Ludzie, podług prawa przyrody, dzielą się ogólnie na dwie klasy: na klasę ludzi niższych, będących materiałem, który służy wyłącznie do wydawania na świat sobie podobnych, oraz na ludzi właściwych, to znaczy posiadających dar czy talent, który im pozwala wygłosić w swoim środowisku nowe słowo. Pierwsza klasa jest zawsze władczynią teraźniejszości, druga klasa - władczynią przyszłości. Pierwsi zachowują świat i pomnażają go liczebnie, drudzy pchają świat naprzód i kierują go ku oznaczonym celom."
-Fiordor Dostojewski, Zbrodnia i Kara
Dom Pajęczej Przędzy
- kroniki Kaerila Maarena
Pierwszego dnia nałożyli mu na zraniony bark maść leczniczą.
Pierwszego dnia wyspał się tak jak jeszcze chyba nigdy naprawdę szczerym, uczciwym snem.Prawdę powiedziawszy, do ostatnich chwil pewien był, że wszystko to tylko mu się przywidziało. Rozmowa z Phoe, zdobycie Zguby, wyjście z lochu. Do końca pewien był, że popełnił błąd. Że nie powinien był przyznawać się do tego co zaszło pomiędzy nim a ochroniarzem Vae’Selisa i do otrzymania pierścienia. Że szczerość jaką się wykazał była jednocześnie dla niego wyrokiem śmierci. Że kobieta prowadząc go po schodach w górę rezydencji postawi go przed pochmurnym obliczem swojej matki i zakrzyknie oskarżycielskim tonem „to on, Myrano, zdrajca i sprzedawczyk! Nie można trzymać go przy życiu! Jest dla nas niebezpieczny! Zobacz jak niewiele brakowało a już pierwszego dni stanąłby przeciwko nam!”.
Nic takiego się nie stało.
Zamiast tego otrzymał własny pokój położony na parterze rezydencji tuż obok pomieszczeń służby. Ponoć zajmował go kiedyś drowi gwardzista, obecnie nieszczęśliwie nieobecny w doczesnym świecie. Nie było to złe miejsce. Pozbawione luksusów, ale ciepłe, gdyż jedna ze ścian pokoju sąsiadowała z kuchnią i jej ogromnym piecem. Było to bardzo przyjemną odmianą, biorąc pod uwagę kilka ostatnich nocy spędzonych w pozycji embrionalnej w tutejszym wilgotnym lochu trzęsąc się z zimna. Łóżko, czy też raczej zwykły siennik również nie należał do szczytów dokonań drowiej kultury, ale brak wszy i pcheł w nim bohater powitał z ukontentowaniem. Pokoik, pozbawiony okien, w zasadzie na tym opisie kończył się. Poza siennikiem był tu jeden stołek do siedzenia, mały kuferek na rzeczy Kaerila oraz micha z wodą do mycia, zmienianą raz dziennie. Wojownikowi nadal nie wolno było opuszczać Domu Cichej Pieśni i technicznie pozostawał w nim czymś niższym w hierarchii społecznej niż nawet wszechobecni niewolnicy, ale żył. Pozwolono mu zachować własny ekwipunek oraz cieszył się, bądź co bądź, jakimiś względami Phoe. Służba najwyraźniej zdawała sobie z tego sprawę, gdyż najczęściej zostawiano go w spokoju. W Domu Cichej Pieśni nie było w zwyczaju prowadzenia wielu rozmów, plotkowania czy innego, podobnie bezproduktywnego spędzania czasu. Gdy chciał jeść, karmiono go. Gdy chciał zmiany opatrunku, zmieniano go. Gdy chciał się umyć, przynoszono mu czystą wodę. Ostatecznie po pięciu dniach znacząco przybrał na wadze wracając do formy sprzed tortur oraz całkowicie wyleczył bark, na którym pozostała jedynie jasna pręga – pamiątka po walce z niewidzialnym myśliwym w pracowni Kryriona.
Nadszedł jednak dzień szósty. A wraz z nim, jak się miało okazać, nowe zadania stojące przed bohaterem do wykonania. Z lekkiego snu w jakim był pogrążony wyrwało go bowiem delikatne stukanie do drzwi. Leżał właśnie na swoim sienniku, odpoczywając. Wczoraj zdjęto z niego opatrunek i spało mu się wyjątkowo dobrze. Wojownik dobrze wiedział, że tego typu pukanie oznaczało będzie, iż do pokoju za kilka sekund wejdzie jedna ze służących Domu.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez DaMi 2012-02-13, 14:20, w całości zmieniany 2 razy
- Kuurwa czego budzą - mruknął drow w pierwszym odruchu. Nie ważne z jak lekkiego snu, przez kogo i w jakiej sprawie, nikt nie lubił być budzony.
Kaeril przetarł chwilę później oczy, przeciągnął się spokojnie. Ziewnął sobie jeszcze, nie miał się do czego śpieszyć. Przez ostatnie parę dni nie miał więcej rzeczy do roboty niż dobrzeć i się opierdalać. Jednak wczoraj zdjęto mu opatrunek, a Matrona miała widzieć się z nim, gdy już wydobrzeje. Zapowiadał się dobry dzień, niemal tak dobry, jak ten, w którym wyszedł z lochów domu Cichej Pieśni.
Jeżeli nie miał nic na sobie w czasie snu, założył cokolwiek, żeby zakryć swoją męskość.
Ciekawe jak wiele z poczynań Kaerila opowiedziała Matronie Phoe. Zyskanie pewnych względów u córki Aluviel to jedno. Jak wiele trzeba było, by zadowolić samą Matronę? Jak wiele jej względy mogły by mu dać? Ah, tak, to mógł być kolejny krok do poprawienia sytuacji. Jednak drow dobrze wiedział, że dla głowy domu był jedynie narzędziem, którego po wykonaniu swego przeznaczenia będzie chciała się co najmniej pozbyć. Nakłady pracy na próbę osobistego zadowolenia Matrony najprawdopodobniej okazały by się ostatecznie niewspółmierne do skutków. Ba, wieki politycznej zabawy z pewnością uczyniły to zadanie niemożliwym do wykonania.
Aj, aj, aj, chuj, chuj, chuj. Jebać Matronę, układy z nią to sprawa Phoe.
Podczas tych rozmyślań Kaeril czekał, aż służąca wejdzie, i zrobi to, po co przyszła. Po jej wyjściu miał zamiar się na spokojnie umyć i ubrać.
Kaeril spał w bieliźnie, więc nie było potrzeby szczególnego zmieniania pozycji w jakiej leżał. Spał na wznak na plecach, przykryty kocem do pasa. Gdy sekundę później do pokoju weszła mroczna elfka, bohater jedynie podniósł się na łokciach, by lepiej przyjrzeć się gościowi. Kaeril znał ją. Była to jedna z licznych służek Cichej Pieśni. Niska, małomówna, zamknięta w sobie. Pracowała głównie w kuchni oraz sprzątając cały teren rezydencji. Była ładna, kilku strażników Pieśni okazjonalnie zaczepiało ją przy nadarzających się okazjach. Nie pozwalali sobie jednak nigdy na próby gwałtu czy przemocy. Matrona zwykła bowiem patrzeć na podobne wybryki niezwykle surowo. Zwykłego drowa z chujem i mieczem można z powodzeniem wymienić na drowa z mieczem i bez chuja, mawiała, natomiast dobry niewolnik to spory wydatek i lata przyuczania do odpowiedniego wykonywania obowiązków. Z ekonomicznego punktu widzenia matrona miała, rzecz jasna, rację. Kaeril jak każdy drow wiedział doskonale, że dobrze trafiony w rynek niewolnik potrafił być wart krocie. Gildie trudniące się rajdami po drugą stronę granicy do Srebrnych Lasów lub Wielkiego Lasu potrafiły zarabiać dziesiątki tysięcy monet na jednym „rajdzie”. Za leśną elfkę w odpowiednim wieku sprzedaną do domu rozpusty można było dostać nawet kilkanaście tysięcy złotych monet. Za dziewicę – kilkukrotnie więcej. Tymczasem w miejscu takim jak to, gwałcona służba to służba wyjątkowo podatna na obce wpływy... zwłaszcza, jeżeli mowa o służbie pracującej przy posiłkach.
Elfka o ile Kaeril kojarzył, pochodziła z jakiegoś pomniejszego Domu który rezydował w Luriel. Dom ów, którego nazwy bohater obecnie nie pamiętał poprzysiągł był lojalność Pieśni. Elfka obecnie znajdowała się tutaj jako służka oraz jako „gość”. Zakładnik, gwarantujący lojalność sojusznika.
- Przyniosłam wodę – powiedziała drowka, dygając lekko i wnosząc do pokoju michę wypełnioną po brzegi parującą wodą.
Ubrana była w zgrzebną, lnianą szatę, w której jej młode, krągłe ciało wyglądało jak ciało mniszki z zakonu w Imperium. Postawiła michę przy łóżku, zabierając tę, która stała nieopodal, z wodą wczorajszą. Phoe wyraźnie nakazała by Kaeril dostawał codziennie świeżą do mycia rany.
- Pani Phoe kazała panu stawienie się w swoim pokoju tak szybko jak tylko pan się obudzi i zje – posłusznie przekazała drowka zbierając się do wyjścia.
Kaeril wiedział, nauczony ostatnimi dniami doświadczenia, że będzie mógł otrzymać prosty posiłek gdy tylko pojawi się w kuchni. Jego ubranie, złożone i czyste na pobliskim stołku było gotowe do założenia w każdej chwili. Reszta ekwipunku, łącznie z bronią, znajdowała się w kuferku. Pokój Phoe znajdował się z kolei na piętrze Domu. Normalnie Kaerilowi nie wolno było poruszać w tamtej części rezydencji. Dziś jednak zapewne gwardziści uczynią mu uroczysty wyjątek.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kaeril przyglądał się leniwie jak elfka odstawia misę przy łóżku. Nie omieszkał sprawdzić, czy len nie ukarze u pochylonej służki więcej, niż powinien. Założywszy ręce za głowę spojrzał jeszcze na jej krągłości przebijające się czasem przez szatę, gdy wychodziła. Ah, ile to już czasu minęło, od kiedy ostatnio drow miał taką dziewkę w swoim posłaniu. Zdecydowanie za dużo.
Odrzucając z siebie pościel mógł uświadczyć jedynie potwierdzenia tego stwierdzenia.
Kaeril wpierw oczyścił miejsce wokół wcześniejszej rany. Zdjęty opatrunek jeszcze nie oznaczał w pełni wyleczonej rany, a bez lustra nie mógł dokładnie ocenić. Później rozebrał się do naga, wpierw upewniwszy się, czy służka zamknęła drzwi, i obmył się cały. Miał zamiar korzystać z luksusu codziennej porannej toalety tak długo, jak tylko mógł. Wiedział, że po zakończeniu współpracy z Cichą Pieśnią na kąpiel będzie mógł sobie pozwolić tylko mieszkając w karczmach, co znając jego niepewne zarobki nie będzie częste. Ha, czyste ubranie będzie zjawiskiem jeszcze rzadszym, po co komu przecież prać, skoro można wietrzyć, a pranie kosztuje!
Broń pozostawił w kufrze, brygantynę jednak założył, jakoby na znak jego profesji. Tak ubrany poszedł zjeść obiad, i jeżeli nie odbyło się nic nadzwyczajnego, bezpośrednio udał się ku komnatom Phoe.
Ubranie służki nie odkrywało zbyt wiele ciała. Wręcz odwrotnie, zgrzebne i skromne zapinało ją aż po samą szyję. Niemniej jednak wprawne męskie oko nie miało żadnych problemów z zawieszeniem spojrzenia tym miejscu, gdzie sutki minimalnie naprężały materiał ubrania, lub na krągłościach bioder, gdy pochylała się stawiając jedną miskę i podnosząc drugą. Nie było to wiele, lecz ledwo co rozbudzony mężczyzna który od dawna nie zaznał ciepła kobiecego ciała nie potrzebował więcej by poczuć znajome dreszcze podniecenia promieniujące z lędźwi. Niestety, poranny wzwód był jedynym, na co Kaeril mógł w tej chwili liczyć. Drowka bowiem gdy tylko wypełniła swój obowiązek, opuściła jego komnatę bez słowa, zamykając za sobą drzwi.
Kaeril wstał, przystępując do porannej higieny. Miejsce wokół rany nie bolało już przy nacisku, co było dobrym znakiem. Wojownik odzyskał właściwie pełną władze w ramieniu. Jedynie czasami blizna odzywała się bólem przy gwałtownych ruchach, lecz nie było to nic, co mogłoby mu w jakiś sposób przeszkadzać lub ograniczać mobilność podczas walki. Drow skwapliwie przystąpił do mycia się, wysuszenia oraz ubrania. Postanowił założyć na siebie również opancerzenie, broń zostawiając w kufrze. Gdy tylko uznał, iż jest gotowy, wyszedł z pokoju.
Od kuchni dzieliło go zaledwie kilka kroków, gdyż, jako się rzekło, jego pokoik dzielił z nią ścianę. Dlatego dotarcie na miejsce nie zajęło mu wiele czasu. W kuchni kręciła się wyłącznie służba. Dwie drowki oraz ludzka kobieta, niewolnica zakupiona niedawno przez Piesń na targu niewolników w Luriel. Kaeril nie znał nawet ich imion. Nie musiał. Były tutaj nikim. Szarymi, cichymi myszkami, które musiały być gotowe do służby na każde zawołanie oraz które każdy traktował jak śmiecia. Matrona Myrana dbała o swoich niewolników, nie pozwalając na przemoc wobec nich. Wynikało to jednak wyłącznie z faktu, iż byli oni cholernie drodzy. Kaeril wiedział jednak dobrze jak straszna potrafi być Pieśń w gniewie i pewien był, że los niewolnika, który miał nieszczęście „rozczarować” swoją właścicielkę nie był godny pozazdroszczenia.
Na widok wojownika wchodzącego do kuchni natychmiast jedna z kobiet podeszła do niego z talerzem pełnym parującego buliony oraz paroma kromkami chleba. Chleb był jeszcze ciepły, wypiekany był tutaj w Domu. Kaeril rychło zabrał się do posiłku, mimowolnie przysłuchując rozmowie która miała miejsce między służbą. Choć planował udać się możliwie najszybciej do pokoju Phoe, opowieść zaciekawiła go na tyle, iż postanowił spędzić w kuchni nieco więcej czasu. Oto bowiem, jak się okazuje, dnia poprzedniego późnym wieczorem do Domu przyniesiono jednego z jej gwardzistów. Elfa napadnięto gdzieś na mieście i zadano mu kilkanaście ciosów nożem. Zmarł jeszcze w nocy pomimo natychmiastowej pomocy lekarskiej. Plotka głosiła, a w każdym razie tak twierdziły kucharki, iż nie był to pierwszy atak na samotnych żołnierzy Pieśni w tym tygodniu. Miasto jakoby huczało od plotek, domysłów i dezinformacji. Podniesienie ręki na Cichą Pieśń było nie byle wyczynem, nieomal życzeniem śmierci. W Luriel w powietrzu wisiały bardzo napięte nastroje. Było jasnym, że gdy na jaw wyjdzie tożsamość skrytobójców, wojna pomiędzy Domami w mieście pozostanie jedynie kwestią sekund.
Ale kto by tam dawał wiarę plotkom.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kaeril zmarszczył brwi, przysłuchując się rozmowie służby. Będzie musiał zapytać się o to Phoe.
Ciekawiło go w sumie jak wygląda taka wojna pomiędzy domami. Czy po prostu, gdy cel jest jasny w kierunku rezydencji maszeruje armia, zdobywa miejsce i wyżyna wszystkich członków rodziny? Czy może takie otwarte konflikty nie są mile widziane i odbywa się to inaczej? Cóż, otwarta wojna pomiędzy rodami to zdecydowanie rzecz warta oglądania... ale z zewnątrz. Tak, jeżeli coś takiego miało się odbyć zdecydowanie należało się od tego jak najszybciej odciąć... ewentualnie upewnić się, czy nie można osłabić Cichej Pieśni w ramach przyszłej zemsty...
Ah, ah, intrygi! Szkoda, że Kaeril nie miał głowy do intryg za cholerę.
Skoro już skończył przysłuchiwać się plotkom, najedzony drow udał się posłusznie na piętro Domu, w kierunku pokoju Phoe. Zastanawiał się po drodze, czy nie lepiej było od razu przygotować się w pełni, założyć pasy z bronią, by nie musieć wracać się później do pokoju. Nie był jednak pewien zwyczajów panujących w rezydencji i nie wiedział jak strażnicy wyższego piętra zareagują na Kaerila zbliżającego się ze Zgubą. Zakładał, że przemierzając korytarze domu był bezpieczny... choć ci napadnięci gwardziści... Nie, oni byli samotni i w mieście. Nikt nie odważyłby się zaatakować gościa Pieśni w jej rezydencji.
Resztę drogi minął w milczeniu, zastanawiając się nad czekającym go zadaniem. Na gwardzistów wyższego piętra nie zwrócił uwagi, chyba, że jednak sprawili trudność. Co Phoe mogła mu zgotować, i czy zyska nieco swobody w działaniu? Pogrążony w takich pytaniach zapukał do właściwych drzwi i odczekując chwilę przed otworzeniem ich, wszedł do środka.
Szybko okazało się, że decyzja o pozostawieniu uzbrojenia w pokoju była decyzją słuszną. Przy schodach prowadzących na piętro rezydencji gdzie znajdował się pokój Phoe stało bowiem dwóch drowów ubranych w czarne półpancerze z symbolem srebrnej harfy na piersiach i długimi mieczami u boków. Na widok nadchodzącego Kaerila jeden z nich wystąpił krok do przodu gestem otwartej dłoni nakazując mu zatrzymanie się. Obaj wyraźnie byli poinformowani że bohater nadejdzie, gdyż nie zadawali zbędnych pytań. Wykonywali jedynie swoje obowiązki. Jeden stał pół kroku z tyłu, z dłonią na rękojeści miecza. Drugi, ten który nakazał wojownikowi zatrzymanie się przystąpił zaś do przeszukania bohatera. Trwało ono krótko i przeprowadzone było bardzo skrupulatnie. Strażnik nie opuścił ani „oklepania” nogawic, ani rękawów ubrania, ani okolic krocza bohatera. Nie było w tym nic erotycznego i Kaeril rozumiał doskonale, że strażnik jedynie „robił swoje”, lecz z jego męskiej perspektywy było to przeżycie wyjątkowo nieprzyjemne. Ostatecznie jednak kontrola przebiegła pomyślnie, gdyż strażnik skinieniem głowy dał znać Kaerilowi iż może iść. Drugi ze strażników również wyraźnie rozluźnił się, a jego dłoń odsunęła się od rękojeści broni.
- Skręć w korytarz po prawo i idź do drzwi na jego końcu – powiedziano mu, gdy postawił pierwszy krok na schodach – nie pałętaj się tam nigdzie!
Kaeril i tak nie miał zamiaru. Zgodnie z tym co postanowił, skierował swoje kroki pod wskazane miejsce. Piętro Domu zachwycało tym samym ulotnym pięknem i przepychem co parter. Kaeril szedł po pięknym, puchowym dywanie pokrywającym podłogę korytarza. Drogę oświetlały mu woskowe świece wiszące na złotych kandelabrach – tyleż piękne co zbędne zważywszy na okoliczność że wszyscy domownicy potrafili widzieć w ciemnościach. Ściany do połowy ich wysokości wyłożone były lakierowanym, ciemnym drewnem nieznanego bohaterowi drzewa. Klamki mijanych po drodze drzwi również wykonane były z pozłacanego metalu.
- Wejść! – głos Phoe zabrzmiał władczo po tym, jak bohater zapukał w te właściwe.
Jej pokój był taki, jak na jedyne dziecko matrony Aluviel przystało. Ogromny. Wielkością dorównywał bez wysiłku głównej mniejszej sali jadalnej na paterze Domu, gdzie mogło bez wysiłku śniadać nawet dwadzieścia osób. Wciąż nie był tak wielki jak Sala Balowa, gdzie Pieśń okazyjnie wystawiała przyjęcia na kilkaset drowów, ale nadal imponował rozmiarami. Miał dziesięć metrów szerokości i około dwudziestu długości. Wchodząc tam Kaeril mimo woli zaczął zastanawiać się jak wielka naprawdę jest rezydencja Pieśni. Do tej pory doskonale zdołał zorientować się, w jej lochach oraz części przeznaczonej dla służby. Nie widział pewnie nawet ćwierci tego co Dom normalnie ma do pokazania. A wiedział doskonale przecież, iż pod ziemią znajduje się druga, ukryta część dworku z kuźnią i zbrojownią, zapewne równie wielka. To wszystko budziło respekt. Dom Cichej Pieśni z pewnością był potężny nie tylko dzięki mocy magicznej swojej przywódczyni.
Pokój Phoe urządzony był zaskakująco skromnie. Jedynym zbytkowym elementem jego wyposażenia było wielkie, podwójne łóżko z aksamitną pościelą i wielką ilością wypchanych poduch porozrzucanych na jego powierzchni oraz kabinet z wysokim, krystalicznie czystym zwierciadłem przed którym drowka przygotowywała swój wygląd i poranny makijaż. Na drewnie regału leżały w nieładzie pędzelki, nożyki i farbki. Phoe była już po porannej toalecie. Wyglądała, mówiąc krótko, zjawiskowo. Nadal nie mogła równać się z zabójczym pięknem swojej matki, lecz nikt nigdy nie mógłby powiedzieć, że jest brzydka. Ubrana była w skórzany, obcisły kubraczek i legginsy koloru czerni. Włosy upięte miała wysoko z tyłu głowy jedwabną wstążką. Gdy wchodził, zapinała wokół talii skórzany pas z pochwą na sztylety.
- Wchodź i zamknij drzwi – rozkazała, widząc swojego gościa.
Poza łóżkiem i szafą z lustrem pokój wypełniały regały uginające się od ksiąg i pergaminów, szafy na ubrania, kuferki na różne szpargały oraz naturalnej wielkości drewniany manekin z założonym, wspaniale wykonanym pancerzem z jedwabiu nocnych pająków. Kaeril nie mógł nawet sobie wyobrazić jak wiele wart byłby na rynku podobny pancerz, lżejszy od lnianej koszuli a bardziej wytrzymały od hartowanej w kuźniach krasnoludów stali. W całej Puszczy nie było pewnie nawet pół setki podobnych pancerzy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Kazałaś przyjść... - Kaeril skłonił się, choć nieszczególnie nisko. Niski status czy nie, nigdy nie był przyzwyczajonym do szczególnej kurtuazji względem kogokolwiek. - ...Mehri. - Dokończył, a jego wzrok napotkał pancerz.
Pancerz z jedwabiu nocnych pająków. Nie raz słyszał o takim... cudzie. Gdy ojciec szkolił go na wojownika, gdy podróżował po Puszczy. Nigdy jednak nie widział go na oczy. Cieszył się z tego wcześniej zresztą, bowiem ojciec mówił mu, że na widok osobnika ubranego w taki eksponat lepiej spierdalać. Jeżeli sam nie jest potężnym wojownikiem, i nie zdobył go w walce to był wysoko urodzony. A takim nigdy nie wiadomo co odbije.
No, tatuś miał rację...
Kaeril zorientował się, że patrzy na pancerz wciąż pochylony, wyprostował się więc i skierował pytające spojrzenie na Phoe.
Cóż, patrząc na drowkę nie mógł nie wspomnieć wcześniejszej tęsknoty za łóżkowymi uciechami. Tak, wizje wciąż trzymały się mocno Kaerila. Być może był to efekt zbyt długiego, jałowego odpoczynku. Być może po prostu by sobie poruchał. Inna rzecz jednak nie dawała mu też spokoju. Jakiejkolwiek sytuacji sobie nie wyobraził, zawsze kończył ze sztyletem Phoe w kroczu...
Phoe skinęła głową. Skończyła właśnie zapinanie skórzanego paska i stała obecnie na palcach, oglądając się to z jednej, to z drugiej strony oceniając własny wygląd. W efekcie, musiała wyginać własne ciało, wystarczająco już ściśle opięte przez ciemne legginsy podkreślające pośladki oraz kubraczek apetycznie uwydatniający jej kobiece atuty. Po raz kolejny Kaeril mógł jednak poczuć jedynie rozczarowanie. Sam zdołał już doskonale odpowiedzieć sobie na pytanie kto w tej parze kogo penetrowałby mocniej. Stalą. Pomiędzy żebrami.
- Chyba nie sądziłeś, że Pieśń o tobie zapomniała? – Phoe mruknęła mimowolnie, opadając zręcznie na całe stopy.
Nie zmieniła nic w ułożeniu garderoby, a więc inspekcja przebiegła pomyślnie. Drowka usiadła na skraju podwójnego łoża i zajęła się zakładaniem wysokich, skórzanych butów. Buty owe sięgały jej tuż pod kolana i wiązane były na bardzo długie rzemyki, toteż proces zajmował nieco czasu.
- Twój dług wobec nas nie został jeszcze spłacony – rzekła, gdy pierwszy z pary butów został poprawnie nałożony.
Przekrzywiła główkę nieco w bok, poprawiła siedzenie i sięgnęła po drugiego.
- O, właśnie. To przypomina mi jeszcze coś – dodała po chwili, wstając.
Podeszła do szafki z lustrem, grzebiąc wśród znajdujących się tam szpargałów.
- Matka kazała cię pozdrowić.
W powietrzu w jego stronę wyciągnięta została jej ręka. Zawisła, zaciśnięta w pięść, trzymając niewidoczną dla niego zawartość. Phoe w oczywisty sposób chciała, by podszedł i dostał ją osobiście, ręka w rękę.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kaeril w milczeniu przyglądał się, jak Phoe kończy się ubierać. Zastanawiał się, ile czasu codziennie zajmowała drowce garderoba. Ciekawe, czy czasem ubierają ją służki. Nagie i...
Dosyć.
Na wyciągniętą w powietrzu rękę Kaeril spojrzał podejrzliwie, mimowolnie mrużąc oczy. Co mogła mu przekazać Matrona? Mimo, że właściwie nie dał powodów, dla złych zamiarów Aluviel, bał się przedmiotu w dłoni Phoe.
- Pozdrowić? Mówiłaś, że matrona będzie chciała się ze mną widzieć. - Nie ociągał się już dłużej z podejściem do drowki, żeby przypadkiem jej od rana nie zdenerwować. Wyciągnął rękę po rzecz od matrony.
Phoe uśmiechnęła się, błyskając bielą równych ząbków.
- Jeszcze nie czas ku temu – powiedziała – na twoim miejscu nie spieszyłabym się do tego spotkania. Przyjdzie na nie pora, gdy Matrona wezwie cię do siebie.
Bohater podszedł bliżej, wyciągając rękę tak jak nakazała mu kobieta. Jej dłoń otworzyła się. Kaeril odruchowo obniżył swoją spodziewając się, iż przedmiot, który zostanie mu przekazany będzie cięższy, lub wręcz kłujący. Tak jednak nie było. Przedmiot był delikatny, kosmaty w dotyku i zaskakująco lekki.
- Potraktuj to jako... znak dobrej woli. Przyznałeś się do rozmowy z ochroniarzem Vae’Selisa. Nie zdradziłeś, gdy miałeś okazję. Pieśń umie nagradzać wierną służbę.
Kaeril skierował spojrzenie na wnętrze własnej dłoni. Znajdował się na niej cieniutki kosmyk białych jak śnieg, długich włosów. Ich cebulki pokryte były krwawym skrzepem. Osoba, której je wyrwano z pewnością nie była zachwycona z takiego obrotu sprawy. Jakby na samo przypomnienie tej sytuacji, miejsce na czubku jego własnej głowy odezwało się jakimś dawno zapomnianym bólem.
- To tylko część – szybko Phoe wyprowadziła go z ewentualnego błędu – matka nadal posiada ich dość by uczynić z tobą co zechce. Niemniej jednak kazała ci powiedzieć, że jeżeli będziesz służył nam tak dalej, odzyskach ich również resztę.
Włosy wyglądały bardzo niepozornie. Z jednej strony były, rzeczywiście, podobnej długości i podobnego odcienia by można było wziąć je za jego własność. Również ślady po brutalnym wyrwaniu pasowały do wydarzeń sprzed tygodnia. Czy mógł zawierzyć Cichej Pieśni co do prawdziwości jej słów i intencji? Wielu głupców popełniło już ten błąd, płacąc zań życiem. Niemniej jednak, z drugiej strony, wyleczono go z ran, pozwolono mu posiadać magiczny miecz oraz wciąż trzymano przy życiu. Bohater był, jak to się mówi, w kropce.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ten uśmiech nie spodobał się Kaerilowi. Mógł znaczyć zbyt wiele różnych rzeczy.
- Rozumiem - odrzekł Phoe, wpatrując się w białe włosy na jego dłoni. Wyglądały praktycznie jak jego... jednak populacja drowów nie miała zbyt dużej gamy odcieni włosów, żadnym problemem nie byłoby dostosowanie ich długości, zwykłe przycięcie nożyczkami. I więźniów do wyrywania im włosów na pewno Cichej Pieśni nie brakowało. Z drugiej strony przekazanie części włosów jeżeli faktycznie nic nie dawało, Aluviel mogła sobie na to pozwolić. I po co miano by go oszukiwać? I tak był ich więźniem, nie miał powodu, by mniej ochoczo zabierać się za Beriona, a wyjawieniem treści rozmowy chyba ostatecznie określił swoje położenie pomiędzy siłami bawiącymi się w politykę.
Zresztą, nie mógł mieć pewności, że za pomocą jego włosów matrona mogła faktycznie coś mu zrobić. Ba, cholera, ta cała akcja mogła się okazać jednym wielkim picem - rozmowa z ochroniarzem i pierścień przekazany mu mógł być sprawdzianem lojalności. Cholera, i Berion mógł być jednym wielkim oszustwem, kto wie co Cicha Pieśń mogła w ten sposób osiągnąć. Tylko wtedy po co im Kaeril?
Tak, drow powoli przypominał sobie, czemu zawsze trzymał się z dala od wszelkich układów, domów i innych gildii. I czemu spierdolił dawno temu z puszczy.
Kaeril przez chwilę patrzył się jeszcze na kosmyk włosów, bijąc się z myślami.
- Gdzie idziemy? – zapytał ostatecznie.
Phoe jeszcze raz, krytycznie, odwróciła się do niego plecami, oceniając własny wygląd w lustrze. Strzepnęła nieistniejący pyłek z ramienia, poprawiła ułożenie włosów. Wypięła lekko w bok pupę sprawdzając, czy łatwo może dobyć zawieszonego u pasa sztyletu.
- Na główny rynek miasta – rzekła, wciąż odwrócona.
Spojrzała przez ramię w jego stronę, oceniając go wzrokiem. Jej spojrzenie natychmiast wychwyciło, że jest bez broni.
- Weźmiesz ze sobą Zgubę Drowa. Chcę, byś kogoś zabił – dodała całkowicie beztrosko.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kaeril jak powiedział tak zrobił. Poczekał oczywiście, czy Phoe nie przekaże mu jeszcze jakiejś instrukcji, nie wyrazi sprzeciwu... bądź cokolwiek jej nie strzeli do głowy.
Broń przypiął sobie jak wiele razy wcześniej, przy lewym boku, w poziomie. Pod Zgubą znalazł się, oczywiście na osobnym pasie, drowi sztylet, nieco bardziej skierowany rękojeścią gu górze. Wszystko zapięte na tyle, by zbyt sztywne nie majtało się pod ciężarem broni, ale zbyt luźne nie obijało o bok.
Potem zdając się na pamięć skierował w stronę, gdzie było wyjście. Nie korzystał z niego zbyt często, właściwie wcale, mógł więc ostatecznie do niego nie trafić.
Nie zastanawiał się nad tym kogo miał zabić, dlaczego i za co. Phoe albo powie mu to sama w drodze, albo i tak nie powie. Bezsensowne zastanawianie się nie będzie miało sensu. Zakładał jedynie, że nie będzie to ktoś stawiający zbytni opór, wywodząc to z beztroski Phoe. Choć, przy niej nic nigdy nie wiadomo.
Phoe najwyraźniej z ukontentowaniem przyjęła fakt, iż Kaeril nie zadawał pytań. Kiwnęła wobec tego wdzięcznie główką w jego stronę, pozwalając mu na opuszczenie pokoju. Bohater trafił z powrotem na korytarz, skąd, schodami, zszedł na parter rezydencji. Strażnicy u dołu schodów nie spuszczali go z oczu nawet na moment, lecz nie odezwali się już ani słowem. Chwilę zajęło mu trafienie do własnego pokoju. Na szczęście bronie pozostały dokładnie tam, gdzie je zostawił. Kilka minut mocowania się z paskami później zarówno Zguba jak i sztylet spoczęły na swoich miejscach tak jak sobie zażyczył.
- W drogę.
Wbrew zapowiedziom, to Phoe przyszło czekać na niego, nie odwrotnie. Niemniej jednak kobieta nie narzekała, nie marudziła ani nie stroiła fochów. Wręcz odwrotnie, sprawiała wrażenie wyjątkowo z siebie zadowolonej.
Strażnicy przy bramie ukłonili się nisko do niej, gdy przechodzili obok.
- Na Głównym Rynku pokręcimy się przez kilka minut – powiedziała gdy tylko wyszli z zasięgu ich uszu i nabrała pewności, że może szeptem powiedzieć parę zdań – podejdzie tam do nas trójka drowów ze znakami Domu Srebrnej Maski.
Złączyła palce obu dłoni i wyłamała je z chrzęstem.
- Nie musisz zabijać wszystkich trzech. Tylko jednego. Będziesz wiedział którego i kiedy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Coś się zadziało, kiedy się opierdalałem, czy to Pieśń postanowiła zrobić pierwszy krok? - zapytał. Zakładał, że pytanie co miało to związanego z Berionem było bez sensu. Kaeril widać miał się przydać Aluviel nie tylko do złapania "barda".
- Pozostała dwójka będzie robiła szczególne problemy? I czy muszę pojawić się na "spotkanie" z tobą, czy mogę spokojnie zajść ich od tyłu?
Kaeril jednak nie mógł powstrzymać się od pytań. To pierwsze było z czystej ciekawości. Reszta już oczywiście była spowodowana potrzebą praktycznej wiedzy. Niespodziewany atak od tyłu mógłby zakończyć sprawę dużo, dużo szybciej niż walka z trzema przeciwnikami. Z drugiej strony drowy, szczególnie te z wysokich rodów, spędzają całe życie na oglądanie się za siebie, na nadchodzące w ich plecy sztylety. Być może śmierć tego elfa musi nadejść od przodu.
Phoe uśmiechnęła się tajemniczo. Gdy szli brukiem ulicy w kierunku Rynku przysunęła się do niego bardzo blisko. Tak, iż czuł na swoim ramieniu ciepło jej ramienia. Ktoś obserwując ich z boku, w innych okolicznościach mógłby przysiąc, iż jest to gest typowo kobiecy. Kochanka tuląca się do swojego mężczyzny. Erotyczna zapowiedź czekających ich oboje tego wieczoru łóżkowych zmagań i igraszek. Jednak nie tutaj. Nie w tym mieście, nie w tym miejscu Sorii, nie wśród tego ludu. Drowka jedynie chciała przekazać mu kilka zdań całkowitym szeptem. Szeptem tak cichym, że nawet jego czułe, elfie zmysły ledwo dawały radę z odległości kilkunastu centymetrów go usłyszeć.
- Cały czas coś się dzieje, Kaerilu... – wydostało się z jej ust - ...wystarczy jedynie mieć oczy i uszy na odpowiednim miejscu.
- Bądź cały czas przy mnie. Nie odzywaj się. Żadnych ciosów w plecy, żadnego teatru. Pół miasta będzie nas widzieć. To bardzo ważne. Spotkamy ich, zostanę przez jednego obrażona, ty go zabijesz. Czysto, szybko i, co najważniejsze, publicznie.
Kaeril zauważył, że Phoe nie była bardzo rozmowna, jeżeli chodzi o podanie motywów całej operacji. A może to on nie był przekonywujący w wystarczającym stopniu by te informacje uzyskać? Nawet jednak z tych strzępów które posiadał kreował się jakiś cudaczny obraz publicznej egzekucji żołdaka konkurencyjnego Domu w mieście. Jakkolwiek by nie było, szli dalej. Brakowało zaledwie minut by pochłonął ich gwar Rynku. Już z miejsca gdzie się znajdowali dało się zobaczyć różnokolorową ciżbę elfów zachwalających towary, handlujących, krzyczących oraz, nieodmiennie, szukających okazji do podwędzenia czegoś cennego. W miejscu takim jak to lepiej było mieć oczy dookoła głowy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Odpowiedź na pierwsze pytanie była tyle samo tajemnicza jak i pusta. Nie kurwa, nic się nie dzieje. Obchodziło go "co" a nie "czy", ale cóż, mógł się spodziewać takiej odpowiedzi.
Kaeril mniej więcej rozumiał o co chodziło Phoe. Oficjalnie wina miała leżeć po stronie Maski, nie Pieśni. Czemu jednak, cóż, pewnie i tak się nie dowie. W jakim stopniu wszystko było ustawione i czemu drowka była pewna, że żołnierz ją obrazi mógł się również jedynie mocno domyślać. W tym drugim jednak z pewnością musiały mieć swoje miejsce telepatycznie umiejętności Phoe.
Nie zadawał więcej pytań. Szedł grzecznie za córką matrony, po drodze rozluźnił pas z mieczem może o jedną dziurkę, tak, by przy wyciąganiu broni mógł obrócić pochwę pionowo, by skierować broń od razu nad głowę. Zmiana wynikała z tego, że normalne ułożenie broni dawało szansę na zadanie cięcia już przy wyciąganiu broni, jednak było by ono zdecydowanie za słabe i zbyt niepewne, by zabić przeciwnika od razu. Stąd nieco późniejsze, ale pewniejsze było by cięcie z góry.
Kaeril zajmował się takimi rzeczami, nie dlatego bo musiał, zrobiłby to i tak bez zastanowienia. Robił to właściwie dlatego, że bez inaczej jego myśli uciekłyby od razu do niepotrzebnych pytań, na które i tak sam dobrze by nie odpowiedział, a dodatkowo mógłby wymyślić całkowicie bezsensowne rzeczy. Tak, jak nie jest się zbyt mądrym nie warto zbyt wiele myśleć.
Pochłonął ich rynek. Okrutna, bezosobowa bestia z tysiącem oczu, setkami głów, mówiąca setką języków. Głośna. Wyuzdana. Pragnąca pieniędzy bardziej niż czegokolwiek innego. Pieniędzy i przedstawienia, krwi. Przynajmniej co do tego ostatniego mógł mieć pewność, że niedługo jej zagwarantuje. Kaeril szedł przed siebie z myślą, że czeka go rola kata. Czy jego ofiara znajdowała się gdzieś tutaj? Czy wiedziała, że czeka ją rola skazańca, że idzie na egzekucję? W jednym bohater miał być może rację. Może mądrzej było skupić się na prostych, mechanicznych czynnościach jak poprawienie ułożenia pasa o jedno oczko niż zastanawiać nad takimi rzeczami, na które nie istnieją poprawne odpowiedzi.
- Sztylety, sztylety! Pół darmo!
- Zioła! Zioła wszelakie sprzedaję!
- Tresowane, tresowane kruki!
Dziwnym było obserwowanie drowów w tym miejscu. Zawsze wyniosłe, dumne, ciche. Srające wyżej niż mają dupę, jak to Kaeril słyszał nie raz w Imperium. Tymczasem gdy przychodziło do takich zgromadzeń, emocje zawsze jednak okazywały się brać górę. Chęć zarobienia wygrywała z rasową dumą. Walka o klienta bywała tu równie zajadła co o wpływy polityczne. Rzadko jednak mordowano tu kupców. Wkurwiona klientela natychmiast rozkradłaby wszystko ze stoiska i prawdopodobnie stratowałaby zamachowca.
Phoe uśmiechała się nieustannie. Tu się zatrzymała, tam się grzecznie ukłoniła komuś, kto ukłonu od niej wymagał. Cieszyła się swoją pozycją. Wyraźnie podobało się jej, gdy plebs ustępował jej miejsca gdziekolwiek by się nie ruszyła. Kaeril sprawnym okiem, przyzwyczajającym się znowu do roli „ochroniarza” kilka razy widział jak koło niej kręciły się podejrzane figury które natychmiast niezwykłym sposobem „ulatniały się” gdy tylko dotarło do nich kogo obierają za cel kradzieży kieszonkowej. Phoe oddychała tym tłumem, żyła nim. I nawet jeśli to Pieśń ich przerażała, nie ona sama, zdawała sobie nic z tego nie robić.
Podeszła właśnie do stoiska z delikatną biżuterią. Siedzący za ladą drow zerwał się na baczność widząc, kto zamierza u niego dokonać zakupów.
Były to obsydianowe kolczyki, piękne bransoletki wykonane na kształt pająków, misterne broszki oraz naszyjniki o osobliwych kształtach. Phoe wybrała sobie parę kolczyków wykonanych z kamieni szlachetnych, w kształcie kiści winogron. Przymierzyła je, obracając się w stronę Kaerila.
- I jak? – zapytała beztrosko.
Wyglądała zjawiskowo. Kolczyki podkreślały głębie jej oczu. Jednocześnie jednak, ponad jej ramieniem Kaeril dostrzegł coś innego. Trójkę drowów. Dwóch wyprostowanych, prowadzących zataczającego się trzeciego, nieco bardziej niż „tylko” pijanego. Zachowywali się dość głośno i radośnie. Ten pijany próbował coś śpiewać. Już z daleka dało się zobaczyć znaki Maski na ich tunikach. Nie mieli nawet pancerzy, tylko długie miecze. Najwyraźniej wracali z pierwszej od bardzo dawna przepustki na mieście.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Nie potrafię opisać takiego piękna słowami - odrzekł jej, poniekąd prawdziwie. Zastanawiał się chwilę, czy powiedzieć Phoe o nadchodzących drowach. Stwierdził jednak, że miał się przecież nie odzywać, a jakiekolwiek, najdrobniejsze nawet, wskazanie, że przyszli tu z ich powodu mogło wszystko zepsuć. Zaszczycił więc tylko trójkę wzrokiem, mówiącym "jak można się tak upić w środku dnia", czy cokolwiek, co mogło by wyrażać dezaprobatę dla stanu, którego sam od dwóch tygodni tak pragnął, i nie patrzył już na nich.
Brak pancerzy i stan jednego z drowów wielce ucieszył Kaerila. Po pierwsze, jedno cięcie miało większe szanse okazać się morderczym. Po drugie, znał już swój cel, a jego walka z pijanym na pewno wyglądać będzie jak szybka egzekucja.
- Powinnaś je kupić, pani - stwierdził. Nie wiedział jak powinien zachowywać się ochroniarz wysokiego rodu, jednak ostatecznie nie miał na sobie znaku Pieśni. Uznał, że możliwie minimalnie służalczo brzmiący głos wystarczy, by jego rola była spełniona, a jego ego przy tym nie ucierpiało.
Oczy Phoe błysnęły diamentowo na dźwięk pochwał. Nawet jeśli doskonale wiedziała, że powiedział to, co chciała usłyszeć, sprawiło jej to wyraźną radość. Kaeril grał swoją rolę doskonale. Nie roześmiała się jednak tak jak czyniła to przez cały czas ich pobytu na Rynku. Zamiast tego delikatnym gestem „pacnęła” go dłonią w umięśnione ramię. Kaeril zupełnie nie rozumiał, czy to również było elementem przedstawienia, czy kobieta zwyczajnie bawi się nim tak jak to miała niejeden już raz w zwyczaju.
- Tak też zrobię! – postanowiła stanowczo.
Sprzedawca rozpromienił się. Natychmiast zainkasował zapłatę dobytą nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd. Phoe wyszła na miasto bez żadnej torebki czy sakiewki a jej legginsy kieszeni nie miały. Kaeril zauważył jednak, iż groszem sypnęła obficie wcale nie pytając o cenę. Prawdopodobnie mocno przepłaciła, gdyż kupiec nie posiadał się z radości.
- Dziękuję, dziękuję piękna pani! – kłaniał się zamaszyście.
Może niepotrzebnie. Przyciągnie tylko uwagę złodziejaszków.
Phoe tymczasem obróciła się zgrabnie na pięcie, pewnie kierując kroki w stronę żołdaków. Dwójka z nich miała naprawdę spore problemy z utrzymaniem kompana w pionie. Jeden z nich wzrokiem złapał nadchodzącą Phoe i powiedział coś do drugiego trzeźwego. Kaeril jednak był zbyt daleko, by usłyszeć, co.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Na pacnięcie Kaeril zareagował tylko podniesieniem brwi. Jeżeli to miała być zabawa, nie miał zamiaru podążać za Phoe.
Podążył za nią natomiast na nogach, gdy ruszyła w kierunku żołnierzy. Pilnował się mocno, by jego lewa ręka nie podążyła w ich bliskości do pochwy. Nie chciał zasygnalizować niczego, niczego nie zdradzić. Może zbytnio się pilnował? Może pewne odruchy były wpisane w pracę ochroniarza? Cholera, Kaeril zdecydowanie zbyt mało wiedział na temat życia domów, jeżeli miał więcej tak grać przyzwyczajonego to niego.
Zmierzył ostrożnie wzrokiem obu trzeźwych drowów. Tym pijanym się nie przejmował, ci trzeźwiejsi jednak mogli okazać się problemem. Z pewnością dużo lepszym obrazem egzekucji byłoby ścięcie z nóg całej trójki. Mógł zaryzykować taniec ostrzy, zabijając spokojnie pijanego, z szansą, że pozostali dwaj padną zanim sięgną do broni, lub uciekną, gdy stwierdzą, że nie warto się bić. Szansa była również, i to duża, że jeden z nich zwyczajnie chlaśnie go przez plecy, gdy będzie akurat odwrócony.
Musiał i tak czekać na rozwój wydarzeń, nie decydował się więc jeszcze na nic.
Zmierzali w stronę trójki żołdaków Srebrnej Maski. Podczas gdy Kaeril bił się z własnymi myślami, nie będąc pewnym jak się ma zachować, Phoe stawiała kolejne kroki bardzo stanowczo i konkretnie. Wiedziała doskonale, co robi. Piękne kolczyki, dopiero co kupione, doskonale podkreślały jej łabędzią szyję. Zupełnie, jakby już rano upinając włosy wysoko z tyłu głowy tak jak ją po raz pierwszy w pokoju zobaczył wiedziała, że je kupi.
Bohater tymczasem nie spuszczał swojego spojrzenia z potencjalnych przeciwników. Ten trzeci, zataczający się, był w fatalnym stanie. Ledwo trzymał się na nogach. Jego wzrok był błędny. Co chwila albo tulił się do jednego, albo do drugiego ze swoich kompanów, bełkocząco obiecując im swoją miłość, oddanie oraz pilnowanie podczas ewentualnego boju w zamian za to, że tak się nim opiekują. Zmysły bohatera jednak nie myliły. Obaj pozostali byli zbyt trzeźwi i zbyt zimni, by mogło ich łączyć coś z pijakiem innego, niż wspólna służba. Nie szło pozbyć się wrażenia, że nie towarzyszyli mu podczas zabawy. Oni go jedynie... prowadzili. Skojarzenie z knurem prowadzonym na świniobicie było jak najbardziej na miejscu. Tym, co jednak przykuło uwagę bohatera była sama Phoe. Uchyliła bowiem nieco usta, poruszając nimi szybko. Przez chwilę był pewien, że mówi coś ona do niego. Z jej ust nie wydobył się jednak nawet jeden dźwięk. Kaeril poczuł jak włoski na jego karku unoszą się. Wiedział, wiedział doskonale kiedy Phoe zachowywała się w podobny sposób. Gdy jego mózg oblewała zimną wodą swojej woli, brutalnie rozpruwającej mu wspomnienia, oddzielając prawdę od fałszu. Phoe rzucała właśnie zaklęcie.
- Pani... – skłonili się dwaj drowowie. Musieli. Na służbie czy też nie, wciąż mieli na tunikach znaki Domu szlacheckiego. Zmuszeni byli okazać uprzejmość córce matrony innego Domu.
Trzeci w sposób oczywisty nie podzielił kurtuazji. Prawdopodobnie nie miał pojęcia gdzie jest.
Jego usta otworzyły się. Kaeril usłyszał bardzo wyraźnie jak wydobywają się z nich słowa mówione w pijackim bełkocie, choć jeszcze przed sekundą drow nie byłby w stanie wypowiedzieć „khhhhurwa”.
- Jaaaka „pani”? – rozległo się.
Przechodnie, do tej pory omijający zarówno Phoe jak i żołnierzy łukiem zaczęli zatrzymywać się ciekawsko. Wietrzyli krew.
- Jaaaaaaka? Toszsz to żżżadna Phaani?! – wypalił pijak – Zwyyyykła khhhurwa, gdyby ktoś pytał mnie. Bez swojej maaa-maaaamuśki obok, jest dla mnie głuuupią phhhizdą a nie paaanią!
Na Rynku zapadła cisza. Natychmiast. Jak nożem uciął.
Twarz Phoe wyglądała jak wycięta z marmuru.
Jedynie oczy, oczy pijaka świadczyły o tym, jak bardzo jest on przerażony. Kaeril gotów byłby przysiąc, że w ciągu ostatnich pięciu sekund wytrzeźwiał on momentalnie. Obaj jego kompani odsunęli się o krok. Jeden z nich ukłonił się głęboko.
- Pani! Pani Phoe, błagam cię o wybaczenie w imieniu naszego przyjaciela...! – wypalił.
Spojrzenie kobiety spoczęło na swoim towarzyszu. Skinęła delikatnie głową, dając sygnał do działania.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kaeril przez chwilę zastanawiał się, jak powinien wyglądać. Z zaciśniętą szczęką, wściekłym grymasem i przymrużonymi oczyma, grać groźnego kata, czy może chłodnego, na spokojnie, nie wyrażając żadnych emocji. Ah, i tak by się nie przemógł.
Sięgając szybko do rękojeści uśmiechnął się krzywo.
Lewą ręką złapał pochwę przy wylocie, aby przy wyciąganiu broni odchylić przesunąć ją nieco do tyłu. To miało natomiast umożliwić cięcie wyprowadzone od razu jednocześnie z wyciągnięciem broni. Celował w czyste, szybkie ścięcie głowy. Miecz miał przejść przez szyjną partię kręgosłupa nie zwalniając. Ha, teraz dopiero drow mógł sprawdzić jak dobry był jego miecz. Prawdziwe dzieła sztuki testowano przecież na skazańcach lub najtańszych niewolnikach, ścinając im po kolei głowy, licząc ilu z nich bez ostrzenia ostrze zdejmie głowę jednym cięciem.
- Jeden - mruknął więc, choć sam nie wiedział jak głośno. Prawa ręka pomknęła z bronią w garści w prawo, a obracający się po łuku sztych miał przejść za szyją pijanego drowa. Miecz miał zatrzymać się równolegle do kierunku, w który zwrócony był Kaeril. Jeżeli głowa nie spadła od razu, nie ważne, czy drow umarł już, czy zaraz miał się wykrwawić, Zguba powędrowała kolistym ruchem nad głowę Kaerila i spadła, trzymana już oburącz, na bark pijanego drowa, z zamiarem rozcięcia go do pasa. Ciął oczywiście końcem miecza, uważając, by nie utknął mu w ciele przeciwnika w razie, gdyby pozostałej dwójce coś odbiło. Przy każdym cięciu prawa noga Kaerila wysuwała się do przodu, przed ewentualnym drugim lewa poszła śladem prawej.
Jeżeli pozostała dwójka nie sprawiała kłopotów Kaeril miał zamiar dokończyć przestawienia. Kaeril winien być teraz w umiarkowanie szerokim rozkroku do przodu. Tradycyjnymi ruchami, pamiętanymi jeszcze z nauk ojca, uniósł prawą ręką równie kolistym ruchem miecz nad prawą skroń, lewą dłoń zaś kładąc na pochwie, ze złączonymi, prostymi palcami. Prawa ręka szybko sprowadziła miecz po ukosie do dołu, tak, że pod kątem czterdziestu pięciu stopni do ziemi koniec skierowany był do przodu. Ruch ten miał oczyścić broń ze krwi pijanego drowa, krwi osoby, która nie była na tyle godna, by jej posoka znajdowała się na ostrzu pięknej broni. Miał nadzieję, że zrosi w ten sposób jednego z kompanów martwego już pijaka. Ostatecznie Kaeril skierował sztych w lewą stronę i, wpierw przesuwając ostrze od jelca aż do końca po wlocie pochwy, schował miecz i dociągnął lewą nogę do prawej.
Gdy tylko wystąpił o krok do przodu, zgięci w ukłonach trzeźwi członkowie Domu Srebrnej Maski ustąpili mu miejsca. Nie byli pewni najwyraźniej na kogo z nich uderzy i woleli nie pozostawiać tej decyzji ślepemu trafowi. Ich pijany towarzysz rozglądał się na lewo i prawo w wyrazie skrajnego przerażenia jak gdyby błagając o pomoc. Oczami. Z jego ust nie wydobyło się bowiem nawet słowo. Kaeril mógł tylko zgadywać, że Phoe zadbała również i o to.
- Jeden.
Wydobyło się z ust mrocznego elfa gdy tylko Zguba Drowa opuściła pochwę. Miecz opadł na przeciwnika jak błyskawica.
[...]Kaeril: Test ataku (k20) 4 + 31 + 2 (broń trzymana oburącz) + 4 (magia) = 41 / ST = 10 (obrona: nieprzygotowany) / trafienie krytyczne x3
Kaeril: Test obrażeń (k10)10 + (k10)5 + (k10)4 + (k10)4 + (k10)6 + (k10)3 (magia) + 10 + 4 (broń trzymana oburącz) = 46 x 3 = 138 / trafienie mordercze / ŚMIERĆ
Kaeril nie miał nawet czasu zadać drugiego z zaplanowanych ciosów. Dobyta z pochwy Zguba zajaśniała intensywnym, błękitnym blaskiem. Każdy ze znajdujących się na rynku gapiów westchnął, co brzmiało, jakby sto osób i sto ust jednocześnie wyrzuciło z siebie powietrze. Głośne „oh!” rozległo się po całym placu. Wiedzieli doskonale co się stanie już na ułamek sekundy zanim ostrze zakosztowało krwi nieszczęśnika. Ten do ostatnich chwil z kolei nie wiedział co go spotkało. Był zbyt pijany by wykonać nawet jakąś niezgrabną próbę uniku. Biedak, zapewne wychodząc dziś rano na przepustkę nie spodziewał się, że zakończy się ona w taki sposób.
Zguba Drowa przecięła jego kręgi szyjne jak gdyby był to papier. Krew buchnęła z kikuta szyi, gdzie jeszcze sekundę temu była głowa na blisko sążeń do góry. Głowa drowa, wykrzywiona w dziwacznym grymasie skrajnego zdumienia rymnęła tymczasem gdzieś w bok, opadając u stóp jednego z jego niegdysiejszych kompanów. Wszystko zakończyło się równie gwałtownie, jak zaczęło. Bezgłowe ciało zatoczyło się bezwładnie, po czym upadło z łoskotem na bruk Rynku w szybko rosnącą kałużę buchającej krwi. Słodki, metaliczny jej zapach otulił całe miejsce zdarzenia czerwonawą mgiełką. Wrzynał się w nozdrza, nie pozwalał skupić się na niczym innym jak na walce i rozkoszy zabijania.
- Wybaczam – zimno powiedziała Phoe.
Kaeril stanął w lekkim rozkroku. Płynnym gestem oczyścił ostrze z krwi pijaka z zamiarem schowania jej do pochwy.
- Jeszcze nie – zza jego pleców powstrzymała go kobieta – tego też.
- C-c-co? – to ten pochylony w ukłonie, przepraszający Phoe. Podniósł teraz głowę. Jego ciemna, drowa twarz poszarzała teraz z przerażenia. Najwyraźniej zdał sobie sprawę z tego, iż wyrok spoczął również na nim. Jego ręka pomknęła do wiszącego u boku długiego miecza.
Chyba się tego nie spodziewał.
Drugi z drowów pozostawał pochylony w głębokim, służalczym ukłonie. Nawet nie drgnął słysząc jaki los czeka jego kompana. Kaeril wiedział doskonale, w jakiej pozycji się oni znaleźli. Publicznie obrażono córkę Matrony Domu Cichej Pieśni. Nawet gdyby próbowali walczyć, bronić się, wyrok już nad nimi wisiał.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum