TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2012-02-05, 12:08
Dom Cichej Pieśni
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-09-19, 20:07   Dom Cichej Pieśni


"Planuj dokładnie. Wykonuj powoli i rozważnie. Do końca zachowuj się spokojnie i oceniaj wszystko na zimno. Ostatni cios zadaj tak, by umierający wiedział, dlaczego spotkało go to, co spotkało. Tylko w ten sposób nacieszysz się prawdziwym smakiem zemsty tak, jak być powinno."
- stara drowia maksyma




Dom Cichej Pieśni
- kroniki Kaerila Maarena


Pierwszego dnia połamali mu nogi.

Bezpośrednio z karczmy, gdzie go pojmano gdzieś wśród pokrętnych uliczek Czarciego Kotła, zabrano go ku niższym poziomom Luriel'a'henna. Miasta drowów ukrytego wśród pokrytych wiecznym mrokiem ostępów ogromnej Puszczy. To tam, blisko samego dna gigantycznego leja w ziemi znajdował się cudownie utkany jakby z mgły i pajęczyny wielopoziomowy dworek Cichej Pieśni. Ogromnego, niezwykle potężnego Rodu, który Kaeril w swojej przypadkowej przygodzie zdołał był okraść. Busajna, jego towarzyszka, oraz Berion, jego zleceniodawca, zbiegli bez śladu. Kaeril został. I to jemu przyszło zapłacić za to cenę.

Rozciągnięto go, nagiego, na drewnianym, poznaczonym krwawymi śladami dawnych tortur stole. Chwilę później jedynym, co pamiętał, były dwa szybkie ruchy ciężkim, oburęcznym młotem skierowane w jego kolana. Potworne chrupnięcia pękających na setki odłamków kości były wszystkim, co wypełniło jego uszy. W płucach brakowało już powietrza, by krzyczeć dłużej, głośniej. Ból był jak eksplozja, rozsadzająca jego głowę od wewnątrz.

Nie wiedział, jak długo czasu minęło od tamtej pory. Zaciągnięto go ku piwnicom i tam porzucono, w klatce nawet nie do końca domkniętej, wśród zwisających z sufitu łańcuchów i jednego, jedynego współwięźnia, którego kolejne serie tortur doprowadziły do punktu, w którym był w stanie już tylko rytmicznie bujać się wprzód i w tył, obejmując nogi ramionami, na swojej pryczy. Nawet nie było potrzeby ich pilnować. Kaeril jeszcze dwukrotnie brany był na górę na „przesłuchania”. Za każdym razem bito go, nacinano, pakowano metalowe drzazgi pod paznokcie i pytano. Bez końca pytano, o Busajnę, o Beriona Luthiena, o szczegóły akcji, o oba mordy, o urwaną głowę, o kradzież. O tubę z papierami, której Kaeril nie widział nigdy na oczy i co do której miał tylko podejrzenia, iż została zabrana przez złodziejkę. Drow zaś odpowiadał. Nic innego mu już nie pozostało. Przesłuchujący go skurwiele mieli swoje sposoby na uzyskanie każdej odpowiedzi na świecie. Każdemu zdaniu, które wydobyło się z jego ust towarzyszyło paskudne, znane mu już uczucie zimnej wody wylewanej na gołą powierzchnię jego mózgu i suchy, bezduszny komentarz kobiecego głosu: „mówi prawdę”, „kłamie”, „wierzy w to, co mówi, ale nie jest pewien”. Po pół godzinie seria powtarzała się, jakby sami kaci nie byli pewni czy ich magiczka jest osobą, której umiejętnościom można dać wiarę.

Mogło minąć kilka dni. Mógł minąć tydzień.

Nie czuł stóp już od pewnego czasu. Ze smrodu wnioskował tylko tyle, iż powoli zaczynała wdawać się w jego dolne partie kończyn gangrena. Fakt, iż przestał czuć nawet ból tylko tą konkluzję potwierdzał. Jego dni zdawały się być bliskie.

Kaeril leżał właśnie na swojej pryczy, gdzie rzucono go, całkowicie niezdolnego do ruchu po wczorajszej sesji przesłuchań. Znajdował się w małym loszku, o wymiarach sześć na sześć metrów, z sufitem na wysokości dwóch i pół metra. Pod przeciwległą salą, jak zwykle, drugi współwięzień, który od początku niewoli nie odezwał się ani jednym artykułowanym dźwiękiem, uderzał rytmicznie głową o kamienną zaprawę ściany. Puk, puk, puk. Raz, drugi, trzeci. Za każdym razem krwawa plama zdartej skóry na jego czole rosła. Kaeril nawet nie musiał patrzeć, by widzieć dłoni drowa. Paznokcie na nich zdarł on zupełnie, do żywego mięsa jakoś dwie noce wcześniej, gdy w nagłym napadzie szału stwierdził, iż zdoła przez kamienną posadzkę wykonać podkop. Krwawe pręgi do tej pory zdobiły miejsce, gdzie kopał – nikt nie uznał za celowe ich zmywać. Potrzeba było trzech rosłych drowów, by szaleńca ogłuszyć. Kaeril nie wiedział, czemu właściwie trzymano go przy życiu, całkowicie bezużytecznego. Nigdy jednak o to nie zapytał. Wiedział, jaka byłaby odpowiedź.

Kroki na schodach gdzieś, za drewnianymi drzwiami łączącymi loszek ze światem zewnętrznym zwiastowały nieomylnie zbliżających się gości, lub gościa.


[...]Karta postaci zaktualizowana - Kaeril traci ekwipunek
1 punkt karmy za rozpoczęcie przygody dodano
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-09-19, 23:11   

"A weź się zapierdol w końcu" pomyślał Kaeril, zazdroszcząc poniekąd obłąkanemu współwięźniowi. On już nie myślał jak normalny, nie miał normalnych zmartwień, ba pewnie został mu już tylko zwierzęcy instynkt, i tak wykręcony i zniekształcony pobytem w lochu? Czy to samo czeka Kaerila? Sczeznąć półświadomie w obsranym lochu, umrzeć od gangreny, czy zatłuc się samemu o ścianę. Drow nie myślał już o połamanych nogach, o bólu, o wszystkim, co mu tu zrobili. I tak już tego nie czuł. Jego myśli zaprzątały tylko dwie sprawy. Kiedy straci umysł, bądź życie.

I jak jeszcze zemści się na Berionie, niby bardzie, przez którego tu leży. A przynajmniej jakby się zemścił, gdyby się stąd wydostał jeszcze w tym życiu, lub znalazł do w następnym. Tak, najpierw złamałby jego własne nogi. Następnie zaczął by go powolutku, delikatnie kroić na kawałki. Soląc rany. Może polewając wodą morską? Odcinał by mu najpierw palce, kończyny a potem... słyszał gdzieś, że jest metoda wyjęcia serca ofiary, tak, by jeszcze mogła widzieć je bijące na ręce oprawcy. Taak, musiał by najpierw to sprawdzić, wypraktykować... ci kaci nadali by się na próbne ofiary. W sumie każdy by się nadał.

Kaeril wbrew pozorom nie żywił tak wielkiej urazy do członków domu, w którego lochach się znajdował, jak do zleceniodawcy "barda". W końcu zabił dwóch z ich ludzi, na dodatek przedstawiciela w radzie pozbawił bezczelnie głowy. Kaci wykonywali swoją robotę. Tylko...

Choć ich wszystkich także można by spalić na stosie. Ze dwa razy, jakby się dało. Trzy, trzy lepiej.

Kroki na schodach zaciekawiły drowa. Mimo, iż spodziewał się co znaczą - na pewno jakieś kolejne tortury - jednak wciąż była w nim iskierka nadziei, że może wypuszczą go, pozwolą zemścić się na zleceniodawcy. Może wyleczą gangrenę i połamane nogi, choć na chwilę, tylko po to, żeby mu je z powrotem połamać, ale jednak. A może go w końcu zabiją, oszczędzą mu powolnego umierania w obłąkaniu.

A może zabiorą w końcu stąd tego popierdoleńca? Nie dało się przy nim zasnąć, cholera.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-09-20, 18:11   

Metalowy brzęk kluczy. Chwilę później charakterystyczne odgłosy zapadek, trafiających w swoje miejsca w zamku broniącym dostępu do drewnianych, okutych drzwi prowadzących do loszku. Kaeril nie musiał podnosić głowy ze swojej pryczy by wiedzieć, iż otwierającym drzwi był wysoki, szczupły drow o odrobinę końskiej, pociągłej twarzy i pustym, pozbawionym emocji spojrzeniu. Jeden z dwójki katów, którzy tak go urządzili. Z jego sposobem i rytmem chodzenia, stawiania kroków, a nawet specyficznym odgłosem oddychania bohater zaznajomił się przez ostatnie dni aż zbyt dobrze. Podobnie jak z faktem, iż pomimo niepozornych gabarytów, elf ów posiadał całkiem niezłą krzepę. Wystarczającą, by ciągnąć Kaeria po podłodze. Lub by podnosić oburęczny młot.

Zimny dreszcz wspomnienia bólu, strachu, oraz wściekłości przebiegł bohaterowi wzdłuż kręgosłupa.

Kat wszedł do loszku spokojnym, nonszalanckim krokiem. Wiedział doskonale, iż nie musi zachowywać żadnych środków ostrożności ani sprowadzać dodatkowej obstawy. Żaden z dwójki osadzonych nie był w stanie w obecnych okolicznościach wyrządzić mu krzywdy.

Kaeril wciąż leżał na plecach, z oczyma utkwionymi w ozdobiony zwisającymi łańcuchami sufit. Słyszał wyraźnie świst przecinanego powietrza, oraz głośny odgłos uderzenia pomieszany z żałosnym skowytem bitego. Wariat oberwał właśnie krótką, drewnianą pałką, do złudzenia przypominającą te, których używa się w Imperialnych rzeźniach do ogłuszania bydła na chwilę przed ubojem. Współwięzień Kaerila oberał dwa, lub trzy razy, za każdym razem komentując ten fakt wizgnięciem bólu. Bohater wiedział, że wariat nie zasłużył na uderzenia, cały czas stukając głową w mur. Po prostu kat był znudzony.

- Śmierdzisz.

W tym zdaniu nie było obrazy, wyłącznie suche, beznamiętne skomentowanie faktu. Kat stał tuż nad nim, wlepiając w niego puste spojrzenie zimnych oczu. Oddychał odrobinę szybciej i ciężej, wyraźnie zadowolony i podniecony po pierwsze wymierzonymi ciosami, a po drugie możliwością obserwowania swojego ostatniego „dzieła”, jak to on określał.

- Będziesz miał dziś gościa, śmierdzielu.

Kat nie poruszył się, czekał na odpowiedź. Kaeril wiedział aż za dobrze, nauczony doświadczeniem ostatnich dni, że niezależnie od tego, w jaki sposób skomentuje on owo zaskakujące dość twierdzenie, bliskie spotkanie z pałką go nie ominie.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-09-20, 20:39   

To natomiast nie należało do fachu kata, przynajmniej do tego oficjalnego. A to już się drowowi nie podobało. Niestety, bolało go, prawdopodobnie nawet bardziej, niż nadchodzące uderzenia, że nie był w stanie się bronić. Nie mógł nic zrobić z pieprzonym katem, nie był stanie zobaczyć jego wnętrzności wypływających na posadzkę. A szkoda. Ładnie by wyglądały.

W odpowiedzi postanowił zebrać nieco śliny w ustach, najwięcej, jak potrafił nie zdradzając zbyt bardzo swych zamiarów i splunął siarczyście, o ile pozwoliły mu na to ślinianki, na kata. Jeśli zdążył, dodał coś o matce oprawcy i jej śmierdzącym łonie. Potem tylko przygotował się, psychicznie, jak najlepiej umiał na przyjęcie ciosów. Starał się pokazać po sobie jak najmniej, dać katu jak najmniejszą satysfakcję z bicia. Jak się tylko dało.

Wiadomość o gościu zaciekawiły drowa jeszcze bardziej, niż wcześniejsze kroki na schodach, choć to zaciekawienie już nie wiązało się taj ściśle z nadzieją. Pewnie dlatego, że wypowiedział te słowa kat. Czekały go jakieś nowe rodzaje tortur?

Wciąż jednak tliła się iskierka, gdzieś tam w półżywym Kaerilu coś mówiło, że nie wszystko jeszcze stracone.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-09-23, 19:16   

Usta Kaerila były kompletnie wysuszone, obolałe i spuchnięte. Dłuższą chwilę zajęło mu chociażby zmuszenie ich do pracy. Jeszcze dłużej trwało zbieranie śliny. Kat sprawiał wrażenie poirytowanego pozorną bezczynnością swojej ofiary, zupełnie jakby liczył, iż ta będzie prosić o litość, lub też lżyć oprawcę.

- Mówiłeś coś, śmierdzielu? – wycharczał.

- Co? Bo cię nie słyszę!

Wypowiadając ostatnie słowa kat nachylił się nad drowem, zawieszając swoją twarz tuż nad twarzą torturowanego. Na tę okazję czekał Kaeril. Zbierana przez ostatnie kilkanaście sekund ślina była gotowa. W nagłym uniesieniu klatki piersiowe drow nabrał w usta powietrza, by ułamek sekundy później wyrzucić ją z siebie w stronę oprawcy. Stróżka śliny pofrunęła prosto w twarz kata, lądując na jego lewym oku, spływając po policzku drowa, aż ku brodzie.

Kat zawył ze wściekłości, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy. Natychmiast nastąpiło uderzenie skierowane w brzuch bohatera, które wybiło z niego wszystkie resztki powietrza, jakie jeszcze w sobie posiadał. Gdyby nie to, iż karmiony był nieomal niczym, prawdopodobnie po takim ciosie również zwróciłby cały ostatni posiłek. Kolejne uderzenie spadło niżej, precyzyjnie skierowane w okolice nerek. Trzeciego uderzenia niemal już nie poczuł. Kat perfidnie skierował je w przeżarte gangreną nogi.

- Jebany śmieciu! – warknął kat – Jeszcze masz siłę? Jeszcze chcesz tańczyć!? Spokojnie, pobawimy się. Pobawimy się, oj.. pobawimy! Ciesz się, chujku, że chcą cię dziś przytomnego i zdolnego do rozmowy. Jutro pogadamy całkowicie inaczej.

Kat dyszał ciężko, przepełniony wściekłością. Kaeril z kolei dyszał ciężko, nie mogąc wciąż złapać oddechu po razach. To zastanawiające, że zawsze w chwili gdy wydawało mu się, że dotarł do granicy tego, co jego ciało jest w stanie wytrzymać, Mroczna Puszcza oraz Dom Cichej Pieśni udowadniały mu, iż granica ta znajduje się odrobinkę dalej.

Dłonie kata zacisnęły się mocno na jego nadgarstkach, szarpiąc ciałem wojownika do góry tak, iż bohater z impetem wylądował na kamiennej podłodze celi, uderzając o nią tyłem głowy. Po chwili zaś poczuł jak jest ciągnięty po podłodze. Kat mógł po prostu popchać łóżko, na którym Kaeril leżał – wyposażone ono było w kółka na takie sytuacje. Jak to jednak kat, zawsze w pracy, która nigdy się nie kończy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-09-24, 10:43   

Humor Kaerila poprawił się. Co prawda otrzymał kilka bolesnych uderzeń, oraz był teraz ciągnięty po ziemi, był w pewnym sensie zadowolony. W lochach nie ma wiele powodów do szczęścia, a udane splunięcie było zacnym sukcesem. Na uśmiech nie starczyło mu siły.

Pewnie gdyby nie podłoga przesuwająca się pod nim, oraz wciąż bolące ciało, zaintrygowało by go, że chcą go przytomnego i zdolnego do rozmowy. Pomyślał by pewnie, że na to jest już za późno, przytomnym go nazwać nie było można.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-09-25, 20:46   

Chociaż cały świat wirował mu przed oczami jak zwariowany, świadomość uparcie trzymała się zmysłów Kaerila. Głowa boleśnie obijała mu się od kolejnych kamiennych stopni w miarę jak pokonywał kolejne kroki dzielące podziemną celę od głównej sali tortur. Nadzieje okazały się płonne. Nie prowadzono go do bogatych komnat Domu celem spotkania tajemniczego gościa. Zwyczajnie, zaciągnięto go długim, kamiennym korytarzem do sali, którą zdołał w ciągu ostatnich dni znienawidzić aż do szpiku kości.

Komnata tortur miała dziewięć metrów długości i dziewięć szerokości, przy wysokości nieco ponad dwu metrów. Wyłożona była całkowicie kamieniem, wyposażona jedynie w cztery symetrycznie ułożone metalowe kratki w podłodze, służące odprowadzaniu nadmiaru krwi. Z sufitu gęsto również tutaj zwisały łańcuchy służące do podczepiania skazańców wysoko w powietrzu. Za szyję, za ręce, potwornie wykręcone ze stawów, głową w dół. Wiszących tak albo tradycyjnie, bito batogami, albo przypalano stopy, lub też zajmowano się daleko wymyślniejszymi kaźniami. Ponadto, w komnacie znajdowały się trzy dębowe, masywne stoły, naznaczone gęsto śladami cięć, wbijanych gwoździ, czy dawno zaschniętymi plamami krwi. Cała komnata niepodzielnie spowita była słodkawym odorem krwi, śmierci i przykrym odorem niedokładnie wymytych ekskrementów. Pod południową ścianą znajdował się ogromny, szeroki regał, pełen wiszących starannie umytych i wypolerowanych narzędzi. Od pospolitych cążek, poprzez metalowe szpile do wbijania pod paznokcie, na łyżkach do wyjmowania gałek ocznych skończywszy. Komnata mimo wszystko sprawiała wrażenie nienaturalnie wysprzątanej. Kaeril od razu zauważył, iż brak w niej drewnianego wiaderka, które podstawiano pod stół torturowania na wypadek, gdyby z bólu ofierze organizm i zwieracze odmówiły posłuszeństwa. Z reguły śmierdziało tu z tego powodu niemiłosiernie.

Czyżby faktycznie spodziewano się wizytacji?

I co miał on z tym wspólnego?

Nogi boleśnie zawadziły o krawędź stołu, gdy kat nagłym szarpnięciem podniósł Kaerila z podłogi i położył na jego powierzchni. Kilka sekund później na nadgarstkach i - jak mu się zdawało, choć gangrena czyniła to niemożliwym do czucia - kostkach zacisnęły się metalowe klamry.

- Leż grzecznie, skurwielu - kat warknął ciepłym oddechem tuż przy uchu drowa.

Wzrok Kaerila skierowany był centralnie ku górze, ku sufitowi. Ku widokowi, który w ciągu niecałego tygodnia zdołał poznać, niż ktokolwiek inny. Niż osoby, które kładły zaprawę pomiędzy te cholerne bryły kamienia.

- Osoba, która tu przyjdzie nie będzie taką, której chcesz spluwać w twarz, śmierdzielu.

Powiedziawszy swoją groźbę kat oddalił się. Kaeril tego nie widział, lecz słyszał skrzypnięcie otwieranych i zamykanych drzwi. Na chwilę został w pomieszczeniu sam.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-09-27, 16:56   

Kaeril nie odpowiedział katu ni słowem. Leżał spokojnie, no bo co miał robić, a o tym, co zaraz może się wydarzyć starał się nie myśleć. Starał.

No bo któż mógł zaraz przyjść do tej obskurnej sali? Któż aż tak ważny, że wywołał taką reakcję drowa? Nie chodziło mu oczywiście o plucie, a o pozbycie się najbardziej śmierdzącego elementu wystroju sali. Pozbycie się, nie wyczyszczenie. Czyżby dziś nie czekały go żadne tortury, czy będą one aż tak wysublimowane? Może nie tortury. Może w końcu przyjdzie tak potężny mag, że wejdzie w umysł drowa wystarczająco głęboko, a potem rozkaże go zwyczajnie zabić?

Pesymizm. Mimo trzymającej się drowa nadziei wciąż przepełniony był pesymizmem. Wciąż myśląc o czekającym go losie szukał dobrych stron. Tego, jak w końcu śmierć go wyzwoli i tym podobne. Bardzo dobrych więc, jego zdaniem przynajmniej. Przez myśl mu jednak nie przyszło, że może w końcu go wypuszczą. Może, że po to go torturują, by zaszczepić nienawiść w kierunku drowa "barda", pracodawcy. Cóż, jeżeli to było ich celem, z pewnością mogą stwierdzić sukces. Jednak takie myśli nie gościły w głowie Kaerila.

Cóż, zapewne do żadnej z głów, które kiedykolwiek miały swe ciało położone na tym blacie nie przychodziły te myśli.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-09-27, 22:13   

Drzwi skrzypnęły ponownie. Kaeril choćby chciał, nie był w stanie zobaczyć, kto nimi wszedł do pomieszczenia, gdyż położony był na stole idealnie na linii takiej, iż wejście do sali znajdowało się gdzieś ponad jego głową, poza linią wzroku. Od razu jednak, z miejsca, zmysły drowa wyczuły woń kobiecych perfum, wyraźnie wybijających się ponad obecne wonie miejsca tortur i kaźni. O kamienną posadzkę stukały kobiece buciki na obcasach. Kroki jednak stawiane przez gościa bynajmniej nie były lekkie i dziewczęce. Były zdecydowane i kobiece. Do pomieszczenia weszły dwie osoby. Tę drugą Kaeril był w stanie rozpoznać nawet bez zmysłu wzroku. Była nią ponad wszelką wątpliwość wykrywaczka kłamstw. Drowka, która po każdym wyrzuconym przez niego zdaniu podczas mąk wylewała magią wiadra zimnej wody na jego mózg, sondując go w poszukiwaniu dodatkowych informacji. W innych okolicznościach mógłby wręcz uznać za przykre, iż kobiety, która wiedziała o nim tak dużo, nie umiał nawet określić z imienia.

Woń perfum przybliżyła się. Drow czuł podświadomie, iż obie kobiety, wykrywacz kłamstw nieco z tyłu, stoją tuż przy jego stole, od strony głowy. Wciąż jednak nie mógł podnieść jej wystarczająco wysoko, by móc przyjrzeć się gościom. Przez skórę wiedział, iż nawet nie powinien. Iż właśnie jest oglądany przez kogoś, na wspomnienie kogo sam kat, mistrz i oprawca osłabionych i uwięzionych truchlał ze strachu.

- Kaeril Maaren...

Głos należał niewątpliwie do drowki, co nie budziło raczej większego zaskoczenia, biorąc pod uwagę okoliczności. Kobieta mówiła spokojnie i cicho, ale w głosie tym Kaeril od razu wyczuł tony kogoś, kto przyzwyczajony jest do wydawania rozkazów i nie jest przyzwyczajony do dźwięku słowa "nie".

- Spędziłeś tutaj już sześć dni. Wydaje mi się, iż wiesz bardzo dobrze, dlaczego.

Kaeril nie był pewnym, czy w tym zdaniu tkwiło pytanie, czy było to proste stwierdzenie faktu.

- Czyn, którego dokonałeś wraz z kobietą imieniem Busajna, jakoby na zlecenie Beriona Luthiena... - drowka powoli cedziła każde słowo, jakby zastanawiając się nad ich brzmieniem i znaczeniem - ...czyn ten postawił nie tylko mnie, ale cały dom Cichej Pieśni w bardzo, w bardzo niekorzystnym położeniu. Zmusił mnie do przepraszania i do przyjęcia na siebie całej winy za to zdarzenie. Cicha Pieśń skazuje na męki całe rodziny, łącznie z dziećmi za wiele, wiele mniej, Kaerilu Maaren.

- Co gorsza... - Kaeril drgnął w tym momencie, czując jak pojedynczy, smukły, kobiecy palec ląduje na jego prawej skroni - ...co gorsza, twój wybryk zmusił mnie do przybycia tutaj i sprawdzenia osobiście na ile ostatnich sześć dni zdołało wydobyć z ciebie prawdę na temat jego okoliczności.

Zimny dreszcz nasilił się. Instynkt podpowiadał drowowi, iż o ile przez ostatni tydzień wylewano mu na mózg wiadra zimnej wody, za chwilę czeka go bliskie spotkanie ze ścianą wodospadu. Intelekt bohatera podpowiadał mu, iż autorką monologu jest sama Matka Cichej Pieśni, potężna Myrana Aluviel, o której mawiało się w Puszczy iż jest nie tylko kobietą wielkiej mocy magicznej, ale również potężnych, nienasyconych ambicji. Obecnie była ona przedstawicielką Cichej Pieśni w Radzie, ale plotki chodziły, iż od dawna ma ona chęć na zajęcie stanowiska Pierwszej w Radzie. Z pewnością kat miał rację. Nie była to drowka, której należało pluć w twarz.

- Chyba, że chcesz oszczędzić mi trudu, Kaerilu? Może chcesz coś dodać właśnie teraz, w tej chwili?

Kaerl technicznie nie miał nic do dodania. W ciągu ostatnich sześciu dni opowiedział katom wydarzenia tamtego feralnego dnia na wiele, wiele sposobów, wyznając prawdę tak dokładnie, jak nigdy w dotychczasowym życiu. Ani nie miał powodów, by jej ukrywać, ani nie miał ku temu dość sił. Obecnie jednak aż żałował, iż nie ma nic więcej do powiedzenia na temat przeklętych zwoi i Beriona.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-09-27, 22:38   

Oj żałował. Żałował wielu rzeczy, tak wielu, z ilu duma nawet nie pozwalała mu zdawać sobie sprawy. Cóż, żadne z jego dwóch żyć nie było do tej pory owocne. Widocznie druga szansa była dana mu na marne.

Słowa drowki odebrały Kaerilowi wszelką nadzieję. Co prawda nie miał najmniejszego powodu, żeby jej wierzyć, co do tego całego skazywania domów za mniejsze występki, a i drowie dzieci mało, dużo mniej niż mało, go obchodziły. Jednak coś w tym głosie znad jego głowy powiedziało mu, że nawet jeśli były to kłamstwa, nic to nie znaczyło. Jego położenie zmieniło się z takiego, którego nigdy nie próbował sobie wyobrazić... na gorsze. Być może mózg, oraz intelekt który miał w nim zawarty, nie był zbyt wiele wart, ale... cholera, lubił go. Uświadomił sobie właśnie, że szalony drow z jego celi wcale nie musiał siedzieć w tym lochu dużo dłużej niż on.

Czego zupełnie nie zrozumiał, było czemu drowka pofatygowała się do niego sama. Czyżby tak bardzo nie zawierzała swoim podwładnym? Wieści o tym, że Berion, nawet nie trudząc się by podać inne imię, zatrudnił kogoś by zabić Tirimona musiały być zaiste niesamowite. Może myślą, że Kaeril jest sprytnie przygotowaną pułapką? Zwykła przezorność?

Ha, zwykłe może i tak, ale drowie kurestwo.

- Tak - odpowiedział cicho Kaeril, na tyle wyraźnie, na ile pozwalało mu gardło. - Zaszczyt móc przebywać w tym samym pomieszczeniu, o pani - wyrzekł, bez nawet nuty ironii ani kpiny w głosie. Przynajmniej miał taką nadzieję.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-09-28, 19:38   

- Tak - odpowiedział cicho Kaeril, na tyle wyraźnie, na ile pozwalało mu gardło. - Zaszczyt móc przebywać w tym samym pomieszczeniu, o pani - wyrzekł, bez nawet nuty ironii ani kpiny w głosie. Przynajmniej miał taką nadzieję.

Nacisk palca na jego skroń nasilił się.

- Rozumiem.

Kaeril odruchowo zacisnął z całej siły zęby, spodziewając się uderzenia, fali bólu, czy ostrza sztyletu przejeżdżającego mu przez gardło. Nic takiego jednak nie nadeszło. Nie słyszał nic, poza oszalałym biciem własnego serca i szumem krwi w skroniach.

A potem Matka położyła mu na czole całą dłoń. Zimną, delikatną, smukłą kobiecą dłoń.

[...]Test: Rzucanie Czarów: (183) // ST = odporność magiczna = 23
Test: Odporność na ból: k20 (5) + Wola (13) - Niewyszkolony (4) = 14 // ST = 183


Jego głowa eksplodowała. Wbito w nią miliony igieł. Polewano ją wrzącym olejem. Rozrywano mu żywą tkankę mózgu na kawałeczki, aż pokryły okoliczne ściany niczym różowa zasłona konfetti. Kaeril był w stanie jedynie wydobyć z siebie dźwięk który bardziej przypominał skowyt szaleńca, niż cokolwiek mogącego pochodzić z drowiej krtani. Ryczał jak zarzynane prosię, płakał, krzyczał, wyzywał bogów i ludzi, zaciskał szczęki tak mocno, że aż z gruchotem poszło mu szkliwo na przynajmniej kilku zębach. A w chwili, gdy wydawało się, że poczuł już wszystko, że już bardziej się nie da, że to już koniec, że więcej nie może, Matka brutalną pięścią uderzenia many przeorała mu wszystkie, co do jednej bruzdy, jakie natura wytworzyła w jego mózgu. Kaeril wył. Łańcuchy opinające mu kończyny napięły się do granic wytrzymałości, gdy drow zaczął rzucać się na łóżku niezdolny do jakiejkolwiek świadomej akcji. Jego mięśnie błagały o litość. Jeszcze chwila i wyrwałby sobie dłonie z kajdan, przegryzłby żyły, roztłukł potylicę o blat stołu aby tylko Matka przestała choćby na sekundę. Wciąż jednak był to jedynie początek. Następne było światło. Uderzyło go od wewnątrz tak potężnie, iż miał wrażenie, że wydobywa się z jego oczodołów, mleczniobiale pustych, eksplodujących bólem i krwią i smrodem. Smród też był. Gdzieś w międzyczasie całkowicie stracił kontrolę nad swoim ciałem. Gdyby nie to, że od tygodnia nie jadł właściwie nic, odczułby wstydliwie brak wiaderka pod stołem tortur. Obecnie jednak jedynie obrzydliwe, lepkie ciepło wypełniło mu całą górną część spodni i podbrzusze. Matka natomiast nie przestawała.

- Sal'lam - pozdrowił go podobnie kulturalnie Berion Luthien - chciałbym złożyć ci pewną propozycję, przyjacielu. Spotkaj mnie za chwilę na piętrze karczmy, w pokoju numer 5. Obiecuję, iż będzie te kilka chwil, które mi poświęcisz, warte twego zachodu..

Busajna namiętnie prężyła biust, kołysząc nim apetycznie tuż nad jego twarzą.

- Kaeril... - westchnęła mu wprost do ucha, wzdychając rozkosznie, podczas gdy jej smukłe palce złodziejki sprawnie raz za razem radziły sobie z kolejnymi guzikami jego koszuli.

Pachniały jabłka.

- Jeszcze raz, skurwielu... ilu was poszło do karczmy? Kto zabił Tirimona?

Kaeril wizgnął dziko przez nos w chwili, gdy metalowa szpila, wbita aż do połowy pod paznokieć jego palca wskazującego podskoczyła, uderzona, pacnięta zaczepnie przez kata.

- Ilu?!

Ktoś chwycił go za mózg. Chwycił go w garść, po czym ścisnął i wyrznął, niczym morką ścierkę. Tirimon znowu zgrywał twardziela, Busajna zalotnie blefowała, krew ciekła po ostrzu miecza. Głowa, urwana głowa, postawiona na stole, niczym totem, fetysz dawno zapomnianego boga. W oczodołach drowa zapalone świece. Robactwo, toczącego jego gnijące, zimne ciało.

- Gratuluję, śmieciu – warknął podnoszący go drow – Zdajesz sobie chociaż sprawę z tego, co ty i twoja cycata pomocnica zrobiliście? Rzuciliście wyzwanie Domowi Cichej Pieśni. Okradliście Cichą Pieśń, idioto.

Zimna, zimna, kamienna posadzka. I szaleniec, walący okrwawionym łbem raz za razem w ścianę. Bach. Bach. Bach. Karminowy fresk rosnący z każdym uderzeniem. Palce obu dłoni zmienione w mięsistą masę, z paznokciami zdartymi w bezcelowej, rozpaczliwej próbie ucieczki. Czy to właśnie on? Już wkrótce?

Oddychał.

Chyba żył. Nie miał pojęcia jak długo to trwało, ile razy umierał, ile razy odradzał się, ile wspomnień ostatnich dni przeżył na nowo, ile razy srał pod siebie, ile zębów pękło mu z bólu. Nie czuł już niczego. Był fizycznie niezdolny do odczuwania czegokolwiek, jego ciało było całkowicie puste, miał wrażenie, iż unosi się w gęstej solance, jak w niebycie przy braku grawitacji. Wciąż leżał na stole tortur, przykuty, co do tego nie miał wątpliwości. Cały świat wirował mu przed oczami. Gdzieś, jakby z bardzo, bardzo daleka dobiegały go głosy. Nie umiał jednak odróżnić ani słowa. Nie był w stanie zebrać do kupy ani jednej logicznej myśli. Co najważniejsze, nie miał najmniejszego pojęcia, dlaczego żyje. Przecież go zabili. Wielokrotnie.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-09-28, 20:45   

Żył... żył. Ale chyba jednak wolał by nie żyć.

Napływ powracających myśli, wspomnień, zaraz po tym jak jego głowa wybuchła. Zdecydowanie żadne zaciśnięcie zębów nie było w stanie przygotować go na to przeżycie. Nic nie było. Wspomnienia... Jedne lepsze, w szczególności krew spływająca po jego ostrzu, jednak zdecydowanie więcej tych złych. Nie tyle, co nieprzyjemnych, ale z perspektywy czasu ukazujących jakim idiotą był Kaeril. Tak, głównie złych. Jak perfidnie dał się oszukać. Jak znowu dał się oszukać. I wszelkie związane z tym konsekwencje. Przeżyte jeszcze raz. Drow wzdrygnął się, a przynajmniej spróbował, by zrzucić z siebie nieprzyjemne uczucie. Nie to fizyczne... Tak, jakby dreszcz przeszedł mu po już nieczułym umyśle. Oczywiście nie osiągnąwszy efektu automatycznie uciekł od nieprzyjemnych myśli. Skierował się ku tym lepszym... Tirimon, wiotczejący pod jego uściskiem... Głowa upadająca z łoskotem na podłogę karczmy... Napuszona kotka, zmuszona by oddać mu pieniądze. Tak, wściekła, bezbronna drowka, taka dumna z siebie... Ciekawe, ile dumy zachowa, kiedy to jej gardło będzie spływać krwią.

Ale żadna z tych myśli nie była jego własną w tej chwili. Automatyczna reakcja mózgu, który starał się wrócić do normalnej pracy. Czyżby jego umysł bronił się przed śmiercią, czy też potrzebował jakiejkolwiek aktywności, by nie zapaść się w sobie. Może tylko to jeszcze uchroniło go przed szaleństwem?

Jednak może nawet i od nieprzyjemnych wspomnień udałoby mu się uciec, od teraźniejszości, z teraźniejszej celi uciec nie było mu dane. Drowowi nie przeszkadzał już jego własny mocz na odzieniu. Gorszego upokorzenia niż to, którego doznał od Matki zaznać i tak już nie mógł. Nie czuł już z resztą tego. Nie czuł nic. I mimo wszystko czuł w tym trochę ulgę. Po nieskończenie strasznym bólu którego doznał, teraz czuł się niemal błogo... Zyskał czas wytchnienia od świadomości tego, co działo się wokół. Co działo się z nim samym. Nie martwił się przez chwilę zżeranymi przez zakażenie nogami. Nie martwił się bolącymi członkami, bolącym ciałem. Nie martwił się niczym. Bo nie był w stanie się martwić. Gdy już tylko lekko odzyskał świadomość i zdolność myślenia, utkwiło mu w głowie jedno pytanie.

Czy tak właśnie czuł się szalony drow z jego celi?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-09-29, 17:39   

Głos. Gdzieś w pobliżu. Wydający polecenie, władczy, zdecydowany.

Po chwili czyjś mocny uścisk podniósł mu głowę do góry podtykając coś tuż pod nos. Nagłe uderzenie mocnego aromatu wżarło mu się w nozdrza. Sole trzeźwiące. No tak. Przez głowę przebiegła mu krzywa myśl, iż na robaka tak nieważnego jak on Cicha Pieśń nie będzie marnować magii i mikstur by przywrócić mu przytomność. Zwyczajne sole trzeźwiące musiały wystarczyć.

Rzeczywiście, podziałały. Świat przestał wirować, zmysły powoli zaczynały funkcjonować. Wraz z nim przybyło odległe wspomnienie niedawno przeżytego bólu. Obok tego wszystkiego co czuł do tej pory, do martwych nóg, do okaleczonych palców, do otłuczonych żeber i nerek doszło jeszcze uczucie, jakby ktoś kilka chwil temu wyprawił sobie ostrą potańcówkę wewnątrz jego czaszki. W ustach panowała mu zupełna susza, jego język był niczym jak tylko wyschniętym na wiór drewnianym kołkiem.

- Słyszysz mnie? Dobrze.

Matka, ostrożnie, by nie ubrudzić sobie gustownie skrojonej, eleganckiej sukni koloru głębokiej czerni przysiadła delikatnie na brzegu stołu tortur. Dopiero teraz Kaeril mógł przyjrzeć się osobie, która samą siłą woli zdołała zagwarantować mu takie przeżycia. Myrana Aluviel była kobietą o dumnych rysach twarzy. Była idealnie, nieskazitelnie wręcz piękna nawet jak na standardy elfie rasy. Busajna, którą do niedawna bohater mógł uważać za godną wykuwania w marmurze, przy Myranie wyglądała jak chłopska pomywaczka. Mimo to, pomimo głębokich oczu, ślicznych uszu, wydatnych kości policzkowych i doskonale wyciętych, lśniących karminem ust, pomimo krągłych, delikatnych ramion, pomimo głębokiego wcięcia dekoltu wpadającego pomiędzy apetycznie kobiecy biust... pomimo wszystkiego tego, w tej drobnej piękności Kaeril wyczuć potrafił niebezpieczeństwo. Widząc Myranę mężczyzna nie myślał o seksie, tylko o ciosie, który nadejść mógł z każdej strony.

- Chcę te zwoje z powrotem - rzekła krótko i stanowczo w chwili gdy upewniła się, że jego spojrzenie utkwiło na tyle świadomie, by mieć pewność, że będzie rozumiał wypowiadane słowa.

Jej obie dłonie zacisnęły się na jego skroniach. Kaeril odruchowo spiął się, a z jego ust wydobył się bliżej nie określone kwilenie, w obawie, iż ledwo co przeżyty koszmar zacznie się na nowo. Jej twarz pochyliła się nad jego twarzą. Idealnie do splunięcia, gdyby tylko miał czym spluwać.

- Chcę. Te. Zwoje. Z powrotem, Kaerilu Maaren.

- Jesteś jedyną osobą która widziała Beriona Luthiena. Jedyną, która wie jak wygląda kobieta imieniem Busajna. Jednocześnie jesteś osobą, która przypadkiem, bez żadnego planu zdołała urżnąć głowę mojemu zaufanemu doradcy. Jest w tobie duży potencjał, Kaerilu. Potencjał, który Cicha Pieśń będzie w stanie wykorzystać, jeżeli udowodnisz, że jesteś godzien współpracy.

Jej oczy były zimne, puste, beznamiętne. Jej usta mówiły o współpracy, lecz jej palce, wczepione drapieżnie w jego skronie mówiły o śmierci, o bólu, o cierpieniu trwającym tak długo, że czyniącym ze zdrowego człowieka wariata, drapiącego paznokciami w granit.

- Oddam ci nogi, Kaerilu. Przywrócę władzę w kończynach. Wyleczę rany. Złagodzę ból. Wyostrzę zmysły. A potem wyślę cię w bój, w miasto, niczym najwierniejszego psa podczas polowania.

Tym razem na końcu jej słów tkwiło zawarte w twierdzącym zdaniu pytanie. Kaeril nie potrzebował nawet tej resztki skołatanego cierpieniem intelektu jaki mu pozostał, by wiedzieć, wiedzieć bardzo dobrze, iż splunięcie w twarz matronie Cichej Pieśni nie było tym, co pozwoliłoby mu dożyć końca tego dnia.

Myrana Aluviel.jpg
Plik ściągnięto 14751 raz(y) 12 KB

_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez DaMi 2011-09-29, 20:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-09-29, 18:38   

"Zwoje... z powrotem... Beriona... Busajna... potencjał... współpracy... nogi... bój... psa... psa. Psa podczas polowania. Berion."

Mózg Kaerila rejestrował teraz wszystko na najwyższych obrotach. Oczy rozszerzyły się nieco, na tyle, na ile pozostało mu energii, by poruszać jakimikolwiek mięśniami. Wreszcie nadeszła wyczekiwana chwila. Szansa na zemstę. Może nie tak wyrafinowaną, jak sobie to wcześniej wymyślił, sól podczas ćwiartowania zapewne sobie odpuści. Jednak wszystko przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Nie dość, że uwolniony, wyleczony, ba! - wysłany z namaszczeniem przez jeden z najsilniejszych domów Puszczy. Tak, mimo bezsilności ciała i bezwładu nóg czuł w sobie wzrastającą siłę, a serce zaczęło mu pompować krew szybciej, gdy myślał o dwójce zdradzieckich drowów. Zupełnie mu w tej chwili nie przeszkadzało to, co uczynił mu Dom Cichej Pieśni. To odłożył na później. Bo jakże usprawiedliwiony stratą Tirimona, tydzień tortur uwieńczony wiecznością bólu, którą zafundowała mu Matka, wydawał się mu po prostu... niewłaściwy. Jednak nie teraz, nie teraz.

Teraz zaczął po raz drugi przetwarzać informacje, zastanawiając się nad swoim położeniem. Przede wszystkim nie śpieszył się z myśleniem. Po pierwsze nie był jeszcze zbyt zdolny myśleć trzeźwo. Strumień rozważań nad czekającą go zemstą był mniej wymagającą wysiłku czynnością, zresztą mocno pobudzoną emocjonalnie. W tej chwili jego zastanowienia przeszły na inny tor. Po pierwsze, kim był Berion Luthien, tak tajemniczy i niebezpieczny, że Matka Domu Cichej Pieśni zdobędzie się na łaskę dla tak nic nie wartego, logicznie patrząc, drowa? I skoro Matrona była w jego umyśle, czy też nie widziała tego, co sam doświadczył? A co czeka go potem, gdy już wykona swą powinność? Czy Myrana Aluviel za czyn, który wiele przekraczał te, za które skazywała całe domy na cierpienia, rozkaże dokończyć wyrok? Na tak wiele pytań drow nie znał odpowiedzi. Nad tyloma pytaniami dopiero teraz zaczął się zastanawiać. Ale one musiały poczekać.

Kaeril zebrał się w sobie, by odpowiedzieć na to nie wypowiedziane pytanie. Patrząc na tę idealną twarz, postawił sobie jeszcze jedno, ostatnie pytanie, czy kiedykolwiek w życiu będzie miał jeszcze okazję ujrzeć takie piękno, które nie będzie za sobą kryło niebezpieczeństwa?

Nie w drowim świecie.

Wkładając całą pozostałą siłę w ten wyczyn Kaeril skinął Matce głową, bojąc się, że gdyby tylko spróbował się odezwać z jego gardła nie wydał by się żaden sensowny dźwięk.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-09-30, 22:03   

Matrona Cichej Pieśni owinęła sobie gęsty kosmyk jego bielutkich jak śnieg włosów wokół dwóch palców lewej dłoni, po czym szarpnęła gwałtownie. Ból, w innej sytuacji zapewne byłby niemały, gdyż otępiały Kaeril poczuł, jak na szczycie głowy nabrzmiewa mu już gęsta kropla krwi, która lada moment powędruje w dół jego czoła, lecz obecnie, po ostatnich przeżyciach wyrwanie paru włosów wydawało mu się nieomal pieszczotą. Myrana nie zdradzała również szczególnych objawów radości z właśnie dokonanej czynności. Wręcz przeciwnie, pieczołowicie zawinęła długi kosmyk włosów w pętelkę, po czym schowała go do skórzanej, malutkiej sakiewki wiszącej u jej bogato zdobionego pasa otaczającego perfekcyjnie wąską talię. Drowka skinęła głową gdzieś, ponad możliwościami wzrokowymi Kaerila. Drow usłyszał kroki. To druga z kobiet, niesławna "wykrywaczka kłamstw" zajmowała się realizacją wydanego właśnie bezgłośnie polecenia.

- Mając twoje włosy, mam również ciebie, Kaerilu Maaren - spokojnie, bez żadnej emocji powiedziała Matrona, koncentrując swoją uwagę ponownie na wojowniku - jeżeli kiedykolwiek przyjdzie ci do głowy zdradzić naszą zawartą przed chwilą umowę, jeżeli kiedykolwiek ponownie zadziałasz na szkodę moją oraz Cichej Pieśni... bądź pewny...

Drowka położyła szczególny nacisk na te jedno słowo, jakby chcąc, aby wryło się ono szczególnie mocno w podświadomość mężczyzny.

- ...bądź absolutnie pewny, że sprawię, iż sam przyjdziesz na kolanach pod same moje drzwi, błagając o śmierć. Mam szczerą nadzieję, że mnie zrozumiałeś.

Tak, bohater miał już możliwość przekonania się, iż plotki o mocy magicznej tej kobiety, która tak dyskretnie, niczym prawdziwa dama, siedziała na brzegu jego łoża tortur nie były ani o jotę przesadzone. Jeżeli mówiła, że może zadać mu ból, cierpienie a może nawet śmierć tylko przy pomocy jego włosów, z pewnością wiedziała, że nie są to groźby rzucone na wiatr. Z drugiej jednak strony sama również podkreślała słaby punkt więzi łączącej Kaerila z Cichą Pieśnią. Gdyby bowiem tylko kiedyś, kiedyś, być w stanie położyć dłonie na owym niepozornym kosmyku...

Stuknięcie metalu i chlupot wody. Blisko, bardzo blisko, tuż przy jego głowie.

Matrona włożyła ręce do misy, szepcząc niezrozumiałe słowa. Kilka sekund później zabłysły one łagodnym, ciepłym, nieomal matczynym, błękitnym blaskiem. Twarz Matrony wciąż jednak nie zdradzały żadnego przebłysku emocji czy wyrazu. Torturowała go i leczyła równie obojętnie. Kaeril i jego życie nie znaczyły dla niej zupełnie nic. Jedynie to, czego mógł kiedyś dokonać mogło się dla niej liczyć w stopniu wystarczającym, by podjąć takie a nie inne akcje. Jej świecące błękitem dłonie dotknęły jego ciała i w tej samej chwili działać zaczęła magia. W pierwszej chwili poczuł ukłucie bólu i drgnął odruchowo w beznadziejnej próbie obrony. To była jednak tylko sekunda. Jego złącza nerwowe, brutalnie rozszarpane na strzępy zaczęły się regenerować i na nowo odbierać poprawne sygnały z całego ciała, w tym wypadku ból, wspomnienie przeżytych tortur. Bardzo szybko jednak uczucie to znikło, przytępione przez bardzo przyjemne mrowienie dochodzące z nóg. Gangrena cofała się. Odzyskiwał czucie stóp. Wciąż miał wrażenie, iż są one potwornie ścierpnięte, nie mógł poruszać pojedynczymi palcami, ale czuł swoje stopy. Było to niesamowite wrażenie, o którym już nieomal zapomniał jak bardzo potrafi być przyjemne. Suchość i tępota w gardle przeminęły. Serce zaczęło bić żywiej, pompując krew do organów, które jeszcze nie tak dawno zdawały się nie funkcjonować. Świat zupełnie już zakończył wirować przed jego obolałymi oczami. Wszystko powoli nabierało barw i jasności.

- Jeszcze.

Blask skończył się. Miskę zabrano. Kroki zastukały na kamiennej posadzce. Drowka udała się po więcej wody. Najwyraźniej owa musiała być czysta, gdyż nie zaczerpnęła ona jej po prostu z tutejszego, brudnego wiaderka, którym chlustano czasami w twarz tych spośród więźniów których świadomość w przypływie łaskawości postanowiła opuścić. Lub w którym czasami ich podtapiano.

- Odzyskasz zwoje. Zabijesz Beriona jeżeli tylko będzie to możliwe. Kobieta, Busajna, również zginie. Priorytetem zawsze jednak będą zwoje. Odzyskasz swoje włosy, będziesz wolny oraz opuścić na zawsze miasto, jeżeli te warunki zostaną spełnione - głos Matrony był cichy i rozbrzmiał dopiero gdy upewniła się, że drzwi za drugą z kobiet posłaną po wodę zamknęły się - moja córka pójdzie z tobą, będziesz podlegał bezpośrednio jej i wykonasz każde jej życzenie, zrozumiałeś?
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-01, 10:38   

Kaeril pozwolił sobie przez chwilę zbagatelizować groźby drowki, ciesząc się odzyskanym zdrowiem. Napiął każdy świadomy mięsień, żeby zaraz go rozluźnić. Poruszył głową, żeby rozluźnić kark. I poleżał sobie jeszcze w bezruchu, ciesząc się każdą czutą kończyną i każdą chwilą jasności umysłu. Przez chwilę miał wrażenie, że na jego twarzy mimowolnie pojawił się, szczery o zgrozo, uśmiech, więc szybko opamiętał się.

- Będzie mi towarzyszyła przez całe... zadanie? - zapytał drow, będąc zaniepokojony obecnością córki Myrany. Z jednej strony jeżeli odziedziczyła choć połowę mocy to Matronie mogła by się okazać nieocenioną pomocą. Ale jeśli będzie córeczką mamusi, rządzić się zbytnio, przeszkadzać Kaerilowi w osiągnięciu celu... Jeśli będzie mu służyć za szefa, nie za choć pewnego rodzaju wsparcie... Ah, najgorzej było by, gdyby nie zaznajomiona z innym życiem, niż studia magiczne przeszkodziła mu w najgorszym momencie. Cóż, Kaeril jak zwykle za dużo myślał. Niezależnie od odpowiedzi Matrony, chyba, że zadała jakieś pytanie, albo wyraźnie nie pasowało by to do słów drowki, odpowiedział - rozumiem.

Nie próbował się jeszcze podnosić, skoro Matrona poprosiła o więcej wody. Jego początkowa ulga mogła go tylko zaślepić, nagłe poderwanie ciała mogło mu poważnie zaszkodzić. Miał jednak jeszcze parę pytań. Zaczął od jednego.

- Czy Dom Cichej Pieśni zapewni mi jakieś... środki, potrzebne mi do wykonania zadania?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-01, 19:50   

Gdy skończył formułować swoje drugie pytanie drzwi ponownie zaskrzypiały, otwierane. Ze stuknięciem przy jego głowie spoczęła miska, tym razem ponownie napełniona. Dłonie Matki znowu znalazły się w niej, by po chwili zalśnić błękitnym blaskiem. Drowka jednak nie odezwała się ani słowem, jak gdyby rozmowa nigdy nie miała miejsca. Po paru chwilach magia była zakończona. Bohater wciąż co prawda czuł się obolały i zmęczony, ale wszystkie najważniejsze rany jakie odniósł w ciągu ostatnich sześciu dni zostały wyleczone. Wciąż dotkliwie bolały go plecy, bezlitośnie wytłuczone drewnianą lagą przez obu katów, ale i tak zdawało się to obecnie niczym w porównaniu z bólem, który przeżył.

- Dość. Tyle będzie musiało wystarczyć.

Matrona wstała, delikatnym gestem poprawiając ściśle przylegającą do jej idealnej figury suknię, otrzepując ją z nieistniejącego brudu.

- Zajmij się resztą - rzekła do drugiej z drowek.

Następnie, bez słowa, skierowała się ku wyjściu. Jej rola tutaj została zakończona.

Kaeril poczuł dotyk w okolicy dłoni. Zabrzęczały metalicznie klucze.

- Uczyń jeden ruch, który mi się nie spodoba, a ugotuję ci gałki oczne samą siłą woli, zrozumiałeś?

Wykrywaczka Kłamstw, nie znana Kaerilowi z imienia również starała się brzmieć równie bezlitośnie i nieustępliwie, co matka. Na jej nieszczęście jednak, pomimo prób, z ideałem który właśnie opuścił komnatę równać się nie mogła. O ile groźby Matki należało brać bardzo na poważnie, groźby w wykonaniu córki nie zrobiły na wojownikowi większego wrażenia. Choć nadal musiał on brać pod uwagę, iż jego włosy wciąż znajdowały się w posiadaniu Myrany. A wraz z nimi - jego życie.

- Dostaniesz jeść i ubranie.

Szczęk. Jego dłonie były wolne. Zdrętwiałe. Obolałe. Ale wolne. Drowka podeszła do jego nóg. Była niska, niższa od niego i od swojej matki. W jej urodzie dało się dostrzec odziedziczone cechy matczyne, ale jednocześnie wyraźną domieszkę obcej krwi ojca. Drowka była ładna, to prawda, ale nie jakoś bardziej niż szereg innych przedstawicielek rasy. Z pewnością większą część życia musiała spędzić starając się dorównać żywej legendzie rodzica, co w społeczeństwie takim jak to nie było łatwym. Jej smukłe dłonie zaczęły zmagać się z kajdanami na kostkach.

- Gdy zjesz, ruszymy z powrotem do miasta. Berion ma nad nami wiele dni przewagi, niełatwo będzie go odnaleźć. Mamy jednak pierwsze tropy. Pójdziesz ze mną i głównie zajęty będziesz trzymaniem mordy na kłódkę, oraz płatania mieczem tych, których wskażę, czy to jasne?

Po sekundzie również jego nogi były wolne.

- Wstawaj - drowka wydała mu komendę, jak psu - i idź za mną.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-02, 13:26   

"Kurwa, wiedziałem" pomyślał Kaeril, ledwo powstrzymując się, by powiedzieć to na głos. Miał tylko nadzieję, że córka Matrony okaże się lepiej obeznana w sprawach życia miasta niż się tego spodziewał. Ba, dobrze by było, gdyby okazała się lepiej obeznana niż sam Kaeril. Nie podobało się mu natomiast to, czego oczekiwała od niego. Chyba nie o to chodziło Matronie, kiedy mówiła o "wykorzystaniu potencjału". Jednak rozkaz Myrany wiązał. Groźba jej córki niekoniecznie, jednak drow postanowił wziąć ją choć w połowie na poważnie, jeśli drowka odziedziczyła choć połowę mocy.

Zaraz gdy tylko jego nogi zostały uwolnione z metalowych okuć Kaeril przeciągnął się, by pobudzić krążenie i pozbyć się odrętwienia. Zaraz, gdy tylko odzyskał jako tako czucie skręcił biodra w przeciwną stronę, niż stała córka, Matrony, wygiął się w plecach, odginając brzuch do góry i podłożył ręce za plecy obok głowy z łokciami do góry. Zaraz wtedy zmienił szybko wygięcie kręgosłupa, wyrzucił nogi do góry i wyprostował ręce, by wylądować nogami obok stołu. W połowie tego manewru drow zażyczył tylko sobie, żeby nie zajebać łbem o stół.

Po tej, udanej bądź nie, próbie odzyskanego zdrowia i sprawności błędnika drow posłusznie ruszył za kobietą. Nie odezwał się jeszcze ani słowem, czekając na pełne wykształtowanie się jej obrazu w głowie Kaerila. Miał nadzieję na udane zmienienie jej nastawienia, jednak jeśli to była ta sama drowka, która była podczas wszystkich przesłuchań... szanse były mierne. Jednak jedno słowo zapadło mu w pamięci, i chodziło po głowie, kiedy szedł na drowką.

"Jedzenie."
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-02, 22:24   

Jego ciało było obolałe i zdrętwiałe, wciąż słabe i nieposłuszne. Mimo to, akcja, którą zaplanował, udała się. Jego plecy wygięły się, a mięśnie ud i przedramion naprężyły w nagłym, pierwszym od wielu dni, wysiłku. Po sekundzie Kaeril był już na nogach. Bok bolał go wciąż niemiłosiernie, podobnie jak łydki. Drow momentalnie poczuł, iż mimo magicznego naprawienia swojego ciała, będzie musiał je przez czas jakiś oszczędzać. Magia mimo wszystko nie była źródłem cudów. Naprawiła, co mogła naprawić, ale reszta należała już do jego organizmu.

Kaeril udał się w głąb siedziby Cichej Pieśni za swoją przewodniczką, panią, oraz oprawczynią. Drowka prowadziła go w górę, po schodach prowadzących z lochów do mieszkalnej części dworku. Teraz dopiero dało się odczuć jak wielkim był ten budynek i jak pełnym skrajnych sprzeczności. Lochy zawarte w nim wyglądały jak wyjęte z najgorszych orczych kazamatów. Z kolei wyższe piętra budowli wyglądały jak wyjęte wprost ze szlacheckiej dzielnicy gdzieś w centrum Lar'dudanwall, stolicy Srebrnych Lasów. Misternie zdobione, pełne polerowanego drewna i marmuru, obrazów, płaskorzeźb, oraz ogromnych okien z rytego szkła. Wszystko było tu czyste, śliczne i delikatne, jak gdyby miał je rozwiać pierwszy mocniejszy podmuch wiatru.

Po kilku chwilach marszu dotarli do kuchni.

- Podać mu coś, szybko.

W sporym pomieszczeniu, pełnym pary, brzęku porcelan i zapachu gotowanych zup, pieczonych mięs i krojonych warzyw kręciła się trójka elfów, ani chybi sług lub wręcz niewolników. Drowka gestem kazała Kaerilowi usiąść gdzieś przy malutkim stoliku. Bohater wiedział doskonale, iż pomimo pozornej troski o jego żołądek w istocie cała sytuacja była wymierzonym w niego policzkiem. Nie zaprowadzono go do żadnego z pomieszczeń mieszkalnych, tylko kazano mu jeść w kuchni, jak słudze. Była to gorzka pigułka dla jego dumy. Zawsze jednak zdecydowanie milsza, niż łamanie piszczeli młotem dwuręcznym. W porównaniu z jego ostatnią sytuacją, było nie było, awansował niewspółmiernie.

Chwilę później na stole przed nim pojawiła się gęsta zupa, przypominająca konsystencją żurek, z pływającymi w niej kawałkami mięsa, oraz kilka pajd grubo krojonego pieczywa.

- Jedz i zbieramy się dalej - ponagliła drowka.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-03, 09:59   

Udana akrobacja jeszcze samopoczucie Kaerila, niezależnie od bólu w boku. Miał jednak wrażenie, że za chwilę humor mu się pogorszy.

Piękno wyższych pięter Domu Cichej Pieśni poraziło go tylko różnicą, pomiędzy nimi a lochami. Nie znał się na architekturze, zupełnie nie wiedział co ktoś widzi w drewnie droższym lepszego niż tańszym. Chyba, że było bardziej wytrzymałe, ale ciężko było mu w to uwierzyć. Szlachcice i bogacze mieli na prawdę dziwne zwyczaje wydawać pieniądze na zupełnie nie potrzebne rzeczy. Faktem jednak było, że bogactwo biło to zewsząd. Może o to właśnie chodziło? Nie o to, że jest to ładne, tylko, że widać włożone w to pieniądze? Z pewnością Kaeril był w stanie wymyślić parę sposobów na inne oddanie bogactwa i potęgi poprzez rzeczy w domu. Zamiast polerowanego drewna wiszące na ścianach pierwszorzędne klingi chociażby.

Kaeril przełknął tę gorzką pigułkę bez skrzywienia i popity. W ludzkim świecie próbowali zniszczyć jego dumę na wiele sposobów, a i w Puszczy nigdy nie był na wysokim stanowisku. Z każdej obrazy było jeszcze wyjście obronną ręką, a w tej chwili drowowi wystarczyło, że się nażre. Wiedział jednak, że jego żołądek może być w tej chwili nieco wrażliwszy, więc dziękował w duchu za zupę, która miast dobrego mięsa miała pewnie być kolejnym upokorzeniem.

Drow rozsiadł się za pokazanym mu stolikiem jak najwygodniej tylko potrafił. Nie dbał o żadne maniery, a wręcz przeciwnie, z łokciami szeroko opartymi na stole zajadał się zupą, zaczynając powoli, żeby nie zwrócić pożywienia.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-04, 16:34   

Zupa była właśnie tym, czego obecnie potrzebował. Była ciepła, ale nie gorąca. Na tyle, by rozgrzewać jego potwornie wyziębione wnętrzności i parować, ale jednocześnie nie parzyć języka i podniebienia. Idealnie wygotowane mięso nie wymagało gryzienia, co również z ulgą powitały jego obolałe od zaciskania z bólu mięśnie szczęk. Ogólnie, zamierzenie czy też nie, ktoś sprawił mu mile widzianą przyjemność tym pierwszym od wielu dni ciepłym posiłkiem. Gdzieś ponad jego głową drowka prychnęła gniewnie, wyraźnie niezadowolona z jego powolnego, skrajnie niekulturalnego jedzenia. Póki co jednak najwyraźniej postanowiła torturowanemu dać nieco forów. Nie wrzasnęła na niego, nie wybiła mu z dłoni miski z zupą, nie wypaliła oczu, jak to zapowiedziała, że zrobi. A mogła. Kaeril nie mógł wręcz wyjść z podziwu jak w ciągu ostatnich minut jego sytuacja w tym miejscu uległa diametralnej poprawie.

- Już?

Owszem, posiłek został zakończony, a przyjemne ciepło wypełniało go całkowicie, promieniując radośnie od żołądka aż ku najbardziej odległym czubkom palców. Do pełni szczęścia jeszcze sporo może brakowało, ale był to już poprawny początek.

- Za mną.

Drowka, nie oglądając się za siebie, znowu ruszyła w stronę kolejnych pomieszczeń.

- Gdy cię pojmaliśmy, miałeś przy sobie miecz półtoraręczny. Tą bronią też zabiłeś Tirimona. Specjalizujesz się właśnie w tym, czy nie ma znaczenia, co dostaniesz do rąk?

Po pytaniu można było się domyślić, iż z przyczyn mu nieznanych jego oryginalny ekwipunek został najwyraźniej stracony bezpowrotnie, skoro mowa została zaczęta o ekwipunku nowym.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-04, 19:58   

Kaeril westchnął w myślach, nie myśląc o poprawie jego stanu. Bo on się nie poprawił. Nie miał z czego. Od momentu zjedzenia tego posiłku tamten tydzień tortur nie miał miejsca. Drow został złapany w karczmie, następnie Matrona zabrała jego włosy i kazała mu wykonać zadanie. Nie było nic pomiędzy. Przynajmniej na razie.

Ruszył posłusznie za córką Matrony, odzywając się dopiero po zadanym pytaniu.

- Tirimonowi poderżnąłem po prostu gardło sztyletem... ale najlepiej radzę sobie półtorakiem - stwierdził tylko, w pierwszej części zdania nie znalazło się ani trochę przechwałki. No dobra, może troszkę. - Jeżeli nie sprawi to problemu moim życzeniem było by otrzymać również krótkie ostrze.

Kaerila zastanowiło trochę co stało się z jego ekwipunkiem. Szkoda mu było jego rzeczy. Dostanie co prawda nowe, ale co własne to własne. Miał tylko nadzieję, że wśród zbiorów Cichej Pieśni znajdują się same przednie klingi. Jedna rzecz tylko nurtowała go, co do jego ekwipunku. Mianowicie, co do cholery napisane było na tym kawałku papieru?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-06, 15:17   

Znowu schodzili po schodach w dół. Tym razem, wszelako, po drugiej stronie budynku, tak też podziemia w których się znaleźli nie były już ponurym, wilgotnym lochem, a schludnym i czystym korytarzem zakończonym potężnymi kratami. Brzęknęły klucze. Jego przewodniczka, chwilę gmerając przy dwu solidnych zamkach zadbała o to, by dalsza droga stanęła otworem.

- Zobaczymy - odpowiedziała lapidarnie.

Przez chwilę kobieta mierzyła go wzrokiem, po czym odwróciła się i gestem dłoni dała mu do zrozumienia, iż życzy sobie, by dalej za nią podążał. Zeszli niżej, po krętych, spiralnych schodach, wpadając w kolejny korytarz. Był on doskonale oświetlony, malutkie lampy wisiały na ścianie w odstępach około pięciu metrowych. Po drodze mijali cały szereg drewnianych, wzmacnianych żelastwem drzwi. Kolejna blokada z ciężkich, grubych krat i kolejny brzęk kluczy. Nasilający się, rytmiczny odgłos uderzania stali o stal rósł z każdym pokonywanym przez nich krokiem.

Wreszcie marsz dobiegł końca. Drowka otworzyła jedne z drewnianych drzwi, a fala ciepłego powietrza natychmiast owionęła ich, tańcząc we włosach i ogrzewając przyzwyczajoną już do zimnych podziemi skórę.

Za drzwiami znajdowała się zaś najprawdziwsza kuźnia. Ukryto ją niezwykle sprytnie tak, iż w całym budynku nie było nawet śladu który mógłby naprowadzić potencjalnego gościa na fakt, iż kilkadziesiąt metrów niżej produkuje się broń i pancerze. Znajdowały się tu dwa piece grzewcze, szereg mniejszych odlewni, gigantyczne, pracujące miechy, jak również kilka kowadeł, stołów z narzędziami i potężnych makiet z planami. Obecnie pracowało tu niezbyt wiele osób. Gigantyczne miechy do jednego z pracujących pieców zasilały mięśnie dwójki orków. Kaeril nigdy nie widział podobnych istot. Orkowie ci nie byli zieloni, jakich z łatwością dało się napotkać w całym Imperium, gdzie wojownik już bywał. Ci byli szarzy, niscy i potężnie zbudowani. Na ich gołych od pasa w górę ciałach błyszczały kropelki gęstego potu. Poza nimi w kuźni znajdowali się dwaj krasnoludowie. Jeden z nich tłukł właśnie w rozgrzaną masę półpłynnego metalu na kowadle. Drugi, z okularami na malutkich oczach rysował coś właśnie przy pulpicie na rozłożonym przed nim pergaminem. Przy drzwiach, w progu, powitał ich pojedynczy strażnik, drow. Jego twarz również nosiła ślady potu i zmęczenia. Służbę tutaj traktować musiał zapewne na podobnym poziomie, co torturę.

- Wybierz sobie coś - drowka gestem wskazała jedną ze ścian pomieszczenia. Na drewnianej tablicy na nie do końca wbitych gwoździach wisiały różne egzemplarze broni - ja zobaczę, czy temu staremu prykowi będziemy mogli zająć chwilę.

Ton jej głosu uległ zmianie. Jej słowa z pewnością odnosiły się do jednego z dwóch pracujących karłów, lecz elfka nie wyrażała się o nim jak o niewolniku. Raczej jako przyjacielu, o ile słowo takie byłoby na miejscu w stosunku do drowa.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-06, 21:01   

Kaerila owszem, zdziwiła kuźnia w podziemiach, jak i cała jej zawartość. Nie wiedział jaki cel miało by w sobie ukrycie takiego pomieszczenia, nie licząc próby uwolnienia niewolników, bądź okradzenia Domu Cichej Pieśni. Jednak szukanie niewolników w podziemiach zdawało się oczywiste, podobnie głupim pomysłem był ten drugi - dużo lżejszych i cenniejszych rzeczy znajdowało się na pewno w tym gmachu. Może nisko położone źródło ciepła miało tylko ogrzewać dom? Ciekawiło go również pochodzenie ciemnoskórych orków, jednak nie załamywał się nad swoją niewiedzą, wiele w życiu jeszcze nie widział. Również ciekawym było co robią tu krasnoludy. Oczywiście byli, zgodnie z wiedzą elfa, jednymi z najlepszych, jeśli nie najlepszymi, kowalami Sorii, jednak... po tak potężnym domu spodziewał by się produkcji ostrz zaklętych potężną mroczną magią domu, nie efektów pracy karlich mistrzów. Cóż, niejedną rzeczą Cicha Pieśń miała pewnie jeszcze zaskoczyć Kaerila. Przecież to od zaskoczenia ich znajomość się zaczęła.

Drowowi nie trzeba było powtarzać drugi raz, by ruszył do oręża, znajdującego się w pomieszczeniu. Wiedział czego szukał, jednak to nie przeszkodziło mu w przyglądaniu się całej zebranej tu broni. Ciekawiło go, cóż tak potężny dom miał we swych zbiorach. Kaeril wypatrywał ostrza długiego na odległość taką, jak wysoko jego mostek znajdował się nad ziemią. Szukał broni w miarę lekkiej, ale też nie wyglądającej na zbyt kruchą. Dlatego widząc odpowiedni miecz nie wahał się wziąć go do ręki, zważyć w dłoni. Nie musiał być obosieczny, nie potrzebował szerokiej gardy. Gdy już znalazł to, czego szukał zabrał się za szukanie krótszej broni. Tu również był pewien co do swego wyboru. Słyszał, że mistrzowie walki dwoma orężami preferowali krótsze miecze, jednak ten oręż nie należał do jego specjalizacji. Szukał więc sztyletu, jednak długiego choć jak jego przedramię wraz z dłonią. Każdy znaleziony ważył również trzymając za rękojeść jak i kładąc ostrze płazem na otwartej dłoni, szukając jednocześnie nie zbyt lekkiego, ale w ręce leżącego lekko.

Oddając się tym poszukiwaniom całkowicie nie zastanawiał się czego jeszcze drowka mogła by chcieć od jednego z krasnoludów. Przez chwilę przeleciało mu przez myśl, że może dostał by jakiś oręż na zamówienie, lub do którejś z wybranych broni zastosował by jakiejś magii kuźnictwa... ale szybko o tym zapomniał, pochłonięty wyczuwaniem i oglądaniem żelaza, szukając tego doskonałego.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-08, 00:54   

Ogrzewanie całej rezydencji Cichej Pieśni ciepłem wytwarzanym nisko w podziemiach i w kuźni było dobrą ideą. Kaeril może nie posiadał nadzwyczajnej inteligencji i nie był w stanie odkryć wszystkich powodów stojących za takim a nie innym umiejscowieniem tego pomieszczenia, ale ciepło z pewnością należało do jednych z nich. Miedziane rury które można było dostrzec biegnące po ścianach w całej komnacie i wchodzące w strop tylko teorię tę zdawały się potwierdzać.

Miejsce w którym się znalazł drow nie było zbrojownią. Było zaledwie kuźnią. Tym samym, wybór jaki przed nim stanął nie był bardzo szerokim. Na drewnianej tablicy, tuż ponad stołem pełnym szerokiej maści dłut, rylców i młotków służących do delikatnej obróbki i zdobień stali znajdowała się zaledwie mała część dóbr które mogły być tutaj wytwarzane. W większości była to broń sieczna. Uwadze Kaerila nie umknęły ani liczne drobne ostrza, począwszy od prostych sztyletów, poprzez bardziej ozdobne modele, bliskie finalnym wykończeniom, aż po charakterystycznie zakrzywione kukri. Nie brakowało również mieczy. Od tych pospolitych, długich, poprzez dwa sejmitary, fantazyjnie zdobione, aż po trzy bastardy, miecze bękarcie, tudzież półtora-ręczne. Te ostatnie, znajdujące się w kręgu zainteresowań wojownika zwróciły nań jego uwagę swoim wykonaniem. Jeden z nich był ewidentnie ludzkiej roboty i czekał tutaj zapewne na elfie wykończenia. Pozostałe dwa były dziećmi tutejszej kuźni. Bez dokładnych, kilkugodzinnych treningów z każdą z broni bohater nie był pewnym tego, którą z nich należało wybrać, ani czy którakolwiek z nich zawierała w sobie choćby minimalną cząstkę magii, o co je podejrzewał. Niemniej jednak wszystkie sprawiały wrażenie wartych jego uwagi.

[...]Wiedza: Broń (lub pokrewna) = brak = automatyczna porażka testu

Gdzieś w drugim końcu sali drowka rozmawiała z jednym z krasnoludów. Czasami kątem oka Kaeril dostrzegał, iż pokazuje ona gestem jego osobę, wszelako, dźwięki panujące w kuźni skutecznie uniemożliwiały wyłapanie choćby jednego artykułowanego słowa.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group