TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Dziedzictwo Magii
Autor Wiadomość
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-21, 23:11   

- Jak wygląda? - zastanowił się Siegvaardczyk. - Kupcy nie są nowicjuszami w walce, dadzą radę utrzymać się parę chwil, jeśliby nasi zostali związani walką. Jak już wspomogę cię nieco, zajmę przez chwilę tych z tyłu, po czym... Pamiętasz może z Broln, że w naszej kompanii był jeszcze jeden człowiek? Łysawy taki. Cóż, on świetnie radzi sobie z łukiem i potrafi podróżować lasami szybciej, niż obładowany wóz ciągnięty przez dwoje wołów traktem. Nie opuścił on naszej kompanii na zawsze.

Ervin czuł, że blizny go ciągną i pieką, aczkolwiek nie tragicznie. Teraz, gdy nie był jeszcze całkiem rozgrzany i adrenalina nie uderzyła jeszcze do jego krwi, doświadczenie podpowiadało mu, że nie będzie miał problemu z poruszaniem się w walce.

Wkrótce dyskusja kupców zawrzała, i ten z karawany, cały czerwony na twarzy, wyciągnął zza pasa kunsztowną buławę i bez ostrzeżenia zamachnął się nią w swego kontrahenta. Ten, zupełnie nie zaskoczony, zdążył odskoczyć, a wszyscy dookoła, jakby na sygnał, ruszyli do boju. Ludzie, którzy wyszli ze stacji za handlarzem wyciągnęli broń i runęli na poszczególnych członków kompanii. Z drugiej strony zza pasów i z pochew poszukiwaczy przygód wyskoczyły narzędzia mordu, i oni również skoczyli do walki. Młodzieniec, chowający się za plecami adwersarzy teraz wyciągnął krótki miecz i sztylet, po czym powoli zaczął skradać się za plecy handlarza. Srebrny elf dobył zdobionej szabli i w spokoju, nie ruszając się jeszcze z miejsca, dotrzymywał towarzystwa kupcom.

Flisacy posilający się na progu stacji gdzieś przezornie zniknęli.

Również jednostka na drodze nie ociągała się. Łucznicy wyciągnęli strzały i zaczęli szukać celów. Siegvaardczyk na koniu zdawał się być prostym wyborem, ale on sam nie zdawał się szczególnie przejęty. Klepnął Ervina w ramię, szepcząc przy tym jakieś, niezrozumiałe dla bohatera, słowa, po czym spiął konia i ruszył w kierunku traktu, zmuszając natychmiast zwierzę do galopu.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-21, 23:53   

Ervin był ciekawy, jak Siegvaardczyk sam poradzi sobie z oddziałem sześciu mężczyzn, z czego czwórka była wyposażona w łuki a dwójka w ciężkie bronie białe.
Ervin rozejrzał się, miał tylko kilka chwil. Sytuacja mogła zmienić się szybciej, niż sięspodziewał.
Najważniejsze było odpowiednie wyważenie sił. Jeśli za dużo osób rzuci się na mniejszą grupkę, pozostawiając większą grupę z łucznikami samej sobie, tamci wystrzelają ich jak kaczki.
Musiałszybko się decydować.
Przy kupcu sytuacja wyglądała na odpowiednio rozegraną, każdy będzie miał z kim walczyć.
Ervin zatem zaczął biec z wyciągniętym mieczem w stronę łuczników i zbrojnych. Jego celem był jeden z żołnierzy z bronią białą - ten, który znajdował się bliżej. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, rozpoczął szarżę. Nie decydował się w żaden sposób na agresywną, czy defensywną postawę. Będzie musiał podjąć decyzję do tego, jak walczyć po zbadaniu jak dobrze potrafi posługiwać się tą bronią i jak duże szanse ma zadać niąwystarczające obrażenia.
Nie pamiętał za bardzo łysawego towarzysza drużyny, ale miał nadzieję, że ma celne oko i dobry łuk, który przechyli szale zwycięstwa na ich stronę.
Myśl o możliwości przyzwania do siebie miecza pocieszała go, dodawała mu otuchy. Zawsze będzie mógł walczyć orężem, które pewnie leży w jego dłoniach i wręcz cieszy się razem z nim z przelewu krwi, którego będą autorami.
Jeśli ten króciak będzie niewystarczający. Tylko wtedy.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-22, 20:56   

Siegvaardczyk był jakieś dziesięć metrów od ciężkozbrojnych stojących z przodu, gdy łucznicy wypuścili w niego pierwsze strzały. Jego przeciwnicy nie zdawali sobie jednak sprawy z tego, że Fredrich już w połowie drogi zawierzył samemu zwierzęciu jego bieg. Sam zaś zaczął wtedy przygotowywać zaklęcie. Zakończył je w ostatnim momencie. Nagły, potężny podmuch zawiał w kierunku szóstki ludzi. Dwie ze strzał spowolnione spadły bezpiecznie przed nadciągającym koniem, pozostałe dwie zmieniły tor lotu, wpadając gdzieś w zarośla lasu. Ciężkozbrojny stojący najbliżej maga, ten z młotem, uderzony zaś został główną siłą zaklęcia. Gdy magiczny wiatr uderzył go, Ervin usłyszał głuchy krzyk bólu i zobaczył, jak człowieka zrzuca z nóg. Reszta natomiast była widocznie zaskoczona obecnością maga na polu walki, i przez chwilę żaden z nich nie mógł zdecydować się na żadną akcję. Moment zawahania srogo ich kosztował.

Po pierwsze, mag zdążył zatrzymać konia i objąć wzrokiem wynik swoich działań. Po drugie, nim uderzony wiatrem ciężkozbrojny zaczął wstawać, Ervin znalazł się w zasięgu szarży.

