Wysłany: 2008-10-22, 16:01 W poszukiwaniu pogody - prolog
Kaeril podróżował już troszkę po świecie, na tyle długo by trafić do ludzkiego miasta, do ludzkiej gospody w ludzki świat. Brak pieniędzy, przyjaciela i pracy. Brak perspektyw, brak celów. Kim staje się wojownik bez celu i perspektyw, właśnie kim?
W poszukiwaniu pogody
Miasto Abival, nie było piękne, nie było nawet ładne, było zaś dobrze ufortyfikowane, a to za sprawą bliskich sąsiadów orków. Jednak już w mieście wojska nie było za dużo widać, nawet straż miejska chodziła rzadko i raczej do niczego się nie mieszała, stąd też większość sporów załatwiana była w pradawny sposób, kto silniejszy ten ma racje. Miejsce w którym dochodziło do sporu, w którym sądzono i wyznaczano karę były gospody. W jednej właśnie z nich znalazł się drowi wojownik imieniem Kaeril.
Gospoda była niewielka i wręcz pusta. Miejsca na pięć stolików przy których siedziało sześciu ludzi i jedna postać w szarym kapturze na głowie. Ludzie wyglądający na wojowników pili piwo, a dokładniej wlewali w siebie ogromne jego ilości. Zaś przed tajemniczą osobą stał na stole do połowy opróżniony talerz z jakimś gulaszem, zas sama postać trzymała w ręce kielich z winem. Oprócz tych osób w karczmie był jeszcze wysoki i strasznie chudy mężczyzna stojący po drugiej stronie lady i zadający kłam stereotypowi karczmarza. Sama zaś lada wyglądała na masywną lecz już mocno zniszczony drewniany mebel.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Kaeril zdawał sobie sprawę z tego, że gdzie nie znajdzie się w tym parszywym mieście, zawsze będzie zwracać na siebie uwagę. Chociażby samym faktem, że był drowem. Jedynym miejscem, gdzie mógł spokojnie odpocząć, była karczma. Tutaj ludzie byli zwykle zbyt pijani, by zwracać uwagę na cokolwiek innego niż własny kufel. Tak, to było prawie idealne miejsce, gdyby nie wydarzenia, które niemal zdołał wypchnąć ze swojej świadomości. Elf spróbował zdławić ból, i ruszył w kierunku postaci za ladą. Spojrzał przez chwilę na postać w kapturze. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie dosiąść się do niej. Wyrzucił ze swojej głowy tą myśl. Jednak wolał usiąść sam.
„Kufel piwa dobry człowieku, byle szybko” - zwrócił się do karczmarza, po czym zabierając trunek udał się w kierunku pierwszego wolnego stołu.
Postanowił się napić i pójść spać. „Zobaczymy co przyniesie następny dzień” pomyślał.
Drow podszedł do lady za którą stał karczmarz w tej chwili odwrócony do niego plecami. Na słowa Kaerila zareagował bardzo powoli odwracając się do niego twarzą która była chyba zawsze smutna wręcz wroga.
- Szybko? - zapytał przez zęby -Poganiać to możesz swoją dupę czarnuchu! Mnie się ładnie prosi! - cedząc słowa napełniał gliniany kufel żółtym płynem, a gdy piana zaczęła się przetaczać przez krawędź naczynia postawił go na ladzie przed bohaterem - Masz! - dokończył szczerząc do niego czarne od próchnicy zęby.
Kaeril zabrał ze sobą kufel i udał się do stolika który znajdował się zaledwie dwa kroki za jego plecami. Usiadł na twardym źle wyheblowanym krześle gdzie czuć było każdy sęk i nierówność. Przynajmniej siedzenie na nim nie groziło upadkiem gdyż drewno użyte do jego konstrukcji było naprawdę grube. Jakość wykonania stołu przedstawiała się identycznie do tej wykonanej przy krześle czyli szczęście że kufel stał na nim i sam nie próbował się stoczyć.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Drow zapomniał o jednym, karczmarze zwykle nie byli pijani. Ale Kaeril nie spodziewał się uprzejmości, wkońcu był drowem. Drow dla ludzi gorszy od psa... Rzucił jeszcze wrogie spojżenie zza stołu na "rozdajacego trunek", odwracając się do niego tak, by ten na pewno widział jego broń. Zaczął się natomiast przyglądać zakapturzonej postaci. Pierwsza jego myśl - "Ten kaptur to mu przy jedzeniu nie przeszkadza?", później już zaczął się zastanawiać czemu on nie pokazuje swojej twarzy, mimo, że tu ludzie byli i tak zbyt schlani by go poznać. Nagle do niego dotarło, że nie każdy jest pijany. Na przykład on, czy karczmarz. Porzucił na chwilę postać w kapturze i zwrócił więcej uwagi na swój kufel.
Posiedzenie przed kuflem się przeciągało, spojrzenia rzucane na lewo i prawo oraz myśli dostarczały elfowi różnych informacji. Raz to pokazane narzędzia fachu wojownika nie zrobiły na karczmarzu żadnego wrażenia, a jedyną reakcją był wzrok karczmarza, gdy oczy drowa powędrowały do miejsca w które ten popatrzył zaraz po spojrzeniu na jego broń Kaeril zobaczył wiszący na ścianie pięknie wykonany topór wojenny. Nawet z daleka widać było że jest profesjonalnie naostrzony i idealnie wyważony. To musiało być cudowne trzymać go w dłoniach. Drow rozmarzył się na temat tego jakże wspaniałego dzieła najprawdopodobniej krasnali.
Po chwili otrząsnął się z tych marzeń i poszedł nićmi umysłu w kierunku zakapturzonej postaci. Po zadaniu sobie i odpowiedzeniu na pierwsze banalne pytanie przestał się nim interesować zaś za obiekt największej uwagi wziął sobie swój własny kufel. Piwo jak piwo, żółte, gorzkie i wcale nie najgorsze, elf mógł nawet ze zdziwieniem stwierdzić że jest ono bardzo dobre, tak dobre że nawet nie zauważył jak przed nim stał pusty kufel, a on jeszcze by chciał.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Elf zastanawiał się, jak w takiej tawernie może być tak dobre piwo. Zastanowił się także, jak dobrze człowiek za ladą władał cudem na ścianie. Spojrzał na pusty kufel, zastanawiając się, ile płynu może pochłonąć zanim zaśnie. Podszedł do karczmarza, ryzykując stratę wolnego stołu, aby otrzymać nową porcję złotego płynu.
"Jeszcze jedno poproszę..." - powiedział obojętnym tonem zerkając, czy stół przy którym siedział wcześniej nadal jest wolny. Jeśli usiedli by przy nim ludzie, a co gorzej drzewołazy, chyba jednak wolał by towarzystwo zakapturzonej postaci.
Elf podszedł do lady zamawiając kolejny kufel piwa, a gdy karczmarz stawiał napój drow zauważył umięśnienie rąk mężczyzny i uznał że nie chciałby sprawdzać kunsztu jego walki tym co wisiało na ścianie. Zabrał swoje piwo po czym wrócił do nadal pustego stolika. Tawerna nie była zatłoczona a leśnych elfów było aż...aż przetarł oczy bo żadnego nie mógł zauważyć. Wrócił usiadł i ...
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wrócił usiadł i zabrał się do pochłaniania zawartości kufla. Pomyślał podczas konsumpcji czy może przy następnym zamówieniu nie odnosić się do karczmarza trochę uprzejmiej. Pociągnął kolejny łyk piwa, mając nadzieję ze w końcu zachce mu się spać, by nie musiał wydawać kolejnych pieniędzy na ten wyśmienity trunek. Ciekawiło go co taki wojownik, bo chyba Kaeril mógł już go tak nazwać dzięki jego obserwacjom, robi za ladą w podrzędnej tawernie. Później wpadł na myśl, że skoro piwo jest tu tak dobre, niedługo ta karczma zyska sławę... Jednak wracając do kwestii karczmarza, nie miał zamiaru go o to pytać.
Po niedługim czasie piwo rzeczywiście się skończyło i jakby na życzenie drowa usta rozszerzyły mu się w długim i szerokim ziewnięciu, przy tym dość głośnym. Zresztą nie tylko na niego podziałał lokalny trunek, ludzie którzy według elfa zostali zakwalifikowani do wojowników teraz zaczęli zachowywać się coraz głośniej, karczma zaczynała wręcz lekko drżeć od nadmiaru decybeli. Kłócili się, śmiali, dowcipkowali. Nie trzeba było długo czekać by na języki wzięli tych którzy do nich nie należeli.
- Hej ciemny kaptur, odsłoń swą mordę, bo tak głupio lać jak się nie wie kto tam siedzi. - a gdy tamten nie reagował - no nie wstydź się swego pyska stary tylko ukaż swe oblicze. - brak reakcji spowodował że jeden z grupy wojowników podszedł do tej osoby i szybkim ruchem zdarł kaptur z głowy.
Zapadła cisza bo oto ich oczom ukazała się twarz kobiety, w dodatku bardzo ładnej kobiety o blond włosach opadających na plecy, ostro zarysowanej twarzy z lekko wystającymi kośćmi policzkowymi i czerwonymi pełnymi ustami, oczu nie sposób było dojrzeć gdyż zasłaniały je spuszczone powieki i długie rzęsy.
Kobieta nie poruszyła się, nie podniosła też oczu, siedziała dokładnie tak jak do tej pory, za to ten który zdarł kaptur po chwili opamiętał się. Na usta wypłynął mu szelmowski uśmiech, a ręce powędrowały do kobiety.
- Chodź mała zabawimy się!
Drow zauważył grymas na twarzy karczmarza oraz nerwowe zatarcie dłoni. Kierunek w którym podążał gospodarz był jednoznaczny dla Kaerila, ściana na której wisiał topór.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Kaeril nie śpieszył się do pomocy ludzkiej kobiecie, jednak też nie zamierzał pomagać schlanym wojownikom. Nierozsądnym by było jednak pozostać niegotowym przy ławie, kiedy niezdolni do jasnego myślenia wojacy łapią za broń. Elf wstał, poprawił pochwę na pasie i czekał na rozwój wydarzeń. "W trakcie walki na pewno nie dadzą spokoju Drowowi..." pomyślał i uśmiechnął się drwiąco. Zaczął liczyć wszystkich wojowników i zastanawiał się, czy ta kobieta coś potrafi. Chociaż wreszcie mógł się przekonać o sprawności karczmarza...
Drow wstał przygotowany na wszystko. Zobaczył że kobieta siedzi nadal nieruchomo, przeciwnie do karczmarza który z toporem w rękach stanął na rozstawionych nogach.
- Siadać wszyscy na dupach albo pierwszemu z brzegu łeb rozpierdolę na drobne kawałki. W mojej karczmie ja ustanawiam prawo i nie będzie w niej żadnych rozrób! Zrozumiano psie syny. Mordy w kufel i cisza! - zadudnił jego głos.
- Stary pierniku ty se lepiej na zaplecze wyjdź i nie wtrącaj się do naszych spraw - zawołał ten który był najbliżej nieznajomej - Gert weź mu pokaże gdzie jego miejsce! - dodał.
Po tych słowach wstała góra mięśni, inaczej tego człowieka nie można było nazwać, ogromny brunet z mocno zapadniętymi oczami i ogromnym toporem.
- Spierdalaj! - zadudnił głęboki przepity głos.
Kaeril nawet nie zauważył ruchu rąk karczmarza, zobaczyła zaś że topór do tej pory opuszczony w dół tera sterczy z klatki piersiowej olbrzyma i to bynajmniej nie dlatego że ten w nią celował, by to raczej spowodowane drogą ostrza od czubka głowy do środka klatki piersiowej. Topór z łatwością wgryzł się w ciało olbrzyma zabijając tego na miejscu. Wielkolud opadł na ziemię, a z bandy została jeszcze czwórka mężczyzn. Trzech siedziało, przynajmniej do momentu póki ogromny hałas nie obwieścił upadku ich kompana, czwarty stał z rozdziawioną twarzą przy kobiecie.
- Ty... ty, ty skurwysynie! - krzyknął i już miał wyciągnąć miecz z pochwy gdy niewidzialna siła schwyciła go w swe szpony i uniosła nad podłogę. Pozostali wojownicy ruszyli do ataku dwóch na karczmarza a trzeci ruszył ku bohaterowi. Obnażony miecz przygarbione gotowe do ataku ciało wszystko wskazywało na to że zaraz Kaeril zostanie zaatakowany.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Drow wyciągnął miecz z pochwy, i odsunął się od stołu tak, by mieć jak najwięcej miejsca. "Czego ta małpa ode mnie chce? Przecież nawet się do nich nie odezwałem..." pomyślał patrząc na zbliżającego się wojownika. Ustawił się tak, by najłatwiej było sparować atak. "Sparuję i spróbuję przeciąć mu tętnice nadgarstka" zaplanował sobie elf. "Cholera, ale mi się chce spać".
Szybki aczkolwiek zrobiony od niechcenia ruch i miecz wyślizgnął się z pochwy, dwa kroki w bok i jeden w tył i miał miejsce do pojedynku. Pozostało pytanie dlaczego został zaatakowany. Bo był w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze, a może naraził się bogom, albo po prostu miał pecha. Tak czy inaczej do walki i tak zaraz dojdzie. Mężczyzna rozpędzony z wyciągnięty mieczem natarł na elfa który szybkim i zwinnym ruchem próbował odskoczyć z linii ostrza, zrobił to jednak zbyt późno przez co miecz zahaczył o bok bohatera, przecinając skórę i powodując ogromny ból który na chwilę spowodował ospałość wojownika i stracił on szansę na atak.
Oprócz niego krzyczał jeszcze ktoś a był nim człowiek wiszący na ziemią i drżący się niczym obdzierany ze skóry. Darł się tak jeszcze przez chwilę po czym nastąpiła cisza, której nie mąciło nic, nawet Kaeril już się opanował i krzyk już się z jego gardła nie wydobywał. Jednak to był najmniejszy problem, bo oto zobaczył wznoszony przez jego przeciwnika miecz który na pewno za chwilę miał spaść na niego.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Drow próbował jakoś uniknąć ostrza człowieka i znów uderzyć w jakiś czuły punkt. Chyba już wiedział czemu został zaatakowany. Jako zaspany stanowił łatwiejszy cel niż magiczka czy karczmarz machający wielkim toporzyskiem. "Ehh... czy pijany człowiek nie powinien mieć wolniejszej reakcji?" zastanawiał się elf mimo, że zbyt dużo czasu na to nie miał.
Rozważania, w takim momencie nie były chyba zbyt przydatne odciągały umysł od tego co istotne od przeżycia. Pytanie jakie sobie postawił drow było czy pijany człowiek nie powinien mieć wolniejszych reakcji, oczywiście, ale czy pijany drow będzie miał normalne? Notabene całej sytuacji to człowiek wcale nie reagował w tym ataku w jakiś szczególny sposób, ot wyciągnął miecz przed siebie i natarł, żadnej filozofii, piękna figur czy tańca miecza, zwykły dziki nieprzemyślany atak, który jednak zdał egzamin. Zresztą działania człowieka były cały czas takie same podnieść i uderzyć bez zbędnych działań szermierczych.
Tym razem Kaeril odskoczył i to na tyle fortunnie że znalazł się za plecami przeciwnika. Całe szerokie plecy mogły stanowić cel lecz ten ani myślał trafić, pchnął mieczem i zabił powietrze nad lewym barkiem przeciwnika.
Jeden plus tego ataku był taki że na jedną krótka chwilę widział resztę karczmy. Właściciel właśnie szedł w jego kierunku z umazanym od krwi toporem, grymas obrzydzenia widniał na jego twarzy, zaś ręce mocno zaciskały się na toporzysku z siłą która pobieliła kłykcie u jego rąk. Kobieta siedziała znów przy swoim stoliku z nałożonym na głowę kapturem, zaś mężczyzna którego trzymała w powietrzu miał siną twarz, otwarte usta i wytrzeszczone oczy, leżał na podłodze nie ruszając się najpewniej martwy.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
"Cholera, po co tyle piłem?" powtarzał sobie w myślach drow zastanawiając się jednocześnie kogo ma zamiar zaatakować karczmarz. Wykorzystał jeszcze moment zanim człowiek zorientuje się gdzie jest jego przeciwnik, płaskim pchnięciem między żebra.
Drow zaatakował możliwe że po raz ostatni. Szybki płaskie pchnięcie które zabiło powietrze po prawej stronie przeciwnika, a gdy ten zamachnął się swym mieczem i gdy ostrze zmierzało w kierunku mrocznego elfa nagle jego głowa odskoczyła jak piłka pchnięta mocnym uderzeniem topora. Ciało osunęło się na ziemię a drow zobaczył jak karczmarz wytrąca prędkość topora zgrabnym łukiem przechodzi do natarcia na elfa. Szeroko rozstawione nogi, wykrzywiona twarz i morderczy błysk w oku, oto ten który stał naprzeciw elfa z pięknym toporem w rękach.
– Zabije was wszystkich, podłe skurwysyny! – tyle usłyszał a to co zobaczył to topór który oddalał się od niego by za chwilę powrócić. Nie zostało mu wiele czasu, można powiedzieć że było go przerażająco mało.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Drow długo się nie zastanawiał nad tym co zrobić. Ustalił szybko pozycję swoją i karczmarza w stosunku do drzwi wyjściowych. Jeśli znajdowały się za nim, rzucił by się do ucieczki jak najszybciej by mógł, w razie możliwości rzucając człowiekowi coś pod nogi, na przykład krzesło czy stołek, na ławę nie chciał tracić czasu. Natomiast jeśli drzwi znajdowały się za jego przeciwnikiem lub z prawej czy z lewej ręki, starał się nie tracąc siły na atakowanie karczmarza ustawić jak najbliżej wyjścia.
"Głupi, głupi.. co ja sobie myślałem? Że po wypiciu jestem w stanie walczyć? Jeśli wyjdę z tego cało już nigdy po piwie nie wezmę miecza do ręki." obiecał sobie Kaeril. "W końcu... on też tak zginął..." przypomniał sobie o losie jego jedynego przyjaciela. Coś w tym musiało być, nie łatwo się uczyć na cudzych błędach... Drow otrząsnął się momentalnie przypominając sobie o nacierającym przeciwniku i rozpoczął wykonywanie swego jakże bohaterskiego planu.
"Co, to mi juz nawet, psia mać, nie wolno się bronić?!" krzyknął mroczny elf jeszcze zanim rozpoczął bieg ku drzwiom. Może miał nadzieję, że karczmarzowi się odwidzi i zostawi go w spokoju? Jeśli nawet nie, może zawaha się choć na chwile dając drowowi cenne sekundy.
Wrota do wolności były po lewej stronie, jednak by się do nich ustawić musiałby znaleźć się w zasięgu topora karczmarza. Nie miał na to ani ochoty ani możliwości. Cofnął się odruchowo do tyłu i tylko ten instynktowny ruch pozwolił mu zachować swój wzrost. Ostrze topora minęło go na wysokości szyi kilka centymetrów przed nim. Zrobił jeszcze dwa kroki niwecząc atak karczmarza lecz teraz poczuł na plecach ladę baru. Nie miał już możliwości ucieczki, przyszpilony do baru miał małe szanse na uniknięcie toporu. Czy miał teraz zginąć, podzielić los przyjaciela, znaleźć się piekle? Zostały sekundy, tylko sekundy poprzedzały wyrok który miał nastąpić a brzmiał on śmierć.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Drzwi znajdujące się z najgorszej strony jaką tylko mógł sobie Drow wyobrazić nie pomagały zbytnio w tej i tak nie najlepszej sytuacji. Konieczność wycofywania się przed przeciwnikiem do tyłu dawała jedynie złudzenie bezpieczeństwa, w końcu miejsce się skończy, a elf bliżej wyjścia na pewno nie będzie. Widok topora przelatującego tuż przed nosem także nie należał do najlepszych, jednak Kaeril nadal żył.
"No i po co mi to było?" taka, i inne tego typu myśli tłukły się w głowie Drowa. Po cóż to przebył tak długą drogę, po cóż opuścił Puszczę? Żeby zginąć w jakiejś karczmie pozbawiony głowy przez topór? Krok do tyłu, drugi trzeci... brak miejsca. Blat, koniec ucieczki do tyłu. Jeśli przy barze były jakieś krzesła rzucił karczmarzowi jedno pod nogi, po czym spróbował jakoś przeskoczyć bar. Gdyby mu się udało, Elf zaczął by rzucać w idącą ku niemu śmierć czymkolwiek co by znalazł i co mogło by zatrzymać przeciwnika - kuflami, talerzami - czymkolwiek jeśli natomiast nie znalazł by nic, zaczął by szukać drogi ucieczki. Sprawdził czy za barem nie ma jakichś tylnych drzwi, może gdzieś tu są jakieś okna, wyjście z tej karczmy. "Musi być jakieś wyjście z tego bagna, musi..."
Kaeril oparty o bar myślał szybko i wymyślił że spróbuje przeskoczyć bar, który był wysoki, na tyle by sięgać mu do klatki piersiowej, w dodatku stał do niego plecami. Jednak nie zrażony tym zaczął się obracać w stronę kontuaru. Zobaczył kontem oka nadlatujący topór, broń która za sekundę, a może szybciej miała go zabić. Oczy otwarły się szeroko, strach sparaliżował ruchy, Kaeril po prostu stał w miejscu patrząc na zbliżającą się śmierć. Zrobiło mu się ciepło, choć co dziwne ciepło rozchodziło, a w zasadzie rozpływało się tylko po prawej nodze, zrobiło się mu też w tych miejscach wilgotno.
Moment uderzenia nie nastąpił, topór zatrzymał się na centymetry od jego głowy, choć nie widać było by karczmarz miał na to ochotę. Za jego pleców do drowa dobiegły słowa:
- Perki odłuż już swój topór na należne mu miejsce, tego czarnego może będę potrzebować, Ty zresztą także, przecież Ci nie zapłacił. – głos był delikatny, zmysłowy choć także drwiący. – Zakon Consortium vin omnis vitae jest Ci wdzięczny – dodała poważnie. –za szkody – słowa zadźwięczały w akompaniamencie brzdęku monet na ladzie na lewo od Kaerila.
- Pani nie trzeba – zaraz odparł karczmarz wcześniej opierając ostrze o ziemie. – Jestem zobowiązany służąc Ci Pani. – na drowa którego przed chwilą chciał zabić już nie zwracał uwagi poświęcając ją całą kobiecie.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Drow nie mógł uwierzyć w to co się stało. Starał się opanować wszystkie myśli w jego głowie, skutecznie otłumanionej alkoholem. Rozejrzał się po karczmie w poszukiwaniu swoich rzeczy. Ani myślał zostawić tu cały swój dobytek, a i karczmarzowi musiał zapłacić...
"Zapłacić cholera... za to, że prawie mnie zabił? Chociaż może lepiej to zrobić, bo tym razem to zrobi..." No cóż, skoro trzeba to trzeba. Zebrał swoje rzeczy i podszedł do karczmarza, starając się wyglądać tak, jak by się nic nie stało. Urażona duma musiała na razie poczekać.
"Ile się należy za to piwo?" zapytał się karczmarza, starając nie patrzeć się na topór który przed chwilą miał pozbawić go głowy. "I.. przydał by się nocleg, jeśli jakiś można zaoferować." Przespać się, wytrzeźwieć i wyprać spodnie... to jest to czego teraz najbardziej potrzebował, przecież do wychodka już iść nie musiał...
Karczmarz nie zwracał uwagi na drowa kiedy ten szedł po swoje rzeczy jednak na jego pytanie już zareagował:
- Co? – zapytał jakby obudzony z transu – a piwo, to będzie szesnaście srebrnych monet. Co do noclegu to mam dwa pokoje, jeden za złotą monetę ale toaleta jest w końcu korytarza lub drugi z wszystkimi wygodami za trzy złote monety. – odparł choć patrząc już prosto w twarz Kaerila.
Magini tym czasem wróciła do swego stolika, usiadła spokojnie wkładając ręce w rękawy swego płaszcza.
- Jak już skończysz z nim to przyślij go do mnie. – powiedziała – i daj mi kieliszek wina Perki, od tej zabawy zaschło mi w gardle.
Karczmarz wymownie spojrzał na drowa wyciągając łapsko w jego kierunku.
- No chłopczyku nie każ Pani czekać! – powiedział z naciskiem potrząsając dłonią w wymownym geście.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
"Chłopczyku..." w myślach powtórzył sobie drow. Był pewnie ze dwa razy starszy od karczmarza, ale nie to teraz było ważne.
- Mam pójść do tej... Pani teraz? Pijany? - zapytał się z niedowierzaniem. "Chociaż... może będzie jej łatwiej mnie oszukać..." - Nie lepiej rano? Tak czy inaczej wezmę ten tańszy pokój - podał karczmarzowi należną sumę za piwo - ale wolał bym zapłacić za niego rano. Jeśli łaska... - dodał z krzywym uśmiechem na twarzy.
- Do Pani to pójdziesz jak zapłacisz mi! Co Ty kurwa liczyć nie umiesz, mówiłem szesnaście srebrnych monet a Ty mi osiem dajesz! – powiedział zgrzytając zębami i głaskając swój topór. Schował pieniądze które otrzymał od drowa po czym wyciągnął rękę w jego kierunku czekając na resztę pieniędzy – No dawaj, jeszcze osiem sztuk srebra. I nie gap się jak sroka w gnat tylko dawaj kasę czarnuchu. A jak chcesz pokój to płać od razu bo coś mi się zdaje że bez pieniędzy jesteś.
Sytuacja Kaerila nie była zbyt ciekawa. Brak pieniędzy, pobudzony walką karczmarz i potężny topór. Wszystko to było bardzo niekorzystne dla drowa a w szczególności dla jego życia i zdrowia.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum