TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Szczur w złotej klatce
Autor Wiadomość
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-09-24, 22:53   

Zdecydowanie nie opłacało się elfom stawiać na nieprzemyślane ryzyko.

Jeśli znaleziony przez Kaerila obszar nie był wystarczający na całego humanoida, mógł wystarczać na jego część. Ot, mógł spaść taki zaszczany Berion na zadek, albo, psia jego mać, wylądować niestety na nogach. A może na kolanach? Niestety, tego nie był w stanie bohater wymyślić. Co był w stanie zrobić, to zacząć rozglądać się wokół tego miejsca, tym razem dokładniej i ostrożniej. Skoro już wiedział, gdzie szukać, mógł pozwolić sobie na nieco więcej skrupulatności. Teraz szukał trawy przygiętej na obszarze odpowiadającym jednej stopie, najlepiej paru, obok siebie, idących w konkretnym kierunku. Może gdzieś znajdzie tę krew. Może gdzieś strzępek ubrania... Wiedział już tak czy inaczej, wokół jakiego obszaru skupić swe poszukiwania.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-10-02, 21:28   

Cokolwiek wydarzyło się w tamtym miejscu, ślad po tym był na tyle mały, by wykluczyć standardowy odcisk postaci leżącej, a pozwolić umysłowi pracować i płodzić kolejne domysły. Kaeril nie poprzestał na względnych oględzinach, ale schylił się i szukał czegoś więcej. Krzaki i trawy pięły się wysoko, nawet ponad wysokość goleni w niektórych miejscach, więc jakiekolwiek ślady kroków mogły zostać najzwyczajniej zakryte przez wyższe warstwy roślinności. Te elf odgarnął i może nawet znalazłby jakieś znaki... gdyby na ich szukaniu znał się w stopniu większym niż żadnym. Bo jakieś, wydawało się, wgłębienia były, ale może i powstały naturalnie, a tylko światło zakrzywiało sposób ich postrzegania? Może to w ogóle nie były "ślady", a trawa lubowała się tak kształtować w walce o rzadkie promienie słoneczne?

O, w miejscu zaraz obok, na najwyższej warstwie krzewów i trawy wojownik ujrzał kilkanaście uszczerbków jakiegoś krzaka. Możliwe, że ktoś się w nim zaplątał, bo wiele gałęzi było złamanych, ale ani śladów krwi, ani ubrań...

- Znalazłeś coś? - nie wiedział, od jakiego czasu Phoe mogła go obserwować. Nie stała już z dłońmi złączonymi za plecami; wpatrywała się w Kaerila, a jej dłonie spoczywały oparte o drzewo. Głos miała spokojny i neutralny, za to na twarz wpełzł delikatny uśmiech, który wyrażać mógł wiele.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-10-12, 22:06   

- O, znalazłem sporo. Krzaki, trawa... - odparł Kaeril, ale tyle wystarczyło w ramach złośliwej retorty. Czas żartów, jako się rzekło, już się wszak skończył. - Jeżeli ktoś tu lądował, to na pewno nie całkiem niekontrolowanie. Nikt raczej nie upadł całkiem na glebę... Nikt się nie zranił, nikt nie połamał nogi, chyba, że ktoś go potem niósł. Śladów byłoby na pewno więcej... Choć nie wątpię, że szkolony tropiciel znalazłby tu wszystkiego, czego trzeba. Ale skoro żadnego ze sobą nie wzięłaś, pani, rozumiem, że potrzebny nie jest.

Obchodząc miejsce dookoła drow na pewno i tak zatarł już wszelkie subtelniejsze ślady. Skoro Phoe pozwalała mu na to, ewidentnie nie martwiła się o nie. Czy to z powodu swojej magii, czy może nie chciała wcale nikogo znaleźć... To oznaczało, że żaden tropiciel i tak nie będzie tu wołany. Ale tak, czy tak, Kaeril mógł choć podążyć za tym, co już znalazł. Stanął mniej więcej w miejscu, gdzie odnalazł pierwsze wgłębienie i odwrócił się w stronę krzaka, w którego to ktoś mógł się zaplątać. A potem powoli, spokojnie, patrząc pod nogi i rozglądając się za innymi ubytkami w roślinności, zaczął iść w tym kierunku.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-10-15, 20:34   

- W końcu zaczynasz pojmować - westchnęła elfka, podchodząc do Kaerila. Za nic nie obchodziło ją, czy przypadkiem nie zatrze jakichś śladów, których jeszcze wojownik nie zatarł. Jej chód był lekki i wyraźnie widać było po niej, że jeśli czegoś szukała, to już udało jej się to znaleźć. - Stój! - rzekła głośno do oddalającego się elfa. Kaeril zatrzymał się, nim w całości zdołał obejść oglądany nie tak dawno temu krzak.

Gdy tak stał plecami do niej, Phoe parsknęła niekontrolowanym odruchem czegoś, co ewentualnie mogło być uznane za śmiech. Taki drwiący, ale i wyrozumiały śmiech.

- Ale rozumujesz słusznie... - zdawało się, że po raz pierwszy powiedziała szczere, komplementujące słowa w jego stronę, lecz po chwili dodała - przynajmniej raz ci się to udało. Owszem, nikt lądowaniem się nie zranił...

Podeszła do niego, a następnie kilka kroków dalej prosto i w lewo. Przystanęła, spoglądając na dół. Niemym ruchem dłoni zachęciła Kaerila, by podszedł do niej. Tak też uczynił. Zaraz pod jego stopami, między lekkim, ale zasłaniającymi wszystko paprociami, widać było sporych rozmiarów smugę zaschniętej krwi, rozlanej po bujnej trawie. Wystarczyło jeden ruch ręką, by odsłonić znalezisko. Prócz krwi widoczne były strzępy bandaży przylepionych do trawy i zintensyfikowane ślady wielu stóp, idących jeszcze dalej, w kierunku, w którym planował podążyć elf.

Przyklęknęła, otwartą dłonią dotykając czerwonej anomalii. Trwała w zamyśleniu przez pół sekundy, a następnie powstała, wbiła wzrok w wojownika i zadowolona z siebie rzekła swawolnie:

- Cóż, chyba pora już wracać? Jeszcze Teon pomyśli, że robimy tu inne rzeczy, niż planowałeś.

Po czym odwróciła się i poszła w kierunku, z którego przyszli. Powolnym, spokojnym, niespiesznym krokiem, kątem oka nieprzerwanie spoglądając na Kaerila.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-10-30, 21:38   

Kaeril wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć "niech Teon myśli co chce." I tak też uważał.

Bohater w ogóle się nie przejął swoim nieudolnym tropieniem. Nie od tego był, nie tego uczył się swoje życie. Gdyby był tropicielem, na pewno byłby jednym z lepszych w fachu. A tak? A tak, jak będzie miał wolną chwilę pozna o tej sztuce co się da. Bo, jak się okazuje, jest bardzo przydatna.

Drow bez słowa ruszył za córką matrony. I, również bez słowa, całą drogę przyglądał się temu, co w tyle Phoe było najładniejsze.

A co, tyle mógł sobie pozwolić.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-11-01, 23:13   

To, co w tyle było najładniejsze, spięte pod ciasnymi, czarnymi, skórzanymi nogawicami, nie mogło się jednak równać z przednimi krągłościami, także pieczołowicie opinanymi przez ubiór. Przez cały czas powrotu Kaeril musiał się jednakże zadowolić tymi pierwszymi, aczkolwiek szczególnych powodów do narzekań mieć nie mógł.

Zastali Teona opartego o drzewo, wbijającego spojrzenie w miejsce, skąd przyszli. Jego ciało mówiło za to co innego. Czuwało, gotowe do poderwania się i natychmiastowej reakcji. Elf wyczulił wszystkie zmysły tak, jak miewał w zwyczaju robić podczas treningu z Kaerilem, brnąc w dzikiej głuszy. Obecne tereny, na których się znajdowali, absolutnie nie zasługiwały na miano dzikich, co nie zmieniało faktu, że dalej była to Puszcza Wiecznej Nocy i każdy metr kwadratowy, czy to na obrzeżach, w centrum, czy w gęsto zaludnionym mieście, dysponował tyloma możliwościami zadania śmierci, by wystarczyło ich dla całego Domu Cichej Pieśni, wliczając w to ich niewolników i każdego, kto kiedykolwiek przewinął się przez ich palce.

O nic nie pytał. Widać było, że odpowiedź byłaby mu znajoma, nijaka albo obojętna. Wsiedli na konie i zawrócili. Tym razem Kaerilowi udało się to lepiej, niż za pierwszym razem. Nawet nie odstępował od grupy, przynajmniej dopóki nie powrócili do głównego traktu. Dalej jechali już swobodniej, mając szerszą drogę przed sobą i jakby mentalny spokój Phoe, że mimo tego, że ścigają Beriona, to sprawa wydawałaby się już przesądzona na jej korzyść.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-01-25, 21:35   

Kaeril jechał bez słowa, wiedząc, że na żadne pytania nie otrzymałby oczekiwanej odpowiedzi. Nie od Teona, tym bardziej nie od Phoe. Poza tym zadanie jakiegokolwiek pytania byłoby okazaniem słabości, umysłowej i psychicznej. Jedyne na co mógł liczyć, to na to, że Teon sam postanowi mu coś wyjawić. Co samo w sobie też nie byłoby wcale pożądane - na pewno nie zrobiłby tego bez własnego interesu. A co do niego Kaeril już w ogóle nie mógłby się niczego domyślić.

A zastanawiał się bohater nad wieloma rzeczami. Przede wszystkim nad tym, czemu miało służyć zabranie wojownika na te poszukiwania, skoro wcale nie był przy nich potrzebny? Phoe ewidentnie odkryła sama wszystko, co chciała. Za pomocą jakiejś magii, zapewne. Czyżby Matrona chciała odkryć możliwości Kaerila w dziedzinie tropienia? Jeśli tak, co mogło znaczyć zadowolenie jej córki? Czyżby wyjątkowo miały jakieś wspólne sprawy, czy może brak umiejętności bohatera pokrzyżował jakiś plan Aluviel?

Pozostało niestety tylko czekać. Najbliższe wydarzenia miały szansę wyjaśnić wszystko. Do tej pory Kaeril musiał tylko mieć się na baczności i na bieżąco składać wszystko w jedną całość. Bez tego nie miał szans przeżycia w tym towarzystwie.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-01-27, 21:07   

Jakikolwiek był powód, by zabierać ze sobą Kaerila, nie dane mu było się dowiedzieć, jeszcze nie w tym momencie. Wsiedli na konie i powrócili na główny trakt, przez który regularnie przetaczały się większe i mniejsze karawany kupieckie, bogatsi i biedniejsi podróżnicy, jeni konno, inni pieszo. Nic wybijającego się ponad przeciętność.

Droga nie była jednak jedną z tych największych uchodzących z miasta. Dalej co prawda prowadziła pewnikiem do innych ważnych miast, patrząc chociażby na szerokość i jakość drogi, ale podróżni spotykani byli rzadko. Po wyminięciu kolejnych skrzyżowań z kolejnymi drogami, a następnie odbiciu w zbaczającą nieco i nieco też mniejszą drogę - jeszcze rzadziej.

Od ostatniego przystanku minęła może godzina. Trudno było dostrzec słońce, ale gdyby można je było ujrzeć, to z pewnością wciąż wspinałoby się wyżej, by osiągnąć swe ekstremum w południe, do którego pozostało jeszcze sporo czasu. Ale upłynęło go wystarczająco sporo, by żołądek, jakby obudzony z wiecznego letargu, ożywił się przywitał paroma subtelnymi drganiami. Elf przypomniał sobie, że na śniadanie nie było po prostu czasu, a kolacja poprzedniej nocy przeszła już przez kiszki i gotowała się do wydostania na świat zewnętrzny.

Przy drodze, która dziennie mogła widzieć liczbę podróżujących liczoną w dziesiątkach, na pewno nie w setkach, ukazał się jeden duży, masywny budynek. Prosty, zbudowany z drewnianych kłód układanych poziomo, otoczony zewsząd lasem, jakby walczącym o zagrabiony teren pod budowę, wyglądał nie mniej, nie więcej, jak po prostu na karczmę. Obok, również na granicy z wiekowymi drzewami, stała dumna, lecz skromna stajnia. Nie mogła pomieścić wiele wierzchowców ani wozów, niemniej w tym akurat momencie przelotny rzut oka wystarczył na to, by oszacować, iż wewnątrz znajduje się tylko garstka zwierząt.

Karczma, wysoka, podłużna i szeroka, miała parter i piętro dwa razy mniejsze. Z każdego z nich wychodziły na zewnątrz małe okienka. Dach był kolejną instalacją z litego drewna, wyjątkowo z desek, a nie całych ściętych drzewnych cylindrów. Nawet i bez tego budynek sprawiał wrażenie znacznie starszego niż pewnie był, a także niesamowicie masywnego i topornego w konstrukcji. Brak mu było jakichkolwiek ozdób, wykończeń, jeno szyld nad dużymi drzwiami wejściowymi, także wykonanymi z drewnianych płatów zbitych wspólnie i wyszlifowanych, przypominał o funkcji tego obiektu.

Tu też się zatrzymali. Tyłek Kaerila niemo podziękował za koniec podróży, a i żołądek ponownie się odezwał. Bo może i w lochach Domu i w głuszy, podczas treningu nauczył się pokory, ale przez ostatnie dni jakby się pozapominał, niczym niesforne, paroletnie ludzkie dziecko, które nieprzerwanie domagało się słodkości.

- Zgłodniałeś? - spytała go nagle Phoe, jednak na pewno nie był to ton pełen troski, ale raczej upewnienie się, że jej zabawka będzie w pełni sił, gdy postanowi znów jej użyć. - Zjemy coś w gospodzie. Chodź. - Machnęła do niego ręką, bez patrzenia się już na elfa. - Teon odprowadzi konie, co nie?

Teon nie odpowiedział, zmarszczył za to czoło w rozgoryczeniu. Ale Phoe raczej nie zależało ani na odpowiedzi, ani na jakiejkolwiek opinii z jego strony. I tak wątpliwym było, by mistrz Kaerila miał jej się przeciwstawić.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-01-31, 18:47   

Budynek od razu spodobał się Kaerilowi. Konstrukcje w solidnym, grubym drewnie miały w sobie pewien urok, a brak ozdobników zupełnie mu nie przeszkadzał. Funkcjonalność zawsze powinna być imperatywem, i tylko jeśli okazałoby się, że w środku jest zimno, brudno, a jedzenie niestrawne, wtedy mógłby narzekać. Ale jeśli wszystko będzie w porządku - komu potrzebne ozdobniki?

Opuszczenie końskiego grzbietu nie tylko jego rzyć, ale i sam Kaeril przyjął z ulgą. Bynajmniej nie z powodu niewygód, gdzie tam. Przemierzając te odległość w tym samym czasie zapewne byłby dużo bardziej zmęczony, a nogi bolałyby go tak, jak teraz tyłek. Poza tym bieganie, gdy niepotrzebne, nie przystoi dorosłemu mężczyźnie, więc podróż ta trwałaby dłużej... z tym samym efektem. Na to więc nie było co narzekać, o nie. Kaeril z ulgą przyjął jednak stały grunt pod nogami. Grunt w końcu, będąc mniej żywym od konia, budził w nim większe zaufanie co do niezrzucenia z siebie, szczególnie, gdy z siebie mógł zrzucić tylko na siebie. A to, w porównaniu do wierzchowca, również mniejszy dystans. Same plusy, jakby to nie było.

Na pytanie Phoe bohater skinął lekko głową. Potem nastąpiło coś niesamowitego - pierwszy raz wykonał jej polecenie bez wątpliwości i nieufności. Cóż złego mogło być przecież w jedzeniu?

Sposób, w jaki córka Matrony zlekceważyła Teona nie umknął Kaerilowi, ale w żaden sposób na niego nie zareagował. Po pierwsze, okazanie sympatii byłoby jednocześnie okazaniem słabości. Po drugie jeszcze bardziej dopiekłoby Teonowi, a nawet, jeśli nie powinno to bohaterowi przeszkadzać, to nie miał on zamiaru pomagać Phoe w jakichkolwiek jej gierkach.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-02-05, 00:48   

W środku nie było ani zimno, ani brudno. Jedzenie także nie zapowiadało się na złe, z przynajmniej zapachy, jakie krążyły po lokalu, negowały taką możliwość.

Wnętrze prezentowało się nieco inaczej niż zewnętrze. Owszem, konstrukcja ścian i sklepienia była podobnie toporna, ale gołym okiem widać było szereg zmian i dopieszczeń wystroju. Pomieszczenie było szerokie, z masywnym kontuarem naprzeciwko wejścia i kuchenną framugą w tyle. Po prawej znajdowała się lita ściana z paroma przyległymi stolikami i krzesłami, ale była to tylko namiastka tego, co znajdowało się po lewej stronie od wejścia. Była to pełnoprawna sala, niby przedłużenie tej, w której znalazło się zaraz po wejściu, jednak optycznie sprawiała wrażenie odseparowanej. Znajdujące się tam wysepki stołów, ław, stolików i krzeseł gotowe były bez problemu przyjąć setkę gości, a dalej znalazłoby się miejsce na tańce, na oddzieloną strefę dla grajków, oraz sieć korytarzy dla służek przynoszących posiłki.

Na chwilę obecną w arendzie nie przebywało wielu gości. Była ich konkretnie ósemka, cztery drowie grupy po dwie osoby każda. Dwie z nich złożone z samych mężczyzn, jedna mieszana, i jedna z samych kobiet. Wszyscy wyglądali za to podobnie pod względem stroju: proste ale funkcjonalne skóry okraszone jedwabiem. Kupcy średniego szczebla, najprawdopodobniej. Wszyscy siedzieli wzdłuż najdalszego boku budynku, w specjalnie uformowanych "przegrodach", czyli w otoczeniu dwóch wysokich, drewnianych ścian. Wygładzonych, z wyrytymi misternymi zdobieniami. Nad jedzącymi wisiały czaszki i poroża dzikich zwierząt, w liczbie wyjątkowo skąpej jak na ogrom tej sali. Wyglądało to jednak na celowy zabieg, który tylko podkreślał minimalizm właściciela przybytku. Przy ścianie "tylnej", czyli tej, przy której ulokowany był szynkwas, ale dalej, w strefie wypełnionej stołami, znajdowały się szerokie schody na górę. I tu poręcz wyłaniała się swą ponadprzeciętnością, z falistym kształtem i profilowaną gałką na zakończeniu. W kontraście z najprostszą, pragmatyczną podłogą, która wyglądała jakby ktoś raptem wczoraj zabijał ją dechami, oraz z belkowymi ścianami i stropem, trudno było odnieść wrażenie, że ktokolwiek przychodzi tu po to, by cieszyć się wystrojem wnętrza. Sam karczmarz stojący zaraz za ladą zdawał się być niemal zżyty z tym konceptem. Był to oczywiście duży, masywny i umięśniony elf, czyli jak każdy karczmarz, który o porządek w lokalu dba sam. Jego włosy były zmierzwione, łapska oparte o blat, a oczy zmęczone życiem. Mimo to na widok gości znacznie się ożywił, nawet bardziej niż powinien. Wyprostował się i bez słowa czekał, aż się zbliżą.

- Usiądź gdzieś sobie - poleciła Phoe. Sama za to udała się prosto do kontuaru, skonfrontować się ze stojącym zań mężczyzną.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-02-08, 13:18   

Kaeril pobieżnie obejrzał innych gości tawerny, jedynie by zorientować się, czy wśród nich nie znajduje się ochrona kupców - potencjalne niebezpieczeństwo, do którego należałoby się ustosunkować. Nic jednak stanowczego, ba, nic widocznego - to byłoby zachowanie barbarzyńcy, a nie cywilizowanego drowa. Wystarczyło zachować w głowie pozycję i wygląd, pilnować zachowania, wszystko.

Jako odpowiedź na słowa Phoe znów miał tylko skinienie głowy.

Kaeril odnalazł pustą ławę, na tyle dużą, by wszyscy z partii Domu Cichej Pieśni mogli się przy nim znaleźć, najchętniej usytuowaną pod którąś ze ścian. Przed zajęciem miejsca poluzował pasy od Zguby oraz sztyletu, by mogły zwiesić się swobodnie w dół, nie powodując dyskomfortu przy siedzeniu. Oczywiście upewnił się, że w razie czego mógłby swobodnie sięgnąć po krótką broń - siedząc, a po miecz - wstając. Upewniwszy się o te detale, Kaeril zajął miejsce, z którego szybko można było wstać od stołu, nie potykając się o ławy czy cokolwiek innego. Najlepiej przodem do sali. Usiadłszy zdjął rękawice i rzucił je przed siebie na stół.

Ciekaw był, cóż Phoe zażąda od karczmarza. Miał nadzieję, że gdzieś tam będzie piwo, lub chociaż słodkie wino. Zdecydowanie po wrażeniach związanych z jazdą wierzchem należało mu się trochę alkoholu. Pomijając to, dobry posiłek byłby również na miejscu, choć o to akurat bohater się nie martwił, wszak to Phoe zaproponowała napełnienie żołądków, czemu teraz miałaby zmienić zdanie?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-03-01, 21:33   

Kaeril zdecydował się zająć miejsce przy ścianie południowej, za północ mając kierunek, w którym skierowana była jego twarz przy wejściu do gospody. Wybrał jedną z wielu nisz, ulokowaną mniej więcej na środku, tak że mógł widzieć zarówno północną, jak i zachodnią ścianę bez przesadnego wychylania łba. Boks ten odizolowany był słabiej od tych z zachodniej, ale działało to na korzyść elfa, dając sposobność na wizualne dostrzeganie większości elementów w pomieszczeniu.

Wykonał wszystkie zaplanowane czynności i zrelaksował się. Wtedy też zjawił się Teon, który szybko dopatrzył swego ucznia i zajął miejsce naprzeciw niego, plecami we wschodnią stronę. Kaeril nie sięgał wzrokiem szynkwasu, ale nie trudno było o domysł, że Phoe pewnikiem rozmawiała jeszcze z karczmarzem. Długo, jak na nią.

- Pewnie domyśliłeś się już, z jakiego powodu się tutaj znalazłeś.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-10-28, 19:43   

Kaeril ostrożnie obejrzał się w stronę szynkwasu, aby upewnić się, że Phoe jeszcze nie nadciąga. Potem odpowiedział Teonowi:

- Jeśli chodzi o jaśnie wielmożną córkę Matrony, domyślanie się jej intencji uważam za bezcelowy sport.

I to była prawda. Kiedyś Phoe zainscenizowała egzekucję w wykonaniu bohatera w samym mieście. Raz można było pomyśleć, że chciałaby z niego zrobić własnego Mistrza Broni, czasem, że już znudziła się nim. Teraz wyglądało to tak, jakby chciała poniżyć Teona przed kimkolwiek się da - każąc mu odprowadzać konie, nie zabierając go ze sobą na przeszukanie lasu. Z drugiej strony - po co?

I tak w koło Macieju. Nie to, żeby Kaeril ją lekceważył. Nie, cokolwiek robiła z pewnością nie były to tylko czyste zachcianki rozpuszczonej córki bogatego, wpływowego rodzica. Nie, w ten sposób nie dożywało się w Puszczy do dorosłości. Ale wejść w umysł osoby pławiącej się od urodzenia w intrydze najwyższej klasy, do tego jeszcze umysł kobiety! nie, to było niemożliwe. Toteż Kaeril mógł bawić się w domysły i wymysły, ale nie brał nic z tego co wymyślił na poważnie. Zbyt mało wiedział, zbyt wiele było dla niego tajemnicą, nie tylko jeśli chodzi o działanie Domu Cichej Pieśni i jego wrogów. Także o intrygę na najwyższym szczeblu, tam, gdzie liczą się pieniądze i wpływy, nie tylko spryt. Nie wszystkie zasady gry były jeszcze dla niego wystarczająco jasne.

- Chętnie jednak dowiedziałbym się - Kaeril zachęcił do rozmowy Teona. - Jak na razie wygląda to tylko na niepotrzebnie pominięte śniadanie. Na nic nie byłem do tej pory potrzebny.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-11-14, 13:34   

- Nie sposób odmówić ci racji - odparł Teon i zamyślił się.

Ósemka pozostałych gości przyglądała im się przez chwilę, przynajmniej dopóki nie zajęli swych miejsc. Potem, gdy pozostali poza ich zasięgiem, zdawali się powrócić do swoich pogaduszek. Ot, zwyczajna elfia ciekawość wymieszana z odwieczną czujnością, czy aby następna osoba wkraczająca do lokalu nie ma w planach czegoś innego, niż tylko zjedzenia posiłku i ruszenia w dalszą drogę. Nic ponad to.

- Phoe co prawda lubi działać po swojemu - mruknął z przekąsem - ale mimo to wszystko jest na dobrej drodze. Berion, jego służalcza elfka i ten ich mag wypluci zostali przez portal i prawdopodobnie dotarli w to miejsce. Trochę do nich tracimy, lecz oni są pieszo.

Obejrzał się przez ramię. Kaeril uczynił to samo i ujrzał nadchodzącą Phoe krokiem wyraźnie stanowczym. Jej twarz wyrażała więcej: drobny, szyderczy uśmieszek zdawał się przykuwać większą uwagę, niż dwie krągłości nieco poniżej, apetycznie falujące przy forsownym kroku kobiety. Phoe podeszła do stolika i usiadła obok Teona, naprzeciwko Kaerila.

- Wszystko ustalone - rzekła pełna entuzjazmu, lecz bez zdradzania szczegółów. Tak, by to oni musieli się o nie dopomnieć, by pamiętali, kto tu dowodzi i kto redystrybuuje wiedzę.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-02-02, 16:15   

Kaerila ucieszyło, trochę, że Teon podziela jego zdanie i otwarcie to przyznaje. Coraz bardziej czuł, że ma w Domu Cichej Pieśni sojusznika. I to potężnego, choć, co by tu nie mówić, każdy sojusznik w tak wrogim środowisku był na wagę złota.

Córka Matrony wróciła, i należało się w końcu dowiedzieć nieco więcej. Być może do tej pory Phoe wolała pozostawić Kaerila w niewiedzy, ale w końcu jeżeli miał się na coś przydać, jeżeli był tu potrzebny do czegoś więcej niż szeregowy żołnierz, a obecność Teona to sugerowała, córka Matrony musiała w końcu wyjaśnić cokolwiek. Być może teraz nadszedł na to czas.

- Pani - zaczął Kaeril z pełnym szacunku skinieniem głowy i całą siłą swojej woli walczył ze sobą, by utrzymać poważny ton swego głosu. - Czy dostąpimy zaszczytu poznania szczegółów owych ustaleń? Albo choć ogółów... niekoniecznie nawet tych ustaleń. Osobiście chętnie zaczął bym od planów dzisiejszego dnia. Jeśli, oczywiście, mogę wiedzieć i... - tu rozejrzał się dyskretnie po sali - jeśli to bezpieczne - dokończył.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2016-04-06, 20:06   

- Hoho - zaśmiała się. - Jak służalczo. Powoli się uczysz.

Wyłożyła ręce na stół, splotła dłonie i oparła się na łokciach. Spojrzała na Kaerila, a następnie obejrzała się na bok, w stronę obszernej sali, jakby faktycznie sprawdzała, czy rozmowa byłaby w tych warunkach bezpieczna.

- Byli tu - rzekła bez ogródek. - Mniej niż godzinę temu wzięli po koniu i ruszyli na północ, ale mag spowalnia ich na tyle, że dogonienie ich to... pikuś. Ponoć rozwalił sobie kończynę jakimś czarem i jest teraz półprzytomny z bólu. Teon - spojrzała na wojownika - pokierujesz pogonią. Kaeril niech lepiej tu zostanie, skoro ledwo się w siodle trzyma. Będzie mnie chronić do czasu waszego powrotu. Nie...

- Pani - przerwał jej Teon. - Nalegam jednak, aby...

Phoe uniosła rękę ku górze. A jej mina wyrażała wiele. Zbyt wiele, by ktokolwiek miał odwagę rzec choć słowo.

- Nie przerywaj mi. Macie kupczyka, upośledzonego maga i złodziejaszka. Nie widzę powodu, bym miała się w to angażować osobiście. Poza tym nie jadłam dzisiaj porządnego śniadania i nie mam ochoty marnować okazji na dobry posiłek u Brethiliona. No, coś jeszcze? To zbieraj pięciu moich ludzi i ruszaj.

Teon widocznie poczerwieniał na twarzy, a zaciśnięte szczęki silnie walczyły ze słowami, jakie same gromadziły się na końcu języka. Mimo to nie skomentował tego w sposób taki, jaki mógłby, gdyby tylko nie skutkowałoby to rychłym wyrwaniem owego języka gorącymi szczypcami. Zamiast tego odrzekł jedynie proste, potulne:

- Oczywiście.

I wstał od stołu. Nim jednak odszedł, obejrzał się na Kaerila.

- Mogę go wziąć na słówko?

Phoe prychnęła, machnęła dłonią i pokiwała głową twierdząco. Teon zaś skinął na Maarena by ten poszedł za nim, a sam udał się ku wyjściu.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-08-24, 15:17   

Po usłyszeniu reakcji Phoe, bohater znów musiał powstrzymywać się od śmiechu. Ciekawym było, któż kim gardzi bardziej? Drowka przynajmniej nie musiała tego bardzo ukrywać. Ale co mogło kryć się, gdzieś tam, poza wszelkimi warstwami knucia, intryg i oszustw? Tego mógłby nie dowiedzieć się przez kolejne sto lat.

O ile tyle przeżyje.

Kaeril przysłuchiwał się wymianie zdań z uniesionymi brwiami. Dowiedział się przede wszystkim najważniejszego - byli na tropie Beriona i Busajny. Ale teraz już wiedział, co nie pasowało mu w tej całej eskapadzie. To nie to, że on, Kaeril, został zabrany do tropienia, na którym się nie zna kompletnie. Nie to, że pomimo żadnej umiejętności został zmuszony do konnego pościgu. Również nie to, że córka matrony wielkiego rodu postanowiła pozostawić sobie jego - wciąż współpracującego z Pieśnią pod niemal przymusem - jako ochroniarza. Nawet nie nagła zmiana tempa pościgu i spokojne śniadanko w karczmie.

Teon. Teon Mroczna Stal.

Kaeril przypomniał sobie nagle dzień, w którym pierwszy raz spotkał mistrza broni. Jednego z ostatnich prawdziwych mistrzów broni - to były słowa Phoe. W tamtym dniu Teon uciszył córkę matrony jednym gestem dłoni. Dom Cichej Pieśni musiał *prosić*, żeby Mroczna Stal *rozważył* przyjęcie Kaerila na swego ucznia. A teraz?

Teraz to On zamilkł od jednego gestu Phoe, zupełnie jakby już była matroną. Został zabrany na pościg za upośledzonym magiem, złodziejaszkiem i kupczykiem - też słowa Phoe! Okrutne upokorzenie. A teraz? Teraz, gdy już wiadomo, że przeciwnik nie ma większych szans, został posłany za nim jak zwykły żołnierz.

- Co tu się, kurwa, dzieje? - Kaeril dał wyraz swym myślom, gdy już znalazł się sam na sam z Teonem. Nie było to konkretne pytanie, i z pewnością mistrz broni nie miał jak wiedzieć, co kryje się w głowie Kaerila. Ale kto wie, czego mógłby się w ten sposób dowiedzieć bohater? A na sprecyzowanie pytania wciąż był czas.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2017-09-16, 13:43   

Autorytarny zawsze Teon tego dnia wyglądał jak zbite zwierzę, zaszczuty, cherlawy i niezdolny. Najłatwiej można to było dostrzec poprzez sposób, w jaki Phoe się do niego odzywała... i w jaki sposób na to reagował.

A reagował jak podrzędny, nic nieznaczący żołdak. Zdany na łaskę lub niełaskę Pieśni. Niczym Kaeril, tyle że gorzej, tyle że nawet nie próbuje podnieść głowy! Nie próbuje się zbuntować! A przecież mógłby, mógłby z łatwością. Czymże jest dla niego jakaś pierdolona magiczka i tuzin elitarnych zbrojnych? Mógłby wyrżnąć ich wszystkich i pójść sobie, w momencie, gdy Phoe pierwszy raz zaczęła go postponować.

Ale tego nie zrobił.

- Słuchaj mnie uważnie - rzekł cicho, surowo. - Masz chronić tę sukę i nie spuszczać z niej oka. Coś w tej układance mi nie pasuje... nawet jeśli dysponujemy tylko paroma jej fragmentami. I przede wszystkim dowiedz się, o co chodzi, bo jeśli sądzisz, że wiem coś więcej od ciebie, to jesteś w błędzie.

Wyszli na zewnątrz. Pora była jeszcze wczesna, ruch był prawie żaden.

- W tym miejscu kończą się bezpośrednie polecenia Matrony, więc działaj za nią. Myśl za nią. A przede wszystkim myśl i działaj za jej córę.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-20, 12:44   

- Ty nie pasujesz w tej układance - odparł szczerze Kaeril. - Nauka szermierki, atak na Konsorcjum, tutaj są zadania godne mistrza broni. Ale to?

Bohater pokręcił głową. Co tu dużo mówić, rozgrywki polityczne wielkich domów wciąż pozostawały dla niego tajemnicą. Nic to, trzeba działać.

- Kurwa mać, chronić ją... Wystarczy jeden cwaniak z zatrutą strzałką i po córuni. Zrobię co mogę.

Ośmiu innych gości tawerny, wszyscy wygodnie niewyróżniający się... Równie dobrze wszyscy mogli być podstawionymi żołnierzami, albo być tymi, na kogo wyglądają. Zbyt wiele osób nie mogło wiedzieć o ich wczesno-porannej eskapadzie, ale przecież minęło dość czasu, by sprawny jeździec dotarł tutaj. Tylko czy mógł zgadnąć, że zatrzymają się akurat tutaj? Cholera jasna, gdyby na przykład wiedział, czy nie jest to ulubiona karczma Phoe... Ilość wierzchowców mogła mu coś powiedzieć. Ot, tak być może przydatna informacja. Kupców rzadko stać było na to, by jeździć wierzchem, a ci nie wyglądali na najzamożniejszych. Wozy więc, powinny być wozy i zwierzęta pociągowe, a nie wierzchowce...

Kaeril powinien jednak wrócić już do Phoe, skoro miał jej tak pilnować. Równie dobrze mógł się zresztą mylić. Postanowił więc podzielić się tym spostrzeżeniem z Teonem.

- W sali jest ośmiu średniej klasy kupców - zaczął, mówiąc cicho, i pilnując by nikt nie podsłuchał. - Żadnego nie powinno być stać na wierzchowca. Siedzą parami, więc powinna być co najmniej czwórka wozów na towary. Każdy dodatkowy koń jest podejrzany... w szczególności jeżeli ma świeżo nasypane jedzenia czy nalane wody, bo byłby to świeżo przybyły konny. O tej porze nie powinno być takich podróżnych. Oprócz tego i tak dobrze wiedzieć, ilu jest gości. Jeśli ty to sprawdzisz, nikt nie nabierze podejrzeń - po prostu poszedłeś po swojego konia. Zrób to, proszę, i przekaż mi w dyskretny sposób, jeśli moje przeczucia mają uzasadnienie.

Jeśli Teon nie zareagował negatywnie, oraz nie miał już Kaerilowi nic więcej do powiedzenia, bohater ukłonił się lekko i powrócił do stolika.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2017-09-30, 20:27   

- Taki jej kaprys - odparł lapidarnie Teon. Nie zaznaczył jednak, o kogo mu tak dokładnie chodzi, czy o córę, czy o matkę. I nie postanowił wracać już do tej kwestii.

Na zewnątrz było cicho. Nie było przechodniów, nie było więc nikogo oczywistego, kto mógłby nadstawiać ucha. Ale to ci nieoczywiści byli najbardziej niebezpieczni i nie warto było ryzykować głośną rozmową.

- Forpoczta Pieśni umie się maskować. Przynajmniej jedna para z pewnością będzie nasza, resztę będziesz musiał sprawdzić. Wypytaj ich. Jeśli kupcy, to powinny być wozy, słusznie. Policzę i dam znać przed wyjazdem.

Kaeril skłonił się i powrócił do stolika. Wiele przez ten czas się nie pozmieniało - ósemka dalej siedziała tak jak wcześniej, a Phoe sama, przy swoim stoliku, objadała się przyniesionym w międzyczasie posiłkiem. Pachniało zabójczo, zaskakująco dobrze jak na ten, zdawałoby się, przeciętnej jakości przybytek.

Wojownik zastał parujące mięso, jakieś paszteciki, kaszę, chleb, owoce i warzywa, wybór olbrzymi i z pewnością wyjątkowo niepraktyczny dla lokalnego kucharza, który miał do obsłużenia tylko garstkę osób. Inni elfowie, konkretnie dwie męskie pary, jak można było ujrzeć kątem oka, żywili się strawą blisko jednolitą, ot, mieli jakieś michy z kaszami i warzywami. Puste miski na stołach pozostałych sugerowały, że i oni otrzymali podobny posiłek. Dla Phoe zwykła micha z kaszą nie wystarczała - dostała półmiski, talerze, tace, a nawet szklaną salaterkę ze słodkościami. Cóż, tym lepiej dla Kaerila i jego żołądka, nieprawdaż?

- No, nie spieszyłeś się zbytnio - rzekła z pełnymi ustami. - Co to za konspira za moimi plecami?
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-30, 21:58   

Kaeril nie spodziewał się niczego innego, niż suto zastawiony stół. Phoe była daleka od bycia ascetyczną, do tego uważała, że wszystko się jej należy. Czemu miałaby jeść jak plebs?

- Dobrze wiesz, pani, że nigdy nie spiskowałbym za twoimi plecami - powiedział Kaeril głośno, nieznacznie tylko zmuszając się do powagi. - Zastanawialiśmy się jednakże, czy nie zechciałabyś, pani, może jakiegoś - tutaj Kaeril usiadł, żeby zamaskować tym ruchem swoje rozbawienie - prezentu? Z pewnością mógłbym rozpytać śniadających tu kupców, czymże handlują. Może jakiś tani drobiazg spodobałby się?

Kaeril nie mówił zbyt cicho, miał nadzieję zaobserwować jakąkolwiek reakcję ze strony kupców. Siadał w końcu, tak jak wcześniej, by widzieć całą salę. Starał się przy tym nie wyglądać zbyt oczywiście... Zastanawiał się tylko, jak pogodzić pałaszowanie tylu przysmaków, z obserwowaniem sali. Cóż, uczyć się trzeba całe życie.

Gdyby tylko jeszcze miał jakiekolwiek szanse w takiej zabawie ze szkolonymi szpiegami i zabójcami, ha!

Drow zabrał się więc do jedzenia, próbując jednocześnie obserwować wszystkich kupców, w razie gdyby miał zauważyć cokolwiek podejrzanego.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2017-09-30, 22:13   

- Prezentu? - Phoe nie kryła zdumienia. - A co ty mi możesz ofiarować? Kwiatek? Nefrycik? Sztylecik? Jest jedna tylko rzecz, której od ciebie oczekuję...

Oblizała wargi, może by zebrać osadzony od mięsa tłuszcz, może by zasygnalizować dwuznaczność swej wypowiedzi. Przełknęła pokarm i kontynuowała:

- A idź, zaskocz mnie, jednak wątpię, byś mnie czymś zaskoczył.

Kupcy nie wykazywali żadnej reakcji. Ot jedli, dyskutowali, niektórzy głośniej, o jakichś najzwyklejszych pierdołach rodzinnych, o zdrowiu kogoś tam, jakieś ciotki czy coś. Niektórzy ciszej, o czymś, co i dla elfich uszu było nie do wychwycenia. Inni w ogóle, zajęci posiłkiem. Kaeril musiał się jednak lekko wychylać zza swojej przegródki, w której był usadzony wraz z Phoe, ale elfka albo nie zwróciła na to uwagi, będąc zajęta swym posiłkiem, albo miała to, mówiąc kolokwialnie, w nosie.

Niemniej pogodzić obserwację i jedzenie jakoś się udało. Gorzej z subtelnością obu tych czynów, bo nawet jeśli Kaeril nie widział nikogo, kto miałby wypatrywać w ich kierunku, to sytuacja w drugą stronę mogła wyglądać diametralnie inaczej.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-09-30, 23:05   

Kaeril wzruszył ramionami nad słowami Phoe. Drow potrzebował jakiejkolwiek wymówki, by móc przepytać kupców o ich towary, być może wyłapać jakieś nieścisłości, lub po prostu później porównać to z czymkolwiek mógłby znaleźć Teon. Nic go nie interesowało, że Phoe nie pojęła znaczenia jego słów, czy miała je gdzieś. On musiał zrobić co mógł, z jego ograniczonymi umiejętnościami w tym zakresie.

Teon jednak zdawał się nie wracać, w stajni musiało być więc wszystko w porządku. Cóż, liczyć na to, że w taki prosty sposób wysypie się trenowany szpieg czy zabójca było naiwne.

Gdy tylko Kaeril najadł się dość, by nie czuć głosu, ale by nie zwymiotować w trakcie ewentualnej walki, wstał od stolika i rozpoczął swe "przesłuchiwania". Podszedł do pierwszej z brzegu pary, skinął głową na przywitanie (po cóż zrażać ich od razu do siebie?) i zapytał "czymże handlujecie?"
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2017-09-30, 23:21   

Pierwsza para z brzegu - dwóch mężczyzn, którzy odstawiali właśnie naczynia w milczeniu. Podobnie jak przy stoliku Phoe, oni też skryci byli w swoistej wnęce, która gwarantowała lekki komfort prywatności. Wszystkie cztery stoliki ośmiu gości mogły dostrzec urywek stolika Kaerila, ale siebie nawzajem już nie.

Trudno było jakoś opisać jegomościów. Na pewno nie wyróżniali się niczym szczególnym, a wręcz przeciwnie - schowani obaj byli pod szarociemnymi płaszczami spiętymi powściągliwie pod szyją, które nie ujawniały wiele więcej niż twarz. Co mieli na sobie? Zbroję, jakiś nóż przy pasie? Trudno było stwierdzić, lecz też można było przypuszczać, że nie mogli mieć pochowanego nic o większych gabarytach - płaszcze opływały ich ciała i nie uwydatniały nic poza lekko masywniejszą budową ciała, niezbyt pasującą do zwykłych, zajmujących się handlem elfów.

Spojrzeli na niego takim obojętnym, neutralnym wzrokiem. Ani przyjacielskim, ani wrogim. Co już poniekąd zapowiadało się korzystnie dla dalszej relacji, jako że jak to w Puszczy bywa, elf elfowi wilkiem. Albo elf elfowi elfem, jak niektórzy lubią parafrazować.

- Handlujemy? Nie, my tylko zwykli podróżni, nakarmimy konie, wypoczniemy sobie po długiej jeździe i wracamy na szlak. Zasłużyliśmy!

I mrugnął okiem do Kaerila.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-10-03, 20:08   

Plan, odnośnie przynajmniej pierwszej pary, trafił trochę szlag. Nic to, pomyślał Kaeril. Agenci, czy nie, musiał zgrywać dalej głupka. Upośledzonego społecznie drowa, który chodzi zagadywać nieznajomych. Bo kto tak robi? Chyba tylko samobójcy... albo mordercy, tyle że tego rzadszego w Puszczy typu. Ten popularniejszy typ miał w końcu prostą nazwę - drow.

Ta dwójka bardziej nasuwała mu na myśl najemników. Ledwo dwójka, ale może właśnie wracali w rodzinne strony po zakończeniu kontraktu? Jeśli wracali z daleka, musieli być nieustraszeni... Szlaki, szlakami, ale w dużej odległości od miasta nawet największy twardziel zmiękłby widząc cień przesuwający się po listowiu. Kto to nie słyszał opowieści o całych karawanach porywanych przez pojedynczego Vidraya, albo zbrojnej bandzie pożartej przez Nocnego Piechura?

Drow prawie wzdrygnął się na myśl o tych drapieżnikach. Czemu on jeszcze nie spierdolił z tej Puszczy? A, tak, Dom Cichej Pieśni...

Bohater stał tak, by mimo zaglądania do przegródki, nie tracić z oczu wyjść pozostałych z nich.

- A! - zakrzyknął Kaeril. - A więc nie kupcy. Skąd wracacie? Imperium może? Przynosicie jakieś wieści? Podróżowałem tam kiedyś... Parszywe miejsce.

Kaeril omiótł wzrokiem całą przegródkę. Szukał rzuconych na ławę plecaków, sakw, czegokolwiek, gdzie mogłaby znaleźć się broń, która mogłaby zaszkodzić Phoe szybciej, niż ktokolwiek mógłby zareagować. Wiedząc również, że w karczmie ma być ktoś z Pieśni, czekał również na ewentualny znak, którego pozostali goście by nie zauważyli, a który mógłby jednoznacznie znieść z drowów podejrzenia. Być może jakiś herb, odsłonięty na krótką chwilę spod płaszcza? Jednak, gdyby którykolwiek z drowów zaczął sięgać pod płaszcz, Kaeril dałby znać gestem, żeby robił to bardzo, bardzo powoli. Jeśli zaś drow by nie posłuchał, bądź od razu wykonywał gwałtowne ruchy... cóż, miecz przy gardle winien dać pewne rzeczy do zrozumienia.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group