Elf rzucił się na staruszka. Musiał to zrobić, by samemu zachować się przy życiu. Nie przeszkadzało mu to, że jeszcze przed chwilą osoba ta uratowała go przed wykrwawieniem się i śmiercią. Gdyby Koleus nie zaryzykował, to tak czy owak spotkałoby go dokładnie to samo. A tego wolałby uniknąć za wszelką cenę. Gniew odrodził się na nowo, żądza krwi pierwotnie zaspokojona, teraz odezwała się z dwukrotną siłą.
Zabić. Z błyskawiczną siłą rzucił się na starca, mimo trudnego, leżącego położenia. Jego ręce chwyciły go za szyję, zaciskając się z całej siły. Starszy charknął, zaskoczony nagłym atakiem. Szybko, odruchowo wykręcił się, a jego dłonie złapały ręce Koleusa.
[...]Koleus: Wejście w zwarcie: k20(6) + 32 - 10 (postać leży) = 28 // ST = 14 (obrona: nieprzygotowany)
Sukces, wejście w zwarcie
Koleus: Test zwarcia: k20(20+19) + 17 + 5 = 61 // Starzec: Test zwarcia: k20(15) + 12 = 27 Sukces!
Koleus: Test zwarcia: k20(20+13) + 17 + 5 = 55 // Starzec: Test zwarcia: k20(7) + 12 = 19 Sukces!
Koleus: Test zwarcia: k20(10) + 17 + 5 = 32 // Starzec: Test zwarcia: k20(15) + 12 = 27 Sukces!
Koleus: Test zwarcia: k20(20+7) + 17 + 5 = 49 // Starzec: Test zwarcia: k20(18) + 12 = 30 Sukces!
Starzec szarpał się. Był jednak zbyt słaby i wątły, by sprostać sile i determinacji Koleusa. Raz po raz pętla na szyi zacieśniała się, a jego głos stawał się coraz bardziej charczący i niezrozumiały. Pluł na wszystkie strony i starał się rzucać nogami, co w czas wychwycił elf, zrzucając go do parteru i przygwożdżając do ziemi. Trzymał go przy sobie, w bezruchu, całym sobą skupiając się na tylko jednym aspekcie.
Zabić. Zabić.
- Ykhh...
Kilka sekund później jego dłonie ściskały już mocno gardło słabego starca. Wystarczyła jedna myśl, by z wewnętrznych części dłoni wystrzeliły kolce. Długie i śmiertelne. Krew prysnęła daleko, ochlapując boczną ścianę. Ręce oponenta opadły, a ciało przestało stawiać opór. Zabójstwo przyszło mu nad wyraz sprawnie, a nagły zastrzyk adrenaliny połechtał jego ego raz jeszcze. Pusta już twarz opadła na ziemię, a szyja, poprzecinana kilkoma długimi i ostrymi cierniami pluła czerwienią w zastraszającym tempie.
Puścił go. Udało mu się. Mimo dobrze wykonanej roboty odgłosy walki mogły być jednak słyszane poza pokojem. Nie był tego pewien. Siedział na ziemi i oddychał głęboko, wpatrzony w truchło kolejnej osoby, którą pozbawił żywota.
Uśmiechnął się „Tak dobrze mnie rozgryźć i wejść tu samemu.” Był on drwiący i podły „Chyba nie myślałeś, że będę pamiętał o pomocy.”
Elf nie należał do tych, co maja wyrzuty sumienia. Tego pozbył się już dawno temu. Zbyt dużo krwi, zbyt dużo śmierci.
Strażnicy mogli wejść w każdym momencie. Musiał się śpieszyć. Szybko przeszukał torbę Hadrona by wypić miksturkę, a nóż mu to w czymś pomoże.
Jeżeli nikt nie wejdzie ubierze się w swoje rzeczy, założy kolczugę i sprawdzi co dzieje się na zewnątrz. Musiał się zorientować też jak wygląda sytuacja przed jego drzwiami.
Zrobi to przykładając ucho do nich i nasłuchując, o ile nikt wcześniej nie wejdzie.
Ile z tego co mówił starzec było prawdą? Ilu ludzi wiedziało o jego obecności w wiosce? Ilu jest strażników? Musiał stąd uciec.
Pozbierał wszystkie rzeczy lecz nie założył je, by w razie walki nie miał ograniczeń.
Elf drwił ze starca. Już dawno wyzuł się z wszelkiej moralności czy własnego sumienia. Śmierć zmienia, szczególnie śmierć zadana własną dłonią. Przeszukał torbę, wcześniej przenosząc ją w miejsce, gdzie nie dojdzie powiększająca się z każdą sekundą plama krwi. Zajrzał do środka. Odnalazł tam ciężką sakiewkę, kilka zwiniętych papierów, które okazały się być mapą i jakimiś notatkami, leżące elementy biżuterii, którą sam zdjął oraz mała, niepozorna buteleczka z brązowego szkła. Nie zastanawiając się odkorkował ją i wlał w siebie całą zawartość. Poczuł mrowiący, nieprzyjemny smak goryczy, a następnie palące uczucie w gardle, jak po silnej, krasnoludzkiej wódce. Po kilku chwilach cały jego organizm przeszedł dreszcz, szczególnie nasilający się w okolicy lewego barku i prawego boku, gdzie widniały opatrzone rany.
Poczuł się lepiej, znacznie lepiej. Wypoczęty, na siłach i zdolny do działania. Po kilku łykach mikstury dosłownie odżył na ciele i umyśle. Szklaną buteleczkę odstawił na bok i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Założył kolczugę, wrzucił torbę Hadrona do swoich rzeczy i stanął pod drzwiami, nasłuchując.
Usłyszał odgłosy kroków. Zbliżających się i oddalających, od kilku, może trzech osób. Żadna z nich jednakże nie przystanęła przed drzwiami, ani nie pchnęła ich do przodu, by wkroczyć do pomieszczenia.
Dopiero teraz elf dorzucił do swojego dobytku miecz i sztylet, a tarczę przerzucił przez rękę, jak poprzednio. Był gotów do wyjścia.
Działanie mikstury było szokiem dla Koleusa. To było coś niezwykłego. Pierwszy raz przeżył coś takiego. Czuł się świetnie po tak małej ilości po śmiesznie krótkim czasie. Magia.
Postanowił poczekać. Był narwany ale i ostrożny. Zabijając kolejne osoby mógł podnieść alarm w całej wiosce. Z trzema może jakoś dałby sobie radę, z całą wioską na pewno nie.
Słyszał kroki. Czekał aż przestanie je słyszeć.
Czekał na cisze. Muszą w końcu iść spać.
Oczywiście strażnicy zapewne będą czuwać. Choć z drugiej strony, może starzec nie zdążyl zlecić im tego zadania.
Nasłuchiwał czekając, by cichutko wyjść z pokoju.
Czerwony elf pomimo wielu walk i wielu ran nie był obeznany czy nawet zaznajomiony z mocą magicznych mikstur leczących. Nic dziwnego, wszak były one trudno dostępne i przerażająco drogie, co plasowało je w kategorii przedmiotów "elitarnych". Te jednakże mogły być łatwo zdobyte przez takich ludzi jak Hadron, który majątek jakiś tam posiadał.
Poczekał. Bijące serce spowolniło, tempem powracając do normy. Odetchnął kilka razy, zachowując spokój. Jego twarz, oświetlona pojedynczym płomieniem drobnej świecy stojącej na stoliku była aż nienaturalnie stoicka, kamienna.
Po jakichś dziesięciu minutach większość kroków ucichło. Prócz jednego. Osoba ta z sekundy na sekundę była coraz bliżej pokoju. W końcu, ku zaskoczeniu elfa, zatrzymała się dokładnie pod drzwiami. Zapukała trzykrotnie. Nieśmiały, lekko przerażony damski głos odezwał się przez drewno.
Elf zareagował natychmiast szybkimi ruchami. Starając się zrobić to jak najciszej zdjął z siebie rzeczy. Dzieliło go zapewne kilka sekund od wejścia strażnika do środka.
Nie chciał narobić hałasu ale położył tarczę, broń i plecak na ziemi i szybko podbiegł na palcach do świecy i ją zdmuchnął by zaraz wrócić do drzwi, mówiąc nie za głośno, by się nie zorientował, że to zaraz spod drzwi powie –Już wyszedł.-
Jeżeli mu się uda ta akcja, strażnik powinien wejść by sprawdzić czy na pewno. A w tedy elf stojąc obok drzwi zaatakuje go od tylu, starając się zrobić mu to co starcowi.
I potem spróbować uciec.
Elf pośpiesznie wykonał zaplanowane czynności. Zdjął plecak i położył go pod ścianą, podobnie jak samą tarczę. Świecę zdmuchnął bez problemu, zastając pokój w mroku. W mroku, który mu osobiście nie przeszkadzał. Wszak widział wszystko doskonale w ciemności. Zaraz potem wrócił pod drzwi i odpowiedział.
- Już wyszedł.
Kobieta nacisnęła klamkę. Pchnęła lekko drzwi i wkroczyła do środka.
- A... ale niemożliwe, nie ma go w pokoju, a balia z wodą już czeka i styg...
Nie dokończyła. Koleus rzucił się na nią, kolczastymi dłońmi dusząc swój cel. Nie była na to przygotowana. Dopiero teraz elf zauważył, że nie był to strażnik, ale jedna ze służących, którą widział dnia poprzedniego. Ubrana była w szary fartuch i stawiała jeszcze wątlejszy opór, niż staruszek. Niemniej nogami szamotała mocniej i głośniej, niż poprzedni przeciwnik. Drewno niosło dźwięki daleko, co sprawiło, że hałas rozszedł się dalej, niż panował elf. Inni mieszkańcy domu również mogli go usłyszeć.
Złapała go za nadgarstek, jednak nie popuścił. Cofnął się z nią lekko poza światło bijące z korytarza wpadające do pokoju i wbij jej kolce w szyję. Pisnęła cicho. Koleus przekręcił jeszcze dłońmi dla większego efektu. Krew trysnęła tym razem na jego kolczugę, naznaczając czerwoną plamą całą klatkę piersiową. Syknęła raz jeszcze, a potem jej kolana ugięły się pod ciężarem ciała. Krwawy ułożył delikatnie ciało, by nie wywołało kolejnego zbędnego hałasu.
Dwa trupy w przeciągu kilkunastu minut. I wszystko wyglądało na to, że to dopiero początek. Usłyszał szybkie kroki biegnącej osoby po schodach, które były w odległości dziesięciu metrów od wejścia do pokoju Koleusa. Musiał się spieszyć.
Elf dawno nie zabił kobiety. Ale ta była niebezpieczna. Nie jej siła czy umiejętności ale jej gardło. Musiał działać dyskretnie.
Pozbierał szybko wszystko i wyglądnął za drzwi czy ktoś zmierzał do jego pokoju. Chciał uciekać.
Pomimo tego, że nie miał sumienia, zabicie kobiety nie było chlubnym czynem. Dlatego nagle jego żądza nieco zmalała.
Jednak wola przetrwania ciągle była wysoka. Chciał wyjść stąd cało.
Jeżeli mu się uda, po prostu zacznie uciekać. Najzwyczajniej w świecie. Jeżeli zaczną go ścigać, łatwiej się mu będzie walczyć w lesie, w ciemności.
Miał nadzieję nie spotkać nikogo na swojej drodze, inaczej będzie musiał przywołać kolce na zewnętrznej stronie rąk i załatwić sprawę dużo brutalniej.
Szybkie zebranie całego dobytku. Założenie plecaka. Elfowi zajęło to kilka bić serca. Serca, które odezwało się, kiedy ten zabił kobietę. Uważał to za czyn niechlubny, mimo braku osobistego kręgosłupa moralnego. Ochłonął nieco. Sprawdził, czy ma wszystko i wybiegł z pokoju. Ciężki, obładowany, ale silny i pełny walk o przeżycie. Wskoczył do korytarza i skręcił w stronę wyjścia. Ktoś zawołał za nim "stój!", ale nie obejrzał się. Biegł sprintem, jak najszybciej, jak najdalej. Kopniakiem otworzył drzwi na zewnątrz. Wbiegł na świeże powietrze, nieskażone krwią. Czego nie można było powiedzieć o jego własnym ubiorze. Momentalnie zaraz po zbiegnięciu ze schodków skierował swe kroki w lewą stronę, gdzie, jak mu się wydawało, miał najbliżej do granicy z lasem.
Biegł napędzany kolejną dawką adrenaliny. Nie był zmęczony, choć powinien. Kolczuga szczękała kółkami podczas ruchu, a obnażony miecz w torbie hałasował równie głośno. Na dworze jednak nie było nikogo. Tylko ten osobnik, który go wcześniej zawołał, a obecnie wybiegł przed dom. Tam zatrzymał się i krzyczał.
- Stać! Morderca! Morderca!
Nikt jednak nie zareagował. Bo nikogo nie było. Wszyscy spali. Nikt nie ruszył w pogoń.
Pierwsza linia drzew. Pierwsza ulga bezpieczeństwa. Liście uderzające po twarzy i uczucie rześkiej wolności. Sukcesu. Zabił starszego wioski, służącą, uciekł z niewygodnej sytuacji. Przeżył. Mając ze sobą kilkadziesiąt kilogramów solidnego łupu. Po pięciuset metrach poczuł zmęczenie wywołane ciężarem. Musiał zwolnić do marszu, dalej starając się uciec jak najdalej tylko się dało. Teraz dźwięki wydawane przez leśną zwierzynę nie obchodziły go. Liczyła się ucieczka. Przebijał się przez chaszcze i krzaki jak nigdy dotąd, tnąc kolcami co tylko przeszkadzało mu na drodze. Kilka razy musiał zrobić przerwę na zregenerowanie sił. Potem biegł ze zdwojoną prędkością. Nie wiedział, ile czasu mu to zajęło. Słońce po jego lewej wyłoniło się, powoli rozświetlając las. Nastał nowy dzień. Dzień, który jeszcze bardziej przybliży go do śmierci. Dzień, w którym umrze, nie wiedząc o tym.
Sesja zakończona!
Koleus otrzymuje 2700 punktów doświadczenia!
[...]W sakiewce zabranej Hadronowi Koleus znalazł 10 srebrnych szylingów.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum