TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Posłaniec
Autor Wiadomość
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-15, 22:08   Posłaniec

Posłaniec

Kroniki Heimdalla, Serpensa, Maga


Heimdall wszedł między zniszczone czasem i pustynnym piaskiem budynki. Palące słońce spowalniało jego myśli, szedł z pochyloną głową i czuł piekący ból na swojej skórze. Wchodząc do mieściny czuł się dobrze jak nigdy. Szedł główną ulicą Nah'doru, miasta w samym sercu piaszczystych wydm. Oczywiście słowo "ulica" było słowem umownym, po prostu droga była wydeptana, a po obu stronach stały niskie domki z małymi oknami, w których nie było drzwi, ale przejścia, zakryte kocami. Stali przy nich opatuleni chustami Serpensi, rozmawiający ze sobą bardzo cicho. Na całej długości ścieżki było ich może z dwudziestu. Na samym końcu było ich najwięcej, było też kilka drewnianych lad. Wyglądało to na tutejszy bazar, ale sądząc po wielkości tego miejsca, każdy tutaj każdego znał, więc było po prostu miejscem spotkań. Heimdall szedł powoli, ciężko oddychał. Dopiero po chwili zorientował się, że zwrócił uwagę tutejszych i od razu wszystkie spojrzenia skierowały się w jego stronę, rozmowy na chwilę ucichły. Jeden z nich krzyknął. "Nahzar!". Z największego, bo jedynego dwupiętrowego budynku wychylił się olbrzymi Serpens w czarnej chuście. Rozejrzał się, a gdy zauważył Heimdalla ruszył w jego stronę. Był wyższy od niego co najmniej o głowę. Mag zauważył, że skóra Nahzara jest chropowata i zielona, nadgryziona tutejszym klimatem, widać było, że mieszka tutaj wiele lat, jeśli nie całe życie. Gdy do niego podszedł powolnym krokiem spytał - "To Ty jesteś Heimdall?" - jego głos był niski i charczący. Nad nimi dało się słyszeć echo głosu sępa.

* * *

Ragthas siedział znudzony za biurkiem z założonymi rękoma. Rozejrzał się po swojej bibliotece. Zgromadził dotychczas wiele książek, półki już się uginały, a on nie miał gdzie wstawić następnych. Zarówno po prawej jak i po lewej stronie regały były zapełnione. Spojrzał pod nogi, na fioletowo-złoty, pięknie zdobiony dywan, a następnie wyjrzał przez okno, gdzie widział piękne miasto. Westchnął. Był już stary i czuł, że jego koniec się zbliża. Był słaby, nie był już zdolny do walki, czuł to i wiedział o tym. A teraz dowiedział się, że wrócili.
Do pokoju wszedł Serpens o białej skórze, z gniewnym błyskiem w błękitnym oku. Podszedł szybkim krokiem do Ragthasa i oparł ręce na blacie biurka.
- Musimy kogoś tam wysłać Ragthasie - jego ton był krzykliwy
- Wszyscy akolici ruszyli w stronę Nar'do, wiesz jaką mamy porę - odpowiedział spokojnie starzec rozkładając ręce
Serpens o białej skórze otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale się rozmyślił, nerwowo rozejrzał się po pokoju, przybliżył rękę do ust i płochliwszy się powiedział cicho i powoli.
- Nie wszyscy. - Wymienili się spojrzeniami, po czym młodszy wyprostował się i wskazał palcem na rozmówcę - dobrze o tym wiesz
Ragthras zamyślił się. Jedynie odgłosy znajdującego się niedaleko gabinetu targowiska przecinały ciszę, która panowała.
- To prawda Kita, masz rację. - zawiesił zdanie, jakby chciał przemyśleć jego dalszą cześć - tylko, że nie myślisz chyba o ...
- Więc kogo? Posłuchaj mnie, nie mamy czasu na zastanawianie się, Rada powróciła, dotarcie do Nah'dor trwa kilkanaście dni, a o tej porze roku nawet i dłużej, nie możemy sobie pozwolić na czekanie. A sam wiesz jaka przeklęta magia znajduje się w tamtej okolicy. W obrębie kuli żaden Serpens nie poleci ...
- Wiem, wiem - uspokoił go Ragthas ruchem ręki - Więc poślij po niego
Kita uśmiechnął się i nie odzywajać się już ani słowem ruszył w stronę drzwi. Gdy wyszedł Ragthras wstał, obrócił się i podszedł do okna. Założył ręce z tyłu i spojrzał na wysoki kamienny budynek o kształcie ośmiokąta.

* * *

Heimdall znajdował się w swoim małym pokoju, który dzielił razem z innym magiem. Właściwie wszystko czego potrzebował miał pod ręką, dwa materace na ziemi, stolik na którym znajdował się świecznik z wypaloną świecą, kilka porozrzucanych pergaminów, krzesło i otaczające to wszystko cztery kamienne, szare ściany. No i okno, przez które czasem wyglądał, aby zobaczyć jak wygląda stolica. Fascynowała go, to było inne życie, niż to, które pamiętał z dzieciństwa. Ci, którzy się tu wychowali inaczej mówili, chodzili i nawet, a może przede wszystkim inaczej wyglądali. Sam nie wierzył we własne szczęście. Był nowicjuszem. W akademii magii oznaczało to naprawdę coś. Co roku wybierano jednego adepta, który rokował największe nadzieje na opanowanie sztuki czarowania, spośród wielu uczelni. Heimdall był najlepszy. Myślał o tym każdego dnia, od kiedy poznał magię, o tym co go spotkało.
Obecnie miał dużo wolnego czasu, wszyscy wyruszyli do gildii w Nar'do, gdzie co rok w czasie trwania Okresu Szału pokazywano nowo poznane tajniki. Miał właśnie zamiar wyjść i obejrzeć miasto, gdyż od czasu przybycia tutaj, nie był ani razu po za murami, nie licząc przyjazdu trzy miesiące temu, gdy nagle usłyszał głośne kroki, odbijające się echem od zimnych ścian. Ktoś się spieszył i jak się Heimdallowi wydawało, szedł w stronę jego pokoju. I faktycznie przeczucie Serpensa nie zawiodło, po chwili drzwi zaskrzypiały, a w wejściu pojawił się Kita, nadzorca akademii. Był zdenerwowany.
- Pakuj się - powiedział surowo, zanim mag zdążył wykonać jakikolwiek ruch białoskóry dodał - Tylko to co najważniejsze. Czekam na ciebie przy wyjściu.
I wyszedł bez słowa pozostawiając Heimdalla swoim myślom.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-15, 22:24   

Minęła krótka chwila zanim Heimdall zorientował się o co chodzi. Szybko wziął swój plecak i powkładał tam wszystkie swoje rzeczy. Zarzucił na plecy płaszcz i wziął Jo do ręki. Resztę swoich oszczędności starannie schował w wewnętrznej kieszeni płaszcza.
"O co może mu chodzić."
Zastanawiał się Serpens. W końcu miał czas żeby dowiedzieć się więcej o mieście w którym żył od 3 miesięcy, a teraz czegoś od niego chcą. W dodatku każą mu się pakować. Czy to oznacza koniec nauki w tej akademii? Ale przecież dopiero zaczął. Liczył na to, że pozna tu najgłębsze tajniki magii. Nie mogą tak łatwo pozbawić go możliwości nauki tutaj.
"Może to jednak nie o to chodzi. W końcu przecież nic się nie stało przez te trzy miesiące"
Uspokoił się.
"Taak, napewno nie o to chodzi."
Skarcił się za zbyt pochopne wnioski. To napewno nic ważnego.
Ale chcąc nie chcąc poszedł do wyjścia spotkać się z nadzorcą.
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-15, 22:42   

Heimdall podążył doskonale mu znanymi krętymi korytarzami, aż trafił do wyjścia. W przejściu stał Kita, rozmawiał z kimś, kto wyglądał na gwardzistę lub strażnika miejskiego. Widząc, że mag idzie do niego pożegnał się z rozmówcą, a tamten odszedł nie patrząc nawet w stronę zbliżającego się Heimdalla.
- Wszystko masz? - spytał i zmierzył nowicjusza wzrokiem. - Dobrze, posłuchaj, nie możemy tu rozmawiać, idziemy teraz do świątyni, tam ci wszystko wyjaśnię.
Nie dał powiedzieć sobie ani słowa, wyszli z budynku, a adept mógł się cieszyć przynajmniej z tego, że obejrzy miasto. Zachwycało Heimdalla, wysokie wieże, gwar na ciasnych uliczkach, wozy przejeżdżające co chwilę i sprzedawcy zachęcający do kupna swoich wyrobów. Po chwili skręcili w jakąś boczną alejkę, potem w następną i następną, było to niepokojące i znalezienie drogi powrotnej z pewnością nie byłoby dla maga proste. Nie minęło więcej jak pięć minut i zatrzymali się pod budynkiem w kształcie okręgu. Nie posiadał dachu, w środku rosły liczne palmy, a przy wejściu znajdowały się dwie małe fontanny, które zdobiły rzeźbione posągi przedstawiające istoty, których Heimdall nigdy nie widział. Wyglądały groźnie, przypominały nieco lwa, jednak szczęka i oczy były już kompletnie inne, jakby bardziej demoniczne.
- To tutaj - powiedział Kita i przepuścił nowicjusza pierwszego.
W samym środku ściany z okręgu znajdowała się większa fontanna, której mag przedtem nie zauważył. Stała przy niej kobieta zwrócona do nich plecami, jednak gdy tylko nadzorca i adept podeszli bliżej odwróciła się, jakby spłoszona i powiedziała
- Ach to wy. Chodźcie, chodźcie.
I znowu ruszyli bez słowa, przeszli na drugą stronę okręgu, gdzie było drugie wyjście, tym razem jednak prowadziło w dół, Heimdall słyszał o tym, że w stolicy buduje się domy pod ziemią, jednak żadnego nie widział. Schody były kręte i długie, co jakiś czas wisiała na ścianie pochodnia żeby oświetlić im drogę, co jednak zadziwiło młodego maga to to, że płonęły błękitnym ogniem.
W końcu zeszli na sam dół i znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu, prawie bez wyposażenia, jednie na końcu znajdowało się coś co przypominało ołtarz i mały posażek jakiegoś bóstwa, zaś z boku widać było stół i trzy krzesła. Usiedli przy nim.
- Widzisz Heimdallu - zaczął Kita - Już ci tłumaczę to całe przedstawienie. Wiesz, że wszyscy magowie ruszyli do Nar'do. Mamy poważny problem. - odczekał chwilę i wrócił do rozmowy - Jesteś jedynym magiem wody w mieście. Słyszałeś o Radzie?
Rada Dziewięciu. Tak nazywała się grupa najpotężniejszych demonów, które zagroziły wiele lat temu Serpensom. Każdy znał opowieści o Krwawej Wojnie, która przetoczyła się przez jałowe ziemie smokoludzi. Heimdall był pewny, że słyszeli o tym nawet w Królestwie.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
Ostatnio zmieniony przez Anatoil 2009-01-15, 22:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-15, 22:51   

Magiem? Ciężko było nazwać go magiem. Był dopiero nowicjuszem, ledwie zarodkiem maga. No ale skoro go tak tytułują to znaczy, że naprawdę jest potrzebny.
"A kto nie słyszał o Radzie Dziewięciu?"
Heimdall odpowiedział pytaniem na pytanie.
"Ale co w związku z tym? Czy jestem do czegoś potrzebny?"
Zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź. Nie mówili by mu tego i nie kazali się pakować gdyby było inaczej. Od momentu kiedy wyszli z akademii był przygotowany na coś takiego. Miał tylko nadzieję że nie będzie to zbyt skomplikowane zadanie, zważając na jego szczątkowe umiejętności. Niestety zapowiadało się na coś dokładnie odwrotnego. Miał dziwne przeczucie, że ta rozmowa to dopiero początek.
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-15, 23:04   

Kita wymienił spojrzenie z kapłanką i powiedział
- Posłuchaj, musisz wyruszyć czym prędzej do Nah'dor, dzieje się coś bardzo złego. Nie możemy posłać po żadnego maga, teraz w Okresie Szału, a Ty jesteś jedynym, który zgłębia tajniki magii wody. Nie robilibyśmy tego, gdybyśmy nie musieli. - bał się, Heimdall pierwszy raz widział jak surowy Kita ujawnia strach, a co bardziej dziwiące, strach o kogoś, o niego. - Załatwimy Ci transport do Tel'dor, stamtąd skontaktujesz się z Razyanem, on zawiezie Ciebie na miejsce.
Milcząca dotąd kapłanka odezwała się
- Rada dziewięciu obudziła się gdzieś w okolicy Kuli. Kula to potężny obiekt otaczający samo serce Wielkiej Pustyni, powstała dawno temu w wyniku walki pomniejszych bóstw na tych ziemiach. Nie wiemy czym dokładnie jest ten twór, ale wiemy, że magia wody, działa tam z większą siłą i, że wszelkie inne oznaki pojawienia się Rady, czy też samo pojawienie się jednego z dziewięciu, było zwalczane właśnie tym żywiołem. Dzieje się tak za sprawą żywiołu demonów, jak wiesz, wiele lat temu przypisali sobie ogień. Nie wyjaśnię ci teraz tego skomplikowanego mechanizmu, ale nawet dziecko wie, że ogień gasi się wodą.
- Musisz się tam udać jak najszybciej - Kita wyciągnął z kieszeni mapę i podał ją Heimdallowi - trzymaj ją, na wszelki wypadek, masz tu też miasto. Teraz idź na targowisko i poszukaj Serpensa o czarnej skórze, bez jednego oka, łatwo go znajdziesz, jego stragan jest w samym środku bazaru, nazywa się Han, łatwo go znajdziesz, idź już.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-15, 23:14   

Heimdall nie miał najmniejszego pojęcia jak dostać się na targowisko więc od razu rozwinął przed sobą mapę i poszukał drogi do targowiska.
"Rozumiem że mam się tam udać i co? Napluć na tą radę? Znam tylko jeden czar. Jestem początkującym magiem. Nie mam szans!"
Myślał młody Serpens, ale po chwili uspokoił się i powiedział:
"Tak.Tylko co ja mam tam zrobić? Jestem zaledwie nowicjuszem"
Jedyny plus jaki widział w tej wyprawie to możliwość nauczenia się wielu nowych rzeczy w czasie podróży.
"No ale skoro jest to konieczne to pójdę."
Stwierdził poczym wyszedł ze świątyni i ruszył zgodnie z mapą na targ. Od razu skierował się w stronę straganu Hana.
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-15, 23:22   

Heimdall co chwilę zerkał na mapę, co jakiś czas się gubił i wracał, podróż z powrotem bez Kity, trwała dwa razy dłużej niż w stronę świątyni, ale udało mu się dotrzeć do targowiska. Widział je już nie raz ze swojego okna, ale nigdy w takiej okazałości. Nigdy też nie widział naraz tyle różnych osób w jednym miejscu. Robiło to na nim wrażenie. Szukając Hana zaczął się przepychać, musiał asertywnie odpowiadać na pytania sprzedających, że nie interesują go gliniane dzbany i uważać, by przy tym samemu niczego nie uszkodzić. Wydawało mu się, że nigdy nie znajdzie czarnego jednookiego Serpensa, jednak gdy tylko go zobaczył, nie mógł już go zgubić. Wyróżniał się od wszystkich. Był jeszcze bardziej hałaśliwy od wszystkich innych sprzedawców i większy. Z tego co Heimdall się zorientował był handlarzem broni, ale widział też poukładane bukłaki i pozamykane skrzynki, w których żadna broń by się nie zmieściła. Gdy w końcu magowi udało się przedostać do straganu Hana, ten rozmawiał właśnie z o wiele niższym od Heimdalla serpensem, śmiejąc się przy tym tubalnie.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
Ostatnio zmieniony przez Anatoil 2009-01-16, 14:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-15, 23:32   

"Nareszcie!"
Heimdall myślał że jego misja skończy się niepowodzeniem w znalezieniu Hana. Targowisko było faktycznie wspaniałe. Szkoda, że wsześniej tu nie był, ale zajęcia w akademii nie dawały mu chwili wytchnienia, a kiedy wreszcie miał czas wolny to każą mu jechać do Kuli. Nie podobało mu się to ale nie mógł zawieść akademii. Kiedy czarnołuski rozmawiał z klientem Heimdall podziwiał architekturę miasta i oglądał towary Hana. Kiedy wreszcie dobili targu postanowił w końcu z nim porozmawiać.
"Witaj Hanie. Przysłał mnie Kita."
Zakrzyknął aby przebić się przez ogólny gwar i hałas panujący na targowisku.
"Nazywam się Heimdall"
Przedstawił się. Czekał na odpowiedź Hana, gdyż Kita nie dał mu żadnych wskazówek co do roli tego Serpensa w całym zadaniu.
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-16, 15:57   

Han rozmawiał jeszcze krótką chwilę, po czym pożegnał się z kupcem i spojrzał podejrzliwie na Heimdalla.
- A, to ty. - powiedział, jednocześnie znikając pod drewnianą ladą, jakby czegoś szukał. Po chwili pojawił się z niewielką skrzynką i rzucił ją na blat. - Weź - powiedział i poszedł na tyły stoiska. Zaczął grzebać w pudelkach, przerzucać wszystko z miejsca na miejsce, ale nie był przy tym nerwowy. - Więc jedziesz do Tel'dor? - nawiązał rozmowę, spojrzał w kierunku Heimdalla i zaśmiał się złowieszczo - Straszna dziura. Pojedziesz z Mazgarnem, tylko on jest na tyle szalony, żeby tam jechać o tej porze. - W tej samej chwili, gdy skończył zdanie wziął drugie podobne pudło i wrócił z nim do Heimdalla podając mu je do rąk. - Weź je, powiedz, że jesteś ode mnie - następnie wytrzepał ręce o skórzane szaty i zmierzył adepta wzrokiem - Ciekawe ... Kita mówił, że jesteś jego starym znajomym. Nigdy Cie tu nie widziałem - stwierdził rechocząc, po chwili uniósł jednak ręce do góry, jakby odniósł wrażenie, że powiedział coś nie tak - ale nie moja sprawa. Mazgarna znajdziesz przy Drugiej Bramie, byłeś tam?
Heimdall wiedział, że do Nikraski dostał się Pierwszą Bramą, czyli główną, wychodząca na północny zachód. Nie wiedział o istnieniu innych, bo też nie miał jak ich dotąd zobaczyć, przez cały czas wkładał całą energię i czas w naukę w akademii. Codziennie rano budzono ich po wschodzie słońca i poświęcali pierwsze godziny dnia na medytację. Później przychodził czas na posiłek, a następnie udawali się do pokoju, w którym dokonywali czarów. Oczywiście adept tylko patrzył, jednak obserwacja była rzeczą naturalną dla Halat'a, czerpał z tego wiedzę i uczył się. Zawsze pod wieczór przychodził do biblioteki, gdzie mógł poznać wiele tajników. Niektórzy mówili, że Heimdall już powinien zostać pełnoprawnym uczniem i wyjść po za pierwsze zaklęcie, ale procedury to procedury, a serpensowi nigdzie się nie spieszyło, a tym bardziej do tytułu.
Sama akademia była budynkiem niezwykłym, zbudowana z wielkich kamiennych bloków, które sprawiały, że pomieszczenia były chłodne, nawet w południe. Budynek miał kształt ośmiokąta, a na każdym wierzchołku znajdowała się wieżyczka, w których Heimdall jeszcze nie był. Większość miejsca zajmowały biblioteki i pokoje, takie same w jakim żył on i jego współlokator Galthos. Był starszy od Halata i dysponował silną magią ognia, jednak nigdy nie pokazał żądnego zaklęcia po za zajęciami, mimo usilnych próśb. Każdy dzień miał niemal identyczny grafik, ale młody mag zawsze znalazł coś co sprawiało, że stawał się dniem niezwykłym. Codziennie coś odkrywał, bo akademia była dla niego skarbnicą wiedzy, naczyniem, w którym nigdy nie brakuje wody, a on jest cały czas spragniony. Ojczym obudził w nim pasję do zaklęć, a on, jeszcze jako dziecko, zamienił to w swój życiowy cel.
Han łypnął swoim jednym okiem i spytał ponownie.
- Byłeś?
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-16, 18:02   

"Starym znajomym?"
Zastanawiał sie Heimdall. Przecież Kita znał go lediwe od trzech miesięcy. Nie mogło byc mowy o starej znajomości. Ale postanowił to przemilczeć.
-Co jest w tych skrzyniach?
Zapytał podnosząc obie, by sprawdzić ich wagę.
-Nie jeszcze nie byłem przy drugiej bramie.
Odpowiedział. Wyciągnął mapę i poszukał drugiej bramy. Miał nadzieję że nie jest gdzies daleko bo nie chciało mu się przepychac przez te tłumy w dodatku ze skrzyniami.
-A ten Mazgran. Jak on wygląda?
Zapytał chcąc wiedzieć jak znaleźć rzeczonego serpensa. Nie miał zamiaru pytać każdego człowieka przy bramie, która w tym momencie pewnie jest zatłoczona, czy nie nazywa sie przypadkiem Mazgran. Kiedy uzyskał odpowiedzi ruszył w stronę docelowej bramy. W sumie nie miał pojęcia w co się pakuje. Miał tylko nadzieję że szybko się to skończy a on będzie mógł dalej studiować magię.
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-16, 21:46   

- A tak, Mazgarn. Niski, niczym specjalnie się nie wyróżniający, ale poznasz go, bo tylko jego wóz tam stoi. - widząc, że Heimdall wyciągnął mapę podszedł do niego i wskazał mu palcem na mapie punkt - Tu, tu jest druga brama - znajdowała spory kawałek od targowiska, jednak odległość była mniej więcej taka sama jak stąd do bramy głównej. Wychodziła na północny-wschód, mag obserwując targowisko nie przypominał sobie, aby widział jakiś wóz przybywający właśnie stamtąd. - A skrzynki - zaczął i wrócił na tyły stoiska, znowu czegoś szukając - Rzeczy dla Mazgarna, wykorzystuje okazje, że wynająłeś wóz i chce na tym dodatkowo zarobić. Wiesz jak jest, ciężkie czasy idą - stwierdził i rozłożył ręce, po czym pożegnał Heimdalla machnięciem.
Ulice, które prowadziły do drugiej bramy wyglądały już inaczej, to nie było to samo miasto, które dotychczas widział. Z czasem jak się do niej zbliżał widział coraz biedniejsze rodziny i domy w coraz gorszym stanie. Było to pewnym szokiem dla Heimdalla, który z opowieści słyszał, że stolica jest piękna i taką ją zastał, nikt jednak nigdy nie wspominał o tym, że znajdują się tutaj slumsy jak wszędzie indziej. Przerażało go, życie które toczył na wsi było ciężkie, ale ci, których widział tutaj wzbudzali w nim największa litość.
Druga brama nie wyglądała w ogóle imponująco. Była niska i zabrudzona, stało przy niej dwóch strażników, którzy też wyglądali inaczej od tych, których pamiętał z akademii. Główna ulica bała ciasna, po prawej i lewej stronie straszyły walące się budynki, przy których siedziały matki z dziećmi na kolanach, grupa starszych serpensów grających w karty na beczce i kilku innych równie smętnych przechodniów. Pomiędzy tym wszystkim znajdował się mały plac.
Han miał rację, przy bramie stał tylko jeden wóz, na którym opierał się jedną rękę niski serpens. Od razu wymienili spojrzenia. Mazgarn wyprostował się i machał ręką do Heimdalla, co miało oznaczać, żeby podszedł. Od razu zwróciło to uwagę znudzonych gwardzistów.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-16, 22:13   

- Witaj! Ty jesteś Mazgarn? Nazywam się Heimdall
Zapytał Heimdall podchodząc do machającego serpensa.
- Przysyła mnie Han. Powiedział trochę ciszej na wypadek gdyby ta informacja nie była przeznaczona do uszu strażników.
-Kazał mi to przynieść.
Wyjaśnił wskazując na skrzynki, ale nie mam pojęcia co w nich jest.
"Ciekawe czym zajmuje się ten Serpens. No ale skoro ma mi pomóc dotrzeć do Tel'dor to wszystko jedno kim jest."
Snuł rozważania nowicjusz. Obrazy jakie tu zobaczył wstrząsnęły nim do żywego. Nie uświadamiał sobie wcześniej, że w bezpośrednim pobliżu takiego piękna i bogactwa może istnieć taka bieda i zniszczenie. Nie wyobrażał sobie że można tak żyć. Z jednej strony współczuł serpensom mieszkającym w takich warunkach z drugiej cieszył się że to nie jego spotkał taki los. Wtedy może nigdy nie dowiedziałby się o najpiękniejszej ze sztuk - magii.
"Ciekawe czemu mieszkańcy tego miejsca nie próbują się stąd wyrwać"
Zastanawiał się. Był niemal pewien, że na ich miejscu robiłby wszystko aby tylko podźwignąć się z dna. Ale może im to odpowiadało. Mieszkanie w syfie i brudzie przez całe życie. Może nie widzieli innych możliwości. Gdyby tylko mógł... Gdyby tak został władcą Humus d' Serpens zmieniłby to na pewno. Wiedział, że tego nigdy nie osiągnie, bo i nie będzie się starał, ale takie rozważania często mu się nasuwały. Czasem, podczas szczególnie nudnych wykładów (bywa, że pomimo najszczerszych chęci studentów wykładowca potrafi zanudzić niemalże na śmierć) myślał jakim to on by był wspaniałym wykładowcą. Czasem, tak jak teraz, rozmyślał czego by nie zmienił w swojej ojczyźnie, gdyby został władcą, ale tak naprawdę interesowała go tylko magia. Tylko to sie liczyło.
- C.. co? Możesz powtórzyć?
Wyrwał się z zamyślenia gdy zorientował się, że Mazgarn coś do niego mówi.
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-16, 22:32   

Mazgarn uśmiechnął się pod nosem i wziął skrzynki, a następnie postawił je z tyłu wozu. - Nic ważnego, poczekaj tu chwilę - wskazał miejsce obok pudeł, znajdowało się tam coś na kształt wbudowanej drewnianej ławeczki, nie wyglądała na wygodną, zwłaszcza, że Heimdalla czekała długa podróż. Zostawił serpensa samego i zniknął w jednej z alejek. Mag mógł przez chwilę obserwować nudne życie okolicy. Gdzieś zza rogu wybiegły ganiające się dzieciaki, niektóre już nawet nisko fruwały. Tak, lot był czymś wspaniałym dla serpensa, to był jego żywioł. Oczywiście mag mógł przelecieć do Tel'Dor, ale trwał przeklęty Okres Szału, nikt nie ryzykował, bo w powietrzu aż roiło się od innych, o wiele silniejszych od smokoludzi bestii. Jazda na wozie była dla nich tym bardziej nieprzyjemna. No, a po za tym, tak daleki lot był bardzo męczący. Z drugiej strony naglił go czas, więc ciężko było zrozumieć dlaczego Kita wybrał akurat drogę lądową.
Po chwili pojawił się Mazgarn z wielką zieloną bestią, zwaną jaszczurem, to ona prowadziła wóz. Konie pociągowe zdechłyby po kilku dniach, a wielbłądy nie występowały w tej okolicy, były słabsze, no i droższe. Jaszczury, były bardzo łagodne, wielcy roślinożercy, którzy padali ofiarą mniejszych drapieżników. Cechowała je podobna właściwość co wielbłądy, bardzo przydatna na pustyni, mógłby wytrzymać bardzo długo bez wody, ale Mazgarn i tak niósł w prawej ręce szczelnie zamknięte zbiorniki z wodą, lewą zaś prowadził bestię. Woźnica założył jaszczurowi chomąt na głowę, po chwili wóz był zaprzężony. Serpens wskoczył szybkim ruchem na górę, złapał za wodze i odwrócił głowę w stronę siedzącego z tyłu Heimdalla, patrzył na niego kątem oka. - Gotowy? - spytał
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-16, 22:46   

Czekając na swojego nowego towarzysza kontynował rozważania, na temat stołecznych slumsów, nadal nie mogąc dojść co trzyma tych ludzi w tym miejscu.
"Może po prostu przyzwyczaili się?"
Rozmyślał. Kiedy Mazgarn wrocił postanowił nie tracić czasu. W końcu na rozważania będzie miał całą drogę do Tel'dor.
- No to ruszajmy.
Stwierdził spokojnie Heimdall wsiadając na wóz.
- Na szczęście nie czeka nas długa droga.
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-16, 22:54   

Znajomość geografii Heimdalla pozwoliła mu stwierdzić, że podróż wozem zajmie im dzień, najwyżej dwa. Później miał się skontaktować z Razyanem, a następnie w jakiś sposób dostać się do Nah'dor. Oznaczało to, że pewną część drogi mógł przelecieć, to jest, zanim dotrze do Kuli.
Mazgarn pogonił jaszczura, bestia głośno zawyła i ruszyła. Bez problemu przekroczyli bramę, chociaż mag czul wzrok wszystkich na swoich plecach.
Podróż dłużyła się bardzo Heimdallowi, z kolei woźnica wydawał się być zadowolony. Kilka minut po opuszczeniu murów chcąc przerwać ciszę zaczął rozmowę
- Nie ma wielu chętnych podróżnych, którzy by jechali w stronę Tel'dor - zauważył - prawdę mówiąc tych, których tam wiozłem o tej porze roku mogę policzyć na palcach jednej ręki. - roześmiał się, jakby właśnie opowiedział dobry żart - Co Cie tam ciągnie synu? - spytał zaciekawiony.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-16, 23:02   

Heimdall zdążył się już pogrążyć wbliżej nieokreślonych rozważaniach, kiedy wyrwwał go z nich głos Mazgarna.
- Ah. Nic ważnego. Prośba od nadzorcy akademii. Wszyscy uczniowie pojechali, tylko ja zostałem a nadzorca nie mógł pojechać, więc wysłał mnie. Nawet dokładnie nie wiem po co tam jadę. Mam się dowiedzieć na miejscu.
Nowicjusz uznał że mówienie wszystkiego temu człowiekowi nie jest najlepszym pomysłem. Niby Kita wiedział z kim jedzie ale to w ostateczności może być jakiś test zaufania. Zresztą, w sumie nie skłamał, sam nie wiedział dokładnie co tam ma robić.
- Jak dalego jest z Tel'dor do Nah'dor?
Zapytal, chcąc wiedzieć ile czasu będzie podróżował przez te pustkowia.
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-17, 12:02   

- Nie wiem chłopcze, nigdy nie podróżowałem po Kuli - odpowiedział woźnica i nie odezwał się już słowem. Było to dziwne, tym bardziej, że jeszcze przed chwilą Mazgarn wykazywał chęć rozmowy, teraz jednak wydawało się, że coś go dotknęło, ale może to było tylko wrażenie jakie odniósł Heimdall, w końcu i tak tego dnia spotkało go aż nadto niezrozumiałych wydarzeń i zachowań ludzi.
Podróż mijała i spokojnie. Przez całą drogę otaczały ich rozciągające się aż po horyzont pustkowia ziem Serpensów. Zatrzymali się tylko dwa razy, raz na postój by napoić jaszczura, za drugim razem na nocleg, koło kilku wyrzeźbionych przez wiatr skał. Noc była zimna, więc Mazgarn wyjął koce i podał jeden Heimdallowi. Posiedzieli chwile i wymienili kilka słów, po czym woźnica wrócił po coś do jedzenia, podał porcję magowi. Jaszczur został odpięty na noc od wozu i legł swoim masywnym ciałem na ziemie, wyraźnie zadowolony z odpoczynku.
Na drugi dzień zwinęli szybko co mieli i bez słów ruszyli w stronę Tel'dor. Tego dnia Mazgarn był bardziej rozmowny, rozmawiali po trochu o wszystkim, o magii, polityce, życiu na wsi, bo jak się okazało woźnica też nie pochodził z miasta i innych tematach, które poruszali dla zabicia czasu.
Ostatnie godziny były dla Heimdalla nużące, czuł się, sam nie wiedział czym, zmęczony. Dlatego z tym większym entuzjazmem powitał miasto, które zaczęło wyłaniać się na horyzoncie.
Tel'dor, miasto na krańcu kuli, w większości dom tych, którzy mieli problemy z prawem, najemników i łowców nagród, szukających czegoś wartościowego po drugiej stronie, a także szaleńców. Wyglądało bardziej jak obóz, z czasem małe nierozpoznawalne dla maga punkty, zamieniły się w skupisko niskich okrągłych budynków, zaś te jeszcze mniejsze w namioty w okół nich.
Wjeżdżając do miasta Heimdall zauważył resztki starej palisady. Okolica przypominała trochę biedniejsze dzielnice Nikraski, z tym, że tutaj kobiety, dzieci i starców zastępowały grupki nierzyjaźnie wyglądających mężczyzn. Mag odniósł wrażenie, że ciężko będzie tutaj komuś zaufać, dziesiątki par oczu były wlepione w niego, tak jakby właśnie przyjechała ich ofiara. Był tu obcy.
Mazgarn podjechał wozem jeszcze kawałek i stanął obok zrujnowanego domu.
- Jesteśmy na miejscu - powiedział i zeskoczył z wozu - Miło się jechało - dodał, po czym wziął skrzynki Hana i zniknął za drzwiami najbliższego budynku zostawiając maga samego.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-17, 12:12   

"Taaak. Teraz tylko znaleźć Razyana."
Pomyślał Heimdall rozciągając kości po długiej podróży w pozycji siedzącej. Machnął dwa razy skrzydłami.
"To chyba nie będzie zbyt proste"
Teraz mógł wyrzucać sobie że nie zapytał Kity jak poznać tego serpensa, ale to i tka by nic nie dało. Postanowił zacząć od zapytania niedawnego towarzysza.
- Hej! Zaczekaj!
Zawołał za znikającym Mazgarnem i pobiegł w jego stronę. Miał tylko nadzieję że będzie opn wiedział kim jest ten Razyan. Nie uśmiechała mu się rozmowa z miejscowymi, któży patrzyli na niego jak na świeże mięso. Nie wiedział czy wogóle udzieliby mu jakiejkowliek informacji poztym w którą stronę do rzeźnika. A przecież Kita w niego wierzył... chociaż może po prostu nie miał wyboru? młody nowicjusz nie wiedział tego i nie zapowiadało się na to by dowiedział sie w najblizszym czasie. Uznał że tego typu rozważania nie mają sensu. Teraz ma zadanie które musi wykonać. Od tego w końcu zależą jego dalsze studia.
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-17, 14:50   

Mazgarn wyszedł z budynku, już bez pudeł. Wyglądał na zdziwionego. - O co chodzi? - spytał i rozejrzał się po okolicy. - Słuchaj, spieszy mi się ... - zaczął, ale zanim dokończył zdanie za woźnicą pojawił się umięśniony serpens o rdzawym kolorze skóry - Kto to Garn? - spytał i spojrzał podejrzliwie na Heimdalla - Chłopak, którego wiozłem, wszystko w porządku - odparł, takim tonem, jakby właśnie przed czymś bronił maga. Nieznajomy prychnął - Dobra, byle szybko - ponaglił i schował się w budynku. Nie zamknął jednak drzwi i słychać było, jakby coś niszczył lub w coś uderzał, dochodził stamtąd straszny hałas. - Mam pewną sprawę do załatwienia, więc mów prędko o co chodzi - zaczął grzebać w kieszeniach szat.
Tymczasem Heimdall zorientował się, że zniszczony budynek, obok którego stał wóz to nic innego jak miejscowa gospoda, zaś ten obok niego, przed którym stał wraz z Mazgarnem to kowal. Znajdowali się między tymi dwoma miejscami, w alejce i mag nie widział szyldów, ale był pewny, że tak właśnie jest.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-18, 14:39   

- Zapytać się chciałem czy znasz może serpensa o imieniu Razyan.
Odopowiedział na pytania Mazgarna. Nie podobało mu się to miejsce. Zbyt przypominało slumsy stolicy. Tylko że było jednymi wielkimi slumsami. To zdziczenie i utrata obyczajów trochę przerażały Heimdalla i chociaż pamiętał takie obrazy z dzieciństwa, to po wieloletnim życiu w mieście zdążył się już przyzwyczaić do innej kultury. Nie miał najmniejszej ochoty zostawać tutaj dłużej niż to będzie konieczne.
"Obym tylko szybko znalazł tego Razyana i obyśmy wyjechali stąd jak najszybciej"
Miał nadzieję młody adept akademii. W końcu im szybciej stąd wyruszy tym zybciej wróci do nauki. Ostatnio zastanawiał się kiedy w końcu pozwolą mu poznać tajniki kolejnych zaklęć. Może po tym zadaniu?
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-18, 15:01   

- Nie znam nikogo takiego - odparł woźnica wyciągając z kieszeni kawałek papieru - Ale popytaj w karczmie, na pewno się dowiesz - powiedział uśmiechając się i poklepując Heimdalla po ramieniu - muszę już iść - pożegnał się i zniknął za drzwiami kuźni, trzaskając drzwiami.
Mag w tej chwili nie miał wielkiego wyboru. Miasto nie było duże, nowicjusz spokojnie obszedłby całe w dziesięć minut, ale jak słusznie zauważył Mazgarn miejscem, gdzie mógł najszybciej dowiedzieć się gdzie jest Razyan, była gospoda.
Ze zrujnowanego miejsca dochodziły krzyki, śmiechy, ktoś rozbił butelkę, Heimdallowi wydawało się nawet, że słyszy jakąś muzykę, ale nie wiedział, czy to wymysł jego wyobraźni, czy faktycznie tak było, gdyż dało się stamtąd słyszeć dziesiątki głosów jednocześnie zagłuszające resztę. Budynek był wielki jak na karczmę, w żadnym innym mieście mag nie spotkał podobnego do tego. Wokół stały małe grupki miejscowych, którzy spoglądali wilkiem na Heimdalla, adept zauważył nawet kilka stojących w miejscu wozów i odpoczywające w stajni jaszczury, jeden leniwie zamachał głową i sapnął.
Widok ten przypominał trochę miejsce, w którym się wychował, gospoda zawsze była miejscem kłótni, bójek i awantur. Jedna sytuacja z młodości zapadła serpensowi w pamięć. Pewnego ranka ojciec wysłał go do karczmarza, Drath'a, robił z nim interesy, chodziło o jakieś pismo. Gdy Heimdall dotarł na miejsce, okazało się, że są tam także gwardziści. Wtedy pierwszy raz widział walkę, później przez długi czas nie odwiedzał tego miejsca
Mag nie widział kim jest Razyan, ani do czego będzie mu potrzebny, jednak to była właśnie osoba, której musiał zaufać, był jeszcze Mazgarn, ale on dbał najwyraźniej tylko o swój interes.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-18, 15:57   

Heimdall , chcąc nie chcąc musiał wejść do tej karczmy. Nie podobało się mu to aczkolwiek nie miał wyboru. Naciągnął kaptur na twarz wział Jo do ręki. Wziął z wozu swój plecak i nie ociągając się przekroczył prog karczmy. Zastanawiał się przez chwilę z jaką reakcją spotka się u aktualnych gości przybytku, lecz po chwili doszedł do wniosku, że przekona się dopiero jak tam wejdzie. Po wejściu rozglądnął się po twarzach gości oraz po wystroju tawerny. Podszedł niespiesznie do lady. Dawno nie bywał w takich miejscach. Od dłuższego czasu nie miał na to czasu, zresztą nie widział sensu w siedzeniu w karczmie. Uważał to za marnowanie czasu który można wykorzystać na pogłębianie swojej wiedzy.
" Od kogo mógłby się czegoś dowiedzieć?"
Zastanawiał się. Poszukał wzrokiem karczamarza w celu zamówienia piwa, poczym poszukał wolnego miejsca przy jakimś stoliku. Ważne aby ktos juz przy nim siedział. Starał się zorientować w jakim stanie są potencjalni informatorzy.
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-18, 22:03   

Karczma była nie tylko duża na zewnątrz, ale i w środku. Było to jedno wielkie pomieszczenie z wieloma gośćmi w środku, siedzących i stojących w najróżniejszych miejscach. Co dziwiło, większość wyposażenia, ale nie tylko bo i potężne bale podtrzymujące sufit i coś na kształt tarasu wewnątrz domu, były wykonane z drewna, surowca bardzo rzadkiego i drogiego w całym Humus. Widząc to Heimdall zorientował się, że do Tel'dor nie trafiali ludzie biedni, lecz ci, którzy kiedyś byli w takiej sytuacji i z niej wyszli. Co i tak nie zmieniało poczucia niebezpieczeństwa, a czujność maga cały czas pracowała na pełnych obrotach. Karczmarz wyglądał już z kilku metrów na typa spod ciemnej gwiazdy, ale też skoro pozwolił sobie na taki lokal w takiej dziurze, oznaczało to, że nie prowadził raczej czystych interesów. Za ladą stało dwóch innych, aktualnie rozmawiających, ale Heimdall od razu wyczuł, ze to ten po środku, którego poprosił o piwo jest właścicielem. Takie rzeczy się po prostu czasem czuło i wiedziało.
Wolnych miejsc było niewiele, ale w końcu mag jedno znalazł. Znajdowało się w samym rogu, jakby miejsce, gdzie dało się odpocząć od wszechobecnego gwaru, choć oczywiście nie dało się zapomnieć, że jest się w gospodzie w Tel'dor. Stolik nie był jednak wolny, zajmował je ponuro wyglądający serpens o skośnych oczach, błyszczących na zielono.
Tymczasem na środek sali wybiegło kilku mężczyzn załatwić swoje porachunki, od razu zebrała się grupka wokół, karczmarz zdjął jedną ręką fartuch i rzucił nim na jedną z ławek i szybkim krokiem ruszył w stronę miejsca bójki. Zaczęły się okrzyki, wymachiwanie rękami i dopingowania, Heimdall nie widział już prawie nic, po za plecami gapiów, którzy zasłonili całe wydarzenie. Po chwili jednak pojawił się właściciel a za nim nie wiadomo skąd kilku strażników lokalu.
Tymczasem zielonooki nieznajomy wydawał się kompletnie nie przejmować sytuacją, sięgnął p kufel stojący na stoliku i zaczął sączyć piwo patrząc się na całe wydarzenie jak na zabawę dzieciaków, brakowało tylko żeby pokręcił głową z dezaprobatą.
Większość obecnych rozeszła się z miejsca, mag zauważył krew na podłodze, karczmarz był wściekły, przy przejściu pojawili się już gwardziści ciągnąc za rękę sprawców całego wydarzenia. Nie minęła chwila a wyrzucono ich, łącznie czterech na bruk, a z ulicy dało się słyszeć jęk bólu i śliskie uderzenie miecza.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Heimdall 
Nowicjusz
uber haxor



Wiek: 34
Dołączył: 22 Paź 2005
Posty: 49
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-18, 22:10   

"Taak. Ten mi wygląda na kompetentnego"
Stwierdził w duchu Heimdall. Nigdy nie lubił rozlewu krwi ale w takich miejscach spodziewał się czegoś w tym stylu. W końcu karczma prawie, że z definicji do tego służy. Zielonooki serpens mocno go zainteresował. Nie za bardzo wiedział czy ten zechce z nim rozmawiać,aczkolwiek warto było spróbować.
- Znasz może Serpensa imieniem Razyan?
Zagadnął towarzysza. Miał powarzen wątpliwości czy pytanie pierwszej lepszej osoby o Razyana jest dobrym pomysłem ale nie miał wyboru. Jakoś musiał się dowiedzieć jak znaleźć tego osobnika.
"Że też Kita nie pomyślał o tym. Ja w sumie też mogłem pomyśleć. Głupiec ze mnie."
Skarcił się w myslach Heimdall.
_________________
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
 
 
     
Anatoil 
Mistrz Gry
Stay strong



Wiek: 34
Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 2750
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-01-18, 22:43   

Nieznajomy nie drgnął nawet, tylko dokończył swoje piwo. Gdy odłożył je na stół oparł się łokciami o blat. - Razyan? - mówił spokojnie, tak jakby rozważał to co ma powiedzieć - Tak, jest tu taki - wskazał kciukiem drzwi wejściowe znajdujące się za plecami. - Woźnica - dodał i sięgnął po drugi kufel znajdujący się na stole - Mam dziś gorszy dzień - powiedział pokazując ruchem głowy trzymane w ręku piwo - Skąd jesteś - spytał
Tymczasem sytuacja na zewnątrz się uspokoiło, dało się słyszeć jeszcze kilka jęków, później pojedyncze krzyki, aż wszystko ustało. Karczma wyglądała tak samo jak poprzednio, a wszyscy zachowywali się jakby się nic przed chwilą nie stało.
Tylko karczmarz chodził od stolika do stolika grożąc co po niektórym palcem. Wyglądało na to, że nie było to pierwsze wydarzenie tego typu i miał dość. Zwrócił to także uwagę nieznajomego - A żeby sam siebie zobaczył jeszcze parę lat temu - stwierdził, uśmiechając się lekko pod nosem. Wstał od stolika i poszedł w kierunku lady. Dopiero teraz Heimdall zauważył, że zielonooki jest o wiele starszy od niego, miał dołki i zmarszczki, przedtem ciemność otaczając róg lokalu to ukrywała. Wrócił po chwili z dwoma kolejnymi kuflami i podsunął jeden Heimdallowi.
_________________
Airplanes are flying to find what could be the reason why
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group