TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2009-06-10, 19:01
Krótki żywot najemnika
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-26, 13:40   Krótki żywot najemnika

"Podobno żadna praca nie hańbi. Podobno każdy rodzaj zajęcia, który przynosi pieniądze i umożliwia byt nie jest złem. Ale zaliż można nazwać 'godnym' kradzież? Oczywiście nie, choć istnieją osoby, które powszechnie tłumaczą, iż jest ona ich 'pracą'. A co wobec tego z tymi, którzy mordują i walczą za pieniądze? Czy mord i zadawanie bólu można uznać pracą? Godnym zajęciem? Jest tyle możliwości zarobku, a wszetecznicy ci przeklęci wolą trudnić się i zyski czerpać, jako i złodzieje, z nieszczęścia innych. Zaprawdę, nie ma na świecie nic gorszego ponad tych, co prowadzą żywot złodzieja, jak i najemnika.
I dodam, iż żywot ów winien być jak najkrótszy."

- fragment "Rozważań o bycie doczesnym", krótkiej broszurki filozoficznej nieznanego autora.


Krótki żywot najemnika
- kroniki Altharisa




Natura kocha równowagę.

Nie da się ukryć, iż ta jedna myśl kołatała w głowie srebrnego elfa już od dłuższego czasu. Natura kocha równowagę. Wiedzie ci się dobrze? Wiedzie ci się źle? Równowaga! Bądź pewny, iż w najbliższym czasie karta się odwróci.

I może nie chodziło nawet o to, iż w drodze zaskoczyła go kolejna, wczesno-letnia burza. Może nawet nie to, że od momentu rozstania się z Reggirtem odbył niemal dwutygodniową wędrówkę przez Tereny Niezależne z duszą na ramieniu, praktycznie nie śpiąc i uważając na wszelakiej maści patrole orków po drodze. Może wreszcie nawet nie to, że był zziębnięty, morky, zmęczony, a wiatr pospołu z ostro zacinającym deszczem smagał go po twarzy. Może nawet nie to, że koń tez jakoś niemrawie pociągał kopytami.

Gorzej, że od dobrych czterech dni nie natknął się bohater na żadną porządną karczmę. W Królestwie! W cholernym kraju karczm! W miejscu, gdzie o karczmę można się potknąć, wychodząc rano z domu po mleko. Gdzie każda, ale to absolutnie każda przygoda zaczyna się od wizyty w karczmie!

A tu jak na złość, jakby burzy i zmęczenia było mało, karczmy ani widu ani słychu.

Z resztą i tak od dwóch dni Altharis jechał bardziej na czuja niż z prawdziwej znajomości terenu. Wiedział tyle, że minął granice Królestwa (kontrola, jaką napotkał po drodze do tej pory kojarzyła mu się z nieprzyjemnie nadgorliwymi i przesadnie trzymającymi się przepisów strażnikami) i że do Broln zostało mu kilka dni drogi.

Dlaczego Broln? A dlaczego nie.

W Srebrnych Lasach dokonał wiele i, prawdę mówiąc, widok dzieci bawiących się w "Altharisa i orków", gdzie jednakowoż dziecko będące Altharisem, przy pomocy patyka i kilku niezrozumiale bełkotliwych słów sprowadzało na orków magiczną, wyimaginowaną zagładę, działał mu setnie na nerwy. W okolicach Broln znano go jako maga. Po prostu, maga. Owszem, ci lepiej poinformowani wiedzieli, iż elf maczał palce w obronie Seilaru, oraz że brał udział w dość dziwacznie zakończonym polowaniu na Zarr'Tahira, ale traktowano go normalnie.

Na tyle, na ile ludzie są w stanie normalnie traktować srebrnego elfa.

Póki co jednak Altharis jechał konno przez spokojną, równinną dolinkę. Pola dorodnej pszenicy, jakie mijał dawały pewne optymistyczne rokowana na przyszłość. Gdzie pola, tam i wioski. Gdzie wioski tam ludzie. A gdzie ludzie tam alkohol i miejsce, gdzie ów można spożyć, dostojnie schlać się i osunąć pod stół, czyli karczmy. Odwieczne perpetuum mobile

Grom.

Przeszył powietrze, nakazując powrócić do szarej rzeczywistości. Zacinający ostro deszcz też nie dawał zbytnio perspektyw do marzenia. A tylko dróżka – odwiecznym zwyczajem dróżek – biegła gdzieś przed siebie.

Jak daleko stwierdzić się nie dało.

Po prostu deszcz zacinał zbyt mocno.

Kolejny grom spłoszył nieco Zjawę, nakazując jej przyspieszyć dość niemrawe tempo chodu do lekkiego truchtu.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-04-26, 15:53   

Natura kocha równowagę. Równowaga jest zaś naturalnym porządkiem świata. Podstawowym prawem i strażnikiem życia. Dba o to by nikomu nie wiodło się za dobrze przez zbyt długi czas.

A jako że ostatnie dni spędzone w krasnoludzkiej mieścinie Altharis śmiało mógł zaliczyć do tych udanych, to teraz musiał nieco pocierpieć.

Deszcz lał bez przerwy. Obecnie jednak elf nie zwracał już uwagi na ciężkie krople rozbijające się o jego i tak już przemoczone uranie. Teraz już raczej nie wiele mógł zrobić. Może gdyby był magiem wyższego kręgu potrafiłby odwrócić bieg kropel, tak by te leciały z powrotem ku niebu ? Na razie mógł jednak sobie tylko o czymś takim pomarzyć

Gdyby chociaż wiedział czy jedzie w dobry kierunku. Niestety, nie było mu to jednak dane.

A jaki był w ogóle dobry dla niego kierunek ?

Seilar ? Nie... Dość miał sławy. Nie lubił jej. Wkurzało go kiedy wchodząc do karczmy, zebrani przerywali swe rozmowy, by tylko dosłyszeć jakie piwo zamówi "Obrońca Seilaru"... Co je... Z kim i o czym rozmawia... Miał dość takich i im podobnych sytuacji. Przynajmniej w najbliższym czasie nie miał zamiaru wracać do tego miasta.

Sława. Pomyśleć, że niektórzy jej pożądają.

No to Broln. Tam mógł liczyć na zakwaterowanie w gildii magów i względny spokój. Co prawda niektórzy miejscowi mogli kojarzyć go z wyprawy na Zar'Tahira, ale tak na prawdę to tam jakoś szczególnie nie zasłynął. Całą robotę odwalił paladyn Cohen, avatar Aesira, który sam to w pojedynkę postanowił pokonać demona.... Ach, ci ludzie...

Rozmyślania przerwał grzmot. Zjawa nieco przyspieszyła, co magowi było nawet na rękę. Nie miał serca siłą zmuszać wierzchowca do szybszej jazdy, a tak to koń sam postanowił przyspieszyć.

Elf nie żegnał się z nadzieją na odnalezienie jakiejś karczmy. Widok pól uprawnych napawał optymizmem. Była to wszak już oznaka cywilizacji, a gdzie cywilizacja tam można się osuszyć... porządnie zjeść... napić piwa... wyspać... .

"Musi tu być gdzieś jakiś zajazd... Za tym zakrętem... A jeśli nie za tym to za następnym... Albo za tamtym wzniesieniem..." - powtarzał sobie mag
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 11:57   

Deszcz zacinał jak oszalały. Tunika, jaką nosił na sobie Altharis przypominała bardziej mokrą ścierkę, niż prawdziwe ubranie. Od nieustanego mrużenia oczu i wpatrywania się przed siebie zaczynały boleć go już mięśnie twarzy. Jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało.

Kolejny, głuchy i dudniący grom przetoczył się po niebie. Długo.

Zjawa zatańczyła na dróżce, wierzgając i kręcąc łbem. Jak widać również jej nie podobała się jazda w taką pogodę. Elf z lekkim przestrachem zauważył, że jeśli tak głośny grom się powtórzy, wystraszony koń będzie jeszcze gotów zrzucić swego jeźdźca.

Coby o magu nie mówić, wyczynowo na koniach to on nie jeździł.

Jak na złość, pola ciągnęły się w nieskończoność. Podobnie jak i droga. W momencie, gdy Altharis niemal już stracił nadzieję na jakąkolwiek możliwość schowania się przed deszczem, gdzieś daleko przed nim zamigotało mu jasne światełko.

Ogień!

Tak, nie ulegało wątpliwości – było to światło ogniska. A skoro ognisko nie gasło – znaczy, że ktoś posiada ochronę przed deszczem. Co prawda obecnie Altharis nie był sobie zbytnio w stanie wyobrazić, co za ochrona mogła powstać podczas takiej wichury i na kompletnej równinie, bez choćby drzewka czy jaskini, ale nie ulegało wątpliwości – jakieś dwie mile przed nim ktoś rozpalił ogień.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-04-29, 18:05   

Mag był przemoczony do suchej nitki. Mało brakowało, by na dodatek zaliczył upadek z konia czego skutkiem w najlepszym wypadku byłaby kąpiel błotna, w gorszym zaś połamanie żeber czy kończyn. Miło nie było. Trzeba było ostudzić popędy wierzchowca.

-Spokojnie, to tylko grom... takie wyładowanie elektryczne powstające na wskutek różnicy ładunków w powietrzu.... nie ma się czego bać - uspakajał Zjawę.

Na szczęście w oddali było widać łunę światła. Światła ogniska zapewne, bo czegoż by innego. Zastanawiającym mógł być tylko fakt, jak ktoś potrafił utrzymać płomień przy takiej pogodzie? Chyba że został rozpalony w jakiejś jaskini albo szałasie, to by wszystko wyjaśniało.

Na obliczu maga zagościł uśmiech. Przy odrobinie szczęścia może uda mu się uniknąć wyziębienia.

Mając nadzieję, że światło pochodzi od ogniska a nie dajmy na to pożaru, o który nie trudno podczas takiego gromobicia, mag popędził Zjawę w rzeczonym kierunku.

Nie było to w końcu aż tak daleko. Zaledwie jakieś dwie mile...
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-30, 18:23   

Ogień tańczył i mamił przyjaźnie już z daleka. Aż chciało się jechać. Inna sprawa, iż podczas długich podróży każdemu może doskwierać samotność. Nawet srebrnemu elfowi. Próba nawiązania dyskusji z własnym koniem była tego najlepszym wyrazem. Altharis co prawda nie spodziewał się, iż Zjawa rozpocznie z nim naukowy dyskurs o fizycznej naturze błyskawic i o energii kinetycznej zmieniających się ładunków elektrycznych w górnych warstwach atmosfery, ale od wielkiej biedy była lepszym rozmówcą od żadnego.

Co lepiej, w przeciwieństwie od wielu istot płci żeńskiej, cierpliwie słuchała mężczyzny i nie dodawała do jego słów żadnego swojego komentarza. Miła cecha.

Lekko przynaglona widokiem ognia ruszyła całkiem żwawo, potrząsając łbem i ruszając uszami. Nawet Altharisowi jakoś lżej się zrobiło na myśl o osuszeniu się i zjedzeniu czegoś ciepłego. Żeby jeszcze nie ta burza.

Kolejny głuchy grom potraktować mógł jako swego rodzaju znak od niebios: "zanim przed nami uciekniesz, jeszcze zmoczymy cię na odchodne!"

Lało wściekle. Należało mieć tylko nadzieję, iż sprzedawca, który sprzedawał elfowi plecak i zachwalał go jako "nieprzemakalny" nie był oszustem.

Minęło może dwadzieścia minut jazdy, gdy ogień i jego okolice stały się na tyle bliskie, by dało im się przyjrzeć. Ścieżka bowiem pola a znalazła się na niewielkim wzniesieniu, skąd przy dobrej pogodzie miałoby się niezły widok na całą okolicę. Rosnący tam niewielki zagajnik, przez który wiodła dalsza ścieżka, sam w sobie stanowił dobre miejsce na nocleg. Oraz na ognisko. Rozwiązała się też – nawiasem mówiąc - tajemnica jego istnienia. Ogień bowiem rozpalono pod prowizorycznym szałasem. Szałas ów składał się jeno z jednej ściany, ukośnie postawionej do kierunku padania deszczu, podpartej zwykłym badylem, lecz swe zadanie spełniał. Ochraniał zarówno do wiatru jak i wilgoci, oraz pozwalał utrzymywać płomienie. Sterta chrustu leżała tuż obok właściciela owego jakże luksusowego przybytku.

Ludzki – na oko – mężczyzna piekł akurat coś nad ogniem i zdawał się zupełnie nie zauważać niczego, poza swym posiłkiem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-04-30, 21:04   

Samotność doskwierała. Może i Altharis nie był nigdy zbytnio towarzyski, ale podróżować w samotności przecież nikt chyba nie lubi. Od kiedy rozstał się z Reggirtem nie było nawet z kim porozmawiać, ot tak, choćby dla zabicia czasu.

Droga dłużyła się i dłużyła. Na szczęście jednak nastał wreszcie moment, w którym można było dostrzec już ognisko i szałas - widok przez maga niezwykle pożądany.

Bohater zbliżył się frontalnie do "zabudowania". Nie schodził na razie z konia, a i zarazem nic nie mówił. Chciał aby to nieznajomy rozpoczął rozmowę i być może zaprosił maga do wspólnego biesiadowania. Zamiary Altharisa były chyba dla nieznajomego oczywiste, bo niby czegóż może chcieć przemoczony i zziębnięty podróżnik od właściciela prawdopodobnie jedynego szałasu czy ogniska w promieniu dobrych kilku mil.

Mag miał tylko nadzieję że nie natrafił na jakiegoś bandytę czy innego zwyrodnialca. Nigdy nie wiadomo kogo napotka się w takim, opuszczonym przez ludzi i bogów, miejscu.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-01, 15:09   

Gdy znalazł się niecałe dziesięć metrów od "szałasu", wstrzymał Zjawę, w milczeniu wpatrując się w nieznajomego. Ów ponad wszelką wątpliwość okazał się być człowiekiem. Szczegóły jego aparycji zakrywał długi, ubłocony solidnie u spodu płaszcz, lecz nawet on nie maskował do reszty tego, iż nieznajomy był dość dobrze zbudowany i z pewnością do ułomków nie należał. Podniósł głowę, mierząc jeźdźca spojrzeniem ostrych, niebieskich oczu, nie odezwał się jednak ni słowem. Długie blond włosy okalające jego pociągłą twarz aktualnie były mokre i zmierzwione. Najwyraźniej szałas powstał całkiem niedawno.

Niezręczne milczenie trwało dobrą minutę.

Wreszcie, człowiek obrócił piekące się nad ogniem mięso na drugą stronę.

- Nie mam wiele. Raptem to, co widać. Nie mam pieniędzy, jeno upolowanego jelonka, łuk, miecz i plecak, oraz ubrania. Nie ma tego dużo, ale będę bronił swego dobytku własnym życiem, jeśli zajdzie potrzeba, nieznajomy – rzekł ostro, nie spuszczając wzroku z mięsiwa.

Faktycznie, mógł to być jelonek.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-01, 20:17   

Altharisa szczerze zaskoczyła reakcja nieznajomego człowieka wywołana jego widokiem. Nie wyglądał przecież jak bandyta... Chociaż kto by to wiedział... Sam pewnie zareagowałby podobnie na swój widok... Bądź co bądź, czuł się nieco urażony.

- Nie jestem bandytą. Jedyne czego chcę to miejsce przy ognisku, by móc nieco się ogrzać. - rzekł krótko. Czując jednak że mężczyźnie należy się nieco więcej wyjaśnień dodał prędko - Krążyłem po okolicy w poszukiwaniu jakiejś karczmy, w której mógłbym bezpiecznie spędzić noc. Jak nie trudno się domyślić, zaskoczyła mnie ta cholerna ulewa, trzeba więc było poszukać jakiegoś schronienia, a tak się składa że łuna światła bijąca z twojego ogniska widoczna jest już z daleka... - odparł z uśmiechem - No to jak będzie, mogę liczyć na Twoją gościnność, nieznajomy ? - zapytał

Elf spróbował także oszacować przybliżoną porę dnia. Panująca już od dłuższego czasu burza nie ułatwiała co prawda sprawy, mimo tego powinien mieć jako takie rozeznanie w czasie. Jeśli było już stosunkowo późno, będzie musiał poszukać jakiegoś miejsca na nocleg, a szałas z paleniskiem byłby wprost ku temu idealny.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-01, 20:30   

Rozmowa - zważywszy na warunki - odbywała się nieco podniesionym, głośniejszym tonem. I choć obaj mężczyźni mówili głośno i obaj byli uzbrojeni, brak w nich było oznak wrogości. Przynajmniej na razie.

Deszcz jednak - jak to deszcz - zacinał nieprzyjemnie, dostając w każde zakamarki ubrania Altharisa. Te nieliczne suche miejsca, które do tej pory się gdzieś ostał, właśnie z krzykiem wywieszały białe flagi i poddawały się niebiańskiemu okupantowi. Na nic prośby, na nic błagania. Woda - ukochany żywioł srebrnego elfa - okazywała się bezlitosna. Zimno i dreszcze, jakie go przechodziły, mogły być już tylko zapowiedzią solidnego kataru dnia następnego. O ile nie czegoś gorszego.

Trudno się dziwić, iż widok ciepłego ogniska tak mamił i zmuszał do 'wpraszania się' w towarzystwo, co w innej sytuacji mogło zostać odebrane jako dość niegrzeczne.

Mężczyzna roześmiał się sucho.

- Mało który bandyta mówi wprost, iż nie jest bandytą - zauważył dość trzeźwo - szczególnie, gdy chce podkraść się do swej ofiary.

Mięso zaliczyło kolejne, miłe oku przewrócenie nad ogniem. Tłuszcz powoli dochodzącego mięsa skapywał coraz obficiej w płomienie z przyjemnym sykiem.

- W innej sytuacji pewnie bym się zastanawiał... ale po sposobie wymowy widzi mi się, że gość przybył do mnie z daleka. I raczej nie w celach rozboju, powiedzmy. W innej sytuacji może starałbym się zbić na tym jakiś interes i zaproponowałbym miejsce za złotą monetę, lub dwie... - uważnie zlustrował spojrzeniem maga - ...ale w taką pogodę jak ta kiep jest, kto nie pomoże bliźniemu na Szlaku.

Właśnie tak wypowiedział to słowo. "Szlak". Jakby była to nazwa własna, lub słowo mające niezwykłą dlań wagę.

- Siadaj, nieznajomy. Uwiąż kobyłkę gdzieś do drzewa, zbierz manatki i siadaj. Miejsce się znajdzie. Masz coś do zjedzenia? Dorzuć się, a wyprawimy prawdziwą ucztę! Przynajmniej.. póki deszcz nie minie.

Na to póki co się nie zanosiło.

Z tego co wiedział Altharis, było dość późne popołudnie. Od zmroku dzieliło go jakieś pięć godzin... dość czasu, by znaleźć karczmę, o ile jakaś w okolicy była. I o ile chciało się dalej moknąć. Mimo to perspektywa zjedzenia pieczeni i ogrzania się przy ogniu na czas burzy również nie rysowała się w ciemnych barwach.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-01, 20:48   

- Jeśli dobrze pamiętam to w plecaku mam gdzieś jeszcze jakieś krasnoludzkie wino... Poczekaj chwilę... - to powiedziawszy zeskoczył z konia. Trzeba było gdzieś przywiązać Zjawę. Mag starał się wybrać takie miejsce, aby mieć konia cały czas na widoku a i aby bylo to w miarę blisko szałasu. Trochę żal mu było, że on zaraz będzie ogrzewał się przyjemnym ciepełkiem ogniska a rumak dalej będzie moknął... Ale cóż zrobić. Taki już koński los.

Po przywiązaniu Zjawy do drzewa, Altharis skrył się wreszcie przed deszczem korzystając z osłony szałasu. Usadowił się wygodnie koło ognia i zdjął kaptur, by odsłonić twarz.

-Ach, gdzie moje maniery... jestem Altharis... mag, podróżnik, łowca przygód - przedstawił się. Następnie zdjął plecak z ramion, po czym rozpoczął jego oględziny, w poszukiwaniu rzecz jasna wspomnianego już wcześniej wina. Przy okazji sprawdził stan swojego ekwipunku. Kiedy odnalazł butelkę, pociągnął zdrowy łyk po czym zaproponował napój mężczyźnie.

-Pij na zdrowie, kupiłem je specjalnie na takie chwile. A tak nawiasem mówiąc, to gdzie się teraz dokładnie znajdujemy ? Straciłem już całkowicie orientację, a Ty wyglądasz na całkiem obeznanego w tych stronach.... -

Wina nie mam wpisanego do karty, ale kupowałem je na początku "Rogu". Jeszce nie otwierane
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-01, 22:06   

Znalezienie odpowiedniego miejsca na przywiązanie Zjawy nie było szczególnie trudne. Ot, pień pobliskiego, dość cienkiego drzewa nadawał się ku temu celowi ni lepiej, ni gorzej od pnia drzewa obok. Nie zastanawiając się długo, Altharis wybrał takie miejsce, by mógł swoją klacz dobrze widzieć.

Żal powodowany jej moknięciem nie trwał długo. Dokładnie tyle, ile bohater potrzebował, by ułożyć się obok ogniska.

- Krasnoludzkie wino? - z wyraźnym zainteresowaniem zapytał człowiek - Ha, wiedziałem, że przybywasz, pan, z daleka...

W momencie, gdy Altharis usiadł przy ogniu, zdjął z ramion plecak a z głowy zsunął kaptur, nieznajomy z zauważalnie głośnym świstem wciągnął powietrze. Nie umiał ukryć, iż widok zrobił na nim pewne wrażenie.

- Srebrny elf - nie spytał, a skomentował dość oczywisty fakt.

Zaskoczenie trwało chwilę. Zaraz jego miejsce zajął szczery, jowialny uśmiech.

- Srebrny elf z krasnoludzkim winem w plecaku? Ha, czuję tu nosem ciekawą opowieść! Jestem Silian - rzekł wyciągając dłoń w stronę elfa.

Ot, niewielkie zderzenie kulturowe. Srebrne elfy są narodem z zasady unikającym jakiejkolwiek formy kontaktu fizycznego w codziennych stosunkach między sobą. Gestem powitania w ich społeczeństwie jest uprzejmy ukłon. Potrząśnięcie dłońmi - nigdy. Między sobą często z tego "barbarzyńskiego" gestu żartują.

Altharis skupił się na zawartości plecaka. Tak jak podejrzewał, ten wcale nie był tak nieprzemakalny, jak go reklamowano. O ile większość ekwipunku elfa nic sobie nie robiła z wody, o tyle koc, zwinięty w rulon obecnie nadawał się jeno do wysuszenia, zaś racje żywnościowe dało się jeść tylko w wypadku tzw "większej potrzeby". Stan kartek a4 był bardziej niż opłakany. Nadawały się właściwie tylko do wyrzucenia. Może po dokładnym wysuszeniu mniej niż połowa z nich będzie nadawała się do zapisania.

W tym czasie Silian tłumaczył.

- Znajdujemy się jakieś półtora dnia drogi na północ od Broln. Na zachód stąd blisko mamy do Roeen, ale tam nie radzę podróżować. Walki nasilają się z każdym tygodniem. Słyszałem nawet, że Królestwo planuje regularną ekspedycję. Od kiedy pierwsza dywizja piechoty utknęła, nie mogąc sobie poradzić z partyzantami, mówi się coraz częściej o nieco mniej konwencjonalnych metodach stłumienia walk... ale ja zapewne nudzę Cię, Altharisie? Bywały w świecie elf za nic ma pewnie jakieś niepokoje w ludzkich prowincjach.

Wino przyjął ze smakiem. Zaiste, od czasu zakupu nic nie straciło na mocy ani na aromacie. Dokładnie takie, jakie chce się wypić w zimny, dżdżysty dzień przy ognisku.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-01, 22:49   

Elf uścisnął dłoń Siliana. Zrobił to niemal odruchowo. Po prostu był już tak przyzwyczajony do tego gestu, że czasami zdarzało mu się nawet samemu jako pierwszy wyciągać prawicę do przedstawicieli innych ras. Należało szanować obyczaje innych. Oczywiście któregoś z swoich rodaków Altharis nie śmiałby powitać w ten sposób.

-Heh, opowieść, może, ale nieco później. Pozwól że chwilowo zorganizuję sobie coś do jedzenia. Jadałem lepsze pokarmy niż przestarzałe, a na dodatek przemoczone racje żywnościowe-

Po tych słowach uchwycił w prawą dłoń swój kostur, po czym uderzył nim o ziemię wyzwalając jednocześnie zaklętą w nim moc. Po chwili jego oczom ukazał się krzak z magicznymi owocami. Zerwał jeden z nich, po czym zapijając winem, skonsumował.

-Skosztuj, są znakomite. Nie uniżam godności twej pieczeni, ale te owoce są wyrazem hojności jakim matka ziemia nas obdarza. Spróbuj, być może to jedyna taka okazja w życiu.-

Następnie mag spróbował powiesić gdzieś koc, tak aby go wysuszyć, jednak jeśli ten miałby przeszkadzać w jakikolwiek sposób podróżnikom w wypoczynku, elf niecha tej czynności. Dla mokrych kartek podobnie jak i racji żywnościowych nie było jednak taryfy ulgowej. Wylądowały na polu, gdzieś z tyłu szałasu.

-Wręcz przeciwnie, jestem bardzo zainteresowany. Nie wiele wiem na temat obecnej polityki Królestwa i nękających te ziemie problemów, a z tego co mówiłeś to wywnioskowałem, ze sprawa jest dość poważna. Opowiedz mi więc coś więcej o obecnej sytuacji - kontynuował dialog

Wygląda na to że Altharisowi trafiło się całkiem przyjemne towarzystwo. Nie było tak źle, jak mogło by się na początku wydawać.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-02, 10:41   

Miejsca na powieszenie koca nigdzie nie było, toteż tkanina wylądowała po prostu na ziemi. Może się w ten sposób ubrudzi, ale i tak wysuszy w jakimś stopniu bardziej, niż gdyby miał spoczywać zwinięty wewnątrz plecaka. Kartki i jedzenie bezlitośnie zostały wyrzucone.

- Szkoda, jeszcze dałoby się je zjeś... - człowiek urwał nagle.

Uderzenie kosturem wywołało krótkotrwały błysk czystego, białego światła. W jego akompaniamencie, tuż przy ognisku z ziemi wystrzelił niewielki, poskręcany krzaczek, przypominający nieco drzewko bonzai. Na jego gałązkach znajdowało się ni mniej, ni więcej jak cztery dorodne, z kształtu udające jabłka owoce. Różnice tkwił jednak zarówno w kolorze, gdyż te owoce były purpurowe, jak i we właściwościach.

Jednym jabłkiem raczej nikt nie zaspokoi całodobowego głodu.

- ...widzę jednak, że tobie coś takiego, jak racja żywnościowa, niezbyt jest potrzebne - wypalił po chwili milczenia - muszę przyznać, umiesz zaskakiwać, Altharisie.

Nie dało się ukryć długiego i bardzo podejrzliwego spojrzenia, jakim Silian obdarzył kostur maga.

Owoc przyjął z pewnym wahaniem, ale gdy tylko go spróbował, twarz wyraźnie mu się rozpogodziła.

- Znakomite - orzekł - wybacz jednak, ale nawet mimo tego magicznego specjału, nie zrezygnuję z mięsa. Za chwilę winno być gotowe.

Pieczeń zaliczyła kolejny obrót nad ogniem. Tłuszcz skapywał zeń coraz obficiej. Człowiek gestem wskazał kostur jednorożca.

- Ciekawa rzecz, taki kijek.. - bąknął pod nosem, jakby od niechcenia - ..jesteś magiem? Pytam, bo to dość dziwne, spotkać podróżującego i moknącego maga. Nie mogłeś się.. no wiesz, teleportować, czy coś w tym rodzaju?

"Kijek" jako okreslenie artefaktu, jaki Altharisowi podarowano w ramach podzięki za uratowanie miasta? To mogło zaboleć. Tym bardziej, że człowiek jakby zapomniał o pytaniu o Roeen. Choć można to było złożyć na karb zaskoczenia. Cóż, Altharisowi można było powiedzieć wiele, ale nie to, że jest dyskretny.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-02, 20:57   

Koc wylądował na ziemi. Później trzeba go będzie i tak pewnie wyprać, ale noszenie mokrego rulonu materiału w plecaku nie było chyba najlepszym pomysłem. Tylko czekać aż takie zawiniątko z czasem zgnije.

Pozostałe dwa owoce wylądowały w plecaku. Jak to się zwykło mówić, "na potem".

-Ano, jestem magiem, mówiłem już zresztą o tym przed chwilą, a ty o swojej profesji mi jeszcze nie opowiedziałeś - odparł z lekkim uśmiechem - Taa... teleport... jasne... wiesz to nie takie łatwe jakby się mogło wydawać. Nie każdy mag jest w stanie wyczarować taki teleport... większości zapewne braknie życia by zgłębić arkana magii na tyle, aby móc posługiwać się tak potężnymi zaklęciami... A ten kijek... No właśnie dobrze go określiłeś... kijek... idealny by czasem palnąć kogoś w łeb, a i równie przydatny właśnie w takich chwilach, gdy nachodzi głód. Taka metoda na głoda... hehehe - zaśmiał się z własnego żartu - Jego moc jest jednak bardzo ograniczona, przez co nie jest to przedmiot jakoś wybitnie wspaniały, aczkolwiek bywa przydatny- orzekł, po czym zamyślił się krótko nad dalszą wypowiedzią - No to w końcu jakie problemy nękają okolice Roeen - nie dawał za wygraną, powtarzając zadane już wcześniej pytanie

Tymczasem butelka z winem pustoszała miarowo.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-03, 20:52   

Człowiek podrapał się po potylicy tyleż wymownym co bezrozumnym gestem.

- Moja profesja jest prosta. Włóczykij i awanturnik – rzekł wyjaśniająco – i wybacz, faktycznie wspominałeś o tym, iż znasz się na magii, ale niezbyt ci wierzyłem. Gdybym ufał każdemu, kto opowiada na Szlaku, iż jest magiem, zaklinaczem, czy ostatnim zaginionym potomkiem szlacheckiego rodu musiałbym, zaiste, być niespełna rozumu. Doświadczenie uczy, iż takim... kijkiem łatwiej jest zebrać po łbie, niż wyczarować drzewko. Metoda na głoda, mówisz? Ha, przydatna rzecz przydatna... musi być swoje warta... - skwitował wywód rzeczowo.

Na chwilę przerwał monolog, doglądając mięsa. Piekący się udziec zdjęty został z rusztu, dokładnie obejrzany, by znowu wylądować nad ogniem.

- Jeszcze sekundkę. Niemal doszło... - fachowo ocenił Silian.

Krasnoludom zdecydowanie lepiej wychodziło piwo i spirytus niż wino. Alkohol był mocny, ale podniebienie Altharisa wyczuwalnie zauważało brak tej delikatności posmaku, do jakiej przyzwyczaiły go trunki rodem ze Srebrnych Lasów. Cóż, jak się nie ma co się lubi...

- Roeen? Och, to dość skomplikowana opowieść. Walki trwały tam od dość dawna. Najmłodsza z prowincji Królestwa zawsze wykazywała sporą samodzielność i tendencje narodowościowe, jak mawiają. Słowem, nie chciała się podporządkować idiotom z Dorienburga. Jeszcze dwa miesiące temu wydawało się, że wszystko zostało już opanowane. Przywódca rebeliantów, pragnący utworzyć własne państwo - Uderngoth - podpisał nawet porozumienie z królem na mocy którego miał zostać namiestnikiem Roeen. Mimo to coś poszło nie tak. Walki rozgorzały na nowo... i ciągną się do dziś. Walki z góry skazane na porażkę, dodam. Partyzanci z Roeen nigdy nie mieli szans w walce z machiną wojenną Królestwa. Nie znam nikogo, kto takowe szanse miałby. I dlatego każda potyczka kończy się tam masakrą i nieopisanymi bestialstwami. Najczęściej na ludności cywilnej. Jedni mordują cywilów bo im nie pomagają... drudzy z powodu dokładnie przeciwnego. Ot, wojna.

Silian opowiadał dość spokojnie i cicho. Nie w sposób było nie zauważyć, iż ów "włóczykij i awanturnik" wypowiada się w sposób bardzo składny i inteligentny, jak na zwykłego podróżnika. Mimo to, skoro nie chciał opowiadać więcej o sobie, chyba należało to uszanować. Tym bardziej, że pod maską spokoju dało się wyczuć, iż tematyka Roeen była człowiekowi dość bliska.

Inna sprawa, iż walki domowe, chęć odzyskania wolności i niechęć do jakiegokolwiek jarzma nad sobą w pewnym sensie dziwiła Altharisa. Jak dla większości elfów, ludzkie wewnętrzne przepychanki, zmiany władzy i nieustanne rozruchy były czymś kosmicznie niezrozumiałym i absolutnie... dziwnym.

- Zaś ty, magu? Srebrny elfie, wędrujący z krasnoludzkim winem w plecaku przez terytorium ludzi? Posiadaczu magicznego kijka i wielbicielu wody? - nie bez kpiny, ale z humorem zapytał Silian – Cóż ciebie sprowadza pod mój szałas, oprócz chęci wysuszenia się?
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-04, 14:23   

-Awanturnik i włóczykij ? - podsumował pytaniem. Widać było, że Silian nie chce mówić zbyt wiele o sobie. Co najgorsze, chyba nieco za bardzo interesował go kostur maga. Elf odnotował sobie w umyśle nakaz zachowania czujności.

-Ciężka sprawa z tym Roeen. Nie wiem czy słuszność stoi po stronie powstańców czy po stronie Królestwa, ale uważam że walki powinno unikać się tak długo jak tylko się da... Wojna niesie ze sobą tylko śmierć i zniszczenie... - zamyślił się na chwilę, dumając nad bitwami toczonymi w jego własnym królestwie - A jeśli chodzi mnie, to cóż... podążałem do Broln, ale tak naprawdę bez jakiegoś większego celu. Akurat tam, bo gdzieś przecież trzeba... - ponowna chwila ciszy - Mniemam, że najbliższa gospoda, gdzie można by przystanąć na nieco dłużej mieści się właśnie w Roen ? - kolejne pytanie

Altharis rzucił okiem na Zjawę, by sprawdzić czy wszystko z nią w porządku.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-06, 00:05   

Silian wzruszył lekko ramionami.

- Lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach – rzekł nad podziw poważnie i mądrze – Roeen zawsze walczyło o zachowanie własnej autonomii. Tamtejszym nie marzy się niepodległość. Nawet, gdyby ją uzyskano, Królestwo zniszczyłoby niewielkie państewko gospodarczo. Niepodległość Roeen jest niemożliwa. Oni chcą jedynie uznania własnej inności. To niewielki, lecz prężny region. Tamtejsi ludzie honor cenią ponad wszystko, a właśnie honoru Królestwo odmawia im najbardziej...

Przerwał, wyrywając się nagle ze swojego, typowo bajarskiego trybu opowieści.

- Och, nie – dodał na pytanie o drogę – Roeen znajduje się na zachód stąd. Droga do Broln biegnie nadal na południe. Z tego co wiem o okolicy to jakiś dzień drogi stąd... raczej bezproblemowa trasa. Odkąd zajęto się dwiema sporymi bandami grabieżców w okolicy, bywa tu raczej spokojnie.

Uśmiechnął się niewymuszenie, po raz ostatni sięgając rusztu. Jelonek był już gotów. Dobywając sztyletu Silian zaczął odkrajać małe porcje i zjadać ze smakiem. Gestem wskazał Altharisowi, iż może czynić to samo, jeśli ma ochotę.

- Wybacz, Altharisie, niepotrzebnie ci o tym mówię – rzekł, reflektując się nagle – zmierzając do Broln możesz mieć na celu tylko jedno miejsce, Gildię Magii. Wiem, że was, srebrnych elfów, niewiele poza tą kwestią interesuje. Choć sami przecież nie żyjecie ostatnio w pokoju. Niezręcznym byłoby pytanie, co robisz tutaj, miast bronić swych granic?

Pytanie zostało zadane z typową dla ludzi bezpośredniością i szczerością... oraz nietaktem. Mag poczuł, jak jego poliki zaczynają lekko się czerwienić, co nie było raczej efektem na bliskość ogniska. Pytanie było bardzo niegrzeczne, ale zarazem – celne. Czy bohater spod Seilaru nie winien znaleźć się właśnie tam, gdzie go potrzebują?

Na to pytanie mógł odpowiedzieć tylko deszcz, wciąż miarowo stukający o płytę prowizorycznego szałasu... i o grzbiet żałośnie moknącej Zjawy. Z tą ostatnią raczej nic niepokojącego się nie działo.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-06, 10:20   

Mag wyciągnął sztylet, zachęcony przez Siliana odkroił mały kawałek pieczeni, po czym zjadł. Zrobił to jednak bardziej z ciekawości smaku dziczyzny niż z głodu. Powód jednak się nie liczył, liczył się fakt że mięso było właśnie wolno przeżuwane przez maga.

Kiedy właśnie kończył kawałek, padło pytanie. Pytanie jakże dla Altharisa niewygodne. Może było tak, dlatego że tak naprawdę nawet on sam nie znał na nie odpowiedzi ?

Elf prześwidrował człowieka wzrokiem

"A co go to kurwa interesuje, co ja robie ? "

-Wojna w Księżycowych Lasach nie ma sensu. - począł odpowiadać chłodnym głosem - Dopóki będą żyli orkowie, dopóki będą istniały podziały rasowe, dotąd będzie wojna. Nie mam tam już czego bronić. Moje rodzinne miasteczko zostało spalone... Myślałem że moim nowym domem zostanie miasto Seilar... lecz nie mogłem się tam odnaleźć... Opuściłem więc to miasto... i tak z posiadanymi wówczas umiejętnościami nie byłbym wstanie zbyt wiele zrobić dla mojej nacji... Niech walczą Ci którzy wojny chcą... Ci, którzy do wojny dopuścili... Ja dla swojego kraju zrobiłem już tyle, na ile zasługiwał... Może kiedy uda się mi zwiększyć moją moc, spróbuję pomóc moim rodakom, na razie jednak nie jestem na to jeszcze gotowy... - odpowiedział. Po chwili odkroił kolejny kawałek mięsa, nie zaczął go jednak jeść, jako że miał zamiar jeszcze o coś zapytać - A czy ty także nie powinieneś teraz walczyć, w walkach o Roeen ? -

Odkrojony przed chwilą kęs wylądował w ustach maga. Po chwili został popity winem. Elf pił jednak tak, żeby sie nie upić. Czekała go jeszcze długa droga, ale czy wiodąca prosto do Broln ? Tego tak naprawdę nie mógł być pewien.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-09, 16:40   

Mięso było gorące, parzyło palce i podniebienie. Mimo to należało do gatunku tych zdecydowanie "lepszych". Altharis miał okazję nie raz jeść w warunkach "polowych" i sam z doświadczenia wiedział, jak mało smaczne bywają racje żywnościowe kupowane w karczmach i sklepach, oraz jak trudno jest naprawdę wprawnie oprawić upolowaną zwierzynę. Silianowi wychodziło to raczej bez problemu. Mięso było soczyste, gorące i pyszne. Mimo to srebrny elf jadła bardziej po to, by cieszyć podniebienie, niż z głodu. Magicznie wytworzone owoce miały to do siebie, że mimo niewielkich rozmiarów, znakomicie syciły.

Mężczyzna uśmiechnął się zagadkowo.

- Dla Roeen robię dokładnie tyle, ile jestem w stanie - rzekł nie od razu, zapatrzony w wolno opadające ku ziemi, ciężkie krople deszczu.

Nie grzmiało już. Wiatr również znacznie się uspokoił. Jedynie miarowo uderzające o drewno krople deszczu i nerwowo dreptająca w miejscu Zjawa - ani chybi słysząca odległe, niesłyszalne dla ludzi i elfów, gromy zwiastowały, iż pogoda jest, najogólniej mówiąc, kiepska.

Błoto dróżki pluskało i bulgotało w wielkich kałużach.

- Największym problemem powstańców są pieniądze, Altharisie - kontynuował po chwili, zapatrzony gdzieś, w drogę - nie brak im ducha. Nie brak im odwagi. Nie brak im chęci do walki. Mają dość determinacji by pokonać wojska Imperium. Brak im żywności, koców, broni. Za pomoc powstańcom pali się całe wioski... ach, ale darujmy sobie rozmowy o polityce. Musi cię to nudzić z perspektywy mieszkańca srebrnych lasów.

Zjawa zarżała nerwowo, drepcząc kopytami w rozmokłym, pękającym gruncie wokół drzewa.

Gdzieś, zza zasłony deszczu, na granicy widoczności, z kierunku przeciwnego do kierunku jazdy Altharisa, wyrosło dwoje jeźdźców.

- Ocho - zauważył Silian - to moi towarzysze, nie bój się. Czekałem właśnie na nich. Powoli zaczynałem się martwić...
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-09, 18:18   

Słowa Siliana zabrzmiały tajemniczo. Walk, a szczególnie powstań nie wygrywa się z marszu. Do wojny trzeba mieć odpowiednie zaplecze ekonomiczne. Wojsko musi mieć czym walczyć, musi mieć co jeść. Żołnierze potrzebują wyposażenia, dużo wyposażenia. A ktoś musi im to wyposażenie zorganizować. Czyżby Silian był właśnie za to odpowiedzialny ? Człowiek nie mówił o swojej roli w powstaniu, a niewątpliwie jakaś odgrywał. Szmuglownik ? Tak, to mogło być to...

Jednak i tak elf nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Mógł się jedynie domyślać kim tak naprawdę był Silian i co robił na tym odludziu. Wyłaniający się znienacka na horyzoncie jeźdźcy dodatkowo potęgowali wszelkie domysły.

-Ocho, nie mówiłeś że na kogoś czekasz - rzekł krotko, z lekko wyczuwalnym wyrzutem.

Wino zostało schowane do plecaka, a potem nastała chwila oczekiwania na jeźdźców.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-09, 20:08   

- Nie pytałeś - beztrosko, z lekkim wzruszeniem ramion skwitował uwagę elfa Silian.

Altharis nie mógł się jednak pozbyć wrażenia, iż beztroska była tylko maską, pod którą kryło się napięcie i poddenerwowanie. Mężczyzna musiał czekać na jeźdźców już od jakiegoś czasu. Z jakiegoś powodu byli oni dla niego niezwykle ważni.

- Pozwól mi mówić, sam się nie odzywaj - rzekł nagle, gdy znaleźli się już całkiem blisko.

Jeźdźcy byli ludźmi. Obaj wysocy, prosto trzymali się w siodłach, mierząc elfa i jego towarzysza spojrzeniami z wysokości. Obaj uzbrojeni byli lekko. Oprócz mieczy przytroczonych do siodeł, jeden z nich posiadał niewielką ręczną kuszę. Pancerzy dojrzeć się nie dało - płaszcze chroniące przed deszczem skutecznie skrywały szczegóły ich aparycji.

- Nie spieszyło wam się.. - zauważył z niesmakiem Silian.

Jeden z jeźdźców, wyższy wychylił się lekko przez siodło i splunął na ziemię. Ślina wśród kropel deszczu była niezauważalna.

- Bo i miejsce na spotkanie wybrałeś z dupy wzięte, Silian.. w dodatku miałeś być sam - warknął - masz?

Silian skrzywił się wyraźnie.

- Mogę zadać wam to samo pytanie - odparł, siląc się na spokój - też miałeś być sam.

Altharis nie mógł jednak pozbyć się wrażenia, iż w tej konwersacji coś... coś tkwi w powietrzu. Spojrzenia jakimi go obdarzali obaj nieznajomi tylko to wrażenie potęgowały.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-09, 20:36   

Nie odzywaj sie...

-Oczywiście - odparł krótko

Sytuacja zdawała się być napiętą. Elf jednak zgodnie z zaleceniami Siliana nie wtrącał się do konwersacji w żaden sposób. Po prostu tam był. Nic więcej. Przynajmniej na razie, nim sytuacja nie wymagała zmiany postawy z biernej na czynną.

Mag obserwował jak ślina jednego z jeźdźców opada na ziemię.

W oczach srebrnego elfa był to istnie barbarzyński gest. Bądź oznaka braku wychowania... bądź zdenerwowania... bądź chęć wywarcia wrażenia na Altharisie i Silianie... bądź bogowie jedni wiedzą czego

Następnie przeniósł wzrok na nieznajomych. Ci świdrowali go wzrokiem nieustannie, to i czemu Altharis miałby być gorszy? Zastanawiając się, co będzie przedmiotem wymiany, czekał na dalszy rozwój wypadków.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-09, 20:52   

Wyższy jeździec skrzywił się wyraźnie. Na tyle, by gest ów był widocznym nawet pomimo kaptura, zasłaniającego większość twarzy.

- Miałeś być sam, Silian.. nie tak się umawialiśmy - warknął - w dodatku ta pogoda jakoś paskudnie na mnie działa. Chyba chuja będziesz miał, nie wymianę.

Drugi milczał, nie spuszczając z oczu Altharisa. Elf uświadomił sobie nagle, że w swym płaszczu, przygryzając pieczeń, ze sztyletem w dłoni musiał wyglądać na niezłego zabijakę. Co prawda nie miał na głowie kaptura i widać było, iż jest elfem... ale to musiało wrażenie tylko potęgować. Srebrny elf - zabijaka. To brzmiało tak idiotycznie, że aż groźnie.

- O ile pamiętam, umawialiśmy się na spotkanie w cztery oczy... - Silian również nie planował spuszczenia z tonu - ...ty jesteś z kimś, ja jestem z kimś, co za różnica? Mam, co chciałeś, a uwierz mi, że zdobycie tych dokumentów nie było łatwe więc jeśli sądzisz, że...

- ..to, co sądzę, to moja kurewska sprawa! - wpadł mu w słowo jeździec - A wydaje mi się, że nie jesteś tutaj w pozycji do negocjacji! Przestań więc pieprzyć i udowodnij, że mówisz prawdę.

Silian zaklął pod nosem.

- I podpisz na siebie wyrok śmierci? Obaj mamy coś, na czym nam zależy. Uwierz mi na słowo z tym. Czy ja do tej pory cię oszukałem? O co ci chodzi? Czemu po prostu nie dojdzie do wymiany i nie rozjedziemy się w swoje strony?

Altharis nagle zauważył, iż dłoń drugiego jeźdźca nieznacznie zaczęła zmieniać swoją pozycję. Elf zadrżał, uświadamiając sobie, iż pełznie ona w stronę przytroczonej do siodła malutkiej kuszy. Ta, pomimo pogody, była nabita i przygotowana do strzału. Rzecz wyjątkowo niespotykana, a wywołująca serię niezbyt miłych skojarzeń. Silian ze swojej pozycji nie był w stanie tego zauważyć, w przeciwieństwie do Altharisa.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Altharis 
Profesjonalista



Wiek: 35
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 702
Wysłany: 2008-05-09, 21:24   

Dopiero teraz uświadomił że trzyma w ręku sztylet. Jakby to nie wyglądało, schował go za pas. Gest, który dla nieświadomych profesji Altharisa jeźdźców mógł zdawać się pacyfistycznym, tak naprawdę był przygotowaniem do ewentualnej potyczki. Ot co, do czarowania dobrze jest mieć wolne ręce.

Mimo wyraźnie niekorzystnego przebiegu dyskusji, nadal się nie wtrącał. Wyglądało na to że Silianowi na wymianie zależy bardziej niż jeźdźcom. Głupio mu było z powodu, że to rzekomo jego obecność jest przyczyną konfliktu. Chociaż jakby sie bardziej zastanowić, to można by wysnuć przypuszczenie że jeźdźcy już wcześniej mieli zaplanowany taki a nie inny przebieg pertraktacji.

A potem...

-Silian, uważaj, kusza ! - krzyknął niemal błyskawicznie kiedy zauważył niepokojący ruch. Niewiele czasu trzeba było żeby mag otoczył się magiczną zbroją many. Kilka pośpiesznych gestów i słów by ruchy Altharisa znacznie się przyśpieszyły, a to za sprawą rzuconego następnie zaklęcia Przyspieszenie.

A więc zaczęło się...
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-10, 13:16   

Decyzja została podjęta. Ktoś mógłby powiedzieć poetycko, że kości zostały rzucone. Dokładniej jednak chyba byłoby rzec, iż w powietrze rzucono pierwszy okrzyk i pierwsze zaklęcia.

Kilka pospiesznych, wyuczonych gestów, kilka niezrozumiałych dla nikogo, poza magami słów... to tak niewiele. Wydaje się wręcz, iż nauczenie się magii jest dziecinnie proste. Pomachać rączkami w powietrzu, wybełkotać inkantację i już - pyk, zabija się ludzi spojrzeniem. Nic bardziej mylnego. I nikt, poza prawdziwymi czarownikami, nie wie, ile sił i umiejętności wymaga opanowanie sztuki w stopniu wystarczającym, do czarowania w ogniu walki.

Znajome fluktuacje magicznej energii wypełniającej żyły, oraz energiczne skurcze i rozkurcze mięśni zwiastować mogły tylko jedno - mana przyspieszyła Altharisa, oraz otoczyła go podstawową barierą ochronną. Należało mieć tylko nadzieję, iż ta seria czarów spisze się wystarczająco.

Silian, ostrzeżony przez elfa, zareagował błyskawicznie. Dobywając miecza, rzucił się do przodu, w stronę wyższego z jeźdźców. Dzięki temu bełt, wystrzelony ułamek sekundy później przez tego niższego minął celu i zarył gdzieś w błocie pokrywającym równomierną masą całą dróżkę. Wyższy z jeźdźców próbował nadrobić nagłe skrócenie odległości i dobyć broni, ale Silian był szybszy - mieczem bezbłędnie trafił przeciwnika w odsłonięte udo, raniąc je dotkliwie i próbując zrzucić wroga z siodła.

Pierwsze krzyki bólu przecięły powietrze.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group