Trzecim powodem była strzała, która zdała się nagle wyrosnąć z gardła jednego z łuczników. Nie był wstanie krzyczeć, więc zacharczał tylko, padając na ziemię.

Przeciwnicy nie zdążyli jeszcze otrząsnąć się z drugiego zaskoczenia, gdy Ervin w pełnym biegu wpadł, ostrzem naprzód, we wstającego ciężkozbrojnego.

[...]Szarża - 5 + 8 PI (zostało 23)
[Test Ataku, k20 + 22 + 4 + Szarża:5 = 18 + 22 + 4 + Szarża:5 = 49, Obrona: 24, Zbroja: 42]
[Test Obrażeń, 3k10 + 9 = 6 + 4 + 7 + 9 = 26, 2 pkt. ran]


Pierwszy atak Ervina za pomocą nieznajomej broni mógł wyjść mu gorzej. Udało mu się ominąć schowaną pod kaftanem kolczą koszulkę i ciąć ciało przeciwnika. Zdołał on do końca wstać i ustać na nogach, widać jednak było, że pomysł walki przestał mu się podobać. Drugi z ciężkozbrojnych też zauważył, że jego kompan jest już widocznie ranny i przybył mu z pomocą, mierząc w Ervina swoim półtorakiem.

[...][Test Ataku, k20 + 22 - 3 = 16 + 22 - 3 = 35, Obrona: 30, Zbroja: 46]

Ervin był już gotów do dalszego działania po wykonaniu swojego ataku i mógł jeszcze spróbować coś zrobić z celnie nadciągającym w niego ciężkim ostrzem.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-22, 21:20   

Fredrich zrobił na Ervinie duże wrażenie sposobem w jaki uchronił się przed strzałami. Taki sprzymierzeniec może być dużym atutem w każdej walce.
Półelf nie miał jednak więcej czasu na zastanawianie się i pobiegł w stronę przeciwników.
Pierwszy atak, którego siła była wsparta szarżą trafił dokładnie tam gdzie miał, zadając głęboką ranę zbrojnemu.
Problemem był jednak jego kompan, który zamachnął się swoim półtorakiem na Ervina.
Poszukiwacz przygód był już pewny, że jeśli się nie ruszy to dostanie ostrzem gdzieś w korpus, musiał zareagować szybko.
Postarał sięodgiąć ciało tak, by nie znalazło się na torze miecza.
[unik]
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-22, 21:43   

[...]Unik - 9 PI (zostało 14)
[Test Uniku, k20 + 28 = 10 + 28 = 38]


Szybki krok w lewo uratował Ervina przed okrutnym uderzeniem półtoraka, choć już w tej samej chwili zdał sobie sprawę, że gdyby nie jego usprawniona zręczność, broń sięgnęła by swego celu.

Tymczasem ani łucznicy, ani Siegvaardczyk nie próżnowali. Dwójka z łuczników wyciągnęła krótkie miecze i skoczyła do lasu w stronę, z której musiała przybyć strzała, sądząc po kierunku grotu. Ostatni z żyjących łuczników za to strzelił do Fredricha, zanim ten zdążył przygotować jakieś zaklęcie. Ervin był przekonany, że i tym razem mag poradzi sobie znakomicie, w końcu do tej pory wciąż tylko pozytywnie zaskakiwał. Nie tym razem. Los pochylił się nad łucznikiem [...]Podwójny przerzut i strzała poszybowała prosto w maga. Grot przeszył go na wylot, pocisk utkwił gdzieś w prawej piersi. Fredrich bezwładnie spadł z konia na ziemię. Niesamowita przewaga, którą posiadała kompania w tej części walki nagle zniknęła.

Ukryty w lesie poszukiwacz przygód też nie próżnował. Choć tym razem przeciwnicy byli na niego gotowi, jego umiejętności nie zawiodły. Łucznik, który przed sekundą zestrzelił Fredricha z konia teraz zmagał się z drzewcami wystającymi z jego uda.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-22, 21:57   

Strzała trafiła Siegvaardczyka prosto w pierś. Przewaga, którą mieli nagle przeszła w stan wyrównanych szans, albo i być może trochę na ich niekorzyść.
Ervin nie zastanawiał się. Nie było odwrotu, nie było innego wyjścia, musiałwalczyć dalej.
Skupił się na osłabieniu drugiego z walczących z nim zbrojnych.
Mężczyzna władający półtoraręcznym mieczem stanowił teraz większe zagrożenie niż zraniony zbrojny.
Zamachnął się szeroko mieczem i wkładając w atak całą swoją siłę [potężny atak] zaatakował miecznika.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-22, 22:53   

[...]Potężny atak 5 + 8 PI (zostało 1)
[Test Ataku, k20 + 26 = 3 + 26 = 29, Obrona: 24, Zbroja: 42]
[Test Obrażeń, 3k10 + 14 = 9 + 8 + 7 + 14 = 38, Pancerz: 22, 1 pkt. ran]


Ervin celnie rąbnął przeciwnika prosto w bark, raniąc go poprzez kolczą koszulę. Jednak krótki miecz to nie półtorak, a już z pewnością nie Ostrze Zguby. Metal przyjął większość energii uderzenia, a przeciwnik z grymasem przyjął przygotowaną postawę. Również drugi z ciężkozbrojnych stanął już pewnie na nogach, obserwując bacznie Ervina, szukając swego momentu do ataku. Łucznik ze strzałą w udzie pozostawił drzewce w spokoju, sięgając ostrożnie po kolejną strzałę.

Pół-elf mógł odetchnąć z ulgą, jeżeli bliski był mu los Siegvaardczyka. Fredrich podniósł się z ziemi, choć nie bez wysiłku, i zdołał chwycić spłoszonego konia za uzdę. Zaczął go ciągnąć, tak, by zasłonić się zwierzęciem przed przyszłymi pociskami. Z lasu bohater słyszał tylko okrzyki dwóch nawołujących się łuczników, szukających zapewne ukrytego poszukiwacza przygód. Żeby zobaczyć co działo się pod stacją rzeczną, Ervin musiałby obrócić się plecami do swych przeciwników.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-22, 23:07   

Taktyka Ervina na tę walkęwyglądała następująco - ciąć, siekać i rąbać, by zabić lub unieszkodliwić.
Nie było w tym nic wyszukanego. Miał zadanie do wykonania. Nie postawione przez nikogo, tylko narzucone mu przez samego siebie.
Lekki miecz zdecydowanie nie był jego bronią, za krótki, za lekki, za mało potężny w czynionych obrażeniach.
Przygotował się na unik pierwszego ataku, który stanowiłby jakiekolwiek zagrożenie [deklaracja manewru].
Miał jedną rękę wolną. Po co mu wolna ręka? Nie będzie nią blokować ciosów, nie będzie pięściąnapierdalać w przerwach od machania mieczem. Złapał rękojeść oburącz [+2 do trafienia] i ciął miecznika jeszcze raz. Miał nadzieję, że ten padnie szybko, by Ervin mógł zabrać jego miecz i nie męczyć się z tym lekkim gównem, jakkolwiek dobrze by nie było wykonane.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-22, 23:26   

[...]Unik - 9 PI (zostało 27)
Atak - 8 PI (zostało 19)
[Test Ataku, k20 + 26 + 2 = 7 + 28 = 35, Obrona: 22, Zbroja: 40]
[Test Parowania, k20 + 22 - 3 - 2 = 20 + 4 + 22 - 3 - 2 = 41, sukces]


Tym razem Ervin bardziej przyłożył się do swego cięcia. Niestety, jego przeciwnik czekał już na jego uderzenie i bezbłędnie sparował jego atak. Tylko teraz, manipulując ciężkim półtorakiem, jego przeciwnik miał problem z powrotem do równowagi, a w tym samym momencie bohater był gotów do dalszego działania. To znaczy, byłby gotów, gdyby nie drugi ze zbrojnych, który teraz zamachnął się swym młotem.

[...][Test Ataku, k20 + 21 - 2 - 8 = 16 + 11 = 27, Obrona: 30]

Ranny, przeciwnik przecenił swe umiejętności i haniebnie chybił celu. Ervin nie musiał wcale wykonywać finezyjnego uniku, wystarczyło delikatnie uchylić się przed nazbyt przewidywalnym ruchem.

W międzyczasie łucznik, widząc, że równie dobrze może zranić Ervina jak i swych towarzyszy, posłał strzałę w kierunku wierzchowca Fredricha. Strzała ledwo musnęła konia, jednak wystarczająco by utoczyć krwi, a zarazem przestraszyć biedne zwierzę. Siegvaardczyk, ciężko ranny, w takiej samej mierze zasłaniał, jak i wspierał się na wierzchowcu. Gdy zwierze, spłoszone, uciekło, biedny mag ponownie upadł na ziemi, przerywając w środku inkantację. Z tego, co widział bohater, człowiek nie poruszał się już więcej, prawdopodobnie zemdlał z bólu.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-22, 23:38   

Niewiele brakowało a trafiłby miecznika i zranił go jeszcze raz. Niewiele.
Ten jednak był szybszy i sprawniejszy, niż Ervinowi się na początku zdawało i sparował jego cios.
Kolejny zaatakował młotem, jednak chybił celu. Oby stanowił zagrożenie cały czas na takim samym poziomie do momentu w którym Ervin rozprawi się ze swoim głównym przeciwnikiem i zabierze mu oręż.
Przynajmniej miał nadzieję, że tak potoczą się sprawy.
W innym wypadku będzie zmuszony wykorzystać plan awaryjny i zdradzić się ze swoją tajemnicą.
Dalsze czynności Ervina nie były niczym odkrywczym. Znów, trzymając broń oburącz zaatakował wkładając w swój atak podwójne skupienie i siłę [potężny] i jeśli nie zostanie w tym czasie zaatakowany w sposób zmuszający go do uniku, zaatakował jeszcze raz, tym razem z normalną siłą [zwykły atak].
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-23, 00:01   

[...]Atak 8 PI (zostało 11)
[Test Ataku, k20 + 26 + 2 = 13 + 28 = 41, Obrona: 22, Zbroja: 40]
[Test obrażeń, 3k10 + 9 = 8 + 7 + 4 + 9 = 28, 2 pkt. ran]
Atak 8 PI (zostało 3)
[Test Ataku, k20 + 28 = 5 + 28 = 33, Obrona: 18, Zbroja: 36]
[Test obrażeń, 3k10 + 9 = 5 + 5 + 7 + 9 = 26, Pancerz: 22]


Przeciwnik jeszcze nie zdążył dobrze odzyskać równowagi, gdy Ervin wyprowadził kolejne celne cięcie w jego stronę. Tym razem żaden metal nie stał na drodze ostrza, gdy te wcięło się w udo przeciwnika. Człowiek zawył, acz zachował na tyle zimnej krwi, by próbować uskoczyć i przed następnym cięciem bohatera. Ten odruch pokrzyżował plany pół-elfa na tyle, że krótki miecz znów uderzył w pancerz człowieka. Tym razem ten pancerz spełnił swą rolę w pełni, pozwalając zbrojnemu ujść bez kolejnej rany.

Tymczasem drugi z przeciwników zaczął gotować się do ponownego ataku młotem. Łucznik za to zaczął obchodzić trójkę walczących tak, by mieć czysty strzał w Ervina. Zbliżało go to również do nieprzytomnego maga, więc bohater nie mógł być pewny jego zamiarów. Całe szczęście w tym, że strzała w jego nodze uniemożliwiała mu bieg.

[...]Nowa tura
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-23, 00:10   

Kolejne trafienie, które osłabiło przeciwnika. Czy jednak na tyle, by ten był niezdolny do walki? Tego Ervin wiedzieć nie mógł, jednak decyzja o tym co czynić dalej musiała być podjęta jeszcze przed możliwością zastanowienia się.
Żaden z przeciwników nie zaatakował na tyle celnie, by musiał go specjalnie unikać, jednak nie mógł przestać być ostrożnym. [deklaracja uniku]
Dalej już tylko zostało mu dokończenie dzieła. Z każdą raną przeciwnik stawał się słabszy i mniej ostrożny a jego ruchy wolniejsze i bardziej ociężałe. Było prościej go trafić.
Zaatakował więc znów oburącz unosząc miecz nad głową i wyprowadzając potężny atak na dzierżącego miecz mężczyznę. czynność powtarzał, aż do momentu w którym jeden z wrogich mu ataków zmusi go do uniku.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-23, 14:17   

[...]Unik - 9 PI (zostało 27)
Potężny atak - 8 + 5 PI (zostało 14)
[Test Ataku, k20 + 26 + 2 = 14 + 28 = 42, Obrona: 18, Zbroja: 36]
[Test Uniku, k20 + 22 - 6 = 19 + 16 = 35, porażka]
[Test obrażeń, 3k10 + 14 = 1 + 3 + 7 + 14 = 25, 2 pkt. ran]

Przeciwnik - atak półtorakiem
[Test Ataku, k20 + 22 - 6 - 3 = 5 + 13 = 18, Obrona: 30]

Przeciwnik - atak młotem
[Test Ataku, k20 + 21 - 2 - 8 = 13 + 11 = 24, Obrona: 30]

Potężny Atak - 8 + 5 PI (zostało 1)
[Test Ataku, k20 + 28 = 14 + 28 = 42, Obrona: 14, Zbroja: 32]
[Test Obrażeń, 3k10 + 14 = 2 + 2 + 4 + 14 = 22, 2 pkt. ran]


Widać było, że obaj zbrojni mieli już dosyć walki. Ich ruchy były spowolnione, ich reakcje spóźnione. Gdy Ervin z całej siły ciął miecznika, ten spróbował tym razem uniknąć ataku. Zareagował jednak zdecydowanie zbyt późno, zbyt wolno, i miecz znalazł swój cel w ciele człowieka.

Przeciwnicy Ervina nie byli w stanie już wiele zrobić. Obaj próbowali zranić pół-elfa i oba uderzenia Ervin ominął bez problemu. Bohater wyprowadził kolejne cięcie i pomimo kiepskiego kąta i słabego uderzenia, miecznik otrzymał kolejne rany. Zbrojny widocznie słaniał się już na nogach, i gdy spróbował zrobić odjeść do tyłu, potknął się na nierówności i upadł, lądując na zadku. Zbrojny zaczął wstawać, ale gdyby tylko Ervin chciał, to mógł go uprzedzić. Drugi ze zbrojnych spojrzał na swego kompana i skonstatował:

- Pierdolę...

Rzucił młot na ziemię i uniósł ręce w uniwersalnym geście poddania się. Łucznik za nim, gdy spostrzegł ten gest, również poluzował naciągniętą już cięciwę i rozejrzał się po polu walki. Pokręcił głową i rzucił łuk na ziemię.

Z lasu na szlak wyskoczył mężczyzna ubrany w ciemnozielony płaszcz i podobnego koloru koszulę i spodnie. Na głowie miał brązowy kapelusz, przykrywający łysinę, którą Ervin pamiętał z karczmy Broln. Z długim łukiem na plecach i zakrwawioną szablą w dłoni, ostatni z kompanii poszukiwaczy przygód, Emett, spoglądał z uznaniem na bohatera. Jednakże jego wzrok nie napotkał jeszcze na nieprzytomnego Siegvaardczyka.

- Myślę, że potyczka zakończona - zakrzyknął do Ervina, uśmiechając się.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-23, 21:10   

Poszło szybciej niż sięspodziewał. I obeszło siębez odniesienia jakichkolwiek obrażeń.
Tylko jeden atak miecznika stanowił jakiekolwiek realne zagrożenie dla pół elfa, ten jednak zdołał uniknąć cięcia.
Wojownicy byli albo o wiele gorzej wyszkoleni od strażników, których spotkał na trakcie, alby o wiele gorzej uzbrojeni i odziani w gorsze zbroje. Walka z konia też raczej nie przeszkadzała.

Na poddającego sięzbrojnego operującego młotem ledwo co spojrzał. Podszedł do drugiego woja, wyciągając miecz przed siebie, tak by przyłożyć jego koniec do gardła mężczyzny.

- Twój miecz - powiedział krótko - i pochwa do niego

Jakikolwiek, nawet gorzej wykonany półtorak był dla Ervina lepszy od tego króciaka.
Znany ciężar i długość dodadząpewności jego rękom.
Poszukiwacz przygód miał jednak nadzieję, że nie natrafią na kolejną okazję do walki przed tym, jak powie towarzyszom o swojej prawdziwej broni.
Bał się tego, jednak podjął decyzję, że będzie musiał to powiedzieć. Im dłużej miecz spoczywał gdzieś samotnie tym bardziej jego głód rósł i wpływał na psychikę półelfa. Nie chciał, by w połowie rozmowy przy ognisku miecz pojawił się przed twarząjego rozmówcy wykonując pełen zamach i odczepiając głowę od reszty ciała.
Kiedyś jednak, jeszcze przed dotarciem do celu wyprawy - będzie musiał podzielić się swoim sekretem.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-25, 15:59   

Może to i wyszkolenie przeciwników, może to i ich uzbrojenie. A może to pomoc Fredricha, którego zaklęcie wciąż czyniło bohatera groźniejszym przeciwnikiem, niż był tam, na szlaku. Pomijając oczywiście jego broń.

Zbrojny, do którego podszedł Ervin spojrzał się na niego krótko, i z wyraźnym niezadowoleniem odpiął pas z pochwą, pozwalając by upadł na ziemię. Broń wbił sztychem w glebę i odwracając się od bohatera, odszedł powoli, zgarbiony i trzymający się ręką za jedną z poważniejszych ran.

Poza wirem walki, Ervin mógł w końcu rozejrzeć się, jak poszło reszcie kompanii. Pół-ork stał nad swym leżącym przeciwnikiem, trzymając na nim jedną nogę, i spoglądał złowrogo na kupca ze stacji. Drugi ze zbrojnych ze stacji poradził sobie jeszcze gorzej. Stary krasnolud walczył teraz, ale nie z nim, a z toporem, który zaklinował się gdzieś w czaszce człowieka. Srebrny elf stał zaś rozluźniony i z drwiącym uśmiechem mówił coś do pozostałego stojącego przeciwnika. Ten z kolei nie mógł już nic zrobić. Cin, zaszedłszy go od tyłu, przyłożył mu nóż do gardła, trzymając głowę w eksperckim chwycie.

Fredrich zaś wciąż leżał w bezruchu, a Emett w końcu to zauważył. Z imieniem maga na ustach, poszukiwacz przygód ruszył pędem ku Siegvaadrczykowi, jeszcze w drodze ściągając z pleców swój tobołek. Upadł przy Fredrichu na kolana i zaczął starannie oglądać rannego.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-25, 16:11   

Mężczyzna zachował się bardzo mądrze, odpinając pas i oddając miecz. Widoczniej cenił swoje życie bardziej niż ten kawałek metalu. Najemnicy tak już mają. Zebrał pas z ziemi i zapiął go na biodrach. Będzie mu brakowało jego robionej na zamówienie, wygodnej pochwy zapinanej na plecach. Cóż jednak mógł zrobić? Gdy stracił przytomność musiał ją w jakiś sposób stracić.
Wyciągnął półtoraka z ziemi i zważył go w dłoni, sprawdzając jak będzie mógł sięnim posługiwać.
- Dobrze - skwitował wejście w posiadanie nowej broni. - Teraz proszę mi wytłumaczyć co tu sięwłaśnie stało -
Rozejrzał siępo drużynie. Fredrich będzie miał opiekę. Sam półelf nie miał najmniejszego pojęcia o pierwszej pomocy, więc nie przyda sięw tej sprawie.

Na razie domyślał się, że była to zaplanowana akcja. Z obu stron. Jeden kupiec chciałwykiwać drugiego. Albo obaj chcieli wykiwać sięwzajemnie i zgarnąć towar lub pieniądze siłą.
Tak postrzegał tę sytuację Ervin. Chciał jednak jakiegoś rozwinięcia ze strony kompanów.
Co sięstało z kupcem którego spotkali na stacji? Spróbował odnaleźć go w gąszczu twarzy. Leżał zakrwawiony na ziemi? Srał w gacie, przyparty do ściany?
Ervin nie do końca wiedział co ze sobą zrobić. Ze schowanym mieczem skierował swoje kroki do miejsca gdzie zgromadziła się większość drużyny, rzucając zapytanie, czy nie pomóc jakoś Emmetowi w pozbieraniu Fredricha z ziemi.
Sam niedawno był w sytuacji, gdzie każda pomoc była na wagę złota.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-03-07, 16:43   

Miecz najemnika był dobrej jakości, i, choć nie dorównywał z pewnością Ostrzu Zguby, na pewno mógł Ervinowi dobrze służyć.

Zapytany przez Ervina najemnik zdążył odejść już parę kroków. Odwrócił się do niego i wzruszył ramionami.

- Co mnie to obchodzi? - odparł, dodając potem trochę ciszej - dosyć mam tego, to nie dla mnie. Może mnie który szlachcic na miecznika weźmie...

Odwrócił się i, nie ukrywając bólu, ruszył dalej wzdłuż szlaku. Pozostali przy życiu najemnicy tak samo oddalali się od miejsca potyczki, w ogóle nie zwracając uwagę na losy swego pracodawcy. Widocznie w ogóle nie spodziewali się, że dostaną swoją zapłatę. Może podzielali myśli kompana?

A nim okazał się być człowiek trzymany pod nożem przez Cina. Jego broń leżała gdzieś w trawie, na twarzy był cały blady. Nie wydawał się być wcale ranny, oprócz płytkiego zacięcia od sztyletu w ręce młodzieńca. Drugi z kupców, cały i zdrów, mówił coś do niego spokojnie, ale bohater był zbyt daleko żeby usłyszeć słowa. Sądząc po wyrazie słuchającego, ten zgodziłby się już na wszystko.

Emett nie spojrzał nawet na przechodzącego bohatera, zajęty całkiem pracą nad swym kompanem. Wyglądało to źle. Siegvaardczykowi krew sączyła się z ust, a przy kącikach widać było krwawą pianę. Łysawy człowiek nie ruszył nawet strzały, która wciąż sterczała z piersi Fredricha. Było teraz oczywiste, że przebiła ono płuco. Na szczęście prawe, bo gdyby pocisk przeszył w tym samym miejscu lewą pierś, Siegvaardczyk krwawiłby teraz z serca, a raczej dawno by już przestał. Łowca odpowiedział mu jednak natychmiast, a w jego głosie słychać było napięcie.

- Wołaj tu Fendalla, powiedz, żeby wziął lecznicze mikstury, maści... wszystko! Bandaże, też. Tylko szybko!
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-03-07, 21:04   

Fendal... Fendal... Wytężył umysł, przypominając sobie, który z nich to był Fendall. Elf. Tak to on, imię samo przez się sugerowało pochodzenie mężczyzny.
Sytuacja wydawała się ciężka. Myślał, że Fredrich miał lżejsze obrażenia. Jednak dopiero gdy znalazł się bliżej Siegvaardczyka zauważył skalę obrażeń.
Odnalazł wzrokiem elfa i pospieszył w jego kierunku.
- Weź mikstury, maści, bandaże. Wszystko co może się przydać. - Powiedział tak szybko, jak tylko dał radę - Fredrich jest poważnie ranny.
Miał nadzieję, że został zrozumiany i zdenerwowanie w jego głosie i pośpieszna mowa nie wpłynęła na odbiór i zrozumienie słów.
Fredrich był najbardziej mu przyjaznym członkiem całej drużyny i szkoda by było go stracić. Chciał pomóc w każdy możliwy mu sposób.
Gdzie jego podejrzliwość?
Przy okazji zbliżenia się do reszty zgromadzonych przysłuchałsięrozmowie prowadzonej przez kupców. Ciekaw był, jaki był powód całej hecy i jak to wszystko się zakończy.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-03-10, 11:34   

Gdy Ervin dobiegł do Fendalla, kupiec z karawany akurat zamilkł, widocznie zastanawiając się nad zaistniałą sytuacją. Dzięki temu bohater mógł uzyskać pełną uwagę elfa od pierwszego słowa.

- Weź mikstury, maści, bandaże. Wszystko co może się przydać.

- Ale co...

- Fredrich jest poważnie ranny.

Wieści widocznie zaskoczyły Fendalla, bo dobre parę sekund patrzył się tylko na Ervina z szeroko otwartymi oczami i niedomkniętymi ustami. Nic zresztą dziwnego. W tej części bitka skończyła się bez problemu, bez szkód, bezwarunkowym zwycięstwem kompanii. Nikt ze strony szlaku nie krzyczał, nie wołał o pomoc. Nie było przecież aż tak daleko, by nie odróżnić głosów ludzi krzyczących z bólu. Ale Fredricha nikt nie słyszał. Bo przecież jak krzyczeć z przebitym płucem? A skąd Ervin miał wiedzieć, że z magiem jest tak źle? Stał przecież sam na nogach, wspierając się może o konia, ale przecież postawił się na nich sam. Miał na tyle siły, by próbować przestawić konia. A to że stracił przytomność? No cóż, ranny, mógł nie uważać jak upada, mógł uderzyć głową w twardą ziemię. A to przecież tylko mag, nie twardy wojownik, omdlenia nikt by mu nie wypomniał. Co prawda, gdyby Ervin nie był tak zajęty wirem walki, dostrzegłby, że strzała niechybnie musiała razić płuco. Ale nie miał na to czasu, musiał sam ratować swoją skórę. Bo przecież, ranni czy nie, przeciwnicy stanowiliby dla rozkojarzonego Ervina wystarczające zagrożenie. Toteż i pół-elf nie wołał o pomoc.

Tylko dwie, trzy sekundy docierało do Fendalla, co się stało. Ale gdy już dotarło, srebrny elf nie zwlekał. Nie zadawał dodatkowych pytań, nie odezwał się już słowem. Pognał do jednego z wozów, nie patrząc, czy Ervin biegnie za nim, ani czy ktokolwiek z kompanii usłyszał, albo zareagował na wieści. Rzucił się pędem, jednym płynnym ruchem wskoczył na wóz i zaraz wrócił na ziemię, mając tym razem na plecach dość pokaźny tobół, w dłoni zaś trzymał już jakąś szklaną fiolkę. Nie zatrzymywał się aż do miejsca, w którym leżał Fredrich.

Wszystko to trwało na tyle długo, że kupiec, którego ochrony Ervin był częścią, namyślił się w końcu.

- Chciałbym cię zabić - zaczął. - Z tak wielu powodów, choć nie ukryję, że najważniejszym jest ten, że sam byś zrobił to przed chwilą, bez skrupułów. Chciałbym też wziąć twoje pieniądze i odjechać z towarem. Stuprocentowy zysk, i to całkiem w świetle prawa tego światłego kraju, naszego kochanego Imperium, świećcie bogowie nad duszą Władcy. Oczywiście, gdybym już cię zabił. Ale co ja bym potem zrobił z następną dostawą? Elfy chcą towaru, ja chcę pieniądze. Do tego potrzebuję kogoś, kto dotrze do lasów, bo za długo byłbym poza swym miastem, gdzie robię interesy. A więc mam dwie opcje. Zabić cię, albo przepędzić, i albo stracić czas na szukanie zastępcy, albo narazić współpracownika na długą i niewygodną podróż. Druga opcja, to zabrać wszystkie twoje pieniądze, nie tylko te, które i tak winnyś mi za towar, tak, żebyś musiał popłynąć do Lasów, żeby mieć na jedzenie. Najlepiej wsadzić związanego na barkę i wysłać załogę razem z tobą. No i co ty na to? Co byś wybrał, bo ja jeszcze nie zdecydowałem.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-03-10, 11:56   

Stał się na środku drogi, która przed chwilą jeszcze była polem walki. Stał na środku drogi, dzieląc swoją uwagę na elfa, który biegł w stronę rannego przyjaciela i kupca prowadzącego monolog, próbując zastraszyć drugiego kupca, by zyskać na tym jak najwięcej. Sam nie znałsię na dyplomacji, a inteligencją nie grzeszył, więc nie wiedział jak najlepiej wybrnąć z zaistniałej sytuacji.
Analiza rozmowy również nie szła mu najlepiej, dlatego też stwierdził, że odpuści sobie przysłuchiwanie się kupcowi.
Odwrócił się na pięcie i skierował swe kroki w stronę rannego.
Cóż by siestało, gdyby Fredrich umarł? Czy będzie to pierwsza śmierć w tej drużynie? Na pewno nie. Wędrowali wspólnie przez wiele lat, na pewno ktoś już wcześniej zginął.
Nie chciał, by zdarzyło się to tym razem.
Elf na pewno potrafi opatrywać rany, dbać o chorych. Mikstury też z pewnością pomogą.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-03-14, 14:01   

Gdy Ervin dotarł do rannego, Fendall wraz z Emettem byli już w najlepsze zajęci opatrywaniem rannego. Zakrwawiona strzała leżała już obok Siegvaardczyka na trawie. Widać było na niej ślady po pianie, która zwykle tworzy się, gdy leczniczą miksturę wyleje się na ranę. Opatrywanie bynajmniej nie było jeszcze skończone. Pomimo dwóch pustych porzuconych flaszek, dość sporych, bandaż, który Emett trzymał na piersi Fredricha wciąż nasiąkał krwią.

- Nie może tracić tyle krwi - wspomniał Fendall - zaraz nie będzie miał czego tracić.

- Płuco wciąż jest przebite - odparł Emett. - Musimy otworzyć mu szerzej ranę i wlać miksturę do środka, może wtedy się zasklepi...

- Tak... Uważaj tylko, żeby nie otworzyć rany na plecach... będzie trzeba wcisnąć tam jakąś rurkę, odpowietrzyć... inaczej mikstura się nie wleje...

- Powietrze nie ucieknie górą?

- Jeśli będzie otoczone krwią, nie...

- Mikstura powinna zareagować z krwią, nie przejdzie?

- Spróbujmy więc...

I tak rozmawiali ze sobą, cały czas działając. Fendall wyciągnął kolejną miksturę leczenia, Emett zaś wyrzucił za siebie przesiąknięte bandaże i przygotował obok kolejne. Wyciągnął nóż, który spokojnie mógłby służyć do patroszenia jeleni i zaczął delikatnie, precyzyjnie nacinać brzeg rany, wzdłuż żebra.

- Ervinie - zwrócił się do bohatera elf, nie odwracając wzroku od Fredricha. - Gdy już skończymy potrzebne nam będą nosze, by przenieść go na wóz możliwie delikatnie. Zobaczyłbyś, czy w lesie nie znajdą się jakieś materiały? Masz - to mówiąc zdjął z siebie swój podróżny płaszcz i rzucił na ziemię obok siebie, wciąż nie patrząc na pół-elfa. - Weź go, nie sądzę, żebyś znalazł rosnące dziko płótno.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-03-14, 14:31   

Pół elf czuł się niesamowicie nieprzydatny w sytuacji, która zaistniała. Nawet jakby chciał pomóc w opatrywaniu rannego, bardziej by zaszkodził, niż zrobił coś dobrego. Dlatego też stał w boku, obserwując poczynania dwóch "medyków". Kiedy będzie potrzebny, przynajmniej będzie pod ręką.

Rana wyglądała groźnie, krew ciągle się lała, a przebite płuco - z tego co mówił Fendall i Emmet - nie wróżyło też nic dobrego.

Przez myśl przeszła mu myśl, zastanawiająca się, skąd się w nim wzięła podobna chęć pomocy i współczucie dla Siegvaardczyka. Jeszcze niedawno nie darzył całej drużyny zbytnim zaufaniem i było mu całkiem obojętne jak się potoczą ich losy, łącznie z przeżyciem, dopóki pomogą mu się dostać do miejsca, które kryło tajemnicę jego przekleństwa, będącego zarazem błogosławieństwem.

Miecz prędzej czy później sam się pojawi, gdy jego głód krwi będzie zbyt duży. Oby tylko był ktoś w pobliżu, kogo można było spokojnie poświęcić w imię nakarmienia żałobnego ostrza. Drużyna nie byłaby zadowolona, gdyby ich nowy towarzysz zaszlachtował z zimną krwią innego towarzysza.

Tak jak przewidywał, gdy ktoś będzie coś od niego chciał - odezwie się. Tak też właśnie Fendall posłał go do lasu, by skonstruował prymitywne nosze. Cóż mu było potrzebne? Długie, wytrzymałe kije, konary, jakieś pnącza, do przywiązania do nich płaszcza.

Upewnił się, że ma zapiętą pochwę z półtoraręcznym mieczem u pasa. W lesie mogły czychać na niego jakieś niebezpieczeństwa - zbrojni wrogiego kupca chcący się zemścić, zwierzęta, zbójcy. Lepiej mieć ze sobą jakąś broń. W razie czego mógł zawsze przyzwać jedną.

Wszedł między drzewa z płaszczem w rękach, próbując znaleźć cokolwiek, co przypominałoby nosze.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-04-06, 18:02   

W lesie, jak to w lesie, gałęzi było pod dostatek. Większość jednak drzew swoje gałęzie miało wysoko w górze, wyciągając je coraz wyżej w wyścigu po słońce. Te, które leżały na ziemi Ervin mógł z góry odrzucić. Jeśli opadły na ziemię, były z pewnością martwe już dłuższy czas. Nie był to środek metropolii, ale dym z komina w stacji sugerował, że dobre drzewo na opał nie mogło się tu marnować. Cokolwiek pozostało na glebie było już z pewnością zbyt zbutwiałe, by utrzymać kogoś cięższego od niemowlaka.

W lesie były również krzaki i różni inni przedstawiciele niższej roślinności, o mchu czy trawie nie wspominając. Wszystko to mogło bardziej zainteresować botanika niż Ervina, za wyjątkiem może najbardziej wyrośniętych z krzewów. Te jednak z kolei bardzo rozłożyste, trzeba by długo dostosowywać do sensownego kształtu.

W końcu, po paru minutach ostrożnego eksplorowania lasu, bez przygód wymagających użycia broni, Ervin dostrzegł po raz pierwszy solidnego kandydata na część noszy. Było nim młode drzewko, wysokie może na dwa i pół metra, o średnicy młodego pnia grubości dwóch, trzech palców. Ostatnie pół metra wysokości rośliny zdecydowanie było już zbyt wiotkie na dobry szkielet noszy.

Ale co zrobić z tak pięknym materiałem? Jak właściwie wykonać potrzebne nosze? Jak powinna wyglądać rama i jak związać z nią materiał? Zdecydowanie w lesie musiało być więcej młodych drzew, ale ile jeszcze metrów solidnego kija potrzebował elf? Ot, był to problem, który musiał szybko rozwiązać. Albo powrócić do poszukiwaczy skarbów i przyznać się do braku wiedzy, nie marnując za to cennego czasu.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-04-11, 12:15   

Zrobienie odpowiednich noszy nie mieściło się w zakresie umiejętności Ervina. Pół elf wiedział mniej więcej jak nosze są zbudowane, wiedział, jak wyglądają. Ale na tym jego wiedza z zakresu noszologii się kończyła.
Mógł wrócić, ośmieszając się i narażając na gniew towarzyszy. Było jedno rozwiązanie, które mogło zminimalizować straty moralne i wkurwienie innych członków drużyny. Przeczesał las w zasięgu wzroku, szukając podobnych drzewek do tego, które wydawało się odpowiednie, żeby zbudować środek przetransportowania poważnie rannego Fredricha na wóz. Miał nadzieję, że znajdzie się ich trochę. Na tyle, by mógł je ze sobą zabrać i wspólnie złożyć nosze. Pomagając sobie mieczem, próbował odłączyć właściwą część drzewa od korzeni.

Zależnie od sztywności i grubości zebranych, czy też ściętych drzewek potrzebował ich od kilku, aż do dziesięciu. W wyraźnym pośpiechu szukał drzew do powalenia.

Gdy już uważał, że ilość pozwalała na skonstruowanie odpowiednio sztywnej ramy, wziął ścięte pnie i wrócił na trakt, by skonsultować się z kimś, kto nosze już kiedyś zrobił i posiadał większą wiedzę od niego.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-04-19, 21:58   

Omiótłszy wzrokiem najbliższy teren zalesiony, Ervin dostrzegł bez problemu parę rozsądnych drzewek, w odległości do pół minuty spokojnego spaceru. Jak więc postanowił, tak się stało.

Cieńsze drzewka padały pod jednym ciosem miecza, grubsze pod dwoma lub trzema. W piętnaście minut bohater miał przygotowane pięć drzewek grubości dwu palców, oraz dwa grubości niecałych trzech. Wszystkie długie były na dwa do trzech metrów. Według skromnej oceny pół-elfa tyle materiału powinno z nawiązką wystarczyć na najmniej skomplikowane nosze, nawet jeśli najgrubsze z gałęzi byłby zbyt słabe, i musiały być wiązane ze sobą.

Gdy Ervin powrócił na trakt ze swymi drzewkami, atmosfera wśród obecnych tu członków kompanii była już nieco bardziej rozluźniona. Do dwóch opatrujących maga mężczyzn dołączył krasnolud. Wsparty na stylisku swego topora, milcząco stał pochylony nad Fredrichem. Emett wraz z Fendallem zajęci byli właśnie bandażowaniem nieprzytomnego Siegvaardczyka. Srebrny elf podtrzymywał tors maga w półleżącej pozycji, człowiek zaś ściśle obwijał klatkę piersiową rannego. Na opatrunkach nie było na razie widać śladu krwi. Podchodząc bliżej do małej grupki, Ervin mógł też zauważyć, że Fredrich oddychał już równiej, a przy wydechu na jego ustach nie było widać śladu krwi, która jeszcze wcześniej napływała w płuc.

Nadchodzącego pół-elfa pierwszy spostrzegł krasnolud, nie będący zajętym przy opatrywaniu maga. Uniósł dłoń w pozdrowieniu i powiedział:

- Dobra robota z tymi bandytami. Gdyby nie ty, pewnie nie byłoby kogo opatrywać. Daj, pomogę ci z tymi noszami.

To powiedziawszy, wziął jedno z drzewek od Ervina i zaczął odrąbywać swoim toporem pomniejsze gałązki.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group