TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2008-11-24, 14:01
Historia Reggirta
Autor Wiadomość
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2007-03-31, 00:06   Historia Reggirta

- A więc chciałbyś usłyszeć historię mojego życia? – powiedział starzec. – a kimże jesteś, że interesują Cię opowieści starego dziadygi – uśmiechnął się…

- Ciekawe… długo już ćwiczysz się w tej profesji? Niech Ci będzie, podoba mi się ta ciekawość w Twoich oczach... – przerwał. Popatrzał na pusty stół przed sobą i rzekł: - Podejdź do barmana i weź dwa kufle piwa. Suche gardło nie opowiada za ciekawie…

-Już jesteś? Tak więc usiądź wygodnie i wsłuchaj się w najprawdziwszą prawdę.. – starzec odchrząknął po czym zaczął swoją opowieść – Na imię mam Reggirt…

Opowieść pierwsza: Syn Aereasa i Cority

Jako siedmiolatek, Reggirt nie odchodził na krok od swojego ojca. Szanował go jak nikogo innego i jak każdy chłopiec w jego wieku uważał go za swojego bohatera. Aereas był najemnikiem, jednak posiadał honor i nie brał tylko zadań polegających na wykończeniu sąsiada czy innych naprzykrzających się osób. Ostatnie zlecenie jednak było wyjątkowo łatwe do wykonania. Ojciec Reggirta ze swoim synem u boku mieli za zadanie dostarczyć skrzynię ubrań dla córki pewnego kowala. Po dotarciu do celu za drzwi dobiegały krzyki kobiety. Aereas nie wiedział że kobieta której ma dostarczyć przesyłkę jest w ciąży. Na domiar tego była w trakcie rozwiązania. Zachowując spokój przyjął poród, ratując przy tym niemowlaka, gdyż pępowina zawinęła się noworodkowi wokół szyi. Reggirt równie dzielnie się spisywał, podawał ojcu wszystko to czego potrzebował. – Namocz tę szmatkę i daj mi ją! Szybko, tylko powykręcaj ją dobrze… Niech się pani nie martwi, wszystko będzie dobrze jestem medykiem – pocieszał kłamstwami kobietę gdy nie miał do wydania żadnych poleceń dla Reggirta. Wszystko przebiegło sprawnie i młoda matka obdarowała najemnika podwójną zapłatą.. – Aereas nigdy nie odmawiał dodatkowych pieniędzy. Mimo tego że podczas całego zamieszania chłopiec nie zadawał zbędnych pytań, to gdy już wracali lasem zadał pytanie które zaskoczyło nawet jego ojca:

- Tato. Jaka była moja mama? Mam nadzieję że nie panikowała jak ta pani – skomentował, po czym uśmiechnął się...

Corita. Ten uśmiech to cała ona… - pomyślał Aereas. Po czym powiedział do syna – Twoja mama była półelfką. Ideał kobiety… posiadała elfickie piękno oraz ludzką radość z życia. Prawdę mówiąc to jedyna kobieta którą kochałem… Wiesz że jesteś do niej podobny? Macie ten sam uśmiech i pełne ciekawości oczy... - stwierdził.

- A jak ją poznałeś? – Chłopiec przerwał ojcu.

- W Gospodzie „pod Szarym Dębem”, niedaleko ziem niezależnych – odpowiedział Aereas – Corita, to znaczy twoja mama, zatrzymała się tam aby odpocząć. Jako wszystkie ławy były zajęte to przysiadłem się do niej no i wpadłem po uszy…

- Ale jak to wpadłeś? W co? – z zaskoczeniem stwierdził chłopiec…

Mężczyzna uśmiechnął się patrząc na swojego syna – w miłość Regg, po prostu wpadłem w miłość…

- Eh… – westchnął Reggirt. Jak wszystkie dzieci nie lubił rozmów o miłości, czy innych wyniosłych uczuciach. O wiele chętniej słuchał opowieści o wojnach czy bójkach w których uczestniczył jego ojciec.

Następnie szli leśną drogą wśród śpiewu ptaków i szelestu liści. Po godzinie ciszy chłopiec popatrzał się na ojca i zapytał:

- Pamiętasz jeszcze mamę? Masz coś co ci ją przypomina?

Zaskoczony Aereas nic nie odpowiedział

- Chciałbym ją pamiętać… ale nie wiem jak, przecież nawet jej nie widziałem… - kontynuował chłopiec i zaczął pociągać nosem.

- Oj Regg – powiedział ojciec po czym przykucnął i położył ręce na ramionach syna. – Ty mi ją przypominasz. Twój uśmiech i twoje imię… Wiesz co ono znaczy? Twoja mama je wybrała…

Chłopiec popatrzał zaszklonymi oczyma w twarz ojca.

- W starożytnym języku, który studiowała twoja matka Regg oznacza wolność, a Irt to nieskończoność. Jesteś wolnym duchem Reggirt. Zapamiętaj to a nie zapomnisz swojej mamy…



- Że co? Miałem opowiadać o sobie a nie mojej rodzinie? – Oburzył się starzec. – pomyśl, że gdyby nie moi rodzice to nie chodził bym po tym świecie… Tylko nie mów że nie wiesz skąd się biorą dzieci – Mężczyzna zaczął się śmiać… - Znaczenie mojego imienia poznałem w wieku siedmiu lat. Od czasu tamtej rozmowy moje życie stało się ciekawsze. Jeśli chcesz dalej słuchać mojej gadaniny to ściągnij tę skórzaną kurtkę bo się tutaj ugotujesz… i podaj mi jabłko z tamtej tacy…
_________________
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2007-04-10, 21:49   

- A więc wróciłeś – powiedział starzec po czym można było zobaczyć czerwony błysk w jego oczach – I widzę że masz ze sobą jabłko o które cię prosiłem. Dziękuje bardzo. – uśmiechnął się.

Po krótkiej chwili milczenia rzekł – W życiu każdego człowieka jest dzień w którym odchodzi od opieki rodziców i musi radzić sobie sam. Nie jest dobrze kiedy staje się to gwałtownie jak i zbyt wcześnie. Na przekór temu u mnie musiało się to wydarzyć. – Mężczyzna ugryzł jabłko po czym zaczął swoją drugą opowieść słowami – Byłem wtedy trzy miesiące po moich ósmych urodzinach…

Opowieść druga: Oszust

Regg z ojcem przybyli do Nowego Gathear przed kilkoma dniami. Co prawda Aereas mówił że włóczą się bez celu, jednak chłopiec wiedział że pewno dostał jakieś zlecenie. Nowe Gathear było osadą położoną niedaleko Esendii. Mieszkańcami byli w większości ludzie, jednak dało się zauważyć przedstawicieli innych ras. Bohaterowie zatrzymali się w tawernie „ U ślepego kruka” gdzie właścicielem był pewien siwobrody krasnolud, który zaprzeczając nazwie lokalu nie był niewidomy a głuchy. Pewnej nocy Reggirta obudził hałas. Okazało się że spowodował go jego ojciec. Stał w drzwiach i właśnie ściągał z siebie bojowy ekwipunek. Gdy myślał że nie zbudził syna doszedł go szept:

- Tato gdzie byłeś?

- Opowiem ci rano synku – odpowiedział Aereas licząc na to że syn uzna to za sen. Jednak gdy tylko rano otworzył oczy, zauważył wpatrujące się w niego oczy Reggirta

- Masz ranę na policzku, i podbite oko. Powiedz mi gdzie byłeś tato. – z niecierpliwością odpowiedział syn na widok otwartych oczu Aereasa.

- Już ci mówię, tylko zejdź ze mnie i daj mi opłukać twarz. – powiedział zbudzony wędrowiec – skocz na dół i poproś o ciepły posiłek do pokoju. Podczas śniadania wszystko Ci opowiem. – dodał – no leć, leć! Daje słowo że wszystko ci opowiem.

Podczas śniadania Reggirt dowiedział się że jego ojciec otrzymał zlecenia zdobycia pewnego świecidełka dla jakiegoś Opawa z Esendii. Ów człowiek dla zdobywcy tej biżuterii, (które pewno miało wartość symboliczną, jako że wykonane było z tanich kamieni) przygotował nagrodę 200 złotych monet. Oczywiście Aereas nigdy nie był przeciwny pieniądzom, zwłaszcza większym ich ilościom, tak więc zdobył ten przedmiot ostatniej nocy. Reggirt dowiedział się również że jeszcze dziś wieczór jego ojciec ma zamiar dokonać transakcji z Opawem.

Przed nastaniem zmroku byli już w Esendii. Aereas miał znajomego wśród mieszkańców i dzięki jego pomocy szybko znaleźli się w posesji Opawa. Opaw był bogatym mieszkańcem miasta. Jego posiadłość była jedną z większych w okolicy, a jej wnętrze równie bogate co krasnoludzkie kopalnie złota. Opawa można było nazwać wielkoludem ze względu na jego gabaryty, posturą przypominał niedźwiedzia. Jego okrągłą głowę oszpecał zez lewego oka i krzywy nos. Nie wyglądał na kogoś kto osobowością zarobił na swój majątek. Jego pozycja społeczna to raczej wynik dobrych układów i informacji, choć najpewniej było pomyśleć że sam zabił człowieka który był na tym stanowisku przed nim. Gdy tylko zauważył Aereasa powiedział grubym głosem.

- Masz?

Aereas wyciągnął zza pasa naszyjnik z kamieni przypominających brylanty, jednak były one strasznie matowe. – Oto naszyjnik, gdzie zapłata ? – wskazał na wielkoluda…

Opaw wstał ze swojego fotela po czym spojrzał z góry na najemnika. Reggirtowi zdawało się że w całym pomieszczeniu jest ciemniej, ale to ciało mężczyzny zasłoniło okna. Wielkolud podszedł do Aereasa po czym złapał za świecidełko.

- Zapłata? – rzekł szyderczo trzymając w łapsku dolną część naszyjnika – przecież to czysto przyjacielska przysługa, prawda? Czy sądzisz inaczej? – Olbrzym gwizdnął po czym do pokoju weszło pięciu ludzi, którzy pewno zarabiali jako słudzy Opawa. – puść to! – warknął po czym szarpnął za naszyjnik.

Aereas nie poluzował uścisku. Ze stoickim spokojem popatrzał w oczy olbrzymowi i rzekł.
- Umawialiśmy się na zapłatę i jej oczekuję. Człowiek podpisujący umowy jest zobowiązany je wypełnić.

- To ja decyduję czy płacę człowieczku – Wielkolud przygniatał słowami – dawaj ten naszyjnik, a puszczę cię wolno…

Aereas jednak uśmiechnął się szczerze jakby usłyszał dobry krasnoludzki dowcip. Następnie przysunął się do Opawa po czym niespodziewanie uderzył go głową w podbródek.

- Ty gnoju! – krzyknął olbrzym, skrzywiając się po uderzeniu – brać go! Nie będzie mi tu cwaniaczek podskakiwał.

Reggirt stał spokojnie przyglądając się całemu zajściu. Ojciec poprawił jeszcze krzywy nos zleceniodawcy i powalił jednego z pięciorga sługusów. Gdy Aereas został schwytany targał się i krzyczał w twarz olbrzyma

- Masz szczęście że nie chcę coby mój syn patrzał jak morduję! – splunął na koszulę Opawa.

Ten jednak ze spokojem wytarł krew która puściła mu się z nosa po czym zabrał z ręki Aereasa naszyjnik. Następnie wrócił do swojego fotela. Po chwili ciszy przerywanej klnięciem pochwyconego podróżnika, rzekł do jednego ze swoich ludzi.

- Zaleć mi szybko po dwóch strażników, powiedz że mnie napadnięto.

Oprych w skórzanej kurtce wybiegł z domu po czym wrócił po około pięciu minutach. Opaw powiedział historię z której wynikało że Aereas przyszedł wymusić od niego pieniądze. Według prawa oskarżony powinien zwrócić właścicielowi pięćdziesiąt złotych monet, jednak wielkolud zabrał wszystko co ojciec Reggirta posiadał z sakiewką na czele. Z tego co chłopiec usłyszał Aereas miał być na pół roku wtrącony do więzienia, zauważył jednak sakiewkę przemieszczającą się do rąk strażnika, przez co wyrok został zwiększony do dwóch pod dodatkowym zarzutem zrobienia rozróby w domu szanowanego obywatela. Reggirta wyrzucono na ulicę po uprzedniejszym skopaniu. Widząc ojca odprowadzanego przez strażników usłyszał od niego słowa – Bądź wolny, tata wróci. – Oczywiście chciał jeszcze z nim porozmawiać jednak strażnik odgonił go. Więzienie w Esendii należało jednak do tych gdzie wizyt nie było a zakratowane okna były wysoko.


- Tak więc dwa lata musiałem siedzieć w jednym miejscu, mając podróżniczy tryb życia nie jest to takie łatwe, osiąść gdzieś na dłużej. – opowiadał dalej starzec. – jednak trzeba przyznać że w ciągu tych dwóch lat spotkałem kogoś, kto miał prawie tak wielki wpływ na moje życie jak mój ojciec. - Mężczyzna od połowy opowieści bawił się ogryzkiem. Przez chwilę patrzał na drugą stronę w kierunku leżącego na stole łysego półorka. Następnie wziął zamach i trafił do pół pełnego kufla stojącego przed pijanym zielonoskórym. Chlapnięcie piwem od razu spowodowało przebudzenie przepitego humanoida.

- Heh – zaśmiał się starzec - Od razu mam ochotę opowiedzieć ci dalszy ciąg mojej historii, ale czy ty jesteś na to gotów?
_________________
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2007-09-09, 13:27   

- Jak już słyszałeś mój ojciec został uwięziony, a ja jako ośmioletni chłopak sam błąkałem się po Esendii – starzec zaczął kontynuować swoją historię – cóż mogłem robić, prócz czekania aż wypuszczą mojego ojca z więzienia? Żyłem na ulicy, spałem w szopach czy na strychach opuszczonych domów. Jedzenie kradłem, uważając żebranie pieniędzy za jeszcze większą hańbę.

- Nie ukrywam że spodobało mi się życie małego włóczęgi. – z uśmiechem powiedział Reggirt - do dziś pamiętam jak gonił mnie pewien kupiec jak zwinąłem mu ze stoiska trzy jabłka. Emocje i przygoda, tego miałem pod dostatkiem żyjąc z ojcem. Będąc samemu nie chciałem się ich pozbyć. To one motywowały mnie do działania. To dla nich chciałem żyć. Jednak pewnego dnia spotkałem kogoś kto spowodował, że moje oczy przestały patrzeć na świat tak dziecinnie.

Opowieść trzecia: Ssorc

Poranek był zimny. Wiatr wył pędząc przez uliczki miasta niczym goniec z przygnębiającą wiadomością. Młody Reggirt już dawno się obudził. To właśnie z rana, kiedy ogólnie na rynku panuje harmider, są największe szanse by coś zwędzić. Tym razem znowu się udało. Wąsaty kupiec odwrócił się by ściągnąć z wozu jakiś cięższy pakunek. Krótka chwila a chłopiec miał już pod koszulą bochenek chleba, oraz mały kawałek szynki. - Teraz tylko gdzieś się zapodziać, i można cieszyć się śniadaniem.

Kroki chłopca zaniosły go do opuszczonego spichlerza, w którym ostatnio dużo przebywał ze względu na zbliżającą się jesień i coraz częstsze opady. Budynek ten znajdował się na obrzeżach miasta, a wchodząc na jego dach można było zobaczyć więzienną wieżę. Reggirt bardzo często spoglądał w tamtą stronę ze złudną nadzieją zobaczenia ojca. Tym razem jednak śniadanie chłopiec spożył w jednym z ciemniejszych pomieszczeń spichlerza, gdzie kiedyś trzymano owoce i warzywa. Jedna ze skrzynek - ta która była najmniej spróchniała – służyła za stół, a worek po ziemniakach wypchany ususzoną trawą służył za wygodne siedzisko. Reszta skrzyń i starego sprzętu zakurzone pajęczynami dodawały temu miejscu swój klimat. Idealny do kryjówki młodego Reggirta.

W połowie posiłku chłopiec usłyszał gwar dochodzący od strony centrum miasta. Odłożywszy jedzenie wspiął się na strop po czym przez dziurę w dachu spojrzał w tamtą stronę. Grupka kilku mężczyzn stała całkiem niedaleko spichlerza. Reggirt nie słyszał za dobrze o czym mówią, gdyż stali całkiem daleko jednak dał radę usłyszeć to co wrzeszczał jeden z nich. Mówił strasznie głośno i energicznie, jakby krzyczał.

- Ja wam mówię że mi dwa konie zdechły i pies! To pewno ten smarkacz je zatruł bo się kręcił koło mojego domu! – krzykacz strasznie gestykulował rękami, machając nimi niczym sroka po oberwaniu z procy – No przecież mówię! W tę stronę uciekał! Jakby nie był winny to by stał spokojnie, a tak to co!

Z tego co usłyszał chłopiec, mężczyzna wspominał o jakimś wychudzonym dziecku o dziwnych oczach. Potem Reggirt dosłyszał o dziwnym incydencie.

- No goniłem smarkacza, nawet cztery psy za nim puściłem moje myśliwskie! I co? Jednego znalazłem martwego dwie ulice dalej a pozostałe trzy wróciły ze skulonym ogonem! Co to za dziecko co się go moje myśliwskie ogary boją co?!

Pozostali mężczyźni przez chwilę coś mówili do krzykacza. Potem rozeszli się jeden za drugim, pozostawiając poszkodowanego w samotności. Ten klęknął na ziemi po czym z żalem a zarazem wściekłością wrzasnął w kierunku spichlerza, jakby wiedząc że Reggirt go obserwuje.

- Dopadnę cię smarkaczu! Policzę się z tobą za zwierzęta i oddasz mi to co ukradłeś diabelski pomiocie !

Siedzącemu na dachu chłopcu wydawało się iż słowa są bezpośrednio skierowane do niego. Choć w głębi siebie wiedział iż groźba nie jest skierowana do niego, to samo to, że krzykacz zwrócony był w jego stronę wywołało ciarki na jego plecach. On też kradł ostatnio. I to nie raz.

- Sam jest pomiot – dobiegło z głębi spichlerza. Reggirt wystraszył się tych słów, po czym natychmiast obrócił się by sprawdzić kto je wypowiedział. Chwila nieuwagi i to, że znajdował się na belce kilka metrów nad ziemią mogło zaowocować tylko jednym.

Upadek był bardzo bolesny. Choć Reggirt zaczął to odczuwać dopiero gdy się ocknął. Szybko podniósł się na rękach, jednak od razu położył się z powrotem. Ból w lewym nadgarstku był ogromny. Nie mógł poruszyć przez niego dłonią.

- Szlag! – przeklął pod nosem i obrócił się na plecy. W tem zobaczył tego, kogo głos spowodował upadek.

Nad Reggirtem stał inny chłopak. Wyglądał na starszego o jakieś dwa lata i, co pierwsze rzucało się w oczy, był strasznie wychudzony. Wręcz wyglądał jak szkielet z narzuconą nań skórą. Podnosząc wzrok wyżej można było dostrzec jego twarz. Która na przekór wszystkiemu spokojnie pałaszowała połowę zostawionego na skrzynkach posiłku. Oczy nieznajomego były jasnobłękitne… pierwsze co przychodziło na myśl gdy bezpośrednio się w nie patrzało to chłód. Choć może bardziej pasowało by mróz, bądź po prostu śmierć.

- Ktoś ty!? – zapytał w końcu Reggirt podnosząc się z ziemi uważając przy tym na bolący nadgarstek. Dopiero teraz zauważył, że stojący nad nim chłopak jest siwy. Choć ta jego siwizna przypominała bardziej biel śniegu… choć może był to kolor prześcieradeł którymi przykrywano zmarłych.

Nieznajomy jednak nie miał ochoty odpowiedzieć. Zresztą miał usta pełne jedzenia, więc i tak syn Aereasa musiałby nieco poczekać na jakieś słowa. Zamiast tego złapał Reggirta za nadgarstek i szybkim ruchem skręcił dłońmi.

Znowu ból.

- AŁA! Co ty… - chłopak chciał zacząć wyzywać białowłosego jednak zauważył iż ból nie był już taki straszny i co więcej, lewa dłoń odzyskała ruchliwość.

- Na imię mam Ssorc – odpowiedział w końcu nieznajomy. Reggirt spojrzał na niego jeszcze raz po czym podniósł się z ziemi. Ssorc odwrócił się na pięcie po czym ruszył w kierunku drzwi – dzięki za posiłek, i uważaj na rękę.

- Zaczekaj! Co tu robisz? Czy jesteś tym o którym wrzeszczał tamten facet? Co ukradłeś? I jak wystraszyłeś te psy?

- Dużo bezcelowych pytań. – odparł białowłosy po czym odwrócił się. Reggirt dostał odpowiedź na jedno ze swoich pytań. Oczy Ssorca stały się krystalicznie białe, co wraz z jego kamiennym wyrazem twarzy dawało przerażający efekt. Nie było zaskoczeniem, że myśliwskie ogary uciekły na ten widok. Chłopak sam również instynktownie zrobił kilka kroków do tyłu.

Sparaliżowany strachem stał i patrzał jak Ssorc kieruje się w stronę wyjścia.

Strach jednak szybko zniknął pod naporem ciekawości. Powolnym i wątpliwym krokiem młody Reggirt ruszył za nim.


- Może i spowodowała to zwykła chęć przerwania samotności. Wszak było to jakiś miesiąc po uwięzieniu ojca. Do tego czasu nie powiedziałem żadnego słowa. Do nikogo. – Starzec zakasłał po czym zaczął ruszać lewą dłonią jakby na nowo sprawdzając sprawność uszkodzonego przed laty nadgarstka – Żeby było ciekawiej to powiem ci, że przez ten krótki okres który spędziłem z Ssorciem nauczyłem się chyba tyle samo co przez te szesnaście lat spędzonych z ojcem. Nie będę ci opowiadał dzień po dniu, wystarczy ci chyba tak ogólnie. Mogę się założyć że miałem taki sam wzrok jak ty gdy podążyłem za tym białowłosym nieznajomym. Błysk ciekawości w twoich oczach mogę zauważyć nawet przy takim mizernym świetle.
_________________
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-10-22, 21:50   

- Wybacz, że milczałem tak długo – wznowił rozmowę starzec – Po prostu przypomniałem sobie tamten okres przeżyty razem z tym dziwnym białowłosym dzieciakiem… Choć nie wiem czy teraz po tych kilku wspólnych miesiącach mógłbym nazwać go dzieckiem.

Dziadek przejechał pomarszczonymi palcami po jeszcze bardziej zmarszczonym czole a w jego oczach było widać nieco smutku.

- On nie był dzieckiem. To był dorosły człowiek w ciele dziecka… W sumie… to chyba tez nie był człowiek. Na tyle wzbudzał moją fascynację że łaziłem z nim ponad tydzień nie usłyszawszy ani nie wypowiedziawszy ani jednego słowa. W końcu jednak udało się nam stworzyć coś w rodzaju zespołu, który miewał i wzloty i upadki. Nie powiem Ci o nim wiele, bo sam mało go poznałem, a i lata już nie te by pamiętać wszystko. Zresztą on nie chciałby by o nim zbyt wiele rozpowiadano… Jednak muszę Ci opowiedzieć o czymś co działo się dokładnie trzy dni przed wypuszczeniem mojego ojca z aresztu, choć przyznam się szczerze, nie lubię wracać do tamtej nocy.

Opowieść czwarta: Posłaniec.


Słońce powoli zbliżało się do horyzontu dając do zrozumienia, że za niedługo schowa się za nim pozostawiając władzę na niebiosach księżycowi z armią gwiazd. Dwójka chłopców wracała z niedalekiej od Esendii wsi , którą jak zresztą wszystkie pobliskie wsie odwiedzali raz do czasu by ukraść nieco jajek czy mleka, czasem nawet trafiając na coś lepszego, jak i tym razem. Pęczek kiełbasy kurczył się równie szybko jak odległość do Esendii.

- Co masz zamiar robić gdy wypuszczą mojego tatę? – zapytał Reggirt – może podróżowałbyś z nami?

Po raz kolejny to pytanie i po raz kolejny ta sama odpowiedź z ust białowłosego

- Nie dziękuję. Udam się we własną drogę.

Syn Aereasa mógłby pytać dalej, gdzie i po co ma zamiar wędrować Ssorc, jednak już tyle razy wałkowali ten temat, że wiedział iż odpowiedzią będzie jedynie milczenie.

Mury miasta były blisko. Na drodze przed nimi widać było kilka wozów zapewne kupieckich, które przecząc zastosowaniu wozów stały w miejscu miast jechać naprzód.

- Wyście są kurwa jedyni, jak można trzema wozami wpaść w tę samą dziurę?! – słychać było wrzask, zapewne właściciela owej karawany.

Podchodząc bliżej można było dostrzec kilku ludzi grzebiących przy kołach, najwyraźniej starając się naprawić w jakimś stopniu popękane drewniane koła.

Reggirt zwrócił jednak uwagę na jedną z stojących nieopodal postaci na koniu, która swoimi gabarytami powoli dorównywała wierzchowcowi. Kilka chwil i kroków na przód by chłopak zobaczył dokładniej rysy twarzy owego mężczyzny i stanął jak wryty.

Opaw. Ten sam gruby cham przez którego jego ojciec tkwił teraz w więzieniu.

Ssorc widząc reakcję towarzysza zapytał krótko:
- Czy to ten o którym myślę?

- Tak – odparł Reggirt by po chwili wyładować się słowami – Tego grubasa pewno nie zapomnę do końca życia… Ten świński ryj darty nieoheblowaną deską, te kurze oczka, ten wielki brzuch, który więcej pożytku spełniłby przy wygłodzonych psach, niż nad jego pasem… Osz wiesz Opawie, że tylko jak mój tata wyjdzie z celi znajdzie Cię i pogłaszcze…

Ssorc przyglądał się chłopakowi z uwagą, jednak jego kamienny wyraz twarzy nie zmienił się ani trochę… Zresztą odkąd wędrowali razem, Reggirt nie widział by białowłosy zmienił swoje oblicze pod wpływem emocji. Nie ważne czy udało się zrobić w konia, właściciela gospodarstwa, czy może trzeba było przed nim uciekać. Jego twarz nie okazywała ani odrobiny radości, smutku czy zawiedzenia. O oczach nie wspominając. Te były jeszcze bardziej zimne niż kamienne oblicze. Wciąż puste i niezmienne. Na twarzy chłopca przynajmniej czasem osiadał pył czy błyszczał się pot.

Reggirt jednak nie czuł strachu. Okazywał Ssorcowi respekt, podobny temu jaki syn oddaje ojcu… choć to była raczej więź między braćmi… Białowłosy był tym starszym i bardziej doświadczonym, na którym syn Aereasa chciał się wzorować.

- Może nie będziemy czekać? – mruknął po chwili Ssorc.

Reggirt nie zrozumiał. Przynajmniej za pierwszym razem. Zobaczył jedynie jak Ssorc powoli ruszył na przód i zrobił to samo. Nie wiedział czemu wskoczył na środkowy wóz gdy większość mężczyzn w harmidrze starała się wykrzyczeć swoje racje, pomysły i polecenia. Nikt ich nie zauważył. Może przez szczęście, może po prostu Ssorc nie chciał by ich zauważono.

Podobnie w większości gospodarstw, nie chciał by psy szczekały i ujadały gdy włazili do szop i kurników. Przeważnie zwierzęta te ich ignorowały, choć zdarzyło się też parę razy że uciekły z podkulonym ogonem bez żadnego powodu.

W takiej samej ‘aurze niewidzialności’ dotarli do posiadłości Opawa. Reggirt chyba również znajdował się w stanie otępienia bo ocknął się dopiero gdy Ssorc szturchał go w ramię gdzieś na poddaszu dobudowanej do budynku stajni.

- Prześpijmy się kilka godzin nim nastanie środek nocy.

Chłopak sądził że zaśnie. Serce wciąż waliło mu jak oszalałe, a oddech przyśpieszał z każdym mniejszym szmerem dobiegającym spod stóp. Kilka razy jednak zerknął na oczy Ssorca. Błękitne. Zimne. Puste. Hipnotyzujące.



Te same oczy były pierwszą rzeczą którą zobaczył w ciemnościach po przebudzeniu. Chciał zerwać się i krzyczeć jednak Ssorc szybko zasłonił mu usta dłonią.

- Cicho. Za mną.

Wyglądało jakby białowłosy poznał cały budynek z każdym pokojem, korytarzem, zakrętem i wnęką. Po prostu szedł przed siebie ani razu nie zmieniając kroku. Ani razu też nie zatrzymał się by rozejrzeć czy pomieszczenie do którego wchodzi jest puste. Reggirt znowu poczuł się niewidzialny. I sam też niewiele widział. Gdyby nie to, że wciąż trzymał Ssorca za ramię pewno wpadłby na pierwszą lepszą wazę i narobił hałasu.

Po kilku chwilach ciszę przerwał szept starszego brata.

- Trzymaj. – odezwał się wkładając do dłoni Reggirta jakiś przedmiot. Zimny. Metalowy. Ostry.

Nóż. A raczej sztylet, bogato zdobiony w którym niczym gwiazdy odbijały się oczy Ssorca.

Potem ruszyli dalej i w końcu białowłosy zwolnił kroki i stąpał wolniej gdyż dało się słyszeć chrapanie zza drzwi.

- Stań za łóżkiem. Jeden mocny sztych w potylicę. – szepnął znowu. Bez emocji. Bez żadnego tonu ani akcentu. Jakby po prostu odpowiadał ‘Tak’ na jakieś podstawowe pytanie.


- Wiem, że wtedy bałem się bardziej mojego towarzysza niż faktu którego miałem dokonać. – Odparł starzec po głębokim westchnięciu, wypuszczając powietrze , z którym miał nadzieję pozbędzie się kolejnych szczegółów historii. – Ale stało się. Sam nie wiem jak i kiedy. I cieszę się że mam tutaj akurat dziurę we wspomnieniach, i nawet gdyby obiecywali mi górę złota nie chciałbym jej wypełniać faktami. Wiem jedynie że obudziłem się pod murami opuszczonego spichlerza w którym poraz pierwszy go spotkałem. Ale Ssorca tam nie było. Leżałem tam sam skulony, z koszulą na której plamy czerwieni zdążyły już dawno zamienić się w brąz. Mój starszy brat zniknął, jakoby był pewnego rodzaju posłańcem którego zadanie zostało wykonane. Zabiłem.

Dłonie starca zacisnęły się na stojącym przed nim kuflu i nacisnęły nań tak mocno, że blat pochylił się nieco w jego stronę. Pod jego okiem pojawił się błysk, który w mig zsunął się po policzku by zniknąć.

- I wtedy zacząłem płakać. Jeden dzień, drugi.. trzeci. Pod murami więzienia oczekiwałem na ojca z łzami w oczach, ale on nie wiedział że to nie są łzy szczęścia… Chociaż w gruncie rzeczy wiedział na pewno. Tylko nie dawał temu znać.

Starzec odsunął się od stołu.

- Zaraz wrócę. – powiedział po czym wyszedł z karczmy.
_________________
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-11-19, 17:54   

Drzwi zamknęły się i długo nic nie wskazywało żeby ktoś miał zamiar je otworzyć… Wszak pora już późna i wątpliwe by ktoś dołączył do pijących w trakcie n-tej kolejki.

Starzec jednak w końcu ponownie pojawił się w budynku z lekko zmoczoną głową i ubraniem. Najwyraźniej na zewnątrz panowała mżawka, a może i grubszy deszcz… Szumu opadających kropel nie było jednak słychać. Gwar wewnątrz, mimo że coraz bardziej przypominał bełkot, wciąż zagłuszał wszelakie odgłosy z poza tawerny.

- Wybacz… - powiedział mężczyzna nim usiadł ponownie na swoim miejscu – musiałem zrobić sobie przerwę. W sumie już mógłbym odesłać cię do domu jednak gospodarz wciąż wydaje posiłki co znaczy że przynajmniej dwie godziny czasu jeszcze mamy… Zresztą nie wiem o czym teraz mógłbym ci powiedzieć. W sumie chyba i tak powiedziałem zbyt wiele, a i dużo więcej różnych ciekawych wydarzeń miało miejsce potem. Na tyle dużo, że na pewno nie zdążę wszystkich opowiedzieć bo czas goni… Mógłbyś rzec, żebym zaczął dziś i zakończył opowieść jutro… Wybacz, ale pewno już się nie zobaczymy.

Starzec westchnął nadzwyczaj głośno. Potem ręką dał znać karczemnej dziewce żeby przyniosła mu jeszcze jedno piwo.

- Jak się moja dowie ile dziś wypiłem to pewno będzie wrzask… - zaczął z lekkim uśmiechem. – W skrócie to cały okres po wyjściu mojego ojca z aresztu spędzany był na wykonywaniu kolejnych zleceń jak i moim treningu do życia najemnego wojownika. Co prawda sam chciałem wszystkie dobre wyniki osiągnąć w jak najszybszym czasie, jednak Aereas jak to ojciec skutecznie chciał przedłużyć moje dzieciństwo. I bogom niech będą za to dzięki. Bo moje dzieciństwo skończyło się i tak zbyt szybko…

Na stole pojawił się kolejny kufel pełen złocistego trunku. Starzec pokulał w stronę kelnerki złotą monetę, i dał jej do zrozumienia że reszty nie trzeba…

- Słyszałeś może kiedyś to imię… ?

Opowieść piąta: Elzaddar.

- Elzaddar? Typowe imię dla maga, co nie? – stwierdził Reggirt, gdy ojciec przedstawił mu kolejne otrzymane zlecenie. Poszukiwania w celu pojmania były rzadkim rodzajem zadania, jak już to cel trzeba było zlikwidować jednak nigdy cel nie był człowiekiem, czy tam elfem… Czasem chodziło o niedźwiedzia który zabijał cielaki, czasem grupka zombie… Co prawda i tak większość zadań należała do gatunku „bądź w obstawie kupieckiego wozu” i mimo że krew bandytów lała się na dwóch trzecich tych wypraw to jednak rzadko kiedy Reggirt z Aereasem byli zmuszeni zakończyć żywot napastników.

- Taa… - zaciągnął Aereas wskakując na siodło swojego siwego konia. -Szczerze mówiąc słyszałem już o nim wcześniej, jednak dopiero teraz suma jaką za niego oferują przyciąga ucho. To jakiś mag który powykradał nieco sprzętu z gildyjnych pracowni i bibliotek i zaczaił się niewiadomo gdzie. Oczywiście gdyby nie to że ukradł jakiś ważny tom nie można tego tak zostawić. Najwyraźniej gildia powoli panikuje, skoro jest w stanie wydać tyle pieniędzy za odzyskanie książki. A mówią że widziano też tego Elzaddara jakoś w okolicy to nie będziemy musieli i tym razem jechać niewiadomo ile po wypłatę.

~*~

Zdobycie informacji na temat poszukiwanego maga w okolicy zajęło nie więcej niż trzy dni. Jak się okazało odwiedził on kilka stanowisk na straganie w poszukiwaniu różnorakich pierdół, najprawdopodobniej jako komponentów do zaklęć. Podejrzanego człowieka widział też łowczy który wraz ze szwagrem wracali z lasu po upolowaniu jelenia. Ostatni dzień zajęło odnalezienie w głębi boru całkiem dobrze zachowanej i nie zrujnowanej wieży, której brakowało jedynie szyldu „jestem idealnym miejsce dla samotnych magicznych renegatów”. A mógłby taki szyld tam zawisnąć gdyż hak nad wejściem był.

Oddalili się więc na kilkaset metrów w głąb lasu by tam odpocząć i z wczesnego rana zbadać ów budynek.

Rozmowa przy ognisku była taka jak każda inna. Trochę śmiechu, nieco wspominania, ciut o planach na przyszłość. Narzekanie na twardą ziemię i niedoprawioną polową zupę i na to że trzeba będzie wstać przed świtem.

Mimo tego i tak ojciec obudził go jak zawsze, nie minęła chwila a obaj już zmierzali w stronę wieży.

Wracając do pobudki to Reggirt strasznie żałował że nie odziedziczył po ojcu tego naturalnego budzika. O której bowiem Aereas miał zamiar się obudzić, o tej wstawał, i nie ważne jak bardzo był zmęczony, i jak późno położył się w śpiworze.

- Plan jak zawsze – powiedział ojciec gdy obaj znaleźli się pod murami budynku.

A plan zawsze był taki że najpierw orientacja w sytuacji i rozwiązanie z jak najlepszym skutkiem. W przypadku wrogich zamiarów wyciągnięcie oręża i walka która na szczęście lub mnie w najmniejszym stopniu miała zagrażać młodemu najemnikowi.

Szybko i stosunkowo cicho weszli do środka , drzwi mimo że czymś zablokowane wystarczyło silnie popchnąć. Czas na szczęście nie oszczędził skobla.Szybkie zbadanie parteru, który najwyraźniej nie był używany odkąd wieża została porzucona. Ilość pajęczyn i kurzu wyraźnie dała do zrozumienia, że nikt tam dawno nie przebywał. Schodów do podpiwniczenia nie było. Najwyraźniej wejście do piwnicy było na zewnątrz jednak bohaterowie uznali, że jeśli już to zbadają je na końcu.

Seria kilkudziesięciu schodów prowadząca w górę zakończyła się drzwiami. W tych klamka została powoli sprawdzona by szybko ulec naciskowi dłoni Aereasa.

Obydwie strony zostały zaskoczone.

Tuż za drzwiami znajdował się mężczyzna nieco młodszy od ojca Reggirta, który wypuścił natychmiast trzymaną w rękach w książkę.

Najwyraźniej z rana miał zamiar obejrzeć las poprzez jedno z szerokich okien których na owym piętrze miał trzy. Ubrany zwyczajnie w lnianą koszulę i spodnie. W niczym nie przypominał typowego maga.

- Kim? – zapytał z wyraźnym zaniepokojeniem po czym cofnął się o krok a z obu jego dłoni wybuchły płomienie. Teraz widać było że człowiek ten jest magiem.

- Spokojnie, jestem Rasamus – W odpowiedzi Aereas wymyślił na poczekaniu imię i powoli wsunął się do pokoju z podniesionymi dłońmi. – Nie chcemy żadnej awantury…

- W takim razie czemu tu przychodzicie?! – zapytał zdenerwowany mag. Wciąż powoli wycofywał się w stronę – Ledwo co zaświtało… chcieliście mnie dopaść we śnie!! – Gniew maga narastał a z każdym słowem płomienie na jego dłoniach buchały nową siłą.

Reggirtowi udało wsunąć się za ojcem do pomieszczenia. Pokój najwyraźniej znajdował się na ostatnim piętrze wieży i zajmował całą przestrzeń pomiędzy murami. Wśród wielu pustych półek znajdowały się również regały z kilkoma książkami, aparatura do warzenia mikstur i prycza. Dwa okna naprzeciw siebie, a naprzeciw trzeciego było widać schody w dół. Najprawdopodobniej do pomieszczeń między tym poziomem budynku a parterem.

- Nie nic od ciebie nie chcemy prócz jednej przysługi… chodzi o pewną książkę… - tłumaczył dalej Aereaas spokojnym głosem, choć dłoń cały czas trzymała rękojeść miecza. Reggirt również zbliżył ręce do kabur na udach by móc w razie wypadku sięgnąć po naręczne ostrza.

- Gildia cie przysłała! – wykrzyknął Elzaddar, a na jego łysej czaszce dało się zauważyć pulsujące żyły. – Oni nie potrafią pojąć jej sensu! Oni nie potrafią docenić moich możliwości! Ty najwyraźniej również.

Dłonie piromanty klasnęły by ogień pomiędzy nimi zgasł. Następnie opuścił ręce wzdłuż ciała i westchnął ‘szkoda’.

- Co? – zapytał z niedowierzaniem Aereas. Reggirt również nie wiedział o co chodzi.

- Szkoda – szepnał ponownie po czym powtórzył jeszcze raz, tym razem jednak wrzeszcząc– szkoda mi moich mebli!!

Dłonie wyprostowały się a z nich wystrzeliła kula ognia. Zarówno ojciec jak i syn odskoczyli na boki. Uchylając się od magicznych płomieni które wybuchły w otwartych drzwiach którymi weszli.

Aereas sięgnął po miecz i skoczył w kierunku Elzaddara. Ten jednak odskoczył wystrzeliwując kolejne płomienie, tym razem w formie mniejszych pocisków. Kilka z nich trafiło najemnika, jednak większość minęła go, rozprzestrzeniając ogień na półkach z książkami i pergaminami…

Reggirt już miał zamiar dołączyć do walki, jednak ojciec szybkim ruchem wyrzucił miecz z dłoni i powalił maga na ziemię przytrzymując go rękami i własnym ciężarem.

- Oddaj tę księgę a zostawimy cię w spokoju! – wrzasnął mu w twarz…

W odpowiedzi mag spojrzał jedynie w kierunku Reggirta. I to oblicze młodzieniec zapamiętał na najbliższe lata. Pełne szaleństwa i gniewu. Piromanta zaczął cicho chichotać, z każdą chwilą coraz głośniej, coraz bardziej złowieszczo.

W sekundzie Aereas odskoczył od mężczyzny jak poparzony. I w istocie tak było, bo z niedowierzaniem spojrzał na swoje dłonie. Nawet Reggirt widział jak tli się z nich mały dymek.

Gdy wzrok obu spoczął ponownie na magu, ten rozjaśniał, powietrze wokół niego drżało od gorąca. Ubranie maga zaczęło się na nim palić, jednak on sam nie zwracał na tym uwagi.

- Ta księga już dawno jest popiołem.. nie nauczyła mnie niczego innego… I wam też nie dam możliwości wyciągnięcia nauki z naszego spotkania!!! – Słowa uderzały w obu najemników na równi z temperaturą.

- Uciekaj! – krzyknął Aereas.

A potem był blask.

Wybuch.

Ból.

Cisza.



- Ocknąłem się na drzewie pod wieżą… - westchnął Starzec - Impet uderzenia wyrzucił mnie przez okno i chyba cudem nie nadziałem się na żadną z gałęzi i konarów… Strasznie piekły mnie ręce. Bolało jak diabli.. Ogień ten wypalił blizny na rękach… Serce również oznaczone zostało strasznym znamieniem.. A pamięć… Tam chyba najmocniej wypalone zostało to imię..

- Elzaddar. – powiedział surowo, aż ciarki przeszły po plecach. Samo brzmienie tego imienia z ust mężczyzny było dowodem że zapisane zostało między gniewem a zemstą.
_________________
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-11-24, 11:43   

- Jak łatwo się domyśleć każdy kolejny dzień napawał żal i żądza zemsty. Ale poszukiwania nie szły zbyt dobrze… Wraz z czasem sytuacja uspokajała się i sam wmawiałem sobie że prędzej czy później i tak go dopadnę. – Mężczyzna uśmiechnął się – Taa… I będąc niedaleko Broln okazało się że jednak prędzej. A wszystko zaczęło od się pewnego zwoju i pieczęci która nie mogła zostać złamana.

Drzwi karczmy wpuściły do środka kobietę która bez chwili wahania ruszyła w kierunku stolika opowiadającego wędrowca. Gdy podeszła bliżej uśmiechnęła się. I mimo tego że wiek wyrzeźbił na jej twarzy nieco zmarszczek to oczy wciąż biły młodzieńczą radością…

- Oho, widzę że znalazłeś sobie słuchacza – odparła – wiem, że miałam być prędzej ale cóż… Chyba nie jesteś zdenerwowany z tego powodu? Bo jeśli tak to zacznę ci wypominać, że znów wypiłeś za dużo.

Oboje zaśmiali się lekko.

- W takim razie trzeba się brać. – powiedział w końcu mężczyzna – wybacz, że nie dokończę mojej historii. Ale popytaj. Popytaj o czas kiedy wiatr w Broln nabrał koloru czerni… Popytaj o ostrze które rozcina magię i klątwę jaką na sobie dzierżyło… Popytaj o Nadzieję która tliła się niczym płomyk… Najlepiej dwa razy. Może też trafisz na krasnoludów którzy opowiedzą ci o kamiennym rogu. Być może dowiesz się czegoś w karczmie na rozdrożu. Szukaj w duchu i nieskończoności

- Najprościej będzie jeśli spytasz się o Reggirta… – przerwała mężczyźnie jego małżonka – Syna Aereasa i Cority. Choć kochanie - Po czym pociągnęła go do wyjścia łapiąc go pod ramię.

Nim opuścili karczmę Reggirt z wyrzutem zapytał Vai.
- Myślisz że uwierzy?
- Trzeźwym bym cię nie nazwała, co pociąga też na wiarygodności… To już jego sprawa…

~*~

Najszczersze podziękowania

ASARDOWI : za to, że wprowadził Regga do świata Sorii i uczynił z nupskiego wieśmaka kogoś kto zaszedł do otchłani i jeszcze z niej wrócił...

ALTHARISOWI: za to że pokazał mi TaLa i wspólną grę w Płomyku akt II i Kamiennym Rogu - krótko ale zawsze... teraz pewno bałbyś się bo mam cię na szczaua (buahahaha :-) )

COHENOWI (bo DaMi brzmi brzytko): za to że zakończył Reggstory i wybawił mnie z czekania na Asarda ;3 Takich trzech jak nas dwóch to nie było ani jednego ^^ Jak Meldevan będzie przeszkadzał to wiesz.. sms ;3

No i pozostałym TaLowiczom.

Za kibicowanie i czytanie moich sesji ;]


Proszę o zamknięcie wspomnień i wpisanie Regga do Bohaterów zapomnianych.

Now... It's Ssihlik time ~!! ^^
_________________
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group