Wysłany: 2012-12-15, 11:32 [Legenda] Prawo pięści - prolog
" Prawo bez przemocy jest bezsilne."
Blaise Pascal
" Kto ma siłę, ma i prawo."
Johann Wolfgang Goethe
25 Lunos 1821 Civitas
Był ciepły letni poranek panna Jenne siedziała przy swoim biurku i czyniła ostatnie przygotowania do lekcji. Pozostało niewiele czasu nim wpadnie tu klasa IIb. Młoda nauczycielka lubiła tą klasę. Jej uczniowie byli dobrze ułożeni i bystrzy, no może poza Jonatanem. To nie zwykłe, że syn barona mógł być tak tępy. Może teorie głoszone przez zwolenników republiki, że błękitna krew jest tylko wielkim kłamstwem służącym utrzymywaniu mas pracującym w ryzach, są prawdą. Dywagacje panny Jenne przerwał dzwonek, odgłos tupotu małych nóżek i szurania krzeseł.
- Dzień do...
Słowa nauczycielki znikły, gdy wybuchło chóralne i entuzjastyczne:
Dzień dobry panno Jenne!!!
Nauczycielka uśmiechnęła się. Zaczęło się i już nic tego nie powstrzyma. Stanęła specjalnie tak, aby herb miasta znajdował się tuż za nią. Złota tarcza podtrzymywana przez dwa byki na której widniała podkowa.
- Jutro nasze miasto obchodzi ważne święto. Kto przypomni dlaczego?
Odpowiedział jej po raz kolejny chór
- Na pamiątkę komendanta Vincenta Mejera i jego córki Mary zamordowanych bestialsko prze tchórzliwego elfa Radoka trzysta lat temu.
- Doskonała odpowiedź w naszej historii pojawia się jeszcze jeden elf. Zna ktoś jego imię?
Specjalnie spojrzała w okno ignorując pierwsze pięć rączek w górze. Była wśród nic oczywiście ręka Ralfa, zdawało się, że ten chłopak zawsze zna odpowiedź na pytanie. Nim jednak reszta klasy zdążyła się zastanowić Ralf nie wytrzymał i krzyknął:
Koleus wędrował wieczorem po mrocznych zaułkach miasta. Wracał do karczmy "Pod uśmiechniętym antałkiem", aby wypełnić swoje obowiązki. Praca była nudna od czasu, gdy rozprawił się z awanturującym krasnoludami nikt więcej nie odważył się wywołać rozróby, jednak miał otrzymać za nią godziwą zapłatę. Miał być to ostatni dzień tej nudnawej fuchy. Elf zachował tę robotę ponieważ musiał wydobrzeć po spotkaniu z ożywionym gargulcem pięć dni temu. Koleus do tej pory nie potrafił wyjaśnić dlaczego ten przeklęty kawał skały ożył. Na szczęście dzisiaj balwierz zdjął już mu ostatni szew z rany i czuł się jak nowo narodzony. Już nic go tu nie trzymało, mógł ruszyć w dalszą podróż. Czuł się rozdrażniony od pamiętnych wydarzeń w świątyni nie miał okazji wbić swoich kolców w cokolwiek. Sytuacji nie poprawiała świadomość, ze jego towarzysz leśny elf Radok zapadł się jak kamień wodę. Po łowcy nie było żadnego śladu, pewnie zgarnął jakaś nagrodę i zwiał by się nią nie dzielić. Koleus czuł, ze jeśli za raz nie wyładuje gniewu to oszaleje. Pozostało jeszcze jakieś dwadzieścia minut nim dotrze do karczmy, mógł się zastanowić co zrobi jak skończy robotę.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Ostatnio zmieniony przez DarkLord 2015-01-11, 18:50, w całości zmieniany 2 razy
Kości Koleusa były niecierpliwe. Swędziły go pięści na których pojawiają się zazwyczaj kolce, pozostawiając malutkie blizny, które niby znikają po pewnym czasie, jednak pojawiają się zbyt często, by zdążyły zniknąć.
Tym razem trwało to nazbyt długo.
Najchętniej wbiłby swoje ciernie w głowę leśnego elfa przez którego nabrał respektu do skał. Od tamtej chwili nie lekceważył nawet rzeźb. Jak się okazało mogły być zabójcze.
Od śmierci ojca prowadził koczownicze życie i czuł, że siedzi tu już za długo. Ludzie nabrali respektu i nikt już nie chciał go prowokować.
Zaczynało być nudno. To zwiastowało tylko jedno, czas ruszyć z miejsca.
Koleus przemierzył już połowę drogi do karczmy. Ku swojemu nie zadowoleniu nie spotkał po drodze ani jednej żywej duszy na której mógł wyładować swój gniew. Blizny po kolcach swędziały niemiłosiernie domagając się krwi.
Krwawy elf skręcił w kolejny zaułek i usłyszał za sobą ciche kroki. Dźwięk był o wiele cichszy niż analogiczny wydawany przez bohatera. Odgłos kroków wzmacniały wyraźnie kostki brukowe. Wyglądało na to, ze ktoś podążał śladem wojownika. Koleus kątem oka dostrzegł cień osobnika, który krył się za zakrętem. Być może ten wieczór nie będzie tak nudnawy jak zakładał.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Na twarzy Koleusa pojawił mroczny uśmiech. Nie zwolnił kroku, nie przyspieszył, szedł dalej jak szedł jeszcze przed dostrzeżeniem cienia.
Jest też dobra strona rozgłosu. Przeciwnicy, którzy chcą zgasić światło rozpoznawalności w innych. Również obijanie mord niesie za sobą zdobywanie wściekłych wrogów, których ucieszy tylko krew.
Dlatego jego humor nieco się poprawił.
Istniała też możliwość, że nic się nie wydarzy, jednak Koleus czuł po kościach zagrożenie. I to mu się podobało. Nie sięgał jeszcze po kolce, był gotowy na atak. Uważny i czujny nie zmienił kierunku swojej wędrówki.
Koleus doskonale wiedział, ze im dłużej pozostaje w jednym miejscu tym łatwiej przypiąć mu łatkę: groźny, niebezpieczny, morderca, szaleniec... Wzbudzało to skrajne uczucia od strachu i trwogi do zainteresowania przez osobników podobnych jemu samemu, którzy również łakną krwi. Ściąga również uwagę stróżów prawa. Elf postanowił na razie w żaden sposób nie reagować i poczekać na to co się wydarzy. Po chwili nie miał już żadnych wątpliwości osobnik podążał dokładnie w ślad za nim. Nie był świadomy tego, że jego cel zorientował się, ze był śledziony. Osobnik cały czas trzymał dystans. Do karczmy została ostatnia prosta prowadziła prze uliczkę pełną kamienic, w których pełno było bram. Potem wystarczyło już przejść tylko plac, gdzie stał budynek karczmy.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Elf postanowił zostawić przeciwnikowi myśl o przewadze jaką daje atak z zaskoczenia. Może się okazać, że brak zaskoczenia może skierować jego cechy w przeciwną stronę i to Koleus otrzyma plusy z tej dziedziny.
Elf miał swój honor, lecz w walce trzeba było korzystać z każdej możliwości, która przybliży do zwycięstwa. To przetrwanie jest najważniejsze w bitwie, nie styl.
Nadal udawał, że nie jest niczego świadomy. Nie zmienił taktyki, szedł dalej.
Koleus szedł dalej. Prosta ciemna uliczka wręcz idealnie nadawała się do ataku z zaskoczenia, co jednak nie nastąpiło ku wielkiemu rozczarowaniu elfa. Nie niepokojony przez nikogo dotarł spokojnie na owalny plac przed karczmą. Na plac prowadziło sześć dróg, dwie główne dobrze oświetlone dość szerokie by dwa wozy przejechały obok siebie oraz cztery wąskie przejścia między budynkami. Koleus rozejrzał się po okolicy.
Na placu kręciło się parę osób. Część żwawym krokiem kierowało się w stronę karczmy, niektórzy odchodzili chwiejnym krokiem zapewne po wizycie w niej. Od strony głównych dróg zbliżało się po dwóch strażników z każdej. Nie trudno było ich poznać. Od ich kolczug odbijało się światło latarni ulicznych, a na ich piersiach pobłyskiwała dumnie złota tarcza z herbem miasta. Szybkie ukradkowe spojrzenie za siebie nie wykazało niczyjej obecności. Droga do karczmy stała otworem.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Elf westchnął tylko, najwyraźniej nie był to dobry wieczór. Skierował swoje kroki ku karczmie, a instynkt trzymał jego zmysły w pogotowiu. W końcu w takich uliczkach już nie raz zdarzyło mu się spotkać rzezimieszków czyhających na jego życie. Czasem było one całkiem sporo warte, a właściwie jego głowa. Podobno.
Na razie w tym mieście nie zyskał jeszcze odpowiedniego rozgłosu, chyba.
Zapowiadał się kolejny nudny rutynowy wieczór. Koleus ruszył zrezygnowany w stronę karczmy z której dochodziły odgłosy dobrej zabawy. W chwili przekroczenia progu arendy przez elfa zapadła na moment cisza. Wieści o wyczynie wojownika szybko się rozchodziły i sprawiły, że jego postać budziła postrach. Zniechęcony Koleus rozejrzał się. Po prawo pod ścianą trzy stoły zajęły krasnoludy. Popatrzyły niechętnie na elfa, aby za raz to wrócić do swoich rozmów nad piwem, jednak cichszych niż wcześniej. Tyle już czasu minęło, a żaden z brodaczy nie próbował pomścić swoich ziomków. Resztę sali zajmowali ludzie rozdzieleni na różnorakie grupki, a na tyłach dwóch samotników powoli sączyło swoje piwo. Na środku zaś szarpało się dwóch jegomości. Jednak ku rozczarowaniu Koleusa jak tylko zobaczyli jego skromną osobę, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki podali sobie ręce i zasiedli jak bracia przy jednym ze stołów. Zaś przy kontuarze z gospodarzem rozmawiał zbrojny. Wojownik od razu rozpoznał strażnika mimo, ze widział tylko jego plecy. W końcu jak każdy ze strażników nosił kolczugę, a uzbrojony był w gladius imperialny. Swoją drogą to miasto miało multum strażników, elf widywał ich praktycznie na każdym rogu.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Elf westchnął cicho wchodząc do karczmy, było to dopełnienie nieudanej podróży w jej kierunku. Może tak bardzo brakuje mu już krwi, że mu się tylko wydawało, że ktoś go śledzi? Zazwyczaj byłby mocno wkurwiony, jednak nuda jaką czuł, była przytłaczająca. Nie chciało mu się nawet być złym na brak zajęcia.
Wejście do środka tylko to pogłębiło, choć jego czujny wzrok od razu znalazł klientów, którym przydałaby się jego pomoc, okazja znikła mu sprzed nosa, nim na dobre się pojawiła.
Skierował się w stronę baru. Naszła go ochota na wypicie złocistego płynu by zająć czymś myśli.
Strażnicy wzbudzali u niego mieszane uczucia. Nie raz musiał przed nimi uciekać. To siła w mieście, która ma władzę i której należy się respekt, nawet w tedy gdy nie zasługują na to. Wiele dni w zimnej celi nauczyło elfa tego.
Podszedł do lady by zamówić sobie piwo, w końcu pracował i powinno go było stać.
Koleus podszedł spokojnym krokiem do solidnej dębowej lady. Nie miała żadnych zdobień, jednak gospodarz dbał by pozostała w nieskazitelnej czystości. Blat nosił ślady częstego użytkowania, był niemiłosiernie porysowany i tak wytarty, że stracił całkowicie swój pierwotny połysk. Nim elf zdołał zamówić piwo karczmarz zareagował na jego przyjście.
- Widzisz mówiłem, ze przyjdzie! To on!
Gospodarz wskazał na wojownika gestem głowy, a strażnik odwrócił się. Tak jak Koleus podejrzewał na jego piersi błyszczała złota tarcza z miejskim herbem. Strażnik był młodzieńcem o gładkich rysach i poza oczyma o bardzo głębokim odcieniu zieleni niczym się nie wyróżniał. Jego prawa ręka powędrowała na rękojeść miecza.
- Koleus jesteś aresztowany pod zarzutem zamordowania trzech krasnoludów! Odepnij pas i rzuć na podłogę!
Strażnik zdecydowanie zachowywał się zbyt głośno. Tym razem karczma zamilkła, a wszystkie głowy zwróciły się w stronę bohatera, z napięciem oczekując co się wydarzy. Elf dostrzegł kątem oka, że paru krasnoludów wstało od swoich stolików, musieli być odważniejsi od całej reszty albo co bardziej prawdopodobne bardziej podchmieleni. Pamięć krasnoludów okazała się równie długa jak ich brody, a teraz są gotowi udzielić obywatelskiego wsparcia stróżowi prawa. I tak nudnawy wieczór stał się naprawdę interesujący...
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Koleus zaczął się śmiać. Pokazał strażnikowi ręce, aby widział że są puste i odpiął pas rzucając go na podłogę.
-Beznadziejne oskarżenie. Sami się pozabijali, próbowałem ich tylko uspokoić- mówił podczas rozbierania się.
Gdy już jego pas wylądował na ziemi popatrzył pytająco na strażnika -Przyszedłeś tu sam?-
Nie często się zdarzało aby zabił stróża prawa. Traktował ich z szacunkiem gdyż wiedział, że inne zachowanie mogło przynieść kłopoty. Ale nie da się aresztować za morderstwo.
Troszkę będzie miał problem, czując na karku rozzłoszczonych krasnoludów. Ale nie miał ochoty wychodzić stąd z tym człowiekiem.
Zapanowała pełna oczekiwania cisza. Atmosfera stała się tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Ciszę przerwał stukot, skutek uderzenia broni Koleusa przypiętej do pasa o drewnianą podłogę. Cała sala odetchnęła z ulgą, jak by rozbrojony wykidajło nie stanowił już żadnego zagrożenia. Wydało się, że już po wszystkim, przedstawienie skończone. Nieśmiało zaczęły powracać rozmowy, stojący krasnoludowie pokiwali potakująco głową, niektórzy nawet usiedli. Oberżysta otarł spocone czoło ścierką, a strażnik uśmiechną się triumfalnie. Nikt chyba nie zdawał sobie sprawy, że krwawe elfy nigdy nie pozostają bezbronne.
- Przykro mi panie Koleus, ale prawo to prawo.
Odparł beznamiętnie karczmarz, elf wyczuł w jego głosie jeno sam fałsz. Jakże na rękę będzie arendarzowi pozbycie się niewygodnego wykidajły, co jak co Koleus potrafił skutecznie zniechęcić klientów, a w dodatku nie zapłaci mu ani grosza za jego pracę. Tymczasem strażnik postąpił krok bliżej. Jego prawa ręka wciąż spoczywała na rękojeści miecza, zaś lewą odpiął coś odpasa i położył to na ladzie. Jak się okazało było to gruby skórzany rzemień.
- Nie mnie będziesz się tłumaczyć! Na takiego śmiecia wystarczę sam jeden. - Odparł strażnik, poczym ściszył głos tak by tylko Koleus mógł go słyszeć. - Nie rób głupstw. Obserwujemy Cię od paru dni, nie wymkniesz się nam. A nawet jeśli oni chętnie wyręczą prawo. - Posłał Koleusowi krzywy uśmiech i wskazał gestem głowy na krasnoludy, a następnie rozkazał. - Odwrócić się powoli! Ręce za siebie! Klęknij!
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Koleus popatrzył na strażnika jak na idiotę. Nie wiedział czy ma wybuchnąć śmiechem czy się wystraszyć. Wiedział natomiast jedno: jego krew zmieniła temperaturę, wszystkie zmysły wyostrzyły się, a skóra na dłoniach została rozcięta przez kolce, które utworzyły z jego pięści kolczaste maczugi.
Jego plan był prosty. Zabić i uciec. Musiał to zrobić szybko nim pijani krasnoludzie zdążą zareagować. Szybki atak wymierzony w głowę przeciwnika.
Bez niepotrzebnych słów czy wrzasków, równy oddech przy każdym uderzeniu i bloku. Na twarzy zaś uśmiech, jego ulubiony, uśmiech mordercy.
Sam? Na kogoś kto zabił trzech krasnoludów przyszedł sam? Musi być pewny siebie.
Czyżby to strażnik był zbyt pewny siebie sam przeciwko krwawemu elfowi? A może to Koleus zbyt dużą ufność pokładał w swoich umiejętnościach? Owszem pokonał trzech krasnoludów, ale byli oni pijani i nieuzbrojeni. Teraz miał do czynienia z doświadczonym strażnikiem, którego ciało przed przeszywającymi kolcami chroniła stalowa kolczuga. Czy wojownik zdoła jednym ciosem wyeliminować strażnika? Czas pokaże kto nie docenił przeciwnika. Krew elfa zawrzała i zaczęła krążyć szybciej rozprowadzając adrenalinę po całym ciele. Koleus skrzywił się z bólu, gdy kolce rozerwały skórę w okolicach kości paliczków palców. Oczy strażnika rozszerzyły się ze zdumienia, gdy ujrzał cztery kolce wyrastające po cztery z każdej dłoni. Najwyraźniej nigdy nie stawał przeciwko krwawym elfom, będzie to dla niego bolesna lekcja. Strażnik nie miał czasu na reakcję, Koleus uderzył pierwszy. Krwawy elf łakną krwi.
[...] Runda zaskoczenia Koleus 30-6=24 PI
Koleus atak kolcami: k(20)5+39=44 / ST= 35 (nieprzygotowany) trafienie w ciało
Obrażenia: k(4)3+k(2)1+ k(2)1+ k(2)1+ k(2)2+25=33 (4 rany)
Cios elfa nie trafił idealnie w głowę, ale z szedł trochę w dół. Kolce ze śmieszną łatwością przebiły się przez skórę człowieka powodując spore obrażenia jednak nie zabijając osobnika. Fontana krwi z tętnicy szyjnej spryskała zarówno wojownika jak i strażnika, a nawet karczmarza który wyniku doznanego szoku zemdlał i z głośnym łoskotem zwalił się na podłogę. W samej karczmie zapanowało wielkie poruszenie. Do czułych elfichych uszu doszły okrzyki takie jak "O kurwa widziałeś", "Pieprzony diabelski pomiot", "Dalej chłopy kupą na skurwiela" itp...
- Kry! Skurwysynu nie zdołasz z stąd uciec!
Wycharczał strażnik i błyskawicznym ruchem dłoni wyciągnął swój miecz, by natychmiast przejść do kontrataku.
[...] Strażnik 10-1-8=1 PI
Strażnik atak mieczem: k(20)15+21-8=28 / St=43 pudło
Na szczęście dla krwawego elfa ranny strażnik nie był wstanie wyprowadzić skutecznego cięcia. Jedyne co zdołał osiągnąć to przeciąć powietrze tuż przed torsem Koleusa. Jak na razie fortuna sprzyjała wojownikowi, jednak jego przeciwnik ciągle dychał. Żądza krwi narastała...
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie było czasu się zastanawiać. Strażnik nadal stał, nadal stanowił zagrożenie. Lecz Koleus nie miał na to czasu. Szczęściu mu sprzyjało bo strażnik był zbyt pewny siebie. Ile jednak minie czasu, nim zjawią się kolejni. Elf nieraz dziwił się szybkością przekazywania informacji pomiędzy ludźmi. Zupełnie jakby każdy miał magiczną kulę która pokazuje mu co ciekawsze wydarzenie w mieście.
Nie miał czasu. Jego ciało krzyczało domagając się krwi strażnika. Jego umysł powoli przyćmiewała żądza mordu i tylko jedno sprawiło, że zamiast dobić przeciwnika rzucił się na niego chcąc go odepchnąć, lub zwalić z nóg, by zdążyć stąd uciec.
Właśnie była to ucieczka, ucieczka przed niebezpieczeństwem, ucieczka przed śmiercią. Straż to jedna z najpotężniejszych organizacji w mieście, a Koleus był tylko jeden.
Musiał dać nogę, pomimo protestu jego natury. Jego wola przetrwania była najsilniejsza.
[...] Koleus obalenie: k(20)19+34=53 / Strażnik zachowanie równowagi: k(20)+15-8=23
Obalenie
Koleus nie może używać karmy przez godzinę
W głowie Koleusa panował prawdziwy zamęt. Pierwotny zwierzęcy instynkt domagał się krwi. Rany strażnik nie przedstawiał żadnego zagrożenia, parę szybkich ciosów rozerwało by go na strzępy. Czerwony elf nie znał słowa litość, to słowo było mu całkowicie obce. Jedyne co go powstrzymało był zdrowy rozsądek. Zimna kalkulacja dawała jasny wynik lepiej uciekać zanim zjawią się posiłki. Po za tym straż nie lubi jak ktoś zabija ich ludzi, taki osobnik jest ścigany z całą mocą. Całym wysiłkiem woli wojownik stłumił swoją rządzę zabijania i całym ciałem naparł na pechowego strażnika. Ten nie zdołał w porę zareagować i impet potężnego uderzenia elfa posłał go do tyłu. Obrońca prawa poleciał na metr do tyłu i zatrzymał się na najbliższym stole. Uderzenie było na tyle silne ze stół rozpadł się z trzaskiem. Elf wiedział, że strażnik już się raczej nie podniesie. Koleus nie zastanawiając się więcej skoczył do wyjścia. Po drodze coś świsnęło mu się za plecami. Jak się okazało jeden z krasnoludów cisną w stronę uciekiniera krzesło, na szczęście dla niego nie trafiając. I w tedy się rozpętało się piekło. Przy stole krasnoludów zapanował chaos, gdy część biesiadników próbowała przedostać się w stronę elfa, a reszta chciała się wycofać. Alkohol i długo tłumiona agresja, od czasu popisu Koleusa, sprawiły, że bójka wybuchła natychmiast i rozprzestrzeniała się po całej karczmie niczym pożar w burdelu. Taki obrót sprawy był na rękę wojownikowi, w zamieszaniu mógł spokojnie uciec. Na zewnątrz czekała go jednak nie miła niespodzianka. Na środku placu przed karczmą stało czterech strażników. Elf uświadomił sobie, że to ci sami, których widział wcześniej w drodze do karczmy. Wpatrywali się zaskoczeni w sylwetkę zakrwawioną sylwetkę Koleusa. Krew radośnie kapała z jego kolców, a za jego pleców dobiegały odgłosy burdy. W końcu jeden z nich przemówił:
- Kurwa co się tam dzieję! Hej ty zatrzymaj się natychmiast!
Czy to mógł być przypadek? Koleus przypomniał sobie słowa pokonanego:
"Nie rób głupstw. Obserwujemy Cię od paru dni, nie wymkniesz się nam. "
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Koleus zaklął w myślach. I co teraz? Gdzieś w podświadomości spodziewał się, że będzie jeszcze ktoś, ale żeby aż czterech?
W sumie to tylu co krasnoludów. Ale Koleus raczył zauważyć, że tym razem jego potencjalny przeciwnik był po zęby uzbrojony, trzeźwy i wyszkolony. Jeden był małym problemem, dwóch to już poważna sprawa, lecz czterech? Atakowanie tylu strażników było co najmniej głupie.
Koleus jednak nie miał wyjścia. Jego pierwszą reakcją było wypatrzenie ścieżki, która pozwoliła by mu uciec. W ostateczności będzie walczyć, lecz wpierw postanowił spróbować pozbyć się liczebności wroga.
Główny cel - ucieczka.
-Czysta bijatyka!- krzyknął -ochraniam to miejsce, ale krasnoludy rzuciły się na mnie i zaatakowały też strażnika! Było ich zbyt wielu więc pobiegłem po pomoc. Jak mu ktoś nie pomoże to go zatłuką na śmierć!.-
To kłamstwo miało na celu pozbycia się jak największej liczby strażników, by ucieczka stała się możliwa. Nawet jak mu nie uwierzą to i tak pójdą sprawdzić. A resztą jakoś spróbuje się zająć.
Musiał uciec. Nie widziało mu się gnić w więzieniu. Nie lubił tego, gdyż miał już tam okazje posiedzieć.
- Kurwa za idiotów nasz masz! Cały jesteś we krwi!
- Gadaj lepiej prawdę!
- Strażnik? Jaki strażnik? - Przedstawiciel prawa bardziej się zwrócił do kolegów niż do Koleusa. - Tam mógł być tylko kapral miał aresztować jakiegoś el... Kurwa!
Urwał i utkwił niedowierzające spojrzenie w krwawym elfie. Jakże trafne wydawał się przydomek rasy Koleusa. Zaskoczenie szybko znikło z twarzy strażników, a zastąpił je marsowy wyraz. Grupa rozproszyła się, tworząc półokrąg wokół wojownika, a każdy z jej członków dobył broni. Sytuacja znacząco się skomplikowała.
- Poddaj się! Schowaj... - Struż prawa przerwał zmieszany wpatrując się w zakrwawione kolce wyrastające z dłoni elfa i niepewnie skończył. - broń?
Formacja przeciwników skutecznie utrudniała ucieczkę i dawała nie małą przewagę walce. Z placu istniało siedem dróg ucieczki. Pierwsza najprostsza zakładała powrót do karczmy, ale tam czekał rozwścieczony tłum krasnoludów, pewnikiem jakiś zaraz wyskoczy na zewnątrz w ślad za Koleusem. Były również dwie główne drogi oraz cztery mroczne zaułki.
Plac.png żółci - strażnicy czerwony - Koleus niebieski - karczma szary - zaułek z którego przybył Koleus
Plik ściągnięto 13313 raz(y) 2,77 KB
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Jak zwykle. Nikt nigdy elfowi nie wierzył. Nie pamiętał kiedy ostatnio ktoś dał się oszukać po jego blefie.
Mało opcji mu zostało. Mógł się przebić przez kogoś i uciec na główną ulicę, jednak było to dość idiotycznie, biorąc pod uwagę, że to stróże prawa go ścigają. Wątpił też w sukces wygrania z tyloma uzbrojonymi i wyszkolonymi przeciwnikami naraz. Nie zamierzał też sprawdzać umiejętności gromady krasnoludów.
Jedna opcja wydawała się słuszna. Chęć przetrwania wzięła górę nad żądzą mordu.
Bez słowa ruszył w prawo w pierwszą uliczkę. Byli uzbrojeni, na służbie, pewnie jeszcze nie jedli. Z takim ciężarem nie powinni długo za nim biec.
Musiał trzymać się ciemnych uliczek by nie wezwali wsparcia, ruszył sprintem szukając w głowie jakieś drogi ucieczki, prowadzącej przez boczne uliczki.
Niewiele myśląc Koleus rzucił się do ucieczki. Skierował się w stronę najbliższej prawej uliczki. Znał te zaułki dość dobrze widział, że zdoła w nich łatwo zgubić obciążonych ekwipunkiem strażników. Plan był prosty wystarczyło wyminąć tylko jednego z nich, reszta będzie bezradna.
[...] Strażnik atak wręcz (obalanie): k(20)14+25+5=44 / ST=43
Koleus zachowanie równowagi: k(20)15+17=33 / ST=43 porażka
Struż prawa zareagował agresywnie, wbiegł prosto w uciekającego elfa nie dbając o własne bezpieczeństwa. Siła uderzenia była tak wielka, że wojownik nie zdołał utrzymać równowagi. Koleus poleciał na pół metra do tyłu i boleśnie uderzył o bruk. Nim się spostrzegł strażnicy doskoczyli do niego, a cztery gladiusy imperialne były wymierzone w jego pierś. Tym czasem z karczmy wyleciało dwóch rozczochranych krasnoludów wrzeszczących "Łapać mordercę".
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
-To jakieś szaleństwo!- krzyknął elf. Znów blefował. Znów zapewne nieudolnie. Nigdy nikt mu nie wierzył.
Jak to się stało? Nie miał bladego pojęcia. Nie mógł już nic na to poradzić. Stał pod ścianą, właściwie leżał przyparty do podłogi.
Musiał się podnieść. Gniew aż kipiał i wylewał się z Koleusa jak lawa z wybuchającego wulkanu.
Spróbował powoli wstać. Czekał na moment, chwile nieuwagi. Zaatakuje w każdym momencie, jeśli tylko dają mu na to okazje, nie obchodziły go konsekwencje.
Strażnicy z ignorowali słowa Koleusa, po tym co widzieli za nic by nie uwierzyli elfowi. Krew burzyła się żyłach wojownika, był teraz jak wściekły pies przyparty do mury. Wiedział, że zapadł już na niego wyrok, ale nie podda mu się. Będzie walczył. Zresztą tylko to potrafił. Próbował się podnieść, ale natychmiast poczuł ukucie końcówek miecza na swojej klatce piersiowej.
- Nawet nie próbuj chyba, że chcesz podziwiać własne flaki! - Zagroził jeden ze strażników, a głos miał pewny i zimny. Koleus wiedział, że wykona groźbę bez mrugnięcia okiem. - Jest już nasz! - Zwrócił się tym razem do swych towarzyszy. - Niech któryś sprawdź co z kapralem!
Jeden ze stróżów prawa odszedł szybko w stronę karczmy po drodze starając się uspokoić pijane krasnoludy. W pierś krwawego elfa były wycelowane tylko trzy ostrza, a może aż trzy...
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Trzy ostrza to za dużo. Być może z dwoma by sobie nie poradził, lecz nie miał innego wyjścia. Musiał jakoś z tego wyjść.
Czekał. Był gotowy odepchnąć ostrza i zaatakować jednego ze strażników. Byłoby to niemożliwie trudne z czterema ostrzami. Z trzema szansa wiele nie podrosła. Przy dwóch by się nie zawahał. Na razie byłoby to prawdopodobnie samobójstwo.
Czekał.
Musiał poczekać aż jeden z trzech odejdzie. Gdy tylko to zrobi rzuci się na strażników w pierwszej kolejności próbując wytrącić im broń. Była nieruchomo zaraz przed nim. Nie będzie miał problemów z zasięgiem. Był na tyle szybki, że mogło mu się udać.
Koleus leżał na zimnym bruku, a czas mijał. Strażnicy nie tracili czujności nawet na moment. Paru przechodniów minęło grupkę szerokim łukiem. Nikt kogo krwawy elf mógł znać, od paru ludzi, jeden jor i trzech krasnoludów, z których jeden rzucił komentarz w ich gardłowym języku, po czym reszta wybuchła rubasznym śmiechem. Miną może kwadrans, wojownik stracił rachubę czasu, a dźwięki rozróby w karczmie ustały i usłyszał rytmiczny odgłos zbliżających się kroków.
- Nic wam nie jest, sir? - Zapytał jeden ze strażników.
- Bynajmniej!
Koleus od razu poznał ten głos. Elf podniósł głowę by lepiej widzieć. Do grupy strażników dołączył dowódca wraz z podwładnym. Kapral był wyraźnie bledszy niż podczas ich pierwszego spotkania. Szyję miał obandażowaną, a tors cały w zaschniętej krwi, własnej krwi. Dowódca strażników pochwycił spojrzenie krwawego i uśmiechnął się kpiąco.
- Przecież Cię ostrzegałem. - Rzekł do Koleusa kapral. - Nie wiem dlaczego komendantowi zależy tak bardzo na takim skurwielu.
- Kapralu mamy go związać?
- Nie to bezsensu. Widziałeś te kolce... Pewien dobry krasnoludzki obywatel postanowił podarować miastu solidny łańcuch! Poczekamy tu sobie na prezent grzecznie panie Koleus?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum