TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2014-01-03, 05:28
Dom Tysiąca Mieczy
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-06-30, 15:25   Dom Tysiąca Mieczy

Jeden miecz w dłoni nie uczyni z chłopa wojownika. Tysiąc mieczy w tysiącu dłoniach nie uczyni z bandy obdartusów armii. Wszelako, ostrze jednego miecza umieszczone w odpowiednim sercu może zmienić losy świata.
- Świat Pisany Stalą, Anonim

Dom Tysiąca Mieczy
- kroniki Kaerila Maarena


Kiedy służka przekazała mu wezwanie do komnat Phoe, Kaeril wiedział, że czas jego odpoczynku dobiegł końca.

Od czasu ich ostatniej rozmowy w kuchni Domu minął ponad tydzień. Drow wykorzystał darowany mu czas najlepiej jak potrafił. Dobrze jadł, dobrze się wysypiał, dobrze pił. Zgodnie z zaleceniami cyrulika starał się unikać niepotrzebnego wysiłku i rozciągania pozszywanych dratwą miejsc swojego ciała. Krasnolud w podziemiach domu nieźle go poharatał. Kaeril nie miał do tej pory wiele do roboty w domu. Służba, odwiecznym zwyczajem służb, nie zwracała na niego specjalnej uwagi. Strażnicy zaś i inne najemne miecze nie wyrażały szczególnej potrzeby spoufalania się z nim. Niewątpliwie i tak sytuacja wyglądała dla niego lepiej niż jeszcze przed dwoma tygodniami, gdy w Domu witały go jedynie spojrzenia pełne pogardy i otwarta wrogość. Kaeril powoli zyskiwał sobie szacunek tutejszych. Wiedział jednak, że od pełnej akceptacji dzieliły go jeszcze długie miesiące, a kto wie, czy nie lata.

Z zasłyszanych jednak gdzieniegdzie plotek bohater miał pewien pogląd na temat tego, co działo się w okolicy w ciągu minionego tygodnia. Incydent w podziemiach został uspokojony. Pająki wróciły do swoich klatek, brakujące sztuki uzupełniono a produkcja nieśmiało ruszyła na małą skalę. Pierwsze próbki uzyskanego jedwabiu zostały przez Wulfgara Groka, tutejszego specjalistę od kowalstwa i metalurgii, wyrzucone na śmietnik. Kolejna partia materiału była już jednak, podobno, znacząco czystsza i lepsza. Kaeril wiedział, iż Pieśń absolutnie zakazała wszystkim powiązanym z incydentem wspominania o jego istnieniu. Matronie bardzo zależało, by wieść o tym, iż w szeregach domu znalazł się zdrajca nie wyszła poza mury budynku. Pieśń miała bowiem niejeden problem na głowie. Od tygodni o Berionie Luthien, Busajnie i skradzionych zwojach nie słyszano ani słowa. Coraz więcej na mieście mówiło się jednak o niechęci, jaką afera ta wywołała pomiędzy domami Pieśni i Maski. Oba domy obwiniały się wzajemnie o utratę Zwojów oraz obawiały konsekwencji ujawnienia ich treści. Czymkolwiek by ona nie była. Syn Matrony Ellanor – Hudrin, biedny szaleniec z lochów, został znaleziony gdzieś w kanałach miasta. Brak było dowodów które mogłyby powiązać jego śmierć z Pieśnią, lecz z pewnością nie ociepliło to relacji pomiędzy domami. Również śmierć, jaką sam Kaeril zadał dwóm żołnierzom Maski miała swoje trzy grosze do wtrącenia w tej kwestii. Nie dziwi wobec tego fakt, iż ostatnimi czasy w Domu zrobiło się tłoczno. Jak zwykle w obliczu zbliżającego się konfliktu nad przyszłym polem bitwy zaczynały zbierać się sępy i inny padlinożercy. Drobni „przedsiębiorcy”, przedstawiciele mniejszych gangów, gildii i domów przychodziły błagać Myranę Aluviel, Matronę Pieśni o audiencję. W zamian za korzyści w przyszłym podziale łupów deklarowali swoją lojalność wobec Pieśni, oferowali haki, wyciągali brudy i podpowiadali strategie uderzeń na Srebrną Maskę.

Kaeril był pewien, że po drugiej stronie barykady sytuacja wyglądała identycznie.

Teraz zaś Phoe wezwała go do siebie. Wiedział co to oznacza. Jego miecz znów był potrzebny.

Bohater znajdował się we własnym pokoju. Niewiele się tu zmieniło od ostatniego czasu. Nadal znajdowało się tu łóżko, stołek, skrzynia na ubrania, biurko. Zguba Drowa leżała opodal niego na pościeli. W pomieszczeniu było ciepło, jak zwykle w południe. Jedna ze ścian komnaty sąsiadowała bowiem ze ścianą pieca kuchennego i zawsze nagrzewała się tragicznie gdy tylko kucharki przygotowywały obiad dla domowników.

Kaeri musiał zbierać się do wyjścia. Wiedział dobrze, że Phoe nienawidziła spóźnień.

[...]1 pkt. karmy za rozpoczęcie przygody dodano
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-04, 11:51   

- Kuuurwa - mruknął przeciągle Kaeril, gdy służka wyszła.

Rozleniwił się znów przez ten tydzień nieróbstwa. Rozleniwił się straszliwie. Ale cóż, służba wzywa.

Cała sytuacja w mieście, waśnie między domami, plotki, problemy Pieśni obchodziły go tyle, ile znaczyło to dla niego. Cóż, z pewnością mogło to oznaczać więcej roboty nie związanej z szukaniem Beriona. Ha, może to był właśnie jego plan? Zwaśnić domy, zająć je niepotrzebną walką i uderzyć, kiedy będą najbardziej wrażliwe. Ale drow nie wierzył, że Berion po prostu siedział cicho. Na pewno sam podżegał jakieś plotki, podpowiadał gangom współpracę z jednym lub drugim domem. Może i to on stał za krasnoludem w lochach... Nikt przecież nie wiedział, jak wygląda. Nikt prócz Kaerila, a on był zamknięty w posiadłości Pieśni.

Żądza zemsty nieco już jednak opadła w Kaerilu. Na tyle, by nie denerwował się, że Pieśń oddelegowuje go wciąż do innych, niezwiązanych ściśle z szukaniem Beriona, zadań. Na tyle, by mógł spokojnie pozwolić na to, żeby jeszcze matrona wytropiła go dla Kaerila. Na tyle, że zaczął myśleć o tym, czy po znalezieniu pseudo-barda odzyska swoje włosy i czy Pieść pozwoli mu odejść. A może zostać? Nie miał w końcu tu tak źle. Strawa i napitek za darmo, tak jak i pokój. Jednak zdecydowanie wolałby, gdyby relacje wyglądały bardziej jak najemnik-klient, nie sługa-pan. Na pewno jednak uczucie związane z Berionem nie opuściło go na tyle, żeby na każdą myśl o nim nie tracił humoru.

Tak się dać wrobić, kurwa!

Matrona i Phoe to był osobny temat... Na inny czas i inne siły. Kiedyś, kiedyś...

Drow otrząsnął się z rozmyślań tak szybko jak tylko był w stanie zrobić to jego rozleniwiony umysł. Zebrał się w sobie i szybko przygotował się do wyjścia. Założył po raz pierwszy swój nowy pancerz, marnujący się do tej pory gdzieś w kącie pokoiku. Przypiął na pasie codziennie pielęgnowaną Zgubę do swego boku, dołączając standardowo do miecza drowi sztylet na drugim pasie. Poprawił wszystkie klamry, wygładził ubranie, zmierzwił włosy. Poszukał jeszcze wzrokiem miski z wodą, by przemyć twarz. Palce jednej ręki na chwile zatrzymały się na starej bliźnie. Uśmiechnął się lekko do wspomnień i zaraz szybko naciągnął na dłonie rękawice i wyszedł z pokoju, kierując się od razu do komnaty Phoe.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-07-09, 16:15   

Kaeril nie należał do elfów, które miały w zwyczaju spóźniać się na spotkania. Phoe z kolei nie należała do drowek, które mają w zwyczaju czekać na cokolwiek i kogokolwiek. Nie dziwił wobec tego fakt, iż bohater bez zbędnej zwłoki zebrał się do wyjścia z pomieszczenia. Obmył twarz, poprawił włosy, poprawił ubranie ciaśniej niż przed tygodniem opinające jego umięśnione ciało. Swoją posturę mógł już z ukontentowaniem określić jako porównywalną z tą, jaką posiadał przed swoim uwięzieniem. Regularne, syte posiłki oraz możliwość częstego odpoczynku były tym, czego jego organizm potrzebował najbardziej. Kaeril znajdował się obecnie w najwyższej od lat formie i nic nie zwiastowało tego, by miało coś ulec zmianie. Drow przypiął do pasa sztylet oraz Zgubę. Nowy pancerz wykonany został specjalnie na jego wymiar. Bohater nie pamiętał, by ktokolwiek „mierzył” go w trakcie swojego pobytu w Pieśni. Domyślał się, iż musiał być w tym czasie nieprzytomny lub w trakcie operacji. Nie miało to większego znaczenia. Zbroja była lekka, elastyczna i niezwykle wytrzymała. Z pewnością stanowiła znacznie lepszy kawałek pancerza niż jego stara brygantyna. Co prawda, tamtej ostatniej pazury nocnych pająków nie potrafiły spenetrować... wszelako dwuręczny topór krasnoluda przechodził przez nią z zaskakującą łatwością.

Kaeril, gotów do drogi, opuścił swój pokoik.

W Domu znajdował się już od dwóch tygodni. Strażnicy jak i służba rozpoznawali go już bez problemu. Nie zdziwił wobec tego fakt, iż na piętro, gdzie znajdował się pokój Phoe wszedł po jedynie standardowej, rutynowej kontroli. Strażnicy bez wątpienia wiedzieli, iż był wzywany i że nie należało niepotrzebnie opóźniać jego przybycia.

W pokoju Phoe nic nie uległo większej zmianie. Kaeril zapukał, a po chwili, gdy Phoe zezwoliła mu na wejście znalazł się w środku. Nadal było tu zaskakująco skromnie. Jedynym zbytkowym elementem jego wyposażenia było wielkie, podwójne łóżko z aksamitną pościelą i wielką ilością wypchanych poduch porozrzucanych na jego powierzchni oraz kabinet z wysokim, krystalicznie czystym zwierciadłem. Na drewnie regału leżały w nieładzie pędzelki, nożyki i farbki. Poza łóżkiem i szafą z lustrem pokój wypełniały regały uginające się od ksiąg i pergaminów, szafy na ubrania, kuferki na różne szpargały oraz naturalnej wielkości drewniany manekin z założonym, wspaniale wykonanym pancerzem z jedwabiu nocnych pająków.

Phoe, ubrana w czarne legginsy i kubraczek szyty srebrnymi nićmi nie była sama. Obok niej, wyprostowany na baczność niczym struna stał drow mężczyzna. Włosy upięte miał wysoko na szczycie głowy, odsłaniające szerokie czoło oraz głęboką żółć kocich oczu. Minę miał niczym wykutą z kamienia, nie wyrażającą absolutnie żadnych emocji. U jego pasa znajdował się długi miecz a sposób, w jaki mężczyzna stał, rozkład jego ciężaru ciała zwiastował niechybnie, iż miało się do czynienia z zawodowym, wieloletnim żołnierzem. Pomimo tego, iż nosił na sobie czarny, stalowy pancerz nie sprawiał wrażenia, iż było mu gorąco lub ciężko. Zbroję nosił jak swoja drugą skórę. Kaeril nie kojarzył jego twarzy jako jednego z domowników.

- Jesteś wreszcie. – rzuciła w jego stronę Phoe.

Odwróciła się do mężczyzny.

- To o nim mówiłam, Mehr.

Uwadze bohatera nie uszło, iż Phoe zwróciła się do mężczyzny z niezwykłym szacunkiem. Nie tylko użyła wobec niego grzecznościowego zwrotu językowego, co generalnie nie zdarzało się wobec mężczyzn ze strony kobiet zbyt często, to jeszcze *sposób* w jaki mówiła, tchnął zaskakującą potulnością.

Kaeril zgromiony został jej surowym spojrzeniem. Ukłoń się, psiamać! – zdawało się ono mówić.

Wojownik póki co nie rzekł słowa, mierząc bohatera od stóp do głów przenikliwym spojrzeniem swoich kocich oczu.

Teon Darkblade.jpg
Plik ściągnięto 14048 raz(y) 16,02 KB

_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-09, 16:55   

Zaraz po wejściu do pokoju wzrok drowa nie pomknął ku ciasnym legginsom Phoe, nieznajomego na początku nawet nie zauważył. Pancerz z jedwabiu nocnych pająków... Tak, dla jego samego Kaeril mógłby porwać się na całą Cichą Pieśń. Oczywiście... z rozwagą... Ha, był jeszcze czas, był jeszcze czas.

Dopiero potem skinął lekko głową w kierunku Phoe, uznając to za grzeczność w najwyższym wydaniu. W pierwszej chwili zachowanie drowki uderzyło go nieco. Poza tym wojownik wyglądał, jakby to nie było, groźnie. Pewnie szlachcic, może mistrz miecza. Ale, ale! Nie mógł przecież okazać nieznajomemu więcej szacunku niż samej Matronie Aluviel! Kaeril nie pamiętał bowiem, choć jego pamięć mogła być zwodnicza, żeby kiedykolwiek jej się ukłonił, a widział ją przecież tyle samo razy, co nieznajomego.

Z bardziej praktycznej strony żaden godny wojownik nie uzna ni trochę istoty, która już na początku ukazała by słabość i uniżenie. Drow czy nie drow, nie liczą się metody czy stopień okrucieństwa, każdy winien mieć swój honor, jakkolwiek by go nie pojmował.

- Sal'lam - rzekł w końcu, gdy uznał, że cisza nie może przedłużyć się już dłużej, by nie była niezręczną. Nie ukłonił się jednak, zgodnie ze swoim planem. Gdyby byli teraz w szlacheckim domu w Imperium pewnie wyciągnął by dłoń do uścisku. Uśmiechnął się całkowicie nieświadomie do tej myśli, że mógłby wśród ludzi być traktowany choć w taki sposób! W milczeniu czekał na to, aby drow przedstawił się mu, lub żeby Phoe wyjaśniła powód, dla którego został wezwany.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-07-10, 23:39   

Kaeril nie ukłonił się, wbrew oczywistemu życzeniu Phoe. Zamiast tego postanowił użyć zwyczajowego zwrotu na powitanie i oczekiwać reakcji zgromadzonych w pomieszczeniu drowów. Nieznajomy wojownik, zgodnie z oczekiwaniem, nie sprawiał wrażenia szczególnie zgorszonego zachowaniem bohatera. Najwyraźniej podobne puste słowa grzeczności nie były przez niego wymagane, a ich brak nie robił na nim wrażenia. Zachowując całkowity spokój delikatnie skinął głową w stronę Kaerila, nie wypowiadając ni słowa. Inaczej, niż Phoe, która w ewidentny sposób była wściekła. Jak zwykle, panowanie nad własnymi emocjami nie stanowiło jej najmocniejszej strony. Kobieta zgromiła bohatera wzrokiem, wyraźnie powstrzymując się przed udzieleniem mu bardziej wyraźnej reprymendy.

- Kaeril stanowi znakomity materiał na ucznia. Nie tylko pokonał niewidzialnego myśliwego... – zaczęła – podjął również wyzwanie rzucone mu przez Żelaznego Liścia, jak również zdołał bez wysiłku wyczyścić przed tygodniem podziemia Domu z...

Wojownik przeniósł wzrok na kobietę, a ta umilkła jak rażona gromem. Kaeril nie do końca rozumiał relację, jaka zachodziła między tą dwójką. Z jednej strony córka Matrony Domu Cichej Pieśni cieszyła się wśród służby niekwestionowaną pozycją i autorytetem. Nikt nie ośmielił się jeszcze odezwać w jej towarzystwie nieproszony czy przerywać jej wpół zdania lub też, bogowie!, uciszać ją. Z drugiej zaś strony, ów zakuty w pancerz drow zdawał się wywierać na nią jakiś piorunujący, niemożliwy do przezwyciężenia wpływ. Gdyby była mowa o kimś innym niż Phoe, Kaeril gotów byłby przysiąc, iż kobieta się go *boi*.

Natychmiast po uciszeniu Phoe drow skierował swoją uwagę na bohaterze. Nawet on musiał przyznać, iż czuje się dziwnie nieswojo, mierzony stoickim spojrzeniem żółtych, kocich oczu nieznajomego. Twarz wojownika nie wyrażała żadnej, najdrobniejszej nawet emocji. Kaeril czuł się oceniany, niczym dobry niewolnik wystawiony na targ.

- Uczenie tego mięsa czegokolwiek to zwykła strata czasu – powiedział wreszcie.

Jego głos był niski i lekko ochrypły. Nie sprawiał wrażenia głosu kogoś, kto mową zarabia na życie. Wręcz odwrotnie, był to głos kogoś, kto odzywał się możliwie najrzadziej i wolał działać, niż gadać.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, iż zdradzi cię przy najbliższej możliwej okazji?

Zdanie to wypowiedział tak, jakby Kaerila w ogóle tu nie było. Mówił o nim, lecz nie zwracał na niego uwagi. Kaeril dla nieznajomego nie liczył się bardziej, niż pyłki kurzu w otaczającym ich powietrzu.

- C-co? Nie! – zaprzeczyła Phoe – Przyznał się do rozmowy ze Srebrną Maską. Dochował nam wierności i do tej pory wszystkie polecenia wykonał znakomicie. Nienawidzi Beriona i niczego nie pragnie bardziej, niż śmierci jego i kobiety, Busajny, która mu towarzyszy...

Na twarzy drowa wykwitł oszczędny, ponury uśmiech.

- A co innego mu pozostało? Wykonywanie poleceń lub śmierć to prosty wybór, dla takiego mięsa, jak on.

Wojownik spojrzał znów na Kaerila.

- Jesteś mięsem, czy wojownikiem? – spytał.

W pytaniu dźwięczały jawna kpina, pogarda i brak szacunku.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-11, 09:31   

"Bez wysiłku" powtórzył w myślach Kaeril i mocno powstrzymał się przed okazaniem choć znaku rodzącego się w nim śmiechu. Zupełnie nie pomógł mu w tym widok Phoe rozmawiającej z tym dupkiem. "Kurwa, dobre..."

Mimo oczywistej przyjemności z widzenia bojącej się Phoe, ha, gromiącej go wzrokiem... To i tak nie miał ochoty dużo dłużej przysłuchiwać się tej rozmowie. Nużyła go. Pytanie drowa zaskoczyło go, jednak raczej tylko sama treść, nie ton głosu. Każdy drow mający choć trochę (czyli jak na standardy rasy w chuj i jeszcze trochę) poczucia własnej wartości odnosi się do innych, o nieznanym mu stanowisku społecznym, w ten sposób. Jeśli tylko czegoś nie chce.

Przez myśl przemknęło mu parę głupich odzywek, jednak zdecydowanie byłoby to przekroczeniem granic. Oczywiście głupim było by odpowiedzieć jedną czy drugą opcją. W koncu...

Kaeril przywołał na usta swój sposób na pogardę i brak szacunku, krzywy uśmiech.

- Na to pytanie M e h r już chyba sam sobie odpowiedział, nie widzę sensu, żeby poprawiać... - zaczął i zwrócił się do Phoe. - Jeżeli to spotkanie ma na celu tylko i wyłącznie obrażanie mojej godności - "przez kogoś komu nie mogę obciąć głowy chociażby ze względu na status" dopowiedział sobie w myślach - to wolałbym już iść - zakończył z zamierzoną karykaturą ukłonu.

Kaeril nie miał bladego pojęcia co w nim miałby oceniać drow przed nim i czego spodziewał się po pytaniu. Zdecydowanie nie miał zamiaru mu jednak dać żadnej satysfakcji.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-07-12, 16:33   

Kaeril wypowiedział to, co zamierzał powiedzieć. Z ust Phoe, zza mocno zaciśniętych zębów wydostał się cichy syk.

- Mehr, on nie... – zaczęła.

Umilkła natychmiast po tym, gdy drow uniósł w powietrze otwartą prawą dłoń. Kaeril nie widział jeszcze nigdy, by ktoś równie bezczelnie uciszał córkę matrony Domu Cichej Pieśni. Domu zasiadającego w drowiej Wysokiej Radzie. Domu stanowiącego, obok Srebrnej Maski, największą potęgę w tej części Puszczy Wiecznej Nocy. Pieśń była tu panią życia i śmierci, a Phoe była jej awatarem. Nie ucisza się otwartą dłonią bogini, jak gdyby była to zwykła smarkula, mająca czelność odzywać się w obecności dorosłych bez pozwolenia. Nie robi się tego chyba, że nosi się w swoim sercu życzenie długiej i bolesnej śmierci.

- Och, on doskonale chciał i właśnie to zrobił – rzekł drow.

Na jego kamiennej twarzy pojawił się grymas pogardliwego uśmieszku skierowanego w stronę bohatera.

- Jesteś mięsem. Nie masz godności którą można byłoby obrazić. Moją rolą, rolą wojownika jest krojenie takich jak ty, podobnie, jak rolą rzeźnika jest krojenie świńskich półtusz. Czy prosię może czuć się obrażone takim stanem rzeczy?

Drow obrócił się w stronę Phoe.

- Szkolenie go jest błędem. Prędzej czy później broń, którą tu sobie tworzysz obróci się przeciwko tobie. Módl się do wszystkich bogów, bym był wtedy jeszcze przy tobie, dziewczyno.

Wojownik wystąpił kilka kroków do przodu, zrównując się ramię w ramię z Kaerilem. Spojrzenie jego kocich oczu utkwiło w bohaterze. Badawczo. Z ostrzeżeniem. Z pogardą.

- Udowodnij mi, że się mylę. Na dziedzińcu.

Kaeril wiedział, o jakim miejscu mówi drow. O wewnętrznym dziedzińcu rezydencji, miejscu cudnej urody ze względu na znajdujące się tam rozległe ogrody oraz znakomicie wyekwipowany plac treningowy dla domowej gwardii.

Wojownik wyszedł z pokoju, zostawiając Phoe i Kaerila samych.

Kobieta odetchnęła z wyraźną ulgą.

- Zgodził się – powiedziała z nieskrywanym zaskoczeniem.

Jak gdyby sama nie wierzyła, że to się stanie.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-12, 18:52   

- Nie wierzę, że kolejny raz mogłaś we mnie zwątpić, pani - odparł, zupełnie nie zdumiony końcową reakcją Phoe. Dobrze wiedział, że ani przyznanie się do bycia "mięsem" ani dumne nazwanie się wojownikiem nie byłoby dobrą odpowiedzią. Ani dla drowa przed nim ani dla niego samego. Dumne słowa być może jednak trafiły do wojownika... może tylko nie chciał tego pokazać? Och, oczywiście ryzykował znacznie agresywną reakcję drowa ale... czyżby od czasu "wpółpracy" z Berionem nauczył się oceniać charaktery napotkanych osób? Nie, raczej mimo wszystko pokładał wiarę w swoje umiejętności szermiercze i miał nadzieję, że wspaniałe ostrze szybciej znalazło by lukę w zbroi drowa niż jego długi miecz znalazł by miejsce w jego układzie krwionośnym.

Teraz jednak, gdy wrażenie pierwszego spotkania minęło zdał sobie sprawę, że nie miałby z nim szans. I wojownik dobrze o tym wiedział. Co więc byłoby dobrym sposobem na udowodnienie? Cóż, zobaczymy, co przygotował...

Kaeril nie uznał za stosowne zapewniać o słuszności swojego szkolenia czy swej lojalności dla Phoe. Wzruszył tylko ramionami i powiedział:

- Cóż, chyba muszę tam iść - i tak też zrobił.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-07-13, 18:37   

Phoe westchnęła z zamyśleniem.

- To nie w ciebie wątpiłam, tylko w niego. – powiedziała, kiwając głową w stronę zamkniętych przed chwilą drzwi do pokoju.

Podeszła bliżej, zatrzymując Kaerila przed natychmiastowym opuszczeniem pokoju.

- Osoba, którą właśnie widziałeś, to Teon Mroczna Stal. – powiedziała.

[...]Test: Wiedza: Puszcza Wiecznej Nocy

Kaeril jak na drowa posiadał zaskakująco niewielką wiedzę o ziemiach z których się wywodził. Bohater wiedział co nie co o jej geografii, roślinach, bestiach których należało unikać i miastach, gdzie można było szukać schronienia, lecz jego wiedza na temat słynnych w Puszczy osobach była mniej niż zerowa. Miano Teona zaś nic mu nie mówiło. Na szczęście z pomocą przyszła sama Phoe.

- Uniosłeś się dumą jak dziewica w dniu pokładzin przed jednym z ostatnich prawdziwych mistrzów broni w naszej nacji. – dodała z absolutną powagą – Słuchaj go we wszystkim. Toleruj szorstki język. Będziesz pierwszym indywidualnym uczniem którego zgodził się przyjąć od niemal pięciu dekad. Wyłącznie na wyraźną prośbę Domu Cichej Pieśni.

Uwadze Kaerila nie uszło słowo *prośba*. Zupełnie jakby ten Dom był w stanie prosić kogokolwiek o cokolwiek.

- Idź więc. – rzuciła za nim, gdy wychodził.

Bohater rychło skierował swoje kroki ku zewnętrznemu dziedzińcowi.

Znał to miejsce całkiem dobrze. podczas ubiegłych dwóch tygodni spędzonych w domu (głównie na leczeniu) nie raz i nie dwa przychodził tutaj, chcąc odsapnąć od klaustrofobii czterech ścian małego pokoiku a jednocześnie chcąc uniknąć zgiełku rynku Luriel. Znajdowały się tu bujne ogrody, wysokie żywopłoty, kilka sztucznych oczek wodnych oraz, co najważniejsze dla samego zainteresowanego, wielki plac ćwiczebny z białej płyty kamiennej. To tu gwardia Pieśni ćwiczyła strzelanie z łuku oraz walkę bezpośrednią. Tu też znajdował się sam Teon w otoczeniu kilkunastu młodych drowów. Kaeril nareszcie skojarzył jego postać z miejscem. Oczywiście, widywał Teona już parokrotnie, zawsze w otoczeniu strażników Pieśni. Najczęściej stał z boku i komentował krytycznie ich poczynania. Prawie nigdy osobiście nie wkraczał do walki. Pełnił tu rolę wyłącznie nauczyciela i instruktora. Czy robił to jednak za pieniądze, czy też może faktycznie był „częścią” Cichej Pieśni – tego bohater nie wiedział.

Na widok Kaerila gestem otwartej dłoni wskazał mu leżące opodal na stojaku miecze ćwiczebne a następnie środek placu. Nie sprawiał wrażenia ani szczególnie zdziwionego pojawieniem się herosa, ani też niezadowolonego. Był nauczycielem i zachowywał iście mentorską obojętność i neutralność.

- Ty.

Słowem wskazał jednego z półsiedzących obok drowów, by uczynił to samo.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-14, 11:48   

Dla Kaerila drow bez dumy był niczym. Taki osobnik mógł trenować pod okiem największego z mistrzów, być wielkim magiem, najpotężniejszym z wojowników... ale bez dumy dalej byłby nikim. Bo przecież gdy przyszedłby do niego kolejny drow, dumny, pewny siebie i powiedział mu, że oto on jest lepszy, wyżej postawiony, ważniejszy! To on ugiąłby przed nim karku, tak jak wymagała to od Kaerila Phoe, by zgiął się przed Teonem. A nawet jeśli, tak jak w tym przypadku, ten drugi wyżej postawiony byłby lepszy... to drow bez swojej dumy nie byłby wstanie dogonić go umiejętnościami i zrównać poziomy. Bo to nie to samo co świętoszkowaty honor ludzkich paladynów, to poczucie własnej wartości. Mierzone własną miarą, nie tą skrojoną przez wielkie domy i wieki ksenofobii matron, które miast rozszerzać potęgę wszystkich drowów szukały tylko wrogów wśród swego rodzaju, miażdżąc jednego by szukać kolejnego... Tak, Kaeril dobrze przypomniał sobie, czemu kiedyś opuścił Mroczną Puszczę. Był skrępowany przez tę... mafię. Ale teraz znalazł się wśród nich, nie przeciw wszystkim. Kto wie, do czego mógłby dotrzeć dumny drow...

Tak, być może od prawie pięciu dekad nie było drowiego wojownika, który posłusznie i z pokorą nie zgiąłby karku przed wielkim mistrzem miecza. Być może Teon to osoba, którą Mroczna Puszcza powinna szanować nie tylko ze względu na umiejętności szermiercze? Ale było tyle innych możliwości, dla których mógł on przyjąć Kaerila jako ucznia. Tak wiele! Nie należało wyciągać pochopnych wniosków. W końcu w tym świecie każdy knuł jakąś swoją intrygę.

Nie powiedział nic z tego Phoe, skinął jej tylko głową i wyszedł, kierując się na dziedziniec.

Na widok gestu Teona posłusznie skierował się w stronę mieczy ćwiczebnych i wziął jeden do ręki. Złapał za rękojeść, zważył go w rękach, machnął parę razy na próbę. Zasadniczo nie miał co szukać bardziej odpowiedniego dla siebie wśród reszty mieczy - mógł być pewien, że wszystkie są albo takie same, albo każdy miał jakąś imperfekcję, być może nawet celową dla treningu żołnierzy. Zastanowił się chwilę przed odejściem od stojaka i odpiął oba swoje pasy. Niepotrzebne było mu dodatkowe obciążenie. Pochwę ze Zgubą odłożył ostrożnie na stojak, sztylet położył tak, by przynajmniej nikomu nie przeszkadzał.

Później wyszedł spokojnym krokiem na środek placu, trzymając miecz w lewej ręce za koniec rękojeści, tak, że sztych znajdował się na wysokości prawego kolana. Czekał tak, w pozycji szermierczej z prawą nogą wysuniętą lekko do przodu, aż jego domniemany przeciwnik znajdzie się również na środku. Obserwował go zanim zacznie się coś, co jak przewidywał Kaeril będzie treningową walką. Jego chód, manierę ruchów. Czy był pewny siebie. Kiedy już drugi drow znalazł się tam gdzie powinien, Kaeril czekał spokojnie na jakąś komendę Teona albo na atak przeciwnika, by w ogóle złapać miecz oboma rękoma.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-07-17, 19:41   

Kaeril wszedł na kamienną płytę placu ćwiczebnego, kierując swoje kroki w stronę stojaku z mieczami. Czuł na sobie śledzące go spojrzenia zgromadzonych tu drowów, gdy odpinał do boku pas ze Zgubą oraz ze sztyletem. Byli jak krążące nad jego truchłem sępy. Wietrzące ciekawe widowisko, wietrzące krew. No, w każdym razie co do tego drugiego pewności nie było. Miecze bowiem były klasycznymi mieczami ćwiczebnymi. Ich metalowe, ciężkie rdzenie starannie obłożono drewnianą, zewnętrzną powłoką. Dzięki temu nie różniły się one znacząco od swoich prawdziwych odpowiedników ciężarem, a ciosy nimi zadane choć były bolesne nie mogły zabić. W każdym razie nie od razu. Kaeril od razu zauważył charakterystyczne nitki jadowitej zieleni w strukturze drewnianego, tępego ostrza. Bohater wiedział, że w jego ręku znalazła się nieco bardziej brutalna wersja miecza. W tym wypadku drewno zostało nasączone specjalną mieszanką z rosnących w Puszczy ziół. Sprawiała ona, że każdy, najlżejszy nawet kontakt ze skórą kończył się w najłagodniejszych wypadkach albo paskudnym oparzeniem albo, przy silniejszych uderzeniach, niezwykle bolesnym skurczem mięśni. W kulturze drowów nawet lekcje bywały szalenie bolesne.

Wyznaczony przez Teona drow wybrał klasyczne długie ostrze, w przeciwieństwie do półtoraka Kaerila. Zajął miejsce niecałe dziesięć metrów od bohatera, trzymając miecz ostrzem ku górze oburącz wysoko ponad głową. Kaeril musiał przyznać, że nieczęsto na swojej drodze spotkać mógł elfa walczącego typowo ludzkim stylem walki, przeznaczonym do zadawania gwałtownych, katowskich uderzeń bardziej z myślą o penetrowaniu silnych pancerzy niż trafianiu zwinnego szermierza. Błędem było jednak założyć, iż przeciwnik Kaerila walczył będzie aż tak przewidywalnie. Na jego twarzy malował się spokój i uwaga. Nie sprawiał wrażenia szczególnie silnego fizycznie i kondycyjnie, lecz rysujące się pod powierzchnią lnianej koszuli którą nosił mięśnie również świadczyły o tym, iż nie jest ułomkiem a walka nie jest mu pierwszyzną.

Teon skinął głową, dając sygnał do rozpoczęcia walki.

Na ułamek sekundy cały dziedziniec Domu spowiła gęsta cisza.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-17, 20:05   

Kaeril w ogóle nie przejmował się tym, jak reszta drowów na niego patrzyła. Być może każdy z nich słyszał o tym, jak sam poradził sobie z pająkami. Być może również każdy z nich słyszał w jakim stanie wyszedł z lochów. Nie było to ważne co o nim myślą teraz. Nie było ważne dać im nawet ciekawe widowisko, jeżeli ćwiczenia nie będą tego wymagać. Co o nim będą myśleć gdy już zostanie sprawdzony też go nie obchodziło. No, chyba, że będzie mógł spijać z ich twarzy spojrzenia pełne podziwu.

Minęło ponad pół miesiąca, odkąd Kaeril ostatnio rzeczywiście walczył za pomocą miecza półtoraręcznego trzymając go oburącz. Nic to jednak nie zmieniało. Drow wciąż był pewien swoich umiejętności.

Uniósł miecz nieco do góry, tak by sztych wskazywał gardło przeciwnika. Widząc, że przeciwnik unosi ręce wyżej, niż wcześniej spodziewał się Kaeril, poprawił ułożenie miecza, tak by sztych poruszał się nierówno pomiędzy lewym przedramieniem a gardłem przeciwnika. Nie miał jednak zamiaru wykonywać pchnięcia wyprzedzającego atak jego przeciwnika, mimo posiadania dłuższego miecza. Takie pchnięcie było rzeczą łatwą do uniknięcia, zaś miecz Kaerila był cięższy, wolniejszy. Z cięciem w przedramię też mogłoby nie wyjść. Być może jednak przeciwnik bohatera zawaha się przed atakiem choć trochę, widząc odpowiednią postawę obronną. Drow zastanowił się także nad próbą wytrącenia przeciwnikowi miecza zaraz po uniknięciu pierwszego ataku. To jednak mogłoby okazać się zbyt lekceważące. Być może nic by mu to nie dało. Być może nie spodobałoby się mistrzowi miecza.

Pozostało więc nie dać się trafić i kontratakować. Kaeril wybrał unik, jako że dalej jego miecz był wolniejszy i parada znów mogła okazać się zgubna. Po udanym uniknięciu Kaeril oczywiście uderzyłby w jak najdogodniejsze miejsce do zadania ciosu. Nie myślał jednak kategoriami paraliżująco-palącej trucizny a zwykłej walki. Bo przecież sparaliżowane mięśnie szyi nie wyłączają przeciwnika z walki, a bohater miał nadzieję, że na placu treningowym panują realistyczne zasady.

Kaeril stał więc zasadniczo w miejscu, mimikując ewentualnie ruchy przeciwnika, gdyby ten starał się go obejść, i czekał na atak swego przeciwnika.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-07-23, 17:10   

Ciężar jaki bohater na sobie nosił był na tyle minimalny, iż nie wpływał w żaden sposób na płynność jego ruchów. Rany, które odniósł przed tygodniem również wyleczyły się już całkowicie. Doskonale wiedział, iż może sobie pozwolić w tej walce na pokazanie pełni swoich możliwości bez obaw o to, iż jego ciało zawiedzie go w krytycznym momencie, lub też, że przeszkodzi mu w tym klasyczna złośliwość rzeczy martwych. Kaeril postawił w nadchodzących sekundach na swoją zwinność, uniki oraz umiejętność wyprowadzenia jednego, morderczego cięcia. Jego przeciwnik natychmiast wyczuł zamiary bohatera. Jego postawa uległa zmianie. Miecz został opuszczony, znajdując się na wysokości barku. Drow zdawał sobie sprawę, iż jego oryginalna pozycja bojowa była zbyt prostą. Cięcie wyprowadzone z wysokości zaś było zbyt przewidywalne i łatwe do uniknięcia. Zamiast tego, szermierz zdecydował się na wprowadzenie więcej dynamiki i ruchu w swoją część walki.

Cały dziedziniec zamarł w oczekiwaniu.

Ułamek sekundy drow ruszył do walki. Z jego ust nie wydobył się bojowy okrzyk. Zamiast tego jego usta zacisnęły się mocno w jedną, siną kreskę, a jego kroki w szybkim susie skróciły dystans pomiędzy walczącymi. Najwyraźniej liczył na to, że gwałtowność natarcia zaskoczy Kaerila, przygotowanego do długiego „badanie się” przeciwników, wybijając go z rytmu. Długi miecz niemal natychmiast zakreślił łuk w powietrzu. Drow był dobrym, doświadczonym szermierzem. Nie zaczynał od zwyczajowego „macania się” broniami w szeregu prostych, krzyżowych parad. Od razu przeszedł do ofensywy licząc, że ten, kto pierwszy wyprowadzi cios będzie tym, kto zada jednocześnie cios ostatni. Na ułamek sekundy przed tym, gdy jego miecz miał trafić w cel zdołał nawet zmienić kierunek uderzenia, wykręcając nadgarstek we wspaniałej fincie. Mimo to Kaeril pozostawał czujny. Jego naturalny talent do zręcznych balansów ciałem opłacił się. Bohater nad zwyczaj zwinnie ustąpił pola drowowi wyginając cały tułów w uniku. Drow zachwiał się, wystawiając na cel. Kaeril uderzył niemal natychmiast w poziomym cięciu wyprowadzonym z wyprostowanego ramienia. Głośny trzask drewna rozległ się na dziedzińcu, gdy uderzenie zostało sparowane. Drow oprócz brawury posiadał również znakomity refleks. Uderzenie które powinno było trafić go w bok głowy i – w razie prawdziwej walki – zabić na miejscu, zostało przezeń powstrzymane.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-23, 23:44   

Doświadczenie doświadczeniem, ale przyjęcie postawy do walki w ciasnych pomieszczeniach, albo konnej przy wykorzystaniu miecza dwuręcznego, nie świadczyło dobrze o przeciwniku. Każdy ważniejszy punkt ciała odsłonięty, do cięcia musiał i tak podnieść ręce do góry... Nic dziwnego, że po całkowicie nietrafionym cięciu stracił również i równowagę. Jedyne, czego Kaeril nie mógł zarzucić swojemu przeciwnikowi to brak szybkości i refleksu.

Wciąż jednak drow miał zamiar wykorzystać tę sytuację. Jego przeciwnik powinien wykorzystać przechylony środek ciężkości i uciec spod miecza, choćby nawet z zasięgu Kaerila. Wszystko co musiał zrobić, to przeobrazić zachwianą równowagę w pad z przewrotem. Parada, choć skuteczna, wciąż pozostawiła przeciwnika Kaerila w nieprzyjemnym miejscu. Oczywiście, nawet jeśli Kaeril miałby poprawić cięcie zapewne skończyłoby się to w identyczny sposób. Jego przeciwnik miał lżejszy miecz, krótszy nawet, więc zdecydowanie łatwiejszy do nastawienia do parady. Miałby nawet czas się wycofać. Ale Kaeril nie miał zamiaru dać mu czasu na nic.

Ręce prowadzące sparowany miecz dalej szły w dół, jednak miecz drowa ustawił się bardziej pionowo. Kaeril błyskawicznie zbliżył się na odpowiednią odległość, po czym wyprostował lewą nogę, zapierając się nią z tyłu na palcach. Wypchnął biodra do przodu, za nimi prowadząc całe ciało i wykorzystując ten impet uderzył ugiętymi rękoma, wciąż trzymającymi miecz, w korpus przeciwnika ponad jego środkiem ciężkości. Chciał go zwyczajnie przewrócić, jeśli nie, manewr powinien spowodować u przeciwnika parę niekontrolowanych kroków do tyłu. To ostatnie dałoby przynajmniej szansę na powrót do poprzedniego statusu i szansę na przygotowanie lepszego ataku. Jeśli zaś przeciwnik został przewrócony, powinien dostać mieczem zanim zdąży zareagować.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-07-24, 19:57   

Przeciwnik znalazł się w niekorzystnym położeniu. Wykorzystanie sytuacji nie było nawet jedną z możliwości. Ono było bezwzględną koniecznością. Kolejne kroki przyszły bohaterowi właściwie same. Kierując ręce w dół skrócił półkrokiem dzielący ich dystans. Z impetem wpadł na drowa, uderzając go prosto w tors. Nie było to trudnym zadaniem zważywszy na fakt, iż tamten nie miał jak uniknąć uderzenia. W efekcie staranowany odrzucony został w bok na półtora metra, wyciągając się jak długi z głuchym stęknięciem na kamiennej posadzce placu. Głupcem był jednak ten, kto myślał, że walka na tym się zakończyła. Drow nawet leżąc stanowił wciąż uzbrojonego i groźnego przeciwnika. Kaeril doskoczył, chcąc jednym cięciem wyprowadzonym z góry położyć kres pojedynkowi. Drow zdołał jednak uderzenie sparować. Jego ramię zadrgało wyraźnie od siły uderzenia gdy drewniany trzask ponownie rozległ się na placu. Drow wierzgnął wściekle nogą, kopiąc bohatera. Uderzenie okazało się trafne. Kaeril poczuł cios na swoim udzie. Nie zadało mu to wielkich obrażeń ani nie wywołało bólu. Zmusiło go jednak do cofnięcia się pół kroku do tyłu na dwie sekundy. Dość czasu, by drow, korzystając okazji, położył zgięte w łokciach ręce po obu stronach swojej głowy i z gwałtownym wyrzuceniem obu nóg w powietrze znaleźć się z powrotem na stopach, w półprzysiadzie. Wyprostowanie się do pełnego pionu zajęło mu dalszy ułamek sekundy.

Walka trwała dalej.

Nikt z przyglądających im się gapiów nie wydobył z siebie dźwięku. Nie inaczej było w wypadku Teona, który obserwował ich nieco z boku, trzymając w dłoni dobytą, treningową broń.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-24, 21:03   

Kolejny pomysł, kolejny niewypał. Niestety dla Kaerila, ci elfowie faktycznie byli trenowani, na tej sali czuli się przynajmniej dobrze.

Kaerilowi przemknęło przez myśl, by zaatakować po prostu, nie martwiąc się czy zostanie trafiony czy nie. Był pewien, że przynajmniej jedno nie do końca czyste cięcie przetrzyma. Jego miecz był cięższy, jego uderzenie będzie bolało bardziej. Należało by jednak zapytać, czy zdoła dalej poprowadzić cięcie pomimo bólu. I czy drow naprzeciwko niego też nie przetrzyma pierwszego trafienia.

Nie, musiało być jakieś inne wyjście. Finty i zwody zwyczajnie nie wchodziły w grę. To nie był styl walki Kaerila, a przynajmniej nie potrafił robić tego skutecznie. Drow mógł rozbroić przeciwnika - wciąż, jego broń była wolniejsza, cięższa i mijało się to z celem. Pozostało więc jedno. Ataki wiązane, cięcia podwójne, cięcia potrójne - najlepszy sposób na przeciwnika, który wciąż się zasłania. Pierwsze cięcie zostanie sparowane, drugim może nie trafi ale trzecie...

Kaeril uniósł miecz do góry, nad głowę w zdecydowanie agresywnej postawie. Wiedział już co chce zrobić. Widział wyprowadzane trzy cięcia pod rząd, bez wzięcia pod uwagę jakiejkolwiek reakcji przeciwnika, nie martwiąc się zbijanym drewnem czy próbą kontrataku. Wszystko jako jeden atak, nie trzy oddzielne. Kaeril miał nieco dłuższy miecz i miał zamiar wykorzystać tę przewagę. Zaraz jak tylko jego przeciwnik zbliży się w jego zasięg ruszy do ataku. I niech jego przeciwnik znajdzie sobie szybko boga do modlitwy.

[...]Przygotowana akcja: Cios Wiązany na moment przeciwnika w zasięgu
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-05, 17:47   

Kaeril zmienił taktykę. Wiedział już, że jego przeciwnik jest od niego szybszy, zwinniejszy oraz – zapewne – posiadał lepsze wyszkolenie. Niemniej jednak przebieg dotychczasowej walki nie ukazywał znowu wielkiej dysproporcji sił pomiędzy jej uczestnikami. Ba, mało tego, to Kaeril chwilowo posiadał w niej przewagę. Drow z którym walczył dopiero co powstał z ziemi. Wciąż potrzebował kilku sekund niezbędnych do powrócenia do normalnego stylu i trybu walki. Sekund, które bohater zamierzał wykorzystać jak najlepiej.

Kaeril runął do ataku niczym burza. Była to jedna jedyna okazja, którą zamierzał wykorzystać. Trzy błyskawiczne, katowskie cięcia. Nawet, jeżeli wykonanie ich miało być okupione gorszą reakcją i refleksem obronnym, zawsze pozostawało mu liczyć na ich siłę i precyzję. Jego broń posiadała większy zasięg a ewentualne nią trafienie z pewnością boleć będzie bardziej.

*krach*

Drow wyczuł jego intencje. Pierwsze, wykonane znad głowy uderzenie zdołał zablokować poziomym ułożeniem własnego miecza. Nie zamarł jednak w statycznej paradzie, co jest najczęstszym błędem u nowicjuszy szermierki. Zamiast tego natychmiast odbił w bok, zawirował, zbierając się do szerokiego cięcia skierowanego w szyję bohatera. Kaeril wiedział, że nie zdoła uniknąć tego ciosu. Pozostawało mu jedynie liczyć iż jego drugie uderzenie będzie szybsz...

*krach*

- Aaa!

Był szybszy. Uderzenie które miało trafić go w szyję nie dotarło do celu. Drewniany miecz jego przeciwnika otarł się jedynie o jego ramię. Kaeril poczuł siłę uderzenia – pewien był nawet, iż pozostanie po nim spory siniak – niemniej jednak trucizna nie dotarła do jego skóry i nie wywarła żadnego efektu. Bohater wiedział wszak, iż nie na tym ćwiczenie polegało. Chodziło tu o precyzję ciosu, nie o siłę uderzenia.

Drow padł na ziemię na czworaka. Ze zmiażdżonego nosa strumieniem lała mu się krew. Cały prawy bok twarzy zaczynały pokrywać mu już ropniejące, niezwykle bolesne bąble. Można było nawet poczuć w stosunku do niego coś na kształt podziwu przemieszanego ze współczuciem. Każdy inny na jego miejscu zalewałby się łzami, ryczałby z bólu, kląłby niczym świat stoi. Drow jednak, choć ewidentnie cierpiał ponad możliwą do przyjęcia miarę, utrzymywał się na czworaka w jednej pozycji, dysząc ciężko i krwawiąc obficie na kamienną posadzkę dziedzińca z rozwalonego nosa.

Natychmiast pośród reszty uczniów zapanowało poruszenie. Dwóch z nich chciało się poderwać do pionu by pomóc towarzyszowi oddalić się w bezpieczne miejsce, lecz Teon powstrzymał ich przeczącym kiwnięciem głowy. Pokonany miał tu zostać. Jak długo? Nie wiadomo. Wiadomo jedynie, w jakim celu.

Nauka w każdym momencie. Nawet w przegranej. Zwłaszcza, podczas przegranej.

- Raz co pół roku... – rzekł wreszcie Teon – przyprowadza się do mnie bandę dzieci. Płaci mi się za to, bym uczynił ich mężczyznami. Bym z grupki chodzącego, myślącego gówna wyrzeźbił drowów. Bym ze świńskiego mięsa uczynił rzeźników.

Pełne pogardy wydęcie ust było pierwszą oznaką emocji, na jaką sobie pozwolił od początku gdy tylko Kaeril go zobaczył.

- Jak mam tego dokonać, gdy teoretycznie najlepszy z nich jest rozkładany na łopatki niczym kaleka przez...

Urwał. Jego spojrzenie przeniosło się na Kaerila.

- Kto cię szkolił? Czemu zostałem okłamany, to jakiś test? Czemu Phoe miałaby kłamać w tej kwestii?
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-12, 21:11   

- Najlepszy... - powtórzył z niedowierzaniem Kaeril podnosząc brwi. Spojrzał na pokonanego przed chwilą szermierza z mieszaniną uczuć. Taki dumny, musiał teraz znosić upokorzenie przed wszystkimi współuczniami. Był od nich lepszy, jednak to on teraz klęczał w bólu. Jednak znosił to dzielnie, godne podziwu zważając na ból jaki musiał odczuwać. Tak, godne podziwu. Był jednak słabszy, Kaeril nie znał go, nie znał nawet jego imienia, był więc w związku z tym wszystkim nikim, przynajmniej do momentu, kiedy nie postanowi zemścić się za upokorzenie. Oj, bardzo możliwe, że tak będzie. Żelazny Liść, Berion, Maska... oni skorzystaliby na tym... Ale nie teraz. Teraz Kaeril nie spojrzał już więcej na męczącego się drowa.

Drow zasadniczo stracił pojęcie jaki konkretny cel miał ten pojedynek. Czy miała to być lekcja pokory? Kaeril miał zostać pokonany, wijąc się z bólu odebrać pouczenie, wylizać się z ran i dopiero zacząć szkolenie? Nie mógł być to test, przynajmniej żaden uczciwy - Teon widocznie spodziewał się, że bohater zostanie pokonany. Nie, nie spodziewał się, był pewny. Chciał go w ten sposób natychmiast odrzucić? Byłoby to bezsensowne, w końcu Phoe twierdziła, że już zgodził się przyjąć go na ucznia. Na kamiennej twarzy mistrza ukazała się emocja. Musiał więc być ciężko zdziwiony.

Oczywiście nie bez dumy Kaeril przyjął pytanie drowa. Teon uznał go za już wyszkolonego, mimo, że jedynym jego szkoleniem były jego rany a nauczycielami pokonani przeciwnicy. Och, nie licząc oczywiście tych lekcji szermierki, z czasów gdy żył jeszcze w... ale to było tak dawno.

- Phoe nie skłamała wypowiadając się o mnie, a przynajmniej szczerze wierzyła w to, że jestem dobrym kandydatem na ucznia - odpowiedział w końcu, patrząc prosto na Teona. - Żaden z mistrzów miecza nigdy mnie nie szkolił. Czym za to miał być ten test?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-17, 13:12   

Kaeril w toku swoich rozważań nie dopuszczał do siebie jednej myśli. Wydawało mu się, iż pojedynek, który właśnie się odbył był jakiegoś rodzaju lekcją. Pokory, bólu, strachu tudzież walki, ale wciąż – lekcją. Nie przyszło mu do głowy, że jego nauczyciel najzwyczajniej w świecie chciał dowiedzieć się na jakim poziomie ucznia mu „podarowano”. Walka nie była lekcją. Była najzwyklejszym w świecie testem umiejętności. Nawet jeśliby ją przegrał, Phoe powiedziała mu, że Teon go przyjął. Tu nie o wygraną chodziło. Walka miała sprawdzić coś zupełnie innego, niż chęć i pragnienie wygranej.

Wysoki drow skinął głową w stronę dwójki uczniów. Ci, czekając na sygnał już od minuty natychmiast poderwali się z miejsc. Podeszli do swojego pokonanego kompana, unosząc go pod ramionami i sprowadzając z placu treningowego. Po chwili już zniknęli w środku budynku Domu. Kaeril mógł tylko domyślać się, że prowadzili go do sal uzdrowień. Miejsca, w którym łatano go już kilkukrotnie.

Teon odpowiedział spojrzeniem za spojrzenie. Nie odpowiedział jednak od razu na słowa bohatera. Mierzył go wzrokiem, jakby analizując każdy element jego ciała, jakby szykując się do wbicia mu sztyletu prosto w oczodół, sięgając stalą aż do mózgu.

- Samouk... – rzekł wreszcie.

W jego oczach zadrgały trudne do rozszyfrowania błyski. Kaeril gotów był wręcz przysiąc, że jego odpowiedź spodobała się Mrocznej Stali. Że jego nauczyciel na swój własny, dumny i drowi sposób szanuje, że ma przed sobą samouka. Kogoś, kogo sztuki miecza nauczyły wyłącznie własne rany oraz odebrane życia.

- Test miał okazać, czy będziesz tym, czym jesteś obecnie – pupilkiem Phoe, który podlegał będzie szkoleniu w Domu, z cieplutkim noclegiem na puchowych kołderkach i parującą miską strawy pod nosem... Czy też zasługujesz na poważniejsze traktowanie.

Słowa te zabrzmiały zaskakująco. Kaeril, choć spędzał w towarzystwie Phoe dużo czasu nigdy nie czuł się jej pupilkiem. Kobieta była nie do rozszyfrowania, w jednych chwilach traktując go tak, jakby chciała zaciągnąć do łóżka a w kolejnych jakby traktowała go jak ostatniego śmiecia. Wykorzystywała go jedynie do swoich celów i nigdy nie stanowił dla niej więcej niż kupa mięsa dzierżąca potrzebny jej w danej chwili miecz. Teon najwyraźniej postrzegał tę relację inaczej.

- Pójdziesz do zbrojowni. Weźmiesz stamtąd, powołując się na moje imię zestaw podróżny. Przygotuj się, spakuj wszystko co uznasz za niezbędne do drogi. Twój trening odbędzie się w innym miejscu niż to – gestem dłoni wskazał całą powierzchnię placu.

- Phoe chce stworzyć z ciebie coś, czego sama do końca nie rozumie. Przyjdzie dzień w którym pożałuje swojej decyzji. Uważam jednak, że zasługujesz na równe szanse w tym, co jeszcze nadejdzie. – dodał po chwili.

- Spotkaj mnie za dwie godziny przed wejściem do Domu. Twój trening zacznie się natychmiast.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-17, 13:42   

Pupilkiem... na puchowych kołderkach... Kaeril musiał mocno powstrzymywać się, by nie parsknąć śmiechem. Ostatnio wylizywał się z ran częściej niż przez poprzedni rok. Chociaż, przez ostatni rok jego praca nie miała związku z intrygami rodów Puszczy, widocznie dużo bardziej krwawymi i morderczymi niż bandyci napadający na karawany i tym podobne.

Kaeril kiwnął tylko głową na ostatnie słowa elfa. Zdecydowanie także wolał, by jego trening zaczął się natychmiast. Gdzie tylko chciał zaprowadzić go Teon? Drow nawet nie zaczął wyobrażać sobie miejsca treningu mistrza miecza, skoro miało się różnić od tego placu. Kaeril jak zwykle mógłby zawędrować wyobrażeniami gdzieś daleko na głębiny kreatywności, kiedy to i tak nie miało znaczenia. Dowie się za dwie godziny i czas drogi. To nie mogło być przecież daleko.

Przed wyjściem z placu Kaeril oczywiście odłożył miecz treningowy na jego miejsce, złapał swoją broń, Zgubę oraz sztylet, i zamieścił ją na odpowiednim miejscu. Pasy dopinał już w ruchu.

Drow szybko skierował kroki do zbrojowni. Kiedy szedł właściwymi schodami, umysł Kaerila bezwiednie powędrował w stronę wspomnień z pierwszego dnia, gdy został wypuszczony z lochu. Wtedy na pewno nie pomyślałby, że tak to będzie przebiegać. Tak, parę godzin wstecz i jego przyszłość kreowała się podobnie jak jego oszalałego współwięźnia. Jego współwięzień... ciekawym było, czy był faktycznie to ten... syn? Tak, to chyba miał być syn matrony Maski. Ciekawe... ciekawe...

- Teon Mroczna Stal rozkazał mi wziąć zestaw podróżny - rzucił do krasnoluda, który powinien się tam znajdować.

Jeśli otrzymał odpowiedni ekwipunek bez problemów oczywiście od razu ruszyłby przed wyjście Domu. Nie ważnym było, czy minęły dwie godziny czy dopiero piętnaście minut. Kaeril i tak nie miał niczego, czym mógłby pomierzyć czas. A czekać mógł. W końcu miał nad czym się zastanawiać.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-17, 18:12   

Kaeril odłożył na miejsce miecz ćwiczebny, zabierając ze sobą swoje wyposażenie. Jeszcze gdy schodził z placu, czuł na sobie spojrzenia reszty uczniów. Czuł ich zawiść przemieszany z podziwem. Popisał się przed ich mistrzem. Zaskarbił jego szacunek, zyskał sobie możliwość indywidualnego treningu – zaszczyt, na który oni sami polowali już od miesięcy, on zdobył w ciągu niecałej minuty walki. Co z tego, że zrobił to z polecenia Phoe? To nie miało już żadnego znaczenia. Okazał się być od nich lepszy a coś takiego nigdy nie przechodzi wśród drowów bez echa.

Kaeril wszedł do Domu. Strażnicy bez problemów przepuścili go do piwnic. Znali już jego twarz i wiedzieli, że działa najpewniej z polecenia kogoś dalece od nich ważniejszego. Bohater rychło również dotarł do zbrojowni. Nie zastał tam krasnoluda, lecz pierwszy zagadnięty przezeń drow wiedział doskonale, co należy mu przekazać. Kaeril po kilku minutach nudnego oczekiwania zdobył ciężki plecak podróżny wyładowany różnymi klamotami. U jego spodu przytroczony był koc, a u boku – długa lina. W środku znajdowało się nieco ubrań, przyborów higienicznych, zestaw do rozpalania ognia i pochodnia jak również sztućce, kubek, suszone racje żywnościowe i tym podobne drobiazgi zawsze przydatne w drodze.

Plecak nie był lekki. Kaeril natychmiast po jego założeniu rozumiał, jak bardzo jest on niewygodny i ograniczający ruchy. Z pewnością walka z nim na grzbiecie nie będzie mądrym pomysłem z jego strony.

[...]Karta postaci zaktualizowana

Drow gdy tylko otrzymał niezbędne wyposażenie ruszył ku wejściu do budynku. Póki co jednak, oprócz dwójki strażników Pieśni nikogo tam nie zastał. Teon wyznaczył mu konkretny czas przybycia. Najwyraźniej miał do załatwienia swoje własne sprawy zanim przyjdzie mu zainteresować się swoim nowym uczniem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-17, 18:33   

Kaeril nie przejął się nieobecnością Teona w żadnej mierze. Jak już wcześniej miał zamiar - po prostu czekał. Znalazł sobie odpowiednio wygodne miejsce, by usiąść, zrzucił z grzbietu plecak i... no cóż, czekał.

Myślami oczywiście wędrował. Zastanawiał się przede wszystkim, czy Teon za miejsce treningu obrał sobie jakiś teren poza miastem. Kaeril stosunkowo dawno już nie był w lesie, zaiste bardzo łatwo było się odzwyczaić od tego. Puszcza dla samotnego podróżnika była jeszcze bardziej niebezpieczna od miasta ze swoimi intrygami i sztyletami wbijającymi się w plecy każdej nocy. Idealne miejsce do treningu, pomyślał. Na czym też miałoby polegać jego szkolenie? Przecież Mroczna Stal nie zrobi z Kaerila mistrza broni. To wymagało wy wiele więcej czasu, niż tyle, na ile Pieśń może sobie pozwolić. W końcu Kaeril potrzebny im jest do złapania tego Beriona. I...

Korzystając z wolnego czasu poprzeglądał sobie jeszcze zawartość plecaka, przyjrzał się też jemu samemu, czy dałoby się go przystosować tak, by w razie potrzeby zrzucenie go z pleców wymagało jak najmniejszego wysiłku.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-17, 18:45   

Z plecakiem raczej nic nie dało rady zrobić. Jego wykonanie było zaskakująco toporne jak na ceniące sobie wygodę i komfort elfy. Z drugiej jednak strony ciężko było sobie wyobrazić w jaki sposób można wygodnie nosić na plecach dwadzieścia kilogramów ekwipunku. Niektóre rzeczy po prostu musiały być już takimi jakimi były. Sądząc bowiem po zawartości plecaka bohatera czekała całkiem długa, przynajmniej kilkudniowa wędrówka.

Gdzie?

- Jesteś już. Dobrze.

Teon pojawił się obok cicho niczym duch. Pomimo tego, że sam na plecach taszczył podobny plecak a oprócz tego nosił metalową zbroję, poruszał się płynnie niczym zjawa. Nawet jeśli noszony ciężar mu przeszkadzał, nie dawał tego po sobie poznać.

Gestem dał znać, że ruszają natychmiast.

Kaeril od razu poznał drogę, jaką obrali. Zmierzali ku szczytowi Luriel – ku wyjściu z miasta. W oczywisty sposób ich droga obejmowała Puszczę bardziej od zamieszkanych przez drowy terenów. Teon jednak nie podejmował rozmowy ani nie uznał za celowe wyjaśniania bohaterowi czegokolwiek. Kaeril nabrał niejasnego przeczucia, że czeka go wyjątkowo wiele cichych i niełatwych towarzysko dni.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-17, 19:23   

Kaeril ruszył posłusznie za Teonem, zarzucając wpierw ciężar na plecy.

Daleka wędrówka? Gdzie? A być może długi pobyt w jednym miejscu głuszy? Tak, to wydawało się bardziej prawdopodobne, jaki trening jest przecież w marszu? A przynajmniej jaki trening walki, fechtunku... czegokolwiek?

Drowowi na pewno nie będzie jednak przeszkadzało milczenie czy brak rozmowy ze strony mistrza ostrzy. Szczerze mówiąc dziwnie czułby się rozmawiając zwyczajnie z takim osobnikiem, jak Mroczna Stal. Być może była to część bycia wojownikiem takiej siły. Jednak nie dlatego nie przeszkadzały mu niełatwe towarzysko dni. Jego relacja z Teonem nie miała w sobie nic towarzyskiego. Nie były potrzebne rozmowy, nie musieli się nawzajem lubić. Teon miał go coś nauczyć, Kaeril miał wiedzę i umiejętności przyjąć. Nie bezkrytycznie oczywiście, przyjmując wszystko na wiarę i bezmyślnie nigdy nie doszedł by do tego, co ma już, nie mając żadnego nauczyciela. Ale dalej - nie było tu wręcz miejsca na "towarzyskość".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-17, 19:38   

Rychło opuścili mury miasta nie oglądając się za siebie. Teon nie narzucał forsownego tempa marszu. Było ono jednak dostatecznie szybkie, by w ciągu godzin dzielących ich od zmierzchu pozostawić za sobą nie tylko najbliższe drowie osady ale również uczęszczane, handlowe szlaki. Mistrz broni był niezmordowany. W momencie w którym na twarzy Kaerila pojawiały się już pierwsze krople potu a jego pierś zaczynała opadać w szybszym tempie niż normalnie, on wciąż wyglądał jak magiczny golem. Konstrukt niezdolny do fizycznego zmęczenia. Miejsca które przemierzali pogrążone były w absolutnych ciemnościach. To tu ich drowie zmysły funkcjonować mogły w pełni swoich możliwości. Przekraczali przewrócone drzewa, pokonywali wysokie kłęby paproci, mijali ślady wskazujące na obecność drapieżników, których spotkać nie mieli ochoty. Znów byli częścią Puszczy o istnieniu której można było czasami zapomnieć, spędzając kolejne tygodnie pośród bezpiecznych, kamiennych murów miasta.

- Tu rozbijemy obóz – słońce już od godzin musiało znaleźć się poniżej linii widnokręgu, gdy Teon wypowiedział ostatecznie te słowa.

Kaeril powitał je z ulgą.

Miejsce ich noclegu wybrane było znakomicie. Była to ogromna dziupla – wyrzeźbiona przez próchno dziura u podstawy drzewa tak dużego, że nawet trzydziestu elfów nie dałoby rady razem objąć jego pnia. W środku było sucho, cicho i – co najważniejsze – bezpiecznie. Na upartego dałoby radę nawet rozpalić w jego środku ogień. To jednak, rzecz jasna, nie wchodziło póki co w grę.

Kaeril nareszcie mógł postawić na ziemi ciężki plecak. Rozłożyć koc, wydobyć rację żywnościową. Jego nauczyciel postąpił identycznie.

- Możesz odejść, jeżeli chcesz – rzekł, wziąwszy pierwszy kęs suszonego płata mięsa.

- Nie zatrzymam cię. Powiem w Domu, że uciekłeś. Dałeś nogi podczas noclegu a ja nie byłem w stanie cię wytropić. Jestem wojownikiem, nie łowcą. Będziesz bezpieczny.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group