ZDOLNOŚCI
Wszechstronność
Talent: Unik
Talent: Miecz półtora ręczny
Talent: Zastraszanie
Specjalizacja: Miecz półtora ręczny I
Specjalizacja: Miecz półtora ręczny II
Specjalizacja: Miecz półtora ręczny III
Specjalizacja: Miecz półtora ręczny IV
Skupienie Obrażeń (Miecz Półtora-ręczny) I
Unik I
UMIEJĘTNOŚCI
Biegłości:
τ Unik Poziom 5 - Test = k20 + Zr:20 + Poz.5 + 5 + 1 = k20 + 31
τ Władanie Bronią: Miecz półtora ręczny Poziom 9 - Test = k20 + Zr:20 + Poz.9 + 5 + 10 + 1 = k20 + 45
τ Zastraszanie Poziom 4 - Test = k20 + Ch:14 + Poz.4 + 5 + 1 = k20 + 24
Walka wręcz Poziom 1 - Test = k20 + Zr:20 + Poz.1 + 1 = k20 + 22
Zwarcie Poziom 1 - Test = k20 + Si:14 + Poz.1 + 1 = k20 + 16
Rozbrajanie Poziom 2 - k20 + Zr:20 + Poz.2 + 1 = k20 + 23
Przełamywanie strachu Poziom 1 - k20 + Wo:12 + Poz.1 + 1 = k20 + 14
Ukrywanie się Poziom 2 - k20 + (0,5 Re):8 + (0,5 Zr):10 + Poz.2 + 1 = k20 + 21
Skradanie się Poziom 2 - k20 + Re:16 + Poz.2 + 1 = k20 + 19
Współczynnik: Obrona Poziom 4
Współczynnik: Wytrwałość Poziom 1
Współczynnik: Życie Poziom 5 - 3 * Poz.5 = 15
Współczynnik: Inicjatywa Poziom 5
- Czarna opaska na włosy - 0,3 kg
- Długie czarne spodnie - 0,5 kg
- Czarna lniana koszula - 0,3 kg
- Wysokie ciemno-zielone buty - 1 kg
- Czarny Płaszcz z kapturem - 1 kg
- Lniane rękawice - 0,1 kg
- Skórzany pas przecinający pierś, posiadający klamry na pochwę mieczy
- Skórzane karwasze powiązane z rękawicami - 0,2 kg
SESJE:
I Ścieżki Mroku
II Mór
III Poszukiwania
IV. Psi zarobek
V. Ślepa sprawiedliwość Akt I
VI. Ślepa sprawiedliwość Akt II
~*~
Ostatnie czasy nie należały do najprzyjemniejszych, a co gorsza: zrozumiałych dla młodego bohatera. Nie dalej niż kilka miesięcy temu z niewiadomych przyczyn został przywrócony do świata żywych. Czy to za sprawą woli któregoś z bogów? Czy zrządzenie losu pozwoliło mu się... cieszyć(?) kolejnymi dniami spędzonymi na świecie? Tego nie wiedział i tak samo niewiadomym jest to, czy kiedykolwiek dane będzie mu się dowiedzieć.
Przez ostatnie dni i tygodnie nie siedział na miejscu. Wędrował. I to właśnie z tej racji, znalazł się we wsi, która nosiła nazwę "Stara Mantachia". A bynajmniej taką nazwę wyczytał ze starej tabliczki informacyjnej.
Ervin Ichaer nie miał żadnego pojęcia o tym skupisku ludzi. Nie wiedział, ile tu jest domów, mieszkańców. Nie wiedział... bo i po co? Przygnały go tu nogi i to tutaj postanowił znaleźć schronienie na jakiś czas. A przynajmniej na czas trwania nocy, które nie ubłagalnie się zbliżała.
Głosy w jego głowie, choć wiecznie nieufne i przezorne podpowiadały mu, że gościna w pobliskiej karczmie jest z całą pewnością bardziej bezpieczna, od nocy w ciemnym lesie. Nie trudno się więc domyślić, że taką właśnie drogę obrał młody pół elf.
Karczmarz przywitał Ervina dość ciepło, choć ich wymiana zdań ograniczyła się do prośby o pokój. W niedługim czasie, po określonej zapłacie, w dłoni bohatera znalazł się klucz do jego wymarzonego pokoju, który niewątpliwie był oazą spokoju. Klucz, którym bezpiecznie będzie mógł się zamknąć i odłączyć od świata zewnętrznego. Po około trzydziestu sekundach Ervin znalazł się przed drzwiami. Wrota do bezpieczeństwa wyglądały na bardzo solidne. Ciężkie, dębowe drewno w potężnych framugach. Klamka przypominała kształtem rękojeść jego miecza, zaś pod nią znajdował się niewielki otwór na klucz.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 15:59
Wreszcie czekał go odpoczynek. Wreszcie nie będzie się musiał uganiać za niczym, na co nie miał ochoty, wrócił do świata żywych i przetrwał próbę, czy nadaje się do życia. Przetrwał, by teraz móc robić co mu się będzie chciało, zdobył ubrania, miecz, pieniądze, choć nie za bardzo pamiętał, jak się to stało. Wszystko przez zmiany w jego charakterze. Nie pamiętał niektórych rzeczy, urywków czasu, działań, poczynań. Wszystko mogło zostać niedomówieniem. Wszystko mogło się zdarzyć, ale teraz go to nie obchodziło, teraz liczył się tylko odpoczynek w bezpiecznym pokoju, zamkniętym od środka dla bezpieczeństwa osobistego. Liczył na sen.
Otworzył drzwi z utęsknieniem, jakby dawno tego nie robił. Bo nie robił, nie wiedział, kiedy ostatnio wchodził do karczmy, by załatwić sobie nocleg. Było to chyba, kiedy wraz ze zwariowaną jorzycą Alią szukali informacji o Lurtianach dla maga w czerwonej szacie, mogącego zatrzymać czas. Wszystkie wspomnienia łączyły się ze sobą, że nie wiedział, czy było to przed jego śmierci, czy po.
Powolnym krokiem wszedł do pokoju i rozejrzał się, rzucając swoje rzeczy na łóżko. Zamknął za sobą odrzwia, i przekręcił klucz, by odgrodzić się od życia za nimi. Wolność.
Młody bohater rzeczywiście nie miał pojęcia, co się działo z nim ostatnimi czasy. Czy to za sprawą tragicznych i niewytłumaczalnych wydarzeń, czy może z innego powodu... Niezmiennie w chwili obecnej żył i miał się dobrze. Przynajmniej w sferze fizycznej, bowiem psychika sprawiała mu różne figle. Czego bohater do końca nie był świadomy. Albo był, tylko nie wyobrażał sobie innego świata? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie trzeba byłoby zapytać samego Ervina. A nuż głosy w jego głowie nie zakłócałyby jego postrzegania środowiska i odpowiedziałby rzetelnie, zgodnie z prawdą?
Pokój wyglądał bardzo typowo. Jedno łóżko, stolik, krzesło, niewielkie okno z widokiem na pola, świecznik, wycieraczka i zwinięta pościel. Wszystko, prócz świecznika i pościeli było ozdobione drewnem, a co ciekawsze - większość również wykonana z drewna. Ervin nosił w sobie elficką krew, toteż bez problemu był wstanie rozróżnić poszczególne typy drzewca. Łóżko wykonane z sosny, podłoga z olchy, sufit bez wątpienia z dębu, jak drzwi zresztą, zaś ściany z palisandru. Tylko na co mu teraz taka wiedza?
Stał w pokoju, który znajdował się w karczmie. No właśnie, tu zaczynały się schodki. Pół elf już tak dawno nie widział się z cywilizacja... to było piękne, ale zarazem straszne doznanie. Wszyscy w okół zapewne chcieli go skrzywdzić. Ale może ktoś z nich chce mu pomóc? Wiele rozterek gnieździło się w głowie bohatera.
Niezmiennie Ervin poczuł teraz to, czego tak bardzo pragnął od dawna. Bezpieczeństwo. Obiekt dążeń i marzeń, którego ostatnimi czasy tak bardzo mu brakowało. Już nie musi oglądać się i sprawdzać, czy ktoś za nim kroczy, bądź czy na niego poluje. Czuł się wolny, bezpieczny i co najważniejsze - szczęśliwy.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 19:01
Spokój i bezpieczeństwo. To poczuł, gdy zobaczył gdzie się znajduje. Miał drzwi, oddzielające go od reszty świata, łóżko, źródło światła. Czegóż więcej mógłby oczekiwać? Miał na razie dosyć przygód, Miał dosyć magów, jaszczuroludzi, Lurtian. Czegokolwiek, co wiązało się z niebezpieczeństwem. Czego mógł oczekiwać? Ciepłej strawy za darmo, dziewki do łóżka, dzieciaków do niańczenia. Mógłby wtedy spokojnie osiąść ze swą żoną i dziedzicami i posadzić dąb, który rozwijałby się wraz z rozwojem jego rodziny. Byłby zwykłym półelfem, o którym nie mówili by, że to ten co powrócił z martwych. Mimo, że jeszcze nikt o tym nie wiedział, nie znaczyło, że nikt się o tym nie dowie. Ułuda bezpieczeństwa.
Weź nie pierdol, kurwa. Ty nigdy już nie odpoczniesz, jak sobie czasem bogowie kogoś znajdą, to mu spokoju za chuja nie dadzą, taki ich, kurwa, zajebany los. Będziesz musiał łazić za jakimiś smokami, pożeranymi przez dziewice, czy czy smoków, ratujących rycerzy. Czy jakoś tak. Bezpieczeństwo jest chwilowe, życie jest na tyle długie, by mogło spotkać Cię coś złego, a na tyle krótkie, byś nie zdążył przeżyć nic dobrego. Takie twoje, kurwa, przeznaczenie. Rozbrzmiał w jego głowie głęboki, niski męski głos. Przyzwyczaił się do nich, i rzec możnaby, że kochał je jak braci, opuszczali go tylko podczas snu i sytuacji wysoko stresujących.
- Zamknij się, teraz jest dobrze... Bardzo dobrze. - powiedział do pustego pokoju, wiedząc, że i tak go usłyszy.
Chodźmy spać, Ervinie Odpowiedział piskliwy głos. Pobawimy się w chowanego, prawda? hihihi.. Jak kiedyś, dawno, hihihi... w Wahnsinn. hihihi.. Chodźmy spać.
Bezpieczeństwo, mimo, iż Ervin świadomy był jego przemijania - cieszył się, czy to świadomie, czy nieświadomie. Mógł odpocząć, a to znaczyło bardzo wiele.
Po krótkiej naradzie stwierdził, że pójdą spać. Gdyby ktoś widział, co się dzieje w głowie biednego elfa, z pewnością byłby zaniepokojony. Niezmiennie w chwili obecnej nikt nie mógł go widzieć. Był sam. Przynajmniej jeżeli chodzi o podmioty fizyczne.
Rozebrał się, odłożył swoją broń i zamknął pokój od środka. Był już gotowy do snu. Położył się, przyłożył głowę do poduszki. Było cudnie, miło, ciepło i przytulnie. Czemu całe życie tak nie wygląda?
W takich warunkach odejście do świata snu Ervinowi zajęło naprawdę sekundę. Przed snem czuł tylko lekkie mrowienie nóg, spowodowane wypoczynkiem. Później nie czuł już nic. Było błogo.
Ranek przywitał młodego bohatera świetlistymi promykami słońca. Leżał jeszcze chwilę mrużąc i przystosowując oczy do światła.
Jednak uczucie, które czuł w tym momencie było bardzo dziwne. Była to odmiana pewnego braku swojskości. Czyżby czegoś zapomniał? Czyżby coś zgubił? A może czegoś mu brakowało?
Leżał i zastanawiał się chwilę. Myślał, myślał i myślał. Co jest nie tak?
W pewnym momencie powstał bardzo szybko z łóżka, jakby ktoś go wystraszył. W tym momencie Ervin uświadomił sobie, że nie słyszy żadnych głosów. Czyżby wyzdrowiał? Czyżby zaczął myśleć trzeźwo?
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 19:29
Słodki sen ogarnął go w jednej chwili. Najpierw położył się pod kołdrę, oparł głowę na poduszce, a w chwilę później spał już bardzo głęboko i bardzo przyjemnie. Nie pamiętał snu. Wypoczął, czuł się bezpiecznie, więc mógł bardzo głęboko spać, nie przejmując się niczym.
Poranny blask przebudził go. Przeciągając się, ziewając, wyprostował się, zwieszając nogi z łóżka. Rozmasował twarz, gdy zdał sobie z czegoś sprawę. Było cicho. Za cicho. Nie słyszał ani piskliwego głosiku dziecka, ani niskiego głosu mrocznego rycerza. Zniknęli, nie żegnając się. Zniknęli, zostawiając go. Kolejne osoby, które go opuściły, chociaż były częścią jego. Co się mogło stać? Czym mogli się kierować? Rozejrzał się wystraszony wokół siebie, szukając ich wzrokiem, jakby oczekiwał, że zmaterializują się obok niego.
Gdzie jesteście?
Czekał na jakąkolwiek odpowiedź, gdy po jego policzkach spływały łzy.
Pytanie nie spotkało się z jakąkolwiek odpowiedzią. Nikt nie raczył nawet jęknąć, bądź pisnąć, by przypomnieć o swojej stałej obecności. Czyżby wszyscy go opuścili? Czyżby nawet Ci, którzy od dawna towarzyszyli mu w niemalże każdym momencie jego życia nagle stwierdzili, że od niego odejdą? Na to wyglądało.
Łzy spływające po policzkach ukazywały tylko to, jak łatwo humanoidy przyzwyczają się do wielu rzeczy. Nawet, gdyby ktoś był przez kogoś bity przez lata, to mógłby się do tego przyzwyczaić i ciężko mu byłoby bez tego funkcjonować. Najwyraźniej w tym przypadku było podobnie.
Stał jak otępiały. Nie wiedział, co się dzieje. Czyżby zwariował jeszcze bardziej? A może wyzdrowiał całkowicie? Czas pokaże.
Tymczasem otoczenie wciąż było takie same. Ubrania leżały, broń i torba również. Klucz leżał na stoliku. Wszystko było jak przedtem, ale zarazem wszystko było inne.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-14, 10:17
Cofnął się wstrząśnięty parę kroków, i usiadł ciężko na łóżku. Cóż mogło się stać? Podwinął nogi i objął je. Zaczął płakać. Jeśli oni go opuścili, to kto z nim mógł zostać? Nikt, zniknęli jego jedyni, wierni przyjaciele. Chciał zapaść w sen, by nie myśleć o tym, co go spotkało. Mimo, że oznaczało to ozdrowienie, nie chciał go. Lubił ich, kochał. Nie chciał bez nich żyć. Nie wyobrażał sobie tego, jak mógłby sobie bez nich poradzić. Kiedyś sobie radził... Kiedyś było inaczej. Czekał, zalany łzami, aż coś się stanie. Czekał. Długo. Myślał, że to głupi żart, ciągle sobie to powtarzał, wywołując głosy w swojej głowie, łkając na zewnątrz. Stracił najbliższe mu osoby. Co mogło spotkać go gorszego? Umarła część jego samego. Siedział... długo. Sam nie mógłby stwierdzić ile. Ale po tym czasie jego mózg odrętwiał, sztywno przyjmował informacje, nie analizując niczego. Wstał, by powolnym krokiem podejść do miejsca, gdzie zostawił ubrania, a następnie się w nie ubrać. Przygotował się do drogi. Nie wiedział gdzie wyruszyć, ale wczorajsze widmo spędzenia życia spokojnie było już niezbyt kuszące. Wszyscy go opuścili. Musiał iść ich odnaleźć, chociażby zaszedł na kraniec świata, chociażby stanął nad przepaścią, gdzie kończy się ziemia i skoczył za nimi, musi ich odnaleźć. Bez nich nie jest kompletny, bez nich nie może żyć. Był gotów do drogi.
Ervin miotał się jak bezradny. Wszystko co robił było inne.... dziwne. Nie słyszał nikogo, czuł się nieswojo. Płakał, a nikt go nie pocieszał. Leżał, a nikt z nim nie rozmawiał. Ubierał się, a nikt nie doradzał mu jak to zrobić i nikt nie komentował tego, jak mu to wyszło. Po długich chwilach spędzonych na właściwie niczym podjął jakieś pierwsze działanie. Chciał wyjść, bo cóż innego mu pozostało?
Słońce za oknem świeciło jasno, klucz na stole leżał tak jak to było dnia poprzedniego. Tymczasem Ervin zdążył się ubrać, spakować i uzbroić. Mógł iść. Tylko dokąd? Na pewno pierwszym kierunkiem, jaki mógł obrać był parter karczmy. Ewentualnie mógł chcieć zwiedzać kolejne pokoje, co nie byłoby chyba najlepszym rozwiązaniem, gdyż mogłoby się to spotkać z dezaprobatą śpiochów, ale ludzi ceniących sobie prywatność.
Niezmiennie w jego głowie wciąż była pustka. Nie słyszał nikogo, nikt mu nie odpowiadał, a co gorsza - nie czuł niczyjej obecności.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-14, 18:20
Stał sam na środku pokoju, skierowany w stronę drzwi. Co go czekało? Głosy były jego największą pomocą, dzięki której uratował swe życie wiele razy. Co teraz czekało go, samotnego w niebezpieczeństwach, czyhających za każdym zakrętem? Nie da sobie rady. Ale co mógł począć, oprócz próby poradzenia sobie samemu? Musiał ruszyć, w żałobie, jak po śmierci swoich dzieci, braci, rodziców. Wszystkich z nich na raz. Nikt nie zrozumie, jak to jest stracić połowę swojej duszy, dopóki się to nie stanie. Musiał opuścić to miejsce, znaleźć się w odosobnieniu i rozpaczać w samotności. Nie chciał patrzeć na żadnych ludzi, miał ich dosyć. Chciał jak najszybciej się stąd wydostać. Wyjąć parę monet, zejść na dół kupić jedzenie i picie na parę najbliższych dni i odejść. Gdziekolwiek. Przed siebie. Byle by nie widzieć ludzi, którzy byli pełni. Wczorajsze plany nagle wydały się odległe. To co działo się, gdy oni mu towarzyszyli, było odległe. Wydarzyło się kiedyś. Co teraz? Co mógł robić sam? Nic.
Skierował się w stronę schodów. Najpierw otworzył drzwi, przekroczył próg, zamknął je za sobą i już gotowy był do dalszej drogi. Wciąż ogarniała go pustka. Nie słyszał nikogo, niczego. Coś, co można nazwać wyzwoleniem, dla Ervina okazało się być katorgą.
Nie czekając długo zaczął iść w stronę parteru. Klatka schodowa, jak i cały korytarz, dla ujednolicenia całego klimatu karczmy - również była z drewna. Zresztą, czego innego można było się spodziewać po wiejskiej oberży?
Schodów było nie wiele, toteż po paru sekundach znalazł się już na dole. Jeszcze tylko jedne drzwi, i już będzie w centralnym pomieszczeniu owego budynku.
Było wcześnie, toteż wciąż nikogo nie słyszał. Ani w głowie, ani w karczmie.
Po bardzo krótkiej chwili, pół elf otworzył drzwi. Rozglądając się dostrzegł, iż za ladą nie ma karczmarza, zaś prawie wszystkie stoliki są puste. Prawie, ponieważ przy jednym z nich siedział, najprawdopodobniej człowiek, którego facjata nie była widziana z tej pozycji. Postać była odwrócona do bohatera plecami, zaś na głowę naciągnięty miała najzwyczajniejszy kaptur.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-20, 22:31
Pokonał schody, czując się jakby schodził do piekła. Robiąc taki sam wysiłek. Czuł przed sobą rosnące schody, mimo, że kierował się w dół. Spadał. Spadał w otchłań samotności. Mimo, że mogły go otaczać tłumy, był sam. I będzie sam, dopóki oni do niego nie wrócą. Kiedy to się stanie? Czy się stanie w ogóle? Czy kiedy będzie szedł, po prostu szedł przed siebie, w końcu odnajdzie tych, których stracił? Samotność towarzyszyła mu, ironicznie zapełniając pustkę po towarzyszach życia. Bał się odezwać. Bał się. Nic nie powie, gdy dojdzie do kontuaru. Miał w dupie człowieka siedzącego przy stole. Miał w dupie całą tę karczmę. Chciał wziąć jedzenie i wypierdalać stąd tak daleko, jak tylko da rade pójść. Chciał być sam, by pozbyć się samotności, by ją leczyć.
Podszedł do szynkwasu. Cóż mógł teraz powiedzieć? Tak normalnie? Po prostu? Jakby nic się nie stało?
- Jedzenia. Na parę dni. - Wyszeptał, mimo wszystko na tyle głośno, by go usłyszano. - I picie.
Wypowiedział słowa, które obiły się jeno echem. Czyżby nikt go nie słyszał? A może nikt nie chciał go słyszeć? A może słyszał, tylko nie mógł odpowiedzieć.
Teraz to nie było istotne. Ervin czekał, bo nic innego mu nie pozostawało. W okół niego panowała niezręczna cisza. Czyżby cały otaczający świat się zmienił? Czy dopiero teraz zaczął oglądać go trzeźwym okiem?
-Nikt Ci nie odpowie drogi przyjacielu-
Rozległo się po całym pomieszczeniu. Głos był... nadzwyczaj znajomy. Gdzieś go słyszał, tylko gdzie? Tego młody bohater w ogóle nie wiedział.
-Nikt Ci nie odpowie, bo nikogo tu nie ma. Poza mną.-
Każde jego zdanie było formułowane w jakiś znany Ervinowi sposób. Czyżby znajomy sprzed lat? A nawet jeśli, to młody bohater nie był pewien, kto to jest, gdyż z tej pozycji twarz wciąż była zasłonięta kapturem.
Kolejne pytanie zrodziło się w głowie półelfa. Czemu "nikogo tu nie ma?". Przecież karczma bez opieki pozostawiona by nie była. Dziwne. Jak wszystko dzisiejszego dnia.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wzdrygnął się. Od czego? Czyżby ktoś podczas snu zaaplikował mu truciznę? Nie, nie możliwe... obudziłby się, poczuł. Byłby tego świadom.
Kolejne drgawka. Świat zaczął mu się rozmazywać. Postać, która do niedawna do niego mówiła, teraz zniknęła, jakby nigdy nie istniała. Co się dzieje do diabła dzieje? Mało to dziwactw na dziś doświadczyłem?!
Trzecia, a zarazem ostatnia, drgawka była najmocniejsza.
Otworzył oczy. Pierwsze co ujrzał, to te same pomieszczenie, w którym szedł spać. Czyżby to, co do tej pory się działo, było tylko snem? Tego jeszcze nie był pewien. Tym bardziej, że w pomieszczeniu było bardzo ciemno. Mimo, iż krążyła w nim elfia krew, nie odziedziczył po swoich przodkach wzroku, który pozwalał mu widzieć w ciemnościach.
Serce biło mu bardzo mocno. Przeżył pewnego stopnia wstrząs, który z pewnością odbił się na jego psychice. Bynajmniej na tę chwilę.
-Co się stało Ervinie? Dlaczego nie śpisz?-
Usłyszał kobiecy głos w swojej głowie. Teraz był pewien, teraz odetchnął z ulgą. To, co do tej pory się działo, okazało się być najzwyczajniejszą zmorą nocną. Koszmar, nic poza tym.
-Już dobrze... to tylko sen... możesz iść i spać dalej. My Cię nie opuścimy biedaku. Nigdy.-
Ten sam kobiecy głos przemówił. Mimo, iż zjawisko było bardzo dziwne, dla młodego elfa te słowa były niczym miód dla podniebienia.
Leżał w łóżku, a sen już w ogóle nie przychodził. Do świtu już niedaleko, więc czekał. A gdy tylko słońce pojawiło się za oknem, wstał, spakował co jego i wyruszył. Byle dalej od jakiejkolwiek cywilizacji. Byle dalej od tego potwornego miejsca...
Legenda zakończona w trybie przyśpieszonym. (Może kiedyś uda mi się poprowadzić komuś od początku, do końca jakąś sesję )
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum