TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2011-12-29, 23:51
Gdzie kryje się Zły
Autor Wiadomość
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-06-19, 16:15   

Odwrócił się pierwszy raz na chwilę, traktując to, co mówił buszmen za mało wyrafinowany żarcik, taki akurat na jego zdziczałym poziomie, taki akuratny do sytuacji. Odwrócił się spowrotem, dalej obserwując teren. Dopiero po chwili doszła do niego informacja, że to jednak nie był żart, ale całkiem słuszne, i co więcej, prawdziwe spostrzeżenie na temat stanu zdrowia wiedźmy.
-Co do...?
-Ale jak...?
-Anhur, możesz mi to jakoś wytłumaczyć?

Jednak baba ma klasę, dać się zabić i przezyć, to dopiero niezła sztuczka, trzeba by o tym coś napisać...
Wsunął rapier na właściwie mu miejsce spoczynku i podbiegł do przybitej do sciany Dahlii.
-To ja może ją chwycę i będę trzymał, a ty wyciągniesz z niej to coś, może być?
Chyba musiało, bo chwycił Dahlię ile sił w rękach i bardzo delikatnie ją uniósł. Tylko odrobinkę, żeby nie upadła na ziemie przy wyciąganiu tego czegoś.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-06-19, 16:35   

Bartz, w prawdziwie męskim odruchu, przede wszystkim pomyślał o dobru śmiertelnie rannej, acz nad wyraz rozmownej kobiety. Błyskawicznie znalazł się przy drzwiach, mijając swego towarzysza i orientując się w sytuacji. Dłonie barda ostatecznie, po krótkim namyśle, chwyciły staruszkę pod ramiona tak, by w momencie wyjęcia włóczni z drzwi, ciało znalazło oparcie w osobie Bartza i nie spadło bezwładnie na ziemię.

- Bartz, jak mniemam? - wiedźma z trudem wycharczała jego imię.

Strzaskany splot słoneczny i pogruchotane żebra z całą pewnością uczyniły z jej płuc coś na kształt surowego befsztyka, gotowego w każdej chwili do podania na stole wytwornego szlachcica z wysokiego, demonicznego rodu. Niemożliwym było, by w obecnej sytuacji i pozycji kobieta mogła oddychać, że o wydawaniu z siebie artykułowanej mocy nie wspominając.

- Wybacz, mój drogi, że poznajemy się w takich okolicznościach - ciężko szepnęła wiedźma.

Anhur widział, jak kobieta z trudem łapie każdy kolejny łyk powietrza. Cały ciężar jej ciała spoczywał na drzewcu włóczni. Faktycznie jednak, jeżeli Bartz okaże się wystarczająco silny, to broń będzie można wyciągnąć z drzwi. Te, z tego, co Anhur pamiętał, były wyjątkowo stare i dość cienkie, toteż nie powinno nastręczać to szczególnych problemów. Problemy zaczną się dopiero w chwili, gdy okaże się, iż grot włóczni jest innego kształtu, niż standardowego pióra. Słowem, czy ma, czy też nie ma - zadziorów.

- Spokojnie, chłopcy, trzeba czegoś więcej, niż dwumetrowy kij, by zabić starą Dhalię...

Gdyby nie mówiła tych słów, przybita do własnej chatki gigantycznym oszczepem, może zabrzmiałoby to nawet przekonująco.
 
 
     
Anhur 
Łowca Skarbów



Wiek: 35
Dołączył: 27 Lis 2006
Posty: 448
Skąd: Undus
Wysłany: 2010-06-19, 18:50   

"Nie ma co silną wolę przeżycia ma." Był pełen podziwu dla wytrzymałości staruszki. "Oby udało się wyjąć to bez przeszkód."
-dobra, no to wyciągamy na trzy- powiedział do Bartza, wziął głębszy oddech po czym zaczął odliczanie.
-Raz, dwa, trzyy...!- Po czym z całych sił spróbował wyjąć drzewce, modląc się w duchu, by okazało się, że ta broń nie posiada niebezpiecznych dodatków.
_________________
Ukryte Tajemnice przeszłości , zapomniana Łaska i misja do spełnienia, tak wygląda moje dotychczasowe życie.
Anhur, dziedzic Alaira
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-06-19, 19:23   

-Ależ oczywiście, Najwspanialszy Ministrel Sorii, Bartz Krauser do usług. Do pomocy przy wyciągnięciu pala z wiedźmy też. Ale to okazyjnie.
Urzekający Uśmiech Numer Trzy Na Potrzeby Urzekania Ludzi, Do Których Ma Się Interes.
Bezbłędnie niezawodny, bo tak.
(Przecież nie może być taka ciężka, nawet takiej możliwości nie ma.)
RAZ...
DWA...
TRZY!

-Hygyyyy~
Taką onomatopeję wydał z siebie Bartz 'na trzy', w nadziei tylko, że kobieta nie okaże się mieć nieprzecietnie grubych kości, kowadła pod spódnicą, czy podkutych nóg. Różnych rzeczy można się po wiedźmach spodziewać, a po takiej, która przeżyła przebicie palem - jeszcze więcej.[/i]
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-06-19, 19:36   

Gdyby pokusić się o zmierzenie tężyzny fizycznej obu mężczyzn pomagającej w tej chwili wiedźmie przy pomocy jakiejś stałej, matematycznej i czysto abstrakcyjnej miary, zapewne okazałoby się, iż wynik wyszedłby w obu wypadkach niezmiernie podobny. Może po Anhurze, lepiej zbudowanym i przyzwyczajonym do fizycznych trudów polowań nie było tego widać, ale przecież w gruncie rzeczy siłą Bartza przewyższał dosłownie, minimalnie. Tym samym, zarówno wyciągnięcie broni z drzwi jak i utrzymanie Dhalii w pionie dla obu towarzyszy okazało się zadaniem poważnie poddającym w sprawdzian ich umiejętności. W obu przypadkach zadanie bowiem nie było łatwym.

Współpraca, jak to mawiają, kluczem sukcesu. Gdy Bartz lekko zdołał unieść, trzymaną pod ramionami wiedźmę, Anhur poczuł, jak jest w stanie kilkoma mocnymi szarpnięciami wyjąć włócznię z drzwi. Tak też i zrobił. Raz, drugi, trzeci, zaparł całym ciężarem swojego ciała o drzewce, ciągnąc je zapamiętale. Wreszcie, za trzecim razem, z ponurym chrupnięciem i trzaskiem pękających dech, cała makabryczna konstrukcja runęła. Tutaj znów pomocny okazał się Bartz. Choć kobieta otyłą nie była a i jakoś schowanych tu i ówdzie kowadeł nie dało się jednoznacznie zidentyfikować, jej ogólny ciężar doprowadził mężczyznę niemal do skraju swoich możliwości "ciężarowych". Słowem, choć lekko nie było, zdołał sprawić, iż ciało Dhalii nie runęło bezwładnie na ziemię.

Włócznia nie wyszła z jej ciała całkowicie. Po wyrwaniu jej z drzwi, wystawała teraz upiornym palem z jej pleców, gdzieś niebezpiecznie blisko linii kręgosłupa, okrwawionym, makabrycznym kikutem. Anhur tego nie widział, lecz mający wgląd na sytuację Bartz zauważył, iż faktycznie, grot włóczni był zakończony szeregiem groźnie wyglądających zadziorów.

Dhalia krzyknęła wysoko, gdy wreszcie uwolniono ją z pułapki i mogła znów stopami dotknąć ziemi. Kolana miała jak z waty. Z pewnością nie byłaby w stanie utrzymać własnego ciężaru w pionie, gdyby nie pomoc ze strony Bartza.
 
 
     
Anhur 
Łowca Skarbów



Wiek: 35
Dołączył: 27 Lis 2006
Posty: 448
Skąd: Undus
Wysłany: 2010-06-19, 21:40   

"Jeszcze trochę i już wyjdzie!" Pomyślał i pociągnął z całych sił po raz trzeci.

Kiedy usłyszał trzask przez chwilę pomyślał, że to kręgosłup staruszki, ale jej krzyk przekonał, że jednak to coś innego pękło.

"No dobra, udało się. Teraz zostało jeszcze włócznia."

-Posadźmy ją na ziemię, tylko ostrożnie- powiedział do barda. " Nie ma co, jest wytrzymała, skoro nie zemdlała po tym. Mam tylko nadzieję, że jakoś wyliże się z tego."

-I jak tam Bartz, można bezpiecznie wyjąć ostrze?- "Tylko jeszcze tego by brakowało, gdyby się okazało, że ostrze ma te paskudne zadziory. To by było trochę kłopotliwe, ale mam nadzieję, że jednak jest to prosta włócznia."
_________________
Ukryte Tajemnice przeszłości , zapomniana Łaska i misja do spełnienia, tak wygląda moje dotychczasowe życie.
Anhur, dziedzic Alaira
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-06-20, 11:50   

-Zadziory? Ja tu żadnych zadziorów nie widzę, jakieś odstające kawałku żelastwa, najwyżej. Ostre trochę, na pewno.
Chyba się źle zrozumieli. Zadziory mogą być nie tylko na paznokciach, a chyba tylko takie Bartz w swoim życiu widział
-Takie kolce, wiesz, no takie odgięte, nie wiem jak to wytłumaczyć. Ja bym to wyciągnął z drugiej strony.
Zadziorów na paznokciach to raczej nie przypominało, zdecydowanie nie przypominało.
-W czternastym eposie o walecznym Rudeuanie wyciągali z jednego z wojów strzałe, ale najpierw ja złamali i wyciągnęli z dwóch stron. Też bym tak zrobił...
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-06-20, 12:04   

Wszystkie muzy, boginki natchnienia były Bartzowi przychylne. Choć metaliczny, słodki i lepki odór krwi wwiercał mu się w nozdrza, a widok nabitej na pal kobiety wywoływał ciemne mroczki przed oczami, bard nie zatracił zdolności logicznego myślenia. Wiązał fakty, analizował, kombinował. I choć wiedzy w zakresie współczesnych broni nie posiadał żadnej, o tyle już na czym jak na czym, ale na balladach znał się niewątpliwie. I była to wiedza, którą można było z pewnością jakoś praktycznie spożytkować. Anhurowi oczywiście samo miano Rudeuana nie mówiło nic. Nie słyszał pewnie też żadnego eposu o owym walecznym mężu, że też o czternastym z kolei nie wspominając, toteż rada wypowiedziana z ust barda mogła wydać mu się co najmniej dziwna. Niemniej jednak z pewnością głupotą byłoby całkowite jej zignorowanie. Tym bardziej, że nadal w istocie rzeczy nie dowiedział się, czy włócznię można bezpiecznie wyciągać z ciała staruszki, czy też nie.

Ta z kolei oddychała płytko, bardzo chrapliwie, z każdym kolejnym łykiem tlenu tłoczonego do zmiażdżonych płuc wydając z siebie gardłowe, rzężące dźwięki. Przy każdym wydychanym łyku powietrza, na jej ustach tworzyły się malutkie, pękające zauważalnie głośno czerwone banieczki. Cały podbródek jak i piersi miała we krwi. Że o ogromnym drzewcu włóczni wciąż przeszywającym ją na wylot nie wspominając. Martwił fakt, iż od chwili nie odzywała się już. Oczy miała jednak nadal otwarte i była przytomna. To jednak było tematem na osobny epos pod tytułem "wytrzymałość wiedźm".
 
 
     
Anhur 
Łowca Skarbów



Wiek: 35
Dołączył: 27 Lis 2006
Posty: 448
Skąd: Undus
Wysłany: 2010-06-20, 22:04   

Był trochę zdezorientowany zdziwieniem Bartza na temat zadziorów i nie wiedział co zrobić. "O co jemu chodzi? Jeśli ktoś pyta, czy można wyjąć bezpiecznie ostrze, to raczej nie jest normalne odpowiadać pytaniem o zadziorach." Spojrzał zdziwiony i trochę ze strachem na towarzysza.

"Czyżby nawet nie wiedział co to zadziory? To skąd w ogóle przyszło mu to do głowy? Czyżby ten widok był jednak dla niego zbyt wielkim szokiem? To pewnie dla tego gada o jakimś tam 'Reduanie czternastym przebitym strzałą.' "

Westchnął i znów skupił się na staruszce. "No to chyba niebezpiecznie jest wyciągać, z powodu tych 'takich kolców, wiesz, no takich odgiętych'. No to chyba będzie najlepiej, wyciągnąć z dwóch stron. Mam nadzieję tylko, że uda się złamać drzewce, tak by nie pogorszyć stanu Dhalii."

Strach nagle sparaliżował ciałem, bo zorientował się, że staruszka nie ruszała się i bał się, że jednak umarła, ale widząc, że wciąż jest przytomna odetchnął z ulgą. "Dobrze, jeszcze żyje. Trzeba jak najszybciej wyjąć to cholerstwo z ciała, bo inaczej..." Jeszce raz westchną, po czym wziął głębszy oddech i teraz skupiony oceniał drzewce broni.

Zastanawiał się, czy bez przeszkód uda mu się złamać to używając nogi, tak jak przy łamaniu gałązek, używając kolana. Jeśli ocenił że jest to dobry pomysł powiedział dla Bartza
-Dobrze zróbmy tak.
_________________
Ukryte Tajemnice przeszłości , zapomniana Łaska i misja do spełnienia, tak wygląda moje dotychczasowe życie.
Anhur, dziedzic Alaira
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-06-23, 09:22   

-Czekaj, a jeśli wyrwiesz jej wtedy wszystkie bebechy z brzucha? Zdechnie i będzie mnie nawiedzała do końca moich dni, i co wtedy? Lepiej bądź ostrożny. bo ją jeszcze zabijesz, a potem oni zabiją mnie, a potem przyjdą po ciebie i też cie zabiją. Taka prawda.
Bartz spojrzał przez chwilę na Dhalie i momentalnie zrobiło mu się słabo. Widok krwi, ropy i niewiadomo czego jeszcze zrobił swoje. Podniósł spowrotem głowę i zaczął szukać estetycznego ukojenia w krajobrazie lasu. Na próżno. Panorama końca polany, jaka roztaczała sie czarną spalenizną w okół nie była ani kojąca, ani nawet przyjemniejsza od widoku konającej kobiety.
-Dobra, zrób tak.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-06-28, 10:01   

Anhur uważniej przyjrzał się Dhalii i tkwiącemu w niej drzewcu włóczni. Problem bowiem przed łowcą widniał niemały. Planował on bowiem nie dość, że złamać gruby, solidny drzewiec, wyjąć z ciała kobiety to, co pozostanie po ułamaniu, a do tego zachować ją przy życiu. Abstrahując już od faktu, że wiedźma od dobrych kilkunastu minut powinna była pożegnać się z życiem, plan sam w sobie, ze swej istoty, zdawał się być z góry skazany na całkowitą porażkę. Łowca, jako że planował wyjmować drzewce dokładnie tą stroną, którą weszło w ciało kobiety, logicznie rzecz biorąc, postanowił ułamać tę część broni, która wystawała z jej pleców, a którą pierwotnie widział jedynie Bartz. Dopiero teraz, po bliższym jej zbadaniu okazało się, iż z tyłu ciała kobiety wystawał lubieżnie niemal dwudziesto centymetrowy fragment śmiercionośnej broni, zakończony solidnie kutym, stalowym grotem. Grot ów, nie był zakończony 'odstającymi kawałkami żelastwa', jak to pierwotnie określił bard. Grot wieńczyły dwa, zagięte do tyłu, kute haki, które przy najmniejszej próbie wyciągania włóczni nie tylko zaczepiłyby się o wnętrzności Dhalii, ale również niewątpliwie dotkliwie poharatałyby jej wszystkie możliwe - a i parę niemożliwych - organów wewnętrznych. Anhur mógł jedynie cieszyć się, iż pierwotnego planu wyciągania włóczni bez rozeznania się w sytuacji postanowił nie zrealizować. Z pewnością zakończyłby się on tragicznie dla pacjentki.

O ile słowo "pacjenta" było na miejscu bardziej od "wkrótce denatka".

Problem pojawił się dopiero w chwili, gdy Anhur zadecydował o ułamaniu drzewca. Po pierwsze, za plecami Dhalii było za mało miejsca, by "ułamać" drzewce przy użyciu nogi, czy, dokładniej, kolana. Po drugie, nie trzeba było być geniuszem medycyny, by wpaść na pomysł, iż podobne działania mogły tylko uszkodzić wnętrzności kobiety, w której rzeczony "kij" wciąż tkwił mocno i solidnie. Jakby tego było mało, Anhur obiektywnie oceniając swoje możliwości uznał, iż nawet gdyby miejsce i możliwości istniały, raczej nie udałoby mu się tak po prostu ułamać drzewca włóczni. Może, gdyby je oprzeć o ścianę i kopnąć, albo użyć jakiejś prostej dźwigni... w tej jednak sytuacji nie wchodziło to raczej pod uwagę. Bohaterowie musieli wymyślić inny sposób na pozbycie się grotu, zanim zaczną cokolwiek robić dalej.

Bartz, wciąż klęczący przy kobiecie tak, jak się znalazł w chwili, gdy pomógł jej się położyć na boku poczuł, jak jej stara, pomarszczona dłoń delikatnie opiera się na jego dłoni. Wzrok Dhalii nieobecnie wpatrzony był przed siebie, lecz wiedźma z pewnością była przytomna. Dłonią, czy to podświadomie, czy to celowo, szukała choćby odrobiny kontaktu z drugim człowiekiem, zanim nadejdzie nieuniknione.
 
 
     
Anhur 
Łowca Skarbów



Wiek: 35
Dołączył: 27 Lis 2006
Posty: 448
Skąd: Undus
Wysłany: 2010-07-02, 11:50   

"Dobrze, że nie wyciągałem od strony drzewca, bo z pewnością by od tego zginęła." Pomyślał kiedy zobaczył kolce przy ostrzu. "To trochę utrudnia zadanie..."

Zrezygnował z pomysłu połamania drzewca. "No cóż, to chyba najlepiej po prostu wyciągnąć to od strony ostrza." Westchnął Zebrał w sobie siłę i powiedział do Bartza:

-No to będziemy musieli to wyciągnąć z tej strony, co ty na to?

Jeśli bard na to przystaje, próbuje wraz z nim wyciągnąć włócznie od strony ostrza.
_________________
Ukryte Tajemnice przeszłości , zapomniana Łaska i misja do spełnienia, tak wygląda moje dotychczasowe życie.
Anhur, dziedzic Alaira
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-11-07, 21:10   

Bartz spojrzał na rozpaczliwy obraz a potem zajrzał w oczy starej, półmartwej wiedźmy i nie odrywając od niej wzroku, rzekł:
-Dhalio, musisz pomóc i sobie i nam. Jesteś od nas wiele mądrzejsza. Powiedz co mamy zrobić, żeby Ciebie uratować.
Obrócił w stronę Anhura twarz, na której gościł śmiertelnie smutny i prawie rozpaczliwy wyraz. To już nie kwestia tego, że nie rozwiąże swojego problemu.
-Anhurze, nie możemy jej stracić... Wyciąganie tego nie będzie dobrym pomysłem. Ktoś, kto to zrobił doskonale wiedział, że właśnie w ten sposób będziemy próbowali...
Bartz zaczął przeszukiwać wszystkie możliwe kieszenie i inne miejsca, gdzie jakimś sposobem mógło znaleźc się rozwiazanie tego labiryntu bez wyjścia.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-16, 21:29   

Współczucie to zaiste, dziwny i trudny do wytłumaczenia prostymi słowy stan ducha. Niepodobnym jest zdefiniowanie współczucia, ani rozpisanie do końca, w sposób ostateczny czynników, którymi kierują się ludzie współczując, lub też nie współczując. Kto by pomyślał, iż bard na schwał, co to z niejednego kufla pił, niejedną sprośną pieśń napisał i niejedną dziewicę... cóż, rozdziewiczył, poczuje w sobie tak wielką potrzebę uratowania życia właśnie tej kobiety? Tej staruszki, tak niewinnie i tak bezbronnie zaciskającej ostatkiem uchodzących z jej ciała sił dłonią jego dłoń? Tej wiedźmy, jak nakazywał ją traktować rozsądek, która żyła, choć większość wewnętrznych organów rozharatała jej kuta, hartowna stal pospołu z dębowym drzewcem? Bartz spojrzał głęboko w zasnuwające się powoli mgłą oczy Dhalii, jak gdyby spodziewając się z oczu tych wydedukować choćby cień odpowiedzi na zadane pytania. Ta jednak, nie nadchodziła. W rozpaczliwym geście bohater zaczął gwałtownie przeszukiwać szaty staruszki, jak gdyby spodziewał się, iż odkryje tam coś, cokolwiek, co mogłoby przedłużyć jej ginące z każdym chrapliwym oddechem sekundy życia. Miksturę leczenia, psiamać, cokolwiek! Nadaremno. Dhalia, ubrana w grube łaty starych, połatanych i pamiętających pewnie czasy króla Ćwieczka szaty nie grzeszyła wielkimi skarbami w kieszeniach. Głównie miejsce tam zajmowały stare i niepotrzebne nikomu klamoty. Intelekt bohatera podpowiadał jednak, iż przy kobiecie pokroju takiego, jak owa niepozorna staruszka, nic koniecznie musiało być takim, za jakie się podawało. Kto wie, może ów cienki, konopny sznurek, miedziany kluczyk, malutka ptasia kostka, czy kawałek kredy w jej dłoniach były składnikami potężnych zaklęć? Niestety, wiedźma nie była obecnie w kondycji by wyjaśnić tę tajemnicę swoim ratownikom.

Propozycja Anhura, by wyciągnąć włócznię drugą stroną, wbijając drzewce na całą długość w ciało staruszki przeszła póki co bez echa. Apel Bartza, by uczynić wszystko, co pozostało w mocy bohaterów, nawiasem mówiąc, również. Czas zaś uciekał nieubłaganie. Dla obu mężczyzn jasnym stało się, iż nawet jeżeli zdołają wyciągnąć drzewce z jej ciała, kobieta umrze w wyniku potężnych ran wewnętrznych oraz obfitego krwawienia. Jaki wobec tego był sens tej operacji od samego początku? Opłacało im się babrać obrzydliwą posoką tylko dlatego, że tak sobie tego zażyczyła? W serca zarówno łowcy jak i barda wkradać poczęły się wątpliwości oraz niezdecydowanie. Oto bowiem klęczeli przy umierającej już od jakiegoś czasu, zaś zrobili - nic.

Intelekt barda słusznie kilka chwil temu nakazywał sprzeciwić się wyciąganiu włóczni grotem ku przodowi ciała Dhalii. Obecna propozycja, by wbić włócznię do końca w staruszkę i wyciągnąć drzewca drugą stroną brzmiała już rozsądniej. To znaczy, bard nie liczył na to, że operacja ta będzie łatwa i bezbolesna, ale z pewnością - unikała rozszarpania wnętrza kobiety przez stalowy grot włóczni. Chociaż może była inna możliwość? Anhur postrzegał sprawę w bardzo wąskim zakresie - ułamania grotu włóczni, co było oczywiście niemożliwym w obecnej sytuacji. Bardziej rozgarnięty bard zauważył jednak, iż przy odrobinie siły fizycznej, rzeczony grot może dałoby po prostu *uciąć*. Nawet jeżeli nie jego rapierem, to przecież babuleńka mieszkająca sama w głuszy z pewnością posiadała jakiś toporek do cięcia drewien na opał? Wystarczyłoby podstawić coś *pod* grot tak, by uderzenie toporu nie rozerwało ciała na dwoje, oraz... cóż, oraz *trafić* celnie dokładnie we fragment włóczni pomiędzy stalowym okuciem grotu a plecami wiedźmy. Nikt nie mówił, iż tak operacja musi wyglądać, lecz było to najlepsze rozwiązanie, jakie głowa barda potrafiła mu w tej chwili podpowiedzieć.
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-12-08, 21:49   

W oczach konającej wiedźmy nie dało się widzieć wiele, jednakże wola przeżycia biła z niej na cały wszechświat, i to właśnie za jej sprawą Bartz doznał olśnienia.
-Nie daj jej odejść!
Piły ani siekiery nikt poza rzeźnikiem w domu nie trzyma, a wiedźma z pewnością nie była rzeźnikiem tylko... wiedźmą. Takie rzeczy zawsze znajdują się w obejściu, a zwłaszcza za domostwem, zaraz przy miejscu, gdzie zwyczajowo trzyma się drewno na opał. Bartz wyskoczył w tamto miejsce i pochwycił cokolwiek, co nadawało się do przerwania drzewca włóczni. Starsze kobiety nie mają dość siły, aby drewno rąbać, więc korzystają z lżejszych, ale bardziej czasochłonnych pił. Z pewnością taka tam leżała, a jeśli jednak nie... cóż innego pozostało jak nie szukać czegoś przydatnego wewnątrz?
_________________

 
 
     
Anhur 
Łowca Skarbów



Wiek: 35
Dołączył: 27 Lis 2006
Posty: 448
Skąd: Undus
Wysłany: 2010-12-12, 14:54   

Gdy bard ruszył się z miejsca łowca wyciągnął rękę, by go zatrzymać, lecz w porę się powstrzymał. "Może na coś wpadł? lepiej go nie zatrzymywać."

Serce mocno biło w piersi z żalu. Zacisnął zęby w bezsilnym gniewie, na siebie, za to, że nic nie może zrobić i ze strachu, że znów kogoś straci.

-Nie odchodź Dhalia, nie możesz tego mi zrobić- wyszeptał przez ściśnięte gardło- Wystarczy, że przeze mnie zginęła Saihria- Nawet nie zauważył kiedy złapał kobietę za rękę- Przecież jeszcze się nie odwdzięczyłem za to, że mi pomogłaś, więc nie umieraj!

Czuł jak pod powiekami zbierają się powoli łzy, lecz jeszcze się powstrzymywał. "Jeszcze nic nie jest przesądzone!" Wmawiał sobie. "Nie wiem co ten Bartz wymyślił, ale mam nadzieję, że się pośpieszy!"
_________________
Ukryte Tajemnice przeszłości , zapomniana Łaska i misja do spełnienia, tak wygląda moje dotychczasowe życie.
Anhur, dziedzic Alaira
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-12-14, 16:29   

Bartz poderwał się z miejsca, tchnięty nagłym przypływem olśnienia. Jego kroki wiedzione nad zwyczaj słusznym tokiem rozumowania pokierowały go na tyły domostwa wiedźmy. Ku radości barda, jego tok myślowy okazał się być tokiem słusznym. Rzeczywiście, za rozpadającą się chatką znajdował się niemały stos drewien, gałęzi i obałków, które starowinka musiała tutaj naznosić z pobliża. Niektóre z nich były bardzo stare już i zbutwiałe, pamiętające zapewne poprzednią zimę. Inne jeszcze sprawiały wrażenie stosunkowo świeżych. Na tyle, iż jeszcze lśniła na nich nie zastygła żywica, gęstymi, powolnymi kroplami spływająca w dół życiodajnych słoi drewna. Nieopodal zaś bard zauważył malutki toporek. Stary, z wysłużonym, zapewne od wieków nie ostrzonym żelastwem, lecz toporek ponad wszelką wątpliwość wciąż znajdujący się w użyciu. Może bard nie miał racji oceniając siły fizyczne Dhalii? A może kobiecina nie posiadała piły? Jakkolwiek by nie było, przedmiot do cięcia drewna pozostawał przedmiotem do cięcia drewna. Od woli Bartza zależało teraz jedynie postanowienie, w jaki sposób go wykorzysta.

Anhur zacisnął swoje dłonie na dłoni staruszki. Teraz, gdy Bartz przestał ją podtrzymywać, stała się ona znacznie większym ciężarem. Wysiłek fizyczny jednak zdawał się być nic nie znaczącym wobec widoku obrzydliwego drzewca włóczni wychodzącego z jej klatki piersiowej. Czemu tak bardzo jej zależało, aby go wyjąć, skoro operacja taka ponad wszelką wątpliwość nie miała szans powodzenia w wykonaniu łowcy i śpiewaka? Tego Anhur nie wiedział. Jedynym, co pozostawało pewnym w świecie obudzonego dziś, po pięciu latach człowieka było to, co wypełniało jego serce.

_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez DaMi 2011-12-29, 23:52, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Anhur 
Łowca Skarbów



Wiek: 35
Dołączył: 27 Lis 2006
Posty: 448
Skąd: Undus
Wysłany: 2010-12-14, 20:13   

Czuł jak serce wypełnia się smutkiem i żalem. "Nie! Nie poddawaj się!" Pomyślał i by odwrócić uwagę od tego co czuł zaczął mówić

-Pięć lat minęło dla mnie w jednej chwili... Pięć lat, czy możesz sobie to wyobrazić. Miałem ważną misję do spełnienia, przez którą zginęło już parę osób, w tym...-drżącym głosem dokończył zdanie- moja siostra.

-Dhalia, mam nadzieję, że... nie, ty musisz z tego wyjść! Po prostu nie chcę, być znów obarczonym śmiercią kogoś, kto mi pomógł. To po prosty byłoby nie sprawiedliwe i okrutne!
_________________
Ukryte Tajemnice przeszłości , zapomniana Łaska i misja do spełnienia, tak wygląda moje dotychczasowe życie.
Anhur, dziedzic Alaira
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group