TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2013-07-17, 18:11
Szmaragdem i złotem
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-01, 02:20   

Rozczarowanie Koleusa nastąpiło po raz kolejny, kiedy to miast ciekawego, zjawiskowego zwrotu akcji doczekał się jedynie nudnej rutyny. Udał się do Krevana, starając się jak najciszej stąpać po trawie, omijając cienkie, suche patyki obumarłych drzew czy gęste krzaki pełne ostrych kolców.

[...]Koleus: Test: Skradanie: k20(17) + 16 - 5 = 28
Sukces


Przeszedł bez większych problemów. Obrał dokładnie tę samą trasę, którą przeszedł jego poprzednik. Długie, precyzyjnie obrane kroki i powolne, delikatne stąpanie na ziemię wystarczyły w zupełności, by krwawy elf nie wywołał żadnego, nawet najmniejszego hałasu. Człowiek pokiwał głową. Otworzył raz jeszcze drzwi i zachęcił do zajrzenia do środka.

Wewnątrz znajdowało się tylko jedno pomieszczenie. Stało tam proste, słomiane łóżko o podejrzanie małym wymiarze. Koleus przebył wystarczająco dużo czasu na terenie Gór Środka Świata, by w mgnieniu oka zauważyć różnicę między posłaniem dla krasnoluda, a elfa czy człowieka. Prócz łoża zauważyć można było również drewnianą skrzyneczkę, która służyła również jako stolik, gromadząc na sobie jakiś czarny woreczek, pustą, szklaną butelkę wyglądającą dokładnie jak ta z krwią, będąca w posiadaniu Krevana, oraz ciemnoczerwone plamy w bliskiej odległości od karafki. Zapach, wciąż unoszący się w powietrzu, zdradzał, że była to krew. Wewnątrz było ciemno. Chatka, mimo prostej konstrukcji nie przepuszczała do siebie ani jednego promienia światła, co również było uwarunkowane tym, że budynek stał w takim miejscu, w którym korony drzew zbite były w jedną, nieprzerwaną ścianę, która blokowała widok na niebo.

- Wybacz, że kazałem ci wtedy zostać - mruknął cicho - ale robię to już z przyzwyczajenia. Wolę nie ryzykować cudzym życiem nawet, jeśli jestem świadomy, że owe życie jest w stanie wybronić się samo, bez niczyjej interwencji.

Puścił drzwi, które same, pchane siłą grawitacji, poleciały na framugę, znów zamykając chatkę. Następnie te same drzwi otworzyły się na kilka centymetrów, by zaraz ponownie zamknąć się, targane delikatną siłą wiatru. Wielkolud wskazał coś palcem, co znajdowało się wzdłuż drugiej ze ścian szałasu. Był to świeżo utworzony grób bez żadnego znaku, tabliczki czy napisu.

- Mamy go. Na szczęście dla nas pozostał w nienaruszonym stanie.

Rzekł, a następnie wydobył z kieszeni małą łopatkę i wbił ją w ziemię.

- Trzeba go spalić. Nie chcę, by taki wybryk psuł mi reputację. Honor honorem, ale te gnidy wciąż potrafią być cholernie przebiegłe. Zrób coś dla mnie. Obserwuj okolicę, dopóki nie skończę kopać.

Koleus bez słowa zaakceptował polecenie wielkoluda. Niestety, wciąż nie wydarzyło się nic, co mogłoby przerwać tę stagnację, która negowała okazje do wykazania się, do dania upustu swojej sile i frustracji. Nic. Krevan kopał potwornie szybko, mimo małych rozmiarów narzędzia. W jego dłoniach łopatka wyglądała jak dziecinna zabawka, ale mimo to zdołał wykopać dół, a następnie chwycić coś na jego dnie i wyszarpnąć z ziemi, niczym dojrzałą marchew.

Tym czymś, co wyciągnął z ziemi, był niesamowicie blady człowiek o braku jakichkolwiek oznak życia. Jego skóra była obciągnięta na kościach, a czarne ubranie, które miał na sobie, przypominało te, w które ubrany był osobnik, który naszedł Koleusa. Szata ta była pokiereszowana kilkoma cięciami i pchnięciami ostrza, przez co ongiś dostojna, teraz stanowiła jedynie poszarpaną szmatę, z trudem wiszącą na jego ciele.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-01, 02:30   

Słysząc słowa, które wielkolud doń skierował, elf nagle poczuł, że wszystkie negatywne emocje wyparowały. Wybaczył Krevanowi w mgnieniu oka. Uśmiechnął się do niego w odpowiedzi i nic nie powiedział.

Elf kiwał głową przy każdym poleceniu człowieka i starał się je wypełniać solidnie.

Trup wyglądał jak trup. Był przerażająco zwyczajny. Z tym, że ten jakoś nie ulegał rozkładowi. Ciało zaczyna się już psuć po paru dniach, a to wyglądało jak świeżo zakopane. Choć z drugiej strony Koleus zostawiał upapranych od krwi nieboszczyków, więc mógł się mylić.

-Nazbierać drewna?- zapytał. Jedynie to mu przyszło do głowy, bo jak inaczej spalą ciało. Nic innego do roboty się nie zapowiada, więc i coś takiego Koleus może zrobić, ale tylko w tedy gdy dostanie takie polecenie.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-01, 03:17   

Wielkolud wykrzywił usta w uśmieszku, słysząc propozycję elfa. Zaraz potem pokiwał jednak przecząco głową, a jego ręce, wciąż wyprostowane na wysokości głowy i trzymające martwe, wampirze cielsko, zadygotały, strzepując resztki ziemi z trupa.

- Nie potrzebujemy drewna, pogodę mamy idealną. Wampira można zniszczyć na kilka sposobów. Najszybszym z nich jest odłączenie głowy od ciała. Można też przebić mu serce posrebrzaną bronią. No i oczywiście spalić. Spalenie jest najskuteczniejszym wyjściem. czy to za pomocą wznieconego ognia, czy za pomocą promieni słonecznych. Wampiry nie przepadają za słońcem.

Jego oczy wpatrywały się groźnie w zimne truchło, jakby chciał je przekonać, że nie warto nagle ożywać i siać dalszego spustoszenia. Trup najwidoczniej się posłuchał, gdyż cała jego mechanika ciała ograniczona była do subtelnego wywijania kończynami ilekroć Krevan szarpnął cielskiem.

- Wzniecanie ogniska w takim zarośniętym miejscu mogłoby nieść ze sobą tragiczne skutki. Spalony słońcem wampir nie zajmuje się jednak ogniem, a raczej wykrusza się na tysiące małych, szarych kawałeczków, niczym papier po spotkaniu z ogniem.

Odchrząknął.

- Nie jesteśmy sami.

Wyciągnął nóż zza paska. Był szeroki i misternie zakrzywiony, z uchwytem z czarnej, szorstkiej skóry. Jedna ręka wystarczyła Krevanowi w zupełności, by udźwignąć ciężar wampira. I nagle zamarł.

- Stać! Odrzuć nóż, natychmiast!

Cudzy, męski głos wydobywający się gdzieś zza pleców Koleusa zaskoczył go w zupełności. Obrócił się przez ramię, widząc znajomą postać. Kaeth, ubrany na czarno wampir, stał trzydzieści metrów od nich, trzymając w obu dłoniach napiętą kuszę.

Wielkolud wysunął prawą dłoń na bok, ostrze noża kierując w dół. Niedoszły pracodawca Koleusa celował bronią to w elfa, to w Krevana. Jego dłonie drżały. Z podekscytowania albo ze zmęczenia, albo jedno i drugie.

- Bo przedziurawię jak sito!

Jego głos był tak samo suchy i nieprzyjemny jak przedtem, jednak tym razem lekko odżył, targany emocjami.

- Jest na głodzie od wielu dni - rzucił cicho Krevan. - Nie ma siły, zresztą zobacz, jak operuje tą kuszą.

- Cicho mi tam! - pisnął wampir, niemal podskakując.

- Rozbroić go czy od razu zabić? - zapytał cicho. - Chyba chciałeś z nim wyrównać rachunki, czyż nie?

Kaeth znów krzyknął, tym razem coś nieartykułowanego. Jego postura stała się jeszcze bardziej zgarbiona, niż przedtem, a ręce ponownie się zatrzęsły. Koleus, jak i sam Krevan stali niedaleko chatki, która mimo topornej budowy wydawała się wystarczającą osłoną przed wszelakimi pociskami, jakie mogła wystrzelić kusza mężczyzny.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-02, 19:16   

Elf z uwagą słuchał Krevana. Nigdy do nikogo nie czuł takiego respektu i uważnie słuchał słów wielkoluda. Traktował to bardziej jak lekcje niż ciekawostkę.

Teraz znów pojawił się wampir. Jak to człowiek stwierdził "na głodzie". Dokładnie ten, który ostatnim razem mu uciekł. Ten widok ucieszył ogromnie Koleusa.

Jego mięśnie naprężyły się do skoku. W głowie ułożył sobie plan, ruszy gwałtownie zygzakiem robiąc około pięć kroków w prawo potem w lewo, poruszając się na ukos aby utrudnić strzał przeciwnikowi. Kiedy ten wystrzeli i będzie ładować następny bełt trasa elfa zamieni się na prostoliniową w stronę celu.

Już miał ruszyć, kiedy w jego głowie uderzył o blokadę sprzeciwu. Zahuczały mu słowa Krevana "masz robić wszystko, co ci powiem". A jeszcze mu nie pozwolił.

Zagotowało mu się w głowie. Ledwo się powstrzymał. Jego żądza krwi już go ogarnęła i tylko popatrzył na wielkoluda oczami jej pełnymi i zapytał. -Mogę go zabić?-

Gdy tylko zobaczy, usłyszy aprobatę, zrealizuje swój plan.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-03, 00:07   

Widok wampira ucieszył Koleusa. Przeciwnik wniósł powiew świeżości do jakże nudnego rekonesansu w leśnym gąszczu. Nawet, jeśli ów wampir uzbrojony jest w kuszę wycelowaną prosto w pierś elfa.

- Jasne - skomentował człowiek. Opuścił nóż trzymany w jednej z dłoni, wciąż jednak mając przed sobą wybrudzone ziemią wampirze truchło.

Koleus nie potrzebował niczego więcej. Popędził gwałtownie przez siebie, zygzakiem zbliżając się do oponenta. Biegł szybko, mimo zmęczenia podróży i ran odniesionych w pojedynku.

- Jeszcze jeden krok i...

Krwawy elf nie posłuchał. Usłyszał nagle dźwięk zwalnianego bełtu, a następnie świst lecącego pocisku.

[...]Inicjatywa:

Koleus: 27
Kaeth: 22

Koleus: Bieg (15 PI)

Kaeth: Władanie: Kusza: k20(14) + 15 + 8 (celowanie) - 2 (odległość) = 35 // ST = 27 + 8 (bieg) - 5 (zmęczenie) = 30/52
Sukces, trafienie w zbroję
Obrażenia: 4k12(4 + 1 + 7 + 5) + 2 = 19 - 25 = 0
Kaeth: Wyciągnięcie broni

Koleus: 12 PI
Kaeth: 9 PI


Elf był zbyt zmęczony, by dać z siebie wszystko. Wciąż jednak miał wystarczająco siły i determinacji, by w błyskawicznym tempie skrócić kilka, kilkanaście metrów dystansu dzielącego go od przeciwnika. Wiedział, że zakapturzony człowiek zaraz wystrzeli z kuszy w jego stronę i jedyne, co może go uratować, to własny refleks.

Nie zdążył. Bełt trafił go prosto w klatkę piersiową z takim impetem, że ten odrzucił go na półtora metra do tyłu. Metal zaklekotał, a kilka żelaznych pierścieni odleciało z kolczugi, radośnie wpadając w gęstą trawę. Elf nie odczuł bólu. Instynktownie dotknął miejsca, gdzie został trafiony, jednak ku jego zaskoczeniu pocisk nie wyrządził jakichkolwiek szkód, mimo wszelkim opowieściom, że nawet świeżo upieczony nabywca kuszy jest w stanie trafić i przebić się przez mocną, stalową zbroję aż do serca. Tak jednak się nie stało. Koleus wciąż stał na własnych nogach, a wampir, zaskoczony z nieudanego manewru, odrzucił kuszę i wyciągnął zza czarnego płaszcza krótki miecz, którym zaczął energicznie wymachiwać. Z niezłą gracją, jak na osobnika, który jest "na głodzie".

Dystans między nimi skurczył się do czternastu metrów.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-03, 00:19   

Koleus zaklął pod nosem. Miał nadzieję, że uda mu się obejść bez bełtu w ciele. Tak się napalił na wampira, że zapomniał o bagażu na plecach. Szybko jednak naprawił swój błąd i zrzucił na ziemię wszystko, co miał na sobie niepotrzebnego.

Przeciwnik nie miał widocznie zamiaru korzystać już z kuszy, więc elf nie martwił się o to, że stanie się łatwym, nieruchomym celem.

Po zrzuceniu dobytku ruszył na przeciwnika kończąc to co zaczął. Miał zamiar wykorzystać impet rozbiegu do wzmocnienia jego ciosu. Szarżował na chudzielca z zamiarem zabicia go.

Miecz i gracja z jaką nim machał dodawała tylko chęci do walki. Chciał pokazać Krevanowi, że coś potrafi.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-03, 00:53   

Plecak wraz z zawartością poleciał na ziemię. Elfowi od razu zrobiło się lżej, jednak wciąż ciążyła mu zbroja. Tej jednak pozbywać się nie zamierzał, wszak zawdzięczał jej zanegowanie sporej ilości bólu. A sił witalnych nie miał wcale aż nadto.

[...]Koleus: Ruch
Kaeth: Gotowość

Koleus: Szarża piesza: k20(16) + 34 + 5 - 5 (zmęczenie) = 50 // ST = 25
Trafienie krytyczne
Obrażenia: 2x(k4(3) + 3 + k2(1) + 3 + k2(1) + 3 + k2(1) + 3 + k2(2) + 3 ) - 3 =
43


Nie oglądał się za siebie. Nie patrzył na reakcję Krevana, który widział, że elf, mimo tego, że przyjął na siebie bełt, wciąż parł do przodu z nie mniejszą determinacją. Wielkolud nic nie krzyczał. Wręcz przeciwnie. Milczał tak, jak zawsze, pozostawiając w centrum uwagi jedynie Koleusa i jego przeciwnika, wampira Kaetha. Ten czekał, aż elf podejdzie. Zgiął się, opuścił miecz, którym miał zaraz wymierzyć cios kończący tę walkę. Najpierw jednak zaatakował krwawy. Z piorunującym skutkiem.

Jego pięść poleciała błyskawicznie na twarz oponenta. Ten nie zdążył się uchylić, odskoczyć, czy zrobić cokolwiek, by w ogóle zareagować. Cios był błyskawiczny, zaskakująco inny, niż to, czym reprezentowało sobą same ciało. Pięść najeżona kolcami wbiła się w gębę człowieka. Rozerwała starą, bladą skórę, skruszyła czaszkę na setki kawałeczków. Całemu temu aktowi nie towarzyszyła jednak znana, satysfakcjonująca krew, która w tym momencie powinna była tryskać ze wszystkich możliwych części twarzy, czy raczej tego, co z niej zostało. Oczodoły wbiły się do środka, docierając do mózgu i stamtąd uciekając jeszcze dalej, przez uszy. Wampir jęknął, niesiony siłą uderzeniową. Poleciał do tyłu, na plecy, przestając wydawać jakiekolwiek znaki życia. Jego facjata była rozłupaną czaszką ozdobioną strzępami skóry i kawałkami czarnych włosów. Walka błyskawicznie dobiegła końca.

- Dlatego nie chciałbym cię mieć za przeciwnika w normalnym starciu - wtrącił Krevan spokojnym głosem. - Ten był cholernie słaby, aż dziw bierze, że wciąż zachowywał siłę woli, by nie rzucić się wtedy na ciebie w głodzie krwi.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-03, 12:43   

Elf poczuł małe rozczarowanie z powodu braku krwi. Przyzwyczajony był do niej od najmłodszych lat. Teraz, gdy jej zabrakło poczuł jakby to nawet nie była walka. Jedyne co mu o tym mówiło to bełt wystający z jego zbroi i ciało leżące na ziemi.

Uśmiechnął się w stronę Krevana i rzekł -Aż wstyd, że zdołał mi uciec za pierwszym razem.-

Lecz czym był owy głód? Co to miało znaczyć? Jaka siła woli i jakie rzucenie się. Przecież zaatakował ich. Elf nigdy nie słyszał o wampirach tyle by zdołał odpowiedzieć sobie na te pytania. Właściwie można by powiedzieć, że zupełnie nic o nich nie wiedział, nie licząc tego co dotychczas mu powiedział wielkolud.

Wszystko wskazywało na to, że zagrożenie które na nich czyhało właśnie leżało z zdeformowaną głową. Dlatego elf zaczął wypytywać łowcę -Czym właściwie jest ten głód? Ile potrzebują krwi żeby się najeść?- Elf wyobraził sobie ile on by musiał jej wypić by zastąpić pożywienie. -Jedzą coś oprócz krwi?-
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-03, 23:04   

- Pewnie nie być uzbrojony, mógł być przekonany, że wysłuchasz jego propozycji.

Krevan podniósł z powrotem ostrze ku górze. Truchło wampira wisiało już trzymane przez jego rękę przez dłuższą chwilę, ten jednak nie wyglądał, jakby zmęczył się choć odrobinę. Przyłożył broń do szyi martwego człowieka, a następnie energicznie szarpnął. Strzeliły kości, ścięgna rozerwały się, a głowa poleciała niczym mała, szmaciana piłeczka. Wyglądało to jakby Krevan odcinał koronę uschniętego kwiatu, a nie łeb twardego, zimnego cielska, skrytego za skorupą z ziemi, ubrań i mięśni.

- To jest głód jak ten zwykły, ludzki. Wampiry oczywiście żywią się krwią, a kiedy jej nie mają, marnieją, a w pewnym momencie tracą kontrolę nad swoim ciałem i rzucają się na pierwszego lepszego człowieka czy zwierzę, w żyłach której cyrkuluje krew. To jest bardzo podobne do "naszego" głodu. My też, jak jesteśmy na granicy śmierci z głodu, zrobimy wszystko, by zdobyć coś do jedzenia.

Podniósł wyżej cielsko i przerzucił je przez ramię. Głowę chwycił za włosy i podszedł do drugiego trupa, powalonego przez Koleusa.

- Drobnym wampirom wystarczy jeden dorosły człowiek, a nawet i jakieś większe zwierzę. Krew tych drugich nie jest takim rarytasem jak ludzkim, toteż łatwiej wyżywić się na ludzkim trupie. Ci bardziej zaawansowani w wampiryzmie mogą polować tylko na istoty rozumne i potrafią gromadzić większe zapasy krwi w swoim organizmie.

Drugą, wolną ręką chwycił "martwego" Kaetha za płaszcz, wyrywając mężczyznę do góry. Nie odciął jego głowy, tylko od razu przerzucił jego truchło przez to samo ramię, na którym wisiał już poprzedni wampir, ponoć znacznie silniejszy. Koleusowi nigdy już nie będzie dane doświadczyć tego.

- Wampiry mogą też używać tej krwi, by korzystać ze swoich mocy. O dziwo, pogłoska o przemianie w nietoperza nie jest tylko czczą plotką. Oni faktycznie potrafią dokonać takich rzeczy, a nawet i więcej. Chodźmy stąd. Jak szliśmy w tę stronę, minęliśmy fajną, otwartą polankę. Tam też się udamy.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-03, 23:15   

El przyglądał się czynnością Krevana i uważnie go słuchał. Wszystko co człowiek mówił było interesujące. Wczoraj elf by nie uwierzył ani w jedno słowo. Dziś jednak sporo widział a wątpił, że wielkolud mógłby kłamać. Co prawda nigdy nikomu nie ufał, to jakoś słowa człowieka, choć pełne niezwykłości, docierały do Koleusa jako prawdziwe.

Nie wątpił ani w jedno słowo.

Na ostatnie zdanie kiwnął głową zgadzając się i dodał krótkie -Więc chodźmy.- Nie zapytał dlaczego nie odciął głowy drugiemu, ani dlaczego nie dał mu nieść jednego ciała. Przecież nie był na tyle zmęczony aby nie dać rady nieść truchła. Wolał jednak zostawić wątpliwości dla siebie. Tak staruszek postanowił, więc trzeba było to zaakceptować.

Udał się po prostu za towarzyszem.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-04, 01:41   

Koleus nie kwestionował poczynań wielkoluda. Ufał mu w wystarczającym stopniu. Uczucie to nie było codziennym zjawiskiem, podobnie jak lwia część tego, co spotkało Koleusa przez ostatnie dni. Wędrówka po dalekich od cywilizacji terenach Erxen pozostawiała świadomość, że zarówno krasnoludzkie miasta, jak i tereny Imperium pozostawały bardzo cywilizowanymi miejscami.

Poszli. Mimo obciążenia Krevan wciąż pozostawał trudnym do dogonienia. Może dlatego sam zdecydował się zabrać cały ciężar? By jak najszybciej wykonać zadanie i rozprawić się z dwójką wampirów?

Minęło może parę minut. Wystarczająco, by Koleus zdążył się zreflektować, że bełt wbity w jego klatkę piersiową wciąż tam tkwił, zaplątany w kółko kolczugi. Dotarli do polany, na którą biły solidne promienie południowego słońca. Polana ta była wprawdzie dość mała, bo o powierzchni może dwustu metrów kwadratowych, ale było to wystarczające, by dopełnić dzieła. Krevan westchnął, ściągając z barku dwójkę mężczyzn, a następnie bez zbędnych ceregieli wszedł do oświetlonej części i zrzucił truchła w wysoką trawę.

Efekt był piorunujący. Zarówno jeden, jak i drugi zaczęli natychmiastowo syczeć, a gęste kłęby jasnego, wręcz białego dymu poczęły ulatywać z ciał. Najlepiej obrazowała to odcięta głowa, która w kilka chwil zaczęła tracić ostrość rys swej twarzy, która błyskawicznie zapadała się w siebie, a wręcz "rozpuszczała" na czynniki pierwsze. Wyglądało to, jakby obaj płonęli w niewidzialnym ogniu, tylko że w tym przypadku czerwone płomienie nie obejmowały ciał, a czas zdawał się płynąć zaskakująco szybko.

Po chwili z głowy potraktowanej dekapitacją pozostał jedynie suchy, szary proch, niczym popiół. Ciała zachowały natomiast jedynie ubrania leżące teraz luźno na ziemi. Dwójka wampirów przestała istnieć.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-07, 15:03   

Koleus patrzył jak ciała dwojga wampirów spaliły się na słońcu. Było to iście fascynujące. Czegoś podobnego nigdy wcześniej nie widział. Stał tak i patrzył a jego oczy świeciły się jak płomienie. To było po prostu piękne.

Zafascynowany zapomniał nawet o bełcie. Gdy cały proces się skończył dopiero po paru sekundach otrząsnął się i zwrócił na niego uwagę. Musiał go jakoś wyjąć. Kolczuga okazała się na prawdę przydatna.

Chwycił za grot i szarpnął próbując wydobyć go ze zbroi.

-Co dalej?- zapytał majstrując przy usuwaniu niepotrzebnych naddatków ze swojego wyposażenia.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-08, 23:13   

Widok niknących w oczach wampirów zrobił spore wrażenie na Koleusie, który nigdy wcześniej nie doświadczył takiego fascynującego zjawiska. Krevan stał nieruchomo, a jego twarz nie wyrażała większych emocji. Jedynie kiedy ciała już dogorywały, wielkolud odwrócił głowę za siebie, skąd przed chwilą przyszedł wraz z elfem.

- Dalej już nic.

Odparł krótko, podchodząc do resztek ubrań. Przykucnął chwycił jedne, potem drugie, zawinął na ręce i wstał. Bełt, z którym mocował się Koleus, nie zagłębił się na szczęście w skórze, przez co usunięcie go było w miarę prostym, a przede wszystkim bezpiecznym sposobem. Nawet, jakby grot pocisku odleciał, to ułamany kawałek nie wyrządziłby żadnej krzywdy Krwawemu. Kilka szybkich szarpnięć, dźwięk pękającego drewna i po chwili bełt znalazł się w dłoni, pozostawiając w miejscu uderzenia nieprzyjemną dziurę spowodowaną przerwaniem kilku metalowych pierścieni. Nic, czego sprawny kowal nie naprawiłby w kilka chwil. Płaszcz i koszula, którą również nosił, też przedstawiały pewne oznaki zniszczenia. Ten pierwszy miał zwykłą dziurę, ten ostatni - delikatne rozerwanie materiału.

- Teraz nasze drogi rozejdą się, Koleusie. Nie wiem, jak bardzo zawiniłeś, ale ta tarcza w twoim posiadaniu świadczyła tylko o tym, że ktoś może planować ją odzyskać. A nietutejszego elfa o czerwonej skórze łatwo wypatrzeć spośród tłumu półelfich rolników.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-08, 23:32   

Znów temat wrócił do tarczy. Ileż ona mu kłopotów do tej pory przyniosła. Zabrał ją z myślą o wzbogaceniu się, a zamiast tego na każdym kroku mu przeszkadzała. W dodatku zostawił ją w miejscu gdzie ktoś przypadkiem mógłby ją znaleźć. Dlatego w tym momencie elf postanowił, że wróci po nią i schowa lepiej. Poprzednim razem mu się spieszyło, jednak teraz prawdopodobnie jedyne co miał to czas. Musiał ją gdzieś głęboko zakopać, bo w tedy nikt przypadkiem nie natrafi na kawał żelastwa.

-Ano. Można by rzec, że kłopoty mogę mieć nie małe. - westchnął. Bardzo chciał mu powiedzieć żeby go wziął ze sobą, żeby pozwolił mu pójść z nim.

-To ja już pójdę- uśmiechnął się smutno do wielkoluda -Pójdę sobie o... tam.- wskazał stronę gdzie zakopał tarcze i ruszył w tamtym kierunku. - Dzięki i do zobaczenia.-

A przynajmniej Koleus miał taką nadzieję.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-14, 19:04   

Tarcza okazała się nieść więcej problemów, aniżeli korzyści. Koleus zdążył się o tym przekonać już wielokrotnie, za każdym razem z innego źródła, w innym miejscu, z inną siłą. Element ekwipunku, który elf pozostawił w krzakach w niebezpiecznej odległości od wioski, musiał zostać zabrany gdzieś dalej, by zapewnić Krwawemu spokój sumienia.

Do miejsca, do którego chciał udać się Koleus, prowadziła ta sama droga, którą wraz z Krevanem przebył w poszukiwaniu wampira. Dopiero przy obejściu palisady wioski należało minął wejście, iść dalej przed siebie, aż natrafi się na szukaną lokację.

Tak też zrobił. Wraz z wielkoludem udali się tą samą drogą, tym razem odrobinę spokojniejszym, wolniejszym krokiem. Kiedy przystanęli przy wejściu do wioski, Krevan pożegnał się krótko, po czym udał się do wnętrza. Koleus poszedł dalej. Zapamiętał drogę wystarczająco, by bez dłuższego błądzenia odnalazł drobną polankę, krzewy, czy nawet kamień, na którym przysiadł Kaeth. A w jednym z tych krzaków, tak, jak zanotował w pamięci krwawy elf, głęboko pod gęstwiną pędów i listowi, znajdowała się tarcza.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-15, 21:23   

Elf oczekiwał innego pożegnania. Miał nadzieję na... sam nie wiedział co. Czuł duży niedosyt, chciał jeszcze chwilę pobyć z Krevanem. Chciał iść z nim na inne, trudniejsze zadanie. Ale był ewidentnie za słaby. Musiał to zmienić.

Od początku swej podróży marzył tylko o zabijaniu. By to osiągnąć musiał stawać się silniejszy, tym razem zmieniło się to w główny cel. Postanowił odwiedzić Krevana kiedy już stanie się lepszy.

Na razie musiał zająć się swoimi kłopotami. Zabrał tarczę, po czym ruszył idąc lasem, by już nikogo nie spotkać na drodze. Szedł szybko starając się szukać gęstej roślinności i znaleźć odpowiedni grunt do zakopania tarczy. Sprawdzał też ślady by nie było ich tyle, coby kogoś je zainteresowały.

To powinno zmniejszysz prawdopodobieństwo jej odnalezienia.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-17, 13:15   

Koleus mógł jedynie liczyć, że w niedalekiej przyszłości uda mu się raz jeszcze spotkać z Krevanem. Wizja zademonstrowania mu jego umiejętności, tym razem solidniejszych i bardziej wyćwiczonych, była wystarczająco zachęcająca. A Góry Środka Świata nie leżały wcale tak daleko, czyż nie?

Wygrzebał tarczę spośród cierni gęstego krzewu. Znów poczuł jej ciężar, nie tylko ten fizyczny, ale i ten mentalny, że trzyma przy sobie piętno widzialne z daleka. Co mogło mieć bardzo niebezpieczne konsekwencje. Chwycił ją pewniej i poszedł. Nie przez wydeptane drogi, a przez dziką, gęstą gęstwinę lasu. Początkowo były to jedynie wysokie trawy i karłowate rośliny, jednak, jak to doskonale opisuje pewno przysłowie: im dalej w las tym więcej drzew. Drzewa byłyby jeszcze przyjemną wersją, jednakże w przypadku Erxeńskich lasów, przez które przebijał się Koleus, dominowały raczej wysokie krzaki pełne ostrych cierni.

Śladów, prócz kilkunastu złamanych gałązek i innych pędów pod naporem butów, nie zostawił. A przynajmniej tak mu się stawało, wszak jego wiedza na ten temat była mniej niż znikoma. Po pół godziny dość wolnego marszu elf trafił na miejsce, które mogło być idealną kryjówką. Nie mógł sobie wyobrazić nikogo, kto dobrowolnie chciałby udać się w miejsce, w którym właśnie stał - otoczone wielkimi, dwumetrowymi krzakami, z trawą sięgającą do kolan i strzelistymi koronami drzew, które dusiły dochodzące promienie słoneczne. Ziemia pod stopami Koleusa wydawała się być łatwa do rozkopania, aczkolwiek bez odpowiednich narzędzi każde podłoże będzie wymagać poświęcenia większej ilości czasu, by wykopać dół wystarczający do pochowania tarczy. Dość sporej, swoją drogą.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-17, 15:35   

W tej chwili, najwięcej czego miał Koleus to był czas. Nie śpieszyło mu się nigdzie. Nie był z nikim umówiony, nikt go już nie śledził, przynajmniej taką miał nadzieję. A już na pewno nikt na niego nie czeka nigdzie. Pozostał mu już tylko czas dla siebie.

Ściągnął z siebie cały swój dobytek, aby pracowało mu się lżej. Wyjął z pochwy miecz i przy jego pomocy zaczął kopać. Nie obchodziło go w sumie jak długo mu zejdzie. Musiał dobrze zakopać tarcze i jakoś jeszcze zamaskować to miejsce.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-17, 16:21   

Krwawy elf nie spieszył się nigdzie, nie musiał działać pod presją czasu. Wykopanie dołu w ziemi mogło potrwać nawet i kilka godzin, byleby ukryć tarczę przed światem. Bez dłuższego namyślania się zdjął plecak, kolczugę, wyciągnął miecz. Nie była to najlepsza rzecz do czynności ogródkowych, jednak zawsze lepsze to niż pracowanie gołymi rękami.

Najpierw ściął trawę. Ostrze było w nienagannym stanie, toteż cały ten zabieg trwał kilka chwil. Gorzej było z kopaniem. Ziemia była wprawdzie sprzyjająca, ale miecz łopatą nie był. Nie spieszył się. Robił to dokładnie, solidnie, by mieć pewność, że dobrze ukryje rynsztunek.

Minęła godzina, może półtora. Przez ten czas zdołał stworzyć zadowalający, dość głęboki wykop. Tarcza mieściła się bez problemu, zostawiając jeszcze kilkanaście centymetrów ziemi nad sobą. Wystarczająco. Koleus przykrył jeszcze całość trawą, sporym konarem leżącym nieopodal. Trzeba było przyznać, że miejsce zostało zamaskowane idealnie i wprost nie da się wyobrazić, jakoby ktoś miał przez przypadek, czy nawet umyślnie odnaleźć ciężką tarczę z herbem rodowym. Nie w takich warunkach, nie w schowanym dole, z dala od najbliższej cywilizacji, czy nawet zwykłej ścieżki.

Elf nie zmęczył się. Pracował na tyle spokojnie, że nie miało to sensu, by tracić siły na dalszą drogę. Tylko co zamierzał robić dalej? W którą stronę się udać? Koleus poszukiwał siły. Chciał być potężniejszy w walce, by po raz kolejny stawić czoła Krevanowi. Ale skąd miał czerpać wiedzę?

Wiedział jedno. Niczego nowego nie nauczy go rustykalna głusza zachodnich terenów Erxen.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2013-07-17, 17:39   

Czyżby osiągnął cel swej wędrówki? Czy właśnie tego szukał? Celu?

Musiał stać się silniejszy. Musiał dopracować swoje umiejętności. Chciał podszkolić się trochę by walka z Krevanem nie była tak jednostronna. Nie mogło być tak, że elf nie miał zupełnie szans. Chciał zasłużyć sobie na szacunek.

Ta kraina była dzika. Ludzie mieszkali w wioskach i niewielu zapewne zajmowało się walką. Tu raczej nie zdoła nic osiągnąć.

Musiał zawrócić.

Jego celem było miasto Gwynn. Nim zacznie szukać wielkoluda musi co nieco się dowiedzieć o paru rzeczach. Nazwa natomiast "miasto" sugerowała mnóstwo możliwości.

Przy następnym spotkaniu postara się bardziej. Z takimi myślami i z szerokim uśmiechem pozbierał swoje rzeczy, spojrzał ostatni raz na miejsce gdzie zakopał tarcze i powiedział na głos -Żegnaj-.

Żegnaj tułaczko bez celu, żegnajcie większości kłopotów, żegnaj strachu przed pościgiem. Oczywiście te kłopoty nie zniknęły, przestały tylko stanowić pierwszy plan.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-07-17, 18:11   

Siła była jego priorytetem. Tak, jak kiedyś wystarczyło mu, że zabijał każdego na swojej drodze, tak też po spotkaniu z Krevanem jego życie odmieniło się. Napotkał osobę, która przewyższała go w jego sztuce mimo, że nie specjalizowała się w niej. Elf dostał porządną lekcję. Nie miał zamiaru poprzestawać na tym, co potrafi na chwilę obecną. Zwykłe ciała chłopów czy cherlawych szlachciców nie mogły się równać z wyćwiczonym, szybkim i silnym Krevanem. A to dopiero początek. Wszak co, jakby elf spotkał kogoś, kto całym życiem tkwił w wojaczce na pięści? Co, jakby ktoś prócz doskonałego wyszkolenia był jeszcze uzbrojony w solidny pancerz? Koleus był dopiero na początku swej drogi. Nie wiedział, skąd wziąć wiedzę. Wiedział za to, gdzie może jej szukać.

Kołtuńska okolica pełna zabobonów, prostoty i zwykłych rolników to ostatnie miejsce, gdzie Koleus powinien pozostać. Potrzebował udać się do miasta. Do takiego, gdzie prym wiedzie nauka i postęp, a nie palenie czarownic i fanatyczni przywódcy wsi. Najlepszym wyborem byłyby Góry Środka Świata.

- Żegnaj.

Jego głos rozwiany został przez wiatr i uleciał jeszcze daleko, wysoko, przebijając się przez gałęzie drzew, wymijając liście, aż w końcu znikając gdzieś wysoko, wysoko.

Przywdział kolczugę, zapakował sprzęt. Chwycił pewniej plecak i założył go. Był ciężki, ale ten ciężar go nie zniechęcał. Potwierdzał to, że wyprawa wgłąb Erxen nie była bezcelowa. Zbyt dużo się nauczył, zbyt dużo bogactw uzyskał.

Ostatni rzut oka na zakopaną tarczę.

Momentami nawet za dużo.


Sesja zakończona!

Koleus otrzymuje 2500 punktów doświadczenia!


[...]Koleus udaje się na zachód, w stronę Gór Środka Świata.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group