TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Trzy kroki w pustkę
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-15, 19:28   Trzy kroki w pustkę

to naprawdę piękna historia, godna ballad, opowieści, wykładania na uniwersytetach, materiał na dziesiątki ksiąg. Wojna pełna zwrotów akcji, noży wbitych w plecy i heroicznych czynów. Wojna pełna brawury i magii, wojna ludzi, elflinów, elfów zielonych i krwawych, krasnoludów, każdy miał tam swój udział i każdy chciał coś osiągnąć i nikt nie wiedział, kto ma jakie intencje, kto komu służy, kto kogo wesprze, a kto kogo zdradzi. Szkoda, że miało to miejsce w Erxen, w miejscu na skraju szeroko znanej nam cywilizacji. Niby tak blisko, a jednak tak daleko. I to nie przez to, że od serca Imperium do jeziora Erx dzielą nas setki kilometrów. To przez to, że taka drobna rzecz, nieistotna wręcz, która powinna przepaść gdzieś w pamięci, rozejść się po kościach, zapoczątkowała jednak lawinę wydarzeń, której nie dało się już zatrzymać, której nawet nikt już nie próbował kontrolować, a wielu z tych, którzy próbowali, przepadli na zawsze. Nienawiść rodzi nienawiść, jak to mówią. Oko za oko. Tam, w Erxen, gdzie mogło się wydawać, że to kruche państwo w końcu się ustabilizowało, w ciągu zaledwie paru lat… Ach, ależ nie zdradzajmy zakończenia! To dopiero początek historii, wtedy chaotycznej, gdzie nikt nie wiedział, kto po czyjej jest stronie. Tak naprawdę nic nie było takie proste i nic nie było biało-czarne, a raczej cały malowniczy Erx zalany został szarością. Jak to zawsze bywa we wszystkich konfliktach. Dlatego w tej historii nie będę mówił, kto miał słuszność, kto dzierżył boski mandat, kto powinien był wygrać. W tej opowieści skupię się na faktycznych wydarzeniach, a własne stanowisko obierzecie już państwo sami.




Trzy kroki w pustkę
Kroniki Finroda, Krzesimira i Leandry – wprowadzenie





Zapadno, 11. dzień Merris, rok 380. Wieczór.

Zapach ciepłej kaszy unosił się w powietrzu.

Tego wieczora w karczmie „Pod złotym burakiem” nie było wiele ruchu. O, właściwie do południa nie było ani żywej duszy. Prócz samego Krzesimira, który tego dnia sam obsługiwał lokal. Dopiero potem, w okolicach popołudniowych przybyło trzech gości – patrząc po gębach i ekwipażu byli to jacyś niżsi żołdacy, na posłudze jakiegoś rodu. Nosili żółte płaszcze upstrzone czarnymi snopami zboża. Mieli lekkie zbroje, miecze, ale nie wyglądali na takich, którzy mieliby z nich skorzystać. Wręcz przeciwnie, wyglądali jakby przybyli tylko w jednym celu. Odkąd usiedli, tak kolejki piwa i jadła nie przestawały być zamawiane. Rozmawiali, śmiali się. Mieli pieniądze i hojnie się z nimi obchodzili. Krzesimir nie wiedział, komu służą. Kojarzył ten wzór i mógłby przypuszczać, że jest to jakiś ród z Zapadna, może gdzieś z północnej jego części. Jednak pewności nie miał.

Musiał na moment się zamyślić i nawet nie zauważył kolejnego gościa, który właśnie usadowił się w kącie gospody. Była to elfka i choć samo to nie przykuło tak znaczącej uwagi, to jej zamknięty w wiklinowym koszu, szczebioczący czarny ptak już tak. Ptak oraz wielki pies, który siedział obok z wystawionym ozorem.




Krople deszczu leniwie ściekały z ubrań.

Leandra odnalazła przydrożną gospodę pod wieczór, zmęczona całodniowymi poszukiwaniami. Z mizernym skutkiem. Karczma ta była skromna i niewielka. Parę stołów, parę zydli, palenisko, małe zaplecze kuchenne – ot właściwie tyle. Wystarczająco miejsca, by komfortowo pomieścić tuzin osób, jednak i dwa tuziny by się wcisnęły, gdyby zaszła taka potrzeba. Leandra spojrzała na trzech żołdaków w jakichś żółtych płaszczach, a oni spojrzeli na nią. Wymiana spojrzeń trwała krótką chwilę, po czym wrócili do rozmowy i picia. Chociaż jej niecodzienny inwentarz przykuł uwagę, drewniane kufelki musiały być bardziej angażujące.

Prócz wojaków w środku przebywała jeszcze jedna osoba – rosły i szeroki mężczyzna, z jakąś ścierą zwisającą mu z kieszeni. Ewidentnie właściciel tego przybytku. I właśnie się do niej zbliżał.
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2018-09-17, 19:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-17, 19:09   

Monotonne odgłosy deszczu działały na Krzesimira usypiająco. Dodatkowo ruch słaby, więc piwo musiał sam pić, żeby się nie zmarnowało. Pół dnia siedział przy kominku, wpatrując się w ogień, a drugie pół przecierał najbardziej zakurzone kufle z tylnej części kontuaru, do której nigdy nie sięgał. W sumie to nie robił tego pół dnia - po trzech kuflach stwierdził, że przybytek i tak nie pomieści takiej ilości ludzi, żeby wykorzystać wszystkie je wszystkie, więc wsunął szmatę w kieszeń i znów się zamyślił, słuchając mżawki stukającej o ściany karczmy.

Wtem, istny huragan emocji, głosów i gestów zjawił się w izbie. Z początku drzwi otworzyły się wpuszczając chłód wiosennego wieczora, ale gdy już się zamknęły… Oh! Jakże on na to czekał! Trzech gości, żołdaków - Tacy są najlepsi. Rozgadani, zwłaszcza gdy jakaś wojaczka - nie wiadomo kiedy nadejdzie ich dzień. Nie boją się wydawać pieniędzy, bo gdyby jeszcze tego się bali to już by z tej sumy strachów nasrali pod siebie i nigdy nie wrócili na front. Gadali dużo - najczęściej łgali jak psy, byleby jaką dziewke przygruchać albo kolegom zaimponować. Ale komu tam! Gwar ludzi to były najpiękniejsze odgłosy! A może jaka bitka z tego wyjdzie? Podał trzy piwa. Nie pytał nawet, podszedł z trzema pełniutkimi kuflami zanim jeszcze zdążyli się dobrze rozłożyć przy stole. On znał takich. Sam by tak chciał, wchodzi do karczmy a tam już piwo czeka. A jak nie zapłacą? To już po ryju i chociaż zabawa przednia, jak pieniądzów nie ma. Jak nie monetą zapłacą, to zębem wbitym w karczemną podłogę.

I tak mijał czas - piwo za piwem. Krzesimir usadził swoje wielkie cielsko na wysokim stołku za kontuarem i oparł głowę na dłoniach wielkich jak bochny chleba. Wsłuchiwał się w słowa żołdaków, mimo że wiedział, że takie pachoły to żadnych ciekawych informacji na temat burd na północy, o których ostatnio słyszał, nie będą mieli. Oni mogą plotkować kto ostatnio świerzbu dostał albo jakąś dziewke przydrożną do namiotu ściągnął. Proste ludzie, proste problemy, proste rozwiązania.

Z letargu wybudził go chłód wdzierający się do izby przez otwarte drzwi. Całe szczęście szybko zamknięte - musiał i tak niedługo dorzucić do ognia. Rzucił spod leniwych powiek na przybysza… Przybyszkę. Elfka jakaś, otobołowana, ze zwierzyńcem całym, ptak, pies. No i kurwa znów będzie jebać mokrym kundlem w całej karczmie. No już, niech będzie, najwyżej się wyjebie za drzwi jak będzie za bardzo śmierdział, albo będzie za głośny. Ptaszysko też kurwa se wymyśliła. To już był gość z tych bardziej nieprzewidywalnych. Przynajmniej jak na myśl Krzesimira. Piwa więc nie nalał od razu. Podniósł się ciężko ze stołka. Wytarł łapy w ściere i schował do kieszeni. Nie wiadomo co brudniejsze - czy ta ściera, czy jego ręce. No ale komu tam! Podszedł.

Co bydzie?


Elfka uniosła wzrok na jegomościa i oboje mogli się sobie przyjrzeć. Popielate proste włosy zostały zgarnięte za szpiczaste ucho. Jej blade lico rumieniło się na policzkach i nosie, gdzie niewielkie usta podobnie się odznaczały. Okrągłe oczy nie mogły wyratować właściwie przeciętnej urody, nawet na atuty jej rasy. Najgorzej miał się jej wyraz twarzy. Gdy dla kobiety najlepszym makijażem jest uśmiech, to przybyszka najwidoczniej miała na niego uczulenie. Co prawda można było za to winić zmęczenie, lecz zdecydowanie elfka nie była dziś w sosie.

- Kasza... Bardzo ładnie pachnie - odezwała się przyjemnym głosem i o dziwo był on całkiem przyjazny, a sama maniera mówienia sprawiała wrażenie całkiem otwartej osoby. - Miska będzie w sam raz. Co prawda... Niewiele mi zostało, ale powinno starczyć - dopowiedziała miękko po czym spoglądając na czworonożnego towarzysza, sięgnęła do plecaka całkiem zręcznie dostając się zapewne do swoich szczupłych zasobów finansowych.


Cóż ujrzała elfka gdy skierowała swe okrągłe oczy na mężczyznę? Ach! To był chłop jak zwał! Ponadprzeciętnych wymiarów, zarówno wysokości jak i szerokości. Wielka gęba, wielka klata, wielkie dłonie. Patrząc na nowoprzybyłą zacierał ręce wyczekując na zamówienie. “Piwa, wódki, strawy, panie Karczmarz!” już słyszał gdzieś w głowie, widząc szpiczaste ucho. Przeto elfy bogate, majętne, no i z pewnością dużo jedzą. Długo żyją to i jeść też dużo muszą. Proste.

- No raczej, że ładnie pachnie. Matula robiła, nie? - wyszczerzył brudne zęby w dumnym uśmiechu - robi się panienko, kasza raz! - Na ten sygnał obrócił się w miejscu i podszedł do paleniska z wielkim parującym garncem kaszy. Nałożył łychę, nie za dużo, bo widać, że kobieta groszem nie śmierdziała. Ale mało też nie, bo przecież nie był z tych karczmarzy co oszczędzali na klientach. W drodze powrotnej do stolika elfki zgarnął z kontuaru drewnianą łychę i zanurzył ją w gęstej, lepkiej kaszy.

No i masz - powiedział kładąc michę przed elfką.


Wyprostowana dłoń zawisła w powietrzu w oczekiwaniu na zapłatę. I ta znalazła się w owym miejscu już zawczasu przygotowana. Pół obola stanowiło pokaźną część zasobów zmartwionej elfki. Ta poruszyła ustami jakby w uśmiechu, którego nigdy nie było. Dłonie objęły miskę a elfi nos obniżył się lekko, by wyczuć dokładnie zapach posiłku. Nim jednak palce objęły łyżkę jej wzrok uniósł się do karczmarza.

- Macie tu dużo klienteli? - odezwała się melodyjnie, choć bardziej z własnego obowiązku, niż dla rekreacji. - Dużo stałych bywalców...? Pamiętacie może przejezdnych...?

A cóż to Pani, taka ciekawa? - odpowiedział, ni to miło, ni przyjaźnie - U nas goście mogą być pewni,
że byle komu o ich obecności nie powiemy! - żachnął się i wrócił do kontuaru, który od razu zaczął energicznie przecierać, mimo że czystszy już na pewno nie będzie. Zwłaszcza, gdy próbuje się go wytrzeć brudną szmatą. A owszem, przychodzili różni, których kojarzył mniej lub bardziej, ale co było elfce do tego?


Gdy tylko krótka, pragmatyczna wymiana zdań dobiegła końca, każdy z rozmówców zajął się swoimi sprawunkami. Elfka skupiła się na kaszy, a człowiek – na przecieraniu blatu. I tak zleciało parę chwil, przeciętych jedynie głośnymi spazmami śmiechu trzech lekko podpitych gości. Rozmawiali oni o kompletnych głupotach – o dziewkach, o pieniądzach, o niedawnych świętach, które hucznie celebrowali. Pili też często za zdrowie niejakiego Borislava dekuriona, z tylko im znanego powodu. A uśmiech nie schodził im z ust, chociaż oczy coraz częściej spoglądały w kierunku Leandry.

A gdy można by pomyśleć, że leniwa, wieczorna atmosfera pozostanie taką do końca, drzwi otworzyły się na oścież, a do środka wkroczył cienki jak trzcina, chuderlawy jegomość. Półelf. Dobrej jakości ubrania, torba podróżna przerzucona przez ramię i małe okularki, przez które drobne, szkliste oczka zdawały się zaglądać w każdy kąt karczmy. Nie miał żadnej broni, zbroi, a przynajmniej nie miał takowych na widoku. Szybko podszedł pod sam kontuar, spoglądając na Krzesimira. Uśmiechał się jak dziecko, które miało zaraz otrzymać cukierek.

- Witam szanownego pana! Jestem Nikolay Holubek, magister nauk tajemnych, matematyki i logiki. Do usług! Czy mógłbym prosić o talerz czegoś ciepłego, a także o jakieś dobre wino, jeśli można?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-18, 07:36   

Szanownego Pana! Też coś. Ostatnim, czym Krzesimir był, to szanowny pan. Odpowiedział jednak chudzielcowi uśmiechem.
To ja witam w naszych skromnych progach wielce szanowny panie - formułkę wyuczoną już miał od
dawna, specjalnie przygotowaną na takie przypadki jak ten, który właśnie przed nim stał. - Krzesimir Ivanowicz, - skłonił czoło na tyle dostojnie jak było to możliwe biorąc pod uwagę jego wielką tuszę. Uśmiechnął się jeszcze szerzej na myśl jak dumni by byli rodzice, gdyby go teraz widzieli - Majster ze mnie żodyn, ale zrobię co mogę, hehe - zaśmiał się i uśmiechnął jeszcze szerzej, biorąc do ręki miskę i kierując się w stronę paleniska - Proszę się rozgościć, już wszystko podaję. Może tu do ognia - wskazał palenisko - dorzucę zaraz drwa jakiego - Nałożył konkretną porcję kaszy i położył na stole, przy którym usiadł jegomość.
Był to jeden z pozostałych pustych stolików, uplasowany między żołdakami a paleniskiem.
Rzadko kto u nas wino bierze - powiedział do mężczyzny schylając się pod kontuar by wyciągnąć butelkę czerwonego trunku. korek, zalany od góry woskiem wyskoczył bez większego oporu, w starciu z wielkimi łapskami Krzesimira - Własnej roboty - dodał, stawiając butelczynę wraz z najmniej wyszczerbionym kubkiem, jaki udało mu się znaleźć - Dwa obole i pięć grosików, wielce szanowny panie - zakończył, wyciągając wyprostowaną w wyuczonym geście dłoń.


Mężczyzna podrapał się po brodzie, po czym sięgnął do paska. Wyciągnął z niego pięć oboli i położył na blacie.
- Proszę – oznajmił przyjaznym głosem. – Daję już pięć, za posiłek oraz za nocleg. Oczywiście można u państwa nocować? I jakbyście jeszcze mogli koniem się moim zająć, schować go gdzieś na noc przed deszczem… Uwiązałem go tutaj przed wejściem. Mam nadzieję, że o nie za dużo proszę? Sporą drogę przebyłem, prosto z Hristogradu, i jeszcze długa droga przede mną…

Ależ nie panie, oczywiście, wszystkim się zajmę - pokłonił czoło, zbierając szybko monety z blatu stołu, zanim elflin się rozmyśli. - Nocleg tylko w tej izbie, panie, mała to karczma, jak sam pan widzi - rozejrzał się wokół jakby izba miała nagle się dzięki temu kilkukrotnie zwiększyć. Monety zgrabnie znalazły swoje miejsce w krzesimirowej kieszeni. - Zaraz poślę kogoś do pańskiego konia, przenocujemy go w stodole.
Szare komórki Ivanowicza pracowały na najwyższych obrotach, by wykrzesać z siebie tak dużo poprawnie wypowiedzianych słów. Dobrze, że miał pretekst do oddalenia się od stołu przy którym siedział wykształciuch.
Wyjrzał przez drzwi, gwizdnął przeciągle i zawołał przygłupiego Ivana mieszkającego niedaleko karczmy. Mówienie o nim przygłupi było drobnym niedopowiedzeniem. Przygłupi to mógł być Krzesimir. Ivan był po prostu idiotą. Mało mówił, a jak coś mówił, to bez sensu. Ale pomagał czasem w karczmie, przy takich przypadkach jak ten, za grosika. Konie się go nie bały, prawdopodobnie tylko zwierzęta rozumiały to co mówi, a on odnajdywał spokój w wielkich stworzeniach i rutynowych, wyuczonych czynnościach, których one wymagały. Grosiki za pracę w karczmie skrzętnie odkładał, by któregoś dnia kupić sobie zamek z kryształowymi żyrandolami. Nikt we wsi nie był na tyle okrutny, by mu powiedzieć, ile musiałby na ten zamek zbierać.
Po poinstruowaniu Ivana o tym, co ma zrobić i przekazaniu zapłaty, wrócił do izby. Zauważył, że jeden z młodych chłopaków przysiadł się do kobiety. Jak mu się poszczęści to może wyruszy do walki z kilkoma miłymi, szpiczastouchymi wspomnieniami.
Coś jeszcze bedzie? - Zwrócił się do dwóch pozostałych.

Jednakże tak jak miejscowy głupek Ivan posłuchał Krzesimira, tak że aż się kurzyło, to zagadani przez Krzesimira wojacy całkowicie go zignorowali z sobie znanego tylko powodu. I z pewnością zignorowali, a nie niedosłyszeli, bo Krzesimir miał głos taki, że aż echo niosło.

Leandra przyglądała się wykształconemu jegomościowi znad swej miski. Jego zachowanie i gestykulacja były wyjątkowo ekspresywne, a język gładki. Widziała też, jak trójka zbrojnych urwała rozmowę, spojrzała na nowego gościa, po czym wymieniła parę zdań. Dwóch z nich zaśmiało się, a trzeci, puszczając jakąś szybką inwektywę w stronę swoich towarzyszy, wstał od stołu i ruszył w stronę elfki. Przysiadł się naprzeciwko, oparł się o blat i spojrzał na nią wzrokiem pełnym alkoholowego animuszu.
- Piękna dziś noc… nie uważasz?

- Lekko deszczowa i lekko wietrzna, a takie są najgorsze - odpowiedziała przełykając ochłodzoną podmuchem łyżkę kaszy. - Zamiast lunąć w świecie, to całą noc będzie siąpić. Rano błoto po kostki pewne - osądziła dziobiąc kolejną łyżką w misce. Spojrzała się w stronę żołdaka i poruszyła ustami jakby w uśmiechu, którego nigdy nie było.

Przy okazji kruk uwięziony w plecionej klatce zatrzepotał na widok nowej osoby z dość jaskrawymi kolorami ubioru. Elfka zwróciła na ptaka uwagę i uznała, że jest to odpowiedni moment na podanie mu z ręki paru ziaren, by przyzwyczajał się do jej osoby. Czterołapy towarzysz, odebrany w postaci psa, ułożył się na deskach tuż obok i z głową na przednich łapach zerkał co miejsce wpadające w ruch.

- Na zewnątrz to może i ziąb, ale tutaj milutko całkiem, hehe. Może jakby się przysiadła do nas, bliżej ognia, to było cieplutko i towarzystwo, by się porozmawiało, a nie tak samej siedzieć… Panienka się dołączy do nas, napijemy się czego i miły wieczór się zrobi. O, tam – przekręcił się przez ramię i wskazał palcem stolik, przy którym siedziała pozostała dwójka towarzyszy – tam sobie siądniemy, co?

- Może i bym się dosiadła, ale na ten wieczór nie nadaje się do towarzystwa... - odpowiedziała neutralnie, choć oglądając wskazywane miejsce jako realną propozycję towarzystwa. Wzrok też padł na piątego gościa i Leandra spostrzegła, że nowy jegomość zaczął być zagabywany przez mężczyzn w żółtych płaszczach. Nie brzmiało to jednak jak zwykła, ciekawska rozmowa. Mówili na tyle głośno, że nie trzeba było nawet nadstawiać ucha, by wszystko wyłapać.
- Ej, ty, skąd ty mówisz że jesteś?
- I co ty szukasz tutaj, co?
Półelf odczekał chwilę, po czym, przełknąwszy posiłek, odpowiedział:
- Z Hristogradu, szanowni panowie. A tutaj przejazdem, bo do Vodenitska zmierzam. Pilnie muszę…
- Słyszałeś go, Danko? Ze stolycy, czyli szpieg pewnie. Przeca jak się inaczej mógł dostać, skoro drogi poblokowane? Przemknął pewnie jak złodziej w nocy i teraz szpieguje u nas!
- A wiadomo, co ze szpiegami należy robić! – dodał od siebie siedzący przy elfce trzeci z żołdaków.
Czuć było rosnące napięcie. Zarówno wewnątrz karczmy, jak i w głowie elfki. Migrena znów wracała, co sprawiło krótkotrwałe skupienie się na dolegliwościach. Zrezygnowała z końcówki kaszy uznając, że brzuch został napełniony a apetyt spadł na tyle, by dokończenie było zbędnym obowiązkiem. Zwróciła się do czterołapa podając mu resztkę do wylizania. Zatopiła palce w puszystą i szorstką sierść, która choć trochę odciągała uwagę od bólu. Mina jej zaczęła przybierać nieco grobowych kolorów i kształtów.

- Chłopacy - tu Krzesimir zwrócił się bezpośrednio do żołdaków - Nie przesadzajcie, szpieg od razu. A gdzie tam! Widać, że wędrowiec, chodzi se. Może piwko jeszcze jedno, na zgodę? Na mój koszt! - Bitka zawsze była miła Krzesimirowi, ale takiego klienta, co sypie na dzień dobry pięcioma obolami to szkoda pozwolić obić.

Krzesimir: Perswazja: k20(-3) + 12 + 5 = 14 // ST = 37

Sugestia darmowego piwa może i pomogła w podbudowaniu argumentu, jednak nie wystarczyło to, by wstrzymać żołdaków. Dwóch z nich stało już nad siedzącym półelfem, a nawet ten, który usadowił się przy elfce, powstał i powoli podchodził do grupki, opierając dłoń na gałce miecza zawieszonego u pasa. Drugą rękę położył Krzesimirowi na ramieniu.
- Cichaj, karczmarzu. Nie słyszał żech, co ten pedział? Że od wroga przyszedł. Od wroga! A ty go wpuszczasz jak do swoich?
- Ależ musiało zajść jakieś nieporozumienie – oznajmił wyraźnie już zakłopotany Nikolay. Po tych słowach żołnierz stojący najbliżej niego smagnął go otwartą dłonią po twarzy, aż odwinęły mu się okularki, które zawisły nieporadnie na jednym uchu. Półelf pisnął i zakrył się rękami. – Nie jestem wrogiem! Ratunku!
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-18, 20:36   

- Kolego! - krzyknął do młodzika, który położył mu rękę na ramieniu, jednocześnie chwytając dłoń i ściskając tak, by ten to dosadnie poczuł - nie będzie żadnych awantur u mnie w karczmie! Wypierdalać!
Oj! Ależ go korciło żeby przypierdolić jednemu z drugim. Ależ go ręka swędziała, żeby taki nos połamać i ręce powykręcać! Ale musi się zachowywać! Wykształconych ma pod dachem, to nie można wsi odpierdalać przed takimi.

Krzesimir: Zastraszanie: k20(3) + 23 = 26 // ST = 38

Głos Krzesimira był stanowczy, a dłoń silna. Kosteczki żołdaka zazgrzytały pod naciskiem siły, aż ten jęknął. Tego jednego miał jak na widelcu i widać było, że ewidentnie się wystraszył pokazu siły. Byli jednak dwaj pozostali, którzy zachowali zimną krew. Może to też kwestia tego, że było ich trzech, każdy w pancerzu, z mieczem, a Krzesimir miał tylko swój fartuch i gołe pięści? No, może miał jeszcze kastet schowany w kieszeni oraz ostrze ukryte za kontuarem, w łatwym do sięgnięcia miejscu, ale parę kroków go do niego dzieliło.
- Ała! Dobra, spokojnie! Nic tu nie zniszczymy przeca, chcemy tylko zadać szpiegowi parę pytań.
- Lepiej się nie wtrącaj – mruknął drugi do karczmarza. – Wypytamy co trzeba i weźmiemy go potem na zewnątrz, by wam krwią tu nie napaskudzić. Z gościnności.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-18, 21:33   

- Możecie, panowie, tak nie napierdalać z wieczora? - burknęła poirytowana elfka łypiąc spod łupiącego łba. - Po pijaku samowolke odstawiacie? Gdzie wasz dowódca? A ten tu to przejezdny taki sam, jak ja. Też z południa na północ się udaję. Może jeszcze i mnie na deszczu zajebiecie, co? W końcu elfie uszy, uszy szpiega! - uniosła się Leandra bardziej zdenerwowana własnym stanem bólu niż wydarzającą sie scenę. - Albo siadacie na dupach, albo idziecie po dowódce, do kurwy nędzy...
Krzesimir tępo przeskakiwał wzrokiem pomiędzy żołnierzami a elfką a półelfem. Nie wiedział za bardzo jak wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
- Ta, właśnie, dowódce! Nie będzie mordobicia ani mordowania! Szanowny pan nawet w spokoju zjeść nie może. Chłopaki, usiądźcie, Pani, najmocniej proszę o spokój. - Robił to co umiał, czyli usługiwał jako karczmarz. Druga rzecz, którą umiał - mordobicie - na ten moment nie wchodziło w grę. Z jednej strony nie chciał na siebie i tym bardziej na karczmę rodzinną sprowadzać gniewu wojaków, a z drugiej nie mógł sobie pozwolić by mówiło się, że gości mordują mu przed przybytkiem. Była jeszcze trzecia rzecz, w której był dobry - picie alkoholu. Jak by to jednak pomogło? Nie wiadomo.

Leandra: Zastraszanie: k20(12) = 20 // ST = 69

- Te, słyszeliście? Ta też tu na przeszpiegi!
- I jeszcze się tym chełpi! Nosz kurwa, zajebię to ścierwo! – rzekł najbliższy wojak, wyciągając miecz. Skierował go pokazowo w stronę elfki.
- No ale nie zabijaj, najpierw wypytamy – dodał trzeci, podchodząc do Leandry. Też już z mieczem w ręku, spozierając niepewnie na leżącego wilczura. – Dawać ją wraz z tym do kąta i weźmiemy na spytki.
- No, a ty się karczmarzu nie wtrącaj! Ostatnie ostrzeżenie, chyba żeś sam kola..berant!
W tym momencie, zupełnie jakby ktoś tylko czekał na stosowny, najbardziej napięty moment, drzwi do karczmy zostały pchnięte, a do środka wkroczył pewien elf. Jego zbroja błyszczała od zebranej wody, a oczy, ewidentnie zmęczone podróżą, szybko zaobserwowały, co dzieje się wewnątrz gospody. Po jego prawej stała elfka w otoczeniu wielkiego psa, a po drugiej stronie stołu stał mężczyzna z wyciągniętym w stronę psa mieczem.
Po jego lewej, nieco dalej, stało dwóch kolejnych, w tych samych żółtych płaszczach, jeden stojący nad jakimś siedzącym jegomościem, a drugi, z wyciągniętym mieczem, mierzył się spojrzeniami z przysadzistym człowiekiem stojącym w samym środku karczmy.
Wszyscy zamilkli i zastygli. Słychać było tylko trzask palącego się drewna.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-20, 07:16   

- Paszli precz, rasiści jebani! - jeszcze bardziej oburzyła się elfka, której rypało w głowie równie mocno jak nerwy i ciągoty do ich wylania. - Poszczuć was wilkiem, moczymordy? Najebani to do domu!

Cóż tu się odasterionowało? Takiego bajzlu to Krzesimir nie widział od pamiętnego wieczora jak mu się jedna para chciała gzić w kącie, tam gdzie elfka tera siedzi. Tego samego wieczora jakiś elf powiedział, że chamstwa nie zniesie i wyszedł bez płacenia za piwo. Tegoż samego co dwójka chłopów z niedalekiej wsi nasikali innemu chłopu z tej wsi do piwa, a ten to wypił, a gdy się dowiedział to się zrzygał im na buty. Wszyscy, oprócz oczywiście elfa, co uciekł bez płacenia, zaraz się lać zaczeli, wliczając w to babe, co ją chciał ten pierwszy chłop obracać. A co najdziwniejsze w tym wszystkim, to ta baba ostatnia na nogach ustała, szczerząc gębę z niekompletnym uzębieniem.
Prawda taka, że Krzesimira zatkało. Nie wiedział czy lać, czy zastępować drogę czy piwa polewać. Wypraszać kogo? Co mówić? Za głupi był na to wszystko, więc tylko patrzył się, z półotwartą gębą i ze szmatą w ręce na to co się dalej wydarzy.


Po długiej podróży Finrodowi w końcu udało się odnaleźć karczmę. Budynek arendy napawał nadzieją na ciepłą strawę i suchy kąt do spania. W tę deszczową noc elfowi nie za bardzo się uśmiechało spać na trakcie. Pewnym ruchem pchnął drzwi i wkroczył do głównej izby. Widok, który przywitał strudzonego wędrowca kompletnie go zaskoczył. Nie tego oczekiwał w tym przybytku… Bogowie znów wystawiają na próbę Felagunda… Przed podróżą ostrzegano zakonnika, że w chorze zapadnej źle się dzieje, a bojarzy występują przeciwko uświęconej woli patriarchy. Nie spodziewał się jednak, że niepokoje aż tak się nasiliły… To bardzo komplikuje jego zadanie.
Mężczyzna zdjął z głowy przemoczony kaptur i przetarł ręką wilgotne czoło. Zmęczone oczy uważnie lustrowały wszystkich zgromadzonych w sali. Czworo ludzi, dwoje elfów… nie, jeden półelf. Ci w żółtych opończach najwyraźniej sprawiali problemy. Zakonnik nie rozpoznawał tych barw… Interwencja może wnieść poważne implikacje… Co czynić na bogów? To co słuszne!
- Na Asteriona! - Zakrzyknął na cały głos jedno z imion swego patrona, które z pewnością znane jest ludziom. - Cóż to ma znaczyć? By brat przeciw bratu ostrze wyciągał! Opamiętajcie się na święte imię Asteriona!
Resztki deszczu leniwe skapywały po płaszczu podróżnego na podłogę izby. Kap. Kap. Kap. Ręka mężczyzny powędrowała na srebrzystą rękojeść szabli, którą trzymał u swego prawego boku, by pokazać że nie żartuje. Elf był gotowy jednym szybkim wyćwiczonym ruchem dobyć broni. Broni, której nie wykuto by przelewać krew braci w wierze.

Finrod: Perswazja: k20(13) = 27 // ST = 30


- A kim ty kurwa jesteś?
- Patrzcie, kolejny. Pilnuj swojego nosa, elfie. Chyba żeś sam szpieg, jak ta dwójka. Dostaliśmy rozkazy, by pilnować tego sioła przed wrogiem…
- Więc jeśli masz coś do tego, to pewnie i samś wróg!
W tym momencie cała trójka żołdaków miała już wyciągnięte miecze. Półelf zaś obrócił się w stronę wejścia, powoli wstając.
- Panowie, ależ proszę was, z pewnością zaszło jakieś nieporozumienie. Mogę wszystko wyja…
Nie dokończył. Szybkim, dźwięcznym uderzeniem płazem został powalony na ziemię.
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2018-09-23, 23:34, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-20, 07:17   

- Już mi stąd, wypierdalać. Swoje nieprzyjemności na zewnątrz wyjaśniać, a nie mi krwią podłoge upirdolo.- krzyknął na widok wyciągniętych mieczy. Krzesimir wie, kiedy powiedzieć dość. Chuj go obchodziło życie kogokolwiek, nawet największego bogacza, kiedy on, nawet dwa razy większy, stał nieuzbrojony i bez zbroi przeciw trzem miecznikom. O nie, nie będzie się narażał na takie rzeczy - Już, poszoł stąd jedyn z drugim. Tylko mi karczmy nie rozpierdolić bo więcej piwa nie sprzedam.

- Nigdzie się nie ruszam, ani z nikim bić się nie będę! Poszaleliście od tych wojen. Mało na nich przyjaciół potraciliście? Uspokójcie się do cholery! - unosiła się elfka, która stojąc już pod ścianą przymała obronnie swojego wilka. - Świat się na Zapadnej nie kończy. Nic mi do waszych wojen! Nie trzeba na mnie od razu miecza wyciągać!

Zakonnik usłyszał już dość. Słowa zebranych utwierdziły go w przekonaniu, że pijani żołdacy szukają okazji do bitki i najlepiej z kimś słabszym. Elf ubolewał głęboko nad tym faktem, ale tym razem te draby źle trafiły. Szybkim ruchem zrzucił z pleców swój bagaż, a następnie dobył szpady. Srebrzysta klinga zalśniła w bladym świetle arendy. Ozdobne ryty przyozdabiające broń przypominały słowa dawno złożonej przysięgi. Mężczyzna spróbował jeszcze raz przemówić do rozsądku pijanym żołdaków, nim ostrza zaśpiewają swą żałobną pieśń.
- Jestem Finrod Felagund zaprzysiężony brat Ordo Æternus Bellum! - Zakrzyknął z nieskrywaną dumą. - Zważajcie na słowa i czyny w mym towarzystwie! Nie pozwolę na samosądy w mojej obecności! Jeśli pewni jesteście ich win, prowadźcie ich przed oblicze sędziego. Niech odbędzie się to z literą prawa!

- Kim on je?
- Bratem jakimś. Kościelny.
- A, to po naszej. Słuchaj no ty, Finrod. Tutaj dwóch szpiegów mamy…
- I wiadomo, co ze szpiegami się robi. Wiesza się, o!
- No a sędzi tu żadnego ni ma. Więc się zwiąże, przetrzyma, wypyta, a jak za dwa dni przyjdzie dekurion, to on już zarządzi czy powiesić, czy nie. A widać, że z czymś się kryją, zwłaszcza ta baba – dodał ostatni, przechodząc na drugą część stołu, do elfki. Rozdzielał ich teraz tylko wilk siedzący pomiędzy. – A teraz idziesz z nami, bo inaczej porozmawiamy!

Karczma.png
Niebieski - półelf
Żółty - żołdacy
Brązowy - meble
Czerwony - palenisko
Plik ściągnięto 13736 raz(y) 996 Bajtów

Ostatnio zmieniony przez Farewell 2018-09-23, 23:35, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-21, 18:55   

- No, już już - powiedział szybko Krzesimir, przechodząc w stronę kontuaru. Oddzielił się nim od całej nieciekawej sytuacji. Bliskość jego miecza dodawała mu otuchy, jednak było mu jeszcze daleko do spokoju. - Niech się tylko kropla krwi tu poleje, to zobaczycie! - po czym uśmiechnął się i przypomniał formułkę wpajaną mu przez rodziców - Dziękujemy za wizytę w karczmie pod złotym burakiem! Zapraszamy ponownie! Szerokiej drogi!

Finrod wątpił szczerze w winę tych dwojga… Zakonnika wiązały jednak przysięgi i zobowiązania, których nie śmiał złamać. Bezpośrednia interwencja nie wchodziła w grę, ale może zdoła coś ugrać słowem. Co za czasy, że zamiast walczyć z prawdziwym zagrożeniem trzeba lawirować w politycznym tańcu. Elf westchnął przeciągle i powoli zaczął chować ostrze do pochwy.
- Słusznie prawicie, podejrzanych należy zatrzymać pod osąd dekuriona. Zakon nie może mieszać się w sprawy polityczne… Czyńcie swoją powinność. Poczekam z wami na dekuriona. Poświadcze przed nim o waszej przykładnej postawie i wzorowym zatrzymaniu podejrzanych. A także poświadcze przed nim i każdym postronnym, że nie stanie się im żadna krzywda - Ostatnie słowa mężczyzna zaakcentował bardzo dobitnie. - przed wydaniem wyroku. Waszmościowie pod kim służą?


- No, ja tam nic nie obiecuję, czy to do krwi, czy to do krzywdy, jak opór będą stawiać. A stawiają, o!
- Właśnie, Danko dobrze mówi! Wtedy to różnie może być!

Karczma2.png
Plik ściągnięto 13727 raz(y) 1005 Bajtów

Ostatnio zmieniony przez Farewell 2018-09-23, 23:36, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-23, 23:33   

- Jeśli opór przy próbie aresztowania będą stawiać… To z bólem serca muszę przyznać, że użycie siły będzie zasadne. Ufam jednak, że do tego nie dojdzie... - Finrod rzucił każdemu z podejrzanych o szpiegostwo uspokajające spojrzenie. - ...i całą sprawę wyjaśnimy pokojowo przed obliczem dekuriona.

- A my pod dekurionem Borislavem Vinowićem służymy. Ej, a właściwie to skąd mamy mieć pewność, żeś faktycznie kościelny? A może i ty szpieg, co swych chcesz bronić?
- A, no i racja! Na razie to gadamy i gadamy, a skoro z zakonu, to masz pan dowód?

- Wystawiacie moją cierpliwość na próbę! - Na twarzy elfa przeszedł grymas gniewu, na sam dźwięk takiej insynuacji. - Cóż za czasy, by kłam zadawać słudze bożemu! Dobrze więc wiarołomcy. - Mężczyzna sięgnął lewą ręką za połowy zbroi i wyciągnął list żelazny. - Oto list uwierzytelniający podpisany przez mistrza zakonnego. Jemu też macie zamiar zadać kłam?!

- Przykładnej postawie?! - oburzyła się elfka wciąż trzymająca wilka i wciąż trzymająca się bezpiecznego rogu przybytku. - Piwo do głowy im uderzyło i szukali zaczepki! Ubzdurali sobie, co chcieli i od razu do gardeł się rzucili. Taka to ich pewność. Kapłan lepiej zobaczy, czy żyje ten, co go zdzielili po łbie. Nikt tu się nie stawia, a szczególnie ten cały Holubek. Jeno nawet broni nie będzie miał przy sobie, taki to wielki buntownik. Wpierw niech wytrzeźwieją, a później za służbę się biorą.

- A cichaj tam, elfko! Wy to trzymacie ze sobą, wiadome to!
- Ej, ale ten w okularach to może faktycznie…
- Nic mu nie będzie! Pokaż no ten list, elfie.
Żołdacy przyjrzeli się dokumentowi, ignorując zupełnie nawoływania karczmarza. Krzesimir i Leandra także się przyjrzeli. Był to gruby, okraszony stemplami i pieczęciami zwój, pokryty wieloma liniami czarnego tuszu. To musiało być pismo, i chociaż nie mogli być pewni tego, co jest tam napisane, to sam przedmiot wyglądał na bardzo istotny. To nie był jakiś chłopski glejt, a coś o kilkakrotnie większej mocy prawnej. A przynajmniej takie wrażenie to sprawiało.
Jeden ze zbrojnych zmrużył oczy, dotknął materiału, zlustrował zawartość od góry do dołu. I rzekł:
- No, chyba macie rację. Tutaj ten, no, koło, to jest, znak Asteriona… - rzekł, chowając miecz. Reszta zawtórowała mu.
- Patrzcie jaki inteligent tu zaszedł! Jakimś pismem operuje.
- Pewnie i mądry!
- No kościelny, to i mądry musi być. A powiedz no, znasz się ty na ludziach?
- No chyba, że się zna? W końcu kościelni to do ludzi przemawiają jak msza jest, i jak spowiedź święta…
- No to weź ty tu zadziałaj tym swoim gładkim językiem, panie kościelny. Mi się tu nie widzi dwa dni czekać na dekuriona. Weź wypytaj elfkę co i jak, może ciebie się posłucha, co? Jak niewinna to się puści, jak winna to się powiesi i może weźmie na sianko przed tym, bo szkoda tak od razu zabijać…
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-23, 23:39   

- No to doskonale się składa, mili państwo! - wykrzyknął po tych wielce wyczekiwanych przez niego słowach o niezabijaniu nikogo w jego karczmie - Usiądźcie sobie wszyscy przy ogniu, ustawimy ławy, tak żebyście się wszyscy zmieścili, ja piwa naleje! - Zasugerował. Upić tych skretyniałych żołdaków, to się ich do rynsztoka wpierdoli. Walnął dłonią w blat - No już, przecież nikt nikogo dzisiaj ubijać nie będzie, nie?

- Panienka niech się trochę uspokoi. - Finrod zwrócił się w stronę elfki. - Krzykami niewiele zdołamy osiągnąć. A możemy jedynie pogorszyć swoją sytuację. - Mężczyzna schował dokument jak tylko wszyscy zdążyli mu się przypatrzyć. - Zazwyczaj nie zajmuję się takimi sprawami, jednak jeśli waszmość nalegają z przyjemnością pomogę rozwiązać tę sprawę. Elf czy człowiek nie ma to znaczenia… Bowiem wszyscy jesteśmy sługami Asteriona! - Zakonnik zamkniętą pięścią zatoczył krąg na piersi. - Nigdy o tym nie zapominajcie! Dobrze, więc waszmościowie. Jakie zarzuty wysuwane przeciwko tej kobiecie i jakimi dowodami to poświadczycie? Niech jeden was mi towarzyszy, by świadkiem rozmowy był, aby nikt nam nie zarzucił, że jako elfy spiskujemy…


- Sama powiedziała, że z południa przyszła! - wykrzyknął żołdak. - Czyli zza rzeki, a kto teraz za rzeką rezyduje? No wróg tam siedzi, ot co! A że sama się przyznała, to i trudno tu coś innego zasądzać, jak to, że to szpiegowska wywłoka je!

Finrod schylił się po plecak i ruszył w stronę stolika elfki.
- Co się zaś tyczy gwałtu. Kto siłą posiądzie kobietę temu wino się obciąć nos, a żołd jego półroczny przekazać pohańbionej kobiecie. - Odrzekł surowo brat zakonny. - Tak mówi prawo kanoniczne,a za nim podąża świeckie.


- Nosz kurwa, przeca to wróg jest, co się mamy z nimi bawić? Małe ruchanko to i tak niewielka kara za to, co by ona z nami zrobiła, jakbyśmy jej pozwolili w nocy tu między nami wolno chodzić! Gardła by poprzecinała i tyle by było z gościnności!

Elf zasiadł naprzeciwko kobiety, uśmiechnął się do niej ciepło.

- Jestem spokojna - zapewniła Leandra po czym wytchnęła powietrze z płuc a jej ciało zapadło się nieco w sobie. Wyraz twarzy boleśnie zmarkotniał. - Może was, kapłanie, ta lekcja ominęła, acz tylko krzykiem można dotrzeć do pijanych. Przeto nie idzie się z takim siłować. - Elfka odpuściła trzymanie wilka, a ten przysiadł przyglądając się to swojej właścicielce, to elfiemu kapłanowi siedzącemu tuż obok. - Miałam w planach tu nocować, więc rozmówić się można i do rana, ale przecież ten biedak się wykrwawi - skierowała rękę na leżącego uczonego, po czym wraz z zaobserwowaniem sytuacji w pierwszej kolejności, sama udała się w jego kierunku, upewniwszy się, że czterołap zostanie w miejscu.

Czterołap został w miejscu. Elfka także. Stojący przy niej żołdak nie pozwolił jej wyjść z kąta.
- My go już obadamy, a ty tu siedź póki nie wiemy, za kim jesteś.
Kolejny z żółtych płaszczy stał już nad nieprzytomnym jegomościem. Z daleka można było stwierdzić, że krwi na jego ciele nie było.
- Dycha. Nic mu nie jest.
- No i dobrze! To siadajta – oznajmił ten stojący obok, blokujący elfce wyjście. Drugi z żołdaków usiadł obok Finroda, naprzeciwko elfki, a trzeci pozostał przy nieprzytomnym. – Karczmarzu, piwa lej wszystkim – dodał, rzucając na blat trzy erxeńskie obole.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-23, 23:42   

- Nie stać mnie na picie z wami. Nie jestem w stanie nikogo spłacać - odpowiedziała Leandra, która wyglądała na zapewnioną co do stanu uczonego. Obejrzała smutnym wzrokiem żołnieża zagradzającego drogę i spojrzała na miejsce, gdzie miała usiąść, co też uczyniła. Zamknęła oczy i na parę oddechów milczała zagłębiając się w myślach odciągających bóle migrenowe. - Za rzeką byłam może parę miesięcy temu. A ostatnie kilkadziesiąt dni byłam wszędzie od rzeki aż potąd, do wysokości tej karczmy. Można było tak od razu, zamiast za miecz sięgać - dodała zmęczonym tonem spoglądając na siedzącego wojaka.

Monety ledwo co zdążyły brzęknąć o blat, a już znalazły się w kieszeni karczmarza. Od małego pomagał rodzicom w roznoszeniu piwa i strawy, więc takie rzeczy jak błyskawiczne chowanie monet do kieszeni miał już wyuczone. Zaczął zatem lać piwa. Dla wszystkich, oczywiście pomijając nieprzytomnego, chyba, elflinga. Elfka pijana bądź niespełna rozumu, bo mówi, że jej nie stać na piwo, z które ktoś już zapłacił. Nalał zatem, nie zastanawiając się za dużo, również dla niej. Stawiał pełne kufle jeden za drugim przed sobą, by następnie zanieść je do stołu przy którym rozsiadła się zbieranina. Dla każdego po jednym litrowym kufelku. Ale będzie miał historię do opowiedzenia! Przesłuchanie! U niego w karczmie! Będzie na to naciągał pijaczków ze wsi na dokupienie kolejnego piwa, żeby mógł kontynuować opowiadanie! Dziewuche jaką może poderwie nawet, jak powie, że szpiegów u niego schwytano. O! I jeszcze on pomógł w tym schwytaniu! Uśmiech wciąż był obecny na jego twarzy, jak myślał o tym wszystkim. Jeszcze jakiego leszcza żeby morde obić i wieczór można będzie uznać za udany!

Wróg na południu? Czyżby doszło już do regularnych walk? Wzmianka ta nie napawa Finroda optymizmem… Spojrzał w stronę rannego półelfa, wyglądało na to, że nie potrzebował natychmiastowej pomocy…
- Spokojnie panienko w tej sytuacji należy unikać gwałtownych ruchów…- Skomentował zakonnik jej próbę przemieszczenia się. - Jest czas na słowa jak i czas pieśni żelaza. Ufam jednak, że nie usłyszymy jej żałobnego zawodzenia. Słowem rozwiążemy nasze swary… Po pierwsze przysięgnij na imię Asteriona lub jak wolisz na Airde'n'gaoithe pod imieniem jakim jest znany naszemu ludowi, że będziesz mówić prawdę i tylko prawdę. Zacznijmy może od początku, by nadać twojej chaotycznej wypowiedzi choć trochę porządku. Jak Cię zowią? Skąd pochodzisz? Czym się parasz? I co Cię sprowadza w te rejony?
Elf zignorował postawiony przy nim kufel.


Pytanie zawisło przez dłuższą chwilę, w której elfka zbierała myśli w łupiącej głowie. Jej oczy zamknęły się ponownie i ten stan dla większości jej odpowiedzi nie uległ zmianie.
- Ja, Leandra Hallatar Sarias Valyra Ellar, poczęta na ziemi świętej Airde'n'gaoithea, w czasach świetności Byal Provlak, przysięgam mówić prawdę i tylko prawdę, na znak oddania poświęcenia ubiegłego milenium. - Elfka zrobiła przerwę by po raz kolejny nazbierać myśli. - Poszukuję serdecznego przyjaciela, który nie pojawił się mimo miesięcy oczekiwania na niego. Zaginął... Obawiam się, że coś mu się stało... Dlatego od poziomu rzeki w Zapadnej przeczesuje każdy przybytek, w którym mógł się zatrzymać podążając na północ. Jeśli nie natrafię na jego ślad aż do Vodenitska... Będzie to oznaczało, że spotkało go coś złego na południowej Zapadnej...
Elfka zakończyła ze smutkiem, przejęciem i bólem wymalowanym na twarzy. Spojrzała opiekuńczo na swoich zwierzęcych towarzyszy i wróciła wzrokiem na kapłana.


Finrod: znajomość Erxen: k20(16) = 28 // ST = 40

Wieloczłonowe imię elfki może i coś mogło mówić, jednak Finrod nie był pewny, z czym mógłby je powiązać. Albo z jakim wydarzeniem?

- Nie trać wiary panienko, z bożą pomocą odnajdziesz swojego przyjaciela. - Odrzekł uspokajająco zakonnik. - Wydaje się jasne waszmościowie, że mamy do czynienia z zatroskaną kobietą, a nie z groźnym szpiegiem.

Mężczyźni w żółtych płaszczach nie podzielali entuzjazmu elfa. Widać było po nich, że pozostali nieprzekonani.

Elf ponownie skierował swoje badawcze spojrzenie na kobietę. - Leadro, by dopełnić tą historię opowiedz nam swoim towarzyszu. Jak go zowią? Czym się parał? Kiedy po raz ostatni raz go widziałaś i w jakich okolicznościach? Gdzie miał stawić się na spotkanie?

- Brat Dragomir, religijny człowiek nauki. Przed tamtym rokiem miał pojawić się w Ivangorodzie. Gdy nie pojawił się do Terrari postanowiłam go odszukać. Ostatnio widziałam go na południu Zapadnej parę miesięcy temu, gdy jeszcze nie było żadnych napięć z Zlatnosŭrtskimi... - odpowiedziała a jej dalsze słowa powstrzymała kolejna fala migreny. Opuściła głowę i zacisnęła powieki wraz z bolesną miną bezradności.

Ciekawe rzeczy wygadywała ta elfka. Zaginieni ludzie, poszukiwania, napięcia, wypięcia. Gdy już wszystkie kufle znalazły się przed odpowiednimi osobami, Krzesimir podszedł do nieprzytomnego, jak mniemał, półelfa, by posadzić go na ławie, oprzeć o ścianę i zobaczyć w jakim jest stanie. Nieważne co te żołdaki wygadywały, klient jest klient, karczmarz musi o swoich klientów dbać. A przed tym klientem stała jeszcze prawie pełna butelka wina. Nie przejmował się zatem czy żołnierze mu zastąpią drogę, czy nie. Był osobą neutralną, tak mu się przynajmniej zdawało. A gdy już cała inicjatywa i “waga” przeprowadzenia przesłuchania spoczęła na barkach kościółkowca, tamci raczej powinni zamknąć mordy i słuchać, zamiast wymachiwać szabelkami.

Żołdacy nie zastąpili mu drogi. Jeden z nich, stojący nad nieprzytomnym, pomógł nawet Krzesimirowi postawić półelfa do pionu albo przynajmniej do pozycji półsiedzącej. Nikolay stęknął cicho, gdy został poderwany mocarnymi dłońmi karczmarza. Na twarzy miał paskudny czerwonawy ślad po uderzeniu. Pewnie nie minie godzina, a cały ten ślad spurpurowieje w jednym wielkim siniaku.

Jak tylko padło imię poszukiwanej przez kobietę osoby z twarzy Finroda zniknęło znużenie. Elf poczuł się jakby ktoś wylał mu na twarz kubeł zimnej wody. To co wydawało się jeno błahym politycznym incydentem, nagle nabrało niezwykłej wagi. Oto zakonnik natrafił na informację niezbędne w jego misji. Niezbadane są wyroki boskie.
- Na Airde'n'gaoithe brat Dragomir zaginął… To bardzo niedobrze… - Zatroskany podrapał się po brodzie i zamilkł na chwilę. Powiódł spojrzeniem po zgromadzonych i w końcu rzekł. - Z całą stanowczością mogę potwierdzić, że ta kobieta jest nie winna zarzucanych jej czynów. Przykładnie wypełnia obowiązki wobec bliźnich jakie nadał nam nasz pan Asterion. - Utkwił spojrzenie w elfce i dostrzegł, że coś jest nie tak. - Czy z panienką wszystko w porządku?


- W końcu mi przejdzie... - odpowiedziała sama nie będąc przekonana do własnych słów.

- Kim do kurwy nędzy jest ten cały brat Dragomir? – spytał ten siedzący obok Finroda. – Ino padło imię, a ślipia ci się błysły jak samorodki!
- To kto od was? – dodał stojący nad elfką. – Co mu się stało? Południowcy w jasyr go wzięli?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-24, 21:56   

- Okaż trochę szacunku… - Warknął poirytowany Finrod. - Brat Dragomir jest szanowanym członkiem zakonu Ordo Æternus Bellum. Przybyłem tu, by wesprzeć go radą w sprawach wiary. I dajcie panience chwilę spokoju! Nie widzicie, że osłabiona jest?!

- No dobra, szanowny wielebny, nie wiedziałem… A ten drugi? – rzucił w stronę Krzesimira. – Obudził się już?
Krzesimir spojrzał na półelfa. Ten poruszał lekko ustami. Gdy karczmarz przystawił ucho, usłyszał ciche:
- Wódki dajcie…
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-24, 21:56   

To były słowa, których, z jednej strony, Krzesimir się nie spodziewał, z drugiej strony, wcale nie był niepocieszony, że je usłyszał. Przez jego twarz przeszedł grymas między uśmiechem a skonsternowaniem. Poprawił jeszcze ledwo przytomnego półelfa na krześle i poszedł do baru. Schylił się do szafeczki z rzadziej kupowanymi trunkami. Był tam krasnoludzki bimber - rzadko kiedy krasnoludy się u niego zjawiały, a mało kto to dziadostwo pije; była mała buteleczka miodu pitnego, słodkiego jak diabli, ale całkiem słodkiego; Była też butelczyna spirytusu, w sumie nieotwarta od kiedy pamiętał, kto pije, kurwa, spirytus? Dalej jeszcze kilka butelczynek wina, takiego które dał Holubkowi wcześniej. Chwilę przebierał w butelkach, zanim znalazł antałek nie za dobrej wódki.
Wyciągnął korek i powąchał trunek. Szybko cofnął twarz, krzywiąc twarz od nieprzyjemnego, ostrego zapachu. Ciekawe jak sam półelf zareaguje na tak mocny alkohol o tak mocnym zapachu. Wyjął najmniejszy kubek jaki miał i nalał do niego płynu praktycznie na samo dno (+-30 ml). Odstawił zakorkowaną butelkę do szafki. Nie spodziewał się, żeby elfling chciał więcej.
- Masz pan.


Holubek przyjął kubeczek lekko niepewną dłonią. Zbliżył go do ust, przechylił i za jednym razem pochłonął całą zawartość. Nie skrzywił się – jego mina wyrażała raczej kogoś, kto przed chwilą wstał i nie za bardzo był jeszcze świadomy, co się dzieje.
- No i popatrz, no na chuj go tak jebłeś, co? – zarzucił jeden żołnierz drugiemu.
- A sprowokował mnie, to go zdzieliłem. Tate tak robi mamie i nie ma jakoś z tego powodu awantur w domu, a ty się dopierdalasz bez powodu. Żyje? No żyje. Wódkę pije? No pije.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-24, 22:39   

Krzesimir zebrał odstawiony kubek i zaniósł go za bar. Trochę zdziwiła go umiejętność wchłaniania w siebie wysokoprocentowego alkoholu zaprezentowana przez Holubka. Ale cóż, niejedno już widział w tej karczmie. Widząc, że każdy jest już usatysfakcjonowany alkoholowo, pozwolił sobie usiąść bliżej całego “przesłuchania”, opierając się o stół.

- To... Kapłan zna Czarnuszkę... ~znaczy się, brata Dragomira...? - ożywiła się Leandra mimo bólu głowy. - Gdzie jest? Co mu się stało? Jest cały i zdrów? Czemu się nie odzywał? - zalała pytaniami, choć bez większego zastanowienia się. Następne myśli uporządkowały zaległości logiki i ostudziły zapał. - Kiedy ostatni raz go widzieliście...?

Na twarzy zakonnika odmalował się wyraz bezgranicznego zdumienia, gdy usłyszał pseudonim brata Dragomira.Nie spodziewał, że kobieta może być tak blisko z kapłanem.
- Nie dane mi było poznać brata Dragomira osobiście… Polecono mi go odnaleźć i wspomóc… Pomówimy o tym później… - Finrod spojrzał w stronę żołdaków. - A tego elfina o co oskarżacie? - Rzucił przelotne spojrzenie w stronę mężczyzny.


- No że szpieg! I że przybył niedawno z Hristogradu, a tam przecie te Zlatnosŭrtskie już siedzą, ot co! Sam powiedział!

Finrod zwrócił się w stronę karczmarza. - Mości dobrodzieju co z nim? Gadać może?

- A to jego trza pytać, co nie? - odpowiedział - Wódke wypił, wcześniej o nią poprosił. Jak na moje to gada jak zdrów! he he - Wstał ciężko i podszedł do mądrego, poklepał go po policzku - Żyje pan? Może co na orzeźwienie? Wode jakom?

- A dajcie, karczmarzu… - wymamrotał cicho Holubek.

- Zara Ivana pośle do studni - Jak powiedział tak zrobił, Ivan pewnie jeszcze z koniem się do końca nie uporał, a tu już nowa robota. Krzesimir co prawda nie zamierzał dawać mu kolejnego grosza. Poinstruował przygłupa, że ma wode we wiedrze przynieść dla jaśnie pana uczonego.

Ivan był jeszcze w pobliżu. Właściwie wychodził właśnie ze stodoły i z uśmiechem na twarzy przyjął kolejne zlecenie od Krzesimira. Dobry duch. Szkoda, że taki głupiutki.

- Jak na moje chłopskie rozumienie to on żodyn szpieg. Takich jak ten tu o i ta też zresztom, to ja często widuje. Chodzą se, ot, gdzie im do szpiegowania, nawet peleryny nie majo. Ot co! Każdy szpieg ma peleryne!

- Moja głowa – Holubek objął się dłońmi. Ślad po mieczu z każdą sekundą stawał się coraz wyraźniejszy. – Czego wy wszyscy ode mnie chcecie?
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2018-09-26, 07:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-26, 07:49   

- Został waszmość oskarżony o szpiegowanie na rzecz rodu Zlatnosŭrtskich. - Odrzekł Finrod, ciągnąc rolę mediatora i ruszył do stolica elfina, by zasiąść naprzeciw. - Jestem Finrod Felagund zaprzysiężony brat Ordo Æternus Bellum i zostałem poproszony o pomoc w rozstrzygnięciu waszmości winy. Zacznijmy od początku… Jak się zowiesz? Czym się parasz? W jakim celu tu przybyłeś?

- Nikolay Holubek – wymamrotał półelf. Magister ivangorodzkiego uniwersytetu. Wykładowca matematyki i teoretyk zjawisk tajemnych. Mój przyjaciel Dragomir poprosił mnie o wsparcie, jako że miała pojawić się tu jakaś anomalia magiczna do zbadania… To znaczy nie wiem, gdzie dokładnie, ale w Vodenitsku mieliśmy się spotkać, a więc wyruszyłem czym prędzej. Dragomir jest bratem kościelnym, on potwierdzi moje słowa…

- Posiadasz dokument potwierdzający twój tytuł naukowy?

- Posiadam, lecz nie przy sobie. Z takimi dokumentami nie zwykłem podróżować, tym bardziej, że w środowisku naukowym jestem rozpoznawalną osobą. Ale jak widzę, wśród prostaczków już nieszczególnie…

Finrod: znajomość sztuka: k20(6) = 8 // ST = 42
Krzesimir: znajomość sztuka: k20(15) = 15 // ST = 42
Leandra: znajomość sztuka: k20(10) = 4 // ST = 42


Faktycznie, nieszczególnie. Nikt ze zgromadzonych nie kojarzył jego nazwiska, a co dopiero powiązanych z nim osiągnięć naukowych. Krzesimir nawet nie wiedział co oznacza połowa z wypowiedzianych przez Nikolaya Holubka, magistra Ivangrodzkiego uniwersytetu, wykładowcy matematyki i teoretyka zjawisk tajemnych, słów.

W międzyczasie karczmarz wziął wiadro z zimną wodą od wiejskiego przygłupa. Za kontuarem trzymał specjalnie podkowę na sytuacje takie jak ta. Nalał pełen kubek, po czym włożył kawał metalu do lodowatej wody i odczekał chwile. Z tego samego miejsca w którym leżała podkowa wyjął czystą, jak na tutejsze warunki, szmate i również zanurzył w wiadrze. Bójki, obicia, przetarcia, złamania to dla niego chleb powszedni. Żaden z niego co prawda medyk, ale pare siniaków w swoim życiu już miał, a i nos pewnie złamany miał pare razy. Razem z wiadrem i kubkiem wody podszedł do magistra. Kubek trafił do ręki, szmata, najpierw wykręcona z nadmiaru wody - na czoło, a schłodzona podkowa na obitą mordę poszkodowanego.

- Niestety nie dane mi było zapoznać się z pańskimi dziełami waszmość Holubek. Jednak mogę potwierdzić, że brat Dragomir istotnie miał zbadać sprawę owej anomalii, a ja miałem służyć mu w tym pomocą. Pomówimy o tym jak tylko wyjaśnię to nieszczęsne nieporozumienie. - Odwrócił się w stronę żołdaków. - Niestety muszę was rozczarować waszmościowie wasi niedoszli szpiedzy to ni tylko bogobojni mieszkańcy Erxen. Jestem gotów poświadczyć ich niewinności. Jednak, aby wynagrodzić wasz trud i chwalebną postawę… Mości dobrodzieju antałek chłodnej wódeczki dla waszmościów! Dla mnie zaś jakąś strawę i puchar wina, bowiem mocnych trunków pić mi nie wypada!

Wcześniej otwarty antał wódki znalazł się na stoliku przed kompanią wraz ze świeżymi (choć tylko z nazwy) kubkami. Zaraz za nim przed zakonnikiem znalazła się miska kaszy i podobny do tego, który wcześniej podany był Holubkowi, kubek wina nalany ze świeżo otwartej butelczyny, położonej na widoku na kontuarze.

- Dziękuję mości dobrodzieju. Ile się należy?

- Za wódeczke, panie, 11 oboli, kasza pół, kielich to to nie jest, ale kubeczek pokaźnych rozmiarów, prawie pół butelki wejdzie, nie? No to razem będzie… - przerwał na chwile, liczenie nie było jego mocną stroną - Razem będzie 11 i pół obolika, panie, hehe - aż się uśmiechnął na myśl o tym ile dziś zarobi.

- Proszę. - Odparł zakonnik z uśmiechem wyciągając z mieszka żądaną kwotę, a następnie chwycił za chochlę i zaczął spożywać kaszę. Od południa nie miał nic w ustach.

Holubek syknął od zimnej wody. Żołdacy też syknęli. Popatrzyli po sobie i usiedli na swoich dawnych miejscach.
- Nosz kurwa… a jo żem myślał, że pewnikiem szpiegi, no bo tak się kryli ze wszystkim!
- I to oba jeszcze do tego całego Dragomira idą? No cóż za przypadek! Powiedzcie co on tam nabroił, że tylu was tam potrzeba!
- No szkoda, no… I znów się nudno zrobi. Dajcie już tej wódki, dajcie. I coś do jedzenia, byle już nie tej kaszy.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-26, 16:44   

Gdy już jeden klient był obsłużony, pora zająć się resztą. Wziął do ręki antałek i zaczął rozlewać przezroczysty alkohol do trzech kubków, po czym każdy znalazł się przed kolejnym żołnierzem. Poczuł się jak jeden z “kelnerów”, o których kiedyś słyszał, że są tacy w przybytkach w wielkich miastach.
- Proszę bardzo, szanowni panowie - Odparł z uśmiechem, gdy nalał już trzy dawki alkoholu. - Dziś sama kasza, nic innego u nas ni ma. Ale moge podać jak chco.


- No dobra, dawaj co masz - odburknął żołdak. Za słowami nie poszły jednak monety.

- To półtora obola bedzie - odrzekł, zanim udał się do nakładania kolejnych porcji strawy. Udał się jednak do paleniska, na którym grzała się wciąż kasza. Najwyżej po mordzie dostaną. W ten beztroski nastrój wprowadził go ciężar kieszeni, w którym znalazło się dzisiejszego wieczora bardzo dużo monet. kolejne trzy uderzenia o drewniany blat i dłoń wyciągnięta w stronę najbliższego z młodzików.

- A no, racja – zmitygował się jeden z żółtych płaszczy. – Eeee, czyja była teraz kolejka płacenia?
- Przecież ty dostałeś całą kasę, głąbie – odparł mu drugi.
Mężczyzna nazwany głąbem poklepał się po pasie i sięgnął do sakiewki. Mimo ubywających z niej monet wciąż wyglądała bardzo pękato. Wygrzebał z niej dwie monety, jedną położył na blacie, a drugą chwycił w palce. Siłował się z nią przez chwilę, po czym, zrezygnowany, że nie udało mu się jej złamać, dołożył ją całą do tej pierwszej.

Uradowany karczmarz z gracją, jak zawsze, schował monetę do kieszeni, wyciągnął garść by odnaleźć dla klienta pół obola reszty. - Smacznego - skwitował podając ułamaną monetę.

Leandra nieco zwątpiła na tenże przypadek. Dziesiątki dni bezowocnego czekania i poszukiwań, a tu nagle trzy osoby w jednej chwili zjawiły się w jednym miejscu, mając powiązanie z Czarnuszką jak i wyraźny cel w jego odnalezieniu.
- Ale jak... Toż powtórzyć po mnie wszyscy mogli... - przebąknęła pod nosem, po czym wychyliła łupiącą głowę do Hulubka i Finroda. - A brat Dragomir, to jaki jest, skoro go znacie? Powiedzcie no o nim coś, co nie był powiedziane. Coby pewność mieć.


- Nie wspominała panienka czego szukał brat Dragomir! Ani ja tego nie uczyniłem! - Odparł surowo na wątpliwości elfki Finrod. - Zresztą zamroczony był jak składałaś wyjaśnienia. A waszmościowie niech się nie martwią. Sprawa ta dotyczy jeno kościoła i zasadności stosowania magii.


- A co kapłan taki oburzony? - odparła zmieszana gdyż w żaden sposób nie widząc w swoich wątpliwościach żadnej przywary. - Od zapewnień jeszcze nikomu nic złego się nie stało, a brak może zaszkodzić.

- Ale lekkomyślne rzucone słowa mogą wyrządzić wiele złego… Już zapomniała panienka co przed chwilą przechodziła?! - Rzucił tonem chłodnej reprymendy, po czym dodał spokojniej i z uśmiechem. - Przysiądź się do nas. Rozwiejemy twoje wątpliwości. Trzeba w końcu uradzić, gdzie szukać naszego brata i przyjaciela.
To rzekłszy mężczyzna chwycił kubek i wypił łyk wina, a następnie dokończył kaszkę.


Mizerna była mina elfki zarówno przez migrenę, jak i przez "ojcowanie" nad prawidłami świata, w którym to właśnie Leandra potrzebowała zapewnień. Bezpośredniość ułatwiała komunikację i zbliżała. Zasadniczość... była tylko dla zasad, nie dla osób. Zasadniczość stawiała bariery, bezpośredniość je przekraczała. Nie mniej, elfka poznała się na innych i potrafiła tak dobrać swoje zachowanie, by dogadać się z różnymi personami.
- Dobrze, kapłanie - odpowiedziała formułką tylko po to, by zaspokoić charakter zakonnika, który był tak różny od Czarnuszki. Po tym spojrzała na swoich zwierzęcych towarzyszy i udała się do innego stołu zabierając ze sobą oswojonego wielkiego wilka. Usiadła obok i korzystając z możliwości rozpoczęła praktykowanie rozpraszania bólu głowy intensywnym zatapianiem dłoni w sierść czterołapa.


Leandra dosiadła się do stołu wraz z Finrodem i Nikolayem. Przy stole obok zasiedli żołdacy, zajęci obecnie kaszą, piwem i wódką. Gęby mieli raczej posklejane, więc mało mówili. Bardziej nasłuchiwali, co tam dzieje się u sąsiadów. A tam obok rozmowa wrzała.
Tylko jeden z żółtych płaszczy się wyłamał. Mężczyzna, nazwany chyba przez kogoś Dankiem, spojrzał na karczmarza. Po wyrazie twarzy można było poznać, że polana wódeczka skutecznie uderzyła mu do głowy.
- Ej, wy, gospodarzu… A dupkę jakąś tu w wiosce by można, hehe, no wiecie… znaleźć i na noc sobie przygarnąć?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-26, 16:51   

Pytanie padło akurat gdy Krzesimir nakładał sobie porcję kaszy. Sam już trochę zgłodniał od tych emocji, a i piwa by się napił. Tak więc zaczekał z odpowiedzią do momentu, gdy z miską kaszy i małym kubkiem piwa (w końcu w robocie był to i nie wypadało), usiadł przy stoliku obok.
- No wiecie, chłopaki, hehe, kobit trochu u nas we wiosce jest. A co one i kiedy i za co robić chco, to ja ni wim. - pociągnął łyk piwa - Nie ma żadnych wielkomiejskich przybytków, wioska za mała, dziewczyny tu, hehe, z miłości sie na sianko kładą - Uśmiechnął się, wspominając poprzednie lato - A może powinienem powiedzieć na buraki…? - rozmarzył się.


Żołnierz ewidentnie odżył po słowach Krzesimira.
- No a kto by nie chciał takiego wojaka jak my? Waleczni my, ludu bronimy, to coś się za posługę należy, hehe. A i miłości nie zbraknie, o nie! Ja to miłości mam sporo!
- A co wy, Danko, chyba życia nie znacie – mruknął drugi. – Przeca i chłopka swój rozum ma i za darmo nie da. Srebrem błyśnij to każda ci w łoże wejdzie, nawet mężate!
- A jeszcze zobaczysz! Panie karczemny, to weźta mi tu powiedzcie, kaj szukać tych urodziwych kobit!

- Panie no, jak gdzie? Wszyndzie ładne dziołchy u nas we wsi! Ale lepiej mężatych nie tykajta, bo u nas chłopy skore do bitki i wam mordy obijo i ja niestety jako swój chłop będę musiał ich wesprzeć, moich ziomków.


- No dobra, dobra, ja tak tylko żartem, no wiadomo, hehe, że zajętych to nie wypada. Ale jakieś wolne młódki to och! Ale bym brał!
- No co racja to racja, też bym dzisiaj coś zakosztował!
- To chodźta, jeszcze nie tak późno, a może znajdziemy jakieś panny, skoro wszystkie krasne!
Po tych słowach żołdacy opróżnili do końca swoje kubki, wzięli antałek pod pachę i skierowali się ku wyjściu.

Finrod wyraźnie skrzywił się słysząc wywody wojów. Nie w smak elfowi było takie zachowanie. Miał jednak nadzieję, że nie dojdzie dziś do żadnych ekscesów. Czuł się odpowiedzialny za ich wybryki w końcu to on sam postawił im wódkę. Ich pijane wojaże i tak były na razie lepsze niż próby wieszania za szpiegostwo niewinnych osób. Strach pomyśleć do czego mogłoby dość, gby Airde'n'gaoithe nie skierował tu jego kroków.
- Cóż niewiele mogę wnieść sprawie naszego wspólnego znajomego… Przybyłem do chory Zapadnej dopiero dziś po południu… Nie orientuje się nawet zbyt obecnej sytuacji… Wiem tylko, że narastają niepokoje… - Zmęczony kapłan upił kolejny łyk wina. - Panienko Leadro, waszmość Holubek zdaje się, że znacie dość dobrze brata Dragomira. - Mężczyzna zaczął zachęć nowo poznanych do rozmowy. - Połączenie waszych historii może rzucić nowe światło na tę sprawę.


- Chłopaki, zaczekajta, może najpierw się z gospodarzem napijecie? - Chciał ich zatrzymać z dwóch powodów. Przede wszystkim nie bardzo podobało mu się to, że trójka pijanych, uzbrojonych żołnierzy będzie szukać łatwych panienek. Po drugie, bardzo podobała mu się pękata sakiewka tychże. - Dam wam jeszcze jedno piwko, na popitke wódeczki, napijem sie, co?


Krzesimir: prowokacja: k20(49) + 30 = 79 // ST = 18

Po tych słowach żołnierze zatrzymali się jak zaczarowani.
- O nosz kurrwa, no przecież! Jak mogliśmy tak wyjść bez rozchodniaczka z naszym tu kochanym oberżystą?
- No, no, swój chłop jesteś! Wypijmy za zdrowie, e… Jak ci w ogóle na imię było? A, Krzesimir! Za zdrowie naszego tutaj gospodarza Krzesimira, co wie, jak ugościć!
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-26, 17:04   

Po tych słowach karczmarza nawet zakonnika naszła ochota na wódkę. Męcząca podróż, cały ten polityczny syf… Jakże miło było zwilżyć gardło zimną wódeczką. Mężczyzna wiedział jednak, że nie powinien. Elf stłamsił ochotę na coś mocniejszego kolejnym łykiem wina. Przynajmniej nie musiał na razie martwić pijanymi żołdakami w wiosce. Poczciwy chłop z tego Krzesimira nie ma co. Karczmarz co się zowie, wie jak radzić sobie z klientelą.

Duma rozpierała Krzesimira. Został nazwany kochanym oberżystą! Już niedługo wyrobi sobie renome i w okolicznych wsiach będą mówić: “O tam, pod złotym burakiem! Trzeba iść do nich na piwo, ale to jak Krzesimir >>Beczułka<< będzie, on to wie jak zadbać o swoich gości!”. Będzie miał swoją klientele, a rodzinna karczma rozsławi się w całej chorze!
Podszedł do blatu i nalał duży kubek piwa i wziął dodatkowy kubeczek na wódke. Nalał żołnierzom i sobie.
- No, był fajny wieczór chopoki. Już myślałem, że siem bedziem napierdalać, nie? He he - uniósł kubek w geście, że jest gotowy do wypicia kolejki - No to zdrowie gości, hehe - i wypił.


Krzesimir polał sobie i żołnierzom. Ci nawet przekazali mu antałek, by to on uzupełnił wszystkim kubki, bo w końcu to karczmarz, więc na swym fachu się zdecydowanie zna. Antałek stał się zaskakująco lekki. Wódka szybko schodziła.
- Racja, już żem myślał, że to szpiegi są, a tu takie zaskoczenie, hehe! Zdrowie gości i zdrowie Krzesimira! – wykrzyknął jeden, a reszta mu zawtórowała.

- Obóz jaki macie? Czy w trójke tylko do wsi przyszli? Szpiegów szukać? - zapytał, wycierając usta rękawem koszuli. Zagada ich, to może coś jeszcze zamówią- Jak w wielkim świecie sie dzieje? Ja to nosa z karczmy nie wystawiam. wy, wielcy wojownicy, pewnie pół Erxen zwiedzili. Opowiadajta co się dzieje.


- Ano w trójkę, pilnować mamy, a za dwa dni dowódca powróci z resztą i powie, co dalej. A do tej pory oczy mamy mieć otwarte i uszy postawione, a bo nuż wróg tu się zjawi w nocy?
- No nas tu zrekrutowali nie tak dawno, hehe, zbierali wojaków na zimę bo wojna miała być no i jest teraz wojna i co, i teraz będziem siekać wroga!
- No ja nie wiem, czy będziem tak siekać, bo wróg za rzeką siedzi i nie ma mowy, by ją sforsował. Tak przynajmniej Borislav powiedział!

- Ja to tam sie na wojaczce nie znam. Przypierdolić umim, mieczem też se macham, bo kiedyś tu był taki kowal co przygody przeżywał, to mnie naumiał. A teraz kowal zdech na jakiegoś parcha to se w karczmie moich staruszków robie. - wypił kolejny łyczek piwa i zagryzł kaszą - To co, wojna? Takie napierdalanie? Na śmierć i życie?


- No te buntowniki to wiele nam nie narobią – mruknął Danko. – Mało ich je i co, żeby przeciwko całemu Erxen się stawiać? Szybko ich pogonimy, zetnie się tych bojarów i znów ład będzie. Ha, i może jakie łupy będą! I potem sława w wiosce, żeśmy odważni i śmierci się nie boimy. A wtedy to kobity i bez srebra będą lgać do nas i odganiać się będzie trzeba!
- To niesamowity zbieg okoliczności, jeśli wszyscy tu znacie Czarnuszkę! – uśmiechnął się Nikolay spod trzymanej na skroni podkowy. Pomimo krzywienia się z bólu widać było, że powolutku dochodzi do siebie. – A jeśli mamy wspólny cel w odnalezieniu go, to naturalnym będzie zasugerować, abyśmy siły połączyli. Wojna zmierza, a chyba nawet już akademicka neutralność nie wystarcza w tych dzisiejszych czasach, by ktoś nie napadł, choćby i to przyjaciel był – łypnął w kierunku żołdaków. Tamci zdali się nie zauważyć komentarza półelfa. – Kto tu się bić umie?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-09-29, 17:27   

- Nie znam brata Dragomira osobiście mości Holubek. Polecono mi jednak go odnaleźć i wesprzeć.

- Panie Holubek - odezwała się elfka, która też nie hyła mało skrzywiona od bólu. - Jeśli szukasz pan ochroniarza na pijanych żołdaków, to chyba karczmarz nadawałby się do tego najlepiej. Chyba, że kapłan mieczem macha tak samo jak gada. Ja jeno tyle, ile z polowań się uda. Poza lasem to łuku do nikogo nie mam zamiaru naciągać. A im dalej na północ, tym spokojniej będzie. Oczywista rzecz.

Finrod poprawił mocowanie szabli przy pasie.
- W swej posłudze kroczę drogą wojownika. Ślubowałem zwalczać sługi Strażnika i mroczne siły. Jeśli zajdzie potrzeba me ostrzę zaśpiewa, jednak nie chętnie to uczynię wobec braci w wierze. Obecna sytuacja bardzo mnie niepokoi… Nie mogę mieszać się w spór polityczny… Czasy te wystawiają nas na ciężką próbę... Jednak posiadam dokument, który powinien nam zapewnić pewną swobodę działania….


Wspomnienie sług Strażnika przywołało uważny wzrok elfki na kapłana. Przyglądała mu się przez chwilę i z pewnością zrobiłaby to dalej, gdyby nie kontynuowanie rozmowy.
- Panie Holubek - podjęła Leandra spoglądając powoli na półelfa. - Na kiedy to Czarnuszka planował pojawić się w Vodenitsku? Dawnoście się z nim widzieli? Opowiedzcie co od swojej strony.


Na słowa o tym, że miałby być swojego rodzajem ochroniarzem Holubka, Krzesimir zakrztusił się kaszą, tak że musiał popić piwem. Na ochroniarza nadawał się jak mało kto, to prawda. Ale opuścić rodzinne strony? Rodzinną karczmę? Po cóż miałby to robić? Żeby zwiedzać świat? Podróżować w kompanii poszukiwaczy przygód? Wdawać się w bójki z tajemniczymi stworami czy typami spod ciemnej gwiazdy? Zdobywać skarby, być świadkiem magicznych czarów?
Tak. To miało sens.
To było coś, o czym Krzesimir zawsze marzył, mimo, że te marzenia były schowane gdzieś pod kocem stabilnego “tu i teraz”. Zawsze przecież chciał mieć o czym opowiadać gościom w karczmie, z wysłużonym mieczem zawieszonym na ścianie. Nie używanym od wielu już lat, ponieważ sama jego renoma byłaby wystarczająca do zniechęcenia potencjalnych chuliganów do awantur.
Tak. To miało sens.
- No napirdalać to ja sie i umim. A jak.


- Z Czarnuszką ostatnio widzieliśmy się pierwszego dnia roku, wtedy też wyruszył z Hristogradu – odparł półelf.
Leandra poczuła, że wraz z rozwijaniem się rozmowy, ból w jej głowie uchodzi. To co jeszcze przed chwilą było katorgą nie do zniesienia, teraz pozostało reliktem przeszłości.
– Nie jestem pewny, ile mogłoby mu zająć dotarcie do Vodenitska, ale wierzę, że dotarł tam już dawno – kontynuował Holubek. - Dlatego nie ma co mitrężyć. Krzesimirze Ivanowiczu, wy znacie te rejony, prawda? Jesteście skłonni potowarzyszyć mi, albo raczej nam… do Vodenitska? Wyglądacie na rosłych i mocarnych, więc każdy by dwukrotnie się zastanowił przed zastąpieniem nam drogi. Oczywiście jestem skłonny taką pomoc odpowiednio wynagrodzić.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-10-10, 18:35   

Miałby wyruszyć w podróż, w poszukiwaniu jakiegoś Czarnuszki, zajmującego się magicznymi sprawami, zobaczyłby całą chorę… I jeszcze mieliby mu za to płacić?
- Panie, ja to bym zaraz za tobo lecioł, karku nadstawiał, ale co ja z tom karczmo? Musze się z rodziną rozmówić, ktoś tu musi być, interesu pilnować. Sam wisz, panie. - Szerokim gestem objął dobytek rodzinny - Ja to bym już teraz zaraz leciał w świat, zobaczyć to i tamto, sami wicie, nie? Piwo z niejednego kufla i chleb z niejednego pieca, jeśli wiecie co mam na, hehehehe, myśli.


- Ależ oczywiście – sprostował półelf. – Rozmówcie się na spokojnie z rodziną, przyjaciółmi. Z pewnością znajdzie się ktoś, kto zarządzi waszą karczmą na czas nieobecności!

- Zagadam no, do staruszków, jak tylko kur zapieje, Panie. - powiedział, szczerząc zęby. Dopił piwo, przepłukując gardło po ostatniej łyżce kaszy. Wstał, odniósł miske i kufel na miejsce przeznaczone na brudne naczynia i utensylia. - Coś podać jeszcze?

Piwo szybko się kończyło. Nie licząc rzecz jasna nietkniętych kufli dwojga elfów przebywających w karczmie. Żołdacy zdecydowanie wkroczyli już w tę słynną senną alkoholową fazę. Jeden z nich oparł się o ścianę i przymknął oczy, drugi ziewał przeciągle wsparty łokciami o blat, a tylko trzeci, ten z mieszkiem, wyglądał jeszcze na relatywnie rozbudzonego. Przysłuchiwał się rozmowie, chociaż sam wiele nie mówił. Dopiero na pytanie karczmarza zareagował:
- A wy te piwka to będziecie pić? Bo szkoda tak, by się zmarnowały, jak już zapłacone…

- Bierzta - odpowiedziała elfka zwracając się do żołdaka. Następnie spojrzała na uczonego - A co planowaliście w Vodenitsku, panie Holubek, razem z Czarnuszką? Coś, co mogło być uznane za... Nieodpowiednie...? To dziwne... Był umówiony ze mną w Ivanogrodzie jeszcze przed nowym rokiem... Mówił coś, o swoim spóźnieniu? O jakimś swoim odkryciu...?


Żołdak momentalnie się ucieszył. Wstał, podszedł do stolika obok, zgarnął kufel Leandry i Finroda, po czym wrócił na swoje miejsce. Jedno piwo trafiło w jego ręce, a drugie w ręce kompana.
- Nieodpowiednie? – zdziwił się Holubek. – Nie rozumiem. Badaliśmy pewne pulsy magiczne, które docierały w ten rejon, ale nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie szukać, dopóki nie wydarzyła się ta magiczna eksplozja gdzieś na północy… Przyznam, praca ta trochę nas pochłonęła, chociaż Dragomir nic nie wspominał, jakoby miał być gdzieś spóźniony. Rozumiecie, szanowna pani, to może być odkrycie na miarę całego stulecia…
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-10-10, 18:37   

“Nieodpowiednie” na dźwięk tego słowa brew zakonnika uniosła się pytająco w górę. Spojrzał badawczo na kobietę. Zaiste elfka nie potrafiła dobierać słów. Nawet nie poparta żadnymi dowodami taka
insynuacja budziła niepokój w mężczyźnie. Miał nadzieję, że był to tylko kolejny przejaw niefrasobliwości kobiety. Inaczej...
- Zaiste incydent ten był na tyle silny, że został wychwycony nawet przez nestorów naszej rasy nigdy nie szkolonych w użytkowaniu wiatrów magii daleko na północy… Budzi to nasze zaniepokojenie zwłaszcza, że do zdarzenia doszło w chorze, gdzie zawisło ryzyko wojny domowej… Wyjaśnienie tego zjawiska to sprawa priorytetowa… Mości Holubek udało się wam ustalić coś konkretnego o naturze tej osobliwości?


– Aż głupio się przyznawać – mruknął Holubek – ale niewiele dowiedzieliśmy się do tej pory. Z pewnością mamy do czynienia z niecodzienną mocą magiczną. Inną niż ta najpowszechniej stosowana przez naszych lokalnych użytkowników magii. Niemniej badania skupione były na wychwyceniu źródła pochodzenia tych impulsów, nim nastąpił wybuch energii. Przeto, nad czym bardzo ubolewam, nasze dotychczasowe badania przestały mieć większe znaczenie, jako że pojawił się namacalny i łatwy do namierzenia ślad. Ech, wszystko to jak krew w piach... Ale! – uniósł palec ku górze – nie ma co się zasmucać. Może to i dobrze, bo kto wie, ile jeszcze spędzilibyśmy czasu na badania w terenie? Teraz może i przyjemniej by było, jako że wiosna się nam zrobiła…

- Potraficie ważność wskazać miejsce incydentu? Prędzej czy później musimy się tam udać...


– Hmm, według Czarnuszki powinno to być na północ stąd. Z tego właśnie powodu mieliśmy się spotkać w Vodenitsku i stamtąd działać dalej.

Finrod: znajomość Erxen: k20(8) = 20 // ST = 18

- W takim razie powinniśmy ruszać w tamtym kierunku. Może po drodze natrafimy na jakiś ślad. A co panienka o tym sądzi? Zdaje się, że jesteś lepiej rozeznana w tej sytuacji i okolicy. Leandro lepiej ruszać dalej czy przeczesać okoliczne tereny?

- Jak miałam ostatnie wieści od Czarnuszki, gdy umawialiśmy się z nim na Ivanogród przed nowym rokiem... To czekałam na niego właśnie tam, a gdy go nie było, dopiero zaczęłam przeczesywać teren. Jeśli pan Holubek twierdzi, że był umówiony z Czarnuszką właśnie tam... To nie widzę potrzeby, by dalej kontynuować mojego zamysłu. Byłoniebyło w pewnej formie udało mi się... Obyśmy zastali Czarnuszkę w Vodenitsku. Choć... - zastanowiła się przez chwilę, a z odpuszczającym bólem było to znacznie prostsze. - Choć dziwnym jest, że nic nie wspominał o Ivanogrodzie... Niezmiernie cieszy mnie, że nic mu się nie stało i jest zdrów. Te jego badania... Często traci dla nich głowę. Zapewne list nie dotarł do naszego wspólnego przyjaciela, z którym na niego czekaliśmy...


- Powinniśmy więc wyruszyć skoro świt do Vodeniska. Podróż nocą nie jest najlepszy pomysłem, w tych niespokoinych czasach. Z resztą od dawna nie miałem pod nogami stabilnego gruntu.... - Westchnął i skinął ręką na karczmarza. - Mości dobrodzieju możesz pozwolić do nas na moment?


Został wyrwany z krótkiego zamyślenia o wielkich podróżach, które go czekają, jeśli wyruszy z Holubkiem i dwoma elfami. Za daleko się od rozmówców nie znajdował, ale powstał grzecznie i podszedł do stolika.
- Czym pomóc? -


- Czy znajdzie się u was jakaś izba na noc?

- Tylko ta - wskazał bliżej nieokreślonym ruchem ręki pokój w którym się aktualnie znajdowali - Izba mała, ale przynajmniej ciepło nie ucieka, nie?

- I sucho. - Kapłan się uśmiechnął kącikiem ust. - Nie będzie, więc problemu jak zatrzyma się tu na noc… Dziękujemy za gościnę. - Spojrzał badawczo na umięśnionego mężczyznę, faktycznie może okazać się cennym wsparciem. - Przemyślał waszmość propozycję pana Holubka? Na trakcie nie będzie wygód i bezpiecznych czterech ścian…

- Jak żem mówił, z rodzicami ustale z rana, czy se poradzo beze mnie w złotym buraku, nie? Jeden obol za nocleg bydzie. - Wyciągnięta dłoń, wyprostowana, jak zawsze, zawisła w powietrzu. Uwagę o bezpieczeństwie i wygodach puścił mimo uszu. Co się temu szpiczastemu wydaje? Że co on se nie poradzi? - Coś bedzie jeszcze? - Zwrócił się już bardziej do ogółu zgromadzonych. Nocleg zapewniony miał Holubek i, ewentualnie, elf, jeśli zapłaci. Żołnierze i kobieta na ten moment śpią pod gwiazdami.

Chociaż, gdy się przyjrzeć, to dwójka żołnierzy spała już pod dachem gospody. Tylko trzeci sączył jeszcze piwo i lepkim spojrzeniem przeskakiwał po rozmówcach.
- Karczmarzu Krzesimirze, my tooooooo – ziewnął przeciągle – z rana zapłacimy, przy śniadanku. Macie moje słowo.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-10-23, 20:16   

- Po obolu, lub śpicie w polu - zarymował, widocznie z siebie zadowolony Krzesimir - Płatność z góry. Jako że was lubie i jesteście w trójkę, to wam zrobie promocyje, dwa obole, teraz.
– Dobra, dobra... – mruknął żołdak, grzebiąc niezręcznie przy pasie. Wyciągnął dwa obole i położył je na blacie.


Finrod wysupłał z mieszka obola i złożył go w otwartej dłoni karczmarza. Brak reakcji ze strony młodzieńca rozbawił zakonnika, przypominał mu siebie z dawnych lat nim oni nadeszli… Entuzjazm, pewność siebie, poczucie niezwyciężoności...
- Młody jeszcze jesteś… Przemyślałeś to dobrze? - Elf rozejrzał się po gospodzie. - Masz wszystko czego dusza zapragnie… Dom, gospodę, majątek… Coś co warto bronić? - Finrod spoważniał i spojrzał prosto w oczy młodzieńca. - Jesteś pewny, że chcesz to zostawić i iść w nieznane?


Krzesimir wzruszył ramionami na pytanie elfa. Nie znał odpowiedzi, za głupi był, by zajmować sobie głowę takimi sprawami.
- Nie wiem, panie, siedzę w tej karczmie całe swoje życie, znam każdy jej kąt tak, że obudzony w rowie po całonocnym pijaństwie jestem w stanie powiedzieć ile desek znajduje się w każdym z tych stołów, mogę wam powiedzieć czyj ząb zostawił dziurę w ścianie i kto połamał sobie ręce spadając w pijańskim szale z tego oto stoła, jak pośliznoł sie na piwie. Znam tu wszystkich i z wszystkimi gadałem i piwo piłem, nie? Co mnie tu czeka, jak nie to samo, dzień za dniem? Ile warte to, to ja już wie. Nic nowego mnie nie spotka. A chociażbym miał zdechnąć jutro, zajebany przez jedną czy drugo strone, to chociaż se kawałek świota zobaczył. I tyle mam do powiedzenia. - Dawno tyle słów nie powiedział jednym ciurkiem. Nie zastanawiał się za bardzo nad ich sensem, ale płynęły one prosto z serca, bo za głupi był, by mógł je wymyślić. No nie ma się co oszukiwać, sam za bardzo nie rozumiał tego co powiedział, ale zgadzał się z tym w pełni i to właśnie siedziało w nim.


– Och, ależ tuszę, iż tak niebezpiecznie to nie będzie – skomentował Holubek. – Eskorta do Vodenitska, gdzie będzie Czarnuszka, a tam to już zupełnie daleko od wojen i strachów, które to panoszą się na południu. A z Czarnuszką to już w ogóle strach się w bitki wdawać! Chłop jak dąb, zupełnie jak wy, karczmarzu. Myślę, że się polubicie. Podobne charaktery macie.

Słowa człowieka wprawiły elfa w zadumę. Jakże upływ lat i balans doświadczeń zmienia nasze postrzeganie na świat… Azali nie jesteśmy niczym więcej niż liśćmi unoszonymi przez wiatr… W końcu odrzekł enigmatycznie:
- Młodość… Już prawie zapomniałem… Zbyt wiele lat mi ciąży… Znajdziesz odpowiedź jak powrócisz..


Karczmarz ponownie wzruszył ramionami. Duża ilość myślenia, czy też bezpośredniego wylewania myśli przez usta bez większego rejestrowania tego co się mówi, sprawiła iż wpadł w mniej wesoły nastrój, niż ten, w którym był przed chwilą. Nie skomentował, skwitował tylko owym krótkim wzruszeniem ramion i uniesionymi kącikami ust w lekkim, sztucznym uśmiechu.


Ostatnia osoba również musiała uiścić opłatę. Podniosła się więc ze stołu i wróciła do swoich rzeczy zalegających w rogu izby. Wielki wilk podążył za swoją panią i tym razem był zainteresowany tym, co robi z rzeczami. Wciskał swój pysk tak, jakby chciał dostać coś dla siebie. Niestety, ani nie dostał wyciągniętego obola, ani nie dostał wyciągniętych kolejnych nasion dla ptaka. Dziobaty zatrzepotał trochę, choć w końcu wydziobał swój przydział. Wilk natomiast został wygłaskany przy pysku, a po tym Leandra podeszła do włodarza przekazując mu zapłatę.
- Za nocleg - zakomunikowała z lekkim przybiciem.


Schował zapłatę do kieszeni, tam gdzie znajdowała się reszta monet z dzisiejszego utargu.
- Zostawiam was więc samym sobie, byście mogli wypocząć. Tylko nie hałasujcie, bo mi matule obudzicie. A moja matula jak obudzona to wkurwiona, nie? Chyba, że chceta jeszcze po kaszy czy coś do picia? - Kaszy wprawdzie dużo nie zostało, więc Krzesimir i tak miał zamiar dać resztki jedzenia Łatce - kotce, która zadomowiła się poprzedniej zimy w stodole i jakoś nie chciała się wynieść. I tak powinien zobaczyć czy Ivan niczego nie spierdolił przy koniu.


Kaszy nikt już nie chciał. Brzuchy były pełne, a głowy zmęczone.

Schował wszelaki alkohol na zaplecze, tak jak robił to już wielokrotnie.
Czynności późnowieczorne też już miał opanowane - jedzenie dla Łatki, sprawdzenie ivanowej roboty.
Zatrzymał się na chwilę, stojąc w ciszy i gładząc holubkowego konia po szyi. Myślał o słowach zakonnika. Znajdziesz odpowiedź jak wrócisz. Odpowiedź na pytania, których się nie zadaje; pytania, które nie zawierają słów.


Koń był spokojny, nakarmiony, cichy. Pachniał deszczem. Cisza ta panująca w stodole stawała teraz w kontraście z tym, co miało wydarzyć się rano. Podróż, przygoda? Niby zwykła wędrówka do miasta dla jednych, a dla innych otwarcie nowego rozdziału w życiu.
W tak zwanym międzyczasie cała reszta bywalców przyszykowała się do snu. Jeden żołdak wybudził pozostałych, po czym wyciągnęli posłania ze swoich plecaków i wyłożyli je na ziemi. Zreflektowali się, że tak właściwie to miejsca było mało przy ciepłym palenisku, więc poprzestawiali nieco stoły pod nieobecność gospodarza. Holubek również wyciągnął swoje posłanie, chociaż w odpowiednim dystansie do wojaków.
Gdy Krzesimir powrócił do gospody, czterech z sześciu gości leżało już na ziemi. Ogień radośnie strzelał, choć widocznie miał się na wyczerpaniu. Za godzinę jakąś zgaśnie, jednak wewnątrz było tak przyjemnie i ciepło, że dalsze dorzucanie nie miało większego celu. Chyba że ktoś był ewidentnym zmarźluchem.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-10-23, 20:17   

- Jak co to śpie tu. Nie budźta mnie bez powodu. - powiedział, powstrzymując ziewnięcie, zamykając za sobą drzwi na zaplecze.
Przekręcił klucz w zamku i położył się na wysłużonym tapczanie.
Młodość…


Leandra wróciła do swoich tobołków i rozłożyła się w tym samym miejscu. Za specjalnie nie potrzebowała ciepła, jeśli obok niej mógł rozłożyć się wielki wilk. Temu natomiast nie było blisko do snu, a widząc swoją panią na podłodze, ino bliżej siebie, zebrało mu się na zabawę. Tak też paręnaście minut zostało spędzonych na zaczepchach, przypchankach, czy siłowaniu się. Można było wręcz zauważyć, że czynności te znacznie poprawiły nastrój elfki, której wiecznie umęczony i zmartwiony wyraz twarzy nieco został stonowany. W końcu też i ta dwójka usnęła śpiąc jedno na drugim...


Mężczyzna przez dłuższą chwilę przyglądał się poczynaniom innych siedząc spokojnie przy stole i dokańczając wino. Myśli jego zbłądziły w odległe czasy młodości… Młodości, która przeminęła zbyt szybko… Utkwił wzrok w płomieniach… Mimo, że tak spokojne wciąż przywoływały echa… Tamtej Nocy… Wzdrygnął się… Wstał i ułożył przy ścianie swoją broń, a następnie ukląkł przed nią. W starej mowie odnowił swe śluby… Gdy zakończył rytuał, powstał, rozdział płaszcz i zbroje, które złożył przy plecaku. Potem wyciągnął koc i ułożył go równoległe od swojego ostrza. Położył się na bok, z twarzą zwróconą do ściany, by nie patrzeć w płomienie…


I tak jak jeszcze przed chwilą wszyscy byli gotowi rzucić się sobie do gardeł, a krzyk nie ustawał, tak teraz wszyscy, jak jeden mąż, złożyli się we wspólnej izbie w jeden, spokojny, niewzburzony sen. Tylko ogień dogorywał jeszcze w palenisku, aż i on dał za wygraną i dołączył do reszty.



12 dzień Merris. Poranek.

Światło przebijało się nieśmiało przez szpary w okiennicach. Pierwszy gwar, pierwsze oznaki życia zza drzwi karczmy. Dźwięki wybudziły jednego, a potem poszło lawinowo, aż w odstępie kilku minut każdy był już przebudzony i wpatrzony w sufit nad sobą lub ścianę przed sobą. Kroki, stukoty, rozmowy. Chłopi szykowali się do swoich codziennych obowiązków. Krzesimir znał ten hałas jak nikt inny. Wystarczyło nadstawić ucha, by wiedzieć kto, gdzie, w jakim celu.
Pierwszy powstał jeden z żołdaków, choć widać było, że z musu. Oparł się dłonią o ścianę, schował głowę w ramionach i złapał się za brzuch. Wyjąkał coś mało zrozumiałego.
- Beda rzigoł…
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2018-10-23, 20:20   

Pierwsza rzecz, którą Krzesimir usłyszał po przebudzeniu nie napawała optymizmem. Nie był pewny, czy frontowe drzwi również zamknął na klucz. Oby. Bo utopi żołnierza w jego własnych rzygowinach.

Nikt prócz niego i niefortunnego żołdaka nie postanowił jeszcze wstać. Każdy leżał w ciszy i rozkoszował się jeszcze tymi ostatnimi porannymi chwilami, nim obowiązki dnia dadzą o sobie znać.

- E! Nie rzygać mi tam! - krzyknął otwierając drzwi do izby. Ide do gospodyni, jakieś śniadanie chco? Naparu, czy co? - Matka czasem, jak sobie goście życzyli, to jajka smażyła na takiej wielkiej patelni - nie za darmo oczywiście.

Słowa karczmarza wyrwały elfa z porannego odrętwienia, poruszył się niespokojnie na swym posłaniu i odparł:
- Zdała, by się jakaś strawa mości gospodarzu.
Mężczyzna powstał i zaczął składać swój koc. Następnie ukląkł przed szpadą i rozpoczął poranną modlitwę.


Otworzył drzwi frontowe, i zostawił je tak, by się przewietrzyło to co ta banda naoddychała przez noc.

Faktycznie, jakby wciągnąć atmosferę nosem, to czuć było ostrą, samczą woń. Nie było to nic przyjemnego, ale też nic odbiegającego od codzienności. Zwłaszcza dla Krzesimira.
A po otwarciu drzwi jego oczom ukazała się znajoma postać. No, znajoma to może nietrafne określenie, w końcu w wiosce znał każdego. Był to jego ojciec, który właśnie przystanął przed drzwiami. Ciągnął za sobą wózek, na którym spoczywała pokaźnych rozmiarów beczułka.

Jak wyglądał Ivan Draganowicz? Jakby postawić Krzesimira obok i zabrać mu połowę włosów, ogolić lico na gładko, to można by powiedzieć… Że ni trochę nie są do siebie podobni. No oprócz tych włosów i braku brody oczywiście. Ivan może chudy nie był, ale na pewno nie był takich rozmiarów jak jego syn. Muskulaturę kiedyś miał, teraz już zaniedbaną od piwa i osiadłego trybu życia, jednak w barkach wciąż był szeroki. Twarz miał szczupłą, z wydatnym podbródkiem. Stał wyprostowany, z rękami skrzyżowanymi na piersi.


- No, ty to zawsze masz wyczucie. Chodź no i pomóż, wtaszczymy ją do środka. Dużo gości jest?

- No. Eee. Pięciu? Nie. Sześciu. Siedmu, kurde. Zreszto sam patrzaj.- pieprzone liczenie. Pomyślał, zabierając się do pomocy ojcu. - Coś im trza bedzie do jedzenia narychcić. - Nadąsał się, nie wiedząc jak zacząć rozmowę. - pogadalimy potem, nie?

- No, sześciu tu widzę – mruknął Ivan. – Całkiem nieźle, nieźle… No dobra, to raz, dwa… Trzy!! – rzekł, podnosząc beczułkę z pomocą Krzesimira. Czy może raczej Krzesimir z pomocą ojca. Gęsta ciecz wewnątrz chlupnęła, rozbijając się o ścianki. Kolejna dostawa piwa. Tę beczułkę Krzesimir już znał, krążyła ona regularnie między karczmą a lokalnymi chłopami z sąsiedztwa, którzy piwo warzyli. Nie było może ono najsmaczniejsze, ale i tak lepsze to, niż siedzenie o suchym pysku. Ruszyli w stronę kontuaru.

Po zakończeniu modłów zakonnik powstał i przywdział zbroję. Następnie z wielką pieczołowitością przypiął broń do pasa. Jak co ranka sprawdził czy ostrze luźno przesuwa się w pochwie… Jeden ruch może zadecydować o losie całego starcia… W pomieszczeniu było strasznie duszno, dlatego elf ruszył spokojnym krokiem w stronę drzwi wejściowych, by zakosztować trochę świeżego powietrza…


Elf wyminął się z gospodarzami i wyszedł na zewnątrz. Widział poranny rozgardiasz, poranne obowiązki, porannych ludzi. Wieś tętniła życiem.
A zaraz za elfem, prawie go potrącając, wybiegł jeden z żołnierzy. Wykonał dwa kroki wzdłuż ściany budynku, po czym zrzygał się tak obficie, że aż wszyscy chłopi w okolicy zatrzymali się na pokaz.
- No, ale warto już obudzić towarzystwo – mruknął Ivan, stawiając beczułkę na zapleczu. – Stara coś im ugotuje, zara ma przyjść.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group