Czekać! Dalin nie należał do cierpliwych krasnoludów, tym razem jednak postanowił pohamować swą popędliwą naturę i zająć się rozmyślaniem. A miał nad czym: "Jak zdobyć boską przychylność?". Zmarszczył brwi i przeczesał ręką brodę, analizując w myślach znany mu panteon bóstw. Bronix bóg ojciec krasnoludów zniknął, niektórzy uważali, że zginął. Jakkolwiek by nie było nie odpowiada na żadne modlitwy. Szansa na zdobycie jego przychylności była niewielka. Obecnie większość jego współziomków czciła Therramera, jednak Dalin nie miał niczego co mógłby zaoferować patronowi rzemieślników. Nie mógł się równać z kunsztem Farfira czy Naether. Brimmigar stanowił jakieś wyjście. Patron hulanki i zabawy mógł by dostrzec poczynania wojownika. Niemniej należało by przyćmić wszystkie popijawy jakie miały miejsce w Undus. Co w cale nie jest łatwym zadaniem. A może Gharruk bóg wojny. Wystarczyły tylko udowodnić swoją siłą, wyzwać najsilniejszego z orkowych czempionów. Był pewny, że dzięki uczuciu jakim pałał do Brandy sprawiło by, że wysłuchała by go Luianna bogini miłości. Jednak nie miał zielonego pojęcia jak zwrócić jej uwagę. Skończywszy rozmyślania dopił jakże pyszny sok i czekał na ruch elfki.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Trening nie wyćwiczył u Dalina cierpliwości, nie w kwestii bycia pasywnym na łaskę bądź niełaskę bogów. Istniała diametralna różnica między cierpliwością w szkoleniu, w dążeniu do doskonałości, a zwykłą bezczynnością, która nie dawała odpowiedzi na nic. Dalin nie chciał czekać. Analizował wszystkie bóstwa, które znał i u których mógłby się wykazać. Najbardziej klarowną opcją był wybór Brimmigara, chociaż i w jego przypadku pozostawało sporo niedomówień. Wszak co zrobić, jak wielką pijatykę wyprawić, by zyskać w jego oczach? Gharruk też pozostawał rozsądnym wyjściem. Bóg chwalący dokonania wojenne, konflikty siłowe mógłby zwrócić uwagę na Dalina, krasnoluda, który przez całe życie pozostawiał za sobą kolejne trupy w nieskończonym, krwawym szale berserkera.
- Tak, twoja walka z iluzjonistą zapadła mi w pamięć. Nie przejmuj się nim. Radzę ci zachować cierpliwość tylko w tej kwestii. A co do bogów...
Elfka zamyśliła się. Oparła się o wypoczynek. Jej broda uniosła się delikatnie ku górze, a spojrzenie utkwiło w jakimś nieruchomym punkcie na ścianie, wzdłuż której wiła się spirala schodów na wyższe piętro.
- Co do bogów, to jest to bardzo delikatna sprawa. Nikt nie wie, jak najlepiej zabiegać o ich względy. Niektórzy mówią, że sami oni dają swoiste poszlaki, pośrednie lub nawet bezpośrednie, objawiając się bezpośrednio przez wyznawcą. Może doświadczyłeś czegoś takiego? Nawet drobna, niepozorna wskazówka może powiedzieć więcej, niż lata domysłów i dywagacji nad przeszłością spisanych dziejów.
Dalin otworzył oczy ze zdumienia. W całym jego życiu ciężko znaleźć jakieś boskie znaki, jeśli już to tylko mroczne omeny.
- Chyba sobie żartujesz?! - Odparł zirytowany. - W całym moim pieprzonym życiu nie doświadczyłem boskiego wsparcia po za wysłaniem do tej krajny! - Za milkł na chwilę próbując się uspokoić i rozsądnie pomyśleć. - Cóż trzy razy byłem bliski śmierci. Raz z pomocą przyszła mi z czerwona elfka. Drugi raz po starciu magiem... konając we własnej krwi wezwałem pomoc wzniecając ogień... I ostatni raz... - Podniósł wzrok na elfkę. - ...tuż przed przybyciem tutaj... Chyba to mnie uratowało... Wydaje mi się, że wybuch gaz ziemny... To chyba można nazwać boską interwencją. - Zamilkł raz jeszcze próbując zebrać myśli. Nagle przyszła mu pokręcona myśl do głowy. - Jest jeszcze coś... Hm możesz mnie uznać za szaleńca... - Rozczochrał włosy i brodę. - Do cholery z tym. Gdy pozwalam zapanować nad sobą gniewowi lub sporo wybiję. Widzę zmarłych... W zasadzie Brandę i Brenda... Wydaje mi się, że zawsze są przymnie w trudnych chwilach... To właśnie Branda przyprowadziła mnie do krainy bogów...
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Elfka przyjęła burzliwą reakcję krasnoluda ze spokojem. Z jej ust nie wydostała się żadna obelga, a jej ciało tkwiło w tej samej, stoickiej pozycji, co jeszcze przed chwilą. Zamiast tego odczekała moment, aż Dalin ostudzi swoje emocje, by w międzyczasie zastanowić się nad trafną odpowiedzią, która usatysfakcjonowałaby berserkera. Pomogła w tym kolejna dawka orzeźwiającego soku.
- Mówisz, że trzy razy ktoś uratował ci życie i w dwóch pierwszych przypadkach była to osoba fizyczna... Cóż, trzeci raz pasuje jak ulał do wizji boskiej interwencji. Wszak jak sam mówiłeś, byłeś na skraju śmierci, ale tym razem nikt nie mógł przyjść ci z pomocą. Wiesz co? Myślę, że bogowie czuwają nad tobą już od jakiegoś czasu. Mało kto otrzymuje od życia okazję, by uciec śmierci. A trzy okazje świadczy tylko o tym, że naprawdę masz szczęście, jeśli chodzi o łaskę bogów. Nawet, jeśli jest to obkupione nieszczęściem wszystkich wokół ciebie.
Dalin rozczochrał swoje włosy z poddenerwowania. Broda rozproszyła się na wszystkie strony, jednak same włosy na głowie były wciąż na tyle krótkie, że wojownik mógł co najwyżej przejechać po nich palcami, czując przyjemny, szorstki opór.
- Jednak wcale nie uważam, że jest to dobre bądź też złe. Nie do mnie należą takiego typu decyzje. Jedynie ty możesz sobie odpowiedzieć, czy warto było kontynuować swój żywot, pomimo śmierci najbliższych. Niemniej wiemy, że bogowie cię obserwują. Bogowie albo jeden, pojedynczy bóg, co jest bardziej prawdopodobne. Wszak niemal każda dwójka rywalizuje pod jakimiś względami i niemożliwym jest, by spełniać zasady zarówno jednego, jak i drugiego. Wiesz co, Dalinie? Obawiam się, że...
Przerwała. Nagłe, niespodziewane pukanie w drzwi frontowe wyrwało ją z zamyślenia, zapominając, co miała właśnie powiedzieć.
- Och, wybacz. Nie spodziewałam się dzisiaj nikogo.
Rzekła, a następnie wstała i udała się ku źródle dźwięku. Nacisnęła na klamkę. Otworzyła drzwi.
Czy warto kontynuować to nędzną egzystencję? Jakże wiele razy zadawał sobie to pytanie po śmierci ukochanej. Życie może straciło sens, jednak samobójstwo nie było godne wojownika. Jakże mógł splamić się taką hańbą. Była to jeno próba ucieczki. Wiedział, że Branda nie pochwaliła by takiego rozwiązania. Jak mógłby jej spojrzeć w oczy w zaświatach. Teraz jednak sytuacja zmieniła się diametralnie. Żył tylko i wyłącznie dla jednego celu zemsty. Może ta szalona determinacja zwróciła uwagę bogów...
- Nie wiem jak u was, ale my krasnoludy uważamy samobójstwo za największą hańbę. Ponoć wy elfy może zapaść w letarg. Ni martwy, ani też żywy... Gdyby to było takie proste...
Odrzekł i westchnął głośno.
Jak tylko usłyszał głos towarzysza wstał się przywitać. Zrobił to klasyczny uściskiem dłoni. Potem czekał co postanowi gospodyni. Bardzo irytowało rudzielca, że rozmowa została przerwana w takim momencie.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Wcale nie nakłaniałam cię tamtymi słowami do samobójstwa - odparła elfka, otwierając szerzej drzwi. - Witaj, Berm. Wchodź do środka.
Powitała go wyciągniętą prawicą, którą ten chwycił w obie dłonie i sowicie ucałował. Krasnolud następnie spojrzał na nadchodzącego berserkera i zaśmiał się jowialnie. Uścisnął mu dłoń z wielką siłą, a wojownik odwzajemnił się tym samym.
- Dalin, z nieba mi spadłeś! Właśnie ciebie szukałem - obrócił twarz ku elfce. - Wybacz za najście, chyba nie w porę? Nie na co dzień rozmawia się o samobójstwach.
- Właśnie rozmawialiśmy o... - spojrzała ukradkiem na Dalina - poważnych rzeczach. Na osobności, rozumiesz.
Kobieta nie zamierzała ujawnić tajemnic berserkera, a szczególnie tych, które niosły za sobą największe utrapienia. Pod tym względem pozostała stanowcza. Berm nie wszedł do środka, słysząc reakcję elfki. Jego twarz posmutniała, ale wyrażała też zrozumienie.
Całe to zamieszanie było nader irytujące... Brwi Dalina zeszły się ze sobą dając wyraz złości. Spojrzeniu wojownika nie dało się znaleźć ani krztyny sympatii.
- Udało Ci się mnie znaleźć! Czego chcesz?
Burknął rudzielec. Miał nadzieję, że nie przeszkodzono mu w błahej sprawie.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Berm nie krył uradowania, słysząc pytanie Dalina. Mógł wszak dalej stać w wejściu i podejmować dysputę, zamiast odejść i czekać, aż berserker sam skończy poprzednią, istotniejszą.
- Chciałem ci podziękować za ten pierwszy wieczór na Wyspie. Wiem, że dopiero teraz skończyłeś trening i masz czas, toteż przychodzę i wypytuję, czy nie mogę cię potem zabrać w moje skromne progi. Przygotowałem dla ciebie drobny... upominek powitalny, którego nie ośmieliłbym dać ci wcześniej.
Elfka wywróciła oczami, jednak Berm zdawał się tego nie zauważać.
- Dobra, to ja nie przeszkadzam już! Całuję rączki i będę cię oczekiwać u siebie!
Chwycił dłoń elfki i ucałował ją, a następnie poklepał Dalina w ramię. Kobieta odburknęła, wspominając coś o impertynencji albo impotencji, trudno było dosłyszeć. Krasnolud odwrócił się i poszedł szybkim krokiem, natomiast Naether zamknęła drzwi i udała się z powrotem do salonu. Usiadła na swoim miejscu i poczekała, aż wojownik zrobi to samo.
- Ech, żeby w biały dzień pijany krasnolud dobijał się do domu elfa... Całkowicie wybił mnie z rytmu. O czym to rozmawialiśmy? A, tak. Obawiam się, że dużo więcej na temat samego poznania bogów ci nie powiem. Nie wiem, chyba nikt nie wie, jak do nich dotrzeć. My jesteśmy tylko prochem i nie zrozumiemy fenomenu ich inteligencji, bo ona nas przerasta. Możesz jednak pytać o całą resztę. Postaram się udzielić ci satysfakcjonującej odpowiedzi. Nalać ci jeszcze soku?
Dalin nawet ucieszyła rozmowa z Bremem, a zwłaszcza to, że szybko się zakończyła. Postanowił, zawitać do niego później i trochę się od stresować. Teraz miał inne sprawy na głowie...
- Widzimy się później!
Rzucił na odchodne krasnoludowi, po czym wrócił do salonu. I zasiadł wygodnie w fotelu.
- Nie, dziękuję. - Odparł. - Hm chyba każdy z nas powinien szukać Bogów na swój własny sposób. Wspominałaś, że znasz sposób na zwalczanie magii umysłu?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Tak, wspominałam o tym już dwukrotnie - odparła ze spokojem elfka. - Obronić się przed magią umysłu, przed klątwami i iluzjami, można na kilka sposobów. Pierwszy, najlepszy, ale też najtrudniejszy i najżmudniejszy, traktuje o użyciu siły własnego umysłu. O skupieniu i osiągnięciu spokoju. Ten stan trzeba wyćwiczyć, obkupić mozolną pracą. Ja, jako doświadczona władczyni magii, w toku swych nauk wytrenowałam siłę własnej woli, by opierać się efektom czarów. Wy, krasnoludy, posiadacie naturalny "pancerz", który chroni was przed czarami.
- Jest jeszcze drugi sposób, najbardziej na skróty. Dobry alchemik przygotuje ci miksturę, która sztucznie, ale skutecznie zabezpiecza przed efektami magicznej manipulacji. Problemem jest dostęp, bo w nie każdym mieście odnajdziesz takiego, co ci przyrządzi coś ponad maść na hemoroidy, ale również cena, która potrafi osiągnąć zaskakujące wartości.
- A trzecie wyjście...
Uśmiechnęła się. Jej oczy rozbłysły, jakby wpadła nagle na pomysł, jak przemienić metal w złoto.
- Obiecuję ci, że kiedy opuścisz już Undus, będziesz w wystarczającej kondycji, by bez obaw stawić czoła temu magowi. Masz moje słowo.
Elfka zaśmiała się, słysząc bezpośrednie pytanie krasnoluda.
- Powiedziałabym ci od razu, ale... Ale chcemy, to znaczy... Chcę pozostawić to w tajemnicy. Dlatego nalegałam cię do pozostania cierpliwym. Niespodzianka, nie pytaj.
Chwyciła szklankę z sokiem w obie dłonie, jednak nie napiła się. Wpatrzyła się w jasny brąz orzeźwiającego napitku swymi wielkimi, zielonymi oczyma.
- MY? - Odparł zaskoczony. - Mam pytania, ale raczej na nie nie odpowiesz. - Wstał i skłonił się. - Dziękuję za wszystko! Do zobaczenia!
Czuł, że Nether pogrywa sobie z niego. Wiedziała więcej iż mówiła. Jednak nie znał sposobu by to z niej wydusić. Elfy są naprawdę pokręcone. W tej sytuacji mógł czekać aż sprawa sama się wyjaśni lub zyska nowe poszlaki. Ruszył w kierunku wyjścia i jeśli nie zostanie zatrzymany uda się do Brema.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Dalin jednak nie posłuchał. Skłonił się i sam odnalazł drzwi. Wyszedł przez nie, uprzednio żegnając się, zachowując mimo wszystko kulturalne obejście. Wiedział, że jest coś, o czym Naether nie chciała mu powiedzieć. Że coś ukrywa. I nie tylko ona. Mógł to robić każdy, kogo do tej pory poznał. Mogli bawić się nim, jego emocjami, aż do momentu, kiedy sam nie zorientuje się, że znajduje się w centrum boskiej gry, której on sam jest częścią. Nieznaczną, rozrywkową marionetką, kukiełką na sznureczkach. Domysłów były tysiące.
Wojownika nikt nie zatrzymał po drodze. Szedł do Berma, chociaż nigdy u niego nie był i nie miał pojęcia, gdzie ten mieszkał. Mimo to, nogi berserkera same niosły go przed siebie. Wszedł do innej, nieznanej mu dzielnicy. Kolorowe, artystyczne budynki zastąpione zostały przez zwykłe, szare, kamienne, niewyróżniające się klasyczne krasnoludzkie domy. Wojownik lawirował między mniejszymi i większymi drogami, raz po raz wymijając ludzi i krasnoludów. Każdy z nich był roześmiany i z entuzjazmem witał Dalina.
Chwilę później stał już pod drzwiami niewyróżniającego się, najzwyklejszego domu, wbitego po części w ścianę skalną, a po części z niej wystającego. Drzwi były ciemne, drewniane, z małą, zakratowaną prostokątną wnęką na wysokości oczu. Dalin mógł trafić do domu jakiegokolwiek mieszkańca Wyspy Bogów. Specyficzna aura Undus, do której ten zdołał już przywyknąć, uświadamiała mu jednak, że budynek, przed którym stoi, zamieszkiwany jest właśnie przez Berma. Tego był pewien.
Miał już dość tego pokręconego miejsca. Jego nogi lepiej wiedziały dokąd idzie niż on sam. I do tego na niesamowita pewność tego gdzie dotarł. Nader irytujące... No i w końcu cała ta pokręcona intryga... Jeżeli w ogóle była jakaś intryga? Może to był po prostu wymysł jego chorej wyobraźni. Trudno powiedzieć. Nie miał głowy do takich rzeczy, był tylko prostym wojem. Dlaczego nic nie może być proste i oczywiste? Jeśli brał udział w jakieś grze to sprawa w końcu sama się wyjaśni. Ciekawe czy wzięli pod uwagę, że jest bardzo niestabilnym emocjonalnie pionkiem? Co do Brema to pewnie jedyne w co chciał wciągnąć krasnoluda była kolejna popijawa. Było to nawet Dalinowi na rękę, może uda się przekonać towarzysza to zorganizowania czegoś większego. Wojownik sądził, że prawie na pewno się zgodzi. No i był ciekawy tego prezentu. Cóż to mogło być... Wyśmienita gorzałka? Ruszył pod drzwi domu i solidnie w nie załomotał.
- Brem jesteś! To ja Dalin!
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Dalin podszedł do drzwi i zastukał w nie kilka razy, chociaż określenie "zastukał" było mało adekwatne do tego, z jak wielką siłą to robił. Uderzał raz i drugi, wołając gospodarza. Dopiero po kilku sekundach i wielokrotnemu napastowaniu drewnianych wrót, wojownik usłyszał znany mu głos.
- No chwila, chwila!
Głos ten był lekko poddenerwowany i zachrypnięty. Berserker usłyszał też ciężkie kroki, a następnie przesuwanie metalowego skobla zamykającego drzwi. Zza kratką wyłoniły się dwoje oczu z krzaczastymi brwiami, które raz formowały się gniewnie, a raz przyjaźnie, bez ładu i składu. Krasnolud otworzył drzwi.
- Szybko żeś się uwinął, Dalinie! I widzę, że język ci się zaczyna już plątać, wszak nie "Brem", a "Berm"! Czyżby Naether poczęstowała cię czymś innym, niż sokiem owocowym?
Pytanie zawisło w powietrzu. Gospodarz wpatrywał się w gościa przez kilka dobrych sekund z poważną, groźną miną. Zaraz potem wybuchnął śmiechem, z całych sił klepiąc Dalina w ramię.
- Haha, żartuję, wchodź do środka! Mam nadzieję, że cały ten trening nie odbił się niekorzystnie na twoich trunkowych przyzwyczajeniach, co?
Dalin tylko łypnął wzrokiem na Berma, nie miał nastoju do takich żartów. Większość jego wypowiedzi zbył milczeniem.
- Moja gusta się nie zmieniły, ale za to mam cięższą pięść. - Odparł ironicznie. - A skoro nie ciążą na mnie żadne obowiązki, to mam taki mały pomysł... Wyprawić bibę tak kurewsko dobrą jakiej jeszcze w Undus nie widzieli!
Po tych słowach wszedł do środka.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Pragniesz zorganizować największą popijawę, jak istniała kiedykolwiek?
Krasnolud aż nie dowierzał słowom wojownika. Jego usta otworzyły się, formując literę "o", którą Dalin poznał wcale nie tak dawno temu.
- To mi się podoba! - zaśmiał się ponownie, ignorując poprzednie zgryzoty berserkera.
Przepuścił Dalina w drzwiach, wprowadzając go do środka. Wnętrze było całkowitym przeciwieństwem tego, co zastał w domu elfki. Krasnoludzki standard, "małe, ciasne, ale własne". Nic ponad potrzeby, meble użyteczne, a nie dla wystroju, a sufit znajdował się już na normalnej, zdrowej wysokości. Usiedli wspólnie przy prostym, drewnianym stoliku. Bez przeszklenia, za to z masą obdrapań, wytarć i innych sfatygowań, czyli zwykłych śladach długiego użytkowania.
- Dzień w dzień mamy tu takie imprezy, że szkoda gadać! Wydaje mi się, że pod tym względem Wyspa Bogów jest zbyt... łatwa dla typowego pijaczyny. No zobacz, mamy wszak wszystko! Alkohol w nielimitowanej ilości, brak konsekwencji popijaw, czy brak samego kaca i wizji tego, że wraz z dniem następnym trzeba wrócić do normalnego życia.
Wstał, otworzył jedną z szafek zawieszonych przy suficie. Wyciągnął z niej dwa drewniane kufle, które zaraz potem postawił na stole. Następnie przykucnął, sięgnął gdzieś przed siebie. Nie minęła chwila, gdy w obu dłoniach trzymał solidny, pięciolitrowy drewniany antał z przymocowanym kurkiem do lania. Również i jego postawił na stole. Następnie usiadł. Przystawił oba kufle do kurka, nalewając pieniste, pachnące piwo. Jeden wręczył Dalinowi, a drugi sam wziął do ręki.
- Pamiętam te prawdziwe, najlepsze pijatyki w Sorii - westchnął Berm, obracając napitek w dłoniach. - Wtedy to kosztowało masę wyrzeczeń, pieniędzy, sił i czasu, by zorganizować coś, o czym mówiło się jeszcze przez lata. Tutaj niestety odczuwam zastój, nudę. Każda biesiada jest taka sama, dopóki nie przybędzie nowy, żądny alkoholowych wrażeń krasnolud.
Zrobił przerwę na wypicie piwa. Sporej ilości.
- Dawno nie bawiłem się tak dobrze, jak wtedy! - niemal wykrzyknął, unosząc kufel ku górze. - Dlatego jeśli chcesz zorganizować bibkę tak wykurwistą że hej, to musisz to zrobić w Sorii, nie tutaj. Tutaj nie osiągniesz oczekiwanego efektu.
W reszcie chałupa do jakiej przywykł. Żadnej zbędnej przestrzeni, ani też bezsensownego przepychu.
- Z powrotem do Sorii będzie ciężko. - "Choć taki mam zamiar" dodał w myślach rudzielec. - Tak pierwszy dzień był iście szalony. Kurwa powiedz no bo nie daje mi spokoju zrobiliśmy coś jeszcze po tym jak ścięliśmy ten domek elfi? - Na samą myśl o tym wydarzeniu wybuchnął rubasznym śmiechem, po czym nie żałując sobie wypił spory łyk piwa. - Ach tego mi było trzeba. Kac powiadasz kac! - Podrapał się po brodzie w zamyśleniu. - Może tego właśnie tutaj brakuje świadomości konsekwencji. - Umysł krasnoluda zaczął pracować na wysokich obrotach. Czyż bogowie nie wymagają poświęceń od wyznawców? - Każdy to przyjdzie na naszą bibę będzie musiał chcieć mieć kaca inaczej nie dostanie ani kropelki alkoholu. To doda pikanterii zabawie. Hm i niech będzie do picia sama gorzała. Najmocniejszy bimber jaki kurwa można wydestylować. Normalnie piekło w gębie. - Zrobił przerwę na łyk piwa. - Najlepiej żeby ktoś z naszych je zrobił, nim dojrzeje całe Undus będzie o nim marzyć. - "Tak kolejne wyrzeczenie, uświęcony czekaniem trunek hihi." stwierdził w myślach wojownik. - Trzeba tylko dopilnować by każdy o tym usłyszał. No i w końcu miejsce. Nie takie kurwa zwykłe. Zbudujemy własną kurewską pijalnie. - "Niczym ołtarz" - To będzie coś o czym długo będą gadać! - Dopił swoje piwo. - I co ty na to?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Krasnolud zamyślił się przez chwilę. Następnie wybuchnął niekontrolowanym, wręcz spazmatycznym atakiem śmiechu. Trwał on długo, aż w końcu po kilkukrotnym uderzeniu otwartą dłonią o blat stołu Berm opamiętał się i odkaszlnął kilka razy, kontynuując wypowiedź.
- To jest właśnie to, o czym mówię! Spontaniczne akcje osób, które wprowadzają powiew świeżości na tym skostniałym, ale jakże "doskonałym" świecie!
Uwadze Dalina nie uszło, że słowo "doskonałym" zostało powiedziane z ogromnym przekąsem.
- Potem wygrażałeś się jakiemuś krasnoludowi, wciąż trzymając ten topór. Przyrzekłeś, że niejaki Jarpal Lovgan zginie z twojej ręki, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja. A myślę, że ucieczka stąd, jak bardzo dziwacznie to nie brzmi, jest możliwa. Potrzebujesz do tego jednak boskiego wsparcia, a widzę, że skutecznie planujesz zdobycie go.
Piwo smakowało wyśmienicie, tym bardziej, że teraz mógł już sobie pozwolić na nielimitowaną jego ilość, wszak skończył wymagający trening.
- Wszystko, co mówisz, brzmi świetnie! Tak jest, poświęcenie to kluczowa kwestia w zdobyciu respektu tych u góry! Bo co to za składanie hołdów, kiedy w Undus każdy może to zrobić bez jakichkolwiek zobowiązań? Genialne pomysły! Sama gorzała, bez jakichś słabych, moczopędnych sików! A ta "kurewska pijalnia" może powinna mieć własne, jak nazwa wskazuje, kurewki? Wszak jak już się bawić i pozostawiać moralność przed drzwiami, to i ochota na panienkę lub dwie przychodzi! Co o tym myślisz?
- Ha więc tobie też ta kraina miodem i mlekiem płynące do gustu nie przypadła. - Dalin naprawdę zaczynał lubić krasnoluda. - Burdel chcesz z tego zrobić. - Uśmiechnął się dwuznacznie. - Chociaż... Orgia to czego nam potrzeba. Bez zahamowań. Kurwy wszelkiej maści. Tak to powinno przykuć Jego uwagę. - Dalin zachował jednak dla siebie myśl, że z tej okazji nie chciał by korzystać. - Ale tu w Undus to w ogóle macie kurwy?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Bo widzisz, Dalin... Nie ma czegoś takiego, jak kraina idealna. Nawet tutaj, na Wyspie Bogów, zdarzają się rzeczy, które negują utopijność tego miejsca. Już sam ten akt ścięcia, hahaha! Tego domku... No, te długouche raczej nie chciały tego, co nie?
Krasnolud wypił resztkę swojego piwa, po czym wziął i nalał sobie kolejnej porcji.
- Tak, dokładnie! Dziwki, dewiacje, kopulacje! Bez pohamowań, alkohol ma lać się strumieniami, a kurwy mają być ciasne jak przy pierwszym razie! Dodatkowy burdel związany z tą imprezą mało kogo będzie obchodzić, kiedy ma się swój własny, najlepszy burdel na kółkach, jaki widział świat! I tak, mamy kurewki, wiele, wszystkiej maści, do wyboru! Możesz przebierać, nawet najbardziej skryty fetyszysta odnajdzie coś dla siebie! Jedyną różnicą jest fakt, że tutaj dziewczynki robią to, bo chcą, a w Sorii robiły to, bo musiały! To już zależy od upodobań, czy komuś się to podoba, czy może nie.
Podniósł pełny kufel ku górze, ochlapując pianą pobliskie meble.
- Wypijmy za wszystkie kurwy tego świata i za orgię, którą nam tutaj sprowadzisz!
Kufle radośnie zastukały o siebie przy hucznym i jowialnym toaście. Żaden z krasnoludów nie przejmował się rozlanym piwem, które wyskakiwało z drewnianych naczyń. Wiedzieli że nawet, jeśli przez to miałby się przedwcześnie skończyć jakże zacny alkohol, to za chwilę uda się skombinować nowy, jeszcze lepszy.
Zawartość kufla przeleciała przez przełyk Dalina, lądując w jednym z czterech żołądków. Berm uczynił podobnie, głośno czkając przy pierwszym złapanym tchu.
- Cholera, ale takie wydarzenie nie powinno przejść bez echa! I powinien wiedzieć o nim cały świat, że gdzieś tam w Górach Środka Świata odbywają się najwytworniejsze, ale zarazem najbardziej frywolne popijawy, jakie tylko można sobie wyobrazić! Wiesz co, Dalin?
Podstawił antał raz jeszcze, nalewając zarówno berserkerowi, jak i samemu sobie do pełna.
- Nie mogę pozwolić ci na to, byś wyprawił tę skrupulatnie rozplanowaną libację tutaj, w miejscu, gdzie i tak wszyscy są, tfu, szczęśliwi i gdzie zapomną o wszystkim po miesiącu, jak nie wcześniej. Musisz się z tym udać z powrotem do Sorii i tam pokazać swojemu bogu, że jesteś jego godnym wyznawcą! Nieważne jak to zrobisz, ale masz dopiąć swego!
Dalina zaskoczyły słowa Berma. Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć i wpatrywał się z szeroko otwartymi oczami w krasnoluda. Nie mógł uwierzyć, że ten świat aż tak nudził jego towarzysza. W końcu rzekł:
- Jeżeli znajdę sposób by wrócić. - Głos krasnoluda był stanowczy i pewny. - Dołożę wszelkich starań by spełnić tą wizję, jak tylko dokonam zemsty. Masz na to moje słowo. - Położył prawą rękę na sercu. - Urządzę w Sorii wielką orgię na cześć Brimmigara!
Kolejny raz opróżnił kufel jednym haustem, by następnie z impetem uderzyć nim o stół.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum