Sytuacja Koleusa nie wyglądała zbyt wesoło. Kajdany mocno ocierały się od nadgarstki oraz uniemożliwiały wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Nawet kolce nie były stanie uratować elfa. Stal, z której wykonano kajdany była zbyt gruba by magiczne ciernie zdołały się przez nią przebić. Gruba strażników otoczyła wojownika i czujnie obserwowała każdy jego ruch. Wszelka próba niesubordynacji zakończyła, by się zapewne bolesną pacyfikacją. Korowód prowadził krwawego elfa mrocznymi zaułkami miasta, wyraźnie omijając główne arterie miasta. Orszak kluczył i kluczył, aż Koleus zatracił poczucie czasu i miejsca. Jednego był jednak pewien nie prowadzili go na komendę.
Niepewność stała się udziałem wojownika. Jego los jeszcze nigdy nie był tak niepewny. W głowie elfa pojawiła się straszna myśl, że a strażnicy mieli zamiar wyręczyć sprawiedliwość na własną rękę, gdzieś w ustronnym miejscu. W tak dużym mieście w końcu zdarzają się wypadki, a elf był ostatnio przyczyną wielu z nich. Śmierć mogła czyhać na niego za każdym rogiem.
W końcu dotarli do starej rozsypującej się kamienicy, gdzieś w zapomnianej dzielnicy biedoty. Przed wejściem do budynku wojownik dostrzegł kontur postaci. W ciemności rozległ się cichy trzask, a w tym samym momencie w ręku tajemniczego nieznajomego pojawił mały ledwo tlący się płomyk. W słabym blasku Koleus dostrzegł surowe oblicze człowieka, który już sporo w życiu widział. Zimne niebieskie oczy dokładnie lustrowały elfa, aż temu ostatniemu ciarki przeszły po plecach. Lwią cześć twarzy zakrywały sumiaste kruczoczarne włosy, zaś w ustach trzymał zwinięty zaschły liść wypełniony brązowym zielskiem. Natomiast na piersi mężczyzny zalśniła złota gwiazda z herbem miasta, która całą pewnością była lepiej wykonana niż te prowadzących Koleusa strażników. Płomień powędrował w kierunku skręta, gdy się do niego zbliżył ten ostatni zasyczał i zaczął się lekko tlić. Mężczyzna następnie zamachał rekom gasząc płomień. Teraz ledwie się tlący się żar oświetlał jedynie sumiaste wąsy osobnika. Ten gwałtownie wciągnął powietrze, wyciągnął skręta z ust i chuchnął prosto w twarz elfa. Z ust mężczyzny wydobył się cuchnący drażniący szary dym. Opary wywołały u wojownika natychmiastowy atak kaszlu. Mężczyzna tymczasem oznajmił chłodnym zachrypniętym głosem:
- Czekałem na Ciebie Koleusie?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Niepewność. Jedne z uczuć, które Koleus nie cierpiał najbardziej. Chwile kiedy jego najbliższa przyszłość nie należała do jego pięści lecz do kaprysu kogoś nieznajomego.
Cała ta sytuacja śmierdziała mu od samego początku. Odór jaki towarzyszył tej części jego historii zwiększał się z każdą sekundą.
Kulminacja smrodu nastąpiła równocześnie z kaszlem.
Elf splunął gdy jego organizm trochę się uspokoił i zaszczycił jego potencjalnego gospodarza odpowiedzią -Cóż, przykro mi, że tak długo. Twoi ziomkowie nadmiernie się guzdrali- w jego głosie nie dało się wyczuć wiele poza szyderstwem -Jednemu przydałoby się nawet wypłukać gardło- mrugnął w stronę dowódcy jeśli ten był w zasięgu jego wzroku. -Czymże zasłużyłem sobie na tak przeurocze spotkanie?- uśmiech nie schodził mu z twarzy. Prawdopodobnie kiedy będzie umierał to jego szydercza morda ciągle będzie wykrzywiona w ten sposób.
Koleus mimo sytuacji w jakiej się znalazł zachowywał buńczucznie i prowokująco. Dowódca strażników zauważył bezwątpienia mrugnięcie elfa, świadczyło o tym grymas złości jaki przeszedł po jego twarzy oraz zaciśnięte pieści. Człowiek aż rwał się do wymierzenia jeńcowi paru razów, ale najwyraźniej obecność oficera go powstrzymała. Natomiast oficer wydawał się całkowicie niewzruszony postawą wojownika. W jego niebieskich oczach można było dostrzec jedynie ciekawość. Człowiek patrzył na elfa jak na egzotyczne zwierze zamknięte w klatce, oceniając zarówno ryzyko jak korzyści z posiadania go. Wzrok oficera przeskoczył na chwilę na dowódcę strażników i natychmiast zatrzymał się na jego zabandażowanej szyj. Choć wydawało się to niemożliwe człowiek na ten widok uśmiechnął się półgębkiem powodując przekrzywienie skręta w ustach. Uważne spojrzenie oficera znów powędrowało na jeńca. Przyglądał mu się jeszcze przez chwilę po czym chwycił skręta prawicą, wypuścił obłoczek dymu.
- Ostrzegałem was, że będą z nim problemy to nie jest pierwszy lepszy zbir z ulicy. To urodzony morderca...
Zbeształ w pierwszej chwili chrypliwym głosem swoich podwładnych, a następnie wyćwiczonym ruchem strącił popiół ze skręta, poczym przydeptał go nogą.
- Stoisz przed szansą odmienienia swojego losu. - Wychrypiał i puścił kolejną cuchnącą chmurę dymu w stronę twarzy elfa. - Pamiętaj jednak, że anioły zjawiają się tylko raz.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
-Anioły nie zawsze są dobre- odparł elf ignorując smród dymu.
Zachowanie tego człowieka było idiotyczne, po jaką cholere wdychał coś tak śmierdzącego. Koleus widział już wiele ludzi korzystających z ziół i trunków które stanowiły nierozłączną część ich życia, lecz czegoś takiego jeszcze nie spotkał.
Pokazał dymiącemu człowiekowi ręce i dodał -Szczególnie kiedy nie pozwala im się swobodnie latać.- wyszczerzył zęby do niego, na resztę już nie zwracał uwagi, tu był jego klucz do kajdan -Zabrzmiałeś jakbyś czegoś ode mnie chciał.- przekrzywił nieco głowę -Słucham zatem z ciekawością.-
- Masz rację. - Wychrypiał oficer podejmując grę. - Upadłe anioły noszą wszak inne miano. - Wypuścił ustami chmurę dymu w kształcie okręgu. - Jednak żaden z nas nie chciał by spotkać diabła.
Mężczyzna ze stoickim spokojem wysłuchał dalszych słów elfa i rozbawieniem patrzył jak ten odwrócił się do niego i pokazał mu skute za plecami ręcę.
- Mam dla Ciebie propozycję. - Człowiek rozejrzał się uważnie po okolicy i cisnął na ziemie resztki dopalającego się skręta, po czym je zadeptał. - Ale nie tutaj. Dawać go do środka!
Strażnicy zadziałali natychmiast chwyci za ramiona elfa i na póły powlekli, na poły prowadzili elfa do starej kamienicy. Budynek wyglądał jakby miał się zaraz rozpaść, okna szczelnie zabite dechami, tynk odpadający od ścian, pokruszone cegły i podziurawiony jak sito dach. Pchnięte przez jednego ze strażników spróchniałe drzwi otworzyły się z trzaskiem ukazując wnętrze. Ku zaskoczeniu Koleusa przedsionek nie był wcale zaniedbany. Wystrój był skromny i surowy: szary dywan, brązowa tapeta, a wszystko skąpane w przytłumionym świetle lamp oliwnych. W środku czekało czterech mężczyzn odzianych na szaro. Ich twarze były nijakie bez żadnych szczegółów godnych zapamiętania i pełne obojętności. U pasa jak zdołał zauważyć wojownik nosili sztylety i niewielkie kusze. Takie modelu jeszcze nigdy elf nie widział, były tak małe, że bez trudu można je ukryć w rękawie bądź kieszeni. Strażnicy bez słowa przekazali jeńca szarym i w pośpiechu opuścili budynek, pozostał tylko zraniony w szyję dowódca.
Następnie powiedli krwawego elfa ciasnym korytarzem do schodów wiodących do piwnicy. Na dole były dwa pomieszczenia. Do jednego prowadziła kratownica. Przez nią wojownik dostrzegł wnętrze pomieszczenia. Serce zabiło mu mocniej. Na środku stało metalowe leże pełne metalowych uchwytów i narzędzi, których przeznaczenia lepiej nie dociekać. Najgorsze jednak było to, że całe było we krwi i to świeżej. Zakapturzony barczysty krasnolud właśnie je czyścił. Dowódca strażników uśmiechnął się krzywo i szepnął Koleusowi na ucho:
- To łoże już na Ciebie czeka.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Gdy Koleus zobaczył co dla niego przygotowali jego serce przyspieszyło. Nie bał się bólu, ale ból nie równy jest bólowi. To co zobaczył wywołało wizje, których elf nie chciałby przeżyć.
Spotkał na swojej drodze wielu wrogich sobie istot, lecz nigdy nikt nie miał nad nim takiej władzy jak jegomość z śmierdzącym zawiniątkiem zdeptanym na ulicy. Było to nie tylko upokarzające ale wywołało w wojowniku strach. Nie odwiedzał go on zbyt często.
-Chyba wiem co miałaś na myśli mówiąc, że nikt nie chciałby spotkać upadłego anioła- odchrząknął -Może przejdźmy do propozycji a łoże sobie jeszcze poczeka?- uśmiechnął się krzywo lecz poczuł, że raczej nie udało mu się ukryć małej iskierki strachu jaka pojawiła się w jego oczach i jej echa w głosie.
Koleus wyraźnie zbladł. Wyobraźnia podsuwała mu straszliwe wizje. Strach, którego nie często doświadczał teraz całkowicie go opanował. Twarz dowódcy straży, którego parę godzin temu ostro poharatał promieniała satysfakcją. Groźba okazała się nader skuteczne. Usłyszał za sobą ochrypły śmiech należący do człowieka od którego zależał całkowicie jego los, w końcu dołączył do ponurego orszaku.
- To już zależy od Ciebie czy zbudzą się nasze wewnętrzne demony.
Strach sparaliżował mu nogi, musieli go wlec. Z każdym krokiem zbliżali się do kratownicy. Oddech elfa przyśpieszył. Był całkowicie bezsilny. Byli prawie u celu. Kat odwrócił się i spojrzał na Koleusa. Jego spojrzenie było spokojne i beznamiętne. Przecierał szmatką zakrwawione obcęgi. Już za chwilę spełni się przeznaczenie....
Wtem pchnęli go dalej. Kat odwrócił się do łoża. Jakby nigdy nic minęli kratownice. Serce wojownika, które już prawie stanęło na powrót zaczęło bić. Zraniony strażnik posłał mu ironiczny uśmiech. Zatrzymali się przed zwykłymi dębowymi drzwiami z po których widać było smugę światła. Jeden z szarych otworzył je pewnym ruchem ręki.
Jasne ostre światło początkowo oślepiło Koleusa. Gdy efekt olśnienia minął jego oczom ukazał się mały niepozorny pokój. Pod jego wszystkimi ścianami stały regały wypełnione grubymi od papierzysk teczkami. Na jego środku stało drewniane biurko również zawalone papierami i teczkami. Na blacie dało się dostrzec szklane naczynie wypełnione popiołem i niedopałkami skrętów. Na przeciw biurka stało najzwyklejsze drewniane krzesło. Usadowili go na nim. Szarzy opuścili pokój, a za nim stał tylko rany strażnik. Po chwili nonszalanckim krokiem wszedł do środka oficer i zasiadł przy biurku. Koleus mógł teraz w pełnej krasie podziwiać jego sumiaste wąsy. Człowiek wyciągnął z szuflady biurka kolejnego skręta i natychmiast go zapalił. Drażniący dym powoli zaczął wypełniać pokój.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Koleus być może powinien czuć pewien wstyd, że się wystraszył jak jakiś tchórz. Być może powinien poczuć gniew widząc uśmieszek strażnika, którego prędzej czy później zabije, tego był pewien.
Nic z tego.
Poczuł ulgę, ulgę, że nie musi znaleźć się tam i oddać w cudze ręce. Nie cierpiał nie decydować o swoim losie, wszystko co cenił wywodziło się z wywalczeniem tego swoimi rękami. Może czuł w sobie pewną potrzebę mordowania, może czerpał z tego nie lada przyjemność, ale życie wolałby zakończyć na polu bitwy, nie w łożu.
I znów ten smród.
-Zatem czego byś ode mnie oczekiwał panie...?- tu zatrzymał się z wymownym spojrzeniem, gdyż nie miał pojęcia jak dymiący jegomość ma na imię.
Koleus wyraźnie odetchnął z ulgą. Nie uszło to uwadze innych znajdujących się w pomieszczeniu. Strażnik za elfem chrząknął cicho, a wąsaty mężczyzna uśmiechnął się półgębkiem.
- Komendant Vincent Mejer. - Puścił kolejny dymek ustami i zwrócił się do strażnika. - Kapralu rozkujcie naszego więźnia. Nie godzi się by prowadzić przesłuchanie w tak niecywilizowanych warunkach.
- Sir...
Kapral nie zdążył skończyć zimne spojrzenie dowódcy ucięło wszelkie spekulacje. Strażnik bez słowa zbliżył się do wojownika i wyćwiczonym ruchem dłoni zdjął okowy. Kajdany opadły z brzękiem. Koleus rozprostował zgrabiałe ręce.
- A teraz nasz zostawcie! Zaczekajcie na zewnątrz, a was wezwiemy.
- Sir...
- Wykonać! - Rozkazał komendant nie znoszącym sprzeciwu głosem, a następnie uśmiechnął się triumfalnie w stronę elfa. - Pan Koleus nabrał już szacunku do władzy.
Kapral czerwony cały na twarzy ze złości chwycił kajdany i pośpiesznie opuścił pokój. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Zostali sami.
- Ech ciężko teraz o dobrych ludzi. - Pożalił się komendant i strząsnął popiół ze skręta do szklanego naczynia. - Zresztą sam się przekonałeś o ich kompetencjach.
Zamilkł na chwilę i mocno się zaciągnął, poczym wypuścił z siebie imponującą wielką chmurę dymu.
- Jego łaskawość Imperator powierzył mi ważne zadanie przywrócenie porządku w tym mieście. Nie jest to łatwe. To miasta jest zepsute do szpiku kości. Zepsucie sięga nawet elit. Schwytasz jednego rzezimieszka, a natychmiast na jego miejsce pojawia się drugi. Wszystko jest ze sobą powiązane wymuszenia, przemyt, sutenerstwo, hazard i bóg wie co jeszcze. Jeśli mam przywróć ład i porządek w tym mieście muszę ściąć łeb bestii. Mogę zastosować wszelkie środki jakie uznam za stosowne. - Aluzja była aż nad to dobitna. - Ale pewnie się zastanawiasz co to ma właściwie wspólnego z tobą? Przybyłeś do tego miasta raptem parę tygodni temu. Nie zdążyłeś z nikim się zaznajomić. Niczego nie wiesz. Prawda? - Zapytał retorycznie i wypuścił dymek z ust. - Zastawiasz się więc czemu siedzisz przed obliczem komendanta. Z doświadczenia wiesz, że sprawy jak twoje załatwia się inaczej.
Człowiek umilkł na chwilę i zaczął przeszukiwać papiery zgromadzone na biurku. W końcu znalazł to czego szukał. Podniósł do góry jedną z teczek. Widniał na niej pojedynczy napis, jednak Koleus nie potrafił go odcyfrować.
- Wiesz co to jest?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Widać było, że komendant był nieprzeciętną osobą. Koleus nie czuł aktualnie do niego wrogości więc po zdjęciu mu kajdan słuchał uważnie słów człowieka i masował sobie nadgarstki, a jego głowę nie zaprzątały myśli typu "jak stąd uciec" lub "jakie mam szanse".
Gdy człowiek zamilkł i grzebał w papierach, przez głowie elfa przebiegła myśl co za głupota, jednak zaraz miał się przekonać, że sztuka czytania mogła mu się w tym momencie przydać. Nie spodziewał się, że zada mu takie pytanie.
-Nie, nie mam pojęcia- odparł -nie umiem czytać ani pisać chyba, że krwią po bruku. To o co mnie pytasz to nie moja dziedzina.-
Dymiący człowiek był całkiem w porządku, jak na stróża prawa. Przynajmniej tak się Koleusowi wydawało.
- To twoje akta. - Mężczyzna położył teczkę na biurku po czym ją otworzył. - Ledwo się pojawiłeś się w mieście już zacząłeś sprawiać problemy. Najpierw jako wykidajło zabiłeś klientów karczmy. I nie można tu mówić o wypadku przy pracy. - Komendant silnie zaciągnął się skrętem. - Następnie wraz ze swoim zielonym koleżką wtargnęliście do świątyni, dokonaliście aktu wandalizmu i zakłóciliście porządek publiczny. Śmiałe czyny! - Strażnik spojrzał prosto w oczy elfa. - Zaintrygowałeś mnie. Zleciłem dogłębne śledztwo. Zgadniesz czego się dowiedziałem? Z całej okolicy napływały raporty o czerwonym elfie, który dokonywał paru mordów po czym znikał nim ktokolwiek zdołał się zorientować. Wszystkie ofiary zabite w ten sam sposób przy pomocy gołych pięści i magicznych kolców.
Komendant wypuścił obłoczek dymu i zaczął czytaj. Wymieniał nazwy miejscowości, ilość ofiar i nazwiska, tworząc doskonałą kronikę podróży wojownika. Było wszak parę miejsc, o których krwawy elf nigdy nie słyszał, momentami ilość ofiar się nie zgadzała... Mimo to wszystko było aż na to precyzje. Wymieniono nawet mieścinę, gdzie wszystko się zaczęło. Miejsce gdzie zamordowano jego ojca. Aż ciarki przeszły Koleusowi po plecach. Ten mężczyzna wiedział o nim praktycznie wszystko.
- Samo to wystarczy.... - Człowiek poklepał ręką po dokumentach. - ...by posłać Cię na szafot, nie zawracając sobie przy tym głowy sądem. Do tego dochodzi jeszcze stawianie oporu przy aresztowaniu, napaść na funkcjonariusza z usiłowaniem zabójstwa... Na takich jak ty mamy specjalne określenie seryjny morderca. - Mężczyzna roztarł resztki skręta w szklanym naczyniu. - Jednak każdy talent można spożytkować w służbie państwa. Zastanawiało Cię kiedyś jak by wyglądało twoje życie, gdybyś nie musiał co chwile oglądać się za siebie i uważać na straż?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Elf milczał i nawet się nie poruszył gdy potok miejscowości i nazwisk napływał do jego uszu. Miał wrażenie jakby ktoś go śledził przez całe jego życie. Wyglądało to nad wyraz upiornie.
Elf był w szoku.
Pytanie które mu zadano dotarło odpiera po chwili. Cóż miał odpowiedzieć? Wszak nie czuł by jakoś wybitnie był ścigany.
-taaak- odparł nim jego rozmówca cokolwiek dopowiedzial. -myślę, że moją skromną pomoc mógłbym wam ofiarować- kolejna krotka przerwa na oddech -jak miała by ona wyglądać? -
- W przestępczym półświatku zapanowała moda na organizowanie nielegalnych walk. Największe tuzy zdają się być w to zamieszane. Jak się zdaje masz duże doświadczenie w udziale w tak zwanych podziemnych kręgach. - Komendant postukał palcem w akta, a następnie splótł palce w piramidkę. - Twoje zadanie jest proste przenikniesz do tego środowiska i ustalisz kto jest w to zamieszany, a może nawet kto pociąga za sznurki. Jesteś mieście nowy, dodatkowo już na bakier z prawem nikt nie będzie Cię podejrzewał. Nie musisz się nawet zbytnio kłopotać. Zaaranżujemy odpowiednie spotkanie. Jeśli Ci się powiedziecie otrzymasz sowitą nagrodę, a nawet... - Znów postukał akta ręką. - ...zostaniesz oczyszczony ze wszystkim zarzutów. To tego oczywiście dochodzi zwykła stawka naszego agenta i odpowiednie zakwaterowanie. Będziesz również mógł zachować wszystko co nabędziesz w toku prowadzonego przez Ciebie śledztwa z wyłączeniem oczywiście ważnych dowodów. A także... - Mężczyzna złożył dłonie razem. - ...jeśli powinie Ci się noga państwo opłaci twój pogrzeb.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Tego by się nigdy nie spodziewał, będzie pracować dla państwa robiąc to co zawsze z delikatnym rozwinięciem. Na słowo "walka" wiedział, że nawet nie będzie planować ucieczki. Najwyraźniej ten dzień nie skończy się tak tragicznie jak mu się wydawało. Nie miał najmniejszego powodu by się od tego wymigać.
-Brzmi to trochę niewiarygodnie, ale dobrze.- zrobił przerwę by trochę uspokoić swój głos bo pierwsze słowa ciągle niosły echo rozbawienia -zgadzam się na wasze warunki.-
Wyprostował plecy i pochylił w bok głowę rozciągając szyję raz w jedną raz w drugą stronę -kiedy zaczynam?- zapytał po tym, gdy jego głowa znalazła się już w pionie.
- Jeśli będziesz lojalny możesz zajść daleko. Jednak... - Głos mężczyzny się zmienił zniknęła gdzieś beztroskość, zastąpiona grobową powagą. - ...jeśli myślisz o ucieczce, wiec ze za twoją głową zostanie wyznaczana nagroda. Będziesz ścigany na terenie całego Imperium i w każdym kraju z którym mamy podpisaną umowę o ekstradycję.
Zamilkł na chwilę i wyciągnął z szuflady kolejnego skręta, którego natychmiast zapalił.
- Zaczniesz natychmiast. W naszym więzieniu przebywa Mickel Weiss. Człowiek ów odpowiada za poszukiwanie nowych zawodników. Nosi naszyj tatuaż przedstawiający dwa sztylety, więc z łatwością go rozpoznacie. Traficie do wspólnej celi i postaracie się zwrócić jego uwagę. To nie powinno być dla was trudne. - Mężczyzna uśmiechnął się ironicznie. - Mam jednak prośbę postaraj się nie zabijać innych współwięźniów. Dalsze działania będą zależeć od waszej inicjatywy. W każdym razie po o puszeniu więzienia zakwaterujecie się "Wytchnieniu Podróżnika". Jego właściciel Ebenezer von Smallhausen jest członkiem naszej siatki szpiegowskiej i jemu będziesz składać raporty. Zrozumiałeś? - Strażnik puścił dymek i wyciągnął papiery z teczki. - Teraz ostatnie formalności. Hm jaki chcesz pseudonim operacyjny?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Koleus kiwał głową słuchając słów swojego nowego pracodawcy. postarał się by zapamiętać to co trzeba.
Jednak trafi dziś za kratki. No ale tym razem nie za swoje czyny, lecz zupełnie specjalnie. Nie zdarzyło mu się to nigdy wcześniej i prawdopodobnie nie zdarzy, jeśli oczywiści państwo nie zafunduje mu pogrzebu.
-Nazywają mnie krwawym Koleusem, a imię moje pochodzi od kwiatu. Nazwij mniej jak chcesz- powiedział i wstał.
Obrócił się tyłem do swojego rozmówcy i złączył ręce za plecami ze słowami -więc zakuj mnie i prowadź do celi, szefie-
Był gotowy na zadanie i spory uśmiech gościł na jego twarzy. W końcu coś się będzie działo, nawet śmierdzący dym mu już nie przeszkadzał.
- Ale ty jesteś narwany. Siadaj! - Rozkazał komendant. - Potrzebuje paru podpisów. - Mężczyzna wypuścił dym nosem i naskrobał coś w papierach. - A więc agent pokrzywa. - Oparł strażnik popisując znajomością botaniki. - Podpisz się albo postaw krzyżyk tutaj.
Oficer podsunął Koleusowi papier i inkaust z piórem. Następnie wyciągnął z szuflady zaśniedziały miedziany krążek i położył na dokumencie. Był wielkości złotej monety i całkowicie gładki.
- To twoja odznaka. Strzeż jej jak oka w głowie od będzie zaleć twoje życie.
Człowiek uśmiechnął się półgębkiem, a skręt tlącym się czubkiem wskazywał sufit.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Bohater wysłuchał rozkazu bez cienia sprzeciwu. Siadł przy biurku i patrzył spokojnie na czynności które jego pracodawca wykonywał.
Elf podniósł krążek i przyglądnął mu się z bliska. Tak mała rzecz ma mu zagwarantować życie? Toż to iście magiczna sprawa.
Koleus wzruszył ramionami i schował krążek. Miał w końcu podpisać się na papierze, to dopiero była nowość.
Chwycił pióro jedną ręką, przyglądnął mu się uważnie, po czym je odłożył. Skupił się, a na czubku jego palca wskazującego wysunął się cienki lecz długi kolec, sięgnął do pojemnika z czarnym płynem i zamoczył w nim koniec cienkiego ciernia i namalował nim dwie krzyżujące się kreski w miejscu w którym mu wskazano.
Komendant obserwował uważnie każdy ruch elfa. Zdawać się mogło, że czegoś oczekiwał. Koleus dokładnie obejrzał krążek. Patyna nieregularnie pokrywała miedź. Nijak nie można było się doszukać żadnego wzoru. W dotyku krążek nie zdradzał żadnej chropowatość. Elf wzruszył ramionami i ukrył krążek, a następnie w niecodzienny sposób podpisał dokument. Pojawieniu się kolca towarzyszyło znajome uczucie bólu, elf jednak był już do niego przyzwyczajony. Strażnik uniósł prawą brew w wyrazie zaskoczenia. Z kolca powoli kapał atrament.
- Myślałeś może o karierze w wojsku? - Odrzekł z nieskrywaną ironią komendant. - Nie zadajesz zbędnych pytań. - Mężczyzna wypuścił powoli dym z ust. - Odznaka pozostaje bezużyteczna jeśli jej odpowiednio nie aktywujesz. Za miedzianą monetę można co najwyżej dostać w pysk. Moneta została zaklęta prostym zaklęciem iluzji. Wystarczy ją potrzeć i wypowiedzieć " iustitia", a pokaże się herb miasta. Gdbyś miał problemy ze strażą wystarczy, że im ją pokażesz, a natychmiast odstąpią. Pokażesz ją też Ebenezerowi. Bacz jednak by nikt inny się nie zorientował. Większość ludzi nie przebada za konfidentami...
Mężczyzna strącił popiół z papierosa i wyciągnął kolejny papier z teczki. Położył go przed elfem. Papier był prawie w całości zapełniony pochyłym odręcznym pismem.
- Jeszcze tylko twoje zeznanie.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Elf zabrał się i do zakreślenia kolejnego papieru. Nie rozumiał tej potrzeby i gówno go to obchodziło. Uwierzył, że po wykonaniu zadania nikt już go tak nie zagnie, nie będzie znał każdego jego przewinienia. -Ja lubię się bić, nie gadać.-
Po podpisaniu kolec spadł na stolik a elf już o nim zapomniał. Wyjął monetę i potarł ją mówiąc -iustitia- by zobaczyć co się stało. Jeśli nie zadziałało ponowił próbę, chciał się przekonać czy nie robią go w konia.
Gdyby owo działanie przyniosło pozytywny skutek, zapyta -A jak ponownie ukryć ten herb?-
Elf delikatnie potarł monetę i wypowiedział formułę. Momentalnie patyna zaczęła się rozpływać ustępując miejsca połyskującej miedzi. Następnie pojawiły się srebrzyste kropki, które zaczęły łączyć się ze sobą tworząc łukowate linie. Po chwili wyłonił się wyraźny kształt. W samym środku monety dało się wyróżnić bez trudu podkowę wpisaną w tarczę, którą z boku podtrzymywały dwa byki. Obraz stworzony przez srebrne linie był identyczny ze znakiem jaki komendant nosił na swojej oznace.
- A jak ponownie ukryć...
Koleus nie zdążył skończyć pytania srebrne linie zaczęły rozlewać pokrywając większość część monety, po czym zaśniedziały. Człowiek pokiwał z aprobatą głową poczym schował zeznanie do teczki i wypuścił kolejny dymek z ust.
- Kapralu!
Drzwi to pomieszczenia otworzyły się niemal natychmiast, a do środka wpadł strażnik ze zranioną szyją.
- Koleusie za swoje liczne zbrodnie zostajesz pozbawiony wolności na sześć miesięcy. - Odparł władczo komendant. - Możesz się wykupić się wpłacając na rzecz miasta piętnaście sztuk złota. Wyprowadzić go!
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Elf wstał i uśmiechnął się szeroko -Nie jestem znowu taki zły skoro tylko pół roku- wybuchnął śmiechem - Może panicz kapral mnie zechce wykupić, jeśli mu się spodobał jego nowy naszyjnik i będzie chciał go powiększyć- był gotowy na atak ze strony człowieka. Nie miał zamiaru mu oddawać ale też nie chciał dać się uderzyć. Zawsze był czujny gdy komuś dogryzał.
Nie był pewny co go czeka, lecz cieszył się na myśl, że być może będzie miał okazje poruszać nieco pięściami, łamiąc przy okazji kilka kości.
Jeśli ten nie da się sprowokować przy przełożonemu pozwoli sobie nałożyć kajdany i wyprowadzić.
Kapral cały spąsowiał na twarzy słysząc komentarz elfa. Strażnik zacisnął w gniewie pięści aż kłykcie mu pobielały. Ciałem człowieka wstrząsnął spazm gniewu. Koleus miał wrażenie, że osobnik zaraz się na niego żuci. Tak się jednak nie stało. Widocznie obecność przełożonego skutecznie hamowała jego złość. Kapral westchnął tylko przeciągle i przystąpił do skucia nieopierającego się wojownika. Zrobił to jednak na wyraz brutalnie, mocno wykręcając ramiona elfa i powodując otarcia w miejscu przyłożenia kajdan. Jednak wojownik był przyzwyczajony do gorszego uczucia bólu i jedynie lekko się wzdrygnął. Komendant zdawał się nie przejmować całym tym przedstawieniem i całkowicie skupił się na przeglądaniu dokumentów.
Koleus został szybko wyprowadzony z pokoju i natychmiast został otoczony przez znany mu szary orszak. Ponownie minęli salę tortur. Teraz jednak nie było w niej kata, a metalowe łoże było nienagannie czyste, tak że elf mógł dostrzec w nim własne zniekształcone odbicie. Kierowali się tą samą drogą co wcześniej. Wkrótce byli już przy wejściu do kamienicy i nastąpiło kolejna wymiana tym razem szarych zastąpili strażnicy czekający przy wejściu. Kluczyli w labiryncie zaułków tak długo aż elf kompletnie zatracił poczucie kierunku. Powoli w pochód wdawała się monotonia aż nagle...
[...] Strażnik atak pałką: k(20)16+15+4-2=33 / ST=27 (nieprzygotowany) trafienie w ciało
Obrażenia: k(8)8+k(8)1+k(8)8+4=21 (2 rany)
Koleus odporność na ból: k(20)2+14-4=12 / ST=21 porażka
Koleus zachowanie równowagi: k(20)6+17=23 / ST=33 porażka
Nastąpił atak. Jeden ze strażników stojący za plecami wojownika wyprowadził szybkie uderzenie pałką. Koleus poczuł silne uderzenie w prawą łydkę. Ból okazał się nie do wytrzymania. Nogi elfa załamały się pod siłą uderzenia i jego własnym ciężarem. Na nic się zdały próby zachowania równowagi, skrępowane ręce tylko pogorszyły sprawę. Koleus runął prosto na zabłocony bruk i zarył twarzą w kałużę. Usta i nos wypełniły się wodą i błockiem. Odkaszlnął. Czuł posmak ziemi i upokorzenia. Z góry do jego uszu dotarł rechot strażników, najgłośniejszy należał do kaprala.
- Znaj swoje miejsce czerwona przybłędo!
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum