TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2011-12-29, 23:51
Wschodni Wiatr
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-19, 18:14   Wschodni Wiatr


Uroczysko – mianem u. lud nieuczony zwykł był określać pewne wyjątkowe miejsca na Sorii, charakteryzujące się unikalnymi właściwościami wzorca ich opisującego. W tradycji pierwotnych kultów, u. często traktowane były jako ziemie święte, poświęcone bożkom, idolom i totemom. Powszechnie znany jest potężny wpływ u. na magię rzucaną w ich bezpośredniej bliskości, mogący wielokrotnie zwiększać moc używanych czarów, lub też tłumić efekt ich zupełnie. Znane są również przypadki u. nie dających się klasyfikować, o wielu nietypowych właściwościach. Mimo wielu naukowych rozpraw na temat u. ich pełna natura magiczna, oraz źródło pochodzenia pozostaje po dziś dnia tajemnicą. Słynne uroczyska: rejony Vicca (patrz też: Vicca), Krag’Sur (patrz też: Krag’Sur), Amen’Tae w Źródłach Natury (patrz też: klątwa czarnej plagi, oraz Amen’Tae).
za: Encyclopadieae Soriana, wyd. I, Universitas Dorienburgi, 1512




Wschodni Wiatr
Kroniki Aramei



Pierwszą kolumnę elfów minęła w okolicach południa. Widok sam w sobie wtedy nie zdawał jej się jednak niczym niezwykłym na tyle, by sprawę badać dokładniej. Kiedy jednak niecałą godzinę później na tym samym trakcie napotkała drugą kolumnę elfów, Aramea poczęła się niepokoić.

Wędrowała tym szlakiem już od kilku dni. Okolica była jej dosyć dobrze znana, a pogoda sprzyjała marszrucie. Wiedziała doskonale, że jeszcze dziś przed wieczorem, jeżeli utrzyma swoje bardzo mocne tempo marszu powinna trafić do niewielkiej wioski Aenseidhe, gdzie liczyła na możliwość uzupełnienia swoich wątłych stosunkowo zapasów wody i żywności, oraz, być może, przy odrobinie szczęścia – na jakąś okazję do zarobku. Co tu dużo mówić, honor honorem, lecz sam honor pustego żołądka nie napełni, zaś Aramea od dłuższego czasu nie miała okazji dobrze zjeść, lub też spędzić nocy w czystej pościeli. Dziś jak rzadko kiedy bliższa była stereotypowi elfki z lasu, niż wyniosłej elfiej damy. Tym bardziej jednak w związku z tym niepokojącym był widok kolumn leśnych elfów zmierzających w ponurym milczeniu traktem w stronę dokładnie przeciwną, niż ona. Uwadze tropicielki nie umknął fakt, iż maszerujący byli objuczeniu niczym muły, bagażami nie tylko wystarczającymi Ina kilkudniową marszrutę, ale również – przedmiotami całkowicie do marszu się nie przydającymi. Zupełnie, jakby elfy zabierały ze sobą w drogę nie tylko to, co najpraktyczniejsze, ale również to, co miało dla nich największa wartość sentymentalną.

Jak podczas ucieczki. Podczas wojny.

Aramea jednak nie pytała o nic. Ją na szlaku również ignorowano. Dwukrotnie.

Teraz jednak, gdy zza zakrętu leśnego traktu wyłoniła się trzecia już kolumna obładowanych klamotami leśnych elfów, równie ponura i chmurna co dwie poprzednie, dla roninki stało się jasne, iż najwyraźniej ominęły ją jakieś ważne informacje dotyczące okolicy. Coś niedaleko przed nią na szlaku musiało się wydarzyć.

Dzień był niezwykle pogodny jak na dość chłodną porę roku. Słońce chyliło się już ku zachodowi, lecz nie znikło jeszcze za szczytami drzew, obficie obdarzając swoim ciepłem i promieniami okolicę. Delikatny wiaterek, wiejący ze wschodu, poruszał listowiem, w odwiecznej symfonii szumów i dźwięków lasu. Wszystko zdawałoby się piękne niczym z obrazka, lub baśni, gdyby nie ponura kolumna „uchodźców” z każdym krokiem zbliżająca się do kobiety.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-11-19, 22:15   

Podążała nadal pewnym siebie krokiem, w obranym już kilka dni temu kierunku. Strąciła jednym ruchem dłoni zakrywający część jej twarzy kaptur białego płaszcza. Nie spodziewała się tak pięknej, słonecznej pogody... Zadarła wysoko głowę, wpatrując się przez jakiś czas w nieboskłon. Kącik jej ust uniósł się nieznacznie w górę. Intuicja podpowiadała jej,że już niedługo jej wędrówka dobiegnie końca... A może była to najzwyklejsza nadzieja na upragniony odpoczynek po męczącej podróży i tęsknota za czystym odzieniem? Z zamyślenia wyrwało ją pojawienie się na horyzoncie kolejnej grupy. Zmrużyła swoje ciemno-brązowe oczy i odruchowo upewniła się dyskretnie, czy jej sejmitar jest na swoim miejscu. Odruch obronny... Życie w Wielkim Lesie nauczyło ją niezwykłej ostrożności i czujności.Westchnęła ciężko, zerkając kątem oka w stronę elfów podróżujących z imponującym bagażem. W jej spojrzeniu było równie wiele współczucia, co rosnącego niepokoju. Czymkolwiek była spowodowana wędrówka elfów- nie wróżyło to niczego dobrego. Zignorowana już kilkakrotnie wcześniej Aramea postanowiła spróbować raz jeszcze zasięgnąć jakichkolwiek informacji...

Kiedy tylko znalazła się w zasięgu wzroku kolumny pieszych, skinęła lekko głową na powitanie. Podeszła ostrożnie do podróżnych, podnosząc nieco ręce, dając tym do zrozumienia,że ma jak najbardziej pokojowe zamiary.
-Witajcie... - powiedziała w języku leśnych elfów. Kolejne słowa skierowała już do jednego z "uchodźców".Mówiła dość spokojnym tonem. W jej głosie czaił się jednak strach.
-Jestem Aramea i zmierzam do Aenseidhe... Z każdą chwilą przekonuję się jednak coraz bardziej,że nie jest to najlepszym pomysłem. Co się dzieje?
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-20, 00:16   

Grupka liczyć mogła nie więcej niż trzydzieści osób. W porównaniu z poprzednimi dwiema, które Aramea zdążyła zaobserwować na gościńcu, ta składała się niemal wyłącznie z mężczyzn. Poprzednie dwie zaś - z kobiet, dzieci i starców. Elfowie nie byli brudni, ani nie byli też zaniedbani. Sprawiali wrażenie jednak... jakby *chorych*. Aramea znała podobne spojrzenia u przedstawicieli tej rasy i umiała je zinterpretować. Mężczyźni byli załamani. Podobne, zdesperowane i pogrążone w rozpaczy wyrazy twarzy łowczyni widziała chyba tylko u tych samurajów, którzy w wyniku własnej głupoty i lekkomyślności doprowadzili do całkowitej utraty swojego honoru. Widziała taki wyraz twarzy kiedyś u siebie samej. Odpowiadając jednak na jej pozdrowienie, jeden z mężczyzn, noszący na plecach ogromny pakunek pełen trudnych do określenia rzeczy zatrzymał się, odpowiadając przyjaznym gestem podniesionej dłoni. Reszta grupy okazała się nie być tak przyjacielską, gdyż zaczęła po prostu mijać dwójkę elfów bez słowa, kontynuując marsz w swoją stronę.

- Witaj, pani - rzekł cicho, niskim głosem elf.

Był to dorosły, dobrze zbudowany mężczyzna, o bardzo szczupłej, delikatnej twarzy bez choćby cienia zarostu. Obecnie jednak pod jego migdałowymi oczami zauważyć dało się głębokie, czarne sińce, jak gdyby mężczyzna ów spędził ostatnich kilka nocy całkowicie bezsennie. Jego skóra również była szara i biło wręcz od niej skrajnym zmęczeniem. Aramea nie była pewna, przez co przeszli ci elfowie, ale z pewnością znajdowali się na skraju tego, co normalna, zdrowa istota jest w stanie wytrzymać.

- Z daleka musisz, pani przybywać, albo ostatnich kilka lat spędziłaś poza Źródłami Natury, skoro zadajesz takie pytania - mówił dalej zagadnięty.

- Najgorsze przewidywania sprawdziły się bowiem. Czarna Plaga w ciągu kilku najbliższych dni dotrze do Aensiedhe, niczego tam, o pani, nie znajdziesz. Wszystko w ciągu dni, godzin nawet, pożre ciemna siła!

Z chwilą wypowiadania tych słów, w jego zmęczonych oczach zatliły się płomyki bezsilnej, obezwładniającej złości. Aramea również i ten wyraz twarzy miała okazję w swoim życiu widywać aż nazbyt często.

- Zawróć o pani, nie dołączaj się do grupki szaleńców, którzy chcą walczyć z nieuniknionym i idź z nami ku Lithrii.

Lithria była największym miastem w okolicy Aensiedhe. Dzieliło ją jednak od tego miejsca niemal tydzień drogi. Zdecydowanie z perspektywy uciekinierów był to dobry kierunek marszu. Czy był jednak takim dla Aramei? Tym bardziej, iż słowa, które wypowiedział jej zagadnięty elf nic jej na dobrą sprawę nie mówiły. Może zaiste, wędrowała z daleka, a ostatnio sprawy Wielkiego Lasu niewiele do niej docierały, ale elf ów sprawiał wrażenie, jakby mówił o rzeczach powszechnie znanych...
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-11-20, 17:07   

Przygryzła lekko dolną wargę ust, obserwując dyskretnie poszczególnych wędrowców.
Mimo,że różnili się oni między sobą odzieniem, rysami twarzy, czy budową ciała- dostrzegła w ich oczach dokładnie te same emocje. Zupełne zrezygnowanie i utratę nadziei... Przymknęła na moment oczy, zaciskając mocno powieki. Spodziewała się na dobrą sprawę wszystkiego, prócz powrotu wspomnień. Zdawały się ją przytłaczać, odciskając się na jej duszy niemal tak silnie jak wtedy... Przez chwilę znów stała nad pozbawionym życia ciałem swojego pana feudalnego. Zacisnęła mimowolnie dłonie w pięści, bezsilna jak nigdy przedtem.Otworzyła oczy dopiero, gdy poczuła na policzku subtelne smagnięcie. Znacznie łagodniejsze niż cios wymierzony przez jej rozgoryczonego sensei... Wiatr był dla niej zadziwiająco bardziej łaskawy i...wyrozumiały. Podniosła w milczeniu wzrok na mężczyznę, który podjął z nią rozmowę. Cofnęła odruchowo ramię, czując się dość nieswojo, będąc omijaną przez kolejnych podróżników. Nawet nie zdawali sobie sprawy, jak doskonale ich rozumiała...

Kiedy zauważyła, że jego stan duszy jest w równie opłakanym stanie, co stan ciała- westchnęła ciężko i przymknęła znów swoje ciemno-brązowe oczy. Słuchała go z ogromną uwagą, sprawiając wrażenie całkowicie pochłoniętej ich wymianą zdań. Było jeszcze gorzej niż mogła podejrzewać... Najgorsze przewidywania? Czarna Plaga? Ciemna siła...? Nie miała nawet najmniejszego pojęcia, co miał na myśli mężczyzna. I właśnie to najbardziej ją niepokoiło...

-Źródła Natury były moją bezpieczną przystanią odkąd tylko pamiętam... - wyszeptała,nie odrywając wzroku od swojego rozmówcy.Po chwili, dopowiedziała jeszcze:
-W rzeczy samej, wiele ostatnich lat spędziłam niezwykle daleko od domu. Przez cały ten czas,żyłam nadzieją,że jeszcze kiedyś zdołam go ujrzeć. Dokładnie takim, jakimi go zapamiętałam. Tak wiele mnie ominęło! Podróżując po świecie zupełnie zapomniałam o miejscu,w którym pozostawiłam tak wiele wspomnień. Powiedz mi,proszę...Któż chce nam to wszystko odebrać? Ja... Wydaje mi się,że rozumiem Was lepiej niż Ci się wydaje...

Nagle, odwróciła się w stronę mężczyzn, którzy nadal zmierzali przed siebie. Pokiwała przecząco głową, mówiąc z zadziwiającą godnością i zarazem nieskrywanym żalem:
- A Wy...? Zamierzacie porzucić to, co tak bardzo pokochaliście? Macie zamiar pozostawić ziemię naszych braci na pastwę panoszących się sił ciemności? Na litość! Przegrywamy dopiero wtedy, kiedy decydujemy się złożyć broń...
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-20, 23:29   

- A Wy...? Zamierzacie porzucić to, co tak bardzo pokochaliście? Macie zamiar pozostawić ziemię naszych braci na pastwę panoszących się sił ciemności? Na litość! Przegrywamy dopiero wtedy, kiedy decydujemy się złożyć broń...

Głos Aramei brzmiał wyjątkowo silnie i stabilnie w ciszy, która towarzyszyła przemarszowi kolumny uchodźców. Jej głos, jej słowa, oraz treść, którą próbowała przekazać swoim pobratymcom były niczym latarnia morska, wskazująca swoim ciepłym światłem drogę zgubionym wędrowcom do bezpiecznej przystani, do domu, pośród burz i nocy. Nie tym razem jednak. Choć przesłanie było dobre i szlachetne, Aramei brakowało jednak swoistej siły przebicia, oraz umiejętności skupienia na sobie uwagi tłumu, charakteryzującej doświadczonych mówców lub dyplomatów. O ile bowiem kilka osób spojrzało na nią z uwagą i widocznym wstydem w oczach, o tyle w znakomitej większości elfowie patrzyli na nią jak na kogoś, kto przed chwilą przybył do tych lasów z innego wymiaru. „Szalona”, oraz „wariatka” zdawały się być najczęściej powtarzanymi słowami, które elfka zdołała wyłapać z ponurego szumu szeptów i wyrzutów, jaki owładnął niepodzielnie całą kolumną.

- Pani, w takim układzie muszę ponowić swą prośbę, byś nie kontynuowała dalej swojej podróży w tym kierunku! – z przejęciem wyrzucił z siebie zagadnięty elf.

Z wyrazu jego twarzy roninka bez trudu zauważyła, iż osobnik ów mówi niewątpliwie prawdę, a w najgorszym razie mówi coś, w co całym swoim sercem wierzy, że jest prawdą. Elf zdawał się być w znacznym stopniu zaaferowany jej przypadkiem i chciał z całego serca jej pomóc, mimo własnej, bardzo trudnej sytuacji.

- Ten koszmar trwa w naszej okolicy od pięciu lat już, dobra pani. Pierwszą ofiarą dramatu była mała wioska Amen’Tae leżąca niedaleko na północ stąd. Pięć lat temu Czarna Plaga wybuchła właśnie tam, pożerając wszystko i wszystkich na swojej drodze. Czego tylko nie tknęła, umierało, zmieniając się w martwą powłokę, rośliny i istoty żywe jednakowo. Z każdym kolejnym dniem Plaga o kilka metrów systematycznie rozszerzała się w każdym kierunku. Przez ostatni rok druidom z okolicznych kręgów udało się powstrzymać jej rozwój, lecz ostatnimi czasy magia ich poczęła słabnąć. Tyle wiemy. Jeszcze dziś, gdy wyruszaliśmy, efekty Plagi poczęły być widoczne z naszych domostw w Aensiedhe. Na dalszy rozwój wypadków postanowiliśmy nie czekać.

Elf wzruszył delikatnie ramionami, marszcząc brwi i uśmiechając się nerwowo, jak gdyby przepraszając Arameę za własne tchórzostwo.

- Wybacz pani, że brzmię tak, jakbym zapowiadał koniec świata, ale tak właśnie to postrzegamy. Dla nas świat się skończył. Nasze domy przepadły, a jeżeli jeszcze to nie nastąpiło, to nastąpi w ciągu kilku dni. Grupka, która pozostała w wiosce, czeka jedynie na własną śmierć.

Reszta kolumny nadal, jak nie zwracała uwagi na toczącą się rozmowę, tak nie okazała większego zainteresowania i w tej chwili. Aramea najwyraźniej nie miała na nich, ani na ich decyzję żadnego większego wpływu.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-11-21, 14:15   

Widząc niezbyt obiecującą reakcję znacznie większej części tłumu, uniosła wysoko obie brwi. Rozchyliła wargi, jakby miała zamiar jeszcze coś powiedzieć. Z jej ust nie wydobyło się już jednak żadne słowo... Stała nieruchomo przez dłużącą się uporczywie chwilę. Zamknęła usta i westchnęła ciężko, omijana przez kolejnych podróżników. W umyśle Aramei rozbrzmiało niespodziewanie echo słów jej sensei, Miyamoto Kanga: " Aikawo, kiedy zdołasz wreszcie pojąć,że jedna katana nigdy nie zdoła zmienić losów świata? " Przygryzła znów dolną wargę ust, a w jej oczach pojawiła się ledwie dostrzegalna iskierka nadziei... Jedna katana- może i nie... Uniosła z dumą głowę, mówiąc z jeszcze większą zawziętością. W jej głosie nie było jednak gniewu- jedynie niesłabnący żal i rozgoryczenie.
-Tak,jestem wariatką.

Zamilkła znów na chwilę i popatrzyła w kierunku garstki osób, które zdawały się słuchać jej słów.Zwróciła się do nich, nieco łagodniej niż wcześniej:
-Jestem szaleńcem,który nie traci nadziei nawet wtedy, gdy cały świat sprzymierza się przeciw niemu. Jeśli upór jest objawem obłąkania- to jak nazwać moją zawziętość w mówieniu na głos tego, co Wy skrywacie jedynie w głębi Waszych serc?

Przeniosła znów wzrok na stojącego bliżej niej mężczyznę. W jej oczach pojawiło się jakieś dawno zapomniane ciepło... Tak, z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu martwiła się o niego. Choć był jej zupełnie obcy.
-Jakże mogłabym nakłaniać Cię do powrotu... Wiem,że niełatwo jest położyć swoje życie na szali. Sama już wiele razy otarłam się o śmierć-jednak zawsze tylko wtedy, gdy wierzyłam,że warto o coś walczyć. Amen'Tae? To dość...Wyjątkowe miejsce,czyż nie?
Powiedziałabym,że o mocy równie tajemniczej,co potężnej. Skoro to właśnie tam wszystko się zaczęło...
Utkwiła oczy w elfie i nie wiedzieć dlaczego, dodała półgłosem:
-Mów mi...Aramea.
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-23, 18:03   

Elf uśmiechnął się smutno do roninki, przekrzywiając leciutko głowę w bok i krzyżując przedramiona na wysokości piersi.

- Jak to mawiają, szaleństwo od prawdziwej odwagi dzieli jedynie cieniutka granica – rzekł z pewnym podziwem w jej stronę, ale również jakby z żalem i rozczarowaniem.

Kolumna pieszych niemal całkowicie minęła rozmawiających. Aramea zauważyła, iż na jej końcu wlokła się, ciężko stawiając krok za krokiem para mężczyzn, podtrzymująca się wzajemnie za ramiona. Ich sine, podkrążone oczy nie pozostawiały wątpliwości, iż byli oni śmiertelnie zmęczeni. Ich czoła perliły się od potu, zaś ich skóra była niezdrowo blada. Co chwila pociągali potężne łyki ze swoich bukłaków i krzywili się, jakby sam proces picia sprawiał im trudny do wyobrażenia ból. „A mówiłem ci, nie pij tyle….” usłyszała cichy szept jednego z nich. Cichy, cichutki, nieomal na granicy słyszalności nawet dla jej niesamowicie wyczulonych, elifch zmysłów. Nie głośniejszy, niż odgłos rosnącej trawy po pięknym, deszczowym dniu. „Nie krzycz, do diabła” odparł drugi „To nie moja wina, to Dami, on polewał. W końcu urodziny, nie mogłem odmówić…”. Aramei miano „dami” nic nie mówiło, lecz nie mogła powstrzymać się od lekkiego uśmiechu na widok tej pechowej dwójki, ewidentnie cierpiących elfów. Już po chwili jednak zarówno oni, jak i cała kolumna zniknęli za kolejnym zakrętem wijącego się przez las traktu.

- Muszę już iść – rzekł elf, z którym rozmawiała – jeżeli jednak planujesz iść dalej tę drogą, o pani, poszukaj druida Firnama w Aensiedhe. On przewodzi tej grupce, która planuje stawić czoła śmierci. Niech bogowie mają cię w swojej opiece, dobra pani. Jeżeli kiedykolwiek trafisz w swych wędrówkach do Lithrii, pytaj o Tyriona, a na pewno nie odmówię ci gościny.

Następnie, kłaniając się nisko na pożegnanie, opuścił łowczynię, zostawiając ją samą pośrodku traktu, dokładnie tak samo, jak jeszcze piętnaście minut temu. Jedynie jakby odrobinę bardziej samotną.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-11-23, 22:36   

Słysząc słowa mężczyzny, uśmiechnęła się nieznacznie. W ciemnych oczach elfki zagościło na moment coś w rodzaju przyjacielskiego ciepła lub przynajmniej wdzięczności. Jakże inny był od pozostałych elfów, których dziś spotkała! Przez chwilę miała nadzieję,że mimo wszystko obierze ten sam kierunek, co ona. Nie miała mu jednak za złe podjęcia innej decyzji. Natychmiast wyczuła w głosie mężczyzny żal... Wiedziała jednak,że jeśli ruszy wraz z nim i resztą uchodźców, utraci bezpowrotnie kolejną szansę na odzyskanie choć odrobiny utraconego honoru. Uśmiechnęła się gorzko, kiedy pojęła nagle jak wiele nauczyła się od swojego sensei. Po tych wszystkich latach, najzwyczajniej nim "przesiąknęła". Na domiar złego, do osobistych pobudek dochodził sentyment, jakim darzyła Wielki Las. Nie miała wyboru... Żałowała tylko, że przyjdzie jej wyruszyć do wioski samotnie. Jak mogłaby jednak winić tych nieszczęsnych elfów za ich brak jakichkolwiek chęci do walki? Najwyraźniej nie byli jeszcze gotowi na wzięcie sprawy we własne ręce. A może raczej- miecze.
Otworzyła szeroko oczy widząc dwóch zataczających się elfów. Uniosła nieznacznie brew, z wyraźnym rozbawieniem.Przez myśl natychmiast przeszła jej refleksja: Skądkolwiek pochodzi ten Dami, niechybnie jest najlepszym karczmarzem w całej Sorii, albo przynajmniej opanował do perfekcji tajemną sztukę upijania do nieprzytomności swoich wiernych kompanów.

Odpowiedziała mu grzecznym ukłonem pełnym gracji. Skinęła głową, mówiąc:
-Z przyjemnością skorzystam pewnego dnia z Twojej gościny, drogi Tyrionie.
Zakładając,że uda mi się przeżyć... pomyślała elfka i dodała na głos:
-Wiesz,że nie mogę pójść razem z Wami...Niechaj gwiazdy świecą jasno nad Tobą.
Dziękuję Ci...Za wszystko.

Kiedy elfowie zniknęli z jej pola widzenia, udała się tym samym, pewnym siebie krokiem w stronę Aensiedhe. Nie miała pojęcia z kim przyjdzie jej walczyć,ale wiedziała jedno.
Musi odszukać druida...
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Ostatnio zmieniony przez Aramea 2010-11-28, 22:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-25, 21:21   

Aramea posiadała przy sobie żywność na trzy dni. Przy odrobinie wysiłku i głodzenia się była w stanie pokonać dobre sześć dni wędrówki zanim głód zmusiłby ją do polowania, lub innego sposobu zdobycia pożywienia. Idąc z uchodźcami ku mieście zapewne jedzenie nie stałoby się dla niej problemem. Teraz jednak, gdy została sama faktycznie, droga ku Aensiedhe zdawała się być jedyną rozsądną alternatywą. Niezależnie od tego z czym droga owa mogłaby się wiązać. A i kto wie? Może skoro sprawa była tak beznadziejną, jak ją prezentowano, grupa pozostała w wiosce zechce skorzystać z usług samotnej roninki? Kasa bohaterki nigdy nie należała do szczególnie pękatych, a kiedy można wyobrazić sobie lepszą okazję do zarobku i spełnienia swojego obowiązku honoru jak nie podczas obrony wioski przed złem? Jakakolwiek motywacja Aramei by jednak nie była, droga pozostawała drogą, trakt traktem a las lasem.

Samotność – samotnością.

Aensiedhe ukazało jej się w całej swojej okazałości niecałe dwie godziny później. Dokładniej: ukazał jej się jedynie ostrokół okalający wioskę. W terenach tych nie był to widok szczególnie niezwykły. Mniejsze miejscowości elfie nader często otaczane były podobnymi, wbitymi w ziemię, zaostrzonymi u szczytu palami drewnianymi celem ochrony przed dzikimi zwierzętami, oraz ku oddzieleniu wyraźnemu „naszego” od „innych”. Nie inaczej było tutaj. Przy pojedynczej, aktualnie zamkniętej bramie ku której prowadził trakt nie widziała jednak nikogo. Jeżeli zaiste było tak, jak jej to wyjaśniono, grupa „obrońców” wioski musiała znajdować się za iluzoryczną barierą ostrokołu. Ponad ostrokół ów wznosiły się dokładnie trzy wielkie drzewa, które stanowiły podporę wyższej części wioski. Na nich, wysoko ponad powierzchnią ziemi dało się dostrzec skomplikowane girlandy mostów, drabinek i platform oraz domostw, wybudowanych na elfią modę, pośród konarów drzew. Obecnie jednak łowczyni nie dostrzegała nań ani jednej żywej, humanoidalnej postaci, która zdradzałaby, czy wioska jest zamieszkaną, czy też nie. Niepokoiła również cisza otaczająca okolicę. Jak gdyby cała przyroda, od najmniejszej wiewiórki począwszy a na wielkich drapieżnikach skończywszy dawno temu opuściła pobliskie tereny, niczym mijani już wielokrotnie uchodźcy. Śladów tajemniczej Plagi jednak jak do tej pory Aramea nie dostrzegła.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-11-26, 22:51   

Zatrzymała się na krótką chwilę i przymknęła oczy, jakby rozważając w myślach wszystkie możliwości działania. Westchnęła ciężko,kiedy uświadomiła sobie, że rezygnując z towarzystwa elfów spaliła na dobrą sprawę kilka solidnych mostów. Po raz kolejny nie podążyła najłatwiejszą i prawdopodobnie najbardziej bezpieczną ścieżką... Już niejednokrotnie jej duma naraziła ją na znaczne trudności. Intuicja podpowiadała jej,że i tym razem może być podobnie. Nie żałowała jednak nawet odrobinę podjętej przez siebie decyzji. Utracony honor to nie długi miecz- nie można kupić go ot tak na targowisku... Rozejrzała się odruchowo wokół siebie i dopiero w tym momencie zdała sobie w pełni sprawę,że życie ronina to nie tylko wolność i niezależność. To przede wszystkim samotność... To,co dla jej sensei było wręcz naturalne-jej samej zawsze sprawiało wiele trudności. Porównując swoją wiedzę z mądrością Miyamoto-czuła,że nadal jest jedynie uchi deshi. Tylko uczniem... Nadal pozostawało tak wiele sekretów do zgłębienia i tyle ścieżek do przejścia!

Stanęła naprzeciw nie budzącej poczucia ciepła i przyjacielskiej atmosfery palisady. Brak jakichkolwiek oznak życia zaniepokoił ją o wiele bardziej niż byłoby w stanie przyczynić się do tego nawet najbardziej wrogie powitanie. Przez chwilę, przeszło jej przez myśl,że może się spóźniła i na dobrą sprawę nie ma już czego ratować... Wszechobecny spokój i brak oznak plagi, wspomnianej przez mężczyznę zdawał się jednak przeczyć jej przypuszczeniom. Zaczekała chwilę, rozglądając się dyskretnie w poszukiwaniu wartowników. Może już została zauważona i elfowie obserwują bacznie każdy jej ruch?
W obecnym stanie prawdopodobnie nie wzbudzała zbyt wielkiego szacunku... Prawdę mówiąc, nie zdziwiłaby się,gdyby posądzono ją o tarzanie się w ściółce i gonitwę za wiewiórkami- trwającą od jakiegoś tygodnia... Podniosła obie ręce, dając tym samym do zrozumienia,że ma pokojowe zamiary i podeszła do bramy- najbliżej jak tylko było to możliwe. Przywitała się dość głośno, w języku leśnych elfów. Może zwiększy to szanse dostania się do środka?
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-26, 23:10   

Roninka z pewną nieprzyjemną dozą niepewności musiała przyznać, iż sytuacja, jaką zastała u progu Aensiedhe nie należała do zachęcających. Może jeszcze gdyby towarzyszył jej dźwięk jakiś inny niż tylko nieustanny szum leśnych liści. Gdyby otaczało ją ćwierkające ptactwo, odgłosy leśnej zwierzyny, lub chociażby widok zwykłych, czarnych mrówek kłębiących się u jej stóp na wydeptanym, piaszczystym trakcie. Gdyby tylko miała poczucie, że znajduje się wciąż w domu, w Źródłach Natury, a nie jakiejś wynaturzonej, piekielnej wersji tak dobrze znanych i bliskich jej sercu lasów. Tym razem jednak Natura odmówiła jej swojej kompanii. Wszechobecna cisza i brak życia zdawały się rozlewać po okolicy falą paskudnej, zimnej mgły, która obezwładniała wręcz swoją grozą i lękami. Wszystko to Aramea mogłaby uznać jedynie za wytwór własnej wyobraźni, gdyby nie widok trzech kolumn uciekających z tego miejsca jakie mijała już tego dnia. Coś działo się tutaj naprawdę. Odwiecznym pytaniem jednak dusz błądzących po tym świecie było: co i w jakiej przyczyny.

Aramea, podnosząc obie ręce ku górze powoli, krok po kroku zbliżała się ku bramie. Jej drobne stopy ledwo muskały sypki, nagrzany słońcem piasek traktu, jak gdyby po nim nie szła, a płynęła, niczym najwierniejsza córa lasów, oraz elfiego rodu. Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony ewentualnych obrońców wioski mógł niepokoić, lecz zawsze...

*świst*

Roninka odruchowo, gestem wyuczonym przez tysiące godzin treningów i praktyki odskoczyła do tyłu, chowając głowę w iluzorycznej osłonie ramion gdy tylko usłyszała dźwięk wystrzelonego pocisku. Drzewce strzały wbiło się w piach tuż przed nią, nie więcej jak dwa kroki, sterczącymi lotkami stanowiąc słup graniczy, którego ponad wszelką wątpliwość nie wolno jej było przekroczyć. Arama natychmiast zrozumiała, iż ta strzała została wypuszczona celowo, jako ostrzeżenie. Ukryty łucznik, gdyby tylko chciał, trafiłby ją z łatwością na otwartym terenie drogi. Fakt zaś, iż ona, pomimo swoich niesamowicie wyostrzonych zmysłów go nie dojrzała, świadczył o nim jedynie w możliwie najlepszy sposób. Lub też, najgorszy, patrząc nań z perspektywy ewentualnej ofiary snajpera.

- Kto?!

Głos męski, elfi, dobiegł ją z wysokości. Strzelec ponad wszelką wątpliwość krył się gdzieś w listowiu ponad ostrokołem, lecz póki co pozostał dla niej tajemnicą nie do spostrzeżenia. Zmysły Aramei zaalarmowały ją, tym razem prawidłowo. Przy otwartej bramie, na ziemi, zauważyła bowiem przemieszczające się cienie. Ktoś krył się tuż za murem ostrokołu, tuż przy otworze bramy, gotowy z całą pewnością do natychmiastowego ataku na kogokolwiek, kto ośmieli się zapuścić do środka.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-11-27, 12:56   

Wszechobecna cisza... Czy może być coś bardziej złowieszczego? Przed przybyciem do Aensiedhe elfka miała jeszcze nieco złudnej nadziei, że zastanie Wielki Las choć w drobnym stopniu podobnym do miejsca, jakie zdołała zapamiętać. Skoro nie czuła się bezpiecznie w okolicy, którą mogła nazwać niegdyś domem, gdzie indziej miała się czuć swobodnie?

Niepokój Aramei zdawał się rosnąć z każdym jej krokiem. Mimo wszystko, stąpała dumnie przed siebie, z uniesioną nieco głową. Ukrywanie strachu opanowała niemal do perfekcji...

Ciemne oczy elfki rozwarły się szeroko, kiedy tylko odskoczyła instynktownie od pędzącego w jej stronę pocisku. Z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Zaczerpnęła jedynie gwałtownie powietrza, rozglądając się w poszukiwaniu potencjalnego źródła strzału... Jak mogła mieć pewność,że nie narazi się nieświadomie na kolejny?
-Nie ma to jak przyjazne, ciepłe powitanie... - mruknęła gorzko pod nosem.
Tak... Po raz kolejny podziękowano jej za nastawianie karku w wyjątkowo uroczy sposób.
Jakież to typowe- zarówno dla ludzi,jak i dla elfów... Z drugiej jednak strony, nieufność była w tej sytuacji jak najbardziej uzasadniona. W zasadzie, sama była niemniej ostrożna jeśli chodziło o zupełnie obce jej istoty. Kiedy usłyszała pytanie, starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, zwróciła się do mężczyzny spokojnym tonem:
-Aramea,łowczyni zwana Aikawą... Moje włosy są białe, ale podobnie jak wy, jestem leśną elfką. Moja wiedza na temat plagi, która nęka te tereny nie jest może imponująca,ale zdaję sobie sprawę z zagrożenia i chcę wam pomóc się od niej uwolnić. Tyrion polecił mi odszukać druida Firnama, waszego dowódcę...
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Ostatnio zmieniony przez Aramea 2010-11-28, 22:25, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-28, 20:42   

Po słowach, które wypowiedziała elfka, cisza, otaczająca całą okolicę zdawała się być jeszcze głębszą i jeszcze bardziej ponurą niż zaledwie minutę temu. Aramea zdawała sobie sprawę z presji oczekiwania. Jej głos i jej słowa, jak również wiadomość, którą przekazała z pewnością podlegała właśnie starannej ocenie obrońców wioski. Z każdym mijającym uderzeniem serca łowczyni zbliżała się nieuchronnie ku konkluzji. Jedynym, czego nie wiedziała, było to, czy zakończy się ona kolejnym pociskiem, tym razem wstrzelonym w jej stronę, czy kontynuacją rozmowy. Roninka poczuła, jak jej ubranie zaczyna lepić się do jej pleców od potu. Każdy mięsień jej ciała naprężył się w oczekiwaniu.

- Widziałaś Tyriona?

Tym razem męski głos w języku elfim dobiegł jej nie z góry, z pozycji wciąż niewidzialnego strzelca, a z rejonu bramy wioski. Najwyraźniej jej słowa nie przełamały jeszcze do końca nieufności obrońców, lecz okazały się być ciekawymi na tyle, by na parę chwil odłożyć groty strzał na bok i skupić się na rozmowie.

- Dawno temu? Wszystko było u niego w porządku?

W bramie, zza ostrokołu pojawiła się pojedyncza, wysoka, elfiej postury postać z uniesionymi, podobnie jak Aramei, rękoma. Gest pokoju ukazany z obu stron pozwalał na kilka oddechów spokoju i relaksu. Przynajmniej przez chwilę.

- Jeżeli twoje zamiary, zaiste, są szlachetne, podejdź bliżej, Arameo, zwana Aikawą. Porozmawiajmy, zanim postanowimy, co czynić dalej.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-11-28, 23:43   

Zrozumiała w jednej chwili,że jej życie jest teraz w rękach obrońców wioski. Powierzyła im je na dobrą sprawę już obierając ten kierunek...
Już nie jesteś kowalem swojego losu,Arameo...- pomyślała, opuszczając powoli wzrok.
Ta sama elfka, która tak pokochała swoją niezależność była obecnie zdana na czyjąś łaskę...

Gdy usłyszała kolejne pytanie, zaczęła szukać instynktownie źródła głosu. Skinęła powoli głową i starając się ukryć swój niepokój wynikający z zaistniałej- bez wątpienia dość trudnej dla niej sytuacji, odparła spokojnym, łagodnym tonem:
-Tak, widziałam dziś Tyriona. Powiem więcej- zamieniłam z nim kilka słów. Nasza rozmowa miała miejsce niedaleko Aensiedhe.Jego ciało było jak najbardziej zdrowe, nie licząc szarego odcienia jego skóry i wyraźnego zmęczenia. Nietrudno było jednak zauważyć,że jego duszę dręczą troski.Tyrion... Odchodził w dalszą drogę z bólem w sercu, uwierz mi na słowo.Był jednak cały i zdrowy. Nie kroczył także samotnie.
W przeciwieństwie do mnie... - pomyślała elfka. Mimo swoich własnych zmartwień, wyraźnie starała się przekazać mężczyźnie tyle informacji, ile tylko było to możliwe. Nie tyle dla własnej korzyści, co przede wszystkim po to, by choć trochę go uspokoić.

Otworzyła oczy nieco szerzej, widząc nowo przybyłą postać. Nie opuszczając dłoni, skinęła nisko głową na znak szacunku. Kto wie... Może to i sam Firnam, tajemniczy druid którego polecono jej odnaleźć? Nie miała pojęcia jak wyglądał dowódca elfów, ale w obecnej chwili nie było to dla niej największym zmartwieniem. Wiedziała,że obrońcy czekają prawdopodobnie na choć jeden, nieprzemyślany ruch z jej strony... Słysząc słowa nieznajomej postaci, uśmiechnęła się mimo woli.
Jeśli Twój zacny kompan mnie przedtem nie wypatroszy... - pomyślała Aramea, zerkając dość niepewnie w kierunku, z którego poleciała strzała ostrzegawcza. Uniosła znów dumnie głowę i dostojna na tyle, na ile pozwalał jej stan odzienia- ruszyła ostrożnie w stronę postaci, którą najwyraźniej niezwykle ją zaintrygowała.
-Zapewniam,że właśnie takie są. Jedyne,czego pragnę to pomóc wam w bitwie, którą jak mniemam przyjdzie niedługo stoczyć... Niezależnie od zaistniałych okoliczności,nigdy nie tracę nadziei. Nawet jeśli będzie to choć iskierka, nie poddam się...
Na dźwięk słowa "Aikawa", przez jej ciało przemknął dreszcz. Mimo,że często wspominała o tym imieniu, nazywają ją nim jedynie jedna osoba. Podniosła znów wzrok na tajemniczego przybysza, wyraźnie oczekując odpowiedzi. Innej niż kolejny strzał...
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-11-30, 16:06   

Aramea odpowiedziała nieznajomemu elfowi zgodnie z tym, co podpowiadało jej serce, oraz cichutko podszeptywał jej rozum. Odpowiedziała więc prawdę i tylko prawdę. Z każdym zaś kolejnym krokiem, który przybliżał ją ku bramie utwierdzała się w przekonaniu, iż decyzja ta była decyzją słuszną. Jak do tej pory żaden pocisk nie przebił jej klatki piersiowej, żaden stalowy grot nie ukąsił jej organów wewnętrznych a żadne drewno brzechwy nie sterczało z jej ciała. To były zdecydowanie pozytywne, zdrowe objawy, z których każda rozsądnie myśląca istota winna się jedynie radować. Również nieznajomy elf opuścił powoli trzymane w powietrzu dłonie, jak gdyby zadowolony z odpowiedzi, jakie usłyszał. Gdy elfka znalazła się już nie dalej jak pięć metrów od niego i od samej bramy do wioski mógł pozwolić sobie na odetchnięcie z ulgą i ponowne rozpoczęcie rozmowy. Tym razem odrobinę utrzymaną w innym tonie.

- Wybacz nam środki ostrożności, pani – rzekł spokojniej – ale skoro spotkałaś Tyriona i znasz naszą opowieść, musisz się domyślać, iż są one ze wszech miar usprawiedliwione. Obecnie bardziej niż samej Plagi bardziej obawiamy się lokalnych grup bandytów, maruderów i szabrowników, którzy niewątpliwie byliby łasi na taki kąsek, jakim jest wioska porzucona w pośpiechu przez swoich mieszkańców z większością dobytku pozostawioną na miejscu. Nie możemy do tego dopuścić.

Elf był typowym przedstawicielem swojej rasy. Wysoki, o kasztanowych, upiętych w pojedynczy warkocz włosach sięgających poniżej linii ramion. Delikatna, dziecięca niemalże twarz mężczyzny zdecydowanie nie pasowała do lekkiego pancerza jaki na sobie nosił oraz do ostrza miecza, jaki spoczywał mu u boku.

- Wspominałaś imię Firnama – rzekł po chwili – pozwól że zabiorę cię do niego natychmiast.

Aramea poczuła, jak oczy elfa taksują ją od góry do dołu z nieskrywanym uznaniem.

- Muszę przyznać, iż większość tutejszych na samą wzmiankę o zbliżającej się Pladze reaguje w sposób dosyć… cóż, nazwijmy to, mało męski. Nieczęsto spotyka się osoby chętnie i z własnej woli stawiające jej czoła. Jeszcze rzadziej – niewiasty.

Elf skłonił się lekko w jej stronę z szacunkiem. Po chwili zaś, odwrócił plecami, dyskretnym gestem dłoni nakazując marsz za nim.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-11-30, 17:34   

Każdy kolejny krok w kierunku bramy zdawał się być dla niej jeszcze trudniejszym niż poprzedni. Mimo,że stąpała z charakterystyczną dla siebie dumą i godnością, w jej oczach można było bez większego trudu dostrzec najprawdziwszy niepokój. Kiedy uświadomiła sobie,że mimo pokonanego dystansu nie wymierzono w jej stronę kolejnego ciosu- uśmiechnęła się nieznacznie. Mimo,że nie czuła się zbyt bezpiecznie, pojawiła się subtelna iskierka nadziei na nawiązanie choć nici porozumienia pomiędzy nią, a obrońcami wioski.
Zmiana tonu, jaką natychmiast wyczuła w głosie elfa dodała jej jeszcze więcej otuchy. Może przy odrobinie szczęścia zrozumieją,że jest po ich stronie? W końcu, mieli wspólnego wroga...Mimo,że jej stopa już od dłuższego czasu nie musnęła zielonej trawy Wielkiego Lasu, nadal czuła niezwykły sentyment do tego miejsca. Kochała je... Jak mogła pozwolić zniszczyć własne wspomnienia z nim związane?

-Wasza nieufność jest w rzeczy samej jak najbardziej uzasadniona, panie. Byłabym jednak niezmiernie wdzięczna, gdyby na przyszłość Twój przyjaciel najpierw zadawał pytania, a dopiero później strzelał.

Odparła Aramea, zerkając na niego z łagodnym, dość ciepłym uśmiechem, w którym czaiło się coś szelmowskiego. Po krótkiej chwili, dopowiedziała jeszcze:

-Wierzę,że już niedługo pozostali mieszkańcy będą mogli bezpiecznie wrócić. Póki co, możecie liczyć na moją pomoc. Zdaję sobie sprawę, że jeden sejmitar nie zmieni całego świata,ale... Ośmielam się stwierdzić,że nie zdoła również i zaszkodzić. W rzeczy samej-poznałam kilka faktów,ale są to raczej dość ogólne informacje. Będę niezmiernie wdzięczna za zaznajomienie mnie z kilkoma cennymi szczegółami. I naturalnie, z przyjemnością poznam Firnama.

Słysząc jego kolejne słowa, mruknęła z wyraźnym rozbawieniem i zarazem nutką zadowolenia. Odwróciła się w stronę elfa z kasztanowym warkoczem i puściła do niego żartobliwie oczko, zwracając się do niego dość lekkim tonem:

-A wyglądam Ci na powszechnie spotykaną bezbronną i bojaźliwą niewiastę?

Uniosła nieznacznie brew i pogładziła subtelnie rękojeść sejmitara. Zdecydowanie nie była bezbronna... Skinęła głową ze zrozumieniem i ruszyła za nim, już znacznie spokojniejsza.
Rozglądała się przez krótki czas wokół siebie, z wyraźnym zainteresowaniem. Nie przypominała sobie, by miała kiedykolwiek okazję odwiedzić Aensiedhe... Jednocześnie, żałowała,że zwiedza je akurat w takich, a nie innych okolicznościach. Cóż... Może pewnego dnia uda jej się poznać je z lepszej strony? Następnie, przeniosła wzrok na podążającego tuż przed nią elfa. Przechyliła nieco głowę w bok, utkwiwszy wzrok w kasztanowych włosach i mieczu spoczywającym u boku.
Aikawo...Wygląda na to,że doczekałaś się przewodnika...Co za miła odmiana po poczęstowaniu ostrzegawczym grotem!
Pomyślała, unosząc znów leciutko kącik ust.
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-12-01, 23:10   

- Wasza nieufność jest w rzeczy samej jak najbardziej uzasadniona, panie. Byłabym jednak niezmiernie wdzięczna, gdyby na przyszłość Twój przyjaciel najpierw zadawał pytania, a dopiero później strzelał.

Odparła Aramea, uśmiechając się szelmowsko.

Odpowiedział jej jedynie delikatny, acz radosny chichot ze strony przewodnika. Elf odpowiedział równie szelmowskim uśmiechem w stronę kobiety, wyraźnie z siebie, nie wiedzieć czemu, zadowolony. Nie odrzekł jednak ni słowa, koncentrując się jedynie na drodze przed nimi. Dopiero na pytanie o Pladze, elf zdecydował się udzielić wymijającej i szczątkowej odpowiedzi.

- Poczekaj, pani, aż będziesz w stanie zapytać o to druida. On lepiej zna naturę rzeczy ode mnie. Ja wiem tylko to, co wszyscy tu zgromadzeni. Plaga to śmierć.

Po tych słowach na dłuższą chwilę zapadła między elfami cisza, dorównująca jedynie upiornej ciszy przyrody ich otaczającej. Tu w wiosce dźwięków zwierząt brakowało Aramei wcale nie mniej niż nie tak dawno temu na Trakcie. Aensiedhe za czasów, gdy było jeszcze zamieszkałe przez swoich mieszkańców musiało być wcale cieszącą oczy wioską. Pełną życia, pełną rozmów, pełną śmiechu oraz pełną świateł rozbłyskujących w okiennicach domostw po zmroku. Obecnie, wśród tych drabin, linowych mostków, oraz okiennic przechadzała się jedynie zimna pani Samotność, pospołu z czyhającym nieopodal Strachem. Okiennice ziały pustkami. Niedomknięte w pośpiechu drzwi do mieszkań i budynków przypominały wędrowcom o tym, w jakich okolicznościach miejsce to zostało opuszczone. Porozrzucane tu i ówdzie przez uciekających uchodźców drobne przedmioty użytku codziennego, plątające się na ziemi pomiędzy nogami były niczym wykrzykniki, kończące urwane wpół krzyku zdania. Droga którą prowadził ją elf o kasztanowych włosach wiodła cały czas po ziemi właśnie, nie kierując się ani przez chwilę ku szczytom drzew na których znajdowały się platformy właściwej wioski. Aramea nie wiedziała, ani nie domyślała się przyczyny. Z jej, elfiej, perspektywy, wydawało się logiczniejszym i dla celów obronnych i dla wartości prestiżowej, by osoba rangi druida reprezentująca Druidzkie Kręgi zajmowała kwaterę odpowiednią do piastowanej godności, czyli wysoko w koronach drzew. Elf przewodnik jednak prowadził ją ku dużej chatce stojącej u podstawy jednego z głównych drzew Aensiedhe. Chatka, za czasów swojej świetności, mogła pełnić jedynie jedną rolę: była tutejszą karczmą. Zaiste, po wejściu do środka pomieszczenia, Arameę powitał ciepły podmuch powietrza noszący ze sobą wyblakłe, lecz jakże charakterystyczne dla owego przybytku wonie niedawno przyrządzanych potraw, oraz leciutką woń piwa, która otaczała chyba wszystkie karczmy świata nawet przez długie lata po tym, gdy karczmami być już przestały. Matowe okna wpuszczały do środka niewiele światła, lecz na tyle, by w dużym i przestronnym pomieszczeniu głównej Sali karczmy dostrzegać wszystko to, co warte dostrzeżenia było. Kontuar, stoły z krzesłami, rzędy butelek a półkach za kontuarem… oraz trójkę elfów, pogrążonych w cichej rozmowie przy wygaszonym kominku. Przez myśl Aramei przeszło, iż kominek w miejscu takim jak to pewnie i tak nigdy rozpalany nie był, pełniąc jedynie funkcje ozdobne. Dwóch spośród rozmawiających było zbrojnymi. Ubrani w półpancerze skórzane, wyposażeni w długie miecze i łuki przerzucone przez plecy z pewnością znali się na swoim fachu i sztuce. Ostatni z elfów ubrany był w długą, powłóczystą szatę utrzymaną w kolorze ziemnego brązu. Pierś przecinał mu skórzany pasek przewieszonej przez ramię torby. W dłoni trzymał kostur wysoki niemal tak, jak sam jego właściciel, zakończony dziwacznym pękiem ni to ziół, ni to zwierzęcych ogonków. Elf ten ponad wszelką wątpliwość przewodniczył rozmowie, zaś obaj stojący przy nim wojownicy odnosili się do niego z widocznym już na pierwszy rzut oka szacunkiem. Gdy tylko Aramea wraz ze swoim przewodnikiem weszli do karczmy, wzrok całej trójki utkwił w jej osobie. Zwłaszcza spojrzenie elfa z kosturem należało do tych wyraźnie pytających i jeszcze wyraźniej wymagających wyjaśnień.

- Oto Aramea Aikawa – rzekł jej przewodnik, nieco mylnie biorąc miano „Aikawa” za jej przydomek rodowy, lub nazwę Domu z którego się miała wywodzić – spotkała po drodze Tyriona i jego grupę. Chciała jednak się z tobą widzieć, szanowny hierofancie.

Mianem Hierofanta określało się najstarszego i najbardziej doświadczonego druida w danym Kręgu, który przewodniczył mu i jego działalności, oraz nadzorował wszystkich podległych mu druidów. Aramea od razu, instynktownie, po elfiemu wyczuła, iż przyjdzie jej rozmawiać z kimś znaczącym tutejszej społeczności i że musi odnosić się do niego z należnym szacunkiem.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-12-03, 22:16   

Mimo woli, skierowała znów wzrok na swojego przewodnika, a na jej twarzy pojawił się łagodny uśmiech. Jego dość cicha,ale za to niezwykle entuzjastyczna reakcja sprawiła,że choć na krótki czas zapomniała o niebezpieczeństwach niechybnie czyhających zarówno na nich, jak i na resztę mieszkańców Aensiedhe. Mężczyzna wydał jej się niezmiernie tajemniczy- nie tylko nie wyjawił jej żadnych szczegółów dotyczących ostatnich wydarzeń, ale nie nawet nie zdradził jej swojego własnego imienia... Mruknęła znów z lekkim zadowoleniem, kiedy spostrzegła sporych rozmiarów chatkę. Kiedy uświadomiła sobie,że już niebawem przyjdzie jej się spotkać z dowódcą obrońców wioski, odczuła znaczny niepokój. Przygryzła lekko dolną wargę ust, ale znacznie się uspokoiła, kiedy jej wzrok spoczął na przewodniku. Nie wiedziała o nim na dobrą sprawę zupełnie nic,ale wywarł na niej na tyle pozytywne wrażenie,że świadomość jego obecności sprawiała jej przyjemność i dawała poczucie odrobiny bezpieczeństwa.

Gdy tylko przekroczyła próg chatki, skierowała swoją uwagę na osobę odzianą w szatę w barwach ziemnego brązu. Usłyszawszy,że przewodnik przedstawił ją już obecnym w pomieszczeniu elfom, ukłoniła się dość nisko- z szacunkiem i zarazem gracją.
Czując na sobie ich spojrzenia, poczuła się znów nieswojo. Podejrzewała,że jeżeli nie uda jej się przekonać do siebie Hierofanta- wszystkie wysiłki i nadzieje spełzną na niczym.
Instynktownie zerknęła kątem oka w stronę, gdzie niedawno stał jej przewodnik. Choć zajęło to tylko ułamki sekund, Aramea wyraźnie poczuła się odrobinę bardziej swobodnie.

-Witaj, szanowny Hierofancie...Witajcie i wy, bracia- powiedziała spokojnie, po czym znów skierowała największą uwagę na siedzącego pośrodku druida.

-Jestem Aramea, zwana również Aikawą. Spędziłam ostatnie lata w towarzystwie ludzi,ale pochodzę z Wielkiego Lasu, który był moim domem odkąd tylko pamiętam.Dlatego też, kiedy dowiedziałam się od napotkanego szczęśliwym zbiegiem okoliczności Tyriona,że jedna z osad jest w niebezpieczeństwie- nie wahałam się nawet przez chwilę. Niewiele wiem o Pladze nękającej nasze ziemie... Jedynie to, co zdołano mi przekazać w drodze do Aensiedhe. Niemniej jednak, jeśli tylko pomoc łowczyni okaże się przydatna- jestem gotowa stawić czoło wspólnemu zagrożeniu. Już niejednokrotnie przyszło mi walczyć o to,co darzę ogromnym uczuciem.

Spuściła znów wzrok, by okazać rozmówcy szacunek. Zamilkła na chwilę. Czekała...
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-12-06, 00:43   

Hierofant skłonił się Aramei z szacunkiem. Najwyraźniej, na tyle, na ile łowczyni zdołała to wyczuć, jej wypowiedź zdołała go zadowolić.

- Zaiste – rzekł doświadczony druid – niezwykłą jest sytuacja, gdy ktoś samodzielnie i z własnej woli postanawia walczyć z Plagą.

Jakimś cudem, w jego głosie dało się odczuć, iż słowo „plaga” zostało przez niego wypowiedziane właśnie w taki sposób. Z wielkiej litery, niczym nazwa własna, której nie należy lekceważyć poprzez potoczną mowę plebsu.

- Musisz wiedzieć, Arameo, łowczyni szlachetnego serca, iż Plaga jest klątwą, która nawiedza okolicę od pięciu długich lat. Swój początek wzięła w wiosce Amen’tae, lecz obecnie swym zasięgiem sięga już ziem tutejszych. Plaga objawia się w tym, iż wszystko, czego dotknie, umiera. Z każdy zabranym życiem, Plaga rośnie w życie. Metr za metrem, dzień za dniem, Plaga postępuje naprzód. Nie istnieje żaden znany sposób jej zatrzymania. Razem z Plagą postępują jej twory, istoty jak wyjęte z najgorszych koszmarów, nie do pokonania zwykłą bronią.

Druid odwrócił się do bohaterki plecami, wpatrując w wypalone miejsce na palenisko.

- Przez ostatnie trzy lata rozwój Plagi został zatrzymany przez najwyższych rangą druidów Źródeł Natury. Obecnie jednak jej moc okazała się zbyt potężną. Żaden druid, ani żaden krąg nie zdoła jej magicznie zatrzymać. Niezbędne jest zniszczenie jej fizycznego źródła. To też planujemy dziś uczynić, gdy tylko Plaga dotrze Aensiedhe.

Głos druida brzmiał dźwięcznie, metalicznie i mocno w zamkniętym pomieszczeniu karczmy. Aramea podświadomie, przez skórę czuła, iż druid jest faktycznym przywódcą prowizorycznej obrony wioski. Jego słowo obecnie było tutaj prawem. Nie zgodzenie się zaś z jego poglądami – przestępstwem.

- Każda pomoc okazana bezinteresownie zostanie przez nas powitana z radością. Jednocześnie nie składamy ślepych obietnic. Nasza misja jest szalenie niebezpieczną. Przystając do nas, ryzykujesz życiem, Aikawo.

Aramea poczuła przechodzący przez jej ciało dreszcz, pochodzący od podstawy czaszki, aż po podstawę kręgosłupa. Nikt, od bardzo dawna, nie określał jej wyłącznie tym mianem. Najwyraźniej jednak, dzięki ostatnim wypowiedziom, nazwa ta przyjęła się właściwie bezboleśnie w określonym towarzystwie.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-12-06, 15:51   

Podniosła znów ostrożnie wzrok na druida i kiedy tylko uświadomiła sobie,że udało się jej uzyskać choć odrobinę aprobaty, kąciki jej ust powędrowały w górę. Wiele wskazywało na to,że nić porozumienia została nawiązana... Aramea wiedziała jednak doskonale,że to dopiero początek jej pobytu w osadzie i walce z Plagą... Zaufanie to waluta równie cenna, co trudna do zdobycia i...utrzymania.

Słuchając druida z nieskrywaną uwagą, przygryzła nieznacznie dolną wargę ust.
Jej przewodnik miał rację mówiąc,że Plaga to śmierć... Kiedy Hierofant wspomniał o tajemniczych stworach, wobec których zwykła broń była bezużyteczna, przełknęła dość głośno ślinę. Stwory z koszmarów? Tego nie było w umowie... Szybko jednak, przypomniała sobie jak ważna jest ta misja- zarówno dla obrońców jak i dla niej samej.

-Dostojny Hierofancie,mój sensei, ludzki opiekun i przewodnik pokazał mi,że warto walczyć jeśli istnieje choć cień nadziei. Drobna iskra jest wystarczająca do rozpalenia potężnego płomienia... Dlatego też, nawet po poznaniu szczegółów, które mogą napełnić trwogą serce najdzielniejszego wojownika- nadal pragnę zaoferować Wam swoją pomoc.

Po chwili zastanowienia i dokładnego rozważenia słów druida, zwróciła się znów do niego, z wyraźnym zaciekawieniem i zaangażowaniem dającym się bez większego trudu usłyszeć w jej słowach:

-Proszę pozwolić,że zapytam...Wiadomo już w jaki sposób można unieszkodliwić lub chociażby zatrzymać na jakiś czas istoty postępujące z Plagą? Czy wspominając o zniszczeniu fizycznego źródła Dostojny Hierofant ma na myśli Amen’Tae w Źródłach Natury?

Po zadaniu dwóch pytań spokojnym, łagodnym tonem zamilkła znów na chwilę.
Czuła,że to obrońcy wioski podarowali jej znacznie więcej niż ona sama miała do zaoferowania. Prawdopodobnie zupełnie nieświadomie, sprawili,że znów poczuła się potrzebna. Po raz pierwszy od dłuższego czasu... Znów była Aikawą.
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-12-08, 23:41   

Aramea zadała swoje dwa pytania, milknąc na chwilę w oczekiwaniu na odpowiedź. Kobieta doskonale zdawała sobie sprawę ze znaczenia swoich pytań oraz ze znaczenia słów, które za chwilę miały paść w zamkniętym pomieszczeniu elfie karczmy. Od decyzji, które tutaj usłyszy, być może, zależeć będzie jej życie. Łowczyni nie wiedziała, czy podjęła dobrą decyzję, decydując się na niesienie pomocy obrońcom wioski. Mogła jednak jednego być pewną ponad wszelką wątpliwość: walka samotnego sejmitara ponad wszelką nadzieję z pewnością była czymś, z czego jej nauczyciel mógłby być dumny, gdyby widział swoją uczennicę.

- Ogólnie nasza wiedza na temat Plagi nie jest zbyt wielką.

W głosie hierofanta, w przeciwieństwie do niedawnej stali i zdecydowania zabrzmiały nuty smutku i słabości. Jak gdyby niedowierzania, iż napotyka on w swoim życiu fakty mu nieznane, lub też niezbadane.

- Z kilkuset elfów, nierzadko bardzo doświadczonych grup awanturniczych nie ocalał jeszcze nikt. Nikt z wielu grup ochotników, którzy pragnęli spenetrować wnętrze sfery obciążonej Plagą nie wyszedł o własnych siłach. Jedyne wieści jakie posiadamy pochodzą z ust tych, których Plaga napotkała podczas swojego rozrostu.

Druid odwrócił się plecami do Aramei, wbijając swoje spojrzenie w puste miejsce nigdy nie rozpalanego paleniska. Roninka nabrała nagle paskudnego wrażenia, iż pomimo słonecznego dnia, we wnętrzu karczmy nagle zrobiło się jak gdyby podejrzanie ciemno i cicho.

- Plaga rozwija się codziennie w każdym kierunku drobnymi kroczkami. Po kilka metrów, czasami kilkanaście. Bywają jednak chwile, gdy jej obszar rozwija się bardzo gwałtownie, nierzadko po kilometr, lub dwa. Ruchy te nigdy nie zostały przez nas zbadane, czy rozszyfrowane, ani powiązane z żadnym znanym nam zjawiskiem magicznym.

- Ci jednak, którzy przypadkowo nagle znaleźli się w jej wnętrzu i przeżyli, opowiadali później o karykaturalnych istotach, przybierających różne postacie i kształty, zawsze jednak wyglądających jak utkane z samej esencji cienia i mroku. Wiemy na pewno, iż nie da się ich zranić bronią zwykłą. Są jednak podatne na magię, oraz na broń srebrną.

Sejmitar wiszący u boku Aramei ponad wszelką wątpliwość był bronią zacną i wysłużoną. Niemniej jednak, w związku z powyższym, w nadchodzącym boju wielkiego pożytku zeń roninka mieć nie będzie.

- Nasz plan… - zaczął po chwili druid - …polega na prostej obserwacji. Skoro nikt spośród wchodzących do Plagi nie przeżył, założyliśmy, iż proces rozszerzania swojego zasięgu jest dla niej w jakiś sposób wyczerpujący. Może istoty zaraz po skoku na nową przestrzeń są słabsze? Nie jesteśmy pewni. Niemniej jednak chcemy spróbować czegoś nowego. Wykorzystać Aensiedhe do obrony przed pierwszą falą ataku, by następnie ruszyć ku Amen’Tae i tam sięgnąć istoty Plagi. Mam w zanadrzu szereg zaklęć ochronnych, zaś przy wsparciu Natury i Eleyny, powinno nam się udać.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-12-09, 14:05   

Mimo woli, opuściła na chwilę powieki i westchnęła cichutko, kiedy dowódca obrońców wioski wyznał,że nawet on nie wie wszystkiego o zagrażającej im Pladze. Szybko jednak, otworzyła znów oczy i spojrzała na hierofanta. Była z każdą chwilą coraz bardziej niepewna swojego losu. Zaczynała powoli rozumieć na co tak naprawdę się zdecydowała... W jej oczach nie było jednak strachu. Przez te wszystkie lata nauczyła się go ukrywać... i działać mimo niego. Druid bez trudu mógł ujrzeć w jej ciemnobrązowych źrenicach łagodność, ogromny szacunek i zarazem współczucie.

Słuchała Hierofanta z nieskrywaną uwagą, co jakiś czas dając mu o tym odruchowo do zrozumienia lekkim skinieniem głowy. Na wspomnienie o grupach awanturniczych i następstwach ich spotkania z Plagą, wbiła wzrok w posadzkę. Nikt nie ocalał...
Potarła dłonią swoje przedramię, kiedy spostrzegła nie wróżący niczego dobrego zmrok.
Przez chwilę była przekonana,że to jedynie oznaka zbliżającego się zmierzchu. Szybko jednak, przywołała usłyszane niedawno słowa o Pladze... Nadchodzą... Czuję to

Zwróciła się znów do druida, z równie wielkim szacunkiem, co poprzednio:

-Czyżby Plaga była zatem istotą posiadającą własną świadomość i inteligencję? Jeśli nie jest odporna na magię...Może ma związek z czymś w rodzaju klątwy rzuconej na Źródła Natury? Odnoszę wrażenie,że czymkolwiek jest Plaga- kieruje nią nienawiść w czystej postaci i karmi się ona naszym strachem.

Nie wiedziała,kto mógłby wykazać się taką "kreatywnością",ani w jakim celu. Prawdę mówiąc, pochodzenie Plagi nie miało dla niej większego znaczenia. Jedyne, czego pragnęła się dowiedzieć, to w jaki sposób pozbyć się jej raz na zawsze...
Po raz kolejny, wzmianka o istotach podążających wraz z Plagą wywołała u niej niezbyt przyjemny dreszcz. Zmiennokształtni...Zastanawiała się, czy były one zdolne przyjąć postać osoby, którą znał przeciwnik. Przygryzła znów dolną wargę ust,a przez myśl przemknęło jej tylko jedno słowo. Miyamoto... Jeśli istoty są zdolne do wyczuwania uczuć, czy odważą się wykorzystać jej słabość? Czy mogły wiedzieć,że jej serce nie jest wolne od przywiązań?

-Plan Dostojnego Hierofanta jest godny podziwu. Niewykluczone,że zdołamy odwrócić uwagę Plagi i osłabić istoty jej towarzyszące. W jaki sposób mogę się przydać?
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-12-11, 22:52   

Hierofant uśmiechnął się delikatnie słysząc domysły Aramei. Delikatne skinienie głowy elfa świadczyło o tym, iż pochwala on zarówno jej tok myślenia jak i gotowość do niesienia pomocy. Roninka zdała sobie sprawy, iż o ile może nie rozwiała do końca i zupełnie wszystkich wątpliwości które towarzyszyły jej pojawieniu się w tej społeczności, to z pewnością swoją postawą zdołała lwią ich część odesłać w niepamięć.

- Zaiste, taka teoria również pojawiła się wśród moich współbraci z Kręgu – odparł druid – fakt, iż Plaga może być w istocie myślącą, żywą istotą nieznanego nam rodzaju lub pochodzenia jest rozpatrywany przez nas jako „możliwy”. Na chwilę obecną ciężko jednak jest nam orzec, na ile jest to koncepcja prawdopodobna.

Druid chwilę milczał, jakby nie będąc pewnym własnej odpowiedzi na ostatnie z zadanych przez Arameę pytań.

- Osoba władająca bronią taką jak twoja, Arameo Aikwao z pewnością znalazłaby wśród nas użytek, lecz, niestety, zwykłym mieczem istot Plagi zranić nie…

- Czcigodny ojcze hierofancie – delikatnie, lecz stanowczo w słowo wszedł mu elf, który doprowadził tutaj Arameę od ich spotkania przy bramie Aensiedhe – tak się składa zaiste, niezwykłym zrządzeniem losu, iż posiadamy jeden, ostatni sejmitar uszlachetniany srebrem. Może to zwykła pomyłka kwatermistrza przy naszych przygotowaniach jeszcze w Lithirii, ale mamy jedną sztukę broni więcej niż nam to potrzeba i jest nią akurat sejmitar.

Aramea poczuła, jak jej serce przyspiesza, wybijając z nieznanych jej powodów dudniący, szalony rytm. Cudowny zbieg okoliczności? Cudowne zrządzenie losu? Akurat, w perspektywie jednej szansy na milion, jedna sztuka broni dokładnie takiej, jak była jej potrzebna? Można było wierzyć w różne przypadki i zbiegi okoliczności, ale to brzmiało odrobinę nieprawdopodobnie nawet w uszach zupełnego maniaka.

Roninka poczuła na sobie badawczy wzrok druida. Nawet nie umiała określić tego słowami, lecz elfka nagle zrozumiała, iż hierofant patrzy na nią zdecydowanie inaczej, niż jeszcze przed paroma minutami. Po chwili jednak jego twarzy rozpogodziła się, pozbywszy dosyć ponurego, zaskoczonego wyrazu, by ostatecznie z uśmiechem rozpromienić się w stronę roninki.

- Najwyraźniej sami bogowie są po naszej stronie – rzekł nad podziw spokojnie – dobrze więc, Arathielu, poprowadź Arameę do magazynu i przygotuj jej stanowisko blisko wschodniego ostrokołu. Tam wojowniczka przyda się najbardziej.

Elf skłonił się lekko w stronę przełożonego, po czym, podobnie jak ostatnio, jedynie gestem podbródka nakazał elfce marsz za sobą. Nawet nie oglądając się za siebie. Bezczelnie.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Aramea 
Włóczykij
Aikawa



Wiek: 36
Dołączyła: 25 Lis 2006
Posty: 89
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2010-12-12, 22:19   

Wsparcie uzyskane przez Hierofanta najwyraźniej w znaczny sposób poprawiło jej nastrój,znacznie nadszarpnięty przez ostatnie wydarzenia mające miejsce zarówno w samym Aensiedhe jak i w drodze do osady. Twarz Aramei rozjaśnił delikatny, łagodny uśmiech. Uznała słowa druida za dobry znak. Nareszcie! Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czuła,że coś układa się tak,jak przynajmniej częściowo oczekiwała. Równie szybko jednak uśmiech zniknął z jej twarzy ustępując miejsca zasępieniu. Opuściła nieznacznie głowę, zerkając kątem oka na swój sejmitar. Pogładziła z czułością rękojeść, ale w jej oczach pojawił się żal. Niech to... I pomyśleć,że było tak blisko...- pomyślała, przygryzając dolną wargę ust.

Otworzyła szeroko oczy i mimo woli rozdziawiła usta w zaskoczeniu. Patrzyła z rosnącym niedowierzaniem to na druida, to na swojego przewodnika. Zbiegi okoliczności nie istnieją...-pomyślała, zatrzymując na dłużej wzrok na elfie o kasztanowych włosach.
Gdy Hierofant polecił przewodnikowi zaprowadzić ją do magazynu z bronią, ukłoniła się jeszcze grzecznie, z nie mniejszą gracją niż wcześniej. Opuściła pomieszczenie sprawiając wrażenie spokojnej i łagodnej niczym łania. Kiedy jednak znaleźli się poza zasięgiem wzroku Hierofanta, przyśpieszyła kroku, starając się zrównać się z Arathielem.

- Pod żadnym pozorem nie chciałabym uzyskać miana niewdzięcznika- mruknęła w jego stronę,z subtelną nutką cynizmu i dodała jeszcze po chwili:

- Doceniam twój... gest. Uwierz mi,że tak. Gdyby nie ty, pewnie zostałabym odesłana tam, skąd przyszłam.
A jakoś niespecjalnie mam ochotę tam wracać. Może dlatego,że póki co- bez honoru nie mam po co...- przemknęło jej przez myśl i skrzywiła się na samo wspomnienie jednego z najtrudniejszych pożegnań w jej życiu.

Podniosła nieco głowę i utkwiła w przewodniku czujne spojrzenie swoich ciemnobrązowych, wyrazistych oczu. Tym razem, w jej tonie było więcej zaintrygowania niż złośliwości.

- Musisz jednak sam przyznać,że biorąc pod uwagę niezbyt sprzyjające okoliczności, taki czysty przypadek jest co najmniej niezwykle zaskakujący...

Kolejne słowa wypowiedziała już niemal szeptem, przybliżając nieco do niego twarz:

- Ja nie wierzę w zbiegi okoliczności... Odnoszę nieodparte wrażenie,że wiesz znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Mam na myśli niekoniecznie samą Plagę,ale... przede wszystkim mnie samą.

Uniosła nieznacznie brew, nie odrywając wzroku od Arathiela. Zdecydowanie, uznała,że wyjaśnienia byłyby jak najbardziej na miejscu.
_________________
Aramea
Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-12-14, 16:30   

Arathiel sprawiał wrażenie zaskoczonego słowami Aramei. Gdy tak szli ramię w ramię przez elfią wioskę wojownik nie odezwał się ni słowem, pozwalając swojej towarzyszce dokładnie wypowiedzieć na głos wszystko to, co leżało jej na sercu.

- Nie jestem pewny o czym mówisz, Arameo – rzekł wreszcie – nie pomogłem ci w żaden sposób. Jedyne, czego dokonałem, to było proste porozmawianie z tobą wtedy przy bramie. Z hierofantem poradziłaś sobie znakomicie sama, nie potrzebując niczyjej pomocy.

Twarz elfa ozdobił lekki uśmiech. W ciągu paru minut przeszli większą część wioski do miejsca, gdzie blisko podstawy ogromnego drzewa lokalni mieszkańcy wybudowali trzy jednakie, malutkie, parterowe domostwa. Przed drzwiami jednego z nich stał uzbrojony strażnik. Widząc jednak zbliżającą się dwójkę, bez słowa przy pomocy zwisającego u pasa pęku kluczy otworzył stalową kłódkę blokującą wejście do środka. Dwójka elfów nie zwlekając weszła do środka. Wewnątrz chatki panował nieprzyjemny półmrok i zaduch. Nikt od dawna tu nie sprzątał i potężne kłęby kurzu wirowały tanecznie w powietrzu w blasku refleksów światła skąpo wpadającego do środka przez jedno, jedyne dzielone na czworo okno. W środku, jak zauważyła roninka, znajdowały się głównie drewniane kraty z zapasami. Najprawdopodobniej było to pożywienie, ubrania i inne artykuły absolutnie niezbędnej ważności i konieczności oraz zastosowania. Wśród tej masy towarów zdecydowanie wyróżniała się jedna, wzmacniania metalem, zdobiona skrzynka średniej wielkości, kuferek w zasadzie. Arathiel uklęknął przed nią na pokrytej kurzem podłodze.

- Może to nie przypadek? – zapytał głucho w powietrze, w odpowiedzi na dalszą wypowiedź Aramei.

Wnętrze kuferka wykładane było aksamitem. Aramea widziała go wyraźnie nawet pomimo półmroku. Delikatny materiał otulał dokładnie długie zawiniątko czarnego jedwabiu, przepasanego rubinowo czerwoną wstążką. Arathiel pewnym ruchem wyjął zawiniątko obiema dłońmi, po czym, odwracając się w stronę roninki, trzymając pakunek poziomo w powietrzu na wyprostowanych ramionach na wysokości jej piersi.

- Nie zawsze jest tak, że samodzielnie jesteśmy panami własnego losu – elf skłonił się lekko w stronę kobiety – naszym zadaniem zawsze jest jednak uczynić z podarowanego nam czasu najlepszy użytek. Oby ten miecz był tego dowodem, Arameo Aikawo.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group