Nasłuchiwała uważnie. Skupiona, nie zaślepiona wściekłością.
Czekaj. Krok w tył. Krok w bok. Wróć się. Czekaj. Pochyl się. Uderzaj. Pochyl się. Odskocz. Doskocz. Uderzaj. Uderzaj...
Czwórka i jej broń mogła być niebezpieczna. Determinacja znacznie zmienia sytuację. Instrukcje płynące z głowy wyraźnie trzymały wszystko w kupie i kontrolowały zachowanie. Pięści mocno zaciśnięte, paznokcie wbijające się we wnętrze dłoni. Otwarte usta prezentujące ostrze uzębienie. Rozwarte nozdrza, by płuca mogły oddychać czymkolwiek się da. Ryk i syczenie wydobywające jeszcze więcej z niewielkich mięśni.
Chęć powalenia czwórki była zbyt duża, by zdrowy rozsądek panował nad wszystkim do końca. Gdy Alia wiedziała, że kolejne uderzenie będzie finalne nic nie mogło jej już powstrzymać, by rzucić się do szyi szczura i zagryźć go jak prosiaka.
Skrytobójca nie dostrzegł w pobliżu kolejnego celu. Jego drowie oczy starały się przeszyć jak największą ilość ciemności otaczającej obóz, jednak krążący na granicy słabnącego światła ogniska Pelios nie zauważył żadnego ruchu prócz jednego z koni który wierzgał między drzewami kilkanaście metrów od elfa. Drugie zwierze musiało uciec dużo głębiej w las. Drow w końcu zatoczył pełne koło wracając do pierwszej ze swoich ofiar. Mężczyzna leżał oparty o jedno z drzew a jego głowa wisiała bezwładnie tak, że trup wpatrywał się pustymi oczami w kałużę krwi pod jego ciałem.
Alia pozostawała skupiona na walce. Wycofała się do tyłu po to by uniknąć ciosu zranionego Erxeńczyka jednak jego ręka miast prowadzić ostrze ku niej, przylgnęła mocniej do ciała, nie zważając na to iż trzyma ona miecz. Oponent się poddał, mimo tego iż nadal stał naprzeciw kobiety. Zachwiał się lekko cofając prawą nogę i wyprostował podnosząc wysoko głowę. Jego spojrzenie i odsłonięta szyja mówiły jedno: Kończ to.
Alia nie potrzebowała lepszego sygnału. Zrobiła dwa szybkie kroki w przód i cięła szeroko całą sobą jak w tańcu. Gdyby to był taniec, jej partner najpewniej pochwyciłby ją i zwiewnie podniósł pozwalając publice na lepsze przyjrzenie się jego niesamowitej partnerce. Ten taniec jednak należał tylko do Alii. To jej kły były partnerem dzięki któremu ostatni ze szczurów padł martwy.
Pelios nie był jeszcze do końca przekonany, że zagrożenie z cieni wokół obozu minęło, nie miał jednak powodów by sądzić inaczej. Zatoczył pełne koło, dostrzegał zaś więcej niż okoliczne psy, dzięki swym drowim oczom.
Uznał toteż, że dalsze czajenie się i ukrywanie nie ma większego sensu. Szczególnie, że zamieszanie wokół ogniska wskazywało na większą ilość oponentów, którą można się było jeszcze zająć.
Nie zwracając już większej uwagi na zachowanie bezszelestności ruszył ku granicom obozowiska. Nim wkroczył w granice łuny świetlnej dokładnie zorientował się w sytuacji panującej wewnątrz.
Poniekąd podejrzewał bowiem, że wszyscy poza nim zostali pojmani, bądź uśmierceni na miejscy.
Razem z wykonanym ostatnim krokiem tańca przedstawienie zakończyło się, instynkt ucichł. Zostało tylko nieustanna chęć pozbycia się czwórki.
Kobieta zacisnęła zęby i rzuciła się na leżącego. Jedna ręka, ze schowanym Kłem, trzymała mocno za chabety szczura tak, jakby miał on się jeszcze wyrwać. Drugą uniosła wysoko w górze i zaczęła dźgać. Za każdym pchnięciem przeciskała ciężko ale i szybko powietrze przez uzębienie.
Po parunastu razach skończyła maltretować trupa i odpychając się od niego powstała. Chaotycznym wzrokiem i lekkim kołysaniem się na nogach przejrzała okolicę.
Czwórka, trójka, dwójka. Wszyscy dobici... Jedynka! Jeszcze ona została.
Wielce rozszerzone przejaskrawione źrenice przeskoczyły na najprawdopodobniej wykrwawionego osobnika. Chwilę później nogi zabrały roztrzęsioną od adrenaliny kobietę bliżej swojej pierwszej ofiary. Ta następnie złapała najprawdopodobniej jeszcze siedzącego szczura za fraki i siłą zrzuciła go na plecy. Przysiadła, przytrzymała tę samą ręką, co poprzednio, drugą wbiła głęboko w głowę.
Trzymała wszystko tak przez jakiś czas, zanim nie była całkowicie pewna, że nic nie jest w stanie przeżyć takiego ukłucia. Wyszarpała Kła z ofiary i ponownie powstała.
Starając się nabrać powietrza do roztrzęsionych płuc. Przejrzała cztery trupy w poszukiwaniu kusz. Nie było żadnej, więc za wozem były jeszcze szczury na których trzeba było uważać. Podeszła więc ostrożniej do krawędzi wozu i spojrzała na sytuację znajdującą się za nim.
Pelios skończył swój zwiad i zbliżył się w stronę obozu. Zatrzymał się na granicy słabego światła bijącego z ogniska i rozpoczął obserwację tego co ukazywało ono swoją pomarańczową poświatą. Drow ruszył powoli dalej poruszając się po okręgu jakby stał się elementem jakiejś dziwnej karuzeli. Chciał jednak dostrzec to co działo się za pozbawionym koni wozem, zza którego dobiegały go jeszcze jakieś hałasy.
Trafił na pozostałych oponentów, a raczej ich martwe ciała leżące u stóp białowłosej kobiety. Ta jak gdyby nigdy nic usiadła na jednym z nich i po raz kolejny zatopiła w nim swoje ostrza.
Widok ten nie był dla drowa czymś szczególnie odstraszającym gdyż sam wiele razy pozbawiał oponentów życia brudząc się krwią jednak nie przypominał sobie by poznał kiedyś osobę która z takim zachowaniem traktuje swoje ofiary. Nie było to nawet zezwierzęcenie kobiety, gdyż zwierzęta, nawet te zamieszkujące Puszczę Wiecznej Nocy, nie bawiły się w taki sposób z martwym ciałem.
Alia natomiast siedziała na jednym z Erxeńczyków wbijając mu raz za razem swoje ostrza w tułów jakby była jakąś oddaloną o setki kilometrów zwyczajną ludzką kobietą ubijającą masę na ciasto w swoim domu.
Półelf z klatki wydawał się w tym momencie mniej psychiczny dla skrytobójcy niż białowłosa towarzyszka.
Bohaterka w końcu zaprzestała swojej 'zabawy' gdyż zauważyła iż jej ostrza powoli sięgały ziemi pod ciałem szczura a sama ubrabrana jest w czerwonej posoce po łokcie. Prawe ramie zbrudzone było nieco bardziej gdyż w dalszym ciągu sączyła się z niego krew demonicznej kobiety. Alia podniosła wzrok i zobaczyła oddalonego o kilkanaście metrów drowa który wpatrywał się w nią jak by był przypadkowym przechodniem.
Widok martwych ciał i Alii 'obrabiającej' jedno z nich nieco zaskoczył Peliosa. Było to jednak zaskoczenie nad wyraz pozytywne. W głębi miał nadzieję, że białowłosa poradzi sobie z tym co wtargnie do obozowiska, miło było przekonać się, że była to prawda.
Zdecydowanie wolał takie towarzystwo, nawet jeśli ów towarzystwo cierpiało na kilka przypadłości psychicznych, niż żadne pośród tego nieprzyjaznego kraju. Fakt, gdyby przy życiu pozostało jedynie paru kolejnych erxeńczyków, miałby okazję na kolejne polowanie, zadanie kilku kolejnych śmierci. To również byłoby przyjemne. Na dłuższą metę ten scenariusz był jednak znacznie lepszy. Szczególnie, że tego wieczora, otrzymał wystarczającą dawkę wrażeń, adrenaliny i umykającego życia ofiar.
- Widzę, że dobrze się bawisz - rzucił z lekkim rozbawieniem w stronę ubabranej krwią kobiety, powoli kierując swe kroki w jej stronę.
Po drodze, nie opuszczając nadal gardy, zliczył martwe ciała oraz zerknął mimochodem co z Jaspisem.
Nie omieszkał również zajrzeć do powozu, by zorientować się co z półelfem.
Gdy trup już się zużył powstała dysząc mocno. Gdy zauważyła elfa nie była pewna czy jest on tą osobą, na którą wygląda. W końcu był skreślony na straty a stał przed nią. Wpatrywała się w niego w bezruchu. Wątpliwości rozwiały się jednak gdy ten się odezwał.
Po raz kolejny oderwał ją od zamęczania czegoś Kłami. Łapiąc oddech rozejrzała się po leżących ciałach by dotarło do niej co tak na prawdę się w tamtym miejscu stało.
Przykleiła się do ściany wozu i stała tak dłuższą chwilę zanim się nie uspokoiła i nie wyciszyła. Gdy to nastąpiło zbliżyła się do elfa cały czas będąc schowana za wozem.
- Był jeszcze ktoś? - Wymamrotała niskim tonem.
Stanęła patrząc się po okolicy pozwalając by to drow kontynuował swoje czynności. Choć właściwie wystawiła jego osobę by zebrał nieszczęsne kusze na siebie.
Alia spokojnie przyglądała się zbliżającemu drowowi. Siedziała wciąż na jednym z trupów i czekała kiedy głowa elfa zostanie przebita kolejnym bełtem. Te jednak nie nadchodziły, a Pelios po kilku krokach zatrzymał się na granicy najbliższej mu kałuży krwi, jakby nie chciał ubrudzić sobie butów mimo tego iż jego odzienie wyraźnie splamione było karmazynowymi śladami, odpowiadając poniekąd na pytanie kobiety.
Z obecnego położenia skrytobójca nie widział Jaspisa, gdyż miejsce w którym upadł było zasłonięte wozem. Wzrok drowa przez moment pobłądził po martwych Erxeńczykach, zatrzymał na sekundę na Alii, by w końcu spojrzał na wóz.
Plandeka pokrywająca wóz była rozcięta z lewej strony, dość szerokim cięciem wykonanym z wnętrza wozu. Obok otworu znajdował się jeden ślad po bełcie który najwidoczniej przeszył na wylot materiał. Zaprzęg nie wyglądał na zgrabiony. Brak rozrzuconych obok niego przedmiotów, żadnych zapachów czy hałasów. Żadnych szeptów skrytych tam Erxeńczyków.
Ani mamrotań zakneblowanego jeńca.
Pelios ostrożnie podszedł bliżej wozu i zerknął przez rozcięty materiał do jego wnętrza.
- Byli kusznicy - odparł krótko podkreślając wyraźnie pierwsze słowo - Wydaje mi się, że nikt już nie został, warto by jednak dokładniej przeczesać okolicę
Słowa te towarzyszyły dokładniejszemu owianiu wzrokiem najbliższej okolicy.
Sporo tego tałatajstwa się przyplątało.
Pelios poczuł cichy respekt dla białowłosej. Zadziwiająco dobrze sobie poradzili z zasadzką.
Klatka.
Jednak nie dostatecznie dobrze,
- Półelf nawiał - syknął dostrzegając to jakże oczywiste uchybienie. Nie ruszył jednak bynajmniej w pościg. Nie miał najmniejszego powodu by to robić w chwili obecnej. O ile...
- Gdzie Jaspis? - zawiesił pytanie gdzieś w okolicach Alii rozglądając się uważnie po okolicy w poszukiwaniu jedynego osobnika, który miał zapewne jakiekolwiek pojęcie o ich misji.
Na jej twarzy pojawił się lekki grymas spowodowany ramieniem, które chcąc nie chcąc, piekło. Przyłożyła więc wolną rękę do rany i przycisnęła, by smolista krew zwolniła.
Informacja o ucieczce Przesyłki spowodowała zmieszanie u Alii. Sam nie mógł uciec, inaczej zrobił by to wcześniej. Daleko uciec również nie mógł...
Jednak ważniejszym było, dla misji rzecz jasna, stan maga. Na pytanie, odkleiła się od ściany wozu, weszła przez miejsce woźnicy i spojrzała w miejsce w którym ostatnio leżał.
Był ranny... I był człowiekiem... Szczurem i gnidą taką jak czwórka leżących razem z kusznikami. Ratowanie jego życia było ostatnim, czego Alia by chciała i w szczególności wbrew jej postępowaniu w ich tępieniu. Jednak w zaistniałej sytuacji i tak "zaszczyty" spadną na nią.
- Ja się nim zajmę. Ty odszukaj Przesyłkę. - Rzuciła wyraźnie - I rusz się póki są jeszcze jakieś szanse!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum