A bad woman is the sort of woman a man never gets tired of.
— Oscar Wilde
Czerwień Twoich Ust
- kroniki Leraiena z rodu Isskelerth - wprowadzenie
Co ciekawe, to nie przytłumiony przez drewno zamkniętych drzwi kobiecy głos, lecz muskanie ciepłych promieni słońca po policzku było tym, co wyrwało go z lekkiego półsnu, w jakim był pogrążony.
- Paniczu?
Puk puk puk, szybko, delikatnie, nieomal na granicy słyszalności, uderzenia drobnej kobiecej dłoni o solidne, okute metalem drewno.
- Paniczu Letaien?
Krótką chwilę mężczyzna potrzebował, by zebrać rozbiegane, jeszcze senne myśli. Głos rozpoznał natychmiast, była to Maria, jedna z czwórki służących, poza stajennym, kucharką oraz kamerdynerem, którzy pracowali na dworku. Młoda, niebrzydka córka chłopska, która możliwość sprzątania szlacheckiego domu traktowała nieomal jak błogosławieństwo samych bogów, które pomogło jej wyrwać się z brudnego, zapijaczonego domu i miażdżąco ciężkiej harówki na roli w okolicznej wiosce. Letaien wiedział nie od dziś, iż dziewczynie bardzo się podobał, lecz Maria nie była gatunkiem pierwszej lepszej, która nigdy chłopa na oczy nie widziała. Lęk przed utratą pracy i surową ręką matki bohatera zawsze okazywał się najskuteczniejszym sposobem na opieranie się urokowi szlachcica.
Puk puk puk, odrobinę głośniej, bardziej zdecydowanie.
- Paniczu?
Leżał na swoim łóżku. Przez szybkę lekko uchylonego okna wpadały tu promienie przedpołudniowego słońca. Dzień, jak na Jullis przystało, zapowiadał się rozkosznie letni. Ze swojej pogrążonej w pościeli pozycji Letaien widział błękitne, bezchmurne niebo, oraz rozłożyste konary pobliskiej lipy. Gdzieś tuż pod oknem pluskała woda, ktoś prawdopodobnie robił pranie. Zupełnie już obudzony Letaien mógł rozejrzeć się po pokoju, który niespecjalnie zmienił się od chwili gdy kładł się w nim do snu. Nadal znajdowało się tu biurko i krzesło, usłane jakimiś książkami, ogromna, dwudrzwiowa szafa pełna ubrań, czy zamknięty na solidną kłódkę kufer pełen osobistych przedmiotów szlachcica.
Tylko pukanie przerywało pozornie idealny początek dnia. Letaien miał wrażenie, że było za tym pukaniem ukryte coś ważnego. Coś, o czym powinien był pamiętać, lecz, pomimo starań, nie potrafił.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Letaien chwilę jeszcze leżał na łóżku wpatrując się bez celu w drzewo i próbując zebrać skołatane myśli oraz przypomnieć wczorajszy dzień. Szczegółowiej rzecz ujmując wieczór, który niezbyt dobrze pamiętał po opróżnieniu jednej z wielu butelek wina.
"Jedna, druga, potem trochę piwa, a potem jeszcze ze dwie i ..., a właściwie chrzanić to." mamrotał do siebie w myślach, jego zdolności matematyczne były dzisiaj wyjątkowo mizerne za sprawą bólu głowy i niesamowitego pragnienia.
Wspierając się na łokciach podniósł się do pozycji siedzącej i rozczochrał swoje blond włosy, które po nocy odstawały we wszystkie strony i daleko im było do wyglądu, do którego młody chłopak wszystkich przyzwyczaił. Jego głowa obróciła się w stronę, z której dobiegał odgłos pukania, a wraz z nią wzrok, który wbił się w drewniane drzwi.
"Wejdź!" krzyknął, a jego głowa mocniej zapulsowała, po chwili namysłu jednak dodał trochę ciszej - "Albo nie, nie wchodź. Leć do kuchni, przynieś zimne piwo i dopiero wejdź."- szlachcic wyraźnie zadowolony ze swojego pomysłu z powrotem opadł na łóżko. Zupełnie nagi, przykryty jedynie do połowy kołdrą leżał, ponownie wpatrując się bezcelowo w gałęzie lipy. Czekał.
„Wejdź!" krzyknął, a jego głowa mocniej zapulsowała.
Klamka do drzwi, metalowy twór z fantazyjnie rytą końcówką pochyliła się ku dołowi wraz z towarzyszącym jej dźwiękiem przeskakujących zapadek. Pokojówka zdążyła leciutko uchylić drzwi, gdy już druga komenda szlachcica zatrzymała ją w połowie drogi.
"Albo nie, nie wchodź. Leć do kuchni, przynieś zimne piwo i dopiero wejdź."
- Proszę wybaczyć, paniczu…
W głosie Marii dźwięczały nutki niepewności, strachu oraz swoistej ulgi, jak gdyby dziewczyna była szczęśliwa, iż oszczędzono jej widoku półnagiego, przykrytego jedynie wokół pasa kołdrą Letaiena.
- Proszę wybaczyć, ale pańska matka kazała w sposób stanowczy poinformować panicza iż jest już godzina południowa, oraz że ma panicz natychmiast zejść do pokoju gościnnego na śniadanie i rozmowę. Pani Leliel już na panicza czeka.
Drzwi nie zamknęły się, Maria nie udała się o piwo. Wciąż stała tam, za cienką warstwą drewna i metalu, Letaien mógł oczyma wyobraźni dokładnie wyobrazić sobie jej smukłą, dziewczęcą sylwetkę ubraną w zgrzebny fartuch, lekko pochyloną ku przodowi, z ręką na klamce i zastygłą w oczekiwaniu na jego odpowiedź.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Młodzieniec nie odpowiedział, a przynajmniej tak mogło się wydawać dla kogoś kto patrzyłby z boku, w jego myślach jednak można było odnaleźć odpowiedź z jaką z chęcią odesłałby dziewczynę do swojej matki, która w tak brutalny sposób przerywa mu błogi odpoczynek po jakże wyczerpującym wieczorze. Nie odpowiedział, ponieważ wiedział, że jeśli Maria przekazałaby jego wiadomość zostałaby zwolniona, a tego nie chciał. Ciarki i obrzydzenie przeszły przez jego ciało na samą myśl, że zamiast młodej i powabnej dziewczyny mogłaby budzić go jakaś stara i pomarszczona baba. Zapewne nie odpowiedział również dlatego, że i dla niego samego konsekwencje tego czynu byłyby niezbyt miłe, o tym jednak w tym momencie nie myślał . Seria niewypowiedzianych bluzgów i przekleństw, polepszyła mu jednak samopoczucie na tyle, że postanowił wstać z łóżka, a być może udać się także na to "cholerne śniadanie". Podszedł do drzwi za którymi stała służąca, a następnie nie czując wstydu z powodu swojej nagości bezceremonialnie otworzył je.
-Dobra niech jej będzie..., zapomnij o piwie i przekaż mojej matce, że przyjdę na śniadanie jak tylko doprowadzę się do stanu używalności. Przedtem jednak bądź tak kochana i przygotuj mi kąpiel. - powiedział Letaien, a w międzyczasie jego wzrok z początku powędrował z góry na dół, a następnie zatrzymał się na wysokości oczu Marii.
Letaien wiedział doskonale, jak wygląda jego ciało nago. Pomimo bardzo smukłej i szczupłej budowy ciała nie był chudzielcem , a młodzieńcem poprawnie zbudowanym o dobrej kondycji, która gwarantowała, iż jego tors wyglądał jak wyrzeźbiony w marmurze. Dodawszy do tego widoku diabelnie przystojną twarz, zadbane włosy, delikatne dłonie, oraz równie atrakcyjne… inne, obecnie potężnie ukrwione i podniesione elementy ciała szlachcic wiedział znakomicie, iż potrafi zrobić wrażenie na kobietach. Nie inaczej było tym razem.
Czarnowłosa pokojówka, ubrana w roboczy uniform na który składała się brązowa, zgrzebna sukienka zapięta aż po szyję, biały fartuszek, oraz płaskie buciczki zapłonęła na twarzy żywym ogniem. Letaien dobrych kilka sekund mógł do woli rozkoszować się wyrazem bezbrzeżnego zakłopotania na buzi Marii, oraz widokiem jej niebieskich oczu, które w jednej chwili pożerały całe jego ciało, a w następnej wypatrywały czegoś niesamowicie ciekawego na podłodze tuż obok czubków jej butów. Dziewczyna z całą pewnością nie spodziewała się widoku, który znajdował się zaledwie wyciągnięcie ręki tuż przed nią.
- O-o-oczywiście, paniczu, już spieszę – jej głos tańczył, jąkając się, gubiąc wątek oraz opadając i podnosząc tony.
Maria nie czekała nawet sekundy na jego odpowiedź. Natychmiast odwróciła się na pięcie i szybko stukając podeszwami zbiegła z piętra rezydencji na parter, ani chybi ku łaźni. Jej pomalowana głęboką czerwienią rumieńca twarz nie odwróciła się ku niemu ani razu.
Jedynie żal z tak interesująco zapowiadającej się sytuacji, teraz fatalnie zaprzepaszczonej, pozostawał.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Letaien przez chwilę nie poruszył się z miejsca, a tylko z głupawym uśmiechem wpatrywał się w oddalającą się sylwetkę speszonej dziewczyny. Można powiedzieć, że był nawet trochę zadowolony z reakcji służki pomimo tego , że w jego wyobraźni niedawne zdarzenie przebiegało zupełnie inaczej, w końcu matka na niego czekała, a jak każdy doskonale wie matka jest tylko jedna . W głębi duszy wiedział przecież, że i tak będzie miał jeszcze niejedną okazję do pobycia z Marią sam na sam i tylko kwestią czasu jest to kiedy ta mu w końcu ulegnie. Złość i zdenerwowanie na rodzicielkę całkowicie przeszło, natomiast zaczął mu doskwierać lekki głód. Nie tracąc, więc czasu wrócił w okolice swojego łóżka i zaczął szukać czegoś do odziania lub zasłonienia intymnych części ciała, bo o ile dla Marii z chęcią pokazał się nago, to wolał oszczędzić tego widoku członkom swojej rodziny. Następnie rozmyślając zarówno o posiłku, który teraz z chęcią by zjadł jak i o temperamencie swojej niedoszłej jeszcze kochanki udał się w kierunku, w którym owa pobiegła.
Ubrania szlachcia z dnia wczorajszego znajdowały się tam, gdzie je rzucił rozbierając się do snu, czyli częściowo na krześle stojącym przed biurkiem, a częściowo na podłodze nieopodal. Wypity alkohol, choć dziś był jedynie szumiącym w uszach wspomnieniem, jeszcze kilka godzin temu rządził niepodzielnie zmysłami bohatera, z jego celnością i zręcznością na czele.
Niemniej jednak, tylko prostak i cham dwa razy założyłby tę samą bieliznę. Letaien wobec tego kroki swoje skierował ku szafie, skąd rychło wydobył i założył na siebie zarówno czystą bieliznę jak i gustownego kroju skórzane legginsy. Doskonale białą, wykrochmaloną koszulę wiązaną pod szyją czerwonym sznurkiem wziął do ręki, nie zakładając. Podobnie uczynił z butami, w których chodził po domu, wykonanymi z delikatnej, cielęcej skóry. Tak przygotowany młodzieniec mógł swobodnie i bez obaw o wywołanie matczynego gniewu lub lokalnego skandalu wyjść z pokoju.
Pokój bohatera mieścił się, podobnie jak pokoje braci, sypialnia rodziców oraz biblioteczka ojca, na piętrze rezydencji. Ku parterowi wiodły szerokie, podwójne schody z misternie rytymi balustradami, kończone głowniami w kształcie wilczych pysków, rodowego herbu rodziny Isskelerthów. Na parterze z kolei, poza ogromną salą dzienną, kuchnią, pomieszczeniami dla gości i służby znajdowały się również kolejne schody prowadzące ku piwnicom. Tam też zapewne udała się Maria, gdyż wspaniała łaźnia, czerpiąca wodę wprost z podziemnego źródełka bijącego gdzieś wiele metrów pod dworem, a jednocześnie duma i oczko w głowie rodziców znajdowała się właśnie tam. Dzięki znajomościom ojca Letaiena, łaźnię projektował najprawdziwszy krasnoludzki mechanik gdzieś ze stolicy. Karzeł z typowo karlą pomysłowością i sprytem nie tylko zamontował przy łaźni szereg skomplikowanych pomp, które same napełniały wodą wanny, a nawet mały basenik dla czwórki osób, ale również połączył szeregiem rur i rurek pompy z piecem drzewnym, zapewniającym ciepło całemu domowi. Tym samym, bez potrzeby rozpalania dodatkowego ognia w łaźni zawsze była ciepła woda. Letaien wiedział doskonale, iż łaźnia taka była czymś naprawdę zbytkowym i niesamowitym nawet jak na szlacheckie warunki. Wiedział również iż niejedna jego zabawa ze „znajomymi” potrafiła kończyć się właśnie tam, wśród dziewczęcego chichotu i kłębów pary.
Szlachcic, schodząc po schodach minął drzwi prowadzące do innych pomieszczeń piwnicznych – do schowka na butelki z winem, oraz do malutkiego spichlerza z suszonkami oraz przetworami domowymi, kierując się wprost ku łaźni. Ku jego rozczarowaniu Marii już tam nie było. Miast tego, basenik o wymiarach 3 na 3 metry oraz głębokości nieco ponad metra już bulgotał, napełniając się powoli przyjemnie parującą wodą ze wszystkich czterech błyszczących metalem kranów. Czysty, nienagannie złożony ręcznik oraz kostka mydła leżały na brzegu basenika. Kąpiel była gotowa.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Letaien podszedł do baseniku i spróbował wsadzić jedną nogę do wody. Zamierzał sprawdzić w ten sposób czy temperatura parującej cieczy nie jest za wysoka dla jego delikatnej skóry, gdy upewnił się, że kąpiel odbędzie się bez niepotrzebnych poparzeń zgrabnie wskoczył do basenu napełnionego wodą. Pomimo czekającej na niego rodzicielki dłuższą chwilę rozkoszował się przyjemnością jaką dawał relaks w ciepłej kąpieli, by w końcu mrucząc bliżej nieokreśloną piosenkę zaczął dokładnie myć całe swoje ciało. Po opłukaniu wodą wyszedł i wytarł się ręcznikiem, który następnie owinął wokół pasa tworząc przepaskę i zajął się pozbywaniem jakichkolwiek śladów zarostu z twarzy. Gdy był już umyty i ogolony ubrał się i ruszył na spotkanie matce, chociaż bardziej prawdopodobne było to, że obrany przez niego kierunek był spowodowany wymownym burczeniem w brzuchu.
Woda była dokładnie taka, jakiej należało oczekiwać po szlacheckiej kąpieli z samego ranka. Przyjemnie ciepła, doskonale świeża i przejrzysta, w sam raz nadawała się do beztroskiego leniuchowania, leżenia i po prostu odprężenia się. Rozkoszne ciepło natychmiast wypełniło całe działo młodzieńca, nie pozwalając skupić myśli na niczym konkretnym. Tak, kąpiel zdecydowanie była tym, czego Letaien potrzebował. Po dokładnym wyszorowaniu się, wytarciu, oraz nienagannym ogoleniu się, bohater był gotów do wszystkiego, co tylko ten dzień miał do postawienia przeciwko niemu.
- Letaien! Letaien! No gdzieżeś się podziewał?
Matka, wysoka kobieta o pogodnej, lecz zawsze zatroskanej twarzy czekała na niego w kuchni, tak jak było powiedziane. Obecnie sprawiała wrażenie pochmurnej i gniewnej czekaniem, lecz bohater wiedział doskonale, iż matka nie potrafiła nigdy gniewać się na niego dłużej niż kilka minut.
- Czy Maria cię nie obudziła? Już ja pokażę tej dziewusze, gdzie jest jej miejsce w tym domu! Ileż można na ciebie czekać, chłopcze?
W kuchni poza matką znajdowała się tylko Kara, stara kucharka żyjąca na dworze odkąd Letaien tylko sięgał pamięcią. Obecnie urabiała pomarszczonymi dłońmi pulchne ciasto na jakieś wypieki. Wszędzie wokoło aż duszno było od gotujących się różnych smakowitości w garnkach. Rzeczywiście, widok ten przypominał bohaterowi, iż sam nic on jeszcze nie jadł. Szczęśliwie, pieczywo, osełka masła, wędliny oraz dzbanek z winem znajdowały się wcale niedaleko. Widocznie służba, nauczona już porannymi zwyczajami szlachcica wiedziała, iż część śniadania należy zostawić na porę południową, gdy panicz postanowi zwlec się z łóżka. Letaien mógł dla wygody jeść tu, w kuchni, w pomieszczeniu dla służby. Mógł również udać się do pokoju dziennego, jak na szlachtę przystało.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Chłopak podszedł do rozzłoszczonej rodzicielki i pocałował ją w policzek.
- Dzień dobry matko, no nie złość się tak i daj spokój Marii bo ona wypełnia swoje obowiązki bez zarzutu. Dobrze wiesz, że poranna toaleta zajmuje mi trochę czasu, a przecież z szacunku do ciebie nie będę przychodził na śniadanie i rozmowę wyglądając jak pierwszy lepszy z plebsu.
Letaien kątem oka zerknął na apetycznie wyglądające jedzenie, przez co głód jeszcze bardziej dawał o sobie znać, jednak szlachecka krew wzięła w tej sytuacji górę nad jego prostackim zachowaniem i nie zamierzał rzucać się na strawę i żreć jak jakiś brudny, zawszony krasnolud w pierwszej lepszej karczmie, nie chciał również rozmawiać na ważne tematy przy służbie, a matka musiała mieć ważny powód, żeby tak wcześnie rano wyciągać go z jego wygodnego i ciepłego łóżka.
- Maria mówiła, że chciałaś ze mną o czymś porozmawiać, więc przejdźmy może lepiej do pokoju dziennego tam są lepsze warunki do konwersacji.
Następnie zwrócił się do krzątającej się z boku kucharki.
-Karo oderwij się na chwilę od swoich zajęć, a przygotuj i przynieś mi tam jakieś śniadanie.
Matka przewróciła wymownie oczami dając wyraz temu, iż doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że syn sobie owija ją wkoło palca jak tylko chce. Mimo to jej oblicze rozpogodziło się nieomal natychmiast.
- Dobrze już dobrze... - powiedziała - ale nie myśl sobie! Któregoś dnia naprawdę sobie z tą dziewczyną porozmawiam! Myślisz że nie wiem, jak ona na ciebie patrzy!
Letaien wraz z mamą udali się do pokoju dziennego. Chwilę później do stolika przy którym usiedli podeszła Kara, przynosząc późne śniadanie na czystej porcelanie. Pieczywo, osełka masła, wędlina oraz dzbanek z winem.
- Zapomniałeś!
Wyrzut matki nie pozwolił w spokoju rozpocząć posiłku.
- Letaien, zapomniałeś! Twój brat dziś przyjeżdża, wyprawiamy uroczystość, jak mogłeś zapomnieć!
Rzeczywiście, wczoraj tuż przed tym gdy rozpoczął wieczorną konsumpcję napojów wyskokowych mama *mogła* mu wspomnieć coś o powrocie Varaldasa z Dorienburga. Nareszcie, po nieomal czterech latach! Letaien miał trzech braci. Najmłodszym z rodzeństwa był on sam. Starszy od niego w kolejności był Hipoliss, niespełniony naukowiec marzący o karierze w Akademii Dorienburdzkiej, obecnie przebywający w domu i prowadzący na poddaszu swoje badania. Następnym był Warenor, artysta malarz, zajmujący się obecnie trwonieniem rodzinnych pieniędzy gdzieś z dala od domu i od którego już od dawna nie dostali nawet jednego listu. Najstarszym zaś był Varaldas, człowiek silnego charakteru i nieustępliwy w dążeniu do celu, który realizował ojcowskie marzenie kariery wojskowej. Obecnie, po raz pierwszy od ponad czterech lat wypuszczono go na przepustkę do domu ze szkoły oficerskiej z Dorienburga.
Rodzice planowali w związku z tym wyprawić dziś uroczyste przyjęcie. Letaien pamiętał iż mowa była o zaproszeniu nawet okolicznych szlacheckich rodów z córkami, ale... mówiąc szczerze, ani wczoraj przykładał do słów matki uwagę, ani był w stanie sobie je dziś przypomnieć.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Oj tam zaraz zapomniałem – powiedział z wyraźnym wyrzutem w głosie – po prostu z tego głodu wypadło mi to z pamięci. Nie obrazisz się więc jeżeli zacznę spożywać moje śniadanie. – Nie czekając na odpowiedź matki nalał wina do pucharu , i zaczął smarować pieczywo masłem.
- No tak braciszek Varaldas, wielki wojownik, zdobywca zamków i postrach wszystkich wrogów imperium w końcu wraca do domu – drwiąco oznajmił fakt, a następnie położył na przygotowane pieczywo wędlinę i ugryzł solidnego kęsa. – Tak w ogóle to na długo przyjeżdża? Ciekawe czy nasz artysta też raczy nas w końcu odwiedzić, byśmy mogli urządzić jeszcze większą imprezę. Dużo osób zaprosiliście? To o której zaczyna się przyjęcie? – zasypywał matkę pytaniami o szczegóły, chociaż jak się domyślał, już co najmniej raz mogła udzielić mu odpowiedzi na większość z nich . W przerwach zaś dalej konsumował swoje śniadanie popijając winem.
Śniadanie było tym, czego organizm Letaiena właśnie potrzebował. Na kaca nie ma to jak posiłek. O ile pierwsze kęsy jedzenia młodzieniec musiał w siebie odrobinę wmuszać, o tyle z każdym kolejnym kęsem szło mu to znacznie lepiej.
Matka pacnęła go w ramię delikatnie, z typowo matczynym wyrzutem.
- Wiesz dobrze co myślę o śmianiu się z kariery wojskowej brata - powiedziała - ani mi się waż przy ojcu znowu palnąć coś głupiego, Letaien!
Pokręciła głową z niezadowoleniem, jakby nie mając pojęcia ile będzie jeszcze w stanie wybaczać swojemu ukochanemu synowi jego wiecznego roztargnienia.
- Na miesiąc - odpowiedziała na lawinę pytań - od Warenora wiesz równie dobrze jak ja, że wieści nie mieliśmy żadnych już od dłuższego czasu. Znasz go - wzruszenie ramionami, wyrażające skrajną dezaprobatę - skończą mu się pieniądze, to sobie o nas przypomni...
Na pytanie o liczbę gości matka rozpromieniła się wyraźnie. Przyjęcie było tematem o którym mogła rozmawiać bez końca.
- Och, wiesz sam, że lista jest wciąż otwarta. Nie dostałam wciąż potwierdzenia od Morckocków z Łąki... poza tym sami znajomi. Znasz przecież rody Thuronów i Gydinów? Gościli u nas w poprzednie lato...
W tym miejscu matka bohatera odrobinę rozgadała się. Rozpoczęło się typowe u niej wypominanie różnych koligacji rodzinnych, historyjek rodowych oraz masy nietaktów, którzy kolejni członkowie rodzin szlacheckich mieli w zwyczaju popełniać w towarzystwie. W tym czasie bohater zdołał nieomal całkowicie rozprawić się z posiłkiem i zaspokoić poranny, kacowy głód.
- No i *oczywiście* na przyjęciu pojawią Olek i Ulieana z rodu Malesa, wraz z ich córką Katje - rzekła, zwiastując tonem głosu nieomylnie gwiazdy planowanego przyjęcia - mam nadzieję, że pojawią się punktualnie wieczorem. W południe zapowiadał się twój brat. Chciałabym, by wszystko zostało dopięte na ostatni guzik...
Ród Malesa... ród Malesa... Letaienowi nazwa ta nie była obca. Państwo Olek i Ulieana władali pobliskim dworkiem o wielkości porównywalnej do ich rodzinnego, oraz trzema wsiami bezpośrednio sąsiadującymi z majątkiem rodzinnym bohatera. W dawniejszych czasach pana Oleka, oraz ojca Letaiena, Neda, łączyły stosunku bardzo zażyłe. Ongi mawiano nawet, iż jedyne dziecko Oleka, Katje, zostanie "zachowana" właśnie dla Letaiena jako materiał na żonę i świetną partię. Najwyraźniej jednak plany rodziców pod tym względem uległy ostatnimi czasy zmianie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-Tak pamiętam Gydionów i Thunonów... - odpowiedział nie mając w rzeczywistości pojęcia, o których z licznych gości odwiedzających dworek mogło chodzić, nie chciał jednak by matka znów prawiła mu o jego nierozgarnięciu oraz o tym jak bardzo powinien zwracać uwagę na budowanie dobrych stosunków z innymi rodzinami szlacheckimi. Skończył swój posiłek i dalej przysłuchiwał się monologowi rodzicielki.
- Ród Malesa ? W sumie dawno ich u nas nie było... - bez większych emocji przyjął fakt o planowanym przybyciu zaprzyjaźnionego rodu, nie przejął się również tym, że matka nic nie wspominała o planowanym połączeniu rodów poprzez małżeństwo Letaiena i Katji, chociaż nigdy wcześniej nie przepuściła okazji, żeby mu o tym przypomnieć. Letaien był pewien, że jest zbyt podekscytowana przyjazdem swojego pierworodnego syna.
-Skoro Varaldas zapowiadał się w południe, to niedługo powinien się zjawić, chyba w tym jego całym wojsku punktualność to jedna z ważniejszych cech. Słyszałem, że wojsko potrafi zmieniać ludzi, a on tam siedzi już prawie cztery lata, ciekawe czy mocno się zmienił? - zastanawiająco spytał się matki, bawiąc się obecnie już pustym pucharem.
-A co do uroczystości to mam nadzieję, że nie planujecie tylko jednej skoro przyjeżdża aż na miesiąc. Myślę, że dwa lub trzy przyjęcia będą potrzebne minimum.
Matka energicznie przytaknęła słowom syna konkludującym jego wypowiedź.
- Dzisiejsze przyjęcie będzie jednak miało charakter wyjątkowy... rozumiesz.
Na czole mamy pojawiła się pozioma, głęboka bruzda, nieomylnie świadcząca o tym, iż kobieta stropiła się silnie, zastanawiając nad tym, co powinna teraz powiedzieć.
- Dziś wieczorem nie tylko powitamy twojego brata, Letaien – rzekła po chwili – jak zapewne wiesz, od pewnego czasu twój ojciec wyjeżdżał na wspólne polowania z lordem Olekiem Malesa.
Matka westchnęła, jej wzrok uciekł gdzieś na bok, jak gdyby była święcie przekonana, że tym, co teraz powie, serdecznie skrzywdzi swojego syna.
- Uważamy z ojcem że jest jeszcze zbyt wcześnie byś brał ślub, Letaien. Wspólnie postanowiliśmy, a lord Olek zdaje się naszą decyzję popierać, iż to Varaldas powinien związać się z Katje, a wraz z ich małżeństwem, nasze oba rody. Ich zaręczyny zamierzamy oznajmić właśnie dzisiejszego wieczoru.
Matka spojrzała wreszcie na Letaiena. W jej oczach szkliły się diamenty, zapowiedź niechybnie nadchodzącego płaczu.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Letaien oniemiały wpatrywał się w matkę, a puchar z winem, który trzymał bezwładnie wysunął się z jego dłoni.
-Hahahaha... - wybuchł nagłym śmiechem- Braciszek Varaldas się żeni, cóż za wspaniała nowina... - A zarazem dla innych tragiczna. Najpierw wybrał życie w koszarach pozbawione wygód, a teraz jeszcze nakładacie mu kolejne kajdany. Biedny Varaldas... - dodał w myślach rozbawiony zachowaniem matki.
-Teraz, więc z jeszcze większą niecierpliwością będę oczekiwać tego przyjęcia, nie mówiąc już o samym ślubie i weselu. A co o tym wszystkim sądzi nasz wojak? Wie w ogóle o waszych planach, czy chcecie mu zrobić jakże miłą niespodziankę? - Letaien wyobraził sobie minę brata gdyby dowiedział się o tej nowinie już na samym przyjęciu.
-Dobrze, skoro przyjęcie okazało się tak ważnym to lepiej pójdę się do niego przygotować. Pomimo, że nie ja będę gwiazdą wieczoru to nie wypada żeby brat przyszłego pana młodego wyglądał gorzej od niego. - Na twarzy szlachcica zarysował się szyderczy uśmiech, dobrze znał swojego brata i doskonale wiedział, że taka sytuacja mu nie grozi.
Szczęśliwie dla bohatera, krzesło, na którym siedział położone było tuż obok grubego, puchowego dywanu zaścielającego podłogę pokoju dziennego. Tylko ten fakt uchronił jego białą, czystą powierzchnię od skalania czerwonym winem. Twarz matki ściągnęła się w grymasie gniewu gdy tylko głośny stukot pucharu uderzającego o podłogę rozległ się w pomieszczeniu.
Bohater był pewien, że gdyby ktokolwiek ze służby rozlał w podobny sposób wino w rezydencji, reakcja matki byłaby zgoła inną. Kobieta natychmiast zawołała Marię. Służka pojawiła się, odwiecznym zwyczajem służek, cicho i niezauważenie, natychmiast zajmując się zebraniem resztek wina które wylały się z pucharu.
- Nie, nie będzie to dla niego niespodzianką, gdyż pisaliśmy już do siebie o tym – ton matki złagodniał.
Jak zwykle, była w stanie wybaczyć ukochanemu synowi niemalże wszystko.
- Varaldas nie zna dobrze Katje, z pewnością myśl o małżeństwie nie była dla niego łatwa. Niemniej jednak, dziewczyna jest młoda i bardzo piękna a twój brat ma głowę na karku. Wie, że na miłość przyjdzie jeszcze czas, zaś obecnie znacznie ważniejsze od niej jest zadbanie o przyszłość obu rodów.
Letaien wiedział o czym mówi jego rodzicielka. Katje była jedyną córką w rodzie Malesa. Po śmierci jej rodziców cały jej majątek stanie się w istocie rzeczy własnością jej męża. A ponieważ jest kobietą, jej dzieci będą nosiły przydomek Isskelerth. Państwo Malesa doskonale zdawali sobie z tego sprawę, lecz jak plotka gminna niosła, nie byli już w stanie płodzić większej ilości potomstwa. Wobec tego dla nich decyzja za kogo wydadzą swoją córkę była de facto decyzją o tym, kto przejmie po nich majątek. Dlatego niezwykle ważnym było, aby Varaldas wypadł tego wieczora jak najlepiej. Wszak to on, jako najstarszy z synów, miał również największe roszczenia do majątku rodziców. Z takiego mariażu ród Isskelerth mógł naprawdę wyłącznie skorzystać.
- O, dobry pomysł, Letaienie – powiedziała matka – Zrób coś pożytecznego i nie pałętaj się po domu gdy służba będzie tu sprzątać – jej spojrzenie wymownie zjechało w stronę czerwonej plamy na podłodze – postaraj się poczekać do wieczora i w razie potrzeby nieco odświeżyć swoje wiadomości na temat naszych gości, by nie palnąć czasem przy nich jakiegoś głupstwa. Twój brat przyjedzie wkrótce przed przyjęciem, na pewno każę cię wtedy zawołać.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Tak, dokładnie tak zrobię - jego wzrok również powędrował w miejsce, w które wpatrywała się jego matka, a na jego twarzy wyraźnie można było zauważyć uśmiech.
Młodzieniec wstał z fotela i wbrew swoim zapewnieniom udał się zobaczyć co też ciekawego dzieje się w posiadłości przed wielkim świętem.
W posiadłości zaś działo się wiele. Letaien opuściwszy matkę zostawił za sobą na stole pozostałości po śniadaniu. Kątem oka, wychodząc z salonu zobaczył, jak Maria, która ledwo skończyła ścierać plamę po winie, które rozlał, zabrała się również za sprzątanie i tej pozostałości po młodym paniczu. Bohater tymczasem udał się na swój mały rekonesans. Zgodnie z jego oczekiwaniami, najwięcej pracy miało miejsce w kuchni. Spore pomieszczenie, które na co dzień okazywało się aż za dużym do wykarmienia rodziny Isskelerthów, obecnie przeżywało prawdziwy najazd. Kosze ze świeżymi warzywami, pieczywo oraz najróżniejsze mięsa pokrywały każdy centymetr wolnej powierzchni. Służba szlachecka oraz kilkoro kobiet zatrudnionych szczególnie ze wsi do pomocy w przygotowaniach na tę okazję uwijało się jak w ukropie. Para buchała z kotłów. Nie było tutaj wiele do roboty dla bohatera. Poza tym, jego wciąż lekko zbyt ciężka głowa oraz żołądek buntowały się w nim na samą myśl o tak obfitym posiłku. Letaien opuścił kuchnię. Mógł jednak w każdej chwili doń wrócić, jeżeli miał tylko ochotę, dajmy na to, posłuchać różnych plotek o nadciągających gościach. Nic nie stanowiło tak znakomitego źródła informacji o szlachcie jak szereg pracujących przy garach kobiet, które zdawały się niewiadomym sposobem wiedzieć wszystko o wszystkich. W dalszej części dworku również działo się wiele. Służba, na czele z wszędobylską Marią kręciła się gdzie tylko można było spojrzeć. Ścierano kurze, polerowano podłogi, trzepano dywany, myto okna. Koniuszy na zewnątrz czesał piękne szlachetnej krwi ogiery przygotowując je na wypadek gdyby któryś z gości, miłośnik koni, postanowił je zobaczyć. Zwłaszcza potężny Wicher, duma ojca bohatera, z całą pewnością będzie obiektem licznych rozmów zbliżającego się wieczoru. Szczęk ostrzy sekatora zwiastował, iż matka zapłaciła również ogrodnikowi, który przychodził dwa razy w miesiącu, by uczynił dla niej wyjątek i upewnił się, że wszystkie krzewy w ogrodzie i pobliskim miniaturowym parku ze sztucznym oczkiem wodnym wyglądają tak, jak powinny. Ogółem, Letaien miał prawo z jednej strony poczuć się mocno niepotrzebnym. Z drugiej jednak, podobna praca nigdy nie należała do jego obowiązków, zaś cholernie przyjemnie było patrzeć, jak wszystko, co należy, jest wykonywane dla niego przez innych.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Chłopak jeszcze chwilę pokręcił się po dworku, przystając na dłużej przy koniuszym i ogrodniku, w końcu ostentacyjnie ziewając znudzony udał się do kuchni. Zamierzał dowiedzieć się czegoś więcej o gościach, którzy przybędą na przyjęcie.
Bohater uznał, że w pobliżu rezydencji nie ma dla niego nic ciekawego do zrobienia. Postanowił wobec tego pokręcić się jeszcze w pobliżu obserwując prace ogrodnika i koniuszego. Obaj mężczyźni na widok panicza reagowali podobnie – uprzejmym ukłonem oraz powrotem do własnych zajęć. Letaien po parunastu minutach skierował swoje kroki z powrotem do rezydencji. W kuchni tak jak ostatnim razem gdy się pojawił, wciąż wrzała praca. Dwie kucharki na widok młodego szlachcica również dygnęły głęboko, wracając do wałkowania masy na jakieś ciasto. Obie rozmawiały w trakcie pracy o wszystkim i o niczym.
Po może godzinie spędzonej w ich towarzystwie bohater usłyszał całą masę informacji. W większości były to najróżniejsze plotki i ploteczki towarzyskie o niewielkiej dla niego wartości i korzyści. Raczej nie było sensu koncentrować swojej uwagi na tym, w jakiej sukni jakaś pani była widziana pół roku temu na kolejnym nudnym balu. Uwagę bohatera przykuło dopiero gdy obie kucharki zaczęły plotkować na temat rodu Malesa. Podobno, jak wieść gminna niosła, nie dalej jak pół roku temu Katje, córka pana Oleka i pani Ulieany oraz prawdopodobnie przyszła żona Varaldasa zapadła na tajemniczą chorobę, ponoć niezwykle groźną, której żadni okoliczni medycy nie potrafili wyleczyć. Gorączkowała wiele dni, aż wreszcie choroba ustąpiła równie tajemniczo, jak się pojawiła. Było to dziwne, matka nigdy nie wspominała iż Katje ma problemy zdrowotne. Podobno, a przynajmniej według usłyszanych plotek, Katje potrafi być prawdziwą damą oraz bardzo surową panią dla swojej służby. Kucharki wypowiadały się o rodzie Malesa w sposób odrobinę pogardliwy. Według nich ród ten nie był „czystej krwi” szlacheckim. Według nich Olek Malesa, ojciec rodu, przed laty dorobił się majątku i tytułu szlacheckiego na poszukiwaniu przygód. Tytuł otrzymał za swoje zasługi z lat gdy łatwiej było go zobaczyć na Szlaku z mieczem w dłoni niż na uroczystych balach.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Letaien uważnie przysłuchiwał się rozmowie kucharek, w końcu jednak zapamiętawszy usłyszane informacje o rodzinie Malesa i znudzony dalszymi plotkami postanowił przygotować się do przyjęcia organizowanego przez jego rodzinę. Przez chwilę miał ochotę udać się do schowka na butelki z winem i wybrać sobie którąś z nich lub wysłać po nią służącą, lecz po namyśle zrezygnował z tego pomysłu i zamiast tego napił się zwykłej wody. Nie mógł przecież upić się jeszcze przed rozpoczęciem takiej uroczystości. Nie mając nic do roboty udał się, więc do swojego pokoju dobrać odpowiedni strój na taką okazję i odespać niemiłe "poranne" wybudzenie, póki miał taką możliwość.
Bohater wciąż czuł się dość ciężko po wczorajszym piciu. Ostatecznie, po lekkim posiłku, kubku wody oraz wysłuchaniu wszystkich okolicznych plotek uznał, że najlepiej dla niego, jego głowy oraz jego bezpośredniego otoczenia będzie, jak najzwyczajniej w świecie położy się spać.
* * *
- Paniczu? Paniczu?
Bohatera dotknęło nagłe uczucie deja vu. Znowu leżał na swoim łóżku. Znowu budziło go pukanie do drzwi i kobiecy głos służby. Nie miał pojęcia jak długo spał. Wiedział jednak, że była to dobra decyzja. Czuł się znacznie lepiej. Ciężar z głowy został magicznym sposobem zdjęty a cały świat wokoło zdawał się być jakby jaśniejszy i bardziej sympatyczny. Słońce nie świeciło już jasno mu przez okna pomieszczenia. Powoli musiało zbierać się już ku wieczorowi.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Zaczekaj chwilę - odpowiedział Letaien, myśląc trzeźwiej niż po pierwszym wybudzeniu i mając w pamięci poranną wpadkę. Zaczął ubierać się w przygotowane uprzednio ubranie. Gdy w końcu odzienie zakryło dolną połowę jego ciała ponownie się odezwał.
-Wejdź proszę, słucham? - zastanawiał się ile czasu pozostało jeszcze do przyjęcia i czy pierwsi goście już zaczęli się zjawiać.
Maria, gdyż to ona ponownie tego dnia budziła Letaiena, odczekała dobrych kilka chwil przed wejściem do pokoju. Najwyraźniej dobrze pamiętała sposób, w jaki powitał ją kilka godzin temu młody panicz i wolała oszczędzić sobie zbędnego zażenowania kolejną seksualną konfrontacją. Ku wyraźniej uldze dziewczyny, bohater zdołał jednak założyć na siebie spodnie przed jej wejściem do pomieszczenia.
- Przysyła mnie pańska matka – powiedziała, dygając grzecznie.
W dłoniach trzymała naręcze ubrań. Idealnie złożone, czyste i wyprasowane, nieomal roztaczały wokół siebie aurę mistycznej wręcz doskonałości i świeżości.
- Kazała mi przyjść, obudzić pana i zostawić pański ubiór na wieczór. Pana matce zależało, by założył właśnie to. Pańscy bracia mają zostać ubrani odpowiednio.
Letaiena nie dziwiła decyzja mamy. Kobieta, jak na szlachciankę przystało, miała fioła na punkcie urządzania przyjęć, symetrii oraz kolorystyki. Jeżeli postanowiła, że jej synowie ubrani będą jedynie w słomiane, chłopskie kapelusze, to na wszystkie demony i diabły, tak właśnie będzie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum