / 5
Siła..............: 13 / 4
Kondycja.....: 13 / 4
Percepcja....: 15 / 4
Inteligencja.: 11 / 3
Charyzma....: 10 / 3
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum