Co dzieje się z nami po śmierci? Pytanie, na które zaskakująco wiele osób zna odpowiedź. A przynajmniej tak im się wydaje.
Najpewniej wypowiadają się w tej kwestii kapłani i gorliwi wyznawcy tego czy innego boga. Najmniej jednostki, które żadnemu czci nie oddają. Często jednak to właśnie ci najmniej zadeklarowani i oddani, są w stanie poznać najwięcej prawdy o istocie duszy i ostatecznym celu jej wędrówki. Ci bowiem, spojrzeć mogą nie tylko na jedną z dróg, lecz na wszystkie możliwe, włącznie z tymi, na które nikt wkroczyć by nie chciał. Słuchając kapłanów poznamy bowiem jedynie wersję prawdziwą dla ścieżki boga, którego dogmaty szerzą. Gdzie jednak w takim razie szukać prawdy pełnej o sieci dróg i skrzyżowań, nie zaś jedynie pojedynczych udeptanych ścieżkach?
Dobre pytanie. Odpowiedź nie jest prosta. Ci bowiem, którzy pełną prawdę poznali, niechętnie się nią dzielą, nieraz bowiem przypłacili tą wiedzę kosztem własnej duszy. Najwięcej na ten temat mógłby zapewne powiedzieć nam jeden z bytów, które stoją na końcu ścieżek. Kto jednak z tu obecnych może pochwalić się odbyciem bodaj krótkiej wymiany słów z bogiem?
- cytat z wykładu na Uniwersytecie w Dorien
Wyniesienie
- Głupoty gadasz jak zawsze Vren
- Prawdę mówię, na te oto oczy widziałem, jak ten ciamajda o udach jeszcze chudszych od twoich szczap Ini, bi-
- Lepsze szczapy od tych salcesonów, które nazywasz nogami
Krasnolud wzruszył ramionami, po czym podjął się kontynuacji przerwanej relacji.
- Jak ten ciamajda, biegł niczym szalona kwoka korytarzem i ze łzami w oczach mamrotał coś o tym jak to nie chce odchodzić, a jednocześnie musi się jak najszybciej wydostać z Eaflien
- Przecież to kompletnie bez sensu. Zobacz, Fren siedzi sobie jak zwykle sam w kącie i spokojnie zajada posiłek - dziewczyna o blond włosach wskazała otwartą ręką na przygarbionego chudego mężczyznę o zmierzwionych przetłuszczonych włosach opadających za uszy, który zgodnie ze słowami Inibrien w spokoju zajadał obiad z dala od innych. Można by rzec, iż był wręcz bardziej spokojny niż zazwyczaj.
- A ja wiem czemu? Może mu jakaś żyłka w tej przemądrzałej łepetynie w końcu pękła.
- Kto go tam wie. Jedyne co o nim wiemy to, że spędza zdecydowanie za dużo czasu w księgach, wyjątkowo dobrze radzi sobie na zajęciach i ma na imię Fren. - milcząca dotychczas jorka o brunatnej sierści i dwóch krótkich warkoczykach za prawym okiem włączyła się do dyskusji - Może jest zwyczajnym szaleńcem, który dotychczas dobrze się z tym krył.
- A ty co o tym sądzisz Reneei? - spytała z lekkim zaciekawieniem blondwłosa kobieta, po przełknięciu kolejnego kęsa gulaszu zajęczego.
Minęły trzy miesiące odkąd łowczyni o kasztanowych włosach przybyła do Eaflien, odkąd ostatni raz widziała Ethelini, wokół której kręciło się to miejsce. Przez ten czas wielokrotnie wspominała dzień inicjacji niejako z tęsknotą i uśmiechem na ustach.
Zgodziła się podjąć szkolenie i dołączyć do Oświeconych, jak nazywali siebie wszyscy zamieszkujący Eaflien. Biorąc zaś pod uwagę wachlarz ras i typów wędrujących po terenach za Żywopłotem, pewna jednolita nazwa była wskazana, nawet bowiem nazwa "humanoid" nie objęłaby wszystkich Oświeconych.
Reneei już pierwszego dnia zdążyła zapoznać się z większością pomieszczeń, terenów i atrakcji, które placówka miała do zaoferowania. Nie było tego wiele, było jednak w zupełności wystarczająco. Gdy bohaterka doszła do siebie po spotkaniu z Jasną Panią, przydzielony jej został jeden z pokoi w południowo-wschodnim budynku. Dzieliła go wraz z nieco starszą od niej kobietą o blond włosach - Inibrien oraz jorką szarą - Naef. Obydwie kobiety były ze startu nastawione przyjaźnie do Reneei, pomogły jej zaaklimatyzować się w nowym miejscu oraz wytłumaczyły wszystkie mankamenty i prawa nim rządzące.
Bliżej zapoznała się również łowczyni z krasnoludem górskim imieniem Vrennar, który to był starym znajomym Ini, jeszcze sprzed Eaflien. Poznali się ponoć w górach na dalekim wschodzie, gdzie Ini trafiła jeszcze jako mała dziewczynka. Każdy z tej trójki trafił do Szkoły Oświeconych w podobny do Reneei sposób. Natrafili podczas swej podróży przez Wielki Las na jeden z patrolów, który wyczuwając bądź dostrzegając ich potencjał magiczny zaproponował im dołączenie do społeczności za Żywopłotem. Naef podróżowała wraz z dwoma kompanami tej samej rasy, zostali oni jednak wybici przez golgangery, skrytobójcze bestie Wielkiego Lasu. Sama zginęłaby gdyby nie pomoc patrolu.
Ini i Vren natrafili po prostu w nocy na obóz elfów z Eaflien. Jako, że obydwoje posiadali potencjał magiczny oraz nie mieli większego celu dla swej wędrówki, szybko dołączyli do społeczności Oświeconych.
Nikt z przyjaciół Reneei nie wiedział nic o zakapturzonych postaciach, które przyczyniły się z kolei do jej zapoznania z Earnelem i Fierem. Nie było to jednak dziwne, przeto wszyscy obecni byli jeno turystami w tym obcym kraju.
- Ależ naturalnie, że siedzi spokojnie. Bieganie i jedzenie w tej samej chwili nie jest chyba wykonalne. A co go ugryzło ostatnimi czasy, prawdę powiedziawszy, trudno stwierdzić. Nie wygląda, aby mu coś dolegało. Ciekawi mnie czy łzawy popłoch Frena, o którym wspomniał Vren, ma coś wspólnego z tym, czego mógł się doczytać w księgach.
Gest Inibrien poprowadził oczy łowczyni ku przedmiotowi dociekań. Widać, stroni od towarzystwa. W świetle podejrzeń odejścia od zmysłów nie pasował do wizerunku wariata. Kogoś kto kryłby się z szaleństwem dość długo dobrze i skutecznie, również nie. Cicha woda jak z powiedzenia. Czasem rwie brzegi, a czasem podchodzi pod poziom powodziowy, niemniej oba procesy zachodzą tak samo nagle co i niespodziewanie.
- I chyba jeszcze nie oszalał na tyle, by się z tym kryć - dodała po chwili.
Trzy miesiące w Eaflien. W specyfice tego miejsca jak i istot zamieszkujących je. Od trzech miesięcy świat się uśmiecha, stoi na głowie i snuje historie o nieprawdopodobieństwie jak po przedawkowaniu muchomorów. Bo gdzież by ktoś o zdrowych zmysłach śnić się odważył, że będzie będzie w życiu rozwijać coś takiego jak talent magiczny? A jednak - bajka działa się naprawdę. Za słowami, którym dano wiarę kryło się coś więcej.
Spotkanie z Ethelini nie ujęło Eaflien ani grama niespodzianek czekających na Reneei. Kobieta, nie tak dawno zszokowana wciąż postacią Naef, która okazała się nie być zwykłym, wielkim szczurem, z czasem spędzanym w placówce odkrywała tajniki funkcjonowania w społeczeństwie oraz to, że w większej grupie jest nawet raźniej i weselej.
Rzeczywiście, Reneei zaskakująco dobrze zaaklimatyzowała się w społeczności Eaflien. Dużą zasługę w tym miały z pewnością Ini i Naef.
Ta druga co prawda miała z początku trudne przejścia z łowczynią. Ta bowiem nie do końca rozumiała natenczas, że szczuroludzie są równie rozumni i cywilizowani co inne rasy Sorii. Wiązało się to zaś z wieloma niezręcznymi i krępującymi rozmowami, które jednak z czasem przybierały coraz to swobodniejszy i bardziej naturalny wydźwięk.
Jorzyca wykazywała zaskakującą cierpliwość, zapewne wytrenowaną dostatecznie w obcych stronach Wielkiego Lasu, z czasem zaś stałą się najbliższą Reneei osobą w Eaflien.
- Wszystko przaśne, ale czego by sobie nasz obecnie cichy przyjaciel w księgach nie wyczytał, teraz zachowuje się jakby to nigdy nie miało miejsca. Jegomość jest popierdolony
- Cóż...- podjęła ponownie dyskusję dalej Ini - Jak na mój gust ma on po prostu nie po kolei w głowie. Wpadł w histerię z tego czy innego powodu, a teraz po prostu mu przeszło. - wzruszyła ramionami akcentując swą obojętność w tej kwestii.
- Niemniej jednak Reneei dobrze prawi - podjęła Naef, która w Eaflien była zapewne dla bohaterki najbliższą miana przyjaciółki - Przeczytał pewnie coś po czym zlał się w portki ze strachu.
- Nie wątpię - Vren akcentując swą wypowiedź solidnym uderzeniem kubka w blat stołu - Ale ten jego bełkot na korytarzu nadal sensu najmniejszego nie miał.
Ini i Naef, niczym pod wpływem synergii, jednocześnie wzruszyły ramionami.
- Z sensem czy nie. Na jedno wychodzi - podsumowała nie dołączając się do synergicznego gestu ciała.
Zaszczał się nie zaszczał się, taki szczegół nie wydawał się zanadto istotny. Człowieka przestrzeliła jakaś nagła emocja. Na pewno jednorazowo i krótkotrwale. Z tego jak sobie nie niepokojony przez nikogo ani nie niepokojący teoretycznie; choć szum jakiego narobił gładko wcielił się w poszeptywaną potem wśród uczniów plotkę, jadł. Nie dało się w pełni potwierdzić, że targnął nim strach, panika, szok albo cokolwiek innego wywołującego popuszczenie łez bądź moczu. Zaistniałą sytuację można równie dobrze przypisać przypadkowi i zapomnieć o niej dopóki się nie powtórzy.
Sprawa mała co się ot zdarzyła, drobna, bez wpływu na grupę, ale jakaż zajmująca, bardzo na czasie. I jeszcze ten bełkot pozbawiony ładu i składu zaprzątający myśli. Na dyskusję znad talerza, kufla wyśmienita.
- Daj już temu spokój Vren - podjęła Naef przełknąwszy kolejny kęs posiłku - Lepsza rzecz się ostatnio zdarzyła. Znacie Rylen? Tą człowieczkę o rudym futrze? Eksperymentowała trochę z transmutacją, chciała coś sobie z nosem bodajże poprawić, skrócić chyba odrobinę.
- Rylen? Tak to by do niej pasowało - Ini przewróciła oczyma wzdychając przy tym z politowaniem
- W zasadzie się jej udało. Ale chyba nie do końca o to jej chodziło, po fakcie w miejscu nosa pozostały jej jedynie dwie szparki.
- Ha! - Vren wybuchnął krótkim rubasznym śmiechem
- Zdaje się, że instruktorzy się nią zajęli więc pewnie szybko powróci do poprzedniego wyglądu. Niemniej jednak wyraz jej twarzy gdy spojrzała w lustro warty był beczki przedniego wina.
Rozmowa oraz posiłek trwały jeszcze przez czas pewien, owego czasu jednak na dłuższe posiedzenie przyjaciele nie mieli.
Każdy dzień w Eaflien wypełniony był najróżniejszymi obowiązkami i zajęciami, nie pozostawiając miejsca na nudę. Po sytym posiłku przyszedł czas na krótką medytację, celem przygotowania się na późno popołudniowe ćwiczenia. Te przybierały najróżniejszą formę. Czasem rzucali znane sobie zaklęcia pod okiem instruktorów, czasem korzystali z różdżek czy prostych przedmiotów magicznych, czasem kształcili się czysto teoretycznie. Zajęcia nie należały do nieprzyjemnych, były jednak mentalnie wyczerpujące. Przynajmniej raz na dwa dni, czasem nawet parę razy dziennie, łowczyni wyczerpywała do cna swe zapasy many, by potem podczas parogodzinnych medytacji jak najszybciej odnowić je na nowo do pełna. Każdego dnia, zbierali się również na tak zwanych 'mszach', gdzie oddawali cześć Ethelini oraz dowiadywali się o niej coraz to nowych, fascynujących rzeczy.
Wiele z historii wydawało się na tyle nieprawdopodobnych, iż Reneei miała drobne problemy z braniem ich 'na wiarę'. Stała się owszem jednym z wyznawców Ethelini, wierzyła w jej potęgę, dobroć i opatrzność, oddawała jej cześć szczerze razem z innymi, nie wszystkie słowa kapłanów brała jednak całkowicie do serca. Należała raczej do grupy tych mniej gorliwych wyznawców. Podobnie jak Vren. Naef i Ini plasowali się o szczebel wyżej, na poziomie 'średnio zaangażowanych'.
Gdy słońce powoli chowało się za czubkami drzew, sugerując porę późnego popołudnia, Reneei wraz z trójką towarzyszy udała się do przestronnej sali wspólnej dla wszystkich studentów. Zazwyczaj Oświeceni dzielili się na grupy bardziej lub mniej zaawansowanych. Vren i Ini odbywali zatem zajęcia z dala, razem z innymi studentami o większym potencjale magicznym. Łowczyni wraz z jorką były nowicjuszkami w najniższej ale i najbardziej licznej grupie. Tym razem ćwiczenia miały odbyć się jednak dla wszystkich na raz.
Czwórka rozsiadła się zatem przy jednym stole, w miarę blisko instruktorów, oczekując na zebranie się reszty. Stolików było około czterdziestu, przy każdym siedziało od dwóch do sześciu osób. Instruktorów tym razem było zaś pięciu.
Jeden z nich, dostojny elf o długich blond włosach przez dwa kwadransy zapoznawał wszystkich z minerałem o nazwie Silithia. Wyczulonym na magię, niezwykle cennym kruszcem, który za pomocą many można uformować wedle swej woli. Jest to również jedyny sposób na jego formowanie, sam w sobie jest bowiem odporny na wszelkie temperatury, kwasy, próby skruszenia czy zgięcia. Są owszem metody zniszczenia Silithii, te jednak również wymagają wykorzystania magii.
Po teoretycznym wprowadzeniu, nadszedł najbardziej zaskakujący moment ćwiczeń. Każdy z obecnych otrzymał idealnie gładką, błękitną kulkę o średnicy około dwóch centymetrów i wadze zbliżonej do grudki ołowiu tych rozmiarów.
- Oto i Silithia - odparł jeden z instruktorów wręczywszy Reneei oraz pozostałej trójce ich kulki - Trzymając ją w dłoni, skupcie się na przepływie many i siłą woli uformujcie ją do kształtu, który podsunie wam wyobraźnia. Niewielka ilość magicznej energii wystarczy, by ten wspaniały minerał, przybrał zaskakującą formę.
Kolejna błękitna kulka, ułożona na dłoni elfa poczęła nagle falować, po czym uformowała się w dwukrotnie większy od niej, prosty posążek przypominający liść.
- Objętość nie musi pozostać taka sama, Silithia może zmienić swą gęstość do pewnej granicy, toteż jedynie masa fragmentu jest czymś stałym. - Liść błyskawicznie powrócił do formy idealnie gładkiej kulki.
- Ta postać jest dla Silithii najbardziej naturalna, toteż w przypadku podania magicznej energii bez koncepcji formy, minerał powróci do kształtu kuli. Nie szczędźcie magicznej energii, na tych ćwiczeniach jedyny z niej użytek będzie polegał na formowaniu Silithii. Poeksperymentujcie, sprawdźcie własne możliwości. Powrócę do was za pół godziny, zaprezentujecie wtedy najciekawszą formę jaką udało wam się wytworzyć.
Po tych słowach instruktor odszedł, pozostawiając Reneei, Ini, Vrena i Naef z czterema kulkami Silithii, po jednej dla każdego.
Drobna zmiana w przebiegu dnia, tylko odstępstwo od rytmu jakim się na ogół toczy zazwyczaj wystarcza, aby wywołać pod tablicę pytanie "Dlaczego?" W drodze do sali wspólnej z rosnącym zaciekawieniem Reneei zastanawiała się co mogło być tego przyczyną. Nie pozbyła się jak dotąd nawyku przewidywania mimo że, tu w Eaflien nie wydawał się potrzebny, a przyjmowane założenie zastępował prawie zawsze faktyczny, zupełnie inny stan rzeczy. Zaskoczenie, niespodzianka, kompletne zdumienie, czy wręcz szok, gdy czasem z niemałym wysiłkiem w pewne historie trzeba było uwierzyć. I tak to leciało.
- Coś takiego - szepnęła pół zduszonym ze szczerego zachwytu głosem, gdy otrzymała Silithię.
Ułożyła ją na blacie i wykonała kilka mechanicznych zabiegów. A to lekko przycisnęła kciukiem do stołu, a to pozwoliła się jej delikatnie turlać, jakby chciała się upewnić, że jest idealnie okrągła. Ze względu na to co powiedział instruktor, takowa zabawa przedmiotem, tudzież "sprawdzanie go" mogła wydawać się nie na miejscu, jednak była niezbędna by wyturlał się odpowiedni pomysł.
Kiedy spory leksykon poznanych zwierząt, służący za źródło inspiracji przestał się intensywnie wertować, kobieta skoncentrowała się na Silithii. Z utkwionym w gładkiej powierzchni wzrokiem, budowała w myślach obraz małego, futerkowego stworzonka z charakterystyczną dla niego puchatą rudą kitką i sporymi czarnymi oczami. Nabierające wyrazistości zwierzątko unosiło lekko łepek. Bezruch w jakim je Reneei uchwyciła w naturalnych warunkach wynikałby z nasłuchiwania bądź wypatrywania zagrożenia.
Jeśli dobrze zrozumiała, masa materiału pozostanie ta sama, choć zwiększy się jego objętość. Przyjmując za wytyczną i też prawdopodobny czynnik ograniczający wagę porównywalną z ołowianą kulką, większe, zarazem cięższe stworzenia nie wchodziły w grę.
Gdyby ktoś kazał Reneei opisać, co czuła, obracając w dłoniach kulkę silithii, jaki ów materiał jest w dotyku, zapewne brakłoby jej słów w pełni oddających to doznanie.
Idealnie gładki, idealnie okrągły materiał, który dodatkowo zdawał się elektryzować włoski na rękach oraz pobudzać tętniącą w bohaterce manę. Uczucie było całkiem przyjemne i ekscytujące.
Sam proces zmiany kształtu, przypominał rzucanie zaklęć i zdawał się kierować podobnymi zasadami. Oddając kulkę odrobinę magicznej energii, komponentem myślowym poczęła łowczyni kształtować obraz małej wiewiórki o puchatym ogonie. Kształt ten zaś, natychmiast zaczął formować się na jej dłoni....przynajmniej w pewnym sensie.
Błękitna kulka rozdęła się do rozmiaru trzy razy większego, zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniając jednak swej wagi. Pulsująca i falująca powierzchnia poczęła przybierać kształt nieco bardziej płaski i podłużny. Przypominało to formowanie garnka z gliny, miast rąk używając jedynie umysłu. Niestety tak jak i przy garncarstwie, sam proces okazał się dużo trudniejszy niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.
Po kilku sekundach 'formowania' silithia zastygła w kształcie, który przypominał bardziej rozlazłą ogoniastą żabę, niż słodkiego gryzonia.
Rzut oka na towarzyszy poprawił jednak nieco humor po mało udanej próbie, ich dzieła nie wyglądały bowiem wcale lepiej. Jedynie Ini wyglądała na zadowoloną z siebie, do pierwszej próby podeszła bowiem najwyraźniej mało ambitnie, formując kulkę w sześcian o podobnych rozmiarach.
Reneei była pewna jednego, wiewiórka, szczególnie taka w realnej skali, zdecydowanie wykraczał poza jej możliwości. Podczas ambitnej próby zdołała jednak zrozumieć kilka prawidłowości. Przy większym rozdęciu kulki, zwiększaniu jej objętości, trudność uformowania zamierzonego kształtu znacznie rosła. Zapewne przy rozdęciu jej powyżej dwukrotności obecnego rozmiaru, bohaterka nie byłaby w stanie uzyskać nic bardziej wyrafinowanego od prostego kubka. Magiczna energia służyła niczym impuls otwierający połączenie między umysłem, a minerałem. Najmniejsza dawka energii magicznej wystarczała jako impuls, przekazywanie kulce większej ilości na raz zdawało się zatem bezcelowe.
Druga próba podania energii utwierdziła Reneei w przekonaniu, iż formowanie można kontynuować od obecnie uzyskanego kształtu, podając kolejne impulsy. Mimo to, nawet otrzymanie wiewiórki miniaturki miast rozlazłej pseudożaby zdawało się wykraczać poza możliwości bohaterki, niezależnie od tego ile czasu i many poświęciłaby na formowanie.
Vrenowi w międzyczasie udało się otrzymać prosty widelec, Ini przeszła z kolei do piramidy o rozmiarach kurzego jaja. Na dłoni Naef póki co leżało coś, przypominającego miniaturowy łańcuch górski, po jej minie łowczyni mogła jednak wnieść, iż z pewnością nie to jorka planowała uzyskać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum