Elzaddar kiwnął ledwo zauważalnie łysą, suchą głową. Z wyraźnym ukontentowaniem przyjął do wiadomości fakt, iż Torgin zgodził się wziąć go na jakiś czas pod swoją opiekę. Dotychczasowa znajomość z krasnoludem udowodniła wszak, iż był on w stanie pokonać znacznie większego od siebie orka oraz jego przygłupiego kompana. To zdecydowanie był dobry dzień w nie-życiu Elzaddara, który do niedawna stanowił żywy, oddychający worek mięsa dla swoich oprawców. Brakująca ręka, ziejący paskudnym, źle gojącym się kikutem była tego najlepszym dowodem. Mag miał szczęście jedynie, iż w piekle klimat był nad wyraz suchy i gorący, a jego kikut natychmiast przypalono ogniem. Było to jedynym powodem dla którego jeszcze nie wdała się w niego gangrena. Marsz ciągnął się dalej. Minęło może pół godziny wędrówki w pełnym skwarze piekielnego dnia, gdy weszli w długi cień formacji skalnej. Był to częsty element krajobrazu w tutejszym terenie. Wysokie, ostre iglice czerwonych jak cegła skał, smaganych nieprzerwanie wiatrami niebytu, niosącymi ze sobą boleśnie kłujące odłamki kamieni, piachu i pyłu tworzyły niesamowity widok. Rzeźby zaświatów, jak mawiali niektórzy. Dawały ożywczy cień, chroniły przed wiatrami a czasami nawet obfitowały w sięgające głęboko jaskinie. Bardzo często właśnie w pobliżu takich miejsc można było natknąć się na innych potępionych, szukających choć jednego dnia spokoju i wytchnienia od nieustannej mordęgi piekieł. Torgin zatrzymał się, uważnie obserwując okolicę. Skały przed nimi stanowiły prawdziwy labirynt. Łatwo było tu się zgubić, wejść w ślepy zaułek lub też... zasadzkę.
Póki co jednak nic nie zwiastowało czegoś podobnego. Krasnolud nie dojrzał w okolicy niczego podejrzanego. Właściwie od kilku dni niewiele miał kontaktu z innymi potępionymi, poza spotkaniem z nieszczęsnym orkiem i jego kompanem.
- Krasnoludzie, słyszysz?
Elzaddar szepnął z przejęciem. Torgin wytężył słuch, lecz niestety, wycie wiatru hulającego wśród skał skutecznie uniemożliwiło mu usłyszenie czegokolwiek.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Torgin z ulgą powitał wreszcie cień, który dawał schronienie przed tutejszym słońcem. Krasnolud był wytrzymały zarówno na wysokie, jak i niskie temperatury, ale zdecydowanie lepiej się czuł w temperaturach chłodnych. Brało się to zapewne między innymi z jego krasnoludzkiej budowy ciała, która lepiej trzymała ciepło niż u innych ras. Poza tym nawet wśród swoich pobratymców Torgin wyróżniał się trochę większym upodobaniem do zimna. Jego ulubioną porą roku była zima, której w piekle niestety nigdy nie było. Był to jeszcze jeden powód dla którego krasnolud nie cierpiał tego miejsca.
Bohater nie słyszał nic niepokojącego, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że to dobre miejsce na zasadzkę, a jeśli nie na nią, to na spotkanie jakiś łajdusów. Położył worek, który trzymał w ręku na ziemię, i oburącz chwycił swój topór. Wiatr przeszkadzał mu jednak w zlokalizowaniu potencjalnego niebezpieczeństwa.
- Co? - zapytał krótko i prosto, rozglądając się dookoła.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Elzaddar sapnął cicho, przykładając swoją jedyną dłoń do ust, gestem nakazującym milczenie. Torgin zrozumiał, iż mogą nadciągać kłopoty. Poprawił uchwyt na swojej żałośnie wykonanej, kamiennej broni, wytężając zmysły.
Mimo to wycie wiatru wśród skał czyniło zlokalizowanie niebezpieczeństwa niezwykle trudnym. Bohater nie zdołał wykryć żadnych niepokojących dźwięków.
- Głosy – szepnął mag – miałem wrażenie, że słyszę głosy. Teraz ucichły. Chyba dochodziły gdzieś stamtąd...
Urżnięty kikut wyciągnął przed siebie w kierunku skalnego wąwozu nieopodal. Była to trudna okolica. Może nawet przypominałaby rodzinne strony krasnoluda, gdyby tylko nie wszechobecna czerwień, pył i piach. Ostre, wysokie skały, oraz ogromne głazy leżące wszędzie wkoło były idealną osłoną dla skradającej się dwójki towarzyszy... lecz również stanowiły znakomite miejsce na zasadzkę.
- Potrzebujemy tej krwi, Torginie – dodał półgębkiem mag.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Torgin nie miał powodu by wątpić w słowa swojego nędznego towarzysza. Chociaż on sam miał wątpliwości czy cokolwiek słyszał. W każdym razie trzeba było się mieć na baczności. Zresztą, czy w tym miejscu są takie momenty, kiedy można czuć się bezpiecznym?
Torgin bez słowa ruszył z toporem w stronę wąwozu. Starał się zakraść między skałami i poruszać cicho, mając nadzieję, że jeżeli ktoś tam się kryje, to nie zostanie przez niego wypatrzony zbyt szybko. Krasnolud nie był jednak stworzony to skradania się. Bohater zawsze preferował wejście do akcji z pełną mocą i hałasem, więc w duchu nie miał złudzeń, że uda mu się zakraść, mimo, że teren jest sprzyjający.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum