Zdecydowanie wszystkie problemy, po których rozwiązanie przybył Ervin Ichaer do Broln zostały rozwiązane w pełni. Kolejny trop w poszukiwaniu Iska został odnaleziony. Miejsce, gdzie można było zdobyć wiedzę o Ostrzu, było tylko o kolejny szlak.
Tylko… czemu coś wydawało się być nie tak?
Ach, martwy strażnik. Wszystko zawsze sprowadzało się do martwych kurew. I strażników, rzecz jasna.
Ervin siedział za biurkiem w jednym z pokojów w Bibliotece Broln. Naprzeciwko niego siedział strażnik miejski, przeznaczony do badania sprawy Ostrza Zguby, powiązań z Quelinem i jora Iska. Martwy, dodajmy do tego. Przebity bronią bohatera, acz wcale nie z jego woli ani inicjatywy. Ostrze samo widocznie postanowiło rozwiązać dylemat pół-elfa. Całkiem efektywnie, temu nie da się zaprzeczyć.
Bohater został postawiony przed faktem dokonanym. Miał niewiele czasu na opracowanie dalszego planu. Bibliotekarze oczywiście bez wątpienia nie mieli zamiaru przeszkadzać w rozmowie, ale i jasnym było, że nie mogła ona trwać do jutra.
Struga światła padająca na biurko zaczęła przygasać. Słońce zasłoniły chmury. W biurze zaczęło robić się bardzo ciemno.
Ostrze Zguby, do tej pory lewitujące i dalej wbite w strażnika zaczęło powoli wysuwać się z człowieka. Ciało mężczyzny oparło się przez to na krześle, i gdy cała czarna klinga opuściła z mlaskiem mięsa i krwi oraz zgrzytaniem kości trupa strażnika, ten dalej nie przewrócił się na podłogę. Po tym Ostrze powoli opadło na posadzkę, stanęło na niej czubkiem i oparło się biurko. W takiej pozycji zamarło i Ervin z całą pewnością poczuł osłabienie obecności artefaktu, jakby Miecz ułożył się nakarmiony do snu.
Nie było jeszcze późnego popołudnia, a dzień do tej pory był bardzo interesujący. Cóż jeszcze mogło zaskoczyć Ervina przed zachodem?
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-04-27, 12:17
Zdziwienie, jakie wymalowało się na jego twarzy pozostało na niej jeszcze przez dobrą chwilę, zmieniając się powoli w szeroki uśmiech. Wstał ze swojego krzesła spokojnie i obszedł ciało, kierując się do drzwi. Starał się iść cicho, nasłuchując kroków albo głosów na korytarzu.
- Osobą? Nie wiem, co mówi ta księga. Mało mnie to zresztą interesuje. Ja miałem znaleźć Jora. Nie obchodzi mnie też, czy jest złodziejem, nekromantą, czy czarnoksiężnikiem. To już przecież wasz problem. - Mówił z twarzą skierowaną w stronę ciała, tak by jego głos nie kierował się bezpośrednio na drzwi.
Stanął przy drzwiach, nasłuchując. Nie wiedział czy cokolwiek to da. Nie miał jednak zamiaru wytykać choćby nosa za drzwi.
Podszedł równie cicho do biurka. Schował opasłe tomisko do plecaka i założył go na plecy. Przejrzał torbę strażnika i przetrząsnął jego ubranie w poszukiwaniu przydatnych rzeczy. Każda pomoc w ucieczce będzie znacząca.
Wziął miecz do ręki. Dużo czasu minęło, od kiedy ostatni raz dotykał wiecznie zimnej rękojeści. Trochę obawiał się tego chłodu, jednocześnie łaknąc go.
Czuł w nim żywą istotę. Spowodowane było to obecnością niezliczonej ilości dusz zgromadzonych w artefakcie, czy więzią łączącą Ervina z pradawnym ostrzem?
Zniknij, przenieś się do pokoju, tam skąd przybyłeś. Bez Ciebie będzie mi prościej stąd uciec. Zabierz mnie ze sobą.
Nie znał możliwości artefaktu. Czy może dowolnie się przemieszczać w przestrzeni? Może będzie w stanie zabrać go ze sobą? Ułatwiłoby to całą sprawę.
Jakiż on był głupi, żeby zdradzić im swoje nazwisko!
Przeklął się za tę głupotę.
Chwilę później próbował już, z dużym skupieniem wykrzesać z siebie jakikolwiek magiczny potencjał. Nie był go pewny, nie był świadomy, w jaki sposób go używać. Miał tylko nadzieję, że coś się stanie.
Drzwi, choć były solidne i grube, to nie były wpasowane idealnie we framugę, ani nawet uszczelnione smołą. Ervin dokładnie słyszał zza drzwi odgłosy Biblioteki.
Ciszę, znaczy.
Księga bez problemu znalazła się w plecaku Ervina. Ostrze Żniw zdecydowanie jednak nie chciało współpracować tak dobrze, jak Dziedzictwo Magii.
Bohater czuł obecność Ostrza, oczywiście. Ale miał wrażenie, jakby wyczuwał je z osobnego pokoju, albo dalekiego miasta. Rękojeść Miecza wciąż biła chłodem, ale Ervin nie czuł żądzy krwi. Nie chciał zabijać, mordować, gwałcić. Nie czuł szczególnego żalu nad losem strażnika, zdecydowanie nie. Na pewno nie nadnaturalnego. Zniknęło uczucie nienawiści, ale szczęście, błogie szczęście pozostało, choć tak samo wątłe, jak i obecność Ostrza.
Zniknij, przenieś się do pokoju, tam skąd przybyłeś. Bez Ciebie będzie mi prościej stąd uciec. Zabierz mnie ze sobą.
Nic się nie stało. Nawet lekkiego zawahania odczuć, nawet lekkiego drgnięcia Ostrza. Miecz wydawał się być martwym kawałkiem żelaza.
Ervin mógł ślęczeć nad Żałobnym Ostrzem tydzień, patrząc się na nie znacząco i niemal nie wydalając żołądka z wysiłku. Ostrze nie reagowało.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-04-27, 21:58
Ervin miał kłopoty. Magia miecza była nie tylko kapryśna, ale także złośliwa. Nie mógł liczyć na pomoc skrytej w ostrzu osoby. Co więcej, łażenie z mieczem tej wielkości przyciągało uwagę. Musiał gdzieś go tutaj zostawić, żeby móc później przywołać. W miejscu, gdzie będzie bardziej bezpieczny i mniej widoczny.
Pałka przypięta do pasa strażnika szybko zmieniła właściciela. Jemu już się nie przyda. A ogłuszanie było mądrzejsze od mordowania.
Przeszukał wzrokiem ascetyczny pokój w poszukiwaniu jakiejś szafki, która pomieściłaby oręż tych rozmiarów. Jeśli nic takiego nie znalazł, wsunął miecz pod biurko, i upewnił się, że nie widać go od razu po wejściu przez drzwi.
Gdy ktoś zdziwiony tym, że strażnik nie wrócił z informacjami na temat przesłuchania, wejdzie do biura i zobaczy trupa rozłożonego na krześle, na pewno nie będzie patrzył pod biurko, by upewnić się, czy na pewno morderca się pod nim nie kryje.
Przynajmniej Ervin miał taką nadzieję.
Gdy ostrze już było bezpieczne, z dala od Ervina, pół elf wziął głęboki oddech i uchylił lekko drzwi, wyglądając na korytarz. Jeśli przejście było puste, Ervin wyszedł po cichu z pokoju, wypatrując ciemniejszych miejsc, które mogłyby go skryć przed wzrokiem przechodniów.
Jeśli zaś na korytarzu znajdowali się inni strażnicy w liczbie mocno przeważającej, Ervin cicho zamknął za sobą drzwi, pozostając w pokoju.
Była też trzecia możliwość: Na korytarzu byli tylko bibliotekarze. Jeśli były to osoby, które nie mogły rozpoznać Ervina, ten po prostu wyszedł spokojnie z biura idąc w stronę schodów. Miał nadzieję, że da się wyjść z tego budynku inaczej, niż przez główne wejście.
Pozostawienie miecza na miejscu było najlepszym z pomysłów, na które wpadł Ervin siedząc w biurze do którego zaprowadził go Pankracy. Reszta... cóż, resztę niech oceni czytający kroniki.
Pozostawiwszy za sobą pokój z ukrytym pod biurkiem mieczem, Ervin wyjrzał na korytarz. I wtedy nagle... nic się nie stało. Na korytarzu nie było nikogo, nawet jednego z tych małych chłopców, posyłanych wszędzie przez bibliotekarzy.
Korytarz niestety był dość spartański - nie było załomów muru, ani na przykład zestawów płytowych zbroi zdobiących ściany. Co parę metrów na wysokości głowy Ervina wisiały świeczniki, teraz zgaszone, bowiem dwa ogromne okna na obu końcach korytarza oświetlały go całkiem dobrze przyjemnym światłem pochmurnego dnia.
Biuro było najbliższym z pokojów do schodów, które prowadziły zaraz do głównej sali Biblioteki. Co znajdowało się u drugiego końca korytarza Ervin nie mógł stwierdzić, był on bowiem dość daleko i obraz zwyczajnie przysłonięty był przez jasność bijącą od okna.
Pierwszy krok ucieczki Ervina dawał bohaterowi trochę nadziei - na razie wszystko szło w porządku. Pytanie brzmiało, czy Biblioteka miała jeszcze jakieś inne wejścia? A jeśli tak, gdzie ich szukać?
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-05-04, 21:24
Kroki zostały podjęte i Ervin nie mógł już się wycofać. Może i mógł zostawić miecz w innym miejscu, bądź nawet wziąć go ze sobą... Ale nie chciał paradować po bibliotece z mieczem mierzącym dużo więcej, niż normalny półtorak.
Pierwsza decyzja czekała teraz Ervina. W lewo, czy w prawo? Brnąć dalej wgłąb biblioteki, w nieznane? A może iść w znaną sobie stronę, do części właściwej biblioteki?
Wolał iść w znane niebezpieczeństwo niż w nieznane. Wchodzenie coraz głębiej w jaskinię smoka może i doprowadziłaby gdzieś bocznymi ścieżkami, jednak każdy nieopatrzny smok mógł zakończyć się natrafieniem na bestię. A nie było żadnej gwarancji, że na końcu tunelu znajduje się jakiekolwiek światełko.
Skręcił zatem w stronę schodów. Idąc szybkim, cichym krokiem przez korytarz. Miał nadzieję jak najszybciej dotrzeć do schodów i zerknąć w dół, by sprawdzić co się tam kryje. Jeśli droga była wolna, zszedł na dół, już wolniej, przy samej ścianie, obserwując uważnie co się dzieje w dole.
Rozsądek zdawał się wracać do Ervina, gdy podejmował dobrą decyzję, za dobrą. Oczywiście, tak mu się wydawało, ale przecież do tej pory wszystko szło gładko, czemu nagle miałoby się coś spieprzyć?
Schody, którymi jeszcze przed chwilą Ervin wchodził na piętro Bilbioteki, były również i teraz puste. Bohater mógł tylko dziękować bogom za to, że uczeni mają w zwyczaju prowadzić swe uczone sprawy bez większej aktywności ruchowej. Zapewne dopóki ktoś nie przypomni im o materialnym świecie, każdy chętnie pozostałby w swoim biurze lub przy swoim pulpicie, wertując księgi, pisząc własne i nie ruszając spasionej dupy ze stołka. Mógł tylko dziękować bogom za to, że bibliotekarze nie byli na tyle mądrzy, by dowiedzieć się nieco więcej z pierwszej ręki. Na przykład taki Pankracy mógłby podsłuchiwać pod drzwiami, albo z bardzo prawdopodobnym pretekstem wprosić się do biura, przy okazji pytając o...
- Pan już skończył?
Akurat, gdy Ervin był na środku ostatniej serii schodów Pankracy wyszedł zza załomu ściany, widocznie z zamiarem wejścia na piętro. Wyglądał na szczerze zdziwionego, raczej bez kropli podejrzliwości... Ale na ile dobrze pół-elf znał tego starca? No właśnie, wcale.
- Widocznie słusznie oburzył się pan na zaistniałą sytuację - kontynuował mężczyzna jowialnie. - Aż dziw, jednak, że poradził sobie pan tak szybko z tym strażnikiem. Biurokraci...
Czy jego uśmiech był nieco nerwowy? Nie, musiało się to przywidzieć Ervinowi. A jednak...
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-05-05, 23:28
- Oburzył? Skądże.. - uśmiechnął się przyjacielsko Ervin - prawdą jest, że pomimo wielkich chęci, nie jestem w stanie pomóc w tej sprawie. - Wzruszył ramionami, mówiąc to - Gdzie pan idzie? Odprowadzę pana. - kontynuował szybko, nie pozwalając nawet odezwać się Pankracemu.
Miał nadzieję, że Pankracy się nie przestraszy i pozwoli się odprowadzić.
- Zresztą, ten przemiły strażnik chciał, bym wezwał do niego kogoś z pracowników biblioteki. Dobrze, że spotkałem znajomą twarz! - Zaczął wchodzić powoli po schodach.
Miał nadzieję, że Pankracy się nie przestraszył i pozwoli się odprowadzić. Parę stopni, kilka kroków do drzwi, za którymi czekał go cios pałki w potylicę.
A później kolejna podróż w dół schodów, z nadzieją, że tym razem nie natrafi na nikogo znajomego.
Ervin tylko na to czekał. Bohater uniósł pałkę oburącz nad głowę i spuścił ją szybko na głowę nic nie podejrzewającego staruszka. Bibliotekarz padł na ziemię, widocznie pozbawiony kontaktu z rzeczywistością. Nie padł jednak bez przytomności, i widać było, że pomimo wieku, nie długo będzie otrząsał się z ogłuszenia.
Powiedzieć można, że poszukiwacz przygód nisko upadł, zasadzając się na biednych, podstarzałych bibliotekarzy. Podświadomie jednak czuł, że miał wiele szczęścia, że udało mu się ogłuszyć przeciwnika.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-05-11, 22:09
Ervin wciągnął Nieprzytomnego mężczyznę do sali. Ułożył go na podłodze i uderzył pałką w głowę jeszcze raz.
Dla pewności.
Pewności? Mógł go zaszlachtować, wypruć mu flaki, tak by cała podłoga pokryła się krwawą kałużą.
Nie. On jednak na to nie zasłużył.
Czy Ervina ruszyło sumienie? Nie było to do niego podobne. Cóż jednak ostatnimi czasy definiowało charakter pół elfa? Niestabilność? Ervin po utracie tego, co go definiowało, strachu przed nieznanym, stał się... Nijaki? Szukał tego, kim był. Miecz prowadził go w stronę, której mogli obawiać się wszyscy żyjący. Czy on się tego obawiał?
Uderzył pałką jeszcze raz. Ze złością, wywołaną niechcianymi przemyśleniami, które wprawiły go w uczucie niepewności.
Wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi cicho. Rozejrzał się. kierując się znów w stronę schodów. I na dół.
Co definiowało charakter bohatera? Cóż, odpowiedź na to pytanie mogłaby zająć niejeden dzień i kosztować niejeden antał dobrego trunku. Łatwo jednak powiedzieć jakim słowem określić celność Ervina ostatnimi czasy. Mierna - to jest odpowiednie słowo. Próbując upewnić się, że staruszek długo jeszcze nie wstanie z podłogi, Ervin musiał dwa razy dobrze machnąć pałką, by w ogóle wywołać jakiś efekt.
Czy nie łatwiej byłoby po prostu zgnieść pod butem czaszkę tego nic nie znaczącego człowieka i...
Gdy Ervinowi przebiegła bez głowę myśl o tego typu rozwiązaniu swego problemu, miał wrażenie, że coś porusza się w pokoju. Gdy dobrze się rozejrzał, wszystko było oczywiście w najlepszym porządku. Uczucie innej obecności w biurze jednak nie ustawało. Czy to Miecz się poruszył? Nie, nie... stał przecież jak wcześniej. Ani drgnął. Chyba.
Na korytarzu znów Ervin nie spotkał nikogo. Tym razem także nikt nie przeszkodził mu na schodach, a i korytarz, który otwierał się na końcu zejścia także zdawał się być pusty. Na pewno nikogo nie było w części prowadzącej do głównej sali, ta część przecież miała ledwie parę metrów długości, i tam nikt nie zdołałby się ukryć. Ervin nie wiedział jednak, co znajduje się w dalszej części korytarza. Wyglądał bardzo podobnie do tego, co znajdowało się na piętrze, nie było tam tylko na końcu okna, ani nie paliły się żadne świeczniki; wnętrze tonęło w mroku.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-05-15, 18:21
Ervin zszedł na dół bez większych kłopotów, co przyjął z niemałym zadowoleniem. Dalszy wybór mógł okazać się ciężki, ponieważ ciągnął za sobą kolejne konsekwencje. Mógł znów pójść znaną sobie drogą, by próbować szczęścia w labiryncie stworzonym z półek na książki. Mógł też iść w ciemność, w niewiadomą.
Postąpił zgodnie z wcześniejszą myślą, wybierając znane niebezpieczeństwo niż nieznane. poszedł w stronę głównej sali biblioteki, w której zaczęła się ta cała dziwna sytuacja. Rzucił okiem w stronę wejścia, by skontrolować czy znajdują się tam osoby, które tam wcześniej spotkał. Inną ważną rzeczą, była obecność strażników. Ilu, gdzie, w jakim nastawieniu. Ervin nie sądził, by chcieli kogokolwiek atakować, lepiej jednak dmuchać na zimne.
Jeśli nie zauważył nikogo przy wyjściu skierował się w jego stronę, krążąc gdzieś między półkami, by upewnić się, że droga jest wolna. Jeśli stały tam znajome mu osoby, wszedł w którąś z bocznych "uliczek".
Przy okazji, sprawdził budowę półek, regałów. Czy stały przy nich drabiny? Czy w uliczkach kręcili się bibliotekarze? Ile osób aktualnie się tam znajdowało?
Ervin nie widział nigdzie żadnych strażników. Widocznie człowiek, który się z nim spotkał czuł się wystarczająco pewnie bez wsparcia. W końcu miał do czynienia z nieuzbrojonym elfem, który zgodził się pozostać w Bibliotece na przesłuchanie niemal dobrowolnie. Co mogło pójść nie tak?
Przy wyjściu był jednak znany Ervinowi staruszek, stojąc tam gdzie zawsze. Co gorsza, drabiny czy nie, biorąc pod uwagę wszelkie przejścia między, czy nawet nad, półkami, nie było szans ominąć stanowiska spisywania wchodzących. Oczywiście, o ile nie było innego wyjścia. Albo chcący dokonać tej sztuki umiał przechodzić przez lity kamień. Ewentualnie umiejętność chodzenia po suficie mogłaby załatwić sprawę. Tyle co Ervin zapamiętał z momentu wejścia do Biblioteki: Ostatnie z półek stały zaraz przy ścianie. Było jednak nieco wolnego miejsca pomiędzy szerokim wejściem do budynku a bramką, przez którą trzeba było przejść obok staruszka. Przestrzeń ta znajdowała się zdecydowanie pomiędzy ostatnią serią przejść pomiędzy wielkimi zbiorami ksiąg. Od wyjścia jednak przejścia te były oddzielone stalową kratą. Nie była ona szczególnie wysoka, biorąc pod uwagę gdzie znajdowało się sklepienie samej Biblioteki, ale jednak miała dobre trzy metry. Gdyby Ervin wszedł na jedną z drabin przy ostatnich rzędach półek mógłby jednak spokojnie przeskoczyć na drugą stronę. Ale cóż z tego, kiedy zza biurka staruszka całkiem dobrze widać było całe przejście?
Drabiny były przy półkach, a i owszem. Sięgające szczytów regałów, zamontowane na zmyślnych prowadnicach, dzięki czemu mogły przesuwać się wzdłuż rzędów ksiąg, każda na odpowiadającym sobie odcinku.
Po uliczkach kręciło się parę osób, starszych wyglądających na bibliotekarzy również, ale i młodzieńców biegających za książkami jak i gości nie brakowało. Nikt jednak nie zwracał większej uwagi na Ervina.
Konkretną liczbę osób byłoby ciężko ustalić Ervinowi bez obejścia całej głównej sali, a biorąc pod uwagę jej wielkość i gęstość ustawienia rzędów półek, zajęłoby mu całkiem sporą część następnych piętnastu minut - czasu, którego nie miał.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-09-01, 19:07
Do głowy Ervina trafiła pewna szalona myśl. Możliwe, że przez uciekający w błyskawicznym tempie czas półelf podejmował dosyć niemądre decyzje.
Musiał przeanalizować sytuację. Na górze, w pokoiku, w którym wcześniej znajdował się sam na sam ze strażnikiem miejskim, znajdował się aktualnie jeden trup, jeden nieprzytomny bibliotekarz i zaklęty miecz. Odhaczone
Z Biblioteki jest tylko jedno znane mu wyjście, a nie miał czasu na poszukiwania w labiryncie korytarzy wielkiego budynku. Następne?
Przy wejściu, do którego musiał się dostać, stał staruszek, który doskonale wiedział jak się nazywa, sam wezwał straż, gdyż podejrzewał, że Ervin ma coś wspólnego z kradzieżą księgi. Doskonale.
Dlatego też, Ervin skierował swoje kroki wprost na staruszka stojącego mu na drodze. Przybrał zdenerwowaną minę i wpatrywał się w punkt gdzieś między oczami bibliotekarza.
- Mam nadzieję, że gdzieś w imperium znajdę bardziej kompetentny przybytek, który raczy nazywać się biblioteką. - Powiedział głośno, oburzony, gdy znalazł się paręnaście kroków od pulpitu z wykazem ksiąg - Niech pan szybko biegnie do tego całego Pankracego. Nie potrafi sobie poradzić z jakąś księgą tego strażnika. Zechce mnie pan wypuścić? - Skończył, gdy podszedł do wyjścia.
Starzec ze zdumieniem spojrzał na pół-elfa, jakby nie zauważył jego nadejścia. Potem zmarszczył brwi przyglądając się ostrożnie bohaterowi. Cała jego twarz wyrażała niezmierny wysiłek umysłu. Z jego pióra, pozostawionego nad otwartą księgą, spłynęła kropla atramentu, i to zdało się go otrzeźwić.
- A, zaraza by to - mruknął, zdejmując gąbką możliwie największe ilości atramentu, zręcznie nie brudząc przy tym ani trochę więcej kartki. Po tym zwrócił się do pół-elfa. - Przypuszczam, że skoro został pan puszczony wolno... Tak, tak, proszę już iść.
Zaraz po tym wstał i opuścił swoje miejsce pracy, chowając ewidentnie trzęsące się ręce w poły szaty.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-09-01, 22:04
Z twarzy Ervina można było wyczytać tylko rozgoryczenie. Nie dał po sobie poznać nerwów, które sprawiały, że w jego piersi serce było bliskie połamania żeber.
Mimo to, po chwili staruszek odszedł, pozostawiając mu wejście wolne.
Na pewno niewiele czasu minie, zanim staruszek dotrze do pokoju z trupami. Wyszedł więc od razu, gdy staruszek odszedł od pulpitu. Przebierał nogami tak szybko jak tylko się dało, by nie pokazać, że się przed czymś ucieka.
Gdy przekroczył bramę, przy której strażnicy kontrolowali przechodzących, skręcił w pierwszą lepszą uliczkę i pobiegł, kierując się mniej więcej w stronę karczmy w której mieszkał.
Żaden strażnik nie zatrzymał go po drodze. Ani do bramy, gdzie strażnicy segregowali tłum, ani też przez cały bieg do karczmy. Jeżeli ktoś uznał go za złodziejaszka czy innego bandytę, wszyscy raczej trzymali się od niego z daleka. Nikt też raczej nie przyglądał się mu dłużej, niż to rozsądne. Do karczmy dotarł więc bez problemów.
Drzwi karczmy otwarte były na oścież. Podobnie okiennice rozwarte były całkiem. Karczma była właśnie wietrzona. Ze środka nie dobiegał zwyczajowy gwar, jednak nawet przez ościeżnice Ervin widział, że przybytek nie jest całkiem pusty. Dym unosił się jednostajnie z komina, co znaczyło, że i jakieś ciepłe jedzenie można było teraz otrzymać zza kontuaru.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-09-04, 10:30
Serce biło mu w piersi, gdy dobiegł do karczmy. Sytuacja jednak była na tyle poważna, że nie zatrzymywał się nawet i wbiegł do karczmy, rzucając tylko okiem na salę. Szukał paru osób, a mianowicie wesołej kompanii, spotkanej poprzedniego dnia. Nie mógł im w pełni zaufać. Praktycznie ich nie znał. Mogli mu jednak pomóc.
Jeden warunek, musieli być w tej karczmie.
Jeśli zauważył kogoś z nich, rzucił tylko krótkie "chodź ze mną" i skierował się natychmiast do swojego pokoju. Któregokolwiek, starego, z wąsami, elfa, czy krasnoluda. Bez znaczenia. Gdy znalazł się już w pokoju, zamknął za sobą drzwi, pozostawiając ewentualnego towarzysza na korytarzu. Skupił się, i uwolnił energię, by przyzwać do siebie miecz (akcja: darmowa). Złapał go w rękę i szybko schował do pochwy.
Niestety! W karczmie Ervin nie spostrzegł znajomej twarzy. Dwójka samotnych gości zmagała się z niezbyt bogatym obiadem, zaś przy jednym ze stołów siedziała czwórka obszarpańców, z wyraźnym głodem rozszarpując pomiędzy siebie pół kurczęcia. Karczmarza nie było w zasięgu wzroku.
Gdy tylko Ervin otworzył drzwi do swego pokoju przywitał go okrutny zaduch. W porównaniu z wietrzoną karczmą zapach był nie do wytrzymania. Stan pokoju zgadzał się z pozostawionym. Nie zmienił swego miejsca nawet jeden paproszek. Brakowało tylko Miecza.
Bohater skupił się chwilę, i nawet się nie spostrzegł, gdy Ostrze zjawiło się w jego dłoni. Nie było żadnego dymu, żadnych magicznych świateł. W jednej chwili czarny miecz po prostu pojawił się w innym miejscu Materialnego Planu.
Ervin natychmiast poczuł pewną niecierpliwość, połączoną z dziwnym samozadowoleniem. Ale cóż, przecież lada chwila straż mogła wpaść do karczmy, a przed chwilą całkiem zręcznie udało mu się wyjść z Biblioteki, skutecznie unikając natychmiastowego uwięzienia. Całkiem uzasadnione uczucia, nieprawdaż?
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-09-04, 22:56
Miecz w takim samym tempie w jakim się pojawił, zniknął w pochwie, która od razu powędrowała na swoje właściwe miejsce - na plecy półelfa.
Ciężar oręża na barkach dodał mu sił i pewności siebie. Znajdował się w mieście magów, magiczny oręż nie był żadną przewagą. Mimo to, Ervin czuł się bezpieczny.
Ervin przeszedł szybko po pokoju, zbierając swoje rzeczy do plecaka. Duchota nie przeszkadzała mu, o ile wiedział, że nie zostaje tutaj kolejnej nocy. Mimo to, gdy przechodził koło okna, otworzył je i wyjrzał na ulicę.
Co prawda Ervin zdradził bibliotekarzowi swoje prawdziwe imię, jednakże nie prowadziło to od razu do karczmy w której się zatrzymał. Miał przynajmniej nadzieję, że w magiczny sposób magowie nie będą mogli go śledzić.
Po zebraniu swoich rzeczy, Ervin zbiegł na dół, mając nadzieję, że lista obecnych w głównej sali rozszerzy się o parę imion. Gdyby jednak nie pojawiły się znane Ervinowi z poprzedniego wieczora osoby, musiał się o nie spytać karczmarza.
Okno z pokoju wychodziło na boczną uliczkę. W taki sposób, że nie było możliwe dojrzeć, cóż dzieje się przed frontem budynku. Nie to, żeby zauważenie zbliżających się strażników dałoby Ervinowi jakąś przewagę. Karczma może i miała tylne wyjście, ale żaden szanujący się karczmarz nigdy obcych za kontuar nie wpuszczał. To tam odbywała się najbardziej mistyczna ze sztuk miasta. Zamienianie wody w piwo, świniaka w wołowinę, kota w polewkę z kury, szczura w pasztet. Zauważenie którychś z tych praktyk mogło nieść rozmaite zagrożenia, a szpiegostwo dla konkurencji nie było najgorszym z nich. Jedyną drogą opuszczenia karczmy był więc front... chyba, że Ervin miał ochotę zostawić za sobą kolejne ciało. Ale wtedy czy będzie to jeden karczmarz czy dziesięciu strażników... co za różnica?
W głównej sali Ervin nie napotkał dalej nikogo z poznanej wcześniej bandy. Z alkierza również nie dochodziły żadne głosy, choć to akurat o tej godzinie o niczym nie świadczyło. To, że drzwi do alkierza były otwarte na oścież - już tak.
Stan osobowy w karczmie prawie się nie zmienił. Gospodarz pojawił się za kontuarem, z nieobecnym wyrazem twarzy ścierając brud z blatu. Miał zresztą co ścierać, jednak czystość szmaty którą to robił mogła pozostawiać pewne wątpliwości, co do efektywności jego starań.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-09-06, 00:44
Ervin był bardzo niezadowolony z zaistniałego stanu rzeczy. Rozejrzał się jeszcze raz po sali, raczej dla samej czynności, niż z przekonania, że mogło się coś zmienić. Podszedł więc do karczmarza.
Byla szansa, mała ale zawsze, że przypadkiem zwierzyli się komuś, gdzie się wybierają.
- Grupa poszukiwaczy skarbów, elf, krasnal, pół-ork i kilku mężczyzn. Wiesz gdzie są? - rzucił przez kontuar.
Gospodarz, słysząc słowa Ervina, jakby obudził się z głębokiego snu. Zamrugał parę razy oczyma. Spojrzał na szmatę, którą przed chwilą wycierał kontuar. Oglądał ją, jakby widział ją pierwszy raz w życiu. W końcu z obrzydzeniem rzucił ją na podłogę obok siebie i zwrócił wzrok w stronę bohatera.
- Zabrali wszystko co swoje i wyszli - odpowiedział spokojnym, prawie lekceważącym tonem, wzruszając przy tym ramionami. - Mówili coś chyba nawet między sobą, gdzie chcą obóz rozbić, ale... No, paanie, pamięć już nie ta.
Mówiąc "pamięć" karczmarz wykonał dobrze znany Ervinowi międzykulturowy gest oznaczający pieniądze. Po tym wyciągnął spod kontuaru drugą, wcale nie czyściejszą szmatę i powrócił do szorowania blatu. Tym razem jego wzrok nie był nieobecny. Teraz patrzył się równo w oczy pół-elfa.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-09-06, 01:05
Ervin uśmiechnął się półgębkiem, gdy tylko zobaczył dobrze sobie znany gest. Kiwnął głową, że zrozumiał o co chodzi karczmarzowi. Powszechna praktyka z pewnością zapewniała dodatkowe źródło dochodu każdego karczmarza. Przecież oni wiedzieli, widzieli i kontrolowali wszystko co działo się w ich przybytku.
Ervin nie zdziwiłby się, gdyby pobierali też prowizję od wszystkich transakcji między klientami, które odbywają się pod ich dachem.
Wygrzebał z sakiewki srebrniaka i zaczął stukać nim o kontuar.
- Mam na to lek, gospodarzu - powiedział, rozszerzając uśmiech - powiedz mi proszę, w którą stronę się udali i gdzie rozbiją obóz.
Karczmarz na słowa Ervina pokiwał głową z poważną miną, nie przerywając jednak wycierania blatu. W jednym momencie, akurat gdy bohater uderzał monetą o blat, ścierka nagle zawinęła i pół-elf poczuł ją na swych palcach - brudną, wilgotną. Chwilę potem zorientował się, że w dłoni nie ma już monety. Ale wtedy gospodarz zaczął mówić.
- Udali się traktem do Wielkiego Lasu. Tym prowadzącym prosto do stolicy drzewofili. Pół dnia pieszej drogi w tamtą stronę, nieco na zachód od traktu, stoi wioska spalona za czasów świtu Imperium naszego. Dalej jeszcze na zachód strumień płynie i jest to częste miejsce obozów i nocowań karawan. Gdzie dalej idą? Takiego mocnego leku to już panie nie masz.
Karczmarz zmierzył jeszcze bohatera wzrokiem, schylił się po poprzednią szmatę i poszedł na zaplecze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum