Po usłyszeniu propozycji Ervina, Emett spojrzał na bohatera z oburzeniem, nie ukrywając i nieco złości.
- Przypominam sobie jak ktoś, całkiem niedawno, podobnie przybył ledwo żywy do naszego obozu - stwierdził, odwracając się z powrotem do nieprzytomnego mężczyzny. - Z tego co sobie przypominam, obudził się bez więzów... pomimo listów gończych i mało przyjaźnie nastawionego, ostrego przyjaciela.
Fendall uśmiechnął się do Ervina i przytaknął Emettowi. Pozostali kompani nie zaszczycili pomysłu Ervina nawet komentarzem.
Ervin rzucił okiem nad las, ale nie widział tam nic większego niż całkiem zwyczajne ptaki. Wśród drzew zdawał się panować spokój.
- Facet nie jest ranny - oznajmił Emett. - Ale jest ewidentnie wycieńczony, tutaj... - brodacz złapał człowieka za łydkę, i ten zawył z bólu, nie otwierając oczu - aha, i tam też... nawet nieprzytomnego złapały skurcze. Nie wygląda na mało sprawnego fizycznie, raczej nawykły do całego dnia pracy... musiał tak biec co najmniej pół dnia, jak nie więcej.
- Hm! - chrząknął krasnolud. - Cokolwiek go pogoniło, jest kawał drogi stąd.
- O ile nie błądził - wtrącił się Fendall. - Powinniśmy mieć na to nadzieję, przybiegł z grubsza z kierunku, w którym się udajemy.
- Ha, nadzieję! - machnął ręką Glargh. - Dawać ich tu! Nie ma tu nic, czego bym się bał! - Tu z namaszczeniem pogłaskał rękojeść swej broni.
- Dobra, dobra - powiedział na to wszystko Emett i obszedł nieprzytomnego od strony ramion. - Chodź któryś, przeniesiemy go na wóz obok Fredricha.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-30, 08:56
Mimo, że w sytuacja wybiegającego z lasu, krzyczącego w w strachu mężczyzny różniła sięod niemal martwego pół-elfa z ranami po walce , Ervin nie odezwał się już słowem, po komentarzu zwiadowcy. Przyglądał się oględzinom nieprzytomnego w milczeniu. Czy było to spowodowane tym, że było mu głupio, czy po prostu stracił chęć do dalszego komentowania sytuacji - wyszło na to samo.
Najmądrzejszym by było jakby przeniesieniem człowieka na wóz zajął się Glargh - Jako zielony na pewno miał najwięcej krzepy z nich wszystkich. Jeśli jednak nikt nie wyraził chęci do pomocy Emettowi, Ervin podszedł do nóg nieprzytomnego i pomógł przenieść go na wóz.
Glargh niemal od razu ruszył z pomocą Emettowi, i nie minęły cztery chwile nim nieznajomy znalazł się na wozie obok Siegvaardczyka.
Obóz był już praktycznie zebrany, wszyscy gotowi do drogi. Zaraz po przeniesieniu mężczyzny na wóz, Emett wskoczył na konia Fredricha i pogalopował kawałek naprzód, sprawdzić, czy droga jest wolna. Reszta drużyny również obsadziła wozy, nie licząc Fendalla, który to z kolei pojechał obejrzeć kawałek drogi powrotnej. Po co? Być może tylko dlatego, że miał chwilę wolnego czasu, w końcu nie było żadnego rozsądnego powodu, by spodziewać się pościgu.
Minęły cztery godziny podróży, nim Ervin usłyszał krzyk budzącego się człowieka. Jechał wtedy na koźle obok Korinina, wóz zaś prowadzony przez krasnoluda jechał z tyłu. Dlatego bohater widział świetnie, jak człowiek, w panice spadł niemal z wozu, gdy próbował uciekać z pojazdu. Powstrzymał go tylko Cin, który pojawił się przy nim znikąd i wciągnął z powrotem na wóz, bez problemu unieruchamiając wycieńczonego człowieka.
- Sprawdzisz, co z nim? - zapytał krasnolud. - Najlepiej dowiedz się, przed czym tak uciekał. Tylko ostrożnie, nie wiadomo jak z jego psychiką... Źle coś powiesz, to może mu odbić. A jeśli to jednak banda czarnych orków zeszła z gór, albo obudził się jakiś zasrany smok? Lepiej wiedzieć o tym wcześniej.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-10-01, 12:10
Podróż przebiegała spokojnie. Ervin mógł, siedząc na wozie, odpoczywać rozglądając się i podziwiając okoliczności przyrody. Nasłuchiwał pośród podmuchów wiatru i skrzypieniu wozu odgłosów pościgu, którego wizja ciągle majaczyła gdzieś z tyłu głowy pół-elfa. Im bardziej oddalali sięod miasta magów, tym pościg wydawał się mniej prawdopodobny, jednak za osobąbędącą w posiadaniu ostrza żniw mogły być wystosowane specjalne środki.
Gdy słońce przewędrowało trochę po niebie, człowiek zbudził się z krzykiem na ustach.
Na słowa krasnoluda Ervin tylko skinął głową i zszedł z wozu i wskoczył na pojazd "chorych i potrzebujących specjalnej opieki".
Z początku nie chciał odzywać się najpierw do mężczyzny. Niech tamten nie myśli od razu, że jest przesłuchiwany. Niech przyzwyczai siędo widoku innej osoby, towarzyszącej mu w podróży. Siedział tylko obok niego, na widoku.
Odczekał aż oddech nieznajomego siętroch uspokoi i zagaił.
- Jestem Ervin. - wyciągnął dłoń w geście przywitania - A Ty?
Mężczyzna widocznie był wciąż roztrzęsiony, jednak nie próbował się wyrwać Cinowi. Widocznie, odzyskawszy przytomność, nie odzyskał jeszcze jasności umysłu i myślał wciąż o ucieczce. Teraz jednak, gdy chwilę poleżał przytrzymywany przez młodego łotrzyka, uspokoił się i Cin uznał za stosowne wypuścić go. Nieznajomy usiadł w głębi wozu opierając się o burtę i z podciągniętymi kolanami. Gdy Ervin usiadł na wozie, nie zareagował. Młodzieniec zaś, widząc, że jest ktoś, kto może zająć się gościem, zeskoczył z wozu i wrócił na swoje miejsce na koźle obok Glargha.
Gdy Ervin odezwał się do nieznajomego, ten widocznie się wzdrygnął, jakby wyciągnięty z głębokiej myśli zapomniał, że nie jest na wozie sam. Przez chwilę patrzył tępo na wyciągniętą rękę pół-elfa, po czym uścisnął ją krótko.
- Joen.
Swoją rękę szybko zabrał, i podobnie jak drugą, trzymał blisko siebie. Patrzył przed siebie, trochę nieprzytomnie, ale Ervin zauważył, że nieprzytomny wciąż Fredrich często przyciąga jego wzrok. Do typowego obrazu osoby, która przeżyła traumatyczne zdarzenia, brakowało mu tylko, by kiwał się i mamrotał coś pod nosem. Kto wie, może jeszcze na to przyjdzie czas?
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-10-03, 21:46
Ervin nie mógł stwierdzić, czy taktyka jaką obrał działała. Nie chciał naciskać za bardzo na roztrzęsionego mężczyznę, by ten nie zamknął sięw sobie. Uściśnięcie dłoni jednak, jakkolwiek krótkie by nie było, stanowiło dobry początek rozmowy.
- Joen - powtórzył cicho, jakby do siebie.
Leżący obok Fredrich wydawał się niepokoić gościa.
- Niedługo powinien wydobrzeć - powiedział, kiwając głową w stronę nieprzytomnego kompana. - Jest w dobrych rękach.
Czy zmiana tematu na kogoś innego pomoże? Chwilęmogli pogawędzić o czymś innym, by po chwili wrócić do sedna sprawy, która Ervina interesowała.
Joen z początku wyglądał, jakby w ogóle nie usłyszał Ervina. Siedział tak wciąż, nie bardzo obecny umysłem. Wtem wóz wjechał na większą nierówność terenu, która wstrząsnęła całym pojazdem. Nasuwało to złe myśli na temat władz gminy, ale również zdało się zbudzić nieco mężczyznę. Jego wzrok zogniskował się na nieprzytomnym Siegvaardczyku i nie opuścił go już. Ervin myślał już, że człowiek ponownie zawisł w niebycie umysłowym, jedynie wzrokiem znajdując stały punkt, gdy Joen w końcu przemówił.
- Co mu się stało?
W jego głosie brzmiała ciekawość, ale i smutek. Tak, jakby nie usłyszał słów Ervina i mówił o Fredrichu, jakby miał niedługo ich opuścić.
A w międzyczasie wozy poruszały się sprawnym tempem, nastało południe. Gdzieś w oddali, przed nimi i nieco na północ, majaczyły góry.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-10-09, 18:33
Ervin dzięki temu, że jego rozmówca niespecjalnie skupiał się na konwersacji, sam mógł poświęcić kilka chwil na bliższe przyjrzenie się mu, nie wzbudzając specjalnego dyskomfortu w obserwowanym człowieku. Czy Joen wyglądał na mężczyznę przywykłego do wojaczki? Czy był dobrze odżywiony? Czy, jakieś blizny, ledwo zagojone rany, dłonie świadczące o pracy w polu, czy wręcz przeciwnie, mówiące, że pracąfizyczną się nie para.
Na pytanie o Fredricha, skierował wzrok na siegvaardczyka.
- Byliśmy najęci jako ochrona dla karawany kupieckiej. - odparł, obejmując wzrokiem resztę drużyny - Fredrich - kiwnął głową w stronę rannego - dostał strzałą w klatkę. Tylko dzięki temu, że Emett zna się na opatrywaniu ran - tutaj skinął w stronęzwiadowcy - naszego kompana by tu już nie było.
Rozmówca widocznie zadowolony był odpowiedzią Ervina, bowiem pokiwał tylko nerwowo głową, i powrócił do swojego milczenia.
Mężczyzna wyglądał jak typowy chłop. Duże dłonie miał widocznie pokryte stwardniałą skórą i śladami po zaschniętych pęcherzach od ciężkiej pracy. Był żylasty i niezbyt postawny, jednak spod skóry widocznie wystawały mu również mięśnie. W przeciwieństwie do tłuszczu, którego zdawało się na nim nie być ani uncji. Ogólnie Ervin oceniłby, że jest sprawny i nawykły do fizycznej pracy, ale na skraju niedożywienia.
Do wyglądu typowego wieśniaka pasowało również ubranie człowieka, krzywo przycięte włosy, skóra pociemniała od słońca. Nie mógł być najbiedniejszym z chłopów w swojej wsi, miał wszak na nogach buty bez dziur, ale z pewnością daleko mu było do sołtysa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum