TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Dziedzictwo Magii
Autor Wiadomość
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-04-19, 22:27   

Zbieranie drzewek na nosze zajęło mu trochę czasu. Z każdą mijającą chwilą napięcie rosło. Zmartwienie, obawa - Ervin był słaby w nazywaniu uczuć. Fredrich był najbardziej przyjaznym członkiem grupy. Przynajmniej w stosunku do niego. Szkoda było tracić kogoś takiego. Dlatego przedłużający się czas zbierania odpowiednich drew na nosze przyprawiał go o nieprzyjemne uczucie gdzieś pod czaszką, promieniujące aż do mostka.
Adrenalina, czar Fredricha, bitewna gorączka - wszystko zniknęło, pozostawiając go sam na sam z myślami.

Przeczesywał las, wypatrując drzewek o konkretnych właściwościach wśród tysięcy pni. Czynność wielce monotonna.

W jego głowie wciąż pojawiało się pytanie o żałobne ostrze. Kiedy odezwie się jego głód, kiedy pojawi się przed nim, lewitując, gotowe do przebicia piersi przypadkowej osoby?
Decyzja została podjęta.

- Walczyliśmy więc razem. Sądzę, że jest to odpowiedni moment na uchylenie rąbka tajemnicy. Tajemnicy skrywającej moje motywy poszukiwań Twierdzy. -

Słowa te wypowiedział naśladując czynności krasnoluda, oczyszczając konary z mniejszych gałązek.

- Jak tylko wyruszymy dalej w drogę, bez kupców. - Sama myśl o tym, że wyjawi komuś prawdę o ostrzu żniw przyprawiała go o ciarki. Musiał jednak mieć na uwadze słowa Fendalla z ich pierwszej poważnej rozmowy przy ognisku, "by sekret ten na szkodę się nie obrócił".
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-04-25, 22:44   

Krasnolud wybrał najprostszy wariant w pełni sztywnych noszy, takich, które zapewniłyby stabilizację rannemu nawet, gdyby ciągnęła bo za sobą jedna osoba. Drzewo polecił ułożyć w kształt litery A, czy też może w trójkąt. Wpierw pozdzierał z drzewek, już pozbawionych mniejszych gałęzi, korę, starając się uzyskać jak najdłuższe pasy. W końcu mocnego powrozu również Ervin nie znalazł w lesie, a czymś należało ze sobą elementy powiązać.

W czasie, gdy Ervin z krasnoludem pracowali nad noszami, Emett i Fendall zabandażowali już nieprzytomnego Siegvaardczyka. Elf pozostawił już Fredricha w opiece człowiekowi i przyglądał się konstrukcji.

Gdy Ervin napomknął o swej tajemnicy, krasnolud spojrzał na niego bystro i uśmiechnął się kątem ust. Potem, wracając do pracy zapytał bohatera:

- Nie przeglądałeś jeszcze swych rzeczy, co?

I nic więcej. Fendall również uśmiechnął się tajemniczo, Emett zaś spojrzał na krasnoluda marszcząc brwi, chwilę później jednak wzruszając ramionami i przywracając swoją uwagę ku Siegvaardczykowi.

Budowa noszy zbliżała się już ku końcu. Rama noszy była gotowa, trzeba było jeszcze tylko zamocować jakoś płaszcz. Fendall zaproponował prowizorycznie powiązać go samym sobą. Krasnolud przytaknął, sugerując, że w takim wypadku przy dwóch niosących nosze musi asekurować pozostała dwójka.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-04-25, 23:51   

Odpowiedź krasnala zaintrygowała pół elfa na tyle, że stracił możliwość mówienia na dłuższy czas. Nie sprawdzał co się stało z jego ekwipunkiem, nie uważał, by było to potrzebne. Nie przeglądał go od czasu walki ze strażnikami na trakcie. Cóżtakiego go zdradziło? Miecz powrócił grzecznie do jego ekwipunku a nie do jego ręki, by wyrżnąć drużynę i siępożywić?

Na twarzy próbował okazywać jedynie spokój. Jak mu się to udało, to sami bogowie wiedzą, gdyż gotowało sięw nim tysiące myśli i emocji. Najchętniej pobiegłby teraz, od razu do swoich rzeczy i porozrzucałby je po całym wozie, by odnaleźć to co sugeruje krasnal.

Odczekał jednak, pomógł dokończyć nosze i zanieść Fredricha na wóz, by tam zaczął odpoczywać i regenerować się.

Na wyjawianie tajemnic przyjdzie jeszcze czas.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-04-29, 22:22   

Nosze nieśli krasnolud wraz z Emettem. Korinin szedł przodem, by nosze, z racji oczywistej różnicy we wzroście, przechylone były korzystniej dla rannego, to jest jego nogami w dół. Konstrukcja okazała się dość solidna i drewno bez jęknięcia utrzymało nie tak przecież wielki ciężar maga. Płaszcz, powiązany do ramy przez silne ręce krasnoluda także okazał się nie wymagać asekuracji. Ale Ervin z Fendallem czuwali. Po skupieniu srebrnego elfa widać było, że swoje zadanie wykonuje z pełnym zaangażowaniem. Ervin miał więc znakomity przykład, i ze skupieniem obserwując nosze mógł na chwilę przestać przejmować się Ostrzem Zguby.

Ale gdy Fredrich leżał już wygodnie na wymoszczonym wozie, śniąc snem sprawiedliwych, niepokój powrócił. Cóż miał zastać wśród swych rzeczy? Pochwę swego nienaturalnego miecza, być może. Czy magowie nie potrafią odczytywać jakoś magicznych pozostałości? Czy Fredrich dowiedział się tajemnicy Ervina od początku? Podzielił się nią z całą kompanią, czy też siegvaardczyk wyjawił tylko część?

Był tylko jeden sposób, by dowiedzieć się czegoś więcej i zaspokoić palącą niepewność.

Ervin wchodząc na wóz od razu dostrzegł swój plecak, wciśnięty pomiędzy różne inne pakunki, zapewne należące do poszukiwaczy przygód. Od razu też jego wzrok przykuło szare płótno, przykrywające leżący pod burtą wozu podłużny kształt. Pół-elf nie musiał zastanawiać się jednej chwili. Długość, szerokość, jelec znaczący się pod materiałem, to wszystko podpowiadało... ale Ervin już usłyszał wołanie.

Usłyszał? Nie, chyba mu się przesłyszało. Czemu miałby usłyszeć teraz, a nie wcześniej? I jak, do cholery, miecz, jakkolwiek magiczny by nie był, mógłby go wołać?

Tak czy inaczej, bohater już wiedział, co znajduje się pod płótnem. I tak nic nie mogło go przygotować na widok, jaki ukazał mu się po zrzuceniu materiału z Ostrza. Owszem, znajdowało się tam, leżąc wygodnie w swojej pochwie. Częściowo za to wyjaśniało się, czemu broń sama nie przybyła do Ervina, nie czekając na jego wołanie. Jelec, rękojeść, pochwa, wszystko było owinięte solidnym łańcuchem, dość gęsto, by uniemożliwić jakiekolwiek ruchy. Łańcuch ten z kolei przybity był do wozu. W to, że zwykły łańcuch mógł powstrzymać Ostrze bohater zwątpiłby zawsze, ale z poziomem magii jaki zaprezentował siegvaardczyk...

- Potrzeba nas było trzech, żeby to bydle tu przykuć - Ervin usłyszał za sobą głos pół-orka.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-05-04, 11:11   

Chwilę trwało zanim mógł zaspokoić swoją ciekawość, sprawdzić, czy obawy były jakkolwiek uzasadnione. Musiał najpierw wypełnić obowiązek, narzucony mu przez samego siebie. Podróż w stronę wozu minęła z dużym skupieniem. Upadek na ziemię z wysokości niesionych noszy mógł zakończyć sięponownym otwarciem ran, co mogło doprowadzić do śmierci Siegvaardczyka. Dlatego też dwójka asekurantów w osobach dwóch elfów (przynajmniej częściowo - w przypadku ervina), mocno skupiała się na swoim zadaniu zabezpieczania transportu rannego towarzysza.

Przyszedł czas sprawdzenia, co takiego kryje się wśród jego ekwipunku. Serce mocno biło w piersi półelfa. Ciężkim krokiem skierował się w stronę wozu, na którym leżały toboły karawany. Zanim jeszcze zdążył dobrze oblecieć wzrokiem cały wóz - już wiedział. Wyczuł, usłyszał - sam nie wiedział którym zmysłem rozpoznał, że pod płachtą materiału leży jego miecz. Nie musiał odgarniać płótna, by go widzieć. W jego głowie doskonale rysował się obraz rękojeści, ciemnego ostrza. Doskonale pamiętał dotyk rękojeści. Jednak zrobił to - zdjął materiał, żeby móc na niego spojrzeć.

"Potrzeba nas było trzech, żeby to bydle tu przykuć"

Ervin drgnął. W całym swoim skupieniu i zdenerwowaniu nie zauważył, że ktoś go obserwuje. W głosie i sposobie mówienia rozpoznał pół-orka o imieniu, które ciężko było wypowiedzieć w poprawnej, orczej wymowie.

Ervin zakrył ostrze, zazdrosny, że ktoś mógł dotykać ostrze żniw oprócz niego. Bałsię też, że odkryty będzie wołał do niego mocniej, przez co skrzywdzi resztę drużyny. Wolał, żeby miecz leżał zaczarowany, owinięty łańcuchem.

Problem jednak nie zniknie. Kiedy zew krwi będzie na tyle mocny, by łańcuchy nie wytrzymały? Kiedy Ervin będzie już naprawdę MUSIAŁ kogoś zabić?

- Musimy o tym porozmawiać - odparł Ervin, odwracając siędo reszty drużyny.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-05-10, 19:47   

- No - potwierdził lakonicznie pół-ork i uśmiechnął się połową ust. Strasznie dziwnie wyglądało to, z kłem znacznie większym niż u człowieka, zaś głową wciąż mniejszą niż orka. Drapieżnie i komicznie zarazem.

Odwróciwszy się Ervin zobaczył również, że cała kompania poszukiwaczy skarbów zaczyna szykować wozy do odjazdu. Zwierzęta pociągowe, wcześniej zwolnione od dyszli, teraz były wybierane spośród tych należących do kupców. Emett siedział na burcie wozu, na którym spoczywał wciąż nieprzytomny siegvaardczyk. Pół-ork ruszył w kierunku stacji, z której wychodził właśnie kupiec, który wcześniej przewodniczył "rozmowom". Człowiek niósł w rękach dwie potężne misy, których zawartość obficie parowała. Jedną z tych mis wręczył od razu krasnoludowi, którego mijał. Za spożywanie drugiej porcji zabrał się sam. Zaraz za kupcem wyszedł i młodzieniec Cin, dzierżąc nie mniejszą misę, pożerając łapczywie coś, co z daleka wyglądało na gęsty gulasz.

Nikt więcej nie usłyszał chyba słów Ervina, ale zdawało się być oczywistym, po zachowaniu wszystkich członków kompanii, przy których "tajemnica" bohatera została wspomniana, co musieli zrobić. Musieli o tym pogadać. Ale z pewnością nie teraz, zdał sobie sprawę pół-elf. Pomijając okoliczności, przede wszystkim to, że kupcy wciąż kręcili się w okolicach towarzyszy, Ervina w końcu opuściła adrenalina. Walka, późniejsza panika związana ze stanem Fredricha, to wszystko pozwoliło Ervinowi zapomnieć o przyziemnych sprawach. Teraz dopiero bohater poczuł, ile tak na prawdę kosztował go ten wysiłek, i ile musiał zapłacić za magiczne usprawnienie swojego organizmu. Bowiem ten organizm się buntował: Ervin był zwyczajnie głodny.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-05-10, 20:55   

Reakcja pół-orka była conajmniej dziwna. Miał przed sobą osobę będącą właścicielem ostrza żniw - jednego z potężniejszych artefaktów, jakie znał świat, a nie okazywał chociażby drobnego zainteresowania.
Sama fizyczność Glargh'a była tym, czego można siębyło spodziewać po usłyszeniu słów "pół-ork". Jednak nie przygotowywało to na dziwność tej mieszanki. Cóż za kobieta chciałaby sięprzespać z orkiem, lub cóż za mężczyzna chciałby spłodzićsyna z orczycą? Chyba, że matka wspomnianego towarzysza była ofiarągwałtu orczego najeźdźcy. To by tłumaczyło to i owo.
Żołądek Ervina przerwał rozważania na temat pochodzenia jego kompana dźwiękiem dającym do wiadomości, że jest odpowiednia pora na napełnienie go.
Ze stacji zaczęli wychodzić ze stacji, w kierunku której skierował swe kroki Glargh. Za nim też podążył Ervin, mając nadzieję, że był wliczony w listę osób, dla których przypada miska gulaszu.
Zaczeka. Nie spieszy mu się. Prawdę mówiąc, Ervin sądził, że przy rozmowie na temat ostrza żniw powinien znajdować się Fredrich. Może wstrzyma się z tym tematem do momentu, aż Siegvaardczyk odzyska przytomność i siły. Skoro i tak wiedzieli o nim już od dłuższego czasu, jak zaczekają jeszcze kilka dni - nic się nie stanie.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-05-15, 16:36   

Pół-ork szedł żwawo i stawiał duże kroki, Ervin nie zdążył więc nawet dojść do stacji, nim Glargh zniknął w jej drzwiach i wyszedł już, dzierżąc dwie parujące misy. Ku ziszczeniu nadziei Ervina, pół-ork bez słowa wręczył jedną z nich bohaterowi. W misie znajdował się gęsty wołowy gulasz z kaszą i leśnymi grzybami, tak jak i wciśnięta w niego drewniana łycha. Na sam widok pół-elfowi do ust napłynęła ślina, zapach zaś przemienił głód w odczucie nie do wytrzymania. No, to dobrze, że bohater właśnie dostał żarcie, nie?

Po zjedzeniu kompania udała się na wozy. Kupcy wciąż proponowali, by pozostali dłużej, na ich koszt przespali się w łóżkach, najedli i napili. Ale poszukiwaczy skarbów już zaczęła palić gorączka. I to nie była ta sama gorączka, która toczyła Fredricha. Nie, wszystkim co do jednego: krasnoludowi, elfowi, ludziom i pół-orkowi, oczy już się świeciły, a usta uśmiechały, na myśl o skarbach które czekały ich w Twierdzy. Czy Ervinowi udzieli się ta gorączka? Któż mógł to wtedy wiedzieć. Ale na niego czekała rzecz znacznie droższa: wiedza.

Wozy stały już gotowe do wyjazdu. Krasnolud żegnał się po raz ostatni z przedstawicielem kupców, reszta kompanii czekała już na wozach. Wszyscy chcieli już wyjeżdżać, acz gdyby Ervin przypomniał sobie jeszcze jakąś sprawę, którą mógłby mieć w stacji, z pewnością wszyscy zaczekaliby na niego chwilę.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-05-27, 08:50   

Ervin jako że był dużo mniejszy od półorczego towarzysza, nie zdążył nawet przejśćdwóch tuzinów kroków, gdy ten już wrócił ze strawą. Całe szczęście, niósł więcej niż jedną miskę. Okropny głód spowodowany walką i nienaturalnym poprawieniem wydajności ciała półelfa dał o sobie znać ze zdwojoną siłą. Z wdzięcznością odebrał miskę z gęstym, parującym gulaszem.

Pochłaniałstrawę, przysłuchując się rozmowom reszty towarzyszy, stojąc gdzieś z boku, nie wtrącając siędo niczego. Wstyd, że wiedzieli o nim tak wiele, kiedy on myślał, że jest inaczej, że jego tajemnica jest wciąż nieznana palił go gdzieś w mostku i nie pozwalał podnosić wzroku na poziom oczu innych podróżników.

Ervin miał nadzieję, że wytłumaczą mu czemu zachowali dla siebie fakt, że wiedzą o tym, że jest "przeklęty" ostrzem żniw. Pewnie był to kolejny sprawdzian, mający przekonać ich, czy mogą liczyć na jego wierność, oddanie wspólnej sprawie. Albo czy po prostu nie miał złych zamiarów w stosunku do reszty kompanii.

Zjadł gulasz w spokoju, czując jak ciepło dociera do całego ciała i zasila je świeżą energią. Ta siła będzie mu potrzebna do dalszej podróży i do rozmowy, którą będzie musiałprzeprowadzić wieczorem.

Miskę po gulaszu odniósł w miejsce, w którym robiła to reszta grupy i siadł na wozie. Chciał wyruszyć jak najszybciej, jak najszybciej dotrzeć do twierdzy, jak najszybciej odnaleźć to co wieża kryje. I jak najszybciej odnaleźćIska i kryjącą się wraz z nim wiedzę.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-06-05, 23:02   

Ostatnie pożegnania z karawaną właśnie miały miejsce. Krasnolud uprzejmie przypomniał kupcom o zapłacie za ochronę, przedstawiciel handlarzy zaś speszył się niemal autentycznie i przekazał przygotowaną wcześniej sakiewkę. Poszukiwacz przygód był na tyle uprzejmy, że nie zajrzał do środka, Ervin zauważył jednak, że ważył zapłatę w dłoni.

Chwilę potem wozy ruszyły.

Na koniu Fredricha jechał teraz Emett. Nie zarzucił jednak roli zwiadowcy i strażnika podróży. Pojechał daleko do przodu, by rozeznać się w sytuacji na szlaku. Z kolei Fendall jechał z tyłu, zamykając pochód.

Poszukiwacze skarbów w swoim posiadaniu mieli dwa wozy i po dwa woły ciągnące każdy z nich. Na jednym wozie znajdował się ekwipunek Ervina, części innych podróżnych, oraz zapasy. Na drugim z nich, oprócz również części ekwipunku, leżał wciąż nieprzytomny Fredrich. Wóz ze siegvaardczykiem powoził krasnolud, a na koźle razem z nim siedział Cin. Woźnicą drugiego był pół-ork.

Po chwili jazdy Cin zsiadł z kozła i, mimo dość żwawego tempa jazdy, bez problemu wskoczył na wóz obok Ervina. Uśmiechnął się do niego wesoło i wyciągnął do niego rękę z zaciśniętą dłonią, palcami do dołu, tak, jak się robi, gdy chce się coś komuś podarować.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-06-06, 14:34   

W karawanie nastąpiło drobne przetasowanie, część wozów została, kupcy zostali tam gdzie byli, a poszukiwacze przygód wyruszyli w dalszą drogę z nadzieją, że nie odbije się ona na, i tak już fatalnym stanie Fredricha. Podróż musiała pewnie wyglądać podobnie kiedy Ervin znajdował się na miejscu rannego. Pół-elf powrócił do zdrowia bez większych powikłań, nie był jednak pewny, czy był to sposób zupełnie naturalny. A jedyną, z tego co Ervin wiedział, osobą posiadającą zdolności magiczne był ranny siegvaardczyk. Ervin spokojnie siedział na wozie, wpatrując się w otaczający go krajobraz, próbując wyczytać ze słońca w którą stronę świata się kierują.

Jego dumanie przerwało pojawienie się Cina. Otrząsnął się z zamyślenia i spojrzał pytającym wzrokiem na kompana, mimo to wyciągnął rękę.
Spodziewał się jakiejś drobnej części zapłaty za ochronę kupca. W końcu pokonał w walce kilku napastników. Gdyby jednak Cin, czy ktokolwiek inny nie poczułby się do podzielenia się z nim żołdem, sam by się o niego nie ubiegał. To nie on był najęty. Ervin swoimi czynami „wkupywał się” w grupę i w jej krąg zaufania.

- Jakie dalsze plany podróży? Nie musimy odczekać, aż Fredrich powróci do pełni zdrowia? – zapytał znużony, gdy już tajemniczy przedmiot z dłoni młodzieńca zmieni właściciela.
Chciał wiedzieć czy będą jeszcze jakieś przystanki, możliwe przeciwności losu przed właściwą podróżą do głównego celu.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-06-08, 22:07   

Sądząc po słońcu i porze dnia, poszukiwacz przygód mógł ocenić ich kierunek na ogólnie wschodni, być może południowo-wschodni. Generalnie, na razie wracali skąd przybyli.

Na pytające spojrzenie bohatera, młody łotrzyk mrugnął tylko i uśmiechnął się zawadiacko. Ervin nie mylił się jednak znacznie w swoich podejrzeniach. Gdy wyciągnął rękę, na jego dłoni wylądowało parę złotych monet.

- Twoja działka za pomoc w ochronie kupców.

Gdyby Ervin chciał przeliczyć pieniądze teraz, doliczyłby się dziesięciu złotych monet. Nie była to może wielka fortuna, ale zdecydowanie dobre pieniądze jak na dzień pracy.

Cin, słysząc pytania, rozsiadł się obok pół-elfa, widocznie ciesząc się perspektywą rozmowy z tajemniczym posiadaczem demonicznego ostrza. Dzieci...

- Fredrich wróci do zdrowia w podróży. Trakt jest dość równy, zawieszenie wozów krasnoludzkiej roboty. Wyboje wcale mu nie przeszkodzą - tu uśmiech spełzł z jego twarzy, i zaczął mówić mniej wesołym tonem. - Gdyby jednak mu się pogorszyło... zatrzymamy się na jakiś czas - znów się uśmiechnął - w końcu ruiny nigdzie nie uciekną, prawda? Oczywiście, nie będziemy jechać bez przerwy. Gdyby wyhodować woły, które nigdy się nie męczą, o, to byłby biznes. Zatrzymamy się przed zmrokiem, ruszymy skoro świt... i tak pewnie jeszcze ze trzy, cztery dni. Będziemy przecinać szlak Broln-Lasy elfów. Kto wie, może czeka nas jeszcze jakaś przygoda ze strażą, ha?
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-06-09, 13:26   

Ervin nie spodziewał się takiej ilości pieniędzy. Co prawda widział wielkośćsakiewki z zapłatą i zdawał sobie sprawę, że najpewniej wypełniona jest złotem, jednak 10 monet z tego kruszcu jest warte całkiem sporo. Nie żalił się jednak za bardzo, żeby przypadkiem kompania nie zmieniła zdania. Uśmiechnął się jedynie do Cina i schował monety do swojej sakiewki.

Wykonali więc część swojego zadania. Ochronili kupiecką karawanęprzed zasadzką. Po chwilowym zastanowieniu Ervin doszedł do wniosku, że mógłby prowadzić takie życie. Teraz wracali na właściwy szlak, by skierować sięw stronęruin twierdzy. Ruin, które mogły kryć skarby, artefakty, magiczne przedmioty, a przede wszystkim wiedzę na temat żałobnego ostrza.

- Oby Fredrich powrócił do pełni sił w takim tempie jak ja. - odrzekł - Ruiny zaczekają, mam nadzieję, że zaczeka również Isk -

Wychylił sięznad burty wozu by spojrzeć co znajduje się przed nimi. Podróż na pewno trochę potrwa, oszczędzał więc siły i odpoczywał, gdyby ostatnie słowa mężczyzny sięsprawdziły.

- Oby nie było żadnych przygód ze strażą. Ostatnio miałem dużo szczęścia, że przeżyłem. - Taka była prawda. Stracił przytomność z powodu wycieńczenia, utraty krwi, obrażeń zadanych mu przez przeciwników. Co więcej, jechał wtedy na koniu. Nie wiedział, gdzie ten koń sięskieruje, nie wiedział, czy nie spadnie łamiąc sobie karku. Mógł mówić o cholernym szczęściu.

Oby miał go więcej i częściej.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-06-11, 19:32   

- Owszem, miałeś bardzo dużo szczęścia - stwierdził Cin, a Ervin jakoś nie miał żadnych wątpliwości, że doświadczony życiem młodzieniec wie co mówi. - Zupełnie jakby... ktoś nad tobą czuwał.

Po tych słowach łotrzyk uśmiechnął się do Ervina i zeskoczył z wozu, aby powrócić na swoje miejsce obok krasnoluda.

Do końca dnia nie wydarzyło się nic ciekawego. Dojechali do tego samego miejsca, w którym nocowali poprzednio. Kompania szybko uwinęła się z rozpaleniem ogniska, oporządzeniem zwierząt i sporządzeniem kolacji. Siegvaardczyk wciąż leżał nieprzytomny na wozie, choć teraz bardziej przypominał już odpoczywającego, śpiącego człowieka, niż kogoś pozbawionego świadomości siłą. Nie obudził się jednak, gdy elf karmił go na siłę cienką polewką z kolacji, ani gdy z Emettem zmieniali mu opatrunki. Obaj wyglądali jednak na spokojnych i pewnych wyniku leczenia. Choć, być może tak doświadczeni, stracili już niejednego kompana i wiedzieli, że zamartwianie się nikomu nie pomoże?

W końcu, gdy zmierzch już na dobre zapadł, Emett wyruszył pieszo na obchód okolicy. Łowca stwierdził, że obawia się, że część zbrojnych z niedawnej utarczki może czuć urazę do kompanii i pod osłoną nocy powrócić po zemstę. Jedynie pół-ork uznał to za niepotrzebną fatygę, "a poza tym, niech spróbują" dodał poklepując po rękojeści swej broni. Ten sam moment, kiedy nikt nie miał już żadnych obowiązków, wszyscy mieli pełne brzuchy, a Fredrich nie wymagał opieki, reszta kompanii uznała za najlepszy, by Ervin wypowiedział to, co leżało mu na sercu.

Siedzieli wokół ogniska, w kręgu jedynego światła w promieniu mil. Ogień płonął wysoko, a drzewa czekało jeszcze dużo. Zapach ugotowanego mięsa już dawno gdzieś się rozwiał. W pewnym momencie krasnolud rozejrzał się po swoich kompanach, a każdy z nich skinął mu głową. Korinin wstał więc i poszedł w kierunku wozów, by za chwilę wrócić z małą beczułką, z już wbitym kranikiem, na ramieniu i dłonią pełną uchwytów drewnianych kufli. Beczułkę posadził na granicy kręgu światła, jak najdalej od ciepła ogniska, na pieńku, który wcześniej służył Glarghowi do rąbania drwa. Krasnolud nalał każdemu po kuflu.

- Niestety, będzie nieco ciepłe - rzekł, podając Ervinowi jego kufel, po czym powrócił z własnym na swoje siedzisko. Pociągnął łyk piwa, otarł pianę z brody i spojrzał się znacząco na bohatera, po czym spytał bez dalszych wstępów - No? Miałeś nam coś do powiedzenia?
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-06-12, 11:04   

Przez cały dzień Ervin miał mnóstwo czasu na odpoczynek, podziwianie krajobrazu i rozmyślanie. Odpoczął szybko, bo i wysiłek nie był na tyle ciężki, żeby musiał po nim zbierać siłī przez wiele godzin. Krajobraz po pewnym czasie się nudził, gdyż nie zmieniał sięza bardzo. Ale myśli w głowie półelfa krążyły nie osiągając żadnej konkretnej konkluzji. Najpierw myślał o tym, co powiedział do niego Cin - że ktoś nad nim czuwał. Co mogły oznaczać te słowa? Czy to siła ostrza przywracała mu zdrowie? Miecz zdawał sobie sprawę z tego, że Ervin odzyskuje siły, dlatego nie nawiedzała go chęć pozbawienia kogoś życia? Jego myśli powędrowały do Korneliusa. Nie minęło dużo czasu od kiedy wyruszył z jego chatki na poszukiwanie Iska i informacji, które pozwoliłyby zrozumieć naturę żałobnego ostrza, a czuł jakby jego podróż trwała już kilka lat. Od Korneliusa jego myśli przeszły na Iska. Gdzie jest, co udało mu się odnaleźć albo dowiedzieć? Czy wciążżyje? Oby dowiedział sie tych wszystkich rzeczy jak dotrze do twierdzy. Tutaj przyszła mu do głowy jego nowa drużyna - Nie mógł trafić lepiej, drużyna poszukiwaczy przygód z doświadczeniem. Kto pomoże mu dostać się do opuszczonej, pradawnej twierdzy jak nie oni?

Rozmyślał tak przez cały dzień, do momentu aż dotarli do miejsca postoju. Fredrich wyglądał już lepiej, co Ervin przyjął z ulgą. Zjedli w ciszy kolację, a kiedy już wszyscy skończyli, cisza, która brzmiała wokół jakby jeszcze bardziej siępogłębiła. Krasnal przyniósł beczułkę piwa.

Gdy półelf dostał swój kufel od razu pociągnął spory łyk, jakby chciał dodać sobie trochę odwagi.
Na pytanie Krasnala rozejrzał się po kompanach, zbierając sens słów, by móc je zrozumiale przekazać.

- Jak pewnie sami już wiecie, miecz, w którego jestem posiadaniu, nie jest normalnym orężem. Wyciągając wnioski z jego wyglądu, faktu, że poszukujędrogi do twierdzy Dathira mogliście wywnioskować co to za miecz. Jest to miecz na którego poszukiwanie potężny czarnoksiężnik Quelin poświęcił większośćswojego życia. Miecz jest przekleństwem. Nie Ty wybierasz, a on Ciebie wybiera. I kiedy już postanowi, że chce należeć do Ciebie, nie możesz się od niego uwolnić. Ostrze Żniw wiąże się z Twoim ciałem i umysłem jak pasożyt. Co prawda wiążą sięz tym korzyści, jednak pojawiająca sięco jakiś czas żądza zabijania, której pozbycie się wymaga wielkiej samokontroli nie jest ich warta. A przynajmniej zmniejsza zadowolenie z przywracania sił kosztem zabitych wrogów i przejmowania ich najsilniejszych cech życiowych. Nie wiem dlaczego zostałem obdarowany, przeklęty tym mieczem. Nie wiem od kogo on pochodzi ani w jakim celu zmienił właściciela. Kornelius i Isk, jako niegdysiejsi towarzysze Quelina, wiedzieli gdzie takich informacji szukać. W czasie gdy ja u Korneliusa pobierałem nauki, Isk wyruszył po informacje. Miał z nimi wrócić po pół roku, jednak się nie zjawił. Dlatego w jego poszukiwaniu wyruszyłem ja. Mając tylko strzęp informacji na temat tego, gdzie mógł się skierować.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-06-20, 22:35   

Następne słowa krasnoluda zaskoczyły Ervina.

- Wiemy też już, że nie umiesz go całkiem kontrolować - stwierdził Korinin. Na pytające spojrzenia części kompanów wzruszył tylko ramionami i dodał - no, chyba, że kapitana straży zabiłeś z pełną świadomością? Wątpię, żaden to dla ciebie zysk, prawda?

- Ja mam inne pytanie - wtrącił się elf. - Mówisz, że Ostrze wybiera ciebie... co masz przez to na myśli? Że jest myślące? Posiada inteligencję? Komunikuje się jakoś z tobą? Może... mieć nad tobą władzę?

Ciemność pogłębiała się coraz bardziej. Nie było już widać pojedynczych drzew otaczających polanę. Jedynie ciemną masę lasu, przytłaczającą zewsząd. Z kolei ognisko, w kontraście, zdawało się być jeszcze jaśniejszym punktem. Chłód zaczął wiać Ervinowi po plecach... przecież, gdy docierał do Broln wokół szlaku panowała zima, prawda? Tutaj, dalej na południe, widocznie jeszcze nie przyszły śniegi. Ale teraz, w nocy, Ervin poczuł nadchodzące mrozy. Ale czy to tylko pogoda wywołała u bohatera gęsią skórkę? Czy ten dreszcz, który przebiegł mu po plecach, to tylko chłodny wiatr?

Czy może mieć nad tobą władzę?

Bezpośrednią? Ervin nigdy nie dostał bezpośredniego rozkazu, ba, nigdy nie usłyszał jasnego, zrozumiałego przekazu. A jednak musiał opuścić Broln z powodu działań Ostrza. Głód miecza nie pozwolił mu pozostawić przy życiu biednej, upokorzonej i zgwałconej przez niego złodziejki. Ale czy to mogły być faktyczne, inteligentne zamiary? A! ciekawe co myślał o tym Ervin.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-06-22, 14:34   

Jaki zysk miał z tego, że kapitan straży zdechł? Chociażby to, że miał szansę uciec. Czy kapitan puściłby go wolno, gdyby zdecydował się nie współpracować? Jak by to się potoczyło, gdyby ostrze nie zjawiło się zabijając mężczyznę? Na pewno przeszkodą było to, że teraz straż go poszukuje.

Wzruszył tylko ramionami w odpowiedzi na słowa krasnoluda. Dopiero pytania Fendalla sprawiły, że gdzieś z tyłu jego głowy pojawiło siędziwne uczucie niepokoju.

- Myślące? Inteligentne? - powtórzył - nie wiem tego. Nie mam żadnej, nawet najmniejszej wiedzy na temat tego w jaki sposób działa ten miecz. Wiem w jaki sposób mogę go wykorzystać. Co do komunikacji... - wpatrzył się w ciemność panującą poza kręgiem światła. Nieprzenikniona ciemność zlanych ze sobą drzew i krzaków. - Czuję jego żądzę krwi. Czuję głód. On gdzieś jest w mojej głowie, we mnie. Czuję to razem z nim. Jest to żądza, której jestem w stanie się przeciwstawić. Do czasu. Potrzeba dużego wysiłku by oprzeć sięobrazowi ciała przecinanego przez czarne ostrze. Euforii i szczęściu, które ostrze zasiewa w głowie. Wiedzy, że z każdą kroplą krwi przelanąprzez ostrze - twoja siła urośnie a rany się wyleczą. Nigdy jeszcze nie poddałem siętej żądzy. Oczywiście, zabijałem tym mieczem, lecz zawsze to była bardziej moja, świadoma decyzja, niż chęć zaspokojenia spragnionego miecza.

Taka była prawda. Jeden raz, gdy miecz niemal narzucił mu swą wolę - gdy dotknął rękojeści by nastraszyć wieśniaków - musiał posłużyć się wielkim wysiłkiem. Jednak udało mu się to.

- Dopóki nie złapię za rękojeść, jestem w stanie mu się oprzeć bez większego wysiłku. Jednak kontakt fizyczny zwiększa przepływ... emocji między mną a mieczem. Nigdy jednak jeszcze nie zapanował nade mną.

Jak oceniąto jego rozmówcy? Zwiążą go, zamkną w klatce, jak niegdyś jakiś pojebany mag? Będą go wieźć w odległe miejsca, by przeprowadzać na nim eksperymenty? By odebrać mu miecz? Jego największy skarb? Jego artefakt, połączenie z wyższą siłą? Prędzej zginie, niż znów pozwoli się zamknąć w klatce. A oni zginą jeszcze prędzej.

Niech tylko spróbują.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-08-22, 19:52   

Na twarzach słuchających odbijały się różne emocje. Na obliczu Fendalla widoczny był smutek. Glargh zaś zdawał się ożywiać głównie, gdy Ervin wyjawiał kolejne właściwości broni. Na twarzy młodego Cina - wręcz przeciwnie - na ich wspomnienie odmalowywał się lekki przestrach. Emett z twarzą bez wyrazu wpatrywał się co i rusz w inną połać, praktycznie niewidocznego już, lasu. Korinin zaś drugi już raz uzupełniał swój kufel. Oczekując oceny, bohater nie mógł w pełni odczytać myśli swoich towarzyszy. Te parę sekund, które upłynęły odkąd zamilkł, aż do momentu, gdy odezwał się pierwszy z rozmówców, wydały mu się miesiącami.

- Nigdy... - powtórzył cicho srebrny elf. - Miejmy nadzieję, że i w przyszłości się to nie wydarzy. - Po czym po chwili dodał - ach, na jakimż to świecie żyjemy, że zabijanie innych staje się oczywistością...

- Cała w tobie nadzieja - dodał krasnolud. - Wielu nie przejmowałoby się moralnością tak jak ty. Większość ludzi... i krasnoludów zapewne też, dałoby się ponieść tej... euforii. Ba, znam niejednego, który nie posiadając takiego oręża czerpie perwersyjną przyjemność z czyjegoś cierpienia. Również w tak ponoć cywilizowanym kraju jak Imperium! Katów, oficerów straży, żołnierzy... ba, nawet dziedziców. Gdyby ten miecz wpadł w niepowołane ręce, kto wie, co mogłoby się stać? Jedną to legendarną wojnę rozpoczął watażka, który przypadkiem zdobył ten czy inny artefakt?

Krasnolud pokręcił głową i wziął głęboki łyk piwa.

- O samym Ostrzu być może więcej będzie wiedział Fredrich - wtrącił się Emett, nie odrywając oczu od lasu. - W końcu on jest magiem. W księdze jest jedynie wspomnienie o tym, iż Dathirr wiele lat poświęcił tej broni, jednak żadnej wzmianki o tym, czy ostatecznie ją posiadł.

- Tak, tak - ożywił się krasnolud, wolną ręką gładząc siwą brodę. - Z pewnością jednak będą w twierdzy jakieś zachowane zapiski! Być może nie na zwykłym papierze, jakiekolwiek zwykłe księgi posiadał Dathirr z pewnością obróciły się już w pył. Ale czarnoksiężnik takiej klasy z pewnością najcenniejsze informacje zabezpieczał magią. Możliwe, że takie przedmioty przyniosą nam największy zysk z całej twierdzy, o tak!

- Jest tylko jeden problem - rzekł elf, a na jego twarzy smutek ustąpił skupieniu. - Skoro twierdzą interesował się przed laty Quelin, a jednak nie wszedł w posiadanie Ostrza, to...

Tu elf urwał i dał chwilę namysłu wszystkim zgromadzonym.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-08-23, 00:12   

Gdy Ervin zamilkł, cisza jaka go otoczyła stała sięwręcz namacalna. Każdy z jego rozmówców ważył dokładnie każde słowo, które wydobyło się z ust półelfa. Każdy z grupy poszukiwaczy przygód zachował jednak swoje myśli dla siebie. Wyczytywanie owych myśli, jak i idących za nimi emocji, z twarzy siedzących z nim wokół ogniska kompanów. Twarze pogrążone w półmroku, rozganianym jedynie przez ciepłe języki płomieni były dla wojownika tajemnicą.

Gęsta cisza przerywana była jedynie odgłosami patyków trzaskających w ognisku. Zimno zdawało się nie przebijać przez barierę ciepła utworzonąprzez ogień. Włosy tańczące do melodii podmuchów były jedynąwieczornego chłodu nadchodzącego wraz z zachodem słońca. Ervina drążyło jednak większe zimno. Zimno, rozchodzące sięgdzieś z miejsca, w którym jego dusza była połączona z... duchem miecza, czymkolwiek, kimkolwiek ów duch był.

Ervin pociągnął kolejny łyk piwa. Kufel był już bardziej pusty, niż pełny, jednak nieprzyjemnego uczucia skręconego żołądka, nie udało mu się zmyćzłotym trunkiem.

Wtedy odezwał się Fendall. Odezwał się Emett. I przyszła pora na Korinina. I znów na Elfa.
Ervin wysłuchał każdego z nich w ciszy, chcąc odnieść siędo każdego słowa. A gdy Fendall urwał, nie kończąc zdania, upił ostatni łyk piwa, odchrząknął i zaczął mówić.

- Zabijałem ludzi, zabijałem drowów, zabijałem jebane chodzące, gadające trupy, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Byłem torturowany, więziony, byłem obiektem badań magów, byłem zniewolony przez drowiego mrocznego rycerza. Myśląc o tym nie mieści mi się w głowie, jak wiele przeżyłem w tak krótkim czasie. Ile istnień zakończyłem? Nie umiem zliczyć. Sądzę, że znaleźliby siętacy, których wynik kilkukrotnie przewyższa mój, ale i tacy, którzy zakończyli mniej żyć. Dla mnie, patrząc na to stąd, w tym momencie, zabijanie jest oczywistością w drodze do przeżycia. Cóż mam zrobić? Dać się zabić? Odmówić wyciągnięcia miecza, gdy jestem tak dobry w walce? Mam nie walczyć o swoje życie? - Rozejrzał sięwokół, jakby szukał odpowiedzi.

Sytuacja, o której rozmawiali mogła posłużyć jako pretekst do dyskursu filozoficznego. Jak daleko można się posunąć w obronie własnego życia? Jeżeli przeciwnik nie spocznie zanim Cię nie zabije, masz prawo pozbawić go życia? Gdy zabije sięmordercę - ilośćmorderców na świecie pozostaje bez zmian. Chyba, że Zabije sięwięcej niż jednego.

- Nie zwykłem ulegać nikomu i niczemu co próbuje narzucić mi swąwolę - wzdrygnął się na myśl głosów w swojej głowie, które do niedawna dyrygowały nim i dyktowały, co ma robić - Gdy czuję, że nie panujęnad własnym ciałem, że czujęcoś, czego normalnie bym nie czuł na samo wyobrażenie krwi, martwych ciał, wizji zabicia kogokolwiek - pauza - Jak można czerpać przyjemnośćz czegoś takiego? To jest przeciwieństwo potęgi, którą ten oręż, na pierwszy rzut oka, symbolizuje. Wielki, ponadprzeciętnie duży, miecz, czarny jak noc, ostry jak brzytwa. O magicznych właściwościach. Pomyśleć by można, że osoba, która go dzierży jest najpotężniejszym wojownikiem na świecie. A jest zupełnie przeciwnie - jest osobą sterowanąprzez kawał metalu.

Kolejna dyskusja, która mogłaby trwać pół nocy. Ervin wykrzywił twarz w grymasie, patrząc na pusty kufel. Jeden to za mało by poruszać tematy pokroju Ostrza Żniw.

- Jeżeli tak potężny Mag, jakim był Quelin, nie zdołał odnaleźć nic w twierdzy, jest kilka możliwości. - Mówiąc to patrzył się w pękające bąbelki piany na dnie naczynia. Odłożył kufel na ziemie obok siebie. - Albo tam nic nie ma, co jest najmniej prawdopodobne. Albo Quelin nie mógł tego odnaleźć - co również jest mało prawdopodobne, jednak możliwe. Najbardziej prawdopodobne jest to, że wszystko co zostało w twierdzy jest chronione potężnymi czarami, których nawet on nie mógł złamać. Może do tego typu rytuałów potrzeba więcej niż jednego potężnego maga? Może pułapki są nie tylko magiczne, ale również mechaniczne? Może część zamku sięzawaliła? - myśli wylewały się z ust Ervina, zanim sam mógł je przeanalizować. - Nie wiem. Wiem jedno. Nie tak łatwo zostać posiadaczem Ostrza. To ono wybiera, do kogo chce należeć. On, albo Ona, ma cel, nie pozwoli by być dzierżonym przez kogoś kto bez problemu mu sięoprze. Musi czuć, że ma nad kimś władzę... - Mówił to niemal z podziwem. Podziwem do animowanego, w jego umyśle - żywego, miecza. - Na de mnąnie ma tej władzy. Ale ja nad nim teżnie. Quelin, posiadając ten miecz, nie tylko władałby nim, ale również innymi ludźmi, może i nawet całym imperium.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-08-24, 15:40   

- Ty to widzisz, i dlatego dobrze, że tobie przypadło Ostrze - stwierdził krasnolud, nim Ervin zaczął mówić o Quelinie. - Inny, mniejszy człowiek mógłby być zbyt zaślepiony żądzą władzy, by spostrzec cóż z nim się dzieje. Ba, na tym polega zwykle błąd większości z tych upitych władzą. Nie widzą, że są niewolnikami tego, co sprawia, że czują się potężni.

Gdy Korinin zobaczył, że Ervin wpatruje się w pusty kufel, wyciągnął po niego dłoń, by nabrać pół-elfowi więcej złocistego płynu z beczki.

Słuchając propozycji odpowiedzi na wątpliwości Fendalla wszyscy mieli skupione miny. Nawet Glargh wyglądał, jakby starał się wymyślić swoją wersję.

- Możliwe jest, że Quelin nie sprostał Twierdzy - stwierdził Korinin. - Byłem tam i wiem co mówię. Zaskoczony, nawet najpotężniejszy mag padnie ofiarą pułapki. A jakkolwiek by się starać, nie da się przygotować na wszystko.

- Być może niektóre przeszkody pokonać można tylko we dwoje? - zaproponował Cin. - Niektóre wejścia do gildii... khem... no, miejsc, są czasem tak zabezpieczone. Być może znajomość telekinezy by pomogła, ale Quelin miał być przede wszystkim nekromantą, prawda?

- Najbardziej prawdopodobne, że w Twierdzy nie ma pełnej wiedzy odnośnie uzyskania Ostrza - zadecydował Fendall. - Ale nie to jest ci potrzebne, prawda, Ervinie? Quelin mógł zwyczajnie podążyć dalej, szukając dalszych wskazówek... Mroczny elf, który... sprezentował ci tę broń, mógł mieć na poszukiwania wieki, Quelin zaś jest tylko człowiekiem.

- Albo, jak nasz gość już napomknął, tam po prostu nic nie ma - warknął pół-ork. - Albo to, albo tamto. Co za, kurwa, różnica. Dotrzemy, zobaczymy czy wejdziemy. Przeżyjemy wejście, to zobaczymy czy coś jest. Coś będzie? Dobrze. Nie? To nie będzie się ta twierdza różnić od tysiąca innych legendarnych miejsc. Jak mnie wkurwia takie gdybanie.

Na słowa Glargha wszyscy z kompanii zaśmiali się szczerze. Sam pół-ork tylko wstał, podszedł do beczki, uzupełnił sobie kufel i jednym haustem wypił do dna. Po wszystkim oznajmił, że idzie spać, życzy dobrej nocy, i odszedł w stronę jednego z wozów.

- To co - mruknął krasnolud. - Emett chcesz wziąć pierwszą wartę?
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-16, 13:14   

Możliwości było wiele. Mogli wpaść w pierwszą lepszą pułapkę zastawioną w twierdzy na takich jak oni. Mogli odnaleźć tony skarbów lub piach i kamienie. Mogli odnaleźć coś, co wyda im się wskazówką, a będzie nic nie znaczącym pergaminem czy malunkiem na ścianie. Roztrząsanie możliwości nie przybliżyło ich do zdobycia cennych informacji nawet o krok.

Droga była przed nimi długa i, prawdopodobnie, nużąca. Prawdopodobnie, gdyż nigdy nie wiadomo co spotka grupę taką jak ta na szlaku. Mogą napaść na nich zbóje, zaatakować dzikie zwierze, albo, co najgorsze, odnaleźć pościg wysłany za zabójcą strażników miejskich.

Decyzja o zakończeniu posiedzenia przyniosła uczucie ulgi. Nagle rozluźniły się spięte mimowolnie mięśnie. Ervin siedział dalej przy ognisku, słuchając jak drużyna rozchodzi się i jej członkowie udają się na spoczynek. W ręku miał jeszcze w połowie pełny kufel, a od ognia było mu ciepło. Cały dzień spędzony na wozie dał mu na tyle sił, by mógł jeszcze chwilę potowarzyszyć Emettowi na warcie. Czerwonobiałe płomienie tańczyły przed jego twarzą tak jak wiele już razy.
Odległe wydarzenia przelatywały mu z tyłu głowy. Spojrzał w dół, na pokrytą bliznami od poparzeń dłoń, włożoną niegdyś w ognisko takie jak to. Wydarzenie z innego życia, które wtedy, tak jak i teraz odbywało się jakby obok niego, jak przez mgłę choroby psychicznej. Zgiął i rozprostował palce, napinając błyszczącą od blizn skórę.
Gdy kufel znów został opróżniony, wstał od ogniska, życząc kompanowi spokojnej nocy i udał się poza krąg światła by opróżnić pęcherz i udał się na spoczynek.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-20, 11:51   

Emett na samym początku rozkopał ognisko, wzbijając nieco pyłu w powietrze. Gdy popiół opadł, Ervin zauważył, że z ogniska nie biją już żadne płomienie, lecz ciepło pozostało niemal takie same. Zniknęło natomiast światło i po chwili, gdy już oczy bohatera przyzwyczaiły się do ciemności, w nikłym świetle księżyca Ervin mógł dostrzec poszczególne drzewa na granicy polany. Emett przez cały czas, gdy pół-elf z nim siedział, nie spuścił wzroku z krawędzi polany. Na życzenie spokojnej nocy skinął tylko lekko głową.

Noc przebiegła spokojnie. Ervina obudzono jakieś dwie godziny przed świtem, by przejął obowiązki wartownicze, ale jego kolej również przebiegła bez zakłóceń. Gdy tylko ptaki zaczęły śpiewać, a pierwsze promienie słońca oświetliły polanę, reszta drużyny stanęła na nogi i rozpoczęły się przygotowania do śniadania. Emett w rekordowym czasie wytargał z lasu zająca, nim jeszcze obóz został zwinięty. Zając jednak przeznaczony był na kolację, gdyż należało ruszać. A więc reszta racji żywnościowych z dnia poprzedniego, trochę wody i wszyscy byli gotowi do ruszenia.

Wtem z lasu dobiegł ich jakiś hałas. Brzmiało to jakby jakiś spory zwierz, na przykład sarna czy dzik, biegł na oślep przez gęstwinę. Wkrótce jednak do tych odgłosów dołączył inny dźwięk:

- Pomoooocy! Ratujcie!

Głos zdecydowanie należał do mężczyzny. Krzyk nie był zbyt głośny, zważając na to jak blisko zdawały się łamać gałęzie i szeleścić krzaki. Zdawało się, że ktokolwiek tam biegnie, nie może być dalej niż dziesięć metrów od krawędzi lasu.

Natychmiast po usłyszeniu krzyku, Emett porzucił łuk, w którym zdążył już zdjąć cięciwę, i z krótkim nożem w dłoni ruszył w stronę lasu. Szedł bardziej okrężną drogą, niż gdyby miał kierować się bezpośrednio do źródła dźwięków. Glargh i Korinin zaś sięgnęli po swoje większe oręża, kierując się w linii prostej do wołającego, choć powoli. Srebrny elf, który siedział już na koniu, czekał na rozwój wydarzeń, wprowadzając już konia w powolny ruch. Cina nagle Ervin nie mógł nigdzie dostrzec.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-20, 12:14   

Noc, jak można siębyło domyślić, przebiegła dosyć spokojnie. Otaczająca obozowisko natura, szum wiatru między drzewami, powoli rozjaśniające się niebo i powoli przemieszczające się na nim chmury uspokajały półelfa. Wschód przyszedł szybko, a wraz z nim poruszenie i zbieranie obozowiska.

Dalsza podróż, która miała przebiegać spokojnie aż do dotarcia do twierdzy, zaczęła się, o ironio, od zagadkowego osobnika krzyczącego "pomocy" w lesie. Ervin poszukał szybko wzrokiem oręża, którym przyszło mu walczyć w ostatniej walce. Mimo, że mógł w mgnieniu oka przyzwać do siebie ostrze żniw, wolał ograniczać kontakt fizyczny z mieczem do minimum. Jeśli przeciwnik okaże się większym wyzwaniem, odpowiednie działania mogą być podjęte w każdej chwili.

Gdy już znalazł miecz, stanął z nim w dłoni obok Fendalla. Nie umiał się skradać ani tropić. Wchodzić na ślepo do lasu w kierunku krzyku wydawało się głupim pomysłem. Poszukiwacz przygód zrobił tylko kilka niepewnych kroków w stronę, z której dobiegł ich krzyk. Może to pułapka, nastawiona przez zbójców, by wyciągnąć obozujących pojedynczo i zabijać z ukrycia? Równie dobrze mogli zaatakować w nocy, pozbywając się jedynie osoby wartującej, a resztę powyrzynać we śnie.
Zatem nie zbójcy.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-20, 14:08   

Wszyscy gotowi byli na przybycie niespodziewanego gościa. Odgłosy biegu były coraz bliżej...

Na polanę wypadł mężczyzna, człowiek. W poszarpanych ubraniach, które w całości ciężko byłoby nie nazwać łachmanami. Cały zlany potem, z trudem łapał oddech. Widoczną skórę znaczyły mu niezliczone zadrapania, od gałęzi, od jeżyn. Nie było za to na nim widać poważniejszych ran. Żadnych śladów pazurów, ugryzień, ani też ran zadanych bronią ostrą. Gdy człowiek, patrząc lekko nieprzytomnie, ujrzał drużynę na polanie, przestąpił jeszcze parę kroków i zatrzymał się. Zakrzyknął słabym głosem "Uratowany!" i... zemdlał.

Korinin z Glarghiem nie przestali zbliżać się do niego powoli, ale uwagę mieli skupioną na linii drzew, broń gotową. Wciąż nie było widać, cóż miało gonić nieszczęśnika, i czy nie jest to zwykła pułapka. Fendall zaś powoli zaczął kierować konia w stronę przybysza.

Wtem Emett wyłonił się z lasu, a zaraz po nim Cin, pięć metrów na lewo od niego. Młodzik wzruszył tylko ramionami, Emett zaś podbiegł do nieprzytomnego.

- Nie udaje - oznajmił, a Glargh i Korinin rozluźnili się widocznie. - Ale w lesie nic nie ma. A biegł jakby goniło go stado wilków...
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-20, 14:53   

Sytuacja jakkolwiek dziwna by się nie wydawała, stała się jeszcze bardziej dziwna, gdy uciekający przed nieznanym zagrożeniem człowiek zemdlał z powodu niewidocznych gołym okiem ran. Ervin ponownie wybrał taktykę "staj i patrz co mądrzejsi od Ciebie robią".

- Może go zwiążmy? - Jednak wydusił z siebie - Nie wiadomo kim jest, nie wiemy też kiedy się ocknie.

Takie środki ostrożności mogą się wydać radykalne, ale Ervin uważał je za absolutne podstawy. Nie wiadomo, czy to przez jakiś chwilowy powrót, cień ledwo, jego manii prześladowczej, czy może chciał też zobaczyć jak ktoś inny wędruje na wozie pozbawiony wolności.

Obrzucił szybko wzrokiem linię lasu, od samych pni po korony drzew. Może to smok jaki, czy inne paszczurstwo.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group