Życie. Wspaniały dar który trwa odkąd się tylko pamięta. Cenniejszy niż wszystkie skarby świata, piękniejszy od brylantów i… niezwykle kruchy. Bełt kuszy, zimna stal, czy po prostu groźna choroba. Wszystko to może go prowadzić do gwałtownego jego zakończenia. Dlatego też w ten czas człowiek przez te ułamki sekund… godzin… dni… zaczyna najbardziej go doceniać. Wtedy uświadamia sobie jak wiele błahostek sprawiło że zapomniał o rzeczach naprawdę ważnych. Rozpoczyna walkę na przekór Białej Pani… Walkę o życie… Bój o najcenniejszy dar.
Pierwsze promienie słonecznego blasku oplotły łagodnie ciało srebrnej elfki będącej już w podróży od kilku dni. Nie tak dawno przekroczyła ona granice Królestwa Ludzi i wkrótce powinna dotrzeć do niewielkiej ludzkiej osady zwaną Ferrins. Przynajmniej, jeśli wierzyć by słowom kupca którego mijała w drodze. Na wschodzie chmury przybrały pełną paletę porannych kolorów tworząc urzekający duszę widok. Delikatny ciepły wiaterek świstający wesoło między liśćmi drzew i skłaniający źdźbła trawy do rytmicznego falowania rozwiał również srebrne pasma włosów magini. Barwny ptak rozsiadł się wygodnie na gałęzi ćwierkając jedynie jemu znaną melodię. Idealny poranek, idealnego dnia. Przynajmniej takim się do tej pory zapowiadał. Trakt z którego zboczyła Hespere znajdywał się na południowy wschód od niej, z zachodu zaś docierał do niej szmer wartkiego strumyka. Kolejny dzień jej pierwszej podróży tak daleko od rodzinnych stron, pierwszej w życiu przygody napisanej przez życie budził się nocnego snu.
Hespere przystanęła olśniona widokiem. Tak cudownego poranka jeszcze nigdy nie widziały jej oczy. Żyjąc do tej pory wyłącznie wśród gęstwiny leśnej mogła jedynie podziwiać zabawę światła igrającego wśród liści, nigdy jednak nie mogła dostrzec nieba i jego barwy. Teraz po raz pierwszy w pełnej krasie oglądała wschód słońca. Stała tak zauroczona przez wiele minut próbując zachować w pamięci każdy szczegół tego cudownego widowiska jak i również każdy, najlżejszy nawet powiew powietrza, który odwiecznie upragnionym ciepłem otulał jej ciało.
Słońce powoli wznosiło się nad horyzont mieniąc kolorami obłoki aż wreszcie skończyło swe artystyczne dzieło ukazując błękit nieba pokrytego licznymi śnieżnobiałymi obłokami. W pewnym momencie jednak coś przykuło wzrok Hespere. W oddali niedaleko strumienia siedziała skulona dziewczyna. W prawdzie z tak daleka Srebra elfka nie była w stanie dokładnie tego dostrzec ale zdawało jej się że tamta młoda kobieta płacze.
Elfka mimo, iż mogła starać się skradać bezszelestnie, postanowiła spokojnie podejść do dziewczyny, aby nie spłoszyć jej swym nagłym pojawieniem się tuż obok. Zbliżając się próbowała odgadnąć czemu postać ta mogłaby płakać w tak -jak dotąd- cudowny dzień. Chciała jej pomóc i pocieszyć cokolwiek by się tamtej nie przydarzyło. Jej serce jednak drżało niepokojem nie wiedząc, jakie sytuacje w tym świecie do oczu napływają łzy...
"Witaj, czy coś się stało? Mogę ci jakoś pomóc?" zapytała, gdy znalazła się w odległości paru metrów od dziewczyny.
Dziewczyna o kasztanowych prostych włosach sięgających nieco za łopatki ubrana była w dość ładną błękitną sukienkę na którą narzuconą miała białą koszulę. Kiedy Hespere podeszła nieco bliżej na odległość około metra ta odwróciła się w stronę srebrnej elfki ukazując swoje piękne choć zapłakane zielone oczy.
- Witaj Pani - powiedziała jąkając nieco przez łzy - Dziękuję, lecz wątpię by ktokolwiek mógłby mi pomóc... Mój ukochany został ukąszony przez jadowitego węża kiedy byliśmy na wieczornym spacerze... Wioskowy znachor mówi że nie zostało mu zbyt wiele czasu... - przerwała aby wytrzeć łzy oraz nos kawałkiem materiału który wyciągnęła z kieszeni - Istnieje tylko jedno antidotum które jednak nie jest dla nas osiągalne... Życie... Jest zbyt niesprawiedliwe... - powiedziała a jej dłonie zacisnęły się na trawie tak mocno że niemal wyrwały część jej z ziemi.
