Dorien - stolica świata. Kolebka kultury. A w rzeczywistości miejsce dziksze od bagnisk Palmagnus. Niebezpieczniejsze niż najmroczniejsze rejony Puszczy Wiecznej Nocy. Różnorodniejsze od Gór Środka Świata. Bardziej fanatyczne niż Siegvaard i bardziej tajemnicze od Milirithien. Tu nie ma miejsca na błędy. Ci, którzy tego nie wiedzą, prędko przekonują się o tym na własnej skórze.
Fragment „Rozpraw o ekonomii światowej", pióra Baldwina Trogenruga, profesora Uniwersytetu Humanistycznego w Gwynn.
Ze wszystkich krain, w których byłem, spośród wszelkich niesamowitych doświadczeń, jakich doznałem za swego żywota, nic nie może się liczyć z unikalną, jedyną w swoim rodzaju stolicą Imperium. Z czymś, co widujemy codziennie, z czymś, co wydaje nam się, że znamy na wylot. A tak naprawdę nie wiemy o tym mieście nic.
Fragment „Wspomnień wybranych Albrechta Sonnenberga”, wydane w 1509 roku.
Selekcja naturalna
Kroniki Beatrice de lorche - wprowadzenie
Ocronos, 301. dzień roku 1515.
Beatrice zbudziła się. Minęła chwila nim przypomniała sobie, gdzie jest, co robiła dnia poprzedniego i co zamierza robić w nadciągającym. A robiła niewiele. Nie dość, że wściekły okres atakował ją przez ostatnie dni, przez co z klientelą było u niej gorzej niż mizernie, to na dodatek kolejną noc z rzędu spędziła bez snu. I dopiero koło świtu udało jej się zmrużyć powieki.
Patrząc po pozycji słońca przebijającego się promieniami przez błony w oknie, musiało być już południe. A że karczmarz w lokalu, czy raczej zwykłej gospodzie na uboczu, zwykł od południa liczyć sobie kolejny dzień do zapłacenia, musiała się spieszyć. Pieniędzy nie miała ostatnio zbyt wiele i na nieprzewidywalne wydatki nie było ją stać. Na przewidywalne zresztą też nie. Tak to już było w Dorien. Bardzo szybko dało się wzbogacić, a jeszcze szybciej zbiednieć. Wystarczyło wiedzieć, jakie prawa rządzą tym miastem. A Beatrice miała je wkrótce wykorzystać na swoją korzyść. Czuła się tego dnia dobrze. Ból w podbrzuszu ustał, a libido powróciło.
Pokoik na piętrze karczmy „Primum Gladiatori" był najprostszym z możliwych. Posiadał łóżko, kufer na przedmioty osobiste i pół metra kwadratowego wolnej przestrzeni. Sama nazwa też była wyjątkowo nad wyraz, jak na podrzędną oberżę upchaną między budynkami w dzielnicy rzemieślniczej. I nie tak daleko od sławnej, znanej na cały świat areny.
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2015-09-30, 20:30, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 28 Dołączył: 15 Sie 2015 Posty: 8 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-09-01, 17:18
Beatrice rozciągnęła się na łóżka jęcząc markotnie. Nie chciało jej się nigdzie ruszać, pomijając fakt, że jak zwykle była zmęczona. Kolejny dzień, który trzeba przetrwać w miejskiej dżungli, a z dnia na dzień jest coraz trudniej. Ratował ją jedynie młody wiek i wygląd, który sprawiał, że życie w tym miejscu jest choć odrobinę łatwiejsze, choć ciągle narastające problemy nie ustępowały choćby na chwilę. Może powinna się ustatkować, przestać biegać po ulicy i szukać łatwego zarobku. Może powinna znaleźć sobie kochanego, bogatego męża i żyć jak na prawdziwą kobietę przystało. Może powinna przestać się zadawać z przysłowiowymi dupkami, który za każdym razem próbują ją tylko zaliczyć nie kwapiąc się nawet poprawą jej skromnego stanu majątkowego. Może powinna, ale był chyba to dla niej zbyt odważny krok, aby samotnie zdołała go wykonać. Może jakby był ktoś kto ją w ten sposób pociągnie może wtedy w stanie byłaby się zmienić. A tak musi prowadzić życie awanturniczki, która ledwo wiąże koniec z koniec w tym beznadziejnym mieście.
Usiadła na łóżku i sięgnęła po koszulkę ze sporym dekoltem, który zazwyczaj działał na mężczyzn jak magnes. Szkoda, że zawsze podczas rozmów z tymi krótkowzrocznymi jegomościami, patrzyli oni tylko w jedno konkretne miejsce. Przynajmniej dzięki temu łatwiej było nimi manipulować, jednak zawsze chcieli oni jedną konkretną rzecz w zamian, dlatego tę umiejętność perswazji nie często ma Beatrice ochotę używać. Prości mężczyźni, którzy tylko chędożenie mają w głowie w żaden sposób jej nie interesowali. Zazwyczaj byli to tępi osiłkowie, a ona jednak szukała kogoś z klasą. Dla przykładu czarodziej z olbrzymią wiedzą, który w uroczy sposób opowiada mądre rzeczy, których kobieta nawet przez chwilę nie rozumie. Niby głupie, ale by ją to cieszyło.
Następnie wstała i zaczęła zmagać się z obcisłymi spodniami, które z założenia miały podkreślać jej zgrabną talie i idealne pośladki. Jednak ostatnio brakło jej trochę pieniędzy, przez co schudło jej się jeszcze bardzie. Spodnie ledwo się na niej trzymały, a całą sytuacje ratował jedynie pasek, który mocno zaciśnięty bronił Beatrice przed przypadkowym opadnięciem tej części ubrania. Jednak mimo wszystko nie podobało jej się to i była pewna, że w swoim życiu musi jednak coś zmienić na lepsze. Może zorganizować jakiś wielki przekręt finansowy, albo jakąś wielką kradzież. Sama nie wiedziała czego chce, ale to całkiem normalne u kobiet.
Po założeniu spodni uklękła i zaczęła wiązać buty. Z trudem była w stanie opanować te krótkie sznurówki, a ręce trochę drżały jeszcze po nieprzespanej nocy. Poranek zapowiadał się fatalnie, ale może dzisiejszy będzie szczęśliwszy od poprzedniego. Nadzieja w niej nie umierała, bo wciąż mogła ratować się pracą zwykłej kobiety lekkich obyczajów. Zarobek godny, aby przeżyć, jednak to nie było to czego pragnęła przez całe swoje życie.
Uchyliła drzwi od swojego malutkiego pokoiku i wciągnęła powietrze. To pewnie był zły pomysł, bo brudni faceci pewnie od rana już żłopali piwsko z kufli. Starała się powstrzymać odruchowy kaszel wywołany wstrętem do „męskich” zapachów i ruszyła przed siebie, rozglądając się po karczmie.
Poranne krzątanie się nie zajęło jej wiele czasu, pomimo drobnych pochodnych jej nocnego niewyspania. Wraz z zakładaniem na siebie kolejnych partii ubrań w jej głowie wirowały różnorakie myśli. Dotyczące przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Zwłaszcza ta ostatnia wiązała się z przemiłą wizją nadziei, że może faktycznie kiedyś nadejdzie taki czas, że Beatrice znajdzie drugą połówkę faktycznie ją kochającą, a także dorobi się małej fortuny bardziej lub mniej legalnym sposobem. Wszystko przed nią. Wciąż była młoda, atrakcyjna i sprytna.
Otwarciu drzwi towarzyszył wyjątkowo neutralny, lekko tylko naznaczony spodziewanymi zapachami. Najwidoczniej karczmarz jakimś cudem zdołał rozwiać wieczorne wyziewy będące mieszanką alkoholu, potu i brudu. Im bardziej podła mieścina, tym bardziej drapiące w gardło powietrze. A mieścina bez wątpienia zasługiwała na miano podłej.
Przed sobą widziała wąski korytarzyk, wypełniony jeszcze kilkoma innymi drzwiami po każdej ze stron. Korytarz nie miał zbyt wiele do zaoferowania: surowe drewniane ściany, nieoheblowana poręcz schodów prowadzących w dół, na parter przybytku. I tyle.
Zostawiwszy swoje rzeczy, ruszyła po schodach. Karczma w godzinach południowych prezentowała się o niebo lepiej, niż wieczorami. O tej porze to, co było do posprzątania, zostało już uprzątnięte, wszyscy śpiący w alkoholowym śnie klienci odnaleźli już drogę do wyjścia, wszystkie naczynia zostały pochowane, a stoły wyczyszczone. Obecnie widać było tylko paru jegomościów sączących złociste, ale na pewno pierwsze bądź drugie, patrząc po wytonowanym zachowaniu i wyjątkowo spokojnym wzrokiem wlepionym w cycki Beatrice.
Za kontuarem stał karczmarz, opierając się o niego leniwie i pilnie obserwując jakiegoś siedzącego samotnie chłoptasia, który znacząco wyróżniał się na tle szaroburego wystroju „Primum Gladiatori". Był wyjątkowo zbyt dobrze ubrany jak na takie miejsce. Niczego nie zamówił, siedział tylko w milczeniu. A to, patrząc po srogiej minie oberżysty, wnioskowało kłopoty.
Wiek: 28 Dołączył: 15 Sie 2015 Posty: 8 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-09-04, 15:37
Beatrice rozejrzała się po całej karczmie rozsyłając wokół siebie flirciarskie uśmieszki i ciekawskie spojrzenia. Już od rana musiała robić dobre wrażenie, aby łatwo nie wypaść z roli szczęśliwej kobiety. Takie dziewczyny są zawsze bardziej atrakcyjne i łatwiej idzie im rozmowa z płcią przeciwną, więc była nawet zdolna oszukiwać samą siebie.
Następnie pogładziła się po włosach, a jej wzrok przykuł interesujący mężczyzna, który zdawała się całkiem dobrym łupem dla Beatrice. Dobrze ubrany, z klasą i z pewnością również dżentelmen. Nie mogła odpuścić takiej okazji, jeśli nawet wiązało się to z jakimś ryzykiem. I tak nie miała już wiele do stracenia, a tylko mogła zyskać. Zdecydowanym, kobiecym krokiem ruszyła do tajemniczego jegomościa, a dotarłszy tam położyła dłoń na stole i lekko pochyliła się nad nim, dzięki czemu dekolt kobiety był wręcz na wysokości oczu chłoptasia. Stara sztuczka, a często jednak działa, jeśli ktoś gustuje jednak w płci pięknej.
- Można się przysiąść? Nie często widuje się tu takich ciekawych ludzi. – uśmiechnęła się do niego, jednak w tej chwili to nie twarz miała przyciągać jego wzrok. Mimo wszystko, jeśli ma on choć krzty taktu i powściągliwości to powinien zauważyć jej ciepły gest uprzejmości oraz odpowiedzieć tym samym. Na przykład zaprosić ją na wykwintną kolacje, ewentualnie do swojego domu na lampkę wina. Miała ochotę na cokolwiek co wreszcie pozwoliłoby jej zmyć ten życiowy niesmak i poczuć się wreszcie jako ktoś ważny wśród normalnych, wpływowych ludzi.
Każda akcja wywołuje reakcję. Nie inaczej było w tym przypadku. Uśmieszki zostały szybko wyłapane, a bywalcy karczmy odpowiedzieli swoimi, nie za bardzo szarmanckimi i niepełnymi uzębieniem uśmiechami. Nie wydawali się również być takimi, co kiesy mieli pełne, a zamiary uczciwe. Zwykłe, parszywe ludziska, żłopiące tanie piwo w tanim przybytku z innymi godnymi pożałowania typami.
Był też ten wyróżniający się na ich tle młodzieniec. Tak właściwie to jeszcze był chłopiec, miał może piętnaście, szesnaście lat. Wystarczająco więc na pierwszy, niemrawy i wstydliwy, ale jakże kuszący i ekscytujący kontakt z kobietą.
Podeszła do niego swoim wyuczonym krokiem. Położyła dłoń na stole i pochyliła się, eksponując to, co wyeksponować należało. Chłopiec zamarł, a krew szybko uderzyła mu na policzki. Przez chwilę wpatrywał się przed siebie, czyli prosto w biust, ale po chwili otrząsnął się i wbił wzrok w oczy Beatrice. Trudno było opisać jego skonsternowanie. Niewyuzdane śmiechy pozostałych bywalców karczmy tylko pomnażały osiągnięty efekt, aż purpura nie zajęła całej twarzy młodzieńca.
- Em... - wybąkał niewyraźnie. - Eee... no... - jąkał się, a wzrok co chwila przeskakiwał z oczu na dekolt. I za każdym razem czerwieniał coraz bardziej. - Em... Przepraszam, proszę bardzo... - wskazał jedyne wolne przy stoliku krzesło, znajdujące się naprzeciw niego.
Stojąc tak nad nim, dostrzegła coś jeszcze, co wyróżniało się na tle jego nienagannych, bogatych ubrań. Była to wypchana sakiewka przy pasie, zabezpieczona żelazną klamerką i dość trudną do subtelnego, kieszonkowego zdarcia. A skoro sama kiesa mogła być warte swoje, to tym bardziej zawartość jej zapewnić mogła ekonomiczną niezależność na wcale długi czas.
Wiek: 28 Dołączył: 15 Sie 2015 Posty: 8 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-09-08, 19:24
W oczach kobiety jakby błysnęła jakieś światło, a w głowie zapaliła się lampka z nowym pomysłem. Taki wypełniony mieszek szkoda byłoby, żeby marnował się przy pasie tego uroczego młodzieńca, który za pewne i tak nie miał jakiś ciekawych i wybitnych planów jak je spożytkować. A kobiecie z pewnością przydałby się jakiś niewielki sponsor. Młodzieniec wydawał się na dosyć łatwy łup, a jego skrępowanie świadczyło tylko to, że śmiałość Beatrice trochę zbiła go z tropu. A może po prostu to jej urok osobisty tak działał na mężczyznę, że ten zapomniał języka w gębie.
- Dziękuje, będę zaszczycona z możliwości utrzymania panu towarzystwa. – Słowa złapała za oparcie i delikatnie je przesunęła. Swoje ruchy robiła powoli, bowiem na cóż się tak pięknego ranka spieszyć. Na krześle rozsiadła się jak królewna, zakładając przy tym nogę na nogę i obserwowała nieznajomego ciekawskim wzrokiem.
- Czy mogłabym się jakoś panu przysłużyć? Czegoś pan tutaj szuka? Mogę oprowadzić. – Zaczęła niepozornie bawić się włosami, a w dodatku ponownie obdarzyła chłopca filuternym uśmiechem.
Chłopiec nie spuszczał z Beatrice wzroku, choć trudno było stwierdzić, czy była to zasługa jej niebanalnej urody, czy zwykłego skonsternowania śmiałością kobiety. Tak czy inaczej, z tępą miną i lekko otwartymi ustami wzbudzał śmiech u pozostałych karczemnych bywalców. Nie brakowało też nieco uszczypliwszych komentarzy kwestionujących seksualność młodego i pewne jowialności zapewnienia, że zawsze jeden z drugim mogą wyręczyć go w rozmowie z Beatrice, skoro sam się boi.
- Em... - rzekł w końcu po dość dłuższej chwili. - Bo ja przyszedłem do niejakiej... panny de Lorche - wyartykułował w miarę zrozumiale, tym razem ze wzrokiem wbitym w stół. - Podobno tutaj mam jej szukać...
- Ho, ho! - krzyknął jeden z bywalców. - Patrzcie pany, rozprawiczyć się przyszedł!
- Wielki panicz, a do takiego miejsca przyszedł! - dodał drugi.
A chłopiec zaczerwienił się jeszcze bardziej. Chociaż Beatrice była pewna, że bardziej czerwonego odcienia czerwieni nawet najzdolniejszy malarz nie byłby w stanie uzyskać.
Wiek: 28 Dołączył: 15 Sie 2015 Posty: 8 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-09-16, 17:35
Beatrice nie dała poznać po sobie wielkiego zdziwienia, które nagle pojawiło się w jej przestraszonym sercu. Chwila zwątpienia, niepewności, strachu o przyszłość. Ktoś jej najwidoczniej szukał, a to rzadko wiąże się z czymś pozytywnym. Blefowanie z pewnością udałoby się jej, gdyby tylko w karczmie była sam na sam z tajemniczym młodzieńcem. Starzy bywalcy znają jej tożsamość, więc kłamstwo i tak pewnie by się wydało. Mimo wszystko zawsze lepiej wybadać grunt, zanim się na nim stanie, więc kobieta od razu poczęła go wypytywać o ciekawe dla niej rzeczy.
- Hmmm, panienka de Lorche, urodziwa oraz mądra kobieta, jednak w swym życiu nieszczęśliwa i mało majętna. Tak, pomieszkuje tutaj, wiąże jakoś koniec z końcem. Jednak nie rozumiem co któż taki jak pan może chcieć od tej poczciwej kobiety? Po cóż szukać jej, gdy nie wadzi ona nikomu, a i od ciemnych interesów zdała się trzyma? Bo raczej wątpię, aby zwiodła pana tutaj plotka, o tym iż dorabia sobie ona w dość nietypowy sposób korzystając ze swojego nadzwyczajnego piękna.
Zamyślona zaczęła bawić się niezdarnie włosami i wpatrywać się tępo przed siebie. Jej wyraz twarzy skrywał ciekawość, a nieruchome ciało świadczyć mogło o jej dużym spokoju.
Chłopiec wyglądał na wystarczająco zagubionego, by nie przyswoić wszystkiego, co Beatrice do niego powiedziała. Skrępowanie nie ustępowało, tak jak i czerwień eksplodująca na licach. Niemniej dało się zaobserwować postępy w płynności wypowiedzi. Powoli uczył się składać pojedyncze słowa w zrozumiałą całość.
- Hm... Nie, nic podobnego... To znaczy... Ja tylko odszukać ją miałem i wiadomość przekazać, nic zdrożnego... Przysłał mnie sam feldmarszałek Hieronim Rutler.
Beatrice nie miała bladego pojęcia, kim była ta osoba. Jedyne co mogła skojarzyć, to sam tytuł, wysoki, świadczący o prestiżowym wojskowym stanowisku. Nie znała się na militariach, ale za to wyłapała coś innego. Ciche zająknięcie się karczmarza, gdy tylko usłyszał to nazwisko. Także i gawiedź w tle ucichła i spoważniała.
- To wie pani, gdzie ją znajdę? Przesyłka miała trafić do rąk własnych...
Wiek: 28 Dołączył: 15 Sie 2015 Posty: 8 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-09-21, 17:25
Spojrzała na niego z rozbawieniem, powstrzymując wybuch głośnego śmiechu.
- A ten... feldmarszałek to nic więcej panu nie mówił? Na przykład, że ma ona piękne śnieżnobiałe włosy - zaczęła gładzić swoje włosy i czesać je delikatnie ręką - urocze, piwne oczka, urodziwe ciało, nienaganne maniery... - Beatrice zaczęła wymieniać z nadzieją, że mężczyzna będzie w stanie wysnuć wnioski z jej wypowiedzi.
- Może dałby się pan zaprosić do pokoju, abyśmy mogli porozmawiać w cztery oczy? Ciężko się rozmawia otwarcie przy tylu słuchaczach. Może pokój nie opływa w luksusach, jednak dla ludzi takich jak ja są one smutną codziennością.
[...]Beatrice: Test: Uwodzenie: k20(13) + 10 + 15 (uroda) = 38 // ST = 30
Sukces
- Em... - mruknął nieśmiało chłoptaś. - Em, tak, faktycznie, coś wspominał, że włosy jakieś jasne, może nawet jak mleko... No i że tego, że drobna... zupełnie właśnie jak pani. Czy to właśnie pani jest panią... de Lorche? Miałem tę... wiadomość dostarczyć... Em, tego...
Zatkał się, wodząc po niej wzrokiem. Trudno było doszukać się miejsc na jej ciele, które nie byłyby kuszące i wywołujące spazmatyczne ataki zaćmienia umysłowego, zawsze połączonego z półotwartymi, zaślinionymi ustami. Nie inaczej było w tym przypadku, a Beatrice wiedziała już, że miała go w garści.
- Em, w porządku, faktycznie może warto udać się do pokoju, do rozmowy prywatnej, w te, to znaczy cztery oczy, tego... Bo i wiadomość miała być bezpiecznie przekazana, więc chyba lepiej bez świadków żadnych... Podsłuchiwaczy, to znaczy!
Pozostali karczemni bywalcy zanieśli się śmiechem. Ale nie gnębili młodego tym razem, a wręcz przeciwnie. Podsycali jego ledwo tlący się płomyk zdrożności, który mógł wkrótce przeobrazić się w istny pożar namiętności. Oczywiście jeśli Beatrice nie miała innych planów co do chłopaka i jego napchanego trzosa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum