TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2012-11-16, 18:15
Co przyniosą wiatry
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-06-27, 21:03   

Tellar był mocno sceptyczny wobec całego planu kapitana. I nie dziwota, już na pierwszy rzut oka był okropnie dziurawy i bezsensowny. Można było zrobić wszystko zupełnie inaczej, pewniej i skuteczniej. Jednak on wolał postąpić tak. I wyglądał tak, że żadne protesty nie zmienią jego zdania. Co najwyżej bunty, ale czy naprawdę sytuacja jest tego warta? Tym bardziej, że ork na chwilę obecną zajęty był dodatkowym zadaniem: wyznaczaniem sobie wspólników do "ochoczej", dodatkowej roboty strzeżenia okolicy, kiedy to wszyscy pozostali będą sobie smacznie spać.

- Jebany kapitan, jak zwykle musi takie coś odjebać... - syknął Feafeurial. - Dobra, to jeszcze Gerog i Ajihn, tylko nie wiem, kogo ostatniego. Nas jest, jak dobrze wiem, trzydziestu, to wychodzi, czekaj...

Wystawił przed siebie palce, a jego mina przybrała bardzo skupiony wyraz.

- Połowa nam zostaje - wtrącił gog, pojawiając się nagle przy dwójce rozmówców. - Ja bym wziął Małego Pata, bo jest zawsze cichy i nawet nie oponuje, jak się coś od niego wymaga.

- A niech sobie nawet i komponuje, jebany matematyku - rzucił elf, mocno zdenerwowany z interwencji Ajihna.

Było też paru innych, których Tellar wystarczająco dobrze kojarzył na statku. Mały Pat był niskim, młodym człowiekiem, którego opis zazębiał się z tym, jak sam ork go postrzegał. Był Sih, szary jor, z którym trudno się rozmawiało, jednak on sam również nie raz już wykazał się swoimi zdolnościami postrzegania i wrodzoną akrobatyką, którą niekiedy popisywał się, gdy z nudów nie miał nic innego do roboty. Na końcu była jeszcze jedna osoba: niesamowicie gburowaty krasnolud, Glen, będąc jednak o dziwo w całkiem dobrej komitywie z orkiem, głównie ze względu na podobny charakter. Co nie oznaczało, że przepadał za pozostałymi przyjaciółmi Tellara.

- Jeśli coś chcecie jeszcze powiedzieć, zapytać czy zaproponować: uderzajcie teraz. A jak nie, to rozejść się. Wypływamy - powiedział na koniec Harrana, osadzając wielkie jak bochny pięści na biodrach.
 
 
     
Namron 
Poszukiwacz Przygód
to taka małpa



Wiek: 33
Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 226
Wysłany: 2012-07-11, 00:26   

Trochę strach było służyć pod idiotą. Nigdy nie wiadomo, co takiemu do łba strzeli, i czy nie właduje cię w jaką sytuacje bez wyjścia. Pozostawało mieć nadzieję, że Harrana miał jakiś plan, lub że ten idiotyzm jest przejściowy.
Pojawienie się Ajihna zaskoczyło orka. Tellar spodziewał się raczej, że gog razem z georgiem będą na pokładzie, pomagając w odcumowywaniu statku. Nie dziwiła za to jego biegłość w matematyce - nie było trudno być inteligentniejszym od Fufka. No cóż, obecność przyjaciół rozwiązywała problem dwóch członków warty. Za to piąty...
Było tu sporo możliwości. Jednakże Tellar nie zamierzał podporządkowywać się przyjaciołom. Nie był w nastroju do Rozmów pokojowych. Bez słowa podbił do jora.
- Sih, masz z nami ostatnią wartę - powiedział ork - Dlaczego? Bo tak mówię. A jak się nie podoba, to możesz iść się poskarżyć do kapitana. - dodał, spodziewając się gwałtownego oporu.
_________________
"Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-07-11, 22:23   

Jor stał w zasięgu wzroku, toteż już po chwili ork stał przy nim. Powiedział mu szybko i rzeczowo, czego od niego oczekuje. Ten pisnął cicho, nie ze strachu, ale raczej ze zwykłej niechęci. Potem potaknął głową w zrozumiałym geście. Całość doprawił krótkim "kurwa". Niemniej bardziej nie oponował. Ork nie musiał konfrontować się z nim czy to na argumenty, czy siłowo.

- Nic? Dobra, to poza tym wszystko załatwione. Po apelu wieczornym nasz ulubiony szczerbaty bosman przekona was, że ta broń jest skuteczna. A teraz rozejść się do swoich robót!

Nie trzeba było długo czekać na reakcję załogi. Wszyscy jak jeden mąż wyszli w trymiga, ożywiając się i podejmując z kompanami przeróżne rozmowy. Dużo osób z załogi szeptała słowa zwątpienia co do planu kapitana. Tu Tellar nie był sam.

- Dobra, panowie, to skoro nie mamy nic do roboty, to może dokończymy partyjkę w kości? - zaproponował gog.
 
 
     
Namron 
Poszukiwacz Przygód
to taka małpa



Wiek: 33
Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 226
Wysłany: 2012-07-16, 15:09   

We wszystkich organizacjach jest tak, że ktoś ma status wyższy, a ktoś niższy. I często bywa tak, że ktoś ma zły dzień. Wyładowuje się wtedy na swoich podwładnych, ci na swoich, a ci na swoich, o ile kogoś pod sobą mają. Podobnie było w tym przypadku. Dzień dla orka zaczął się od kaca, nieprzyzwoicie dużej zapłaty za usługi, z których podobno korzystał, lecz których wcale nie pamiętał, poprzez wysłuchanie debilnego planu kapitana, a zakończyć się miał na nadprogramowej warcie. Tellar podbił więc do członka załogi o dość wrednym usposobieniu, coby go trochę zgnoić, pożreć się z nim, i poprawić sobie humor. Jor, zamiast grzecznie stawiać opór, się zgodził. Jednym słowem - dupa. Ork opuścił ładownie gdy tylko Harrana skończył prezentacje. Miał ochotę w coś rozpierdolić, ale nie spotkało by się to raczej z pozytywną reakcją kapitana. W związku z czym uderzył pierwszy, napotkany przedmiot o którym nie było by wątpliwości, że się rozleci. Po czym dla pewności dodał drugi cios.
- Później - warknął tylko, słysząc propozycje Ajihna. Kości skończyły by się kłótnią, a przecież mieli później razem warować. Poza tym, wyładowywanie się na przyjaciołach... Od tego byli przcież wrogowie, których niestety nie było na podorędziu. Tellar skierował się zatem na pokład. Widok morza działał uspokajająco, a może znalazło by się coś do roboty - prosta, fizyczna praca dawała szansę na wyzwolenie negatywnej energii bez zabijania kogoś.
_________________
"Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-07-17, 22:30   

Ork wyszedł z ładowni, pozostawiając za sobą garstkę marynarzy i samego kapitana, zakrywającego skrzynki z zapakowaną bronią. Tellar był wkurwiony. Po prostu. Nie mógł nikomu przywalić, toteż jego wzrok zaczął rozpaczliwie szukać jakichś najbliższych obiektów, które byłyby choćby w nikłym stopniu substytutem do zanurzenia w nim swoich wielkich, ciężkich pięści. Wybór trafił na nieco zbutwiałą, rozpadającą się beczkę tkwiącą w kącie jednego z bocznych odnóg głównego korytarza. Jeden cios wystarczył, by zrobić sporą wyrwę w konstrukcji, a drugie, jeszcze bardziej masywne uderzenie dopełniło sprawy, rozbijając kontener na pojedyncze deski i dwa paski brązowej od rdzy blachy, które trzymały wszystko w całości. Metal zastukał o podłogę i zakołował, raz po raz zniżając pułap, finalnie zatrzymując się w bezruchu.

Wyszedł na pokład. Złość ustała tylko na drobną chwilę, toteż ork postanowił znaleźć cokolwiek, co pomogłoby mu rozładować gniew. Światło słoneczne mile połechtało twarz, a szum fal działał kojąco na nerwy. Statek był już odcumowany i na morzu, powoli nabierając prędkości. Brzeg był oddalony raptem o sto metrów. Żagle trzepotały na wietrze, sugerując, że nie zostały jeszcze w pełni naciągnięte pod obecny kierunek wiatru. Tellar zauważył kilku ludzi, męczących się podczas ciągnięcia ciężkiego szota, pomimo pomocy masywnego kabestanu osadzonego zaraz przed nimi. Bez słowa usadowił się zaraz za nimi, łapiąc za wolny kawałek liny. Był mokry i szorstki, jak zwykle. Jego dłonie były już do tego przyzwyczajone. Zresztą, był orkiem, a nie jakimś lalusiowatym elfem.

[...]Tellar: Umiejętność: Żegluga Poziom 3 - Test = k20(16) + 18 = 34

Wystarczyło siedem minut. Potem szoty zostały zablokowane, a statek trzymał wyznaczony kurs. Tellar zszedł z lewej burty. Czuł się o wiele lepiej. Nie miał już chęci obicia mordy każdemu, kto by się natrafił i powiedział coś prowokującego.

Potem spotkał Geroga. Ten wyglądał, jakby za kimś się rozglądał, po czym, gdy stanął twarzą w twarz z orkiem zachował się tak, jakby osobą poszukiwaną był nikt inny, jak on sam.

- No, nareszje cię znajduję. Ten jebany kapitan wymyślił sobie koleje gówno. Może zrobić że dwie warta, na przykład ja i ty, potem gog i elf, bez szczura? Dużej snu, a na chuj kto miałby satować... sabato... Kurwa, robić z broń?

Podrapał się z tyłu głowy podczas wykrztuszania z siebie długiej wypowiedzi. Ja zawsze, gdy mówił swoim nieojczystym językiem.
 
 
     
Namron 
Poszukiwacz Przygód
to taka małpa



Wiek: 33
Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 226
Wysłany: 2012-07-25, 00:06   

Beczułka niczym nie zasłużyła na swój los. Wiernie służyła marynarzom przez dobrych kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt lat, przechowując w swym wnętrzu wodę, śledzi, suchary czy inne niezbędne do życia na morzu komponenty. Tym razem była jednak pusta, co przypieczętowało koniec jej kariery. Zginęła śniecią tragiczną, zamordowana brutalnie przez wściekłego orka. Pokój jej klepkom.
Wściekły ork tymczasem zdążył trochę popracować. Szoty szybko znalazły się na swoim miejscu, a złość chociaż częściowo mu przeszła. Z wyraźnie poprawionym samopoczuciem skończył robotę.
Spotkanie z Gerogiem nie mogło zaskoczyć - Kormoran nie był dużym statkiem. Jednakże zaskoczył go pomysł przyjaciela. Prosty i genialny, rozwiązywał wiele problemów na raz. Nie tego sopdziewał sie po najwolniej myślącym z przyjaciół.
- Dobra, powiedz chłopakom, a ja szczurowi... Nie, wróć! To mogło by się udać, ale jak kapitan się dowie, to nogi nam z dupt powyrywa. Nie wiem jak ty, ale ja cenie sobię miejsce na tym statku.
Harrana raczej nie poprowadził by inspekcji, ale kto go tam wie? Zależało mu na tych smokach, mógł też wysłać bosmana. Zresztą, Obecność trzech dodatkowych chrapiących gęb we wspólnej ładowni marynarzy nie dała by się łatwo ukryć. Któryś z chłopaków mógłby powiedzieć coś nie tam gdzie trzeba, choćby poczucia obowiązku, albo po prostu żeby ktoś dostał po dupie.
- Lepiej znajdźmy hopakuff i dokończmy kości.
_________________
"Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-08-13, 23:10   

- No ale to wiesz... - marynarz podrapał się w tył głowy. - Siem powie Harrana i będzie dobrze. Idź do go i można powiedzieć...

Splunął na deski pokładu.

- A chuj jesteś a nie odaważny pirat! Mocny w gęba, ino to! A zielon nóżki trzęsą za słowo każde kapitan jak mówi! Co tak ty mu jaja cmokasz, ty tchórz? Chyba ten jęzor co w gęba go masz to nie tylko do gadania służy!

Splunął jeszcze raz na ziemię, potem prychnął, wpatrując się z pogardą w oczy wyższego od niego, masywniejszego orka zupełnie jakby gnębił mniejszego od siebie, cherlawego niziołka, a nie dwumetrowego, dobrze umięśnionego orka. Brodę wypiął do przodu, osadzając pięści na biodrach. Paru ludzi znajdujących się na pokładzie odwróciło wzrok na poddenerwowanego Silvgaardczyka. A że statek wypłynął już na pełne morze, a coraz mniej marynarzy potrzebnych było do operowania statkiem, grupka zainteresowanych raz po raz plującym Gerogiem powiększyła się do trzech osób. Te w oczywisty sposób nie dawały znać po sobie, że w ogóle obchodzi ich nagły wybuch jakiegoś tam człowieka rozmawiającego z Tellarem. Zajęci wyimaginowaną pracą tylko kątem oka obserwowali, czy może jednostronna kłótnia przerodzi się w niespodziewaną walkę ku uciesze załogi. I gniewowi kapitana.

Bo wiadomo było wszem i wobec, że Gefral Harrana mimo wielu zalet, na podobne jatki nie pozwalał. Prócz paru wyjątków. Wszak był to momentami napuszony człek, który lubił czuć władzę, którą posiadał. Zawsze wysłuchuje osoby, które dokonają jakiegoś niepochlebnego czynu, a dopiero potem egzekwuje prawo na pokładzie Kormorana. A walka z powodu obrony jego dobrego imienia mogłaby ujść bez znaczących konsekwencji. Pytanie tylko, czy warto uderzyć własnego przyjaciela z powodu kilku prostych obelg?
 
 
     
Namron 
Poszukiwacz Przygód
to taka małpa



Wiek: 33
Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 226
Wysłany: 2012-08-23, 19:45   

- Goreg, spokojnie, człowieku... - Ork podniósł ręce do góry w pojednawczym geście. - Przecież nie będziemy się bić. - Tellar położył rękę na ramieniu przyjaciela. - Jeśli ci na tym zależy, to nie ma problemu - Palce zacisnęły się na barku człowieka, a druga ręka pomknęła w stronę jego szyi, by opleść krtań. - Niewykonanie rozkazu na okręcie w trakcie rejsu to bunt. A bunt, jak wiadomo, to najcięższa zbrodnia na statku. Karana śmiercią. Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam skończyć na rei. Więc może od razu wywalę cię za burtę, i oszczędzimy Harranie pierdolenia się z wyrokiem, a?
- Zastanów się czasem co mówisz. I do kogo. - dodał po krótkiej chwili, wypuszczając Silvgaardczyka.
_________________
"Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-08-24, 22:09   

Człowiek najpierw prychnął, a potem zacharczał, kiedy Tellar położył wielką dłoń na ramieniu Geroga, a drugą objął jego szyję. Starał wyrwać się z nieprzyjemnego uścisku, w czym pomógł mu ork, luzując uchwyt. Marynarz splunął na ziemię i cofnął się o pół kroku do tyłu, wwiercając się spojrzeniem w Tellara.

- Khy, khy... Dobra, chcesz tam jak. Robimy tak jak kapitan mówici. Tylko dotyka mi jeszcze raz!

Podniósł pięść do góry, wygrażając rozmówcy. Ta jednak nie robiła wielkiego wrażenia na kimś, czyja własna dłoń była znacznie większa, o samym wzroście nie wspominając.

- Dobra, nie było temat. Chodź pod pokład zagrać w kości.

Wystawił rękę w pojednawczym geście. Dwójka kłóciła się już setki razy i nic nie osłabiało tej przyjaźni, jaką udało się między nimi zawiązać.

Wszyscy ludzie dookoła obserwujący uważnie zamieszanie nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odwrócili wzrok, wracając do swoich robót. Było wiadomo, że konflikt nie zaognił się, nie wszczęła się żadna bitka. A szkoda. W ich oczach było widać lekkie rozczarowanie. Lekkie, bo dopiero co wsiedli na statek, napełnieni mocnymi wrażeniami po wizycie na Hola Avara.

Sam ork również odczuł dręczące swędzenie swoich pięści. Jego wybuchowa natura wymaga od niego zachowywania się nieco bardziej... odważnie, bez względu na konsekwencje.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-12-30, 23:33   

Bójki nie było. Pozostało więc ograniczyć się tylko do nudnych, rutynowych sposobów na zabijanie czasu. Ale czy na pewno Tellar chciał kolejne naście dni prześlęczeć nad kośćmi, kartami czy innymi, wałkowanymi bez przerwy rozrywkami? Czy na statku nie mogło wydarzyć się coś ciekawego, co oddelegowałoby nudę daleko stąd?

Ork, na nieszczęście, nie zdołał znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Nie zdążył. Zmarł nagle na gruźlicę.



Sesja zakończona śmiercią bohatera



A Farewell obejmuje prowadzenie nad Khazem w rankingu fragów MG ;)
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group