TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Pelios
2013-07-27, 00:50
Istota boskości
Autor Wiadomość
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-03-30, 22:39   Istota boskości

- Nie rozumiem Raselnarze... Czemuż zboczyła ze ścieżki Aesira, czemu nie przywiązuje wagi do modłów, do obrządków i czemuż imienia Jasnego Pana nie wymawia z należną czcią i uwielbieniem?
Dłoń świętego rycerza delikatnie odgarnęła kosmyk włosów z twarzy głęboko śpiącej dziewczynki. Oczy zaś jego, przepełnione żalem spoglądały w poszukiwaniu odpowiedzi na starca, siedzącego nieopodal.
- Beognarze - westchnął kontynuując ich szeptaną rozmowę - Musisz pojąć jak to wszystko widzi twa córka. Jest inteligentna, bystra. Nawet jeśli przyswaja moje nauki jak i przypowieści oraz psalmy ku czci Aesirowi, dla niej nie jest to bóg, którego pragnie czcić.
Ma jedynie 5 lat. Widzi jak z imieniem Aesira na ustach narażasz swe życie po raz kolejny, jak wracasz zmęczony, ranny, często przygnębiony. Widzi jak wspaniałych czynów dokonałeś ty, nie twój bóg. Aesir jest dla niej abstrakcyjną postacią z przypowieści i nauk. Postacią narzucającą zasady postępowanie. Postacią, która wysyła jej ojca w paszcze niebezpieczeństwa.
Ty zaś Beognarze, twe czyny znane są w całym zakonie. Twe bohaterstwo i męstwo sprawia, że wielu ludzi zerka na ciebie z uwielbieniem. Milli robi to samo po stokroć. Częściej słyszy opowieści o twych dokonaniach niż widuje cię osobiście. Dla niej Beognarze, to ty jesteś bogiem.

- Daj spokój tym bluźnierstwom Raselnarze - nieznacznie podniesiony głos rycerza spowodował niespokojne poruszenie śpiącej dziewczynki. Z nieznacznym zakłopotaniem kontynuował jeszcze cichszym niż dotychczas głosem - Nie jestem bogiem, nie mnie należy się uwielbienie śmiertelników. Nie do mnie kieruje się modły i pieśni chwalebne.
- Dla Milli jesteś. Jesteś nim bardziej niż Aesir. Nie martw się, wyrośnie z tego. Na tą chwilę jednak przyjmij ten fakt ze spokojem ducha. Tak bowiem jak bogowie biorą swą siłę i moc z modlitw wiernych, tak i ty czerpać możesz siłę z faktu, że córka twa spogląda na ciebie z tak wielkim uwielbieniem. Powiedz, czy świadomość, że ta niewinna istota bezgranicznie wierzy w ciebie i czci twą osobę nie dodaje ci sił w walce?

Beognar spuścił głowę wzdychając głęboko. Na twarzy jego, jednak zagościł drobny, nieśmiały uśmiech.


"Promień wschodzącego słońca" - kroniki Beognara, pióra Raselnara - kustosza Zakonu Światłości


Istota boskości
Kroniki Reneei Zera - Wprowadzenie



Czerwona łuna, zapowiadając rychły wieczór leniwie przenikała między pniami oraz liśćmi drzew. Zielone korony, napawające się promieniami wiosennego słońca roztaczały się zdecydowanie wyżej, niźli w typowym imperialnym lesie. Jako, że teren do którego zdążyła w ciągu ostatnich dni zawędrować Reneei nadal znajdywał się blisko granicy terenów zielonych elfów i największego ludzkiego państwa Sorii, wysokość jak i ogólne rozmiary drzew nadal były niczym w porównaniu do tych na nieco bardziej odległej północy.
Łowczyni słyszała najróżniejsze historie na temat głębokich zakamarków Wielkiego Lasu. Pnie sięgały średnicy dziesiątek metrów, korony zaś plasowały się na wysokościach setek. Słyszała o elfickich miastach budowanych wśród wysokich gałęzi drzew, o tajemniczych miejscach, które ukryte pomiędzy wiecznie rozrastającym się bluszczem skrywały najróżniejsze tajemnice, znane tylko tym, którzy zamieszkiwali najbliższą im okolicę. Słyszała również o terenach rozciągających się jeszcze dalej na północ. O Puszczy, w której to drzewa osiągały rozmiary jeszcze masywniejsze, zaś ich zachłanne listowie, spragnione promieni słonecznych całkowicie je pochłaniało, nie pozostawiając nic dla niższych partii. Puszcza Wiecznej Nocy, tam zapuszczali się tylko najodważniejsi bądź najbardziej zdeterminowani.

Trafieniem w tak nieprzyjazne tereny Reneei jednak przejmować się nie musiała. Póki co wędrowała po granicznych terenach Wielkiego Lasu, gdzie co prawda wiatru uświadczyć już się nie dało, drzewa i ogólna roślinność był jednak dosyć rzadko rozmieszczone, umożliwiając względnie daleki zakres widoczności.
Bohaterka zaopatrzona była dosyć solidnie, jak na razie nie miała zatem problemów z wędrownym życiem. Dnia poprzedniego, udało jej się nawet upolować zająca, co wraz z owocami, korzonkami i tym podobnymi darami natury, pozwoliło jej przetrwać kolejny dzień bez sięgania po racje żywnościowe.
Dzisiejszego dnia jednak zbyt wiele szczęścia nie miała. Od dłuższego czasu nie udało jej się natrafić na nic ze znanych jej owoców bądź grzybów, skutecznego polowania również nie przeprowadziła. Głód zaczynał już powoli dokuczać i wszystko wskazywało na to, że tego wieczora będzie zmuszona skorzystać w końcu z zalegających w plecaku racji.



Wypadałoby jednak przybliżyć z grubsza kim właściwie była imć zgłodniałą istota. Reneei Zera, młoda osóbka płci żeńskiej, rasy ludzkiej. Wychowana w typowej, ubogiej szlacheckiej rodzinie, wyszkolona przez starego łowcę imieniem Beiren. Obecnie, wędrująca bez bliżej określonego celu na rubieżach Wielkiego Lasu. Wiedziona jak wielu przed nią rządzą przygód i potrzebą znalezienia miejsca dla siebie na tym pokręconym świecie.
Po śmierci swego mistrza, przyjaciela, właściwie przyszywanego ojca, pozostawiła jego chatę i ruszyła we własną stronę. Miało to miejsce trzy dni temu. Jak na razie, nie napotkała problemów czy przeciwności losu większych niż burczenie w brzuchu.


Zbliżający się wieczór zmotywował bohaterkę do rozglądania się za odpowiednim miejscem na rozbicie obozu. Powoli zapadająca ciemność pozwoliła również dostrzec odległe źródła światła. Takie jak niemrawa łuna na północny wschód. Przywodziła na myśl ognisko, mogła być jednak czymś zupełnie innym. Bez zbliżenia się ku niej nie sposób było tego ocenić.
Nie była to jednak jedyna rzecz, którą bystre oczy łowczyni dostrzegły. Na drzewie kilkadziesiąt metrów na wschód, na wysokości mniej więcej kilkunastu metrów nastąpiło bliżej nieokreślone poruszenie. Czym było? Ptakiem? Opadającym owocem, gałęzią bądź orzechem? Czymś co mogło zagrozić Reneei? Tego nie wiedziała. Skupienie wzroku na źródle poruszenia nie przyniosło dalszych rezultatów.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-01, 03:01   

W niespiesznie ciemniejącym zmierzchu, gdy tylko Reneei dostrzegła łunę, nie mogła przestać się zastanawiać nad okolicznościami jej pochodzenia. Przynajmniej na jakiś czas spychała w ten sposób na dalszy plan uporczywie dopominający się posiłku żołądek. Choć wiedziała, że i tak weźmie w końcu górę. Jak zawsze. Ale skoro to jeszcze nieco potrwa, przejdzie te kilkanaście metrów więcej, nim wybierze ostateczne miejsce na rozbicie obozu. Do szczętu się ściemnić jeszcze przecież nie zdążyło. Reneei oszacowawszy odległość, uznała, że łuna w obecnej postaci nie powinna stanowić zagrożenia. Ktokolwiek bądź cokolwiek przy niej osiadło - najpewniej ludzie jeśli już, zgadywała - na wszelki wypadek będzie miała ją na oku. Może i wygląda stąd na niewinne ognisko, jednak kobiecie nie uśmiechała się przykładowo emocjonująca pobudka w centrum pożogi, gdyby okazało się z goła co innego.
Gwałtowny ruch nieopodal natychmiast zwrócił na siebie uwagę. Łowczyni, zapominając o łunie, momentalnie poczęła bacznie lustrować samo ognisko poruszenia jak i sąsiadującego z nim listowia, gałęzi, dosłownie wszystkiego. Dostawiła z pozoru spokojnie nogę do nogi, gotowa w każdej chwili zareagować. Zarazem wyswobodzone ramię z dźwiganego na plecach zaopatrzenia, pozwalało w razie czego bezceremonialnie zrzucić niewygodny ciężar na ściółkę.
Ostrożności nigdy za wiele. Dobrze zapamiętała te lekcję od starego Beirena i wolała jej nie lekceważyć. Odczeka chwilę, pomyślała, jeśli ta się przedłuży zbytnio najwyżej zabierze się za rozbijanie gdzieś tutaj obozu.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-02, 15:21   

Łowczyni zastygła w bezruchu, by dodatkowo wytężonymi zmysłami przeczesać uważnie okolicę. Wzrok powoli i dokładnie owiał okolicę. Głównie skupiając się na obszarze, w którym to przed chwilą dostrzegła podejrzany cień, nie zignorował jednak pozostałego terenu wokoło. Nic nowego niestety Reneei nie uświadczyła.
Słuch zagłębiał się w leśną ciszę, rejestrując każdy, nawet najdrobniejszy dźwięk. Tych bynajmniej nie brakowało.
Wszystkie można było jednakże bez głębszego zastanowienia zakwalifikować do typowych leśnych odgłosów, głównie zaś do świergotu ptactwa.
Węch, jak to na ludzki węch przystało zdradzał jeno tyle, że Reneei znajduje się w lesie. Wielką pomocą nie można było zatem tego nazwać.
Podobnie jak zmysły smaku i dotyku, które w obecnej sytuacji pełniły jedynie rolę pokazową.

Po kilku chwilach oczekiwania, nie wydarzyło się nic co przykułoby uwagę bohaterki. Jedynie migotanie odległej łuny, zauważone przy dokładniejszym się jej przyjrzeniu, zawęziło nieco krąg przypuszczeń co do jej pochodzenia. Najwyżej na liście przypuszczeń plasowało się najpewniej ognisko.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-02, 23:50   

Na upartego dla pewności mogłaby zawsze podejść bliżej i zbadać okolicę w promieniu kilku metrów od tamtego drzewa. Mogłaby, gdyby miało to głębsze znaczenie, a ostrożność Reneei podchodziła nie pod maksymę znajdującą zastosowanie w jej profesji, lecz pod jakieś poważne fobiczne urojenie. Do pary z takim wywiodłaby się całkiem sprawnie diabli wiedzą gdzie, sprawdzając szelest każdego drzewka, krzaczka, listka na nim, doszukując się przyczyn sporadycznie trzaskających suchych patyków w poszyciu leśnym...
Z racji, że nie uświadczyła żadnego więcej niepokojącego sygnału, dała sobie spokój. Las jak każdy rodzaj środowiska naturalnego cechował się swoją atmosferą i tonacją dźwięków. Nie było nic dziwnego w tym, że wiatr strącił owoc, lub co słabiej trzymającą się gałąź z wyższego konaru. Mógł to też być jakiś drobny gryzoń... ale...
Burkliwy falset pustki w kichach, wylewający swój żal i rozgoryczenie kręgosłupowi zmusił Reneei do zaniechania dalszego roztrząsania tematu. Przyjrzała się więc raz jeszcze okolicy, starając się określić, gdzie najmniej będzie wiało. Nie zaszkodzi też odrobina ognia, która nie zwróci zanadto niczyjej uwagi, a da światło, względne bezpieczeństwo i trochę ciepła. Na to, że w całkowitym mroku Reneei ślepła jak kret, akurat nie miała najmniejszego wpływu. Gdy zbierze trochę chrustu, odgrzebie na końcu z dna plecaka rację żywnościową.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-05, 17:33   

Reneei podczas swej krótkiej tułaczki znalazła się na tyle głęboko w lesie, że wiatr nie stanowił już najmniejszego problemu. Równocześnie nie zapuściła się na tyle daleko, by pseudopolany i niezarośnięte fragmenty ściółki był rzadkością.
Zaledwie kilkanaście metrów, mniej więcej w kierunku źródła tajemniczego światła, znalazła bohaterka lokację odpowiednią do rozbicia obozu. Wymagała oczywiście wstępnej preparacji, za którą to bez zbędnego ociągania, łowczyni się zabrała.

Gdy czerwona łuna na niebie, powoli zaczynała zanikać, ustępując miejsca czarnemu, upstrzonemu gwiazdami niebu, teren pod ognisko był już gotowy, chrust zaś nazbierany. Oczyszczony z mchu, drobnych krzewów i listowia placek ziemi zdobił w centrum niewielki dół, wykopany z pomocą śledzia od namiotu. Teraz wystarczyło ułożyć w nim zebrany chrust, nieco większych gałęzi i kory, podpalić wszystko z pomocą hubki i krzesiwa i ognisko gotowe.
Wpierw jednak przysiadła bohaterka na granicy przygotowanego terenu by z odmętów plecaka wygrzebać jedną z racji żywnościowych. Żołądek bowiem zdecydowanymi pomrukami domagał się posiłku.

Wykwintnym daniem z pewnością nie można było tego nazwać. Parę sucharów i wędzonego mięsiwa, które w połączeniu z wodą z bukłaka dawały wszystko co potrzebne było do przeżycia i napchania pustego żołądka aż do nasycenia. A tylko to było w obecnej chwili istotne.

Pogłębiająca się ciemność i chwila spokoju pozwoliły dokładniej, po raz kolejny przyjrzeć się łunie w oddali lasu. Zdecydowanie przypominała ognisko. Być może ktoś rozbił obóz kilkadziesiąt metrów od niej, być może był to podróżny taki jak ona, być może banda leśnych gwałcicieli. Póki co wszystko pozostawało w domysłach, nawet podczas zbierania chrustu, nie zbliżyła się bowiem bohaterka na tyle, by dowiedzieć się czegokolwiek więcej.
Mogła się jednak spodziewać jednego. Jeśli rzeczywiście było to ognisko, to istniała duża szansa, że jego właściciel, dostrzeże konkurencyjne rozpalone nieopodal przez Reneei.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-10, 03:57   

Jak ktoś zadowolony z życia, skończywszy jeść, kobieta poklepała się leniwie po brzuchu. Wszystko co nie było zbyt słone lub zbyt gorzkie było nawet smaczne. Niejeden smakosz o pańskim podniebieniu prawdopodobnie by się z nią sprzeczał, poznając równie uogólniające, jak zarazem obrażające kulinaria zdanie. Ale ani łakomych mieszczuchów, ani mistrzów kuchni nie widuje się spacerujących beztrosko tak daleko od swoich stołów.

Reneei wstała, wytarła dłonie o spodnie i zabrała się do szykowania ogniska. Układając stosik z drewna pod różną postacią, które pozbierała, skarciła się w myślach. Minęła się z prawdą w obliczeniach, bo łuna wydawała się jej teraz oddalona o kilkadziesiąt metrów, nie więcej. Blisko, za blisko by rozpalić ogień i nie zwrócić na siebie uwagi. O wybraniu się na zwiad powinna też pomyśleć wcześniej.

Pociągnęła krzemieniem po krzesiwie, upuszczając iskrę na hubkę. Wetknęła dymiący stożek między gałązki, pochyliła i dmuchnęła kilka razy by się rozpalił. Trudno. Nikt się przy zdrowych zmysłach nie będzie tłukł nocą przez las. Świt pokaże co i jak.
W tok tego rozumowania, Reneei wyciągnęła koc. Okręcając się nim szczelnie, podkuliła kolana pod brodę, objęła je ramionami i przyglądała się pochłaniającym drewno radosnym płomieniom. Przymykając stopniowo coraz częściej powieki, odpływała w odmęty snu.
_________________
"Bóg nie taki bezbronny, wróg nie taki zbrojny

Historia nie skończyła się na nas. Front wojny

Nie biegnie atramentem na mapach z papieru.

Każda klęska jest tylko klęską charakteru."
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-13, 19:51   

Być może była to zasługa głodu, być może faktu, że wykwitnie bohaterka u swego mistrza nie jadała, posiłek wydał się jej bardzo smaczny. Momentami za słony, momentami bez smaku, ważnym było jednak iż był pożywny i w żołądku pozostawił przyjemne uczucie nasycenia. To zaś w kumulacji ze znużeniem całodzienną wędrówką skutecznie wzmożyło senność.

Reneei bez większych problemów przygotowała i rozpaliła ognisko. Upewniwszy się, że dostarczyło płomieniom wystarczająco drewnego paliwa by przetrwały przynajmniej kilka godzin, owinęła się w koc i ułożyła nieopodal, na tyle wygodnie na ile pozwalały na to warunki.
Przy kojących dźwiękach skwierczącego ogniska, sen nadszedł nadzwyczaj szybko.





Pierwsze sekundy po przebudzeniu poświęcone zostały na dokładną analizę otoczenia, w celu odpowiedzi na kilka kluczowych pytań w stylu 'Gdzie jestem?', 'Czym jestem?' czy 'Gdzie się podział mój kartoflany wierzchowiec? Jak teraz dotrę do poddasza w kurniku mego lubego?'.
Te pytania szybko jednak rozwiały się w nicość wraz z pamięcią o treści pokręconego snu, z którego właśnie się Reneei wybudziła.
Zastąpione zaś zostały przez pewne spostrzeżenia.
Z ogniska nadal bił żar, płomienie jednakże zdążyły już nieco przygasnąć, strawiwszy praktycznie całe podane im drewno. Noc trwała w najlepsze, nie zapowiadało się by ranek miał nastać zbyt prędko. Fakt ten potwierdzało niewyspanie bohaterki jak i wskazania jej zegara biologicznego, który elokwentnie stwierdzał, iż sen nie mógł trwać dłużej jak 3-4 godziny.

Czemuż więc zatem się przebudziła? Powodem mógł być pęcherz, który odrobinę o sobie przypominał.
Ta teoria szybko jednak spotkała się z inną, gdy do czujnych uszu bohaterki dotarł odgłos cichego szelestu gdzieś nieopodal.

Poki co łowczyni nadal leżała owinięta w koc. Jeśli ktoś lub coś by ją teraz obserwowało, prawdopodobnie nie zdawałoby sobie jeszcze sprawy z faktu, iż leżąca przy ognisku istota już nie śpi.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-17, 02:04   

Ze snami zawsze tak jest. Urywają się w najbardziej kluczowych momentach pozostawiając skonfudowanego człowieka z tym niejasnym wrażeniem do której rzeczywistości należy. Swoisty „ciąg dalszy nastąpi” jakiegoś cudacznego serialu miażdżącego wszelkie reguły i szablony niczym kowalski młot herbatniki. Seans zakończony, proszę wrócić jutro na następną część.

I wtedy Reneei otworzyła nagle oczy nieświadomie ścigając pozostałości umykających w niebyt wieńczonych znakami zapytania fabularnych niedobitków obrazkowego przekazu. Niezbędnego dla regeneracji sił, zżerającego dziennie ponad ćwierć doby wedle zalecanej normy. Reneei wyrobiła ledwie jej połowę co nie odbijało się w postaci dobrego nastroju.
Zeźlone spojrzenie łowczyni pofrunęło nad żarem ogniska w ciemność, a potem wzbiło się do góry jak startująca rakieta. Wciąż było późno.
Nikt się po nocy nie będzie tłukł, tak? Upomniała się zgryźliwie w myślach, nasłuchując szelestu. Nikt? Subtelnie zmacała dłonią ziemię w poszukiwaniu jakiegoś kamienia czy innego przedmiotu nadającego się do rzucania.

W chwili, gdy palce zacisną się na czymś, kobieta bez zwlekania poderwie się na równe nogi i zamachnie na źródło dźwięku zachrypniętym od zaspania głosem burcząc: „A poszedł won. Nic ci darmozjadzie do zjedzenia nie mam”.
Założyła bowiem dość prędko, że do czynienia ma z pomniejszym zwierzęciem, które być może rozochocone przez innych podróżnych nauczyło się na szwędy po pożywienie wtykać nos tam gdzie nie powinno. A sporą większość takim nagłym zachowaniem dało się przepłoszyć.
_________________
"Bóg nie taki bezbronny, wróg nie taki zbrojny

Historia nie skończyła się na nas. Front wojny

Nie biegnie atramentem na mapach z papieru.

Każda klęska jest tylko klęską charakteru."
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-19, 20:52   

Jako, że Reneei znajdowała się obecnie w środku lasu, znalezienie kamienia, szczególnie w najbliższym otoczeniu, było raczej wątpliwe.
Dłoń nie do końca jeszcze wybudzonej bohaterki powędrowała zatem do plecaka, gdzie pochwyciła pierwsze, co swą konsystencją i kształtem przypominało kamień. Mydło.

Tym oto niszczycielskim pociskiem balistycznym zamachnęła się na podejrzane źródło dźwięku.

Lekki zawrót głowy spowodowany nagłym zerwaniem się na równe nogi bynajmniej nie pomógł w celności, mydło poszybowało zatem dosyć ślamazarnie w okolice, z których nadszedł szelest.

Chwila ciszy, która nastąpiła po rzucie i wypowiedzi łowczyni, znacząco wzbudziła jej niepokój. Jeśli byłby to bowiem nieszkodliwy zwierz, teraz zapewne słyszałaby oddalający się paniczny szelest. Miast tego odpowiedziała jej jeno cisza.

Długo jednak nie musiała bohaterka czekać w niepewności.
Płaszcze. To słowo jako pierwsze rzucało się na usta gdy zza krzaków i drzew wyłoniło się kilka postaci szczelnie opiętych w owe elementy ubioru. Poruszali się bezszelestnie, wychodząc bynajmniej nie z kierunku, w którym to w pogoni za dźwiękiem powędrowało mordercze mydło. Reneei szybko naliczyła pięć postaci. Dwie z nich w zasadzie zmaterializowały się po bokach obozowiska, bohaterka nie zauważyła bowiem nawet skąd się wyłonili. Po prostu nagle znaleźli się w zasięgu jej wzroku.

- Nie przyszliśmy po jedzenie - odezwał się męski głos dochodząc mniej więcej z miejsca, w którym łowczyni uprzednio dosłyszała szelest.
Zza niewielkiego krzewu kilkanaście metrów od centrum obozowiska wyłonił się również opatulony w płaszcz z kapturem mężczyzna. Był on jedyną osobą z grupy, która przy poruszaniu się wydawała jakieś dźwięki. Wydawał się też najbardziej z nich...ludzki. Po kapturem dało się dostrzec nieznacznie zakrzywiony nos, gładką cerę i parę przenikliwych oczu spoglądających na Reneei. Ludzki było złym określeniem. Osobnik ów należał raczej do elfiej rasy.

Łowczyni nie dostrzegła póki co żadnej broni, nie wiadomym było jednak co kryje się pod płaszczami nieznajomych. Zresztą, ona również była w obecnej chwili bezbronna. Całe wyposażenie spokojnie leżało na ziemi nieopodal jej stóp. Poza mydłem. To zadowolone z wykonania zadania zapoznawało się z leśną ściółką gdzieś w krzakach.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-20, 22:29   

Kobietę ogarnęło złe przeczucie. W kolejności odpowiedzi na nie ważne jak oklepany i niedbały rzut, ciszy spodziewała się ostatniej. Bardziej słyszał się jej oddalający w popłochu szelest jakiegoś zwierzątka; mniej, szaleńczo pędzący na nią furkot wkurzonego stworzenia, omyłki się czasem zdarzają, ale żeby cisza? Tę można było rozpatrywać różnorako.
Będący jeszcze przez moment u steru postrzegania świata Reneei irracjonalny kłąb wrażeń i przeczuć wykorzystał lukę podsuwając jak leci: konsternację, ciszę w trakcie której zapada decyzja, czy też milczenie czasem potrzebne by nie parsknąć śmiechem - sama niedoskonałość ludzka była w pewnym sensie dobrym żartem, czego namiastkę kobieta właśnie zaprezentowała.

W oczach Reneei sytuacja wcale nie zarysowała się lepiej, gdy szeleszczący sprawca wraz z towarzyszami zechcieli się pokazać. Łowczyni bardziej odruchowo niż z obawy cofnęła się pół kroku, wychwytując w zasięgu wzroku kilka dosłownie niewidzialnych wcześniej sylwetek okrytych płaszczami. Wydało jej się, że poruszają się całkowicie swobodnie jakby nic nie ważyły, bez najmniejszego wysiłku z właściwą im elfią gracją. Choć broni nie dostrzegła, powątpiewała szczerze by elfy przybyły w oparciu jedynie o przewagę liczebną.

Temu, który w imperialnym języku zabrał głos, przyglądała się chwilę bacznie zanim się odezwała.
Nie przyszliście po jedzenie, ale zdecydowanie też nie po to, aby uścisnąć dłoń gościowi, kręcącemu się w przedsionku waszego domu, pomyślała ponuro próbując ugłaskać naelektryzowany niepokój. Co za licho was tutaj przyniosło?

Szacunek w mniemaniu Reneei nie równał się bezgranicznemu zaufaniu odnośnie każdego podejmowanego działania, a momenty takie jak ten, gdzie pięciu obcych bierze się znikąd w środku nocy, niezmiennie kojarzyły się z czarnym scenariuszem do roli ofiary, która wsrała się w nie lada tarapaty. Wciąż jednak ma przed sobą nie bandę oprychów, a grupę elfów. W tym jednego, który może powie na co to najście.
- Em... - odchrząknęła w pięść - Najmocniej przepraszam, sądziłam, iż jakiś mały ssak żeruje w okolicy. Nie spodziewałam się gości...
I coś zadzwoniło w głowie kobiety jak kopnięty blaszany gałgan bezużytecznego złomu przeplatany drucianymi witkami. Wspomnienia ogniska, łuny i wczorajszego wieczoru wzięły się zgodnie za ręce i zapląsały wesoło w kółeczku. Czy to nie oni obozowali kilkadziesiąt metrów dalej?
- ...jeśli już to nie z waszej strony - podjęła gładko, jak gdyby nigdy nic, bez wzruszenia spoglądając w oczy rozmówcy - Za jaką przyczyną niepokoicie o tak późnej porze?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-22, 00:20   

Uśmiech.
Przyzwyczajone już do ciemności oczy bohaterki, zdołały ujrzeć tą właśnie ekspresję pod kapturem nieznajomego - podejrzanego o elfickość.
Nie był to jednak serdeczny, uspokajający uśmiech. Zalatywał raczej złowieszczością i niecnymi zamiarami.

- Daleko się dzieweczko zapuściłaś - podjął jedyny z rozmownych w tym towarzystwie - nie przepadamy tu za imperialnym motłochem.

Reenei nie była dobrze zaznajomiona z relacjami politycznymi różnych ras Sorii. Co więcej, przekonana była, że Imperium ludzkie jest wszem i wobec lubiane. Przeto jegomość, który z nią rozmawiał posługiwał się właśnie językiem imperium. Na dodatek wychodziło mu to nad wyraz dobrze.
Na domiar złego każda z bezosobowych postaci wokoło, wykonała krok w stronę Reneei.
Wszyscy poza rozmówcą. Jedynym z okolicznych, który przejawiał jakiekolwiek rysy pod swym kapturem.
Owym rysom, bohaterka jednak zbyt długo przyglądać się nie mogła. Jeden z zakapturzonych towarzyszy zagrodził bowiem drogę między łowczynią, a najnormalniejszym z okolicznych.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-22, 18:58   

Ów uśmiech należał do gestów wyrażających więcej niż tysiąc słów, a w połączeniu z wypowiedzią przekładał się na czytelną międzywierszową wiadomość. Krótką jak groźby w liścikach porywaczy: "Jesteś intruzem, w przeliczeniu jeden przeciwko pięciu pośrodku lasu, sama jak palec. Nie lubimy cię. Masz przechlapane."

Reneei dawno miała za sobą okres dzieciństwa i jego bajeczną naiwność, jednak naprawdę nie widziała nic niewłaściwego w podróży obrzeżem lasu, nawet jeżeli lekko chwilami zbaczała by rozbić obóz. Nie rozumiała zbytnio w czym tkwił problem, ani też komu i co ma za złe elf, operujący tym wrednym, zaczepnym zwrotem. Nic mu nie zrobiła, ale za dzieweczkę w nieco innych okolicznościach chętnie by z premedytacją skopała tyłek i okrasiła kępką mchu.

- Nie na tyle daleko, aby konieczna była eskorta gospodarzy - stwierdziła dość stanowczo nie ważąc się pokazać po sobie nerwowości, pomimo pomniejszonej średnicy okręgu o jeden krok. - Poza tym umiem o siebie zadbać. Wy mniemam również. Wciąż nie rozumiem czemu miałabym zawdzięczać - prędzej przeklinać, poprawiła się w myślach - to spotkanie.

Powiodła z wolna wzrokiem po bezimiennych postaciach. Wiedziała i bez tego, że jest otoczona, czuła jak wewnątrz szlag ją trafia, bo potwornie nie znosiła zajść z tak ograniczonym polem do manewru, ale chciała się dyskretnie upewnić gdzie dokładnie leżał plecak z zaopatrzeniem. Lepszy sztylet w garści wątpliwej trwałości niż goła dłoń, w razie gdyby przyszło się bronić. Pomijając prześlizgnięcie się obok stojącego na przeszkodzie płaszcza, które nie musi się udać.
Potem patrzyła już na milczącą czarną przestrzeń kaptura kogoś, kto stanął pomiędzy i zwyczajnie zasłaniał.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-26, 17:36   

Cóż pozostało Reneei w obecnej sytuacji prócz słów? Fakt, mogła rzucić się swoje tobołki i w popłochu przyszykować łuk czy też sztylet.
Czy jednak cokolwiek by to w obecnej sytuacji dało? Czy zdążyłaby bodaj wykonać strzał, nim gotowe do akcji 5 postaci rzuciłoby się na nią z...w zasadzie nawet nie wiedziała czym.
Nawet jeśli czuliby się na tyle pewnie, by dać jej się uzbroić, to czy miała jakiekolwiek szanse w walce?

Wątpliwe. Łowczyni wybrała toteż najbardziej stosowną do obecnej sytuacji broń. Słowa.


Te niestety spotkały się jedynie z przeciągłym śmiechem dotychczasowego rozmówcy.
- Czemu? - powtórzył pytanie dziewczyny po kilku sekundach rechotu - Zapewne losowi, czy też wrodzonemu pechowi.

Po tym jakże oświecającym stwierdzeniu, zakapturzone postacie, niczym jeden organizm odbity po wielokroć wykonały kolejny krok w przód, rozchylając nieznacznie płaszcze.
Spod nich wysunęły się ręce odziane w ciemne rękawiczki, zaopatrzone w dorodne, nieco zakrzywione sztylety.

Świst

Słuch podpowiedział Reneei co właśnie miało miejsce jeszcze nim zrobiły to oczy. Strzała.
Nadleciała z lewej, nieco z góry, przebijając się przez w kaptur postaci najbardziej w ową stronę wysuniętej. Gdy ta, porażona najwyraźniej śmiertelnie padała na ziemię, pozostałe obróciły się jednomyślnie w kierunku, z którego nadszedł niespodziewany atak.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-26, 22:51   

Szamotanina nie miała sensu. Nie rozpoczęta przez nią. Reneei przypuszczała, że sprawiłaby tylko niemały ubaw tym typom spod ciemnej gwiazdy i przyspieszyłaby rozwój wypadków na swoją własną niekorzyść. Broniła się słowami, odwlekając to co nieuniknione, niczym skazaniec z pętlą na szyi, którego ostatnim życzeniem jest szklanka wody. Kluczowe pytanie jakie należałoby postawić, to ile jeszcze zdoła rżnąć głupa? I czy będzie tak stać spokojnie jak zechcą ją podzielić na części, albo obić, albo i zabawić się w ten pewien szczególny sposób?

Przeciągły śmiech otworzył jedną z pozamykanych na tysiąc spustów klitek w uporządkowanym segmencie opanowania. Z hukiem wyleciało z niej coś co od razu wznieciło jadowitą, pieniącą się chmurę wśród napiętych myśli.
"Oby ci chwost oparszywiał, wstrętny gnoju."

Reneei po krótkich oględzinach asortymentu, ledwie zerknięciu, jakim napastnicy dysponowali, przytaknęła sobie zgodnie, że zbliża się nieuchronnie do granicy, po przekroczeniu której zrobi coś niewiarygodnie głupiego. Spanikuje jak jedna z tępych, karczemnych, klepanych po dupie dzieweczek na widok seryjnych gwałcicieli. Chwyci za... no żeby jeszcze miała co i instynktownie zacznie się motać, byleby jakoś ujść z życiem.
Tym razem z głośniejszym echem usłyszała w swojej głowie zajadliwy komentarz:
"No panowie, z takim sprzętem do filetowania każdy port rybacki stoi przed wami otworem. Powinniście pomyśleć o zmianie zajęcia, a nuż odkryjecie prawdziwe powołanie."

Myślała, że to już koniec. Przez ułamek sekundy nie mogła uwierzyć własnym uszom. Świst strzały. Błogosławieństwo. Nadzieja. Ulga... i znów kobieta wróciła do siebie, do zmysłów, kneblując panikę i uciszając bezsilną złość. Nie zamierzała czekać, aż opadnie porażająca atmosfera zaskoczenia. Trzeba wymknąć się z potrzasku. Ktokolwiek raził strzałami, zadanie można mu jeszcze trochę ułatwić, nie pałętając się na celowniku.
Cofnęła się, specjalnie by wpaść na któregoś ze zdjętych zaskoczeniem płaszczy. Moment wydawał się iście dogodny, by znokautować kogoś niehonorowym ciosem z kolana poniżej pasa, odciągając tym samym uwagę od wybawiciela.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-27, 19:14   

W ciągu kilku kolejnych sekund wydarzyło się wiele rzeczy na raz.

Z prawej strony, za plecami obróconych ku strzelcowi jegomości, pojawił się nagle rozbłysk światła. Wraz z nim zaś, jeden z zakapturzonych, najbardziej w ową stronę wysunięty, zadrżał niczym rażony piorunem. Po chwili jednak wraz z domniemanym dowódcą, czy też głównym mówcą ekipy, ruszył biegiem w prawo, ku zaroślom.
Dwójka od lewej, niewzruszona rozbłyskiem wystrzeliła sprintem w stronę strzelca. Ten najwyraźniej wypuścił w ich stronę kolejną strzałę, Reneei usłyszała bowiem ponownie świst, kątem oka dostrzegła natomiast, jak bark jednego z owej parki cofa się odrobinę do tyłu, powodując chwilowe wstrzymanie biegu. Zapewne tam właśnie trafił pocisk.

Główną uwagę skupiła jednak łowczyni na jedynym z towarzystwa, który pozostał wraz z nią pośrodku obozowiska.
Być może zrobił to by przypilnować Reneei. Być może nie mógł zdecydować, w którą stronę ma biec. Być może wpływ na ów fakt miało kolano bohaterki niemiłosiernie wbijające się w okolice jego krocza. Trudno zgadnąć.

Zakapturzona postać zgięła się w pół, nie wydając z siebie jednak żadnego dźwięku. Nawet z tak bliska, nie była w stanie łowczyni dostrzec co też kryje się pod skierowanym obecnie ku ziemi kapturem. Zasługą owego faktu najpewniej był niedobór światła. Jednak sam dotyk zapłaszczonego i wwiercenie mu się kolanem między nogi pozostawiało po sobie jakieś nienaturalne odczucie. Reneei nie była w stanie określić co było nie tak, coś jednak mimo wszystko jej nie pasowało.

Lewa dłoń napastnika wystrzeliła nagle w stronę bohaterki, zaciskając się z dosyć odczuwalną siłą na jej ramieniu. Szybkie pchnięcie odrzuciło względnie wątłe ciało kobiety w bok, niczym okienną zasłonę.
Ta, niesiona rozpędem poczyniła kilka kroków przed siebie, zachowała jednak równowagę. Po odwróceniu się zaś w stronę swego przeciwnika, uświadomiła sobie, że przyjął on pozycję kilka metrów na wprost do niej, co gorsza stając mniej więcej pomiędzy nią, a spoczywającymi koło ogniska tobołkami. Stanęła toteż nieuzbrojona naprzeciw zakapturzonej postaci nadal trzymającej sztylet w dłoni. Szanse marne.

Spomiędzy tobołków, niecałe 6 metrów od bohaterki, tęsknie pobłyskiwał sztylet. Dobranie się doń w obecnej sytuacji było jednak zdecydowanie utrudnione....w każdym razie byłoby dla przeciętnej łowczyni.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-27, 22:49   

Podzielili się i rozbiegli. Reneei duchem życzyła im farszu z krwi i grotów strzał w bebechach. Ostał się tylko jeden problem. Który wyglądało na to, że nawet by się nie przejął naniesionymi poprawinami. Kobietę dziwił niepomiernie obcy, niezrozumiały spokój z jakim napastnik przyjął dotkliwy cios. Kto żyw, po czymś takim poskładałby się jak scyzoryk, nie mówiąc o jękach, stękach i tym podobnych odgłosach towarzyszących zbieraniu się z ziemi lub pozycji na wpół zgiętej. Coś jest nie tak. Ani jedno słowo nie padło, żaden dźwięk się nie wydobył od samego początku ze strony tych spowitych płaszczami istot.
Magia nie była aż tak niezbadaną dziedziną dla łowczyni, coś tam o niej szczątkowo wiedziała. Chaotyczne i rozproszone informacje nie bardzo chcące współgrać z logiką, mimo to wystarczały, by w oparciu o nie wytoczyć, właściwie wyturlać zalążek podejrzeń co do magicznego pochodzenia niemych towarzyszy, udającego cwaniaka dupka.

Jednakże czy był to jakiś rodzaj iluzji niezbyt chętnie chciało się jej sprawdzać, zupełnie wystarczył dowód w postaci dość mocnego uścisku ramienia by odsunąć hen w dal niejasności co do materialnej struktury stworzenia.

Koncentrując się na sztylecie błyskającym spomiędzy tobołków jak łuska przemykającej przy samej powierzchni wody ryby, postanowiła spróbować obejść półokręgiem przeciwnika. Na lekko ugiętych w kolanach nogach, gotowa w razie czego odskoczyć, powoli ruszyła w stronę ogniska, bacznie obserwując niemowę.

Wóz albo przewóz. Może się uda, może nie. Jak nauczyła się rzucać czar nigdy nie była pewna, ale jako smarkula używała go sobie z powodzeniem, gdy nikt nie patrzył.
Mniej niż 10 metrów, a sztylet nie waży więcej niż pół kilo. Jeśli strzał w łeb unieszkodliwił jednego z tych tworów, być może klinga sztyletu w potylicy lub którymś z kręgów szyjnych blisko czaszki też wystarczy.

Zatrzymała się rychle zaraz po kilku krokach, pewna że przywołała odpowiedni mentalny wzorzec zaklęcia. Wykonała niezbędne gesty dłońmi i potem już tylko mogła liczyć po cichu na to że nic nie spartoliła.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-28, 02:26   

Reneei cofnęła się odrobinę, rozpoczynając swój taniej wokoło oponenta. W międzyczasie natomiast, dłonie łowczyni poczęły czynić gesty przypominające nieco żonglowanie .
Oponent o dziwo nie kwapił się przesadnie do ataku. Było to nad wyraz dziwne, acz łowczyni dotychczas nie spotkała się z nadmiarem napastników. Być może kapturzasty samodzielnie nie ośmielił się jej zaatakować, być może nie chciał ranić jej ciała, które mogło mieć jeszcze użytek. Powodów mogło być wiele.

Wszystkie zeszły na dalszy plan, gdy w potylicę, czy też tylną część kaptura tajemniczego zakapturzonego przeciwnika, wdarł się sztylet Reneei.

Kuglarskie gesty bohaterki były bowiem jeno częścią zaklęcia, które to powołało sztylet ślęczący pośród jej tobołków do lotu.
Kawałek metalu o wadze mniej więcej pół kilograma, wzniósł się w powietrze, ostrze zaś wymierzył prosto w potylicę zakapturzonej postaci, która niczym podstawiona w scenie z teatru, nie ruszyła się bodaj o krok w stronę łowczyni.
Ostrożność? Brak poleceń? Niezdecydowanie? Zaskoczenie komicznymi ruchami Reneei?
Któż to wie. Zaoowocowało to jednakże ostrzem fruwającego sztyletu wbitym prosto w potylicę.
Płaszcz niesiony zadanym ciosem wysunął się do przodu i runął ku ziemi.
Czy nie żył, czy został unieszkodliwiony? Tego bohaterka nie wiedziała.

Czasu na zastanawianie się jednak wiele nie miała.

- Szybko, chodź za mną, za chwilę może się zjawić ich więcej!

Głos ten zdawał się raczej przyjazny, dobiegł zaś z prawej strony. Zza zarośli, gdzie ledwo chwilę temu zniknęła dwójka napastników, z głównym prowodyrem napadu włącznie.
Właściciel głosu był....z dużym prawdopodobieństwem elfem, ubranym w zwiewne i nieutrudniające poruszania się szaty.
Wyskoczył on spomiędzy zarośli po prawej stronie i rzuciwszy sentencję w stronę Reneei pobiegł dalej na południowy zachód.
W międzyczasie natomiast, sytuacja po lewej stronie zdawała się dosyć napięta. Świsty, krzyki, szamotanina, szelest liści. Nawet bystry wzrok łowczyni nie był w stanie stwierdzić co zaszło między owymi krzaczorami. Nie brzmiało to jednak zachęcająco.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-04-29, 21:46   

Nim przeciwnik bliżej zapoznał się z ziemią, Reneei zaświtało w głowie wyjaśnienie łączące bierne zawieszenie się oponenta, ich zbiorowe milczenie i cielesność chyba nie identyczną w składzie jak u przeciętnej humanoidalnej żywej istoty. Byli jak kukły. A kukły zawsze mają jakieś sznurki, którymi ktoś inny porusza. Co prawda tych nie było widać, ale reszta się zgadzała.

Nie frasowała się tym czy żył czy nie, wyglądał na unieszkodliwionego i leżał nieruchomo jak płaz przejechany furą z węglem. Skoczyła więc zaraz ku niemu, przydeptując trzymającą sztylet rękę by odebrać broń. A potem tak bardzo zaskoczył ją odmienny głos, że zbita z tropu jego właściciela uraczyła spojrzeniem jakim się patrzy na wariata. Trzeba było chwili równej paru mgnieniom oka, żeby doszło kobietę znaczenie wypowiedzianych słów. Wariat zamienił się bowiem w elfa, który miał całkiem dobry pomysł. I na pewno nie gorsze intencje.

Rwetes po lewej nie będzie trwał wiecznie, a ponowna konfrontacja nie była czymś do czego Reneei by się paliła. Przelotnie spojrzała zatem na swoje tobołki, w których nic cenniejszego niż własne życie nie miała i chwytając odebrany sztylet tak by nie zrobiła sobie krzywdy w razie zderzenia z drzewem, dała susa za elfem. Kto się będzie tłukł po nocy po lesie? Jakżeby inaczej, ona. Cóż za ironia.
_________________
"Bóg nie taki bezbronny, wróg nie taki zbrojny

Historia nie skończyła się na nas. Front wojny

Nie biegnie atramentem na mapach z papieru.

Każda klęska jest tylko klęską charakteru."
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-05-01, 01:32   

Pochwyciła bohaterka sztylet wbity w potylicę płaszcza z bliżej nieokreślonym wypełnieniem, po czym ruszyła za 'zwiewnym' elfem.
Pozostawiła wszystkie swe tobołki na pastwę losu, starając się za wszelką cenę dorównać kroku osobnikowi, który mimo z pozoru ubrania słabo przystosowanego do manewrowania między krzakami, poruszał się zaskakująco szybko i sprawnie.

Po kilku chwilach biegu w bliżej nieznanym kierunku, powiązała bohaterka kilka dosyć oczywistych faktów. Jegomość biegnący przed nią najprawdopodobniej był magiem. Stąd szata, jak i rozbłysk światła połączony z porażeniem jednego z zakapturzonych.
Niewiadomym pozostawało na razie, cóż ze strzelcem, który jako pierwszy zadał odciągający uwagę cios gromadce napastników.

- Biegnij za mną, nieopodal mamy kryjówkę, w której można będzie chwilę odsapnąć. W niej to dołączy również do nas Fier. - rzucił do podążającej za nim łowczyni elfi mag. - Tak poza tym, mam na imię Earnel.
Słowa te wypowiedział okręcając głowę jedynie w niewielkiej części w stronę Reneei, zapewne by nie zwalniać kroku i nie wpaść po drodze na jakieś niepożądane drzewo.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-05-01, 20:07   

Gnała ile sił, więcej słysząc niż widząc. Wskazówka elfa odnośnie biegu była w zasadzie zbędna. Jakby łowczyni zdecydowała się pozostać łudząc na jakieś szanse w starciu z tamtą zgrają delikwentów, w ogóle nie ruszyłaby się poza obręb obozowiska, ani nie zdawała w zupełności na czyjąś pomoc.
Niemniej dobrze było usłyszeć o znajdującej się gdzieś w pobliżu kryjówce. Będzie czas na zadawanie pytań, których od chwili jak ta dwójka zainterweniowała, tylko przybywało. Trwonienie teraz na nie tchu, byłoby błędem. Z małym wyjątkiem.

- Tuż za tobą. Mówią mi Reneei - odparła oszczędnie w odpowiedzi.
Imię jak imię, każdy ma jakieś. Niby błahostka, których wyjawianie jednak urosło właśnie do rangi jakiegoś nieuchwytnego dowodu zaufania. Reneei nie znajdywała choćby jednego powodu dla którego miałaby taić swoje.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-05-09, 18:57   

Na owej krótkiej wymianie zdań rozmowa się skończyła, kolejne minuty zaś minęły na nieustannym biegu.
Reneei pomimo marnej widoczności całkiem dobrze radziła sobie z nadążaniem za elfem, ten zaś bynajmniej się na nią nie oglądał. Biegł co sił, zwinnie przemykając między drzewami, krzewami i zaroślami.

Obdarzył kobietę swym wzrokiem dopiero gdy znacząco zwolnił kroku.
- Tutaj - odparł wskazując gęste, wysokie zarośla na lewo od siebie, po czym nie czekając ani chwili dłużej zniknął gdzieś w ich głębi.

Łowczyni podeszła toteż bliżej do nie wyróżniających się zbytnio niczym krzaczorów i wytężyła wzrok starając się dostrzec cokolwiek pośród nich. Jako, że widoczność w środku nocy nie należy do najlepszych, zaś gęste listowie dodatkowo jej nie ułatwiało, bohaterka nie była w stanie dostrzec w zasadzie niczego.
Słyszała jedynie oddalający się szelest przeciskającego się gdzieś przed nią elfa.
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-05-09, 23:18   

Zawahała się przez moment. Sytuacyjna przeszkoda nie sprowadzała się tylko do pory doby i tego, że w ogarniającej z każdej strony ciemnicy słabo widać. Wzrok był teraz tak zawodnym zmysłem, że jakby zamknęła oczy prawdopodobnie dużej różnicy by nie odczuła. Co wryło w bezruch łowczynię to niewiadoma czego może się spodziewać po drugiej stronie tych chaszczy. Czy jeśli wyciągnie rękę, za warstwą roślinności nie rozbije się ona o jakieś drzwi? A może teren lekko się zapada i kryjówka przypomina bardziej norę?

Przestąpiła z nogi na nogę, przysłuchując się poczynaniom elfa, który ruszył przodem. Jak na ubranego w szaty, wydawałoby się świetnie sobie radził. Żadnych przekleństw, mogących sugerować, że gdzieś się zaklinował, czy innych niepożądanych dźwięków poza tym szelestem.

Nim ów szelest zdążył się oddalić na tyle, by pojawiło się ryzyko, że zniknie z pola zasięgu ludzkiego słuchu, odgarniając rękoma gęstwinę przed sobą, Reneei brnęła już za jego sprawcą.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-05-11, 23:30   

Fakt, faktem. Szata elfa zdawała się kompletnie nie utrudniać mu poruszania się po lesie. Zapewne wynikało to z czysto elfickich sztuczek jak i przystosowania, przeto był to ich dom. Przynajmniej tyle mogła z tego faktu wywnioskować Reneei.

Chaszcze nie chaszcze, ruszyła przed siebie. Kierując się głównie zmysłem słuchu, powoli przemieszczała się do przodu. Raz za razem odgarniając gryzące gałęzie, wręcz brakło jej teraz podobnej do przodownika trasy szaty czy też peleryny, którą to mogłaby się osłaniać przed tysiącami gałązek, liści i...lepiej nie pytać czego jeszcze.

Krok za krokiem, metr za metrem sunęła do przodu. Słuch w obecnej sytuacji okazał się mało przydatny, wzrok nadal okazywał się zbędny, zaś pozostałe zmysły nie miały wiele do gadania. Poruszała się zatem bohaterka do przodu, licząc bardziej na jakiś uśmiech losu czy też swego przewodnika, niż na własne zdolności wywiadowcze.
Hasanie po gęstych chaszczach pośrodku nocy zdecydowanie nie było domeną jej rasy.


Minęła minuta, może nieco krócej, może nieco dłużej. Dłoń bohaterki natrafiła na coś, co z pewnością nie pasowało do okolicy. Ni to liść, ni to kora, ni gałąź ni pajęczyna. Raczej tkanina. Namiot?

- Wchodź - syknął zniecierpliwiony szept

Kryjówka okazała się niczym innym jak ukrytym pośród chaszczy namiotem.
Łowczyni po krótkich poszukiwaniach, dosięgnęła wejścia do azylu. Chwilę później wniknęła do środka, gdzie o dziwo napotkało ją lekkie rozjaśnienie sytuacji. W postaci niewielkiego, fluorescencyjnego grzybka.
Z zewnątrz nie dało się dostrzec najmniejszego źródła światła, wewnątrz namiotu jednak, panował przyjemny półmrok, w którym zapewne nawet czytanie byłoby realne. Pośrodku przestrzeni przeznaczonej na 3-5 osób umieszczony był grzyb o kapeluszu nieco większym od pięści, jaśniejący niemrawym, odrobinę fioletowawym światłem.
Naprzeciw wejścia, pomiędzy sporą dozą worków o bliżej nieokreślonej zawartości siedział elf w szacie. Spozierając spokojnym, acz nieco zniecierpliwionym wzrokiem na wchodzącą do namiotu Reneei.
- Witam w naszych skromnych progach
 
 
     
Ikku 
Włóczykij
Nocna Mara



Wiek: 35
Dołączyła: 20 Sty 2012
Posty: 65
Wysłany: 2012-05-12, 09:21   

Kto by się spodziewał. Kryjówka była naprawdę dobrze przemyślana, oświetlona z wewnątrz, ale niewidoczna na zewnątrz, dodatkowo otoczona uplecioną przez naturę fosą przez którą nikt zdrowy na umyśle by się daremnie nie przedzierał. Gdyby spróbował elfy z pewnością zgotowałyby odpowiednie powitanie.

Powitanie. Ledwie o nim pomyślała, a zdążyła już usłyszeć. Zrewanżowała się skinieniem głowy, lecz nie tym jakie towarzyszy bezmyślnemu potakiwaniu osobnikowi, który bez przerwy kłapie jadaczką. Gest Reneei trwał zauważalnie dłużej, był głębszy i nieskłamany.
Wtedy również zorientowała się, że w dłoni opuszczonej luźno wzdłuż ciała ciągle spoczywa rękojeść zabranego sztyletu. No tak, z braku chwili wytchnienia, biegła z nim całą drogę niemal jak rzeźnik za kurczakiem po folwarku. Wolnym ruchem wetknęła więc wreszcie broń za pas, na miejsce.

Nie miała pewności co do przepuszczalności dźwięku w namiocie. Żeby nie ryzykować ściągnięcia jakiegoś zagrożenia zaczęła tonem niewiele głośniejszym od szeptu:
- Blisko było, tak blisko jak pochodnia może znaleźć się przy twarzy nim zdoła ją oszpecić. Gdyby nie wy... - kierując się ku workom obeszła łukiem grzybka, przypatrując mu się jak zjawisku nadprzyrodzonemu - ...źle by się to skończyło. Paskudnie źle. Pięcioczęściowy glejt w jedną stronę do krainy wiecznych łowów. - Kilka ciemniejszych bruzd fioletowego światła zawitało na twarzy kobiety, gdy się skrzywiła i zaraz targnęła głową z dezaprobatą.
- Niecodziennie spotykana bandycka szajka, cóż to za jedni?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-05-15, 15:37   

Elf zdawał się nie zwrócić uwagi, bądź też kompletnie nie przejąć sztyletem Reneei, jak i faktem, że w końcu zatknęła go za pas.
Spokojnie sięgnął do jednego z leżących za nim worków, poszperał kilka chwil, po czym wyciągnął z wewnątrz parę skórzanych bukłaków. Jeden z nich rzucił lekko w stronę bohaterki, drugi odkorkował by po chwili pociągnąć zeń solidnego łyka.
- Poczęstuj się, swoje zapasy zostawiłaś przeto za sobą - kiwnął głową sugerując bohaterce by ta spoczęła i zaspokoiła pragnienie. Fakt, po niełatwym biegu trochę zaschło jej w gardle, zaś w pośpiechu jedynym co złapała ze swych tobołków był sztylet - To zwykła woda - dodał po chwili ze szczerym uśmiechem.

- Nie nazwałbym tej szajki bandycką - rzucił pociągnąwszy kolejny łyk z bukłaka - Po prostu nie przepadają za ludźmi. Nie musisz nam też dziękować, dałaś nam świetną możliwość to oczyszczenia Lasu z paru osobników ich pokroju.

Bystre oczy elfiego maga dokładniej zbadały osobę Reneei. Ostrożna bohaterka nie dostrzegła w nich niczego niepokojącego, raczej najzwyklejszą w świecie ciekawość.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group