Hespere niesamowicie zasmuciła historia dziewczyny. Współczuła jej z całego serca, bowiem wierzyła, że miłość powinna rozwijać się szczęśliwie, bez żadnych przeszkód. W duchu zawsze popierała kochanków - szczególnie tych młodych, w pierwszej fazie uskrzydlającej miłości. Teraz widząc tą zapłakaną dziewczynę, postanowiła jej pomóc za wszelką cenę i ze wszystkich sił...
"Nie płacz już i otrzyj łzy, moja droga. Znajdziemy sposób, by ocalić twojego ukochanego!" powiedziała z entuzjazmem elfka. "Znam pewne podstawy alchemii, więc gdyby dane mi było dowiedzieć się cóż to za antidotum, może mogłabym pomóc. Najważniejsze jest teraz jednak aby przedłużyć życie twojego wybranka. I tym zajmiemy się w pierwszej kolejności.". " A najlepiej o pomoc będzie prosić siłę, która wszystkie istoty obdarza życiem.." szepnęła jeszcze do siebie i rozpoczęła swą cichą modlitwę do potężnej ziemi prosząc o dar, który wstrzymałby jeszcze śmierć młodego człowieka. Po chwili poczuła w sobie znajomą jej energię, a słowa zaklęcia same spłynęły z jej ust...
W miarę odpowiedzi srebrnej elfki na twarzy jej rozmówczyni malowało się pierw dziwienie, później zaś niedowierzanie. Wszystko przeistoczyło się w zaskoczenie kiedy Hespere rozpoczęła interakcję swojego zaklęcia. Fluidy magi zaczęły zbierać się wokół jej dłoni i potężna energia zaczęła powoli formować się w nadany jej przez efkę kształt. Słowa płynęły swobodnie sprawiając że zaklęcie wkrótce miało się ku końcowi. W końcu Hespere dotknęła ziemi a tuż obok jej dłoni zaczął wyrastać z ziemi piękny krzew który rozprostował swe liście ku słońcu i w przeciągu kilku sekund wytworzył kwiaty które w ciągu następnych chwil przekształciły się w cztery magiczne owoce.
- Pani - pisknęła niemal w euforii dziewczyna - Jesteś jedną z tych słynnych uzdrowicielek z północy? Jesteś w stanie pomóc wybrankowi mego serca? Znasz antidotum? - po chwili dziewczę zorientowało się że znajduje się na klęczkach trzymając dłoń Hespere - Wybacz... Po prostu nie wiem jak mogłabym żyć bez niego. Pomożesz nam Pani?
"Bardzo pochlebiają mi twoje słowa, jednak nie jestem uzdrowicielką, jedynie zwykła podróżniczką" odparła Hespere. "Twojemu lubemu jednak postaram się pomóc w takim stopniu, w jakim tylko będę w stanie. Najpierw trzeba zanieść mu te owoce - dodadzą mu wystarczająco dużo siły, aby doczekał podania antidotum sprowadzanego nawet z daleka, jednak go nie wyleczą.". Przerwała na chwilę i przyjrzała się dokładnie dziewczynie "Zanim jednak podasz mi nazwę tego antidotum muszę prosić cię o jedno!" zamilkła na chwilę i znowu kontynuowała pewnym tonem "Proszę, nie mów do mnie per "pani", bo czuję się niezręcznie. Wiem że jestem elfką i po moim ludzie nie widać oznak upływu lat, jednak jestem w podobnym wieku do ciebie. Poza tym nazywam sie Hespere" powiedziała elfka. Po chwili jednak znów stała się bardziej praktyczna i zapytała o nazwę antidotum.
Kobieta wstała ocierając z swych lic słone łzy. Na jej twarzy zagościł, co prawa mały, nieznaczny, jednak zauważony przez elfkę płomyk radości.
- Dziękuję Ci o Pa… Hespere. Nawet nie wiesz jak wiele nadziei wlewasz w moje serce. Zwracasz mi nadzieję na to że… że na tym świecie istnieje jednak dobro i sprawiedliwość. Sam Aesir mi Ciebie zesłał. Nie… nie znam nazwy antidotum. Znachor wie co jest potrzebne… Zaprowadzę Cię do niego.
Owoce na utworzonym przez srebrną elfkę drzewku były już w pełni gotowe do spożycia i można było je bez problemu zerwać i podać potrzebującej osobie. Słońce leniwo wspinało się po horyzoncie w kierunku zenitu. Dzień być może mógł się okazać bardziej niezwykłym niż Hespere mogła założyć na samym jego początku.
Hespere delikatnie zebrała owoce i umieściła ostrożnie wśród swojego ekwipunku tak, aby w żadnym razie się nie zgniotły. Już miała ruszyć za dziewczyną, jednak naglę poczuła w sobie dziwną zmianę...
... Nareszciebyło jej ciepło bez żadnego wcześniejszego wysiłku fizycznego. Zwyczajnie ot tak i poprostu. Uczucie to sprawiło, że poczuła się raźniej i bezpiecznie w nieznanym jej świecie. Zdjęła płaszcz i rzekła do dziewczyny "Możemy isć. Zaprowadź mnie teraz, proszę, szybko do swego lubego a następnie do znachora." po czym bez dalszej zwłoki ruszyła.
Owoce zerwane z krzaka szybko wylądowały w ekwipunku Hespere uprzednio odpowiednio zabezpieczone aby nic podczas transportowanie by im sie nie przytrafiło. Następnie zdjęła zaś płaszcz z ramion gdyż jego wełniany materiał w tym klimacie i przy takiej pogodzie rzeczywiście mógł nieco przygrzewać. Młoda dziewczyna ruszyła przed siebie prowadząc srebrną elfkę w której pokładała tyle nadziei. Po drodze Hespare udało się dowiedzieć że kobieta ma na imię Jesale jej ukochany zaś zwie się Fargon. Srebrna elfka wkrótce ujrzała pierwszą ludzką osadę jaką napotkała na swej drodze. Wokół niej ciągnęły się pola uprawne na których plony kołysały się lekko na wietrze podobnie jak skrzydła starego młyna stojącego na uboczu wioski. Drewniane zabudowania mimo że były dość proste posiadały swój urok choć być może dlatego że Hespere była przyzwyczajona do zupełnie innej architektury. Wkrótce obie stanęły przed drzwiami jednej z chałup. Jesale otwarła je i obie ujrzały starszego człowieka siedzącego przy łóżku na którym leżał wyraźnie walczący z krążącą w jego żyłach trucizną młody mężczyzna. Dziewczyna przedstawiła temu pierwszemu Hespere.
- Jak on się czuje Gorhenie? - zwróciła się do znachora
Ten pokiwał przecząco głową.
- Obawiam się moje dziecko że niewiele mogę uczynić by mu pomóc. Kończą mi się lecznicze okłady które jedynie podtrzymują go przy życiu.
"O podtrzymanie życia tego młodzieńca nie bój się, zacny znachorze. Mam tu owoce, które podawane mu regularnie zapewnią stabilność jego istnieniu." powiedziała Hespere sięgając po magiczne dary ziemi i ukazując je znachorowi. "I nawet gdyby ich obecna ilość okazała się niewystarczająca, mogę zawsze dostarczyć ich więcej. Nie wiem jednak cóż za wąż ukąsił tego mężczyznę i czy moc tych owoców okaże się wystarczająca, aby pokonać jad." tu w zmartwieniu nieznacznie spuściła głowę, jednak szybko podniosła wzrok i z determinacją i dziwną siłą czającą się w jej błękitnych oczach, spojrzała na znachora, równocześnie rzucając pytanie "Zatem cóż to był za wąż i jakie antidotum będzie potrzebne?"
Znachor wstał i podszedł do Hespere przyglądając się owocom które ta wyciągnęła z ekwipunku. Wziął jeden z nich w ręce.
- Toż to jedne z magicznych tworów druidów i dzieci magii ziemi - spojrzał na srebrną elfkę - Dziękuję... Z ich pomocą wykupię temu chłopcu jeszcze jakiś czas pobytu wśród żywych lecz przydałoby się nieco więcej. Gdybyś mogła dostarczyć mi ich jeszcze byłbym niezmiernie wdzięczny. Biedaka ukąsił wąż który przybłąkał się aż tutaj z Zachodnich Bagien. Ziemi jaszczuroludzi. Jego jad zabija powoli dlatego też chłopak wciąż żyje. Co zaś się tyczy antidotum... owszem i istnieje jednak trzeba byłoby wpierw trafić na niego w jednym z większych miast bowiem jest ono niezwykle rzadkie na naszych ziemiach. Bardziej dostępne jest ono na jaszczurzych bagnach lecz wyjście stamtąd żywym łączyłoby się z ogromnym szczęściem. Jest także i trzecie wyjście... Nieco skomplikowane... Pół dnia drogi stąd mieszka pewien stary zgrzybiały i zarozumiały druid..
- Nie wspomniałeś mi o nim - rzuciła z wyrzutem Jesale
- Nie widziałem w tym żadnego sensu jednak jako że przyprowadziłaś do tej chaty dziecko natury zmienia to postać rzeczy. Być może ją Berfegor raczy wysłuchać. Jeśli oczywiście będziesz chciała nam pomóc. - zwrócił się z lekkim skinieniem głowy do Hespere - Zrozumiem jeśli miałabyś ważniejsze sprawy do załatwienia w naszym królestwie niźli pomaganie wieśniakom takim jak my.
"Z chęcią pomogę" odparła uprzejmie Hespere. "Myślę, że mogłabym się udać do tego druida, Berfegora. Jednak skoro masz wątpliwości, czy zostanę wysłuchana, Znachorze, może poślij kogoś z miejscowej ludności do miasta, aby odszukał tam antidotum. Myślę bowiem, że młodzieniec ten zasługuje na to, aby maksymalnie zwiększyć jego szanse na przeżycie."
Hespere zamilkła na chwilę, spojrzała na walczącego ze śmiercią człowieka i dodała z pełną stanowczością "Zatem jak dojść do tego druida?" zapytała.
Po otrzymaniu wskazówek oddaliła się w strone drzwi, jednak zatrzymała się tuż przed samym progiem "Nie zapomniałam jednak o owocach ziemi, zaraz przyniosę kilka kolejnych" po czym przekroczyła próg i udała się przed chałupę, aby uaktywnić czar.
- Niech Aesir Cię błogosławi droga Pani. Jesteś darem który może uratować mu życie. Teraz zaś kiedy mam te niezwykłe owoce chłopiec będzie się utrzymywał przy życiu znacznie dłużej. Są więc szanse że przetrzyma on czas podróży do miasta. Niezwłocznie wyślę tam kogoś z dokładnym opisem antidotum. - rzekł wyraźnie uradowany obecnością i błyskotliwością Hespere - Jesale moja droga zawołaj mi tutaj Barghora - rzucił do dziewczyny a ta skinęła głową sama pewnie przeżywając rozmowę tej dwójki niczym wewnętrzną burzę emocji w których płomienie nadziei płynęły coraz gorliwiej. Kiedy ta zniknęła za drzwiami znachor podszedł bliżej srebrnowłosej - Chata druida znajduje się dokładnie na zachód od wioski na dość sporym wzgórzu. Tereny w tamtych okolicach są bezpieczne ponieważ Berfegor trzyma dziką zwierzynę z dala od naszych osad i pastwisk. Jest on jednak niezwykle upartym człekiem i wątpię by dał ci on antidotum, od tak, po prostu. Mniemam jednak że jako dziecko ziemi przyjmie cię cieplej niż nas przeciętny lud. Wierzę że uda Ci się go nakłonić.
Hespere opuściła chatę aby mieć kontakt z ziemią której magię wykorzystywała. Zauważyła że przed domem zebrała się niewielka grupka osób która niewątpliwie była ciekawa niezwykłego gościa a samo stworzenie magicznego krzewu wywołało nie lada emocja i mogła usłyszeć poszepty podziwu. Tym razem na drzewku urosło pięć pięknych dojrzałych owoców które wkrótce nadawały się do spożycia. Srebrna elfka zebrała je i zaniosła znachorowi, który ponownie wyraził jej swą wdzięczność.
Hespere wróciła po chwili do chaty z kolejną porcją cudownych draów ziemi "Proszę, Znachorze, oto porcaj owoców, która powinna zapewnić temu mężczyźnie czas potrzebny ku temu, aby wioskowy wysłannik dotarł nawet do kilku odległych miast w poszukiwaniu antidotum i zdążył z nim wrócić na czas. Jednak myślę że będę szybsza. Zrobię co tylko w mojej mocy, aby przekonać druida, iż może mi powierzyć to dzieło alchemii.". Uśmiechnęła się z przekonaniem.
Gdy w pomieszczeniu znowu pojawiła się Jesale, elfka sierowała swój wrok na nią i do niej skierowała następujące słowa pełne otuchy: "Moja droga, nie martw się, zrobię wszystko, co tylko leży w możliwościach śmiertelniczki, aby zdobyć te antidotum. Widziałam Cię nad rzeką, gdy płakałaś. Od razu wiedziałam, że łzy twoje są szczere, co pozawala mi sądzić, że łącząca was miłość jest ogromna i niepowtarzalna. A ja nie dam za wygraną kiedy stawką jest tak wielkie, najpiękniejsze ze wszystkich uczucie!" po czym mrugnęła porozumiewawczo do dziewczyny a na jej ustach zakwitł piękny, pełny uśmiech. "Już ten druid pozna, czym jest elfi upór" powiedziała półgłosem, a iskra pewności zabłysnęła w jej oku.
Skończywszy wypowiadać te kwestie Hespere przebiegła wzrokiem po zgromadzonych, nie zatrzymując na nikim dłużej spojrzenia i rzuciła lekko w przestrzeń pytanie "Już zaraz wyruszam w drogę, bo każda chwila cenną jest, jednak może gdzieś znalazłoby się jakieś drobne jabłuszko i odrobina chleba z miodem, abym mogła pożywić się troszeczkę w drodze??". Jeszce raz pogodnie rozejrzała się wokół i skierowała swe kroki w stronę wyjścia, aby przed domem, na świeżym powietrzu, przygotowac się do drogi i odczekać chwile na ewentualny prowiant.
Po chwili wyruszyła raźno i skierowała swe kroki prosto na zachód.
Znachor uśmiechnął się do Hespere pełnym wdzięczności, szczerym uśmiechem. Ciepło, które biło z jego oczu mówiło samo za siebie ”Dziękuje” w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. W chwilę później w jego dłoniach spoczęły dary ziemi a ten położył je tuż przy leżącym na łóżku mężczyźnie.
- Jesteś darem bogów. – powiedział kiedy ta z pełnym przekonaniem oświadczyła wyruszenie w dalszą drogę – Wierzę że skoro cię do nas zesłali poprowadzą także cię dalej i wspomogą nas…
Jesale wbiegła do chaty niedługo później przyprowadzając ze sobą rosłego mężczyznę. Znachor przywołał go do siebie prawdopodobnie aby dać mu wskazówki jakich będzie potrzebował w drodze po antidotum jak i przy samym zakupie. Srebrnowłosa zaś podeszła do młodej dziewczyny wypowiadając słowa które sprawiły że z oczu kobiety ponownie popłynęły łzy. Tym razem nie były one wyrazem zwątpienia i beznadziei. Te wyrażały z całą pewnością wdzięczność, nadzieję i wiarę…
- Ja… Ja… - chciała zacząć jednak po chwili objęła elfkę która poczuła że jej ramię zrobiło się nieco wilgotne – Dziękuję…
Dopiero po chwili kobieta odstąpiła pozwalając Hespere opuścić chatę. Kiedy Srebrna elfka znalazła się na dworze rzuciła uwagę na temat drobnego posiłku który niewątpliwie przydałby się jej organizmowi gdyż od samego rana nie miała jeszcze nic w ustach. Jeden z mężczyzn szturchnął swojego syna i powiedział coś na ucho a ten po chwili pobiegł w obranym przez siebie kierunku. Po dłuższej chwili powrócił i przekazał swemu ojcu niewielki pleciony koszyk z zawartością. Mężczyzna podszedł do Hespere.
- Słyszałem że pomagasz Jesale. To dobra dziewczyna i wszyscy tutaj martwimy się zarówno o nią jak i o Fargona… Zwłaszcza o Fargona. Przyjmij ten skromny posiłek jako dar od nas.
Wręczył jej koszyk w której znajdywały się trzy kromki chleba z miodem i dwa jabłka zupełnie tak jak sobie tego zażyczyła.
W chwilę później Hespere ruszyła na zachód. Słońce już powoli dochodziło do najwyższego punktu na nieboskłonie droga zaś nie była łatwa gdyż nie tyczył ją żaden szlak . Wkrótce pośród gęstwiny leśnej ujrzała w oddali coś co nie komponowało się z pozostałym drzewostanem. Być może była to właśnie wspomniana przez znachora chata…
Od samego opuszczenia wioski elfka wciąż na nowo analizowała zachowanie tamtejszych mieszkańców. Wszyscy byli jej niezwykle wdzięczni, a przecież w swoim mniemaniu robiła tylko to, co każda rozumna, mająca serce we właściwym miejscu istota zamieszkująca Sorię uczyniłaby również. Jednak tyle lat żyła w odizolowaniu od reszty świata - może nie zdawała sobie z czegoś sprawy...
"Czyżby większość tego społeczeństwa nie kierowała się zasadami przyzwoitości i empatii?" Taki przykry wniosek nasunął jej się z prowadzonych rozważań. Jednak srebrnowłosa piękność, ze względu na swoje idealistycznie naiwne zapatrywania, odrzuciła szybko tę myśl "A może ta wioskowa społeczność jest po prostu z natury wdzięczna losowi za każdą pomoc? ... Tak, chyba tak - w końcu to dobrzy, prości i otwarci ludzie." Podsumowała.
Gdy tak szła i rozmyślała, ręka jej raz po raz nurkowała do koszyczka, a następnie wędrowała w górę, aby pysznościami ofiarowanymi przez życzliwego wieśniaka zaspokoić głód. Elfka wcześniej rzadko jadała miód, ale z tych nielicznych razów zapisał się on w jej świadomości jako istna rozkosz dla podniebienia. Gdy pierwszy kęs chleba z bursztynowym gęstym, niemalże stałym płynem trafił do jej ust, okazało się, że pamięć jej nie zawiodła – owoc wysiłku kolonii pszczół smakował wyśmienicie. Co prawda nie wiedziała, jak ten słodki pszczeli wyrób ocenili by ludzie, jednak według niej pochodził on z najznakomitszych pasiek. Jabłka również w jej odczuciu mogłyby zostać zakwalifikowane jako najwyższej jakości, mimo zimy, którą napewno musiały odleżeć na przystropowych belkach.
Posiłek smakował jej bardzo, jednak postanowiła nie zjeść wszystkiego i zostawiła jedno jabłko oraz kromkę na dalszą część podróży.
Nie uszła za daleko, gdy zauważyła coś, co zdecydowanie różniło się od leśnej monotonii. Zastanawiało ją, cóż to może być. Szła za krótko, aby to mogła być chata druida. W końcu znachor, mówiąc jak tam dotrzeć wspomniał, że droga zajmie jej z pół dnia. Jednak może mylił się w swych wyliczeniach? W końcu zapewne nikt tam nie chodził, skoro żaden wieśniak nie mógł spodziewać się ciepłego przyjęcia. A może osoba, która określała tą odległość pobłądziła i dlatego też wioskowy uzdrowiciel posiadał błędne informacje? Bądź też pogrążona w myślach elfka nie zauważyła upływu czasu…
Hespere postanowiła podejść trochę bliżej by zorientować się, cóż też wyłania się spoza gęstwiny leśnej. W myślach przestrzegła się jednak za wczasu, iż gdyby ten obiekt okazał się czymś innym, niż chatą druida, skieruje swe kroki z powrotem na zachód, ponieważ liczył się czas. Chciała bowiem, aby Jesale dane było jak najszybciej usłyszeć wyznanie miłosne pochodzące z ust jej ukochanego…
Chatka która ukazała się oczom Hespere mogła być dla niej pewnego rodzaju niespodzianką gdyż znachor wspominał o znacznie dłuższym odcinku czasu który miała pokonać w celu znalezienia się w chacie druida do którego zmierzała. Być może faktycznie starzec się pomylił. Prawdopodobne było także to że elfka narzuciła sobie szybkie tempo i na swoich zgrabnych długich nogach dotarła na miejsce znacznie szybciej niż przewidywała. Niezależnie jednak od wszystkiego w oddali znajdywała się chata w której być może znajdywał się cel jej podróży.
Srebrna elfka skierowała swe kroki w przód zmniejszając odległość między nią a zauważonym obiektem. W miarę jak zbliżała się do niej do jej zmysłów docierała pewna, może mało istotna, informacja. Wokół zrobiło się nagle cicho. Wystarczająco by móc usłyszeć jedynie delikatnie szeleszczący w gęstwinie leśnej wiatr. Nawet ptak który nie tak dawno wyśpiewywał arie z swojego pięknego repertuaru ucichł nagle. Drewniany budynek znajdywał się coraz bliżej. Dostrzec można było jego porośniętą pnączami frontową ścianę w której znajdywały się skromne drzwi.
Nagle w porośniętej krzakami gęstwinie tuż obok coś wywołało nieznaczny szelest przerywający głuchą ciszę która nie tak dawno nastała. Wiatr zdawał się silniej poruszyć gałęziami drzew. Strugi przebijającego się przez listowie słońca zniknęły nagle przysłonięte najpewniej przez jedną z chmur.
Gdy tylko elfka zbliżyła się wystarczająco, aby niezidentyfikowany obiekt wyróżniający się na tle leśnej gęstwiny zaczął przybierać kształty domu, gdzieś w środku niej zaczęło narastać napięcie. Wszechobecna cisza przywodziła najgorsze skojarzenia. Hespere czuła się tak, jakby wchodziła do magicznego kręgu, w którym wszelkie życie zamiera... Rozsądek podpowiadał jej "Uciekaj!" i już już prawie oderwała stopę, aby powolnym ruchem wróciła na porzednie miejsce... Ale w tym momencie przypomniała sobie, o celu swej wędrówki wgłąb lasu.
Pierwszy krok w stronę chaty był najtrudniejszy. Niepewność walczyła w niej z chęcią pomocy. Determinacja srebrnowłosej była jednak zdecydowanie silniejsza. Juz po chwili kroczyła śmiało, lecz zarazem cicho i ostrożnie w stronę tajemniczego domostwa...
I wtem usłyszała szelest dochodzący z pobliskich zarośli. Na ułamek sekundy serce Hespere zamarło. Zaraz potem ciarki przeszły po jej ciele, gdy słońce tak nagle znikło...
"Zaczyna się robić koszmarnie..." Pomyślała. "Jednak jeśli nawet są to sztuczki druida, nie zdoła mnie on w ten sposób odpędzić!".
Wiedząc, że nie może pozostawić sprawy krzaków nierozstrzygniętej, w pośpiechu zaczęła myśleć, co zrobić. Podejście blisko było zdecydowanie zbyt ryzykowne, gdyż coś lub ktoś mogło czaić się w tej gęstwinie... Hespere rozejrzała się wokoło. Po chwili podniosła z ziemi mały kijek, o wystarczającej masie, aby przebić się przez krzaki, jedenak również nie za dużej, aby nie zrobić krzywdy ewentualnej istocie kryjącej się tam. Następnie lekko ujęła w dłoń rękojeść sztuletu. Co prawda brzydziła się używaniem broni, jednak uznała, że kawałek żelaza w jej ręcze może być dobrym zabezpieczeniem.
Stanęła w odległości paru metrów od zarośli i rzuciła w nie kijkiem, czekając w napięciu na rozwój wypadków...
Hespere czuła niemal bijące w jej klatce piersiowej serce jednak nieugięcie postanowiła przezwyciężyć strach. Wbrew pierwotnemu instynktowi kroczyła dalej mając przed sobą jasno postawiony cel który zdawał się być silniejszym aniżeli wewnętrzna potrzeba bezpieczeństwa. Hałas z gęstych zarośli narastał... Jakby coś przebijało się przez nie w stronę srebrnowłosej.
Kolejne sekundy... kolejne uderzenia serca nieustannie odmierzające czas...
Z gąszczu z dość znaczną szybkością wyskoczyło stworzenie wielkości ponad metra poruszające się na czterech łapach zakończonych ostrymi szponami. Miało długie szare futro lecz najbardziej przerażającym elementem były jego oczy krwistoczerwone... Tylko przez chwilkę spotkały się one z wzrokiem elfki. Te ułamki sekund zdawały się jednak trwać wiecznie. Bestia biegła w jej kierunku... mijając ją zaledwie o metr. Sytuacja była tak nagła że Hespere nie zdążyła nawet zareagować.
Wkrótce rozległ się ponowny szelest liści. Znacznie cichszy bardziej delikatny. Nie trwało to zbyt długo kiedy zza gęsto rosnących wysokich krzewów wyłonił się przyobleczony w zieloną skórzaną zbroję młody elf o włosach za ramiona koloru dojrzałych kłosów zbóż. Miał on naciągniętą na cięciwie łuku strzałę. Zamarł kiedy ujrzał przed sobą srebrną elfkę. Następnie zaczął rozglądać się błyskawicznie wokół.
Hespere zdziwiło to, iż kij nikogo nie trafił. Jednak narastający ciągle szelest nie pozwolił jej przypuszczać, że w zaroślach nikogo nie ma. Niepewność kłębiła się w niej, stopniowo narastając. Ręka zacisnęła się silniej wokół rękojeści sztyletu...
Gdy stwór przebił się przez osłonę krzaków elfkę dosłownie sparaliżowało. Zdawało się, że zaraz zostanie stratowana bądź rozszarpana przez te ostre szpony... Ale nie to przeraziło ją najbardziej - krwistoczerwone oczy przyciągały wzrok elfki, usidlając ją, powodując u niej niemoc...
Bestia biegła i biegła niestrudzenie w jej kierunku, a srebrna elfka nie mogła poruszyć żadnym mięśniem... Ręka uprzednio trzymając sztylet opadła bezwładnie, pozostawiając broń na swoim miejscu. A bestia wciąż pędziła i pędziła... Minęła elfkę o metr!
Do Hespere nawet nie zdążyła dotrzeć informacja, że nie była ona celem ataku bestii, gdy ponownie dało się usłyszeć szelest krzaków, tym razem jednak cichszy, delikatniejszy. Gdy na polanie pojawił się młody leśny elf, srebrnowłosa tym bardziej była zaskoczona. Jednak teraz strach opuścił jej umysł i ciało, mięśnie rozluźniły się a do serca napłynęło błogie poczucie bezpieczeństwa.
Po zachowaniu elfa, Hespere stwierdziła, iż była świadkiem zwykłego polowania. Przed nią stał myśliwy, a uciekająca bestia była zwierzyną łowną. Bądź też potworem zagrażającym bezpieczeństwu jakiejś osady...?
"Jeśli szukasz tego stworzenia, to uciekło tam, na wprost" Powiedziała dość cicho, jednocześnie wskazując kierunek otwartą dłonią. Nie rzekła nic więcej, czekając na to, co zrobi ów elfi myśliwy. Nie chciała bowiem przeszkadzać mu w polowaniu, jednak w sercu żywiła cichą nadzieję, iż porzuci on ten zamiar i zamieni z nią parę słów. Wierzyła, że mógłby jej pomóc, gdyż podejrzewała, ze może on znać drogę do chaty druida...
Młody elf rozglądał się jeszcze chwilę czujnym wzrokiem lustrując całą okolicę. Wyraz jego twarzy świadczył o tym że usilnie pragnie jednak ujrzeć swój cel. Po chwili jednak ponownie zawiesił swój wzrok na srebrnej elfce. Kiedy Hespere poinformowała go o kierunku ucieczki besti ten skinął jedynie głową przez chwilę pewnie rozważając swoją decyzję. Po chwili jednak westchnął ciężko i pokiwał przecząco głową.
- To już nie ma sensu... Ponownie mi uciekł, ale jeszcze go dorwę. - rzucił spoglądając w tamtym kierunku. Przeniósł wzrok na srebrnowłosą - Jestem Loanel, łowca i strażnik tego lasu. jak widać jednak nie wychodzi mi to najlepiej. Kim ty jednak jesteś Pani i co Cię sprowadza w tak niebezpieczne tereny? - spytał kłaniając się jej lekko opuszczając wcześniej łuk i chowając strzałę spowrotem do kołczanu.
Srebrna elfka zauważyła po chwili że las wraca do swojej poprzedniej atmosfery. Nawet ptak zaczął nieśmiało śpiewać leśną melodię.
"Witaj Loanelu, leśny strażniku. Jestem Hespere i przemierzam ten las w poszukiwaniu druida. Podobno mieszka tu gdzieś w okolicy. Zobaczywszy tą chatę pomyślałam, że może będzie ona tym, czego szukam - jego siedzibą." Odparła srebrna elfka. "Może jednak pomógłbyś mi skonfrontować te przypuszczenie ze stanem faktycznym, a jeśli się mylę, naprowadzić mnie na właściwy szlak, którym mogłabym podążyć. Mam bowiem do druida sprawę nie cierpiącą zwłoki." Po czym uśmiechnęła się ciepło do elfa. Tym cieplej nawet, gdy zauważyła znów słońce igrające między liśćmi usłyszała świergot ptaków.
- -Zatem miło mi Cię poznać Hespere -odwzajemnił jej uśmiech - Cóż mniemam że chodzi Ci o Berfegora? Tak znam go. Ostatnio mam z nim nawet dość porządną utarczkę. Lecz starcowi trudno przegadać do rozumu. To stary uparty człek. Zaprowadzę cię do niego jeśli chcesz. Ta zaś mała chata należy do mnie. Mieszkam w niej odkąd postanowiłem pomóc temu staremu prykowi dbać o te tereny. Wpierw jednak jeśli pozwolisz uzupełnię zapas strzał w kołczanie. Bezowocne łowy na sougera skutecznie uszczuplają ich zapas. A czemuż to szukasz Berfegora jeśli wolno mi spytać? - spytał przewieszając łuk przez ramię.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum