Wysłany: 2008-10-07, 22:58 Lutthor Zefir Halat vs Ervin Ichaer
Zieleń, słoneczko na niebie, temperatura przywodząc na myśl wczesne lato. Przyjemny wiaterek owiał twarze obojga uczestników.
Iście sielankowa atmosfera, która w tak idealny sposób pasowała do brutalnego rozlewu krwi, który miał mieć miejsce za kilka chwil.
Zarówno Ervin, jak i Zefir widzieli przed sobą jedynie drzewa i krzaki, zza których to nieśmiało prześwitywała niewielka pusta przestrzeń. Czyżby polanka? Szum płynącej wody skłaniał do innego rozumowania.
"Zabij lub zgiń sam!"
Słowa niesione wiatrem, głośne, acz nie donośne. Słyszalne po części jak gdyby poprzez podświadomość. Obaj wiedzieli co mają robić. Obaj wiedzieli, iż słowa te mówią prawdę i innego wyjścia po prostu nie ma.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-10-07, 22:59
Słońce, polana. świeże powietrze. wolność. Jego umysł oszukiwał go?
Był skazańcem. skąd się tu wziął? Skąd wzięły się te drzewa, krzaki. Woda, którą przecież słyszał?! Skąd on tu do cholery się wziął.
Wtedy do głowy wleciał mu obraz maga trzymającego w rekach kostur, mrocznego elfa wyskakującego zza zakurzonego tronu trzymającego w reku dziwnie wyglądający sztylet. Po jego ostrzy spływała kropla trucizny.
"Zabij lub zgiń sam!"
Tak! teraz już wiedział Co to jest. Walka o życie, walka zakończona śmiercią.
ależ on dawno był na świeżym powietrzu, jak dawno nie czuł wolności! Jak dawno temu przezywał chwile, gdy jego ostrze zanurzyło się w gardle paladyna. to był koniec jego wolności, jakby poprzez akt zabójstwa świętego wojownika miało się zakończyć miłe życie. A zacząć miał się czas cierpienia, krwi i bólu.
Zefir rozejrzał się po okolicy. Ciasno ułożone przed nim drzewa napawały go strachem, wiedział co oznaczają słowa zabij lub zgiń sam, a że nie był zbyt doświadczony w walkach obawiał się o swój dalszy los. Mimo to nie zamierzał się poddać, tego nauczyło go życie.
(...)
_________________ ҳ̸Ҳ̸ҳ All those who has given their lives to uphold their beliefs ҳ̸Ҳ̸ҳ
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-10-08, 19:32, w całości zmieniany 1 raz
Bohaterowie już po kilku chwilach zdali sobie sprawę z faktu, że bezszelestne poruszanie się po lesie choć zazwyczaj niezwykle trudne, tutaj było niejako ułatwione. Nie chodzi o to, że ściółka byłą inna, po prostu szum niewielkiej rzeki dość znacznie tłumił te cichsze odgłosy.
Do jakiego stopnia mogli się posunąć jeśli nie chcieli zostać usłyszani przez oponenta? To pozostawało tylko i wyłącznie w ich własnej ocenie.
Podmuch wiatru ponownie poruszył roślinnością oraz owłosieniem bohaterów. Zadziwiające jak arena ta perfekcyjnie oddawała świat realny. Zefir poczuł się niczym w typowym, spokojnym ludzkim lesie.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-10-09, 19:48
Wolność. Podmuchy wiatru, szum liści, rzeczka dająca o sobie znać. był na wolności. Uwierzył w to. chciał żyć tym życiem. Chciał być tylko tutaj. Chciał po prostu egzystować w tym pozbawionym nieszczęścia i prawa świecie.
"Zabij lub zgiń sam!"
Odbijały się słowa w jego głowie, przypominając o przeznaczonemu mu zadaniu. To był czas zabijania, czas łowów.
Łowiectwo było profesją najchętniej wybieraną przez jego pobratymców. Elfy, drzewołazy, wybierały ten zawód, gdyż znały las. znały zwierzęta. Były idealnie przystosowane do tego środowiska. Tropienie zwierząt. Polowanie.
On jednak wybrał zawód wojownika, wyłamał się z kanonów leśnych elfów. Został wojownikiem. Bezmózgą maszynką do mielenia mięsa. Jego jedynym przeznaczeniem było zabijanie. Dla niego nie liczyły się dokładne podejście w niezauważony sposób. Nie było tropienia i finezyjnych sztuczek. Jego robota sprowadzała się do brutalnego mordowania.
Ale... Trawa była tak pięknie zielona... Wiatr tak przyjemnie targał włosy na wietrze. Szum strumyka tak błogo wypełniał uszy. Było tu tak spokojnie. Wolność. Niebo. Wymiar poza wymiarami.
Błoga sielankowa atmosfera wypełniła serduszka bohaterów ciepłem i miłością dla wszelkiego co żywe. Jakże mogliby teraz zrobić coś tak niecnego...tak...niepoprawnego i 'fe' jak zabicie innej osoby i zabrudzenie pięknego lasu czerwoną posoką. Z pewnością woleliby położyć się na trawce i poopalać na słoneczku. Bądź pobiegać wśród drzewek i krzaczków w odśpiewując piosnki miłujące życie. Brakowało jeno wesołego świergotu ptaszków i przebiegającej sarenki.
Zarówno Zefir jak i Ervin planowali wesoły piknik nad rzeczką gdy tylko dane im będzie się spotkać. Z pewnością już nie mogli się doczekać na poznanie tego drugiego, tego, z którym spędzą ten sielankowy dzień, tego z którym wśród gromkich śmiechów i czułych rozmów rozpoczną celebrowanie swego wspaniałego, pełnego radości i miłości życia.
Albo to...albo rozlew krwi, która spływając rzeką dopełni przeznaczenie tej areny. Cóż, to się miało dopiero okazać.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-10-13, 21:04
Piknik. Błogi piknik, który czekał jego i jego przeciwnika już niedługo, już niedługo miał się z nim zobaczyć i rozpocząć konsumpcję. Będą spożywali. Pożywienie owo jednak nie będzie przeznaczone dla ich ciał i powłoki fizycznej, nie będzie go można także poznać empirycznie. Owe pożywienie, będzie pokarmem dla ich dusz, umysłów. spożytkowanie go, będzie równać się z utratą ważnych płynów i zawartości organizmu. Nie obędzie się także bez agresji i przemocy fizycznej. Owy posiłek nie będzie spożyty zgodnie. Będzie walką
Bohaterowie albo nadal się nie widzieli albo nie mieli zamiaru zdradzić swej przewagi oponentowi. Teren wielki na całe szczęście nie był zastraszająco wielki, kto wie bowiem, czy obaj nie spędziliby najbliższych kilku godzin na wzajemne poszukiwanie się.
Cóż uczynią gdy się w końcu ujrzą? Cóż zrobią? Czy zaproszą się na piknik czy może powyrzynają jak dzikie świnie.
Ach te emocje, ach ta niepewność. Brak jeno obecnej materialnie publiczności, która skandowałaby imię swego faworyta, bądź rzucała kawałkami szkła w tego drugiego. Zapewne między innymi dlatego owej publiki nie było.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-10-14, 20:26
Powoli zaczynało mu się to nudzić. Czemu zawsze walka, przeprowadzana w taki sposób jest nudna? Czemu w takich jak ta potyczkach, zawsze trzeba się męczyć, i grać w chowanego? Błądzić i wypatrywać, wysłuchiwać i skradać się. Nie mogliby znaleźć się na klasycznej arenie? Znaleźć się przed sobą, oko w oko. Tak jak wtedy, w lodowej jaskini? Od razu było wiadomo, że przeciwnik jest tam. Może i walka ta rozwinęła się w stronę skradania i nasłuchiwania, jednak można było przystąpić do natychmiastowego ataku. Tu był pozbawiony tego luksusu
Systematyczny szum wody był jedynym dźwiękiem zakłócającym ciszę tego niemal doskonale odwzorowanego lasu.
Niemal doskonale, gdyż nie było w nim żadnej żywej istoty poza dwójką bohaterów. Ni owada, czy ptaszyny, gdyby rozkopać ziemię zapewne nie znalazłaby się w niej ani jedna mrówka czy dżdżownica. Zaś spotkanie w rzece ryby można było z gruntu zakwalifikować do niemożliwych.
Wiatr za to zachowywał się bardzo naturalnie, zaś szum liści, który właśnie pojawił się z kolejnym powiewem pozwalał zapomnieć o niedoskonałościach tego sztucznie wytworzonego cudu natury.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-10-17, 16:58, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-10-14, 21:52
Szum drzew, liści poruszanych na wietrze, konarów, wielkich, potężnych, lekko wyginanych na wietrze. Potok strumyka. Wszystko tak doskonale odtwarzało prawdziwy świat. Tylko pole energii otaczające ich przypominało mu o tym, że nie znajduje się na ziemiach Sorii. Gdzie zatem był? Znajdował się we własnym umyśle? Teoria prawdopodobna. Lecz skąd, do cholery wziął się ktoś, kogo miał zabić? Dopuścił go do swego umysłu? tak samo działało to w drugą stronę. Gdzie zatem byli?
Kto to wie?
Poza jego zasięgiem było przekonanie się o tym.
Tymczasem przeciwnika jak nie było, tak nie było. Udzielało się to Zefirowi, ale wiedział też, że sam oponent też nie czuje się najlepiej w takiej sytuacji. Tylko co z tego? Lutthor nie miał nawet zielonego pojęcia z kim walczy.
_________________ ҳ̸Ҳ̸ҳ All those who has given their lives to uphold their beliefs ҳ̸Ҳ̸ҳ
A może bohaterowie wcale nie szukali siebie nawzajem, być może wcale nie mieli zamiaru walczyć. Miast tego urzeczeni pięknem i spokojem okolicy postanowili zdrzemnąć się bądź odpocząć pod drzewem spoglądając na sunące przez niebo chmurki.
Tak, nawet chmury zostały w tym miejscu odtworzone i umieszczone na nieboskłonie. Choć żadna nie przesłoniła dotychczas słońca bodaj na sekundę, kilka z nich leniwie przemieszczało się w jednym kierunku.
Ach ileż jeszcze można by opowiadać o tej niezwykłej arenie. Ach ileż epitetów jej jeszcze doczepić. Narrator jednak wolałby już opisywać coś innego, nieco bardziej żywego. Na przykład odrąbywaną głowę i stugę krwi ciągnącą się na przelatującą lotem koszącym cieniopłaszczką.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-10-19, 17:27
Arena... Była iście wspaniała. Genialna. Żywa. Ileż możnaby ją opisywać. Była jak kawałek świata wycięty i wstawiony do oddzielnego wymiaru. Był jak... Jak zwykły świat. Jak życie. Dlaczego on tu nie może zostać? Czemu nie może tu być przez cały czas, nie walcząc, nie zabijając swojego przeciwnika?
Dedukcja Ervina [którą swoją drogą mógł wrzucić też tutaj bo przecież nic nie mówiła. Gracze coś zapominają, że (...) ma tylko skrywać to co w poście warte ukrycia, a nie cała treść, chociaż 90% z niej to pisanie dla pisania \\Idr już płacze... xp] była zaiste wstrząsająca. Niejeden profesor z szanowanych uniwersytetów i szkół magicznych zapewne pogratulowałby mu powoli wycofując się do swego gabinetu, byleby nie zarazić się tym, co trawiło umysł bohatera.
Tak oto w niezwykły wprost sposób bohater rozszyfrował swego oponenta.
Ten jednak nic o tym nie wiedział, gdyby bowiem usłyszał myślową przemowę Ervina, zapewne teraz zatrwożyłby się niezmiernie. Ciężko jednak stwierdzić czy byłoby to spowodowane podziwem czy może przekonaniem o szaleństwie i nieobliczalności przeciwnika.
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2008-10-20, 20:36, w całości zmieniany 1 raz
Dedukcyjne zdolności umysłu Ervina zaczęły przerażać nawet jego samego. Czyżby dotychczas nie zdawał sobie sprawy z własnego geniuszu? Być może minął się z powołaniem, miast siłą mięśni i zwinnością ruchów powinien w dzieciństwie siedzieć nad książkami i doradzać możnym panom w ich życiu codziennym. Być może czekała go kiedyś wojskowa kariera, przeto taki umysł strategiczny byłby w stanie przeważyć szale najcięższych bitem.
A być może nie...
Zefir z kolei niczym porażony siłą umysłową swego oponenta oniemiał i pozostał w oniemieniu.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum