TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Bracie, na koń!
Autor Wiadomość
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-12-08, 20:43   Bracie, na koń!

Chcesz poznać nowe kultury, zwiedzić świat, pomóc ojczyźnie? Legiony cię potrzebują!
~Jedno z haseł rekrutacyjnych do imperialnej armii






Bracie, na koń!
Kroniki Ronana






Broln.

Ronan rozstał się z towarzyszem swojej ostatniej podróży przed jednym dniem. Paladyn Cohen kontynuował swój powrót do Zakonu z przerwanej misji, bohater zaś pozostał sam, ze swym losem. Losem, który na razie nie wyglądał na zbyt urozmaicony. Przed giermkiem chwilowo nie rysowała się przyszłość bohaterskich czynów i wielkich przygód. Bo do tego należałoby coś czynić.

Karczma, w której się bohater zatrzymał była przyzwoita. Zbudowana w drewnie, w oknach zaś miała szyby. Główna sala mieściła pięć okrągłych stolików na cztery do sześciu osób. Ogólnie była to bardziej noclegownia dla przyjezdnych niż miejsca tawerna, nie było tu więc szczególnie dużo osób, niezależnie od pory dnia, choć oczywiście wieczorami było z kim porozmawiać. Karczmę prowadził podstarzały jegomość, zdecydowanie pasujący do Miasta Magów swym wyglądem, brakowało mu tylko złamanego, spiczastego kapelusza.

Był ranek, Ronan średnio wypoczęty, choć bez odleżyn, a pokój był całkiem zacny, jak na karczmę, zszedł do głównej sali, pozostawiwszy większość swego ekwipunku w wynajętym wczoraj pokoju. Podstarzały karczmarz nie przyjął od niego wieczorem zapłaty, twierdząc, że nic go nie kosztuje poczekać, zaś gościa zawsze coś od przespania całej nocy może oderwać. Cóż jegomość miał na myśli, bohater nie miał bladego pojęcia, pozostawało jednak zapłacić dzisiaj za nocleg.

W sali było, prócz karczmarza, jeszcze dwóch ludzi, zajmujących się spokojnie własnymi śniadaniami. A i Ronanowi kiszki się skręcały. Ludzie siedzieli osobno. Jeden z nich miał przy sobie łuk, był ubrany na modłę łowiecką, w skórzaną kurtkę, spodnie z dużą ilością kieszeni, kolory lasu i żadnej zbroi. O krzesło miał również oparty kołczan. Drugi z jegomości zaś był w łachmanach, o stół oparty miał kij podróżny, zaś Ronan nie pamiętał, by był w karczmie poprzedniego wieczora.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-12-10, 12:12   

Co można powiedzieć o ostatnich dokonaniach giermka? Jedno bardzo ciekawe zdanie: Gdyby zawołać trabadura i poprosić go o udokumentowanie jego historii, to otwierając księgę zobaczylibyśmy puste kartki. Ostoja, nuda i życie od karczmy do karczmy.

Po ostatniej podróży wraz z paladynem Cohenem bardzo żałował, że ponownie zaufał świętym wojonwnikom. Miał już powoli dość ich zadufania w sobie i dumy z jaką nosili się co krok. Ostatnie dni spędził na zastanawianiu się, jak dojść do czegoś samemu, bez niczyjej pomocy. I tak wylądował w Broln, mieście magów. Można rzecz stolicy perspktyw i szans. Teraz należało tylko takową szansę wyszukać i z niej skorzystać.

Po przebudzeniu Ronan od razu począł się zastanawiać czemu zalegał z opłatą za pokój aż do ranka. Niemniejednak gotów był szybko uregulować rachunki i mieć z głowy gospodarza karczmy. Schodząc na dół zastanawiał się, co począć? Iść do magów i zaoferować im swoją pomoc? To by oznaczało bycie tanim najemnikiem, a Ci jak wiadomo w Sorii stawiani są na równi ze służącymi. Cień szansy i nadziei giermek widział właśnie w miejscu, gdzie aktualnie przebywał. W karczmie. Tutaj zawsze roi się od interesantów, kupców i poszukiwaczy przygód.

Pierwsze co zrobił, gdy znalazł się w głównej sali było uregulowanie opłat. Podszedł do karczmarza, zapłacił i podziękował za nocleg - Reszte swoich rzeczy zabiorę niedługo - rzekł do gospodarza i dodał: - W międzyczasie chętnie zjadłbym jakieś porządne śniadanie.
Za które również zapłacił, chyba, że było wliczone w cene noclegu, jak to bywało w co lepszych karczmach.

Nie zastanawiając się dłużej podszedł do pierwszego lepszego wolnego stolika i w spokoju czekał na strawę. Jego wzrok przykuła dwójka przybyszów siedzących obok. "Może by się tak dosiąść i pogawędzić?" - zastanawiał się. Wszak nie lubił spożywania dań sam i w momencie kiedy dostał strawę spytał się czy może się przyłączyć do dwójki jegomościów.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-12-10, 20:11   

- To będą dwie srebrne monety, chłopcze - stwierdził właściciel przybytku. - Ze śniadaniem już.

Karczmarz odwrócił się do szafek za swoimi plecami, wyciągając stamtąd pół bochenka chleba, kawał sera i jakąś zasuszoną kiełbasę. Od sera odkroił kawałek wielkości pięści bohatera, resztę dał mu już w postaci takiej, jakiej ją znalazł. Potem sięgnął po gliniany kubek i schylił się pod kontuar, po to, by naczerpać nim wodę. Zasadniczo posiłek nie był więc wykwintny, jednak za żadne skarby nie można było stwierdzić, że jedzenia było mało.

- To kozi ser - wyjaśnił z uśmiechem starzec. - Bardzo smaczny i pożywny. Smacznego życzę.

I odszedł na zaplecze.

Gość w łachmanach zdawał się nie usłyszeć pytania giermka, albo zwyczajnie go zignorował, pożerając łapczywie swój kawał chleba. Wychudzone ręce, wystające spod dziurawego płaszcza sugerowały, że zjedzenie porządnego posiłku nie trafia mu się codziennie. Przejęcie jedzeniem było więc dość zrozumiałe, choć oczywiście brak odpowiedzi dalej był niezbyt grzeczny.

Łowca zaś skinął Ronanowi głową, wskazując mu miejsce na przeciwko siebie, nie odzywając się jednak. Powoli przeżuwał ugryziony przed chwilą kawałek sera i popijał nieśpiesznie wodą z kubka. Na jego twarzy nie gościł ani cień uśmiechu, ani żaden inny grymas, który mógłby sugerować, że cieszy się z tego, że będzie miał towarzystwo. Raczej było mu to obojętne.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-12-11, 14:50   

- Uprzejme dzięki - rzekł do karczmarza.

Ucieszony, że jednak znalazł się w jednej z tych lepszych tawern odebrał swoje śniadanie i udał się do stolika przybyszów, coby milej spożyć strawę.
Sam zaś posiłek wydawał mu się na na prawdę pożywny i smaczny. Nie często pozwalał sobie na takie luksusy, ale jak już pozwalał to na całego. Ekstra opcja można rzec.

Spokojnie odsunął krzesło i spoczął w miejscu, na które przed chwilą wskazał człowiek z kołczanem przy sobie, dziękując również przez skinienie głowy. Drugiego gościa zignorował. I tak nie wyglądał na zbyt ciekawego rozmówcę.
Począł w spokoju delektować się śniadaniem i zaraz po drugim kęsie i porządnym łyku wody odezwał się: - A cóż to łowca robi w Broln? Z tego co wiem, nie za bardzo lubicie opuszczać swe leśne zakamarki? - łyknął wody raz jeszcze po czym dodał: - Czyżby interesy?

A raczej na pewno, pomyślał. Być może gość będzie miał jakieś ciekawe nowinki, albo wskazówki. A nawet jeśli nie, to chociaż sobie w towarzystwie zjem śniadanie.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-12-11, 20:01   

Łowca zupełnie nie zwracał uwagi na giermka, zajmując się w spokoju dalej swoim jedzeniem. Słysząc pytanie Ronana pokręcił przecząco głową, jednak nie opowiedział od razu. Przełknął odgryziony przed chwilą kawałek kiełbasy, popił znów spokojnie wodą z kubka i odchylił się spokojnie na krześle z dłońmi opartymi na stole. Nie skończył jeszcze posiłku.

- Nie, interesy ostatnio słabo idą - odparł wpierw na drugie pytanie bohatera. - Bieda. Gdy bieda zagląda do garnka, a głód do oczu, często nie ma innego wyjścia, tylko zająć się czymś innym.

Po tych słowach sięgnął znów po chleb i wydarł sobie spory kawałek, by wsadzić sobie do ust.

Mimo tego stwierdzenia łowca nie miał smutku na twarzy, nie wyglądał też na pogodzonego z losem. Sprawiał wrażenie, jakby dla niego to był kolejny dzień, poza znajomymi mu lasami. Jednak wbrew jego słowom nie wyglądał na biednego. W przeciwieństwie do człowieka w łachmanach, którego prychnięcie bohater usłyszał zresztą aż nazbyt głośno. Nie jadł także jak człowiek wygłodzony. Jego ubranie było całe, schludne, jak na łowcę. Nosiło oczywiście ślady szycia, gdzieniegdzie trudne do wyczyszczenia plamy od trawy. Generalnie jednak gdyby zobaczył go na ulicy, nie uznałby go za biednego.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-12-13, 14:14   

Ronan przyglądając się łowcy i analizując jego słowa zaczynał zauważać podobieństwo między nim a sobą. Jeśli człowiek lasu mówił prawdę to obaj znajdowali się w podobnej sytuacji życiowej. Choć nie mogli nazywać się żebrakami, było od czasu do czasu co wrzucić na ząb i założyć porządne odzienie to jednak ciągle w głowie kłębiła się myśl o tym, że w każdej chwili los może się odwrócić. I tak jak powiedział łowca: Głód w końcu może zajrzeć do garnka.

- Ano właśnie, ciężko się nie zgodzić - kontynuował - Podobnie i u mnie. Los nie sprzyja ostatnio i trzeba szukać zajęcia na własną rękę.

Odpowiedział i wrócił do ślamazarnego konsumowania swojej porcji śniadaniowej. Począł się jednak zastanawiać nad wyznaniem łowcy. Pod słowami "zająć czymś innym" musiało się kryć coś więcej. A coś więcej zazwyczaj znaczyło, że może to zainteresować Ronana. Człowiek uznawał się za dobrego dyplomatę więc nie miał zamiaru porzucać tego wątku i zaraz kiedy skończył pić wodę z kubka kontynuował: - Zająć czymś innym powiadasz? To czym innym może zajmować się łowca w mieście magów? - zagadnął.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-12-15, 12:50   

- Co, twój las także doszczętnie spłonął? - zapytał łowca, słysząc wyznanie giermka. Nie było w jego głosie złości, nie było też ironii, dowcipu czy też jakiejkolwiek innej emocji. Spokojnie kontynuował swój posiłek.

Ronan nie znał się zupełnie na kulturze łowców. Nie miał pojęcia, czemu ten konkretny nie przeniósł się po prostu do innego miejsca, kontynuując tam swoje życie. Miał wciąż przecież łuk, miał i pieniądze skoro mógł pozwolić sobie na karczmę, więc stać byłoby go na przeżycie nim znalazłby sobie inne miejsce. Jest jednak jedno, bardzo pewne, źródło zarobku.

- Wojsko - stwierdził łowca. - Jak w każdym imperialnym mieście, jest tu garnizon. Przyjmują każdego. Można nawet wybrać sobie, na kogo chce się iść, o ile ma się swój sprzęt. Zaciągnę się jako zwiadowca, na rok czy dwa. Ostatnio żadnych wielkich wojen nie ma... Dość spokojna robota.

Łowca miał już wstać od stołu, po włożeniu sobie ostatniego kęsa sera do ust, jednak usiadł z powrotem, z podniesionymi brwiami. Gdy przełknął odezwał się ponownie.

- Wyglądasz na bywałego w mieście - stwierdził człowiek, choć Ronan nie miał pojęcia, po czym to stwierdził, bo nieszczególnie była to pełna prawda. - Gdzie tu można kupić konia?
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2013-01-07, 10:27   

Ronan dostrzegł jednak ironię w wypowiedzi łowcy, ale wcale się nią nie przejął i kontynuował rozmowę z równym zapałem co wcześniej, mając ochotę dowiedzieć się czegoś więcej.

- Wojsko? - zadał sobie w myślach pytanie. Rzeczywiście. Jakie to dziwne, że wcześniej o tym nie pomyślałem. Zaciągnąć mógł się prawie każdy, kto potrafił trzymać miecz i miał dwie nogi, armia oferowała ciepłą strawę, stały zarobek i ciągłą pracę. Oczywiście można było zginąć przy pierwszej, lepszej okazji, ale aktualnie panował pokój. Co więc mógł robić taki żołnierz? Zwiedzać. Zwiedzać i dostawać jeszcze za to żołd.

- Wcale nie głupi pomysł - przyznał giermek.

Śniadanie, które jadł znikało powoli ze stołu i zostało mu tylko kilka kęsów, które skonsumował w szybkim tempie, zaraz po tym jak padło kolejne pytanie:

- Konia? - zdziwił się Ronan. A na co łowcy koń? Czyżby to był jeden z tych wymaganych sprzętów, które pozwoliłby mu zaciągnąć się do wojska? - Niestety nie mam pojęcia, gdzie można kupić tutaj konia, ale z tego co wiem nie jest to tania sprawa. - dodał. Sam od zawsze chciał mieć konia. Od kiedy za młodu stracił swoją piękną klacz zawsze myślał o czteronożnym partnerze przygód, na którym dodatkowo można podróżować, lecz nie było go stać.
Teraz jednak zaświeciła mu w głowie nowa możliwość.

- Ale chętnie mogę z Tobą owej stajni poszukać. Jestem dosyć dobrym jeźdzcem i mógłbym Ci co nieco podpowiedzieć. - podsumował. W głębi duszy jednak miał nadzieje na miłą niespodziankę.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-01-07, 16:21   

- Tak, konia - odparł łowca, siedząc wciąż. Nie rozluźniał się jednak, wyglądał, jakby w każdej chwili gotów był wstać od stołu bez słowa. - Jeśli może cię to zainteresować, to od zwiadowców wymagają konia. Szlacheckim, tfu, kawalerzystom dają je za darmo...

Miało to duży sens. Zwiadowca był jedynie wtedy cenny, gdy mógł poprzedzać marsz armii, czy oddziału, na dni marszu i jeszcze przed wieczorem tej samej doby przekazać wiadomości. Nie miałoby to sensu, gdyby miał poruszać się nieco tylko szybciej od jednostki. Jeszcze mniejszy, gdyby miał być wolniejszy nawet od ciężkiej jazdy.

Poza tym pasowało to do obrazu łowcy. Ze specyfiki zawodu wynika raczej, że ci osobnicy miast ciągnąć do ludzi, preferują samotność. W armii zaś jedynie jako zwiadowca, z racji ogólnego grupowego charakteru roboty, mógł cieszyć się jako takim spokojem. Do tego wszystkiego podobny charakter pracy, różna tylko zwierzyna... Człowiek, zdawało się, nie mógł wybrać lepiej.

- Droga sprawa, ale trafna inwestycja. Dobrze, skoro możesz poświęcić mi chwilę czasu, byłbym wdzięczny za pomoc. Choć znam się na zwierzętach to... cóż, kupieckie zagrywki są już mi całkiem obce.

Po tych słowach łowca rozluźnił się nieco na siedzisku i czekał, aż Ronan skończy jeść posiłek.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group