TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Legenda] Spokojnie, to tylko koszmar
Autor Wiadomość
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-21, 20:55   [Legenda] Spokojnie, to tylko koszmar

Gracze: Domino, Iskander.
------------------------------------------------------------------------------------------------

Gracz: Domino

Bohater: Gorutheim Friann Gronmar Amdrigar
Zbrojny
Typ: Humanoid // Rodzaj: Krasnolud // Rasa: Górski

Opis:
[...]


DOŚWIADCZENIE
Aktualne: 350
Otrzymane: 3600
Ogólne: 10850


ATRYBUTY
Nazwa / Wartość / Stopień Pół stopnia
Kondycja:......: 22 / 11 6
Refleks:.........: 13 / 7 4
Siła:...............: 18 / 9 5
Zręczność:.....: 15 / 8 4
Charyzma:.....: 9 / 5 3
Inteligencja:..: 12 / 6 3
Percepcja:.....: 13 / 7 4
Wola.............: 12 / 6 3

WSPÓŁCZYNNIKI
Życie: 86 + 15 = 101
- 20%: 20
- 10%: 10

Mana: 46

Karma: 37 (5 / 37)
- Kość karmy: k8

Inicjatywa: 23
Zbroja: 23 - 6 =17

Obrona: 26
- Unik: 26 - 6 = 20
- Zbroja: 26 + 17 = 43

Pancerz: 22
Próg ran: 13

Odporność magiczna: 42
Roztropność: 23
Wytrwałość: 38

Szybkość: 6

Udźwig:
Lekki / Średni / Duży / Maks.: 36 / 72 / 108 / 180

CECHY
Cztery żołądki
Krasnoludzki sprint
Naturalnie wytrzymały (+5)
Odporność na magię (+10)
Odporność na trucizny (+10)
Podziemny zmysł
Stabilność (+5)
Szybkość (-2)
Urodzony w zbroi
Widzenie w ciemności
Wydajne płuca
Żywotność

Biegłość w zbroi lekkiej
Biegłość w zbroi średniej
Biegłość w zbroi ciężkiej
Żywotny
Styl walki: (Zdolność: Półtora ręki (Topór półtoraręczny))
Osłanianie się

Wady:
- Fanatyk: Wyroby krasnoludzkie 500exp
- Lojalny 400exp
- Obżartuch 300exp
- Skąpiec 400exp
- Uzależnienie: Alkohol Stopień codziennie 500exp

ZDOLNOŚCI
Magiczna niewrażliwość
Talent: Władanie: Tarcza Ciężka
Szlacheckie pochodzenie: 1

Półtora ręki: Topór półtora ręczny

Specjalizacja: Władanie: Tarcza Ciężka
Skupienie obrażeń: Topór półtora ręczny
Kijem nie dobijesz


UMIEJĘTNOŚCI
Władanie: Tarcza: Ciężka Poziom 5 - TEST = k20 + Zr:15 + Poz.5 + 5 + 4 = k20 + 29
Władanie: Broń biała: Topór półtora ręczny Poziom 3 - TEST = k20 + Zr:15 + Poz.3 = k20 + 18
Walka wręcz Poziom 1 - TEST = k20 + Zr:15 + Poz.1 = k20 + 16
Unik Poziom 2 - TEST = k20 + Zr:15 + Poz.2 = k20 + 17
Prowokacja Poziom - k20 + Ch:9 + Poz.1 = k20 + 10
Zastraszanie Poziom 1 - TEST = k20 + Ch:9 + Poz.1 = k20 + 10
Zwarcie Poziom 1 - TEST = k20 + Si:18 + Poz.1 = k20 + 19
Wiedza: Polityka Poziom 1 - TEST = k20 + In:12 + Poz.1 = k20 + 13
Wiedza: Sztuka Przetrwania Poziom 1 - TEST = k20 + In:12 + Poz.1 = k20 + 13
Wiedza: Geografia świata Poziom 1 - TEST = k20 + In:12 + Poz.1 = k20 + 13
Wiedza: Wycena Poziom 1 - TEST = k20 + In:12 + Poz.1 = k20 + 13
Współczynnik: Obrona Poziom 3
Współczynnik: Wytrwałość Poziom 1
Współczynnik: Życie Poziom 3 - (3 + 2) * Poz.3 = 15


EKWIPUNEK
(Razem: 46.2kg) !Przeciążenie Lekkie

Bogactwa:
8 Krasnoludzkich Marek
10 Złotych Monet

Uzbrojenie: (5kg)
- Krasnoludzki Topór półtora ręczny : Jednorącz (Oburącz): Tra: k20+13 // Obr: 7k10+13 (20)
Dobry // Tra: -5 // Obr: 7k10 // PI: 14 // Wyt: (150/150) // Pan :49 // 5kg
Cechy: Krwawienie, Parowanie.

Opancerzenie: (17kg)
- Pospolita Koszulka Kolcza
Średnia //Pan: 22 // Pok: 17 // Op: 6 // //Wyt: (220/220) // 10 kg

- Drewniana Krasnoludzka Tarcza (Ciężka) k20+29
Średnia // LO:3 +1 // PI: 15 // Pan: 30 // Wyt: (150/150) //7kg

Wyposażenie: (17,2kg)
- Wisior Klanu Oburęcznego Sztyletu: (0,1kg)
Miniaturowy sztylet o nietypowo długej rękojeści zawieszony na solidnym metalowym łańcuszku
- Plecak Średni: (2,5 kg) Poj:(10,6/25kg)

- Koc Zimowy (2kg)
- Zwijane posłanie (1,5kg)
- Sterty Materiałów (1kg)
- Hubka i Krzesiwo (0,3kg)
- Sztućce miedziane (0,2kg)
- Miska Miedziana (0,1kg)
- Szczotka do brody (-)
- Komplet ocieplanych ubrań (wełniane rękawiczki,skarpety, kalesony, bluza, czapka) (5kg)
- Torba Mała: (0,5kg) Poj (0/5kg)

Bukłak Mały (0,5kg) : Woda 2l
Bukłak Średni (1kg) : Piwo 3l


Ubrania: (7kg)

- Ciemno brązowa lniana koszula - 0,5kg
- Czarne lniane spodnie - 0,5kg
- Gruby skórzany pas - 1kg
- Niebieska koszula z długimi rękawami - 0,5kg
- Kamizelka wykonana z futer - 1kg
- Ciemnozielony płaszcz - 2kg
- Potężne, brązowe, skórzane buty- 1kg
- Skórzane rękawice - 0,5kg


SESJE:
I Gdzie kurz nie opadł - Zwykły Początek

-----------------------------------------------------------------------


Gracz: Iskander

Bohater: Cierń
Łowca
Typ: Humanoid // Rodzaj: Elf // Rasa: Zielony

Opis:
Szczupły Leśny elf o niespotykanych w tej rasie białych włosach. Poza włosami i lekko zniekształconym uchem niczym w wyglądzie się nie wyróżnia, ot taki zwyczajny Zielony drzewołaz. Ma nieco ponad 160 cm wzrostu i około 55 kg. Jego niebieskie oczy czujnie obserwują otoczenie.



Wychował go dziadek i nauczył rzemiosła łowieckiego a przede wszystkim obchodzenia się ze zwierzętami. Cierń nie był zbyt śliny raczej jego atutem była zręczność temu też wolał posługiwać się krótkim łukiem aniżeli sztyletem, aczkolwiek to drugie umiał trzymać w ręce a nawet potrafił tym machać. Jego rodzice byli dość specyficzny bowiem matka-co rzadko spotykane u elfów, choć widocznie jednak się zdarza, była zwyczajną dziwką. Dlatego można by było przyjąć że elf był tylko zwykłym wypadkiem. Ojca dokładnie nie poznał choć tego próbował i nawet go odnalazł, ale nie miał okazji z nim choćby porozmawiać bo był on zamieszany w dziwne sprawy. Tak więc matka go nie chciała, tatę najprawdopodobniej nigdy już nie zobaczy -choć nigdy nic nie wiadomo- a dziadek został zabity przez kłusowników. Cierń pomścił dziadka z przyjacielem któremu pomógł, a na pamiątkę tamtych chwil została mu blizna. Elf został sam. Bez celu. Marzył tylko o oswojeniu wyjątkowego zwierzaka. Takie dziecinne marzenie które gdzieś w nim wciąż tkwi.


DOŚWIADCZENIE
Aktualne: 0
Otrzymane: 0
Ogólne: 6300



ATRYBUTY
Nazwa / Wartość / Stopień Pół stopnia
Kondycja:......: 14 / 7 4
Refleks:.........: 16 / 8 4
Siła:...............: 13 / 7 4
Zręczność:.....: 19 / 10 5
Charyzma:.....: 16 / 8 4
Inteligencja:..: 13 / 7 4
Percepcja:.....: 16 / 8 4
Wola.............: 10 / 5 3

WSPÓŁCZYNNIKI
Życie: 42

Mana: 39

Karma: 48


Inicjatywa: 26
Zbroja: -

Obrona: 26


Pancerz: -
Próg ran: 7

Odporność magiczna: 20
Roztropność: 26
Wytrwałość: 24

Szybkość: 10

Udźwig:
Lekki / Średni / Duży / Maks.: 26 / 52 / 78 / 104
Aktualny: -

CECHY
Rasowe:
Czuły słuch
Czuły wzrok
Doskonałość
Kostka karmy
Nieśmiertelność
Odnowa duchowa
Odporność na uroki
Szybkość
Ukrycie
Widzenie w ciemności
Widzenie przez liście
Więź z lasem
Znajomość kierunku

Klasowe:
Biegłość w zbroi lekkiej
Biegłość w zbroi średniej
Spostrzeżenie śladu
Sztuka przetrwania
Szybkie nogi



Wady:
-Naiwny 400 - 200 = 200 exp
-Tik nerwowy (Pocieranie zniekształconego blizną ucha) 100 - 50 = 50 exp
-Narkolepsja 8k10 1000 - 500 = 500 exp
-Pech (2 testy na sesje) 700 - 350 = 350 exp

ZDOLNOŚCI
Początkowe
Wszechstronność


Ogólne

Walki
Precyzyjny strzał
Strzał na odległość I
Strzał z bliska
Szybkie ładowanie I


Języki:
- Imperialny


UMIEJĘTNOŚCI
Biegłość
Tropienie - poziom 1
Rozbrajanie pułapek - poziom 1
Tresura - poziom 2
Ukrywanie się - poziom 1
Władanie: Broń strzelecka - Krótki łuk poziom 2
Władanie: Broń biała - Sztylet poziom 1
Zakładanie pułapek - poziom 1
Wiedza - Dzikie zwierzęta - poziom 1
Skradanie się - poziom 1

Brak Biegłości
Pierwsza Pomoc - poziom 1



EKWIPUNEK
Ubrania:

- Kamizelka - 0,4 kg
- Spodnie - 0,5 kg
- Wysokie, skórzane buty - 1 kg
- Skórzane rękawiczki - 0,1 kg
- Pas na flakony:
+Nalewka dziadziunia (0,25l)
+Króliczy popęd (0,10l)
Broń:
NA POTRZEBY LEGENDY
Kukri: Obr: k6 + 3 Tra: +3 Op: -4 Waga: 0,2 kg
Łuk Elficki: Obr: +4 Tra: +2 Zasięg: 300 m Waga: 0,5 kg
- 20 Strzał Efickich: Obr: k12 + 3 Tra: +1 Waga: 4 kg Cena: 9 ZM
Zbroja:
Lekka Zbroja Łuskowa(modyfikacja na potrzeby legendy): P: 6 Op: 0 Pok: 4 Waga: 5 kg
SESJE:

--------------------------------
Gorut został w karczmie, przytrzymywany przy stoliku przez dobrą godzinę przez gospodarza, oraz kufelek piwa. Gospodarz jak się okazało był człowiekiem prawym. Znał pierwszą kuflową regułę, która głosi, że człowieka przy piwie z problemami należy wysłuchać, niezależnie od tego jak te problemy wyglądają. Także mężczyzna siedział przy krasnoludzie, który opowiedział mu o tym jak ów bard chciał go wynająć do eskortowania w góry, co zeszło oczywiście i na przygodę z Nowego Garfangu, jak później krasnolud zdenerwował się gdy ów minstrel zaczął kombinować i uraził jego krasnoludzką dumę. W końcu skwitował, że to pewnie był oszust, bo nikt nie płaciłby tyle za zwykłe wisiory, a do nowego garfangu zmierzał w zupełnie innym celu. Gospodarz jednak nie odpowiadał ani nie komentował. Pierwsza kuflowa reguła nie mówi nic o doradzaniu, jeno trzeba barowego kompana wysłuchać.

Po godzinie czy też dwóch krasnolud poszedł dalej, choć nie w góry. Liczył, że trafi do Anori, a tam dorwie Bartza Krausera. Gospodyni jednak nie okazał się tak miła jak wyglądała, gdyż pokierowała go w zupełnie inną stronę. A później miejsce miały zupełnie inne historie.


Nie wiedział tak do końca dokąd został skierowany, ale zdążył zorientować się, że gospodyni, raczej dla dobra tamtego barda i społeczności Anori, niż Goruta, okłamała go i wskazała zupełnie inną drogę. Szedł tak traktem już kilka porządnych godzin i nawet rozmyślał nieco o powrocie do tamtego miejsca i ‘delikatną’ prośbę o sprostowanie informacji dotyczących ścieżek, ale każdorazowo porzucał ten pomysł z racji szacunku, jakim darzył parę gospodarską.

Promienie słońca stawały się coraz rzadsze. Z dwóch powodów. Jednym z nich była stosunkowo późna pora dnia, a drugim z nich była coraz większa ilość drzew topornie przysłaniających niebo nad ścieżką. To nie wróżyło niczego dobrego, bo gdzie drzewa tam nie dość, że i dzika zwierzyna (aczkolwiek Gorut z chęcią przekąsiłby kawał pieczonego nad ogniskiem jelenia) oraz elfy, które w zależności od liczebności mogłyby być albo rozrywką, albo poważnym zmartwieniem.

Dłuższa chwila upłynęła, nim mężny Gorut ujrzał najsłodszy widok pośród wszystkich, jakie do tej pory miał okazję widzieć. Na rozdrożu traktu ujrzał bardzo masywny i przysadzisty wóz poruszany przez dwa podobnej postury konie pociągowe. Woźnica był niski, szeroki i o bardzo długiej i takoż jasnej, uczesanej na gładko brodzie i dopełniającym komplet wąsie. Bez wątpienia był to pobratymiec, a żeby szczęścia tego było naprawdę mało, to ujrzawszy strudzonego podróżą Goruta zaczął się serdecznie śmiać i w końcu zatrzymał wóz. Widocznie i on był już bardzo zmęczony samotnościa, ale jednocześnie jego masa nie wskazywała jakoby był naiwniakiem, który zabiera z traktu wszystkich.

-Ho ho ho! Witam, witam! Siadajcie na wóz, zabiorę was! Wsiadajcie! Dokąd to tak po nocy? W jego głosie nie było wyczuwalne nic poza szczerą radością.
_________________

Ostatnio zmieniony przez Idrin 2010-04-02, 15:01, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-21, 21:11   

Szedł. Mimo, iż ciężko poirytowany i poddenerwowany. Właściwie to... nie zamierzał zabijać tamtego trubadura. Nie zamierzał nawet robić mu większej krzywdy... chciał przekonać się, co było prawdą, a co nie. A tutaj takie rozczarowanie... słodka gospodyni, która nie mogła się oprzeć krasnoludzkiej urodzie - okłamała go i to w sposób bardzo opłakany w skutkach. Bowiem wynikiem tego kłamstwa jest teraz błądzenie bez celu przez biednego Goruta...
Klął pod nosem, poprawiając co rusz tarczę, topór bądź plecak. Ciężko się idzie ze świadomością bycia oszukanym. Bardzo ciężko.
W tym momencie jego oczom ukazał się jakiś osobnik. Choć w tym przypadku "jakiś" osobnik w ogóle nie pasował. Był to mały, solidny krasnoludzki wóz, na którym siedział równie krasnoludzki woźnica. Gorut rozweselił się potwornie. Dawno nie cieszył się tak, jak w tym momencie. Widział w tym krasnoludzie swoich pobratymców z klanu. Śmieszne, ale prawdziwe.
-Witaj zacny Panie, witaj! Swojemu szczęściu zawierzyć nie mogę! Rad jestem jako barman z napiwku książęcego! Szedłem tą ścieżką i już traciłem powoli nadzieję w to, że spotkam kogoś innego, niźli jakiegoś drzewołaza, czy inne czarcie gówno! A tutaj tak zacna persona mi się pojawia! Na moc stwórcy, stokrotne dzięki Ci! Gorutheim Friann Gronmar Amdrigar jestem! Ale co tam, kurważ jego mać! Mów mi po prostu Gorut!-
Usta mu się nie zamykały. Był szczęśliwy, wręcz biegł w stronę tego powozu. Zamierzał władować się nań i cieszyć towarzystwem tak cudnej osoby, jaką bez wątpienia jest reprezentant jego własnej rasy.
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jak mawia mądre, z pewnością krasnoludzkie (bo mądre), powiedzenie.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-22, 00:37   

-Najserdeczniej witam, siadaj, siadaj na tym pięknym dziele krasnoludzkiego rzemiosła. Nazywam się Hochenheim Krifr Arhefer Ghrumm Atogar II i jestem kapłanem Kultu Tępego Topora, czasem też nazywanego Zakonem Tępego Topora. Możesz mówić mi albo Hochenheim, albo Krifr, używam obu tych imion.

Gorut słyszał kiedś o Kulcie Tępego Topora. Jakkolwiek śmiesznie by się nie nazywali, byli naprawdę przyzwoitymi krasnoludami. Nie brakowało im niczego, poza tym, że nie garnęli się zbytnio do bójki. Niejednokrotnie słyszał, że kapłani Tępego Topora zaczepiani przez niemilców na ulicy puszczali wszystko mimochodem, ale na tym kończyły się wszystkie wieści dotyczące uległości kultu, ponieważ wszystkie inne zatargi rozwiązywali ponoć na własną rękę i korzyść. Ale to tylko pogłoski, bo nikt tak naprawdę nie widział, żeby walczyli.

-Siadajcie na koźle, siadajcie, dotrzymacie mi towarzystwa! Pewnikiem głodniście? Spragnieni? Mam tutaj najprzedniejszego piwa, jakie warzymy.

Po twarzy podróżnego dobrze wiedział czego trzeba mu w tym momencie najbardziej, i zanim Gorut umieścił swoje toboły na wozie i dobrze usadził swoje zadbane jedzeniem i piwem dupsko na miejscu, w jego ręce znalazł się niewielki, ale bardzo ciężki bukłak tego, co każdy z jego stron wprost kochał.

Ciemne niczym chodniki najgłębszych kopalni i ciężkie jak wydobywane tam żelazo. W zapachu i smaku niczym samo serce Gór. Płynna esencja krasnoludzkości.

-Komu w drogę, temu piwo potrzebne! Co was tu sprowadza, zacny wędrowcze? Samemu tak na trakcie późną porą to bardzo niebezpiecznie, musicie mieć dobry powód, dla którego tutaj jesteście.

W tym krasnoludzie nie było niczego, co mogłoby wzbudzać brak zaufania. Hojny, gadatliwy, przysadzisty. Do tego miał piękną brodę i chwalił co krasnoludzkie. idealny kompan, a w dodatku kapłan - prawdziwa skarbnica wiedzy absolutnie wszelakiej i takoż zaskakujacej.

-Udaje się właśnie do Twierdzy Wschodni Kolnberg, Gorucie, i czuje się zaszczycony twoim towarzystwem, dopóki nasze drogi się nie rozejdą.
_________________

 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-22, 00:53   

Kapłan i to ze znanego zakonu. Nie przeklinaj, nie przeklinaj... powstrzymuj się Gorucie!
Krzyczał sam do siebie w duchu.
-Jak już wspominałem: rad jestem wielce, że spotkałem tak zacną osobę na tym, bądź co bądź, niebezpiecznym szlaku!-
Przełknął ślinę.
-Może tak bardzo głodny nie jestem, ale z pół świniaka to bym zjadł.-
Powiedział, pół żartem, pół serio.
-W najśmielszych oczekiwaniach nie sądziłem, że napotkam tutaj tak hojną personę!-
Krzyknął, po czym wznosząc bukłak "na zdrowie" chlupnął sobie co sił.
-A powód dobry miałem... dopóki go nie utraciłem bezpowrotnie. Miałem to ja znaleźć pewnego barda. Ah, było minęło.- W tym momencie machnął przed sobą ręką w geście typowym dla słów "a co mi tam". -Niezmiennie teraz nie mam już żadnego celu. Chodzić, byle mieć za co się napić i za co najeść. No i miło byłoby mieć jakiś dach nad głową... Tak właśnie wyglądają moje plany na najbliższą przyszłość...-
Chwila przerwy. Gorut przypomniał sobie, w jak beznadziejnej sytuacji teraz się znajduje. Zero perspektyw. Typowe życie włóczęgi. Śmierć bliskich wciąż doskwierała. Posmutniał na moment.
-A w jakim to celu, bracie, do tamtej wieży jedziesz? Jakieś interesy, czy w odwiedziny?-
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-22, 18:24   

-Ach, ja właśnie zmierzam z zakonnych włości w Kopri z całkiem pokaźnym transportem przypraw. Powinniście byli to zauważyć, ale pewnie było wam zbyt śpieszno do tego piwa. Niektóre z tych przypraw nawet właśnie pijesz. A jak stare krasnoludzkie powiedzenie mówi, kto nie pije, ten elfi szpieg. Wiedzieliście, że borówka Skolondromachu ugnieciona razem z niewielką ilością korzonka mandragory sprawiają, że piwo wydaje się znacznie mocniejsze, niż w rzeczywistości jest?

Gdyby Krifr nie miał uszu, to prawdopodobnie jego gęba okalałaby całą głową. A na wozie, faktycznie, kiedy Gorut obrócił się, zobaczył tuzin wypchanych po brzegi worków skupionych w jednym miejscu. Znajdowały się skrzętnie ułożone dokładnie na przeciwko jego pakunków. Spośród tego wszystkiego brakowało chyba kolejnego topora - nazwa zakonu zobowiązuje.

-Konia z rzędem temu, kto widział krasnoluda brzydzącego się alkoholem. Najstarsze górskie olbrzymy istnienia takich nie potwierdzają, ale kto wie, może taki się juz urodził, ale pewnie szybko ojciec go przechrzcił porządnym laniem, żeby wstydu wśród sąsiadów nie narobił.

Ledwo zamknęła mu się gęba, a znów zaczął coś mówić. A Gorut wciaż był przyssany do bukłaka kwintesencji jego pobratymców.

-Właściwie, to jeśli chcecie jedzenia, piwa, dachu nad głową i towarzystwa swoich, a praca wam nie straszna i nie zbijacie całymi dniami bąków, to idealnie nadacie się na zakonnego górnika. Wiary przyjmować nie musicie, a i tak dostaniecie wszystko, co się należy w porcjach, jakie uznacie za słuszne. Krzepy macie, młodość w żyłach krąży, od bójki nie stronice, bo takie uzbrojenie to nie od parady. W Zakonnych Sztolniach każdy jest też strażnikiem swoich towarzyszy. Nadajecie się idealnie…

Wydawałoby się, jakoby krasnolud ułożył ten monolog dawno temu. Zupełnie jakby już oczekiwał, aby powiedzieć to temu właściwemu krasnoludowi, bo mało prawdopodobne było, ażeby nie zwracając uwagi na nic poza traktem cechował się aż taką spostrzegawczością.



~o~

Tymczasem gdzieś indziej, bo znacznie dalej i wyżej:

-Wielki Rah’ta błagam o wybaczenie…

Powiedział klęczący na jedno kolano do wpatrującego się w dal.

-Masz minutę, żeby się wytłumaczyć.

-Cel nie miał przy sobie amuletu.

-Masz go znaleźć, nie obchodzi mnie jakim kosztem. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to zapłacisz za to swoim pustym łbem. A jeśli ja tak powiem, to zapłaci za twoją niesubordynacje cała twoja nędzna rodzina. Wynoś się stąd i nie wracaj bez amuletu.

Klęczący wstał i bardzo szybkim krokiem ze spuszczoną głową wyszedł. Przez chwilę jeszcze uciekał za nim język jego szaty.
_________________

 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-22, 18:44   

-Pojęcia nie miałem... Choć osobiście wolałbym, żeby alkohol, który piję, wzmacniali mi kolejnym, mocniejszym alkoholem!-
Po raz kolejny, pół żartem, pól serio. Otarł nos rękawem, podniósł po raz drugi bukłak w nonszalanckim geście "na zdrowie" i znowu wypił z niego znaczną część zawartości. Cieszył się owym trunkiem jak małe krasnoludzkie dziecko bryłką złota.
-Konia z rzędem? Ja bym stawił cały majątek na to, że takiego się nie znajdzie nawet i w całym zapchlonym, kurważ jego mać, życiu!-
Zaklął. No cóż, natury długo się nie da ukrywać. Niezmiennie, w tym momencie uśmiechnął się. Gorut szczerze polubił tego krasnoluda. Bo i kto o zdrowych zmysłach nie polubiłby drugiej osoby, która nie dość, że ratuje go z lekkich tarapatów, to jeszcze hojnie go obdarowuje? Anioły istnieją. W dodatku są one, tak jak Goruthem przypuszczał, rasy krasnoludzkiej.
Tymczasem słysząc wywodów na temat własnej osoby i jego ewentualnej możliwości podjęcia się pracy, zmarszczył lekko brwi, co było oznaką zainteresowania i skupienia.
-Co prawda nigdy nie zastanawiałem się nad wstąpieniem w szeregi jakiegokolwiek zakonu... cenię sobie swobodę i wolność... -
W tym momencie brzmiał, jakby miał odmówić. Ale tak nie było. Musiał się zastanowić, bo to nie była wcale głupia propozycja. A może nawet wręcz przeciwnie.
-To co ja bym tam miał robić kamracie? Jeździć, pić, jeść i walczyć, jeżeli ktoś postanowi skraść choć trochę towaru, tak?-
Taka perspektywa na przyszłość nawet mu pasowała. Mógłby żreć (bo jedzeniem tego nazwać nie można), chlać (po piciem tego nazwać nie można) i mordować, w słusznej sprawie. Tylko gdzie tu miejsce na pobyt w karczmie?
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-23, 00:45   

Nim rozmówca odpowiedział, Gorut zdążył już osuszyć bukłak do dna. Jedynie do szyjki przylepiło się kilka drobno zmielonych kawałków wspomnianego Skoloczegośtam zmieszanego z Mandraczymśtaminnym. W blasku wieczornego słońca zdążyła jeszcze połysknąć stróżka śliny łącząca byłe mieszkanie piwa z obecnym. Ach, jakie to krasnoludzkie.

-Walczyć... Nie możecie walczyć, ale walczyć będziecie i to nawet prędzej niż siętego spodziewacie, bo tak ma być a nie inaczej, bo tak się właśnie układaja chodniki krasnoludzkiego żywota.

Odebrał Gorutowi bukłak prawą ręką i rzucił go naprawdę niedbale na wóz,a lewą z haka ściągnął jeden z sześciu kolejnych, czekających na swój właściwy moment pękatych skórzanych worków, wsadził go sobie pod pachę i znów odkręcił prawą a potem lewą wyciągnął go spod lewej pachy i podsunął sobie nos, a to wszystko cały czas trzymając lejce tą drugą.

-Aforghardzkie, jasne. Naturalne, bez przypraw. Mocne jak stary Golthur z Oburęcznego Sztyleta, znacie go. Z poprzedniego zbioru, zdążyło się nawet przegryźć. Bardzo proste, ale i zarazem bardzo wykwintne. Spróbujcie...

Podał bukłak Gorutowi.

W ten mniej-wiecej sposób upłynął jeszcze czas aż do wieczora, potem krasnoludy zatrzymały się i podróżnym zwyczajne rozbiły obóz. Jedzenie, jeszcze więcej piwa, kilka rad odnośnie pielęgnacji brody. Kto by się spodziewał, że rozrobiony z niedźwiedzim łojem olej Szyszkowca nadaje brodzie tak wspaniały połysk i puszystość? Niby z elfich lasów, a jednak takie bardzo krasnoludzkie...

Czas do późnego popołudnia następnego dnia - opowiastki, przypowieści 'Wiedzieliście, że...' i jeszcze wiele mądrości Krifra. Gorut też nie pozostawał dłużny, opowiedział o tym i owym, a w zasadzie streścił swój życiorys. Temu osobnikowi można było zaufać, nie miał absolutnie niczego przeciwko jego 'kurważ mać', przyjął to z dobrodziejstwem inwentarza.

-Gorucie, musisz być teraz bardzo cicho. Wjeżdżamy w lasy, po ktorych panoszą się elfy, a jesteśmy łatwym celem, nas jest zaledwie dwóch, a ich...

Głowa Krifra, która sprawiałą wrażenie przytwierdzonej do karu w pozycji wyprostowanej, i to na stałę, powoli zaczeła się rozglądać po koronach drzew

-Jednak sześciu. Widzą nas, a ich cięciwy aż pobrzękuję. Jeden zły ruch i wylądujemy z dziurami w głowach. Gorucie, pod żadnym pozorem ich nie prowokuj, nic też nie mów pod nosem, doskonale wiedzą co teraz mówię.

~o~


Klęczący wyszedł z pomieszczenia emanując furią i zniszczeniem. Ta porażka odbije się na jego reputacji naprawdę mocno. Jeszcze jeden taki numer a nawet młodzi będą się z niego nabijać. Bycie jakimkolwiek dowódcą nie leżało w jego planach, a co dopiero dowodzenie grupą niesubordynowanych gówniarzy, którzy w ogóle nie wiedzą jak walczyć i nie zdziwiłby się naprawdę, gdyby też nie wiedzieli za co walczą. Pozabijałby, wszystkich, co do jednego. A Latorośl by najpierw zgwałcił. Potem by zabił. Potem znowu zgwałcił. Nienawidził szmaty najbardziej spośród wszystkich bab w tej psiej bandzie.

-Dziwki i złodzieje!

Wrzasnął do siedzących w nieładzie ‘dzieciaków’

-Ta, do was, nieroby bękarcie mówię, w dwuszeregu, bo pozrzucam na sam dół. Jakby was zwierzyna pozżerała to może wtedy byście się do czegokolwiek nadali, bezużyteczne ściery!

Przebiegającego w pośpiechu obok niego dzieciaka złapał i rzucił o konar. Kiedy ten się podnosił śpiesznie, dostał jeszcze solidnego kopniaka, który posłał go zdrowy metr dalej.

-Spieprzyliście, sieroty zasrane! A mi się za to oberwało! Ty, gnojku jeden, co się tak uśmiechasz, co, wesoło ?

Podszedł do wysokiego chłopca i staną z nim twarzą w twarz

-Co tak się śmiejesz, co? Prostym nosem się źle oddycha?

Już nie. Chłopak znajdował się w parterze i dobrze oddychało nie będzie mu się już nigdy.

-Ktoś jeszcze? Komuś dalej tak wesoło?

Ktoś z drugiego rzędu po lewej załkał. Dlaczego oni w ogóle się na to godzili? Przecież mogli zabić tego palanta i tamtego, przez którego ten jest wściekły w czasie wystarczającym na złożenie strzały a na dodatek nikt by ich z tego nie sądził. Odpowiedź była bardzo prosta – tamci dwaj byli dla nich jak rodzice. Bez nich nie przeżyliby dłużej niż tydzień. Stanowili mózg całej operacji oraz tej społeczności. Tworzyli ją.

-Kundle zapchlone! Doskonale wiecie co macie teraz robić, na miejsca, cel już blisko! A jak spieprzycie to tym razem, to nie chce być w waszych skóra, bo osobiście je wam wszystkim żywcem wygarbuje.

Ale przecież poprzednim razem wszystko było w porządku. Cel zjawił się o oczekiwanej porze, został bezgłośnie zlikwidowany, śladów się pozbyto. Dlaczego im się obrywa? Czy ten idiota ma wściekliznę?

Ustawili się, bo przecież nie mieli wyboru. Cierń na pozycji sowy, Latorośl na pozycji puszczyka.
_________________

 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-23, 02:04   

-A wiesz dlaczego wojaczka idzie w parze z krasnoludem? Bo my walczyć najlepiej potrafimy, kurważ jego mać. Nie to co jakieś przebrzydłe drzewołazy, co to walkę prawdziwą to tylko z opowieści znają-
Dodał, jakby potakując do słów swojego przedmówcy. Pokręcił lekko nosem, na wznak ubolewania z powodu ukończenia się trunku. Ostatni łyk zawsze jest tym najbardziej bolesnym. Gorut zastanawiał się czasem, czy zakończenie alkoholu nie jest najgorszym uczuciem, jakie w życiu go spotyka. Choć zawsze dochodził do wniosku, że cierpi równie bardzo, z zakończenia się jakiegokolwiek posiłku. Ah, te olbrzymie, przyziemne, Gorutowe problemy.
Na widok kolejnego bukłaka, jego oczy zaświeciły się niczym złoto podczas obróbki. Chociaż... czy złoto świeci się podczas obróbki? A diabli go tam wiedzą. Lepiej ten temat zostawić. Ważne, że Gorut emanował radością... do czasu, aż nie usłyszał tego feralnego porównania. Przypomniał mu o jego poległych braciach, towarzyszach, kamratach... Krasnolud nie chciał tego, nie chciał ukazywać swojej słabości, ale mimo woli łza pojawiła się w kąciku oka. Szybkim ruchem nadgarstka zgarnął ją. On musi być twardy i gruboskórny. Zero emocji zewnętrznych, zero...
Nie ważne. Dostał bukłak do swoich rąk. W iście łapczywym geście złapał go i przystawił do ust. Napił się, na "na pohybel skurwysynom". Czyli innymi słowy "na zgubę elfom". Trunek rzeczywiście okazał się być przedni... ah te krasnoludzkie alkohole. Gorut mógłby podpisać pakt z diabłem, pod warunkiem, że ten dawałby mu ich tyle, ile dusza zapragnie. Albo z dwoma diabłami, byleby dawali mu ich jeszcze więcej.

Jechali kawałek, aż rozbili sobie obóz. Było przyjemnie, nieustanna rozmowa pieczętowała tylko piękną, przyszłą znajomość. Gorut lubił opowiadać o sobie, to i zapominając o otaczających go problemach, zwierzał się ze swoich życiowych historii. Opowiadał o wszystkich, ważnych i tych mniej ważnych zdarzeniach. Wspomniał o chochołach, które to ganiał po Nowym Garfangu, wspomniał o zakładzie, w którym to miał wyciągnąć monetę, o tym, jak to szedł śladem orków, o tym, jakiego to dziwnego przedstawiciela rasy ludzkiej spotkał w karczmie, z której właśnie rozpoczął swoją podróż. Mówił o prawie wszystkim. Nie wspominał tylko o tym, do jakiego klanu przynależy, nie opowiadał o rzezi, jaka go spotkała. A raczej nie jego, tylko jego towarzyszy. Niezmiennie podczas tego starcia Gorut utracił część siebie. Znaczną część.
Tymczasem wszystko wyglądało pięknie. Jednak wyjątek potwierdza regułę. Szczęście jest bardzo ulotne i nikt tego nie zmieni. Choćby nie wiem jak bardzo by się ktoś starał, nie jest wstanie tego zmienić.
Strach trochę go obleciał. Wiedział, że te haniebne skurwysyny zniżają się do walki za pomocą broni dystansowych. Gdzie tu honor!? Normalnie, to już by leciał z toporem, rześki i gotowy do walki. Ale teraz? Musiał siedzieć bezczynnie i czekać na niewiadome. A może nawet i wiadome... gotował się od wewnątrz. Ale cóż robić? Wedle poleceń swojego nowego przyjaciela - siedział i nic nie robił. Nawet nie zaklął pod nosem. Mimo, iż przychodziło mu z trudem.
Jedynie jego mimika twarzy, zwana również grymasem wskazywała na pytanie "O kurwa. Co teraz?"
Dobrze, że mam tarczę przy sobie... tylko, żebym zdążył jej użyć, kurważ jego mać...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2010-03-23, 17:31   

Cierń niczego po sobie nie pokazywał. Przybrał obojętny wyraz twarzy i podobnie jak reszta stał nieruchomo, tylko że na swojej, sowiej pozycji.
Czekał na dalsze wydarzenia.
Starał się przypomnieć sobie całą sytuację. Przecież za cholerę nie miał pojęcia, co niby źle zrobili. Zaczął się nad tym głęboko zastanawiać.
W ogóle co ja tu robię? pojawiło się w jego głowie Jak to się stało, że znalazłem się w tej... społeczności?
Na te pytania nie musiał sobie odpowiadać. Bo niby po co? I tak nie miał nic innego do roboty. Nie miał rodziny. Nikogo to nie obchodziło czy wyjdzie z tego cało, czy w kawałkach.
Przeszłość nie miała dla niego dużego znaczenia, a o przyszłość w tej chwili nie dbał.
Jednak żył. I pomimo że nie miał przed sobą celu i nie obchodził nikogo, to chciał żyć. Nie chciał umierać.
Życie. To jedyny powód istnienia łowcy. Cała przyroda żyjąca w idealnej harmonii była tak cudowna. Cenił i podziwiał ją. To chęć jej poznania była tą siłą pozwalającą walczyć z losem.
A ten był od wyruszenia na poszukiwanie ojca nadzwyczaj nieprzyjazny.
Elf rozejrzał się by po raz kolejny przebadać otoczenie. Lubił wiedzieć co go otacza.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-23, 19:25   

-Dosięgniecie tarczy, nawet na czas, ale nic wam po niej nie będzie. Po całej reszcie też przecież nie. Tutaj trzeba czegoś zupełnie innego, ale wszystko zobaczycie po kolei i we właściwym czasie.

Korony drzew wokół traktu były gęstsze niż wszędzie indziej. Można by powiedzieć, że nienaturalnie gęste i tak samo ciemne. Możliwe też, że rosła tutaj jakaś endemityczna odmiana drzew. Sklonów, czy innego badziewia, które nie nadaje się na nic innego niż ognisko. Niby to grube, ale w środku jak głowa blondynki. Puste. Ogniem zajmowały się długo, ale kiedy się już paliły, to goręcej od każdego innego drzewa. Jakaś sowa pięknie zahukała, słońce powoli zachodziło, wiatr, w przeciwieństwie do piwa, nie dawał się we znaki ani trochę. Gdyby nie myśl o zielonych pomiotach na drzewach, ten dzień można by zaliczyć do pięknych i udanych.

-Wiedzieliście, że puszczyki nie występują na tym obszarze?


Krifr wiedział chyba wszystko. Uszy Goruta zatkały się na chwilę, ale wystarczyło, żeby przełknął ślinę, a wszystko wróciło do normy. Krifr też przełknął ślinę i uśmiechnięty potaknął spokojnie. Zupełnie jakby wypełnił się kolejny krok w jakimś dobrze mu znanym planie.

~o~

Korony drzew substytuowały 'dzieciakom' wszystko, co znajdowało się na ziemi. Domy, drogi, ścieżki, trakty, ogrody, hodowle i place. Nadrzewny sposób mieszkania został zaimplementowany przez elfich koczowników na terenach, których pierwotnie ta rasa nie zamieszkiwała, ale została do tego zmuszona przez wszelakie sytuacje. Spalone lasy, w których nie mogły się już dłużej ukrywać, przesieki stworzone przez chciwe hordy barbarzyńców, kolejne szlaki handlowe zbudowane na krwi i truchłach dzieci lasu ku zaspokojeniu żądz imperialistów, osuszone bagna zdeformowane do pełnienia niepojętej roli płaszczyzny do hodowli brązowych i twardych nasion, z których wyrastały kolejne, takie same niejadalne ziarna. Mimo to, ludzie i inne rasy zbierały je i zasiewały znowu.

Pozostały jedynie korony drzew, które pozostawały, niezależnie od obszaru, poza zasięgiem wzroku natrętów. Tutaj zasady miały się inaczej. Maszerująca kompania zbrojnych nie była niczym w porównaniu do grupy drwali siejących postrach wśród elfów.

To miejsce było dokładnie takie jak setki innych zbudowanych na tym obszarze – domy i hamaki zawieszone między pniami, linowe mosty łączące co większe drzewa i ‘pokłady’ między tymi co odleglejszymi. Pokłady były to zwyczajne drewniane platformy, tyle że wyłożone dużą ilością mchu. Między pokładami (a co za tym idzie między drzewami) najzwyczajniej się skakało. Niezbyt bezpieczne, ale i tak warte ceny niewidzialności i kompleksowości ‘miast’.

Pozycja puszczyka, do przyjęcia której wydano polecenie była zmodyfikowaną wersją sowy. Sowa zakładała utrzymywanie całego ciężaru ciała na stopach i kołysania się wraz z wiatrem. Puszczyk był niższy, siedzący - nogi obejmują konar, a cała sylwetka jest przechylona w lewą stronę. Puszczyk trwa osiem sekund. To dokładnie tyle, ile jest potrzebne na zdjęcie kołczanu z pleców i przytwierdzenie go od spodu do gałęzi tak, aby jedno pociągniecie w odpowiednim miejscu rozplątało supeł. Następny był nietoperz - wywoływany specjalnym gwizdkiem. Bardzo podobny do puszczyka, tylko tułów i nogi zmieniały się miejscami. Głowa w dół, nogi w górę. Skutkowało to dziesiątkami grotów skierowanych w stronę ofiar. Takie ulokowanie zapewniało niewidzialność, doskonały widok i idealną linię strzału. Na wydany przez kapitana sygnał do skoku należało złapać łuk w lewą rękę, trok kołczanu w prawą i rozkrzyżować nogi. Pechowcy i amatorzy lądowali martwi kilkanaście metrów niżej, a zaprawieni w boju raptem dwa, może trzy. Na kolejnym konarze. Dla wyposażonych w specjalne płaszcze następnym manewrem była wiewiórka. Płaszcz należało rozpostrzec jak skrzydła i wylądować na przeciwległym drzewie. Najlepsi potrafili celnie strzelać podczas lotu, a Ad'jun był najlepszy. Schemat powtarzać do dotarcia z szablą na sam dół. Dobić żywych, zrabować wszystko, ukryć ślady, wrócić na samą górę. Czekać na następne ofiary. Morderczy efekt geniuszu długoletniej elfiej partyzantki.

Pierwszy strzał zawsze padał z łuku najwyżej postawionej wiewiórk. W Ad’junie buzowały hormony walki, on nie żartował. Pozabija wszystkich, jeśli tym razem nie odniosą sukcesu. Sowa, puszczyk, nietoperz, wiewiórka, strzał, sowa. Pierwsza Strzała była wystrzelana zawsze najciszej jak było to możliwe. Pierwsza Strzała pomalowana jest w kolory lasu i do brzechwy ma przytwierdzona wstążkę. Po wbiciu się w ziemie kilka metrów za ofiarami, wstążka wskazywała bezbłędnie kierunek wiatru. Z poziomu podróżnego była niewidzialna, ale z wysokości drze z łatwością można było dostrzec biały punkt na wystającym z ziemi końcu. Kolejny niezawodny wymysł urodzonych mścicieli.

Pierwsza była nieruchoma. Strzelanie będzie łatwe, ale to jeszcze nie teraz, to Ad’jun musi strzelić pierwszy, on się nigdy nie myli. Dowódca nigdy się nie myli.
_________________

 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-23, 19:46   

Cała ta sytuacja robiła się coraz dziwniejsza. Czemu krasnolud, z którym rozmawia, doskonale wie co się wydarzy, bądź ma się wydarzyć? Czyżby sprzedawał te cholerne przyprawy elfom? Czyżby zaprzedał swoje przekonania dla drobnego zysku? Niezależnie od prawdy - nie podobało mu się to w ogóle. Nie wiedział, co się na tę chwilę dzieje. Był lekko zdezorientowany. Nawet, jeśli jego rozmówca miał jakiś plan, to nie raczył podzielić się nim z Gorutem. A to denerwowało jeszcze bardziej.
No, ale cóż, jeżeli sytuacja wyglądała rzeczywiście tak, jak przedstawił ją Krifr, to znaczy, że musi za wszelką cenę zachować spokój. Czy tego chciał, czy nie.
-Nic już nie rozumiem, kurważ jego mać-
Mętlik w głowie. Całkowity mętlik. Co jest grane do chuja? Nie wiedział. I to go irytowało.
-A co to są, kurważ jego mać, puszczyki?-
Ponoć całe życie zamyka się we wzorach dotyczących fizyki. Gorut nie miał o nich zielonego pojęcia, acz każdy osobnik znający tego krasnoluda wiedział, że ilość "Kurważ Jego Mać" jest wprost proporcjonalna do nerwów, jakie w nim drzemią. Czyli chcąc nie chcąc, jakiś wzór oddziaływał na Goruta. A może to Gorutheim oddziaływał na ten wzór? Żeby to rozgryźć, trzeba byłoby się napić. I to sporo.
Niezmiennie w tym momencie nie miał pojęcia, o czym powiedział jego pobratymiec. Trzeba mieć na uwadze, że młody bohater nie był typem krasnoluda powierzchniowego. Świat, który go otaczał był jeszcze nie do końca przez niego zbadany, zrozumiany i zinterpretowany.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2010-03-23, 22:30   

Najpierw pozycja puszczyka.
Wszystkie te nazwy, bardzo przypadły elfowi do gustu. Było takie... bliskie naturze. A tą elf cenił najbardziej ze wszystkiego.
Wyciągnął wolną rękę w stronę gałęzi i chwycił ją, dzięki czemu miał większą pewność, że nie spadnie z tej wysokości. Wyciągając rękę równocześnie ugiął kolana i siadł na gałęzi w taki sposób, aby bez przeszkód móc ją opleść nogami.
Cała ta pozycja pozwalała mu na swobodne ruchy rękami. Więc gdy tylko dobrze oplótł nogami gałąź, zaraz po tym ściągnął kołczan z pleców. Nauczył się wiązać ten "specjalny węzeł" już wcześniej i to co musiał zrobić, nie stanowiło dla niego problemu.
Osiem sekund. Tyle miał czasu na wszystkie te czynności. Nie było tego zbyt wiele lecz starczało, a łowca nie robił tego po raz pierwszy.
Pozycja nietoperza.
Gwizd. To sygnał który był znakiem przejścia do następnej pozycji. Gdy tylko elf go usłyszał, przechylił się gwałtownie w lewo. Musiał obrócić się do góry nogami. Zupełnie jak zwierzęta zwane nietoperzami. Pewno stąd ta nazwa. Delikatnie poluźnił nogi by możliwe było obrócenie się głową w dół. Nie należało do najprzyjemniejszych uczucie, które towarzyszyło takiemu elfowi, wiszącemu kilkanaście metrów nad ziemią, w dodatku głową w dół. Łowca mimo wszystko lubił je, w dodatku elfy całe swoje życie spędzają na drzewach. Dlatego nie można tego uczucia nazwać strachem. Jego przebłysk pojawiał się po wystrzeleniu, kiedy to następowała ostatnia czynność ze wszystkich. Zeskoczenie na gałąź niżej, wracając do pozycji sowy. Nie było to trudne jak na przykład strzał podczas wiewiórki ale stanowiło jakieś zagrożenie, której Cierń ignorował. Cierń był zręczny i znał swoje możliwości.
Po obrocie łowca wisiał głową w dół i od razu sięgnął po łuk, i strzałę. Popatrzył w dół dokładnie namierzając wzrokiem cel. Strzała po chwili była już na cięciwie jego wspaniałego elfickiego łuku. Nie był jego, ale wyglądał cudownie i tak samo się nim strzelało.
Musiał czekać na strzał. oderwał na chwilkę wzrok od celu, sprawdzając jak co robią jego towarzysze.
-Ktoś przez ciebie spadnie, jak tak cie zobaczy.- rzekł łowca, starając się mówić tak głośno, aby tylko Latorośl zrozumiała sens tych słów. Na jego twarzy widniał uśmiech.
Czekał. Był już gotowy.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-24, 22:16   

Oddawanie strzału podczas ślizgu zawsze pozostawało, ze względu na stopień skomplikowania, dziedziną najlepszych. Opuszczając się z pozycji nietoperza po oddanym strzale, należało chwycić rzemień kołczanu między wewnętrzna część dłoni a palcami serdecznym i małym. Pozostałe palce miały za zadanie pochwycić strzałę i nałożyć ją na łuk. Cięciwa musiała być napięta jeszcze przed rozpoczęciem właściwego lotu. Szybując należy jednocześnie kontrolować tor lotu oraz oddać celny, śmiercionośny strzał. Tylko nieliczni potrafili to zrobić, cała reszta lądowała martwa wiele metrów niżej.

-Spieprzaj, ćmoku.

To chyba na tyle, jeśli chodzi o dzisiejsze zaloty. Na szczęście dzień miał się ku końcowi.

Dzieciaki wiszące na konarach w dalszym ciągu nie wiedziały do czego mają strzelać. Pierwsza była wbita w ziemię, ale przeciwnika wciąż nie było widać. Dopiero po kilku chwilach tętent rozpędzających koni zaczął docierać do uszu elfów.

~o~

Krifr zaczął rozpędzać konie. Wbrew temu jak wyglądały, nie były to wolne muły pociągowe, ale raczej kuce naprawdę silnej i szybkiej, tyle że mniejszej, rasy. Rumaki w standardzie krasnoludzkim.

-Wiedzieliście, że Wiewiórki nigdy nie skaczą pod słońce? Rzucałyby wtedy demaskujący cień.

Wiedza, jaka posiadał była nawet bardziej niż niepokojąca. W czasie, kiedy Krifr dzielił się z Gorutem kolejną ciekawostką nabrali już sporej prędkości. Zdolności tych koni były zadziwiające. Zawartość wozu zaczęła wydawać ciężkie odgłosy. Metal uderzający o drewno.

Co on tak naprawdę wie? Czy faktycznie sprzedaje te pieprzone przyprawy drzewołazom? A może to wcale nie są przyprawy? Czym są te całe wiewiórki? A może to wcale nie jest krasnolud? Może on chce go zabić?

Na poległych towarzyszy! Wszystko by się zgadzało! Najpierw mami go opowiastkami, upija piwem, obiecuje wszystko, a teraz wiezie niewiadomo gdzie, przez terytoria zajęte przez jebane drzewołazy. Na poległych towarzyszy! Niech on się zatrzyma!


~o~

Cel zdecydowanie nie miał w intencjach ukrycia swojej obecności. Hałas, jaki wydawał wóz pędzący przez cichy las dało się słyszeć wszędzie. Szczególnie we wrażliwych uszach mieszkańców drzew. Tak nie robił chyba nikt.

Ad’jun zawisł na konarze. Strzelił. To teraz---

~o~

Szybkość była naprawdę niesamowita. Na ledwie ubitym trakcie rozpędził się do powolnego galopu. Co ten wariat chciał zrobić? Zabić go? Kim on właściwie jest? Elfim szpiegiem? Czy on faktycznie wiezie na wozie przyprawy? Przecież przyprawy są metalowe! KIM-ON-JEST!?

Jechali coraz szybciej. Szybciej się już nie dało.

Setki pytań cisnęły się na usta Goruta. Krifr przerwał wszystkie jego rozmyślania.

Wywrócił wóz.

Oba krasnoludy i zawartość wozu ciężko spadły na ziemie, zaraz potem w zasłaniający ich wóz wbiło się kilkanaście strzał. Uratował go. Ale skąd wiedział co się stanie? A może to jednak część planu? Na Goruta spadła jego tarcza. Tak jak powiedział. Zdoła jej dosięgnąć.

-Schowaj się, szybko! Uważaj!

Złapał strzałę lecącą lobem prosto w głowę Goruta. Upuścił ją i zaczął odrzucać leżące już na ziemi napchane worki. To co znajdowało się pod nimi przekroczyło wszelakie, nawet najśmielsze, wyobrażenia Goruta. Kusza nieco tylko mniejsza od ludzkiej balisty. Olbrzymia drewniana konstrukcja okuta solidnie ciemnym żeliwem.

-Worek!

Bardzo rzeczowe polecenie. Wykonano. Worek był znacznie cięższy niż gdyby mieścił w sobie przyprawy. Krifr jednym ruchem rozdarł delikatny szew i światło dzienne ujrzała kwadratowa sieć obciążona na rogach kawałkami ostrego żelastwa. Krifr załadował to na balistę.

-Podnieś!

Wykonano. Balista spoczywała już na najeżonej burcie wozu. Przycelował, strzelił.


~o~

-Kurwa! Kurwa! KURWA! Mają sieci!

Trzy wiewiórki zaplątane w pajęczynę leciały właśnie bezwładnie na ziemie.
_________________

 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-24, 23:37   

-A co to zmienia, że wiewiórki nie skaczą, kurważ jego mać, pod słońce?-
Stawał się nieco opryskliwy. Nie podobało mu się to, co się w okół działo. Bo i komu o zdrowym rozsądku podobałoby się to, co się teraz działo? Nikomu. Tego był pewien.
-Co Ty u diabła robisz?! Pozabijać nas chcesz?-
Złapał się najbliższego, wystającego metalu bądź drewna. Musiał się zaprzeć, w końcu nie był przyzwyczajony do jeżdżenia w wozach prowadzonych przez oszalałych woźniców. Mimo pewnego zagrożenia, niepewności i zbyt dużej prędkości - czuł, że trochę mu się to podoba. Dawka emocji, dreszczyk podniecenia. Chyba kupi sobie wóz z końmi i będzie nim szusował co sił. Ciekawe doznanie.
-Czemu mnie okłamałeś? Chyba, że Twoje przyprawy, kurważ jego mać, zrobione są z metalu, to wtedy ewentualnie mogę zwrócić honor!-
Mimo dość nieciekawej sytuacji ironia wciąż się go trzymała.

Jechali bardzo szybko, a Gorutowi coraz mniej się to podobało. Czy on oszalał? Czy ma go po prostu zdzielić po pysku? Albo wyskoczyć z wozu?
Zrobiłby tak, gdyby nie to, że ten kransnolud wcześniej pieprzył coś o spoglądających nań elfach? Dziwne. Tak czy siak, jego przyszłość nie zapowiadała się dobrze. A nawet wręcz przeciwnie.
W pewnym jednak momencie wóz się wywrócił, zaś sam kransolud wylądował kilka metrów dalej.
-Kurważ jego mać, ja pierdolę, niech to chuj strzeli te pierdolone lasy i te wycwelone elfy!-
Krzyknął, sycząc z bólu. Zobaczył jednak tarczę, którą to momentalnie pochwycił. Czuł się, jakby wylądował koło niego jego ukochany przyjaciel. Bo chyba tak było...
Niezmiennie teraz w jego kierunku szybowała strzała, którą to nowo poznany krasnolud złapał w... powietrzu.
-O kurważ jego mać! Chuck Norris we własnej, pierdolonej, osobie!-
Słowa te wykrzyczał mimo woli.
Dalej już tylko wykonywał polecenie tego krasnoluda. Gorutheim, nie miał wątpliwości, że ten zna się na rzeczy. Toteż lepiej po prostu słuchać, wykonywać w miarę swoich możliwości i czekać na dalszy, miejmy nadzieję pozytywny, rozwój wydarzeń.
-Na pohybel drzewołazom! Teraz krasnoludy nauczą Was pokory, jebane pizdożłopy!-
Był podekscytowany aktualnym przebiegiem sytuacji.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2010-03-25, 20:22   

Łowca uśmiechnął się szerzej do Latorośli. Nie rozumiał kobiet. Lecz te stworzenia były tak samo dziwne, jak pociągające.
A celu wciąż nie było widać. Łowca co raz głębiej zastanawiał się nad naturą kobiecą. Nie rozproszyły te myśli jego uwagi, a znikły równocześnie z narastającym hałasem. Było to dość intrygujące, przecież większość miała świadomość co ich czeka, gdy wjadą w te lasy. I zazwyczaj ich sposobem na przeżycie było próba przedostania się przez ten las, starając się przy tym ukryć. Tak przynajmniej elfowi się wydawało.
Taki hałas Cierń słyszał po raz pierwszy. Nie było to przyjemne. Nie było to naturalne. A co nie było zgodne z naturą, było złe.
W łowcy rodziła się złość razem z adrenaliną, która rosła proporcjonalnie z przybliżającym się celem.
Widział jak ich szef, Ad'jun zawisł na konarze i strzelił. To już. Łowca razem z innymi, z łatwością i precyzją łowcy naciągnął łuk, wymierzył, i strzelił.
Strzała poszybowała z zabójczą prędkością w stronę celu. Jednak tylko w stronę, nie w cel. To co stało się tam na dole, było niesamowitym zaskoczeniem dla Ciernia. To było coś niespotykanego.
Co to ma być!? To nie jest normalne!.
To coś wykraczało poza wszystko, co do tej pory Cierń uważał za "normalne". Wywrócenie wozu przy takiej prędkości to nic w porównaniu z tym, co wydarzyło się gdy jedna z strzał poszybowała wprost w stronę głowy celu.
Złapał! Normalnie, bez żadnego problemu złapał lecącą strzałę! To nie niemożliwe!
Cierń był zdezorientowany przez chwilę. Krótką chwilę.
Ręka elfa sama, jak to miała w zwyczaju, sięgnęła po następną strzałę, to był jakby odruch. Automatycznie też elf nałożył ją na cięciwę.
Lecz z zadumy wyrwało go to, co wydarzyło się chwilę potem. Sieć wystrzelona z dołu i widok spadających towarzyszy. To wystarczyło by elf wyrwał się z zadumy w przeciągu mrugnięcia.
Nowa fala gniewu. I strachu. Nie byli bezpieczni. Byli wręcz atakowani. Naciągnął łuk i namierzył. Ale nie w demona który łapał strzały. Był drugi. Drugi który najwyraźniej chciał chronić się za tarczą.
To w niego ustawił grot. To w jego kierunku poleci strzała. Nie może być tyle wynaturzenia w jednym miejscu. Było już tego zbyt wiele.
Z resztą, jeden demon wystarczy.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-26, 00:02   

Zapowiadało się pięknie. O tak! Wystrzelać wszystkich latających sukinsynów, poczekać aż tym na drzewach skończą się strzały a potem po nich pójść i zajebać po kolei każdego. Banda zielonych strzelających do dumnych stworzeń jadących traktem to nie jest to, na co godzi się zazwyczaj żaden krasnolud.

-Worek!

Koleja zaplątana porcja elfów była już pięć metrów nad ziemią. W powietrzu unosił się kojący chrzęst łamanych kostek i miażdżonych czaszek. Uderzyliby zaraz bezwładnie o trakt, gdyby nie to, że pędząca w dół sieć uległa właśnie rozerwaniu. Zawartość zaczęła się ulatniać na zewnątrz w iście zaskakującym tempie. Około czterech metrów nad nią i dwudziestu od wozu. Ślizgający się w powietrzu elf bardziej przypominał smugę niż cokolwiek innego. Był doskonale wyszkolony, bo po ominięciu powietrznym piruetem wystrzelonej przez Krifra sieci, w jego ręku znalazła się szabla. Dziesięć metrów

~o~

Rozpędzająca się brzechwa musnęła opuszki palców Ciernia, cięciwa rezonowała w rytm innych. Świat spowolnił. Chwila dzieląca go między glorią a szarością. Centymetry oddzielające życie od śmierci. Dla niego to próba wrodzonych umiejętności. Matka zabrała ostateczny głos.

~o~

Było wspaniale! Elfia rzeź, o tak! I gdyby tylko z Krifra nagle nie zaczęła sterczeć długa na ponad metr strzała. Tak po troszę z każdej z jego stron.

Dystans między latającym elfem a ziemią wynosił teraz około dwóch metrów. Od Goruta dzieło go też mniej więcej tyle, a nawet mniej. Strzały ustały, a z drzewa zaczęły się bardzo mocno trząść.

~o~

-Na dół!

Nic nie było w stanie się równać elfiej sztuce błyskawicznej walki, toteż kiedy tylko pierwsza wiewiórka znalazła się w pobliżu ofiary strzały ustawały. Zbyt duże ryzyko trafienia swojego. Cała drużyna, niezależnie od ilości przeciwników musiała błyskawicznie zmienić swoje położenie z nadrzewnego na naziemne.

uwaga.png
UWAGA! Nie zachowano skali ani powagi sceny.
Plik ściągnięto 72 raz(y) 202,68 KB

_________________

Ostatnio zmieniony przez J 2010-03-26, 22:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2010-03-26, 00:50   

Natura powoli zaczynała wracać na swoje tory.
Demon, który z taką łatwością złapał pierwszą strzałę, nie był jednak taki szybki. Nie mógł przeciwstawi się naturze i jej prawom. To Ona rządzi tym światem. Światem w którym żył Cierń.
Koniec ostrzału. Pierwsza wiewiórka już była tuż przy celu. Strach który ogarnął łowcę z samego początku powoli gasł.
Śmierć. Każdemu się może przytrafić. To takie naturalne. W przyrodzie występują drapieżcy i ofiary. I nie zawsze bywa tak, że te drugie są bezbronne.
Dlatego łowca nie zajął sobie głowy śmiercią swoich towarzyszy. Po prostu przytrafiło im się nieszczęście. Mieli pecha, zdarza się.
Rozkaz - "Na dół".
A rozkazy są po to by je wypełniać. Sprzeciwienie się rozkazom było złe, prowadziło do złego. Tak przynajmniej się Cierniu wydawało. A elf nie postępował źle. Natura jest dobra, łowca nie może być zły. Zło niezgodne jest z naturą. A to co niezgodne z naturą, nie było dla Ciernia.
Jeden ruch i łuk znalazł się bezpiecznie na plecach.
Ręce chwyciły gałąź i przy ich pomocy elf wrócił do pozycji puszczyka. Jednym pociągnięciem odwiązał węzeł, a kołczan znalazł się w jego dłoni i nic nie stało na przeszkodzie, by ten również zarzucić na plecy. Na swoje miejsce.
Wstał, wracając tym samym do pozycji sowy.
Byli wysoko. Jednak skacząc z pokładu na pokład, z gałęzi na gałąź, poruszanie się w dół odbywało się w szybkim tempie.
Drzewa się trzęsły gdy gromada elfów skakała. No cóż, to też było naturalne.
Cierń skacząc musnął kilka razy dłonią rękojeść ostrza, sprawdzał czy jest na swoim miejscu. Był gotów go użyć w razie potrzeby.
Zręczność i życie na drzewach sprawiały, że takie skakanie było całkiem przyjemne.
Lecz teraz najważniejszy były rozkazy. To do nich przecież mają się dostosować.
I taki też zamiar miał łowca, po wykonaniu obecnego.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-26, 22:44   

Widział drzewo, z którego wyskakiwały elfy. Jego hojny towarzysz, który nie raczył go o niczym poinformować, właśnie miał wbite w brzuch strzały. Sytuacja się zmieniła radykalnie. Znowu był przynętą... elfy... lecą w jego stronę....a jeden w dodatku stał już przed nim. Zaraz zaraz... lecą?
-Kurważ jego mać, te skurwysyny latają! O ja pierdolę w dupę jego jebana mać!-
Krzyknął w języku krasnoludzkim. O wiele bardziej lubił ojczystą mowę od tej imperialnej... a poza tym elfy go nie zrozumieją. Takie gadanie ma swoje zalety.
Zareagował błyskawicznie. W końcu był szkolony w wojaczce. Nie musiał się zastanawiać. Przygotował tarczę, chciał wyjąć topór... i z pewnością zrobiłby to, gdyby znał jego położenie. No cóż, w tej sytuacji i tak nie był on priorytetowym narzędziem. W końcu Gorut na tarczy polegał najbardziej.
Elf dopiero.... nadleciał?, inicjatywa wyraźnie należała do niego. Czas, by zrealizować swój plan.
Zaparł się całym ciałem i przywalił w tułów bądź głowę elfa z całej siły. Nie raz udawało mu się przewalić swoją tarczą przeciwnika, bądź ogłuszyć go na jakiś czas. Musiał to zrobić. Musiał położyć tego skurwiela przed sobą. To było jego planem, jego marzeniem... jego szansą. Szansą na to, aby te przebrzydłe elfy nie miały okazji wykorzystać go seksualnie... Bo przecież skąd te wszystkie mity i legendy o elfach, z których jasno wynika, że jest to najbardziej pedalska rasa na całym świecie... Aż strach się bać. Gorut bardzo cieszył się ze swojego dziewictwa, i miał nadzieję, że uda mu się zachować tę statystykę na długie lata...
Gdyby ktoś posłuchał jego fanaberii na temat elfów, ostro by się zaśmiał. Ten młody krasnolud naprawdę wierzył w te wszystkie absurdalne opowieści. No cóż zrobić... trzeba bronić własnej dupy. W znaczeniu dosłownym i przenośnym.
Każdy prawdziwy bohater, w obliczu zaistniałej sytuacji, na pewno porwałby się na jakieś słowa, uwieczniające go w pamięci na lata. Chciałby pokazać swoją epickość i heroizm. On niestety nie był takim człowiekiem...
-Kurważ jego mać! Ożesz Ty chuju-
Tak właśnie wyglądała jego postawa. Uderzał tarczą w przeciwnika co sił. Chciał go ogłuszyć. Musiał go ogłuszyć. A to co krzyczał... pozwalało mu wyzwolić dodatkową energię.
Niezmiennie podczas tego co robił, kurczył się w śmieszny sposób. Stał za wozem, a to dawało mu coś na wzór osłony. Polegał na tym, póki co...
Tymczasem dziwił się, że taki drzewołaz jak ten, który stoi przed nim, ośmielił się sam go zaatakować. Czyżby czuł się tak pewnie? Aż trudno w to uwierzyć.
No cóż, Gorut był święcie przekonany, że da tym wszystkim elfom popalić. Bez wyjątku.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-26, 23:52   

Elf będzie ciął na odlew wyznaczając dwie symetryczne połowy krasnoluda.

Śmierć przepoławiała jego czaszkę.
Śmierć miażdżyła jego czaszkę.

Ostatnia i pierwsza okazja, aby spojrzeli sobie w oczy.

Brązowe biły nienawiścią, błękitne mówiły, że tak już musi być.

Impet był porównywalny z prędkością koni, które kończyły swój żywot milcząco spoglądając na resztki pozostałego im świat swoimi orzechowymi ślepiami zalewanymi przez brocząca z ran krew. Dla nich nie było już ratunku.

Dla niego też nie. Głęboki karmazyn trysnął wraz z orężem pod słońce. Opalizujące krople krwi obryzgały wóz. W tej scenie nie było ani krzty poezji. Tylko brutalna prawda.
Świat znów przyspieszył, rozwalona czaszka elfa wraz z resztą ciała gruchnęła ciężko o ubitą ziemie. Na tarczy został fragment ułamanej przy uderzeniu szabli

~o~

Zabił go! To, aby dzieci natury ginęły z rąk plugawych barbarzyńców było niewybaczalne i niepojęte. Tylko matka ma prawo sądzić o śmierci. Krew naznaczyła obszar pięciu kroków wokół.

-Pieprzone pokurcze! Zapłaci za to~! Będziemy wbijać mu drzazgi pod paznokcie tak długo, aż się nie wykrwawi!

Sztuka wojenna wyraźnie stwierdzała, ze kluczowym elementem walki, pomijając tematy tak oczywiste jak strategia, dowodzenie czy komunikacja, były okrzyki bojowe. Niestety tym razem, to słowa wydobywające się z ust krasnoluda były mocniejsze niźli te, które wykrzykiwał raz po razie Ad’jun.

~o~

Jedynie czarna plamka krwi zakłócała przez chwilę nieskazitelny zachód słońca aby po chwili wylądować na policzku Krifra. I on zaraz podzieli los koni i elfów. Ostatnim tchem musiał się pożegnać

-Musisz stąd uciec!

Może nie zwrócił na to wcześniej uwagi, a może wcześniej było inaczej, ale dopiero teraz ujrzał zwieszoną w jego stronę rękę Krifra z wplątanym w palce wisiorem. Chwila ta stanowiła wystarczająco dużo, żeby przywołać obraz. Wyglądający jak flakonik na perfumy, czy też alchemiczne wywary, zawieszony na skórzanym rzemyku, bez żadnych zdobień czy grawerów.
~o~

Pierwsze stopy dotknęły gleby, wśród nich były też stopy Ciernia. Niewiele dzieliło go od przewróconego wozu.

-MACIE PRZYNIEŚĆ MI JEGO GŁOWĘ, GNOJE!! SŁUCHAĆ SIĘ, BO ZABIJE KAZDEGO JEDNEGO Z WAS, GÓWNA!

Ad’jun nie miał w zwyczaju żartować.
_________________

 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-27, 00:16   

Roztrzaskał łeb pierwszego chojraka, który ośmielił się do niego podlecieć. Było dobrze, ale nie było wspaniale... to był tylko element układanki. Jeden z bardzo wielu.
Tymczasem widział jak leży i kona krasnolud... tak dawno nie miał okazji spotkać się z przedstawicielem swojej rasy, a teraz widzi, jak umiera na jego rękach. Gorut płakałby jak dziecko, gdyby nie to, że nie był do tego przyzwyczajony. Dalej musiał grać hardego.
-No dalej, niech któryś jeszcze, kurważ jego mać, podejdzie!-
Chciał ich zastraszyć. Chciał, aby te skurwiele w końcu zrozumiały kto jest panem tej sytuacji...
Zabawne. Gorutowi, zapatrzonemu w siebie wojownikowi, zdawało się, że to on tutaj dominuje. Kiedyś go to zgubi...
Niezmiennie teraz widział, że ma uciekać z jakimś flakonikiem. A nuż jest on wart fortunę?
Bardzo ciężka sytuacja. Jednak zadecydował. Ten krasnolud wiedział co robi, nie bez powodu kazał mu uciekać.
Wiedział, że to co teraz zrobi będzie miało niewiele wspólnego z honorem. Ale z drugiej strony... od kiedy strzelanie do wozów, mając znaczną przewagę liczebną, jest okazaniem swojej dumy?
Wziął wisior, pośpiesznie, po czym założył błyskawicznie tarczę na plecy. To właśnie jego tył będzie najbardziej odsłoniętym miejscem w tym momencie. Stąd i osłona znalazła się tam, gdzie powinna się znaleźć.
Nie czekając, ani krzty chwili zaczął biec krasnoludzkim sprintem w stronę, w którą zmierzali, zanim się przewrócili wozem. Z tyłu jest bliżej do elfów, toteż tam biec nie mógł. Co czeka go tam, gdzie teraz pobiegł? Okaże się.
Czy ma szansę uciec? Najpewniej dowie się tego już po paru metrach.
Że też kurwa nie nauczyłem się powozić. Ja pierdolę
Krótkie przemyślenia.
A tą kurwę co mnie tu wysłała... kurważ jego mać... zajebać nie zajebie. Ale na pewno tego pożałuje.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2010-03-27, 07:50   

Krasnolud. Szerszy niż wyższy. Czyżby to co o nich mówiono było prawdą? Czyżby to byli śmierdzące gnoje o niesamowitej sile? Czyżby byli źli?
Roztrzaskał brata jak jakieś ciastko, które się kruszy pod naciskiem zębów. Takie ciastko nie ma szans uniknąć losu, jaki wyznaczył mu ten, kto je zjadł. Tak samo było z tym biednym elfem.
Łowcy nie zrobiło się smutno po jego śmierci. Smutek był wynikiem jej powodu.
Krzyki. Te wciąż towarzyszyły całej tej scenie, a ten półgłówek z tarczą, z pewnością był w nich najlepszy.
Jakaż romantyczna scena. Umierający daje coś ocalałemu – na razie – i karze mu uciekać. Może to była para? Ale czemu demon miałby być rodzaju żeńskiego. To szpetny krasnoludzki demon. Pedały?
Nieważne.
Był już na ziemie. Widać było że ich cel ma w planie ucieczkę. Szczególnie dało się to zauważyć gdy ten ruszył biegiem zaraz po tym, jak otrzymał coś od towarzysza. A krzyk Ad"juna były tylko dowodem tezy elfa.
Cierń gdy tylko dotknął stopami stałej powierzchni, jego ręka sama ściągnęła po łuk z pleców. Gdy jego lewa ręka robiła to, do czego była nauczona od najmłodszych lat łowcy, reszta jego ciała była zajęta biegiem. Cierń był szybki. Życie które spędził jako łowca w lesie sprawiły, że jego nogi były szybsze od przeciętnych.
Jego zamiarem było wyprzedzenie swoich towarzyszy w taki sposób, by bezpiecznie mógł wystrzelić, nie raniąc przy tym kogoś ze swoich. Być może oni również woleli dystansowy atak. Więc wyprzedzania nie było wskazane, bowiem tylko by im przeszkadzał. A musieli współpracować.
Szybki ruch ręki i perfekcyjne wyjęcie strzały, która w mgnieniu oka znalazła się na cięciwę. Pozwalała mu na to zdolność jaką posiadał. Szybkie ładownie. Odległość dla elfa nie gra roli. Jego zdolności pozwalają mu strzelać z każdej odległości.
Jego celem był uciekający krasnolud. Miał dobrze osłoniętą górę. Jednak Cierń miał podejrzenia, że na nogach nie miał zbyt wiele żelastwa. O ile wg coś tam miał, oprócz czarnych spodni.
Mały rozkrok dla zachowania niezachwianej równowagi, taki osiągnął przy zatrzymaniu się, nie zajęło mu to żadnego czasu. Przyjęcie odpowiedniej postawy. To czynność wykonywana automatycznie przy nakładaniu strzały na łuk i jego podnoszeniu.
Nogi uciekającego krasnala. Oto cel tego precyzyjnie wymierzonego strzału. Nie zabić, lecz spowolnić. To było w planie łowcy.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-28, 00:11   

Gorut wreszcie pojął dlaczego wtedy odrzucono jego wyzwanie. Pojedynkować należy się z równymi sobie. Tak jak powiedziano wczoraj – kiedyś spotka silniejszego. Spotkał już dziś. Poczuł się jak tamten i zrozumiał dlaczego nie podniósł rękawicy. Pojedynek strzałami rzuciły licznie elfy. Nie był w stanie podnieść tej rękawicy.

W brązowowłosego krasnoluda leciała właśnie druga strzała. Elf czuł świst powietrza przy uchu. Śmierć pędziła z prędkością galopującego konia, ale znów śmierć przegrała z drewnem okutym w żelazo. Grot wbił się bardzo mocno w tarczę, prawdopodobnie do połowy jej grubości, a siłę, z jaką to się stało, naprawdę dało się poczuć.

Gorut biegł co sił w nogach, sprint był jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech krasnoludów. Na krótkich dystansach te niewielkie i względnie bardzo szerokie stworzenia były w stanie przegonić wysportowanego człowieka. Niestety nie zapowiadało się na krótki dystans, elfy nie odpuszczą mu bycia krasnoludem i zmasakrowania jednego ze swoich po kilkudziesięciu czy nawet kilkuset metrach. To będzie maraton. Wycieńczający do granic możliwości, zabójczo groźny maraton, w którym każda kolejna chwila okryta jest zagrożeniem trafienia długą, ostrą strzałą prosto w głowę. Znalazł się w potrzasku –kilkanaście rozjuszonych elfów uzbrojonych w łuki i szable z tyłu. Po obu bokach szerokiego na około sześć, może siedem metrów, otulonego drzewami traktu, pewnikiem dwa razy tyle pochowanych na koronach drzew z wymierzonymi w niego, połyskującymi w słońcu albo ociekającymi jadem żmij, strzałami. Mógł tylko liczyć, że zdoła uciec i skryje się w jakimś miejscu podczas, zbliżającej się rychło, nocy.

~o~

Znów nie trafił, był wściekły, był zły, chciał jedynie krwi tego krasnoluda. Dogonić go? Zabić? Zabić? Zabić? Miał szanse, był znacznie szybszy, zwinniejszy, przyzwoicie uzbrojony i zaopatrzony w eliksiry. Miał idealne warunki, żeby się zemścić.

Cierń był jedyną znaną w tych okolicach osobą, która była w stanie tak pałać nienawiścią do czegokolwiek. Z natury obdarzał wszystko bardzo skrajnymi uczuciami – albo kochał, albo nienawidził, mało kiedy miał neutralny stosunek.

Uciekającego krasnoluda znienawidził od momentu, w którym tylko go zobaczył. Poczuł w sobie prymitywny zew drapieżcy.

Dzieciaki poszły w ślad Ciernia i zaczęły, wbrew ogólnie przyjętym regułom szanowania strzał, wręcz zasypywać nimi oddalający się cel. Niestety był mały, szybki i dobrze osłonięty. Ani w, wystającą tylko odrobinę nad założoną na plecy tarczę, głowę, ani w króciutkie i bardzo szybko zmieniające położenie, nóżki. Nie tędy droga.

-KURWY I ZŁODZIEJE JEDNE, NIE STRZELAĆ, MARNUJECIE STRZAŁY, GNOJE ZAPCHLONE!

Tak, to Ad’jun. Dość łatwo go rozpoznać, zwłaszcza kiedy jest wulkanem zebranego z całego lasu chaosu. Zwłaszcza, kiedy ignoruje się zasady. Zwłaszcza, kiedy strzela się bezmyślnie. Zwłaszcza, kiedy to on sam, przez długie tygodnie, wyprawiał te strzały. Pierwszy na drodze rozwścieczonego kapitana upadł na ziemie pod wpływem piorunującego uderzenia. Tuż-tuż obok ostrej strzały. Kolejna odpadła na bok. Zmierzał w stronę Ciernia. To on zaczął marnowanie bezcennych strzał. Nikt nie chciał być w jego skórze, a i tak oberwie się wszystkim. Wszyscy dobrze wiedzieli, co potrafi zrobić ten psychopata. Zdarzyło się już, żeby zabił kogoś dla przykładu i dyscypliny ogółu. To może się powtórzyć już bardzo szybko.

~o~

Krasnolud biegł, niezwykle mocne i niepokojące świsty wokół niego i mocne uderzenia w tarcze ustąpiły miejsca wrzaskowi jednego z tamtych. Miał chwilową przewagę. Ujął wisior mocniej w swojej wielkiej jak bochny chleba łapie i zdwoił wysiłek w nogach.

Ujrzał niewyraźnie zeskakującą na trakt, długowłosą, na normy elfie, prawdopodobnie piękną przedstawicielkę leśnej partyzanki trzymającą w rękach długą, cieniutką jak brzytwa szablę i długi, ciężki, zakrzywiony nóż o niebezpiecznie nienaturalnej barwie czubka.

Zacisnął powieki, bo wydawało mu się, że to przewidzenie.

I tak właśnie było. Trakt był czysty, mógł biec dalej.
_________________

 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2010-03-28, 11:04   

Pech. Tak to można nazwać.
Cierń w cale nie nienawidził uciekającego. Ten ratował swoje życie. To, że natura obdarzyła go taką siłą to już jej wola. Przedmiot nienawiści leżał na ziemi, a strzała wbita była głęboko w brzuch.
Cierń chciał wykonać rozkaz. To nie było bezmyślne. Zazwyczaj trafiał. Przecież ustrzelał niejednokrotnie królika. A to małe stworzonko jest szybsze i dużo mniejsze od nóg krasnoluda. Raczej coś go chroniło, lub tylko Cierń miał pecha. Ale nie strzelał sam. Strzelało ich wielu.
I to był powód, który zaciekawił łowcę. Coś było w tym niezwykłego. Ale to nie było nienaturalne. Świat jest pełen niezwykłych zjawisk, a to w tym miejscu elf zaliczył do jednego z nich.
Słuszna nagana dowódcy. Nagana, nawet słuszna nagana, to jedno, a wściekły dowódca to zupełnie coś innego. To coś strasznego. Łowca poczuł jak te uczucie w nim rośnie, a serce przyśpiesza. Ad”jun był nieobliczalny. Elf dobrze pamiętał śmierć jaką zadał jako przykład- co czeka tych, co nie słuchają rozkazów.
Takie dziwactwa się wokół dzieją, a Cierń miałby umrzeć? Nie, jeszcze nie dziś.
-Żegnam- rzucił krótko obracając się.
Ruszył jak spłoszony królik. Strach dodawał mu sił. Jego szybkie nogi pracowały na pełnych obrotach. Chciał uciec.
Nie zależało mu na tym towarzystwie. Był wśród nich, bo chciał żyć. A teraz ich towarzystwo było dla jego życia zagrożeniem.
Ruszył w las. Krasnal miał obrobione drzewo na plecach jako obronę, elf chciał by kryły go żywe drzewa przed ewentualnym ostrzałem. Poza tym wychował się w lesie i umiał w nim biegać. Nawet czuł się lepiej aniżeli na otwartej drodze.
Biegnąc w las miał zamiar znaleźć niedoszły cel. Nagle zaczął go bardzo interesować.
Publicznie zrezygnował z swojego udziału w tej grupie. Dezercja zapewne była karana śmiercią. Tak przypuszczał elf, znając Ad”juna.
Nie uciekał całkiem prostopadle do traktu. Nie biegł również równolegle. Uciekał pod kątem, by mieć szansę uciec przed swoją byłą rodziną i równocześnie nie dać się zbytnio oddalić krasnoludowi.
Był też świadom, że jego również będą ścigać.
Teraz tylko zależało od dowódcy kogo wybiorą. Dezertera czy ocalałego. A może obu?
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-03-28, 18:30   

Poczuł uderzenie w plecy. W tym samym momencie z jego ust wyleciało, mimo woli, "Kurważ jego mać".
Poczuł następne uderzenie w plecy. Tym razem jego usta wysyczały "Karwasz twarz".
Żeby tego było mało, znów poczuł cios w plecy. Skwitował to słowami "ja pierdolę".
Dalej już nie liczył...
Tarcza. Powinno się o niej pisać poematy... tyle razy uchroniła go przed śmiercią. Tyle razy mógł zginąć jak pies, gdyby nie ona... Niepozorna, a niebezpieczna i bezpieczna zarazem. Właściciel, który ją posiadał, mógł spokojnie cieszyć się swoim szczęściem, swobodą i ochroną. Ten, który był wrogo nastawiony do właściciela tej tarczy, mógł się czuć niepewnie. Bo nie dość, że ominąć ją ciężko, to jeszcze jak się z niej oberwie, to można paść trupem. Czego dowodem było truchło leżące paręnaście metrów za nim.
Kurważ jego mać! Pozabijajcie się wzajemnie, będzie zajebiście! Haha!
Cieszył się w duchu z obecnej sytuacji. Była to jakaś szansa, jakaś nadzieja. Czy uda mu się to wykorzystać? Był wytrwały, bardzo wytrwały. Choć zmęczenie już dawało się we znaki... Mimo wszystko, wciąż biegł sprintem. Musiał się od nich oddalić jak najdalej, póki panuje tam jakiś chaos.
Biegł prosto, przed siebie, omijając jedynie przeszkody, które napotykał. Nie zamierzał marnować prędkości na jakiś mylący przeciwników slalom między drzewami. Bo i tak to oni dominowali w tej kwestii. Nawet, jeżeli krasnoludowi wychodziłoby to, jakimś cudem, zgrabnie, to tym elfim skurwielom jeszcze zgrabniej.
Czuję się kurważ jego mać jak jakaś pierdolona mysz doświadczalna. Biegnę, wycofuję się taktycznie, a oni napierdalają we mnie ze swoich badyli. Nie, zaraz... ale co mają myszy do napierdalania we mnie strzałami? Kurważ jego mać! Te elfy mają na mnie zły wpływ. Aż mi się jebie we łbie...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
J 
Włóczykij
Theywontseemetrollin



Wiek: 34
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 86
Wysłany: 2010-03-28, 20:07   

-Gonić skurwysyna, tępaki, gonić go, bo jak psy powybijam!

Niepewnym było o którym skurwysynu mowa, ale motywacja była wystarczająca, aby kilkanaście elfów puściło się biegiem w stronę uciekinierów.

-MACIE MI PRZYNIEŚĆ TEN AMULET, GNOJE! BO POMORDUJE!!!

Jakby ktoś z elfów został zapytany dlaczego tak bardzo przyspieszył po tej subtelnej zachęcie, z pewnością usłyszałby, że to z miłości dla natury. Elfy wszystko robią albo z miłości do natury albo z nienawiści do jej przeciwników.

Wszyscy stojący przed sekundami na glebie, biegli już co sił w nogach. Z drzew zeskoczyło jeszcze kilka elfów, a część z nich zamiast w stronę Goruta i Ciernia podbiegła do wozu i zaczęła szabrować jego zawartość. Jeden z nich zanurzył swój nóż w szyi Krifra a potem koni. Śmierć koni odbiła się jedynie ledwie słyszalnym dla jednego z zabójców westchnięciem. Krifr i tak już nie żył, oni się okrutnie upewniali. Już po chwili z koron drzew spadły liny, do których zaczęto przytwierdzać worki z sieciami.

Gdyby tylko Gorut zwracał większą uwagę na to, co wydaje mu się zbyt błahe, żeby było warte uwagi. Nigdy nie zwracał, zbyt twardo stąpał po ziemi. Kilka stóp przed nim wylądowała długowłosa, na normy elfie, prawdopodobnie piękna przedstawicielka leśnej partyzantki, trzymającą w rękach długą, cieniutką jak brzytwa szablę i długi, ciężki, zakrzywiony nóż o niebezpiecznie nienaturalnej barwie czubka. Z każdym mrugnięciem oczu krasnoluda, odległość jaka dzieliła jego szyję a połyskującą brzytwę była coraz mniejsza.

Scena ta umknęła uwadze Ciernia, który był zbyt skupiony na ominięciu kary, jaka czekałaby go, gdyby został schwytany. Najpierw chłosta różanym biczem. Każda róża ma kolce. Ten bicz miał ich setki. To, co pozostawiał na plecach, a raczej to, czego nie pozostawiał, było naprawdę przykrym widokiem. Już kilka razy miał nieprzyjemność doświadczenia tej kary. Potem Ad’jun nacierał rany solą i oblewał je wrzącym olejem. Na koniec pozostawały bardziej konwencjonalne i ludzkie metody pozbawiania życia i godności jak łamanie kości. Finał był za to wymysłem samego kata. Buntownik duszony cierniowymi rzemieniami był zrzucany z drzew tuż przed śmiercia z braku powietrza i leżał tam, póki nie został całkowicie wchłonięty powrotem przez naturę.

Jednakże Cierń zdołał zobaczyć lecącego ponad droga Quetzal. Jego ukochany towarzysz. Turkusowoseledynowy ptak o czarnych oczach i długim pierzastym czubkiem na głowie leciał równolegle z traktem w szybszym, niż miał to w zwyczaju, tempie.

~o~

Na idealnie białych, bielonych samą śmiercią, ścianach idealnego pomieszczenia nic nie pozostawało przypadkiem. Każdy szczegół był idealnie zaplanowany i sterowany przez Los. Kolejne kreski historii powstawały w różnym tempie. Niekiedy nic nie zmieniało się całymi tygodniami, a innymi razy sytuacja nabierała nowego kolorytu w ciągu sekund
_________________

 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group