TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Legenda] Ostatni Dom
Autor Wiadomość
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2015-10-29, 01:00   [Legenda] Ostatni Dom

- Soria... kraina legendami siana, których plon zbierają minstrele w postaci srebrnych sztuk płaconych za przypomnienie o tym co było albo być mogło. Ponoć Soria zaczyna się od Sacterry, wielkiej wyspy na Morzu (obecnie) Imperialnym, jest oblana Oceanem od zachodu i grzęźnie w piaskach Ergu na wschodzie. Niewiele jednak powiedzieć można o północy, a to może dlatego, że nasi podróżnicy nie zapuszczają się dalej jak do wybrzeży Elidionu.
- Dobrze, dobrze Estrish, ale zbyt dużo w tym przypuszczeń. Opuść słowo "ponoć" i zastąp je bardziej konkretnym. Nie mamy tutaj zamiaru zdradzać faktu bajania przez rozpoczęciem pytań słuchaczy. Poza tym naszym przyjaciołom może nie spodobać się nazwanie Morza Imperialnego "Morzem obecnie Imperialnym".
- Mistrzu Arla'Tharze, ale ja nie miałem złego zamiaru. Poza tym wydawało mi się, że takie przeinaczenie nazwy morza wywoła niemały uśmiech na twarzy tych, którzy dumnie uważają, że je zdobyli.
- Uśmiech będzie, ale po tym jak zostanie wyrwany twój język.

Konwersatorium poetyckie trwało w najlepsze, gdy mistrz rzemiosła oratorskiego Arla'Thara maglował swego ucznia z podstaw snucia opowieści. Nie były to spokojne czasy w Esendii, zwłaszcza po tym, gdy pół miasta legło w gruzach. Niepokój nie wynikał jednak z faktu, że podburzony tłum babrał się krwią w co rusz urządzanych tumultach na krasnoludach, lecz z tego powodu, że architekci i deweloperzy walczyli w wielu bitwach odbywających się w magistraturze, gdyż wielu chciało położyć łapska na tak kuszącym kawałku już rozbrojonej z zabudowań ziemi, jaką była część slumsów. Prześcigali się oni w swoich wizjach zbudowania aren, parków i wielkich pawilonów, a wszystko to było wsparte na fundamentach ubitych z aktów korumpowania urzędników. Arla'Thara wyciągnął mapę i rozwiesił ją na ścianie sali ćwiczeniowej.



- Skąd mistrz ma tą mapę? - Zapytał zdziwiony adept. - Po pierwsze mam "tę" mapę, a po drugie to oficjalnie jej nie mam. - Odrzekł bez emocji w głosie. - A co to jest to na wschodzie, to "Milirithien"? - Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz. Zresztą... dla ciebie i tak poświęciliśmy zbyt wiele czasu. Ygil! Teraz poćwiczymy twoją opowieść. Co tam dla nas przygotowałeś? - Wtem zza drewnianej ławy wstał ubrany niezgorsza człowiek. - Prawdę. - Rzek wstając. - To dobrze. Przynajmniej wiesz jak zainteresować tematem. Ilu głównych bohaterów? - Wliczać tych, którzy umrą w kolejnych wersach? - Dobrze, dobrze. Krew jest w modzie. Zaczynaj więc swoją opowieść o północy...



Ostatni Dom


Chłód.

Przenikający do kości i wyrywający mięśnie z ciała. Północ nie jest tak rozkosznie ciepła jak chcieliby niektórzy marzyciele. Za naszą północną granicą są Środkowe Królestwa, a za nimi morze niespokojne od sztormów. Dalej jest ląd, który nazywamy Elidionem, a jego północną rubieżą są góry, które ponoć okalają całą naszą planetę pierścieniem. Korona Świata wiecznie biała od lodu. To co jest dalej znane jest nielicznym. Spoglądając na niebo w nocy widzimy stojącą gwiazdę wskazującą zawsze północ. Bogowie dali imię tej gwieździe Ayonia Nychta, a wolą ich najwyraźniej było, aby na wieczność zastygła ona ponad krainą, której użyczyła ona swego imienia. Wszyscy, którzy choć raz postawili w niej nogę, na wieczność już musieli nosić ją na swych barkach. Nim jednak idąc przełęczą Złamanych Serc można było nacieszyć swe oczy wieczną nocą, należało się zatrzymać, aby ostatni raz zażyć spokoju. On był tam pierwszy.


Śnieżyca.

Płatki śniegu wpadają do oczu, które im ciaśniej zamykane, tym mniej rejestrują świata. Śnieg zasypuje świat w trochę inny sposób, niż na południu. Wzrusza albo po prostu wymraża z oczu łzy. Ostry wiatr nie daje chwili wytchnienia.

Dwie kolumny pokryte symbolami, które mogłyby być wyczuwalne przez dłonie, gdyby nie fakt, że są zmarznięte niemiłosiernie. Wzrok mógłby je przeczytać, ale oczy mający nad nim władzę są obecnie w areszcie śnieżycy. Ryzyko. Bohaterowie jednak ryzykują.

Śmiałek przekroczył linię dwóch kolumn i szybko znalazł się w dość szerokiej, nienaturalnej jaskini, którą przeszedł ponad 50 kroków po zasypanym śniegiem chodniku. Wiatr uderzał go w plecy, wdmuchiwał do środka, a jednocześnie jakby wyrywał mu zimowe ubrania - "One należą do mnie!" - Wiał najęty. Drewniane, okute zimnym żelazem drzwi na środku ściany okazały się być zdolne do otworzenia od wewnątrz. Cóż pozostało więc innego jak wejść? Wszedł.

Krasnolud był oprószony zmarzniętym śniegiem, gdy stał na balustradzie. Po swej prawej stronie miał schody prowadzące rzecz jasna w dół, a przed sobą rozległy hall. Podłoga wyłożona ciosanym kamieniem i drewnem, sufit z litej, zimnej skały. Na środku zaś palenisko nad którym w skale wyrzeźbiono głowę smoka zwisającą od samego sufitu. Smok ten miast zionąć ogniem zdawał się wciągać dym i unoszące się ku górze drobinki żaru. Po prawej stronie kontuar za którym siedział wśród beczek lodowy krasnolud o ciosanej chłodem i malowanej piegami twarzy. Przed nim zaś przy kontuarze trzech innych krasnoludów lodowych ubranych stosowanie do atmosfery z zewnątrz, rozebrani do atmosfery z wnętrza. Wszyscy niemal jednocześnie odwrócili spojrzenia na przybysza.
- Kim jesteś wagabundo i co cię sprowadza do Ostatniego Domu? - Zapytał stojący za kontuarem rudobrody krasnolud.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-10-29, 02:18   

W końcu po długiej wędrówce w śnieżnej zawiei Dalin natrafił na ślad cywilizacji. Już miał po dziurki w nosie tego przeklętego śniegu. Krasnoludy winny siedzieć pod ziemią, a nie trząść dupą z zimna mrozie. Po cholerę w ogóle udał się w te strony? W pogoni za niesprawdzoną plotką o wielkiej ucieczce z koloni karnej w Górach Granicznych... Przecież wszyscy wiedzą, że kto raz trafi do koloni żywy z niej nie wróci. A jednak Dalin cieszył się nie skrępowaną wolnością. Jemu jednak udało się uciec jedynie dzięki interwencji bóstw. Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia. Chcąc, nie chcąc Dalin musiał porzucić swoich towarzyszy niedoli... Do nie dawna sądził, że nie ma dla nich ratunku. A jednak parę miesięcy temu usłyszał, że trójce więźniów udało się zbiec. Jakże to było budujące, że dokonali tego jego dawni kamraci.: Ghathnar, Varruk i Ygdgrim. Podobnież zbiegli na północ... A on co oczywiście bez zastanowienia pognał w te strony, by im pomóc....

Krasnolud jak najszybciej przekroczył próg i zatrzasnął za sobą drzwi. Następnie otrzepał się z tego przeklętego śniegu, dbając przede wszystkim o swoją gęstą rudą brodę. Jak już doprowadził się trochę do porządku rozejrzał się po pomieszczeniu. Smok przykuł jego uwagę, ale jeszcze bardziej kontuar. Rudzielec uśmiechnął się pod nosem. W końcu jakiś uśmiech losu.

- Zwą mnie Dalin. Poszukuje schronienia i strawy. Trochę alkoholu też nie zawadzi. Wszak trzeba się trochę rozgrzać, bo na zewnątrz pizga niemiłosiernie. - Krasnolud wybuchnął rubasznym śmiechem. - Szukam też towarzyszy, może tędy przechodzili. Jeden z nich ma gębę całą poharataną bliznami. Może panowie go spotkali? Ciężko go przeoczyć!
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2021-09-27, 10:14   

Błękitne oczy lodowczyków spoglądały na Dalina, gdy ten pokonywał kolejne stopnie schodów, a buchający żar paleniska zdejmował z niego drobinki zewnętrznej aury zamieniając je w mokre wspomnienie. Tak kapiący krasnolud zszedł na poziom najniższy i po drewnianej podłodze zbliżył się do szynkwasu, przy którym gospodarz już nalał do byczego rogu pieniącej się mikstury podgrzanej w kociołku zwisającym na smoczym zębie.

- Ten pierwszy z prawa gościny. – Rzekł rudobrody gospodarz.

Wszyscy krasnoludowie byli obnażeni od pasa w górę. W żarze błyszczały na nich krople potu, wytopione od zbyt wysokiej jak na ich standardy temperatury. Dwóch krasnoludów siedzących przed gospodarzem patrzyło na przybysza uważnie, a ten ostatni o brodzie w kolorze śniegu i nutach błękitnych nie tylko w oczach, lecz również na skórze, już wrócił spojrzeniem do swej miski, z której rzeźbioną w kości łyżką wyjadał gęstą zawiesinę, identyczną jak ta, która została przed chwilą nalana do rogu.

- Nikt tu nie zawitał, prócz nas i ciebie słoneczny ziomku, od trzech dni. – Mruknął najbliżej siedzący blond brody lodowczyk. Przejechał kciukiem po kąciku swych ust i wskazał na beczki przy gospodarzu. Ten pchnął w kierunku Dalina jedną pustką beczkę, dostosowaną wysokością do tego, aby krasnolud mógł usiąść przy kontuarze. Wszyscy goście siedzieli na podobnych beczkach, przy czym nie było jasne, czy te trzy puste beczki i czwarta teraz pchnięta zostały opróżnione podczas ichniejszego posiedzenia.

- W ogóle rzadko mam tu gości. Cóż innego robić w tych stronach, jak pójść w głęboką noc Ayonii Nychty? – Uśmiechnął się swoim wiekowym uśmiechem rudobrody. – No, ale że słonecznik przyjdzie tu, to nie myślałem, że trafi mi się to więcej razy w życiu, jak tylko raz. A tyś drugi. Pierwszy już dwie dekady temu wyszedł w głęboką noc i chyba mu się spodobała, bo jeszcze nie wrócił. Nazywał się tak, Golvin… Zrywacz Kapturów… Torjovssonn… - Wydukał szukając w pamięci nazw gospodarz. – Tak, na pewno tak. Może to twój krewniak? – Zapytał co spowodowało delikatny ruch ust siedzących naprzeciw niego dwóch lodowczyków. Ten delikatny ruch można było poczytywać za uśmiech i był to bodaj maksymalny wymiar radości na rzeźbionych lodem twarzach.

- Słyszycie? Jeszcze ktoś idzie. – Powiedział odwracając się do drzwi ponad schodami siedzący za blond brodaczem niemal błękitno-brody krasnolud, z starą siną szramą na czole. Jego spleciona w warkocz broda, usztywniona szpilkami z kości i ściśnięta od dołu klamrą w kształcie czaszki, majestatycznie zakołysała się, gdy tylko odwrócił on głowę. – Nigdy nie było tu gości. – Dodał po chwili. Dalin zaś dostrzegł, że gospodarz, delikatnym ruchem ręki zmniejszył dystans między sobą, a naładowaną kuszą, którą trzymał przy kontuarze. Z perspektywy wysokości schodów nie była ona widoczna, ale z bliska już tak. Minęło kilka chwil i drzwi się ponownie otworzyły.

Śmiałek przekroczył linię dwóch kolumn i szybko znalazł się w dość szerokiej, nienaturalnej jaskini, którą przeszedł ponad 50 kroków po zasypanym śniegiem chodniku. Widać było na chodniku wyraźne ślady butów. Ktoś tędy przechodził, ledwo chwilę temu, lecz przed jaskinią nie było widać żadnych śladów. Wiatr musiał je zasypywać tak szybko, że po prostu gubiły się dla świata, a panująca zamieć i tak blokowała wzrok na więcej jak trzy kroki. Uroki tych stron. Wiatr uderzał go w plecy, wdmuchiwał do środka, a jednocześnie jakby wyrywał mu zimowe ubrania - "One należą do mnie!" - Wiał najęty i sprawiedliwy dla każdego podróżnika, lecz teraz musiał zmagać się z jednym ciepłym podmuchem, który blokował mu wędrówkę w głąb jaskini, czyli tego miejsca, z którego dochodził teraz chwilowy zapach dymu. Drewniane, okute zimnym żelazem drzwi na środku ściany okazały się być zamknięte, ale ślad na podłodze świadczył o tym, że można było je otworzyć. Cóż pozostało więc innego jak otworzyć je i wejść? Wszedł.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2021-09-27, 15:28   

- Dzięki! – Rudzielec złapał róg i opróżnił połowę jednym haustem. – Ach tego mi było trzeba!

Krasnolud ręką zatrzymał pchniętą beczkę i ustawił tak by mógł sobie klapnąć. Mężczyzna zrzucił z pleców ciężar plecaka podróżnego, składając go obok beczki służącej za zydel. Następnie rozdział się z płaszcza i cisnął go na plecak. Po czym oklapł z ciężkim cielskiem na drewnianą beczkę, a ta zaskrzypiała załośnie.

-Słoneczny! Ha! Dobre sobie! Słońca to już dawno nie widziałem! Nic tylko lud i śnieg. – Znów pociągnął potężny haust z rogu. – O gościa zadbać potraficie… Golvin…. Golvin… - Podrapał się w zadumie po gęstej rudej brodzie. – Chyba nie kojarzę…

Rozmyślania przerwał dźwięk kroków na zewnątrz. Dalin wyłapał ruch gospodarza w stronę ukrytej za szynkwasem kuszy. Widać nie wszyscy goście szanują tu prawa gościnności. Wojownik położył rękę na rękojeści topora i odwrócił głowę w stronę drzwi, czekając w napięciu co się wydarzy.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2021-10-03, 18:22   

Fantomowy odgłos otwieranych drzwi i cisza. Pięciu krasnoludów przy szynkwasie zwróciło uwagę na drzwi i na gościa, którego nie było. Drzwi pozostały zamknięte, tak bardzo, jak bardzo pozostawił je zamknięte Dalin. Coś ewidentnie odbiło się od tych drzwi i powróciło w lodową krainę wywołując zdziwienie i nieprzyjemne uczucie nienaturalności. Lodowi krasnoludowie szybko jednak zrzuci z siebie tę zasłonę niewiedzy i poparzyli po sobie, a później na Słonecznego Kuzyna, aby w końcu zwrócić uwagę na gospodarza.

- Mänhir. – Rzekł krótko gospodarz ostatniego domu. – Widać dla naszego gościa ostatni dom jest pierwszym domem. – Pokiwał brodą z nieskrywanym zdumieniem, może nawet podziwem. – Rzadkie zjawisko.

- Co ty pleciesz? Nie strasz przybysza, bo jeszcze weźmie to na poważnie. Jaki mänhir? Przecież niemożliwe, aby ten dom był pierwszym, skoro jest to ostatni dom! – Wykrzyczał ten o blond brodzie.

Gospodarz wykrzywił usta, lekko, szyderczo. Opuścił wzrok do rogu, który podniósł i począł go wycierać ścierką, aby dać chwilę blondynowi na ochłonięcie. – Mänhir. – Rzekł powtórnie. – Będzie nawiedzał naszego przybysza za złamanie prawa gościny.

- Poważnie Bunlo, to mógł być mänhir. Hogbom wie co mówi, w końcu lepiej zna się na prawach gościny. – Rzekł ten o błękitnej brodzie do tego o blond brodzie, a ten znów spojrzał na krasnoluda o śnieżnej brodzie szukając sojusznika w swojego sceptycyzmu. – I nie patrz na Olvo! Spójrz na gościa, co zyskał mänhira. – Kontynuował krasnolud.

- Daj spokój Lurgrukarze! – Obruszył się blond brody krasnolud. – Przybysz nie może być z tak bliska, aby ostatni dom był pierwszym. – Mówiąc to spojrzał na Dalina.

A Dalin wnet poznał imiona wszystkich tu zgromadzonych. Milczący Olvo o śnieżnej brodzie, obok niego siedzący Lurgrukar o brodzie w odcieniu bliskim błękitowi, przy nim zaś Bunlo o blond brodzie i przed nim gospodarz miejsca Hogbom o brodzie rudej. Wszyscy prócz Olva właśnie na niego patrzyli, a w tych spojrzeniach dostrzec można było politowanie.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2021-10-13, 11:33   

- Co do czorta?

Mruknął pod nosem słysząc jak coś uderzyło od drzwi. Zdumiał się wielce słuchając wymiany zdań wśród lodowczyków. Manhir kompletnie nic mu nie mówiła. Powiódł strapionym wzrokiem po wszystkich zgromadzonych.

- Jaki kurwa Manhir? Mówcie jaśniej nic z tego nie pojmuje. – Pod irytowany krasnolud przejechał ręką po rudej brodzie. - I jakże uchylił prawu gościnności do diaska?!
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2022-01-05, 22:47   

Mänhir. – Pierwszy raz odezwał się śnieżnobrody Olvo. – Cień wyziębionych, który będzie ścigał do lodowej śmierci. Ściągał skóry podczas snu, gasił ogień, zamykał mrozem zamki drzwi, plątał drogi w śnieżycy i wył w nocy, by zwabić najgorsze bestie. – Słowa Olva wprowadziły wszystkich w ponury nastrój, aż opuścili wszyscy swoje spojrzenia. – Trzeba było uszanować prawo gościnności, po przekroczeniu progu wycofać się i zawołać wszystkich, co na mrozie zostali, że oto jest przybytek, w którym można się ogrzać. Wejść krok, przywitać się, a dopiero wtedy zamknąć drzwi. Teraz już tylko mänhir oplecie wędrowca mroźnymi szponami i zgasi jego żywot. Tako się stanie lub mój wnuk zostanie botanikiem.

Rudobrody Hogbom uśmiechnął się szyderczo. – Botanika to tu nie będzie, ale nawet jakby był, to twoja córa wpierw musi kogoś powić lub ty znaleźć sobie nową kobietę. Ani na pierwsze, ani na drugie się nie zanosi… ale Bunlo ma rację, nie straszmy przybysza. - Skwitował przywracając swej twarzy powagę.

Olvo jednak już milczał, zajęty tym, czym był zajęty w głębi swych myśli, Bunlo przetarł spocone czoło od stresu, Lurgurkar wziął głęboki oddech, a Hogbom zapytał - To co planujesz Dalinie? Jak wykorzystasz swoje ciepło? - Wyjaśnił przy tym przybyszowi z południa - Możesz tu zostać tak długo, jak to konieczne, ale wiedz, że niebawem zbieracze - skinął głową na trójkę swych gości siedzących naprzeciw - ruszą korzystać pierwszego blasku, a Ostatni Dom będzie pusty jak spojrzenie zmarzlaka.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2024-07-29, 11:56   

Kufel zastygł przy ustach zdziwionego krasnoluda. Rudzielec zerknął zdumiony po towarzyszach rozmowy. Nigdy wcześniej nie słyszał takich zwyczaju i stworze. Po prawdzie był to jego pierwszy kontakt z krasnoludami lodowymi. Jednak mieszkanie na szczytach świata sporo zmienia.

- Khmm… - Odkrzyknął krasnolud. – Wybaczcie nie znam waszych zwyczajów. W dolnych partiach nawet zimą mróz nie jest tak przeszywający. Na pewno kurwa nie przemykają się cienie wśród śnieżyc… Manhir… Można coś uczynić by odegnać tego ducha? - Popatrzył pytająco po zgromadzonych przeczesując brodę. – Opowiedzcie co czynić mam. Nie znam ani waszych zwyczajów ani jak poruszać się po ośnieżonych szczytach. Cholera… Nie chciałbym uchybiać gospodarzą ani ich narażać. Zwłaszcza tak godnie przywitali strudzonego wędrowca. – Pochylił głowę z szacunkiem. – Jak już mówiłem poszukuje towarzyszy. Ponoć zawędrowali na północ w wysokie partie gór. Mówicie, że nikt tędy ostatnio przechodził… - Rudzielec skubał swoją brodę w zamyśleniu. – To nie wiem co czynić... Liczyłem, że tutaj znajdę jakieś wskazówki. Wiecie może kogo można by jeszcze rozpytać o nich?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group