- Z Zachodu - odparł beznamiętnie jeden z elfów, nie podejmując dalszej rozmowy. Zamiast tego skupił wzrok na swoim kuflu, pustym już, którego począł trącać rytmicznie palcem. Stuk, stuk.
W przegródce trudno było dostrzec cokolwiek więcej; nie było tu żadnych toreb, sakw czy innych przedmiotów wielogabarytowych. Ławki były sterylnie wręcz puste. Wtem drugi elf westchnął głośno. Sięgnął do klamer płaszcza, zwolnił dwie pierwsze, górne i odsłonił ciemny, skórzany pancerz. Na piersi miał przyszyty czarny romb ze srebrną harfą pośrodku, symbol Cichej Pieśni.
- Jeszcze tu jesteś? Wypierdalaj! - rzekł następnie, stanowczo i głośno.
Przypuszczenia Kaerila były trafne. Może dla drugiej strony było to bardziej oczywiste, jako że widzieli wojownika wchodzącego do karczmy z Phoe, ale dla niego samego samo „porozumiewawcze mrugnięcie okiem” mogło nie być wystarczającym powodem do zniesienia wzajemnych podejrzeń. Albo po prostu był zbyt mało spostrzegawczy? Kto wie!
Kaeril usłyszał też w tym momencie coś innego - kroki gdzieś w oddali. Spojrzał w kierunku wejścia, gdzie stał oparty o ścianę Teon.
Cóż, mrugnięcie okiem, choć zauważone, było mało rozsądnym znakiem rozpoznawczym. W końcu każdy głupi mógłby tego spróbować. Symbol harfy zaś... cholera jasna, zbyt łatwy do podrobienia! Nic to, na razie musiał uznać, że są to właśnie agenci Cichej Pieśni. Odzywkę drowa puścił mimo uszu. Być może powinien, dla przykładu, pogrozić mu trochę, albo wręcz nie poprzestawać na groźbie. Tak, zdecydowanie, gdy padły takie słowa najlepszą przykrywką dla tajniaków byłoby, gdyby ich pozabijał. Wtedy nikt by się nie domyślił, że są po jednej stronie. Ale nie miał teraz czasu na głupoty, a jeśli jeszcze kiedyś spotkają się w luźniejszych warunkach... wtedy mogliby sobie wyjaśnić co-nieco. Teraz tylko Kaeril obdarzył go pogardliwym uśmiechem i pożegnał się w parodii ukłonu.
Po tym Kaeril podszedł do Teona, który najwidoczniej musiał coś zauważyć. Nie rozluźniał się jednak, cały czas, jeśli nie obserwował, to nasłuchiwał co dzieje się wokół niego. Miał wrażenie, że otaczają go sami wrogowie, mimo tych sojuszników, którzy według Teona byli gdzieś pośród tych wszystkich kupców. Dlatego, gdy bohater doszedł już do Mistrza Broni, stanął do niego bokiem, tak by widzieć całą salę.
Teon zmarszczył czoło. Nie widzieli się kilka minut, więc trudno było stwierdzić, czy pytanie Kaerila było pytaniem szczerym, czy ewidentną zaczepką.
- Dwanaście koni, wliczając w to nasze. Więc po moim wyjeździe powinno zostać ich jedenaście, reszta, którą zabieram ze sobą jeszcze się nie rozsiodłała. Plus jeden wóz, wyładowany jakimiś skrzyniami. Jakieś osiem koni nosi jeszcze kurz po podróży, a cztery są dość świeże.
Kaeril słuchał, ale nie spuszczał oka z ósemki gości. I spojrzał, że ktoś z najbliżej położonego stolika, tego, przy którym siedziały dwie kobiety, wyjrzał lekko i spojrzał na nich. Trwało to zaledwie chwilkę, lecz chwilka ta była wystarczająca.
- Mamy jeszcze jednego z forpoczty. Będzie stał przy Phoe w razie, gdybyś musiał się gdzieś oddalić. Divir, może kojarzysz. Siedzi w stajni, zaraz tu powinien przyjść.
Kaeril kojarzył. Divir, zwany także Bławatkiem z powodu koloru swoich oczu. Nigdy nie wymienili więcej niż kilka słów, niemniej nawet tak przelotna znajomość była wystarczająca, by rozpoznać elfa.
- To wszystko. Pilnuj suki i nie rozczaruj mnie. Może jeszcze kiedyś się zobaczymy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum