Miękkie, niezwykle wygodne łóżko, pachnąca świeżością pościel i przyjemne ciepło towarzyszące grubej pościeli zakrywającej każdego z bohaterów od stóp po szyję.
Zbudzili się w tym samym momencie. Z początku zdezorientowani, po kilku chwilach zrozumieli już co się święci. Ktoś miał wyjątkowo kiepskie poczucie humoru, by rozpoczynać pierwszą, a dla jednego z nich ostatnią walkę drugiego turnieju.
Znajdowali się w Całkiem przestronnych sypialniach zaopatrzonych w wielkie łoża, stolik z czterema krzesłami, kilka mało interesujących obrazów oraz trzy strategicznie rozmieszczone pochodnie. Przy ścianie naprzeciwko stały także dwa kredensy, zaś pomiędzy nimi szafa. Czy było tam coś godnego uwagi? Zależy czy któryś z bohaterów potrzebował do czegokolwiek standardowych szklanych naczyń, srebrnej zastawy, jednej z wielu książek bądź nieznanej i z pewnością niezbędnej do walki zawartości szafy.
Zarówno Cohen, ludzki paladyn o niebagatelnej sławie, jak i War Craftsson, mag z rasy orków automatycznie usiedli na krawędzi łóżka. O dziwo mieli na sobie cały swój ekwipunek, nawet buty.
"Zabij lub zgiń sam!" rozległ się głos niesiony echem gdzieś zza jedynych drzwi wyjściowych z pomieszczenia.
Zaczęło się.
Obudził się w łóżku. W miękkiej pościeli. Zakryty puchem od stópek, aż po główkę, niech to wszyscy diabli! Cohen przez chwilę nie wiedział, czy wybuchnąć śmiechem, czy spać dalej. Jak nie zimny loch, to puchowa pościel i...
(zabij lub zgiń sam!)
...ostatnimi czasy paladyn miał pecha do tego typu przebudzeń.
Z grubsza jednak wiedział, co go czeka. Jak przez mgłę jego umysł podpowiadał mu dziwne obrazy. A to arenę pełną ognia i skaczącego jak fretka jora. A to palące żywym płomieniem stopnie pokrytej pyłem piramidy i wojownika z potężnym mieczem. Delikatny dreszcz przebiegł ciało paladyna. Wtedy (a może to mu się tylko śniło?) dwukrotnie zawiódł. Dwukrotnie.
Zabij lub zgiń sam... jakże upiorne słowa, jak na tak sielankową scenerię.
Cohen doskonale zdawał sobie sprawę, iż w zamkniętych pomieszczeniach domu każdy krok zakutego w stal rycerza będzie doskonale słyszany. Miał wobec tego do wyboru albo leżeć w bezruchu, albo jak najszybciej dążyć do konfrontacji, zanim dopadnie go przeciwnik.
- Poprowadź, o panie, moją prawicę i moje ostrze, ku twojej chwale - szepnął Cohen.
Paladyn wstał z łoża, pobieżnie sprawdzając swój ekwipunek. Wszystko na miejscu? Znakomicie. Następnie powoli, zwykłym marszem ruszył w stronę drzwi z zamiarem otwarcia ich. Liczył w duchu, iż podłoga nie skrzypi, ściany są grube, a przeciwnik jest dość daleko, by zwykłego marszu i dźwięku otwierania po prostu nie usłyszał.
Ostrożne spojrzenie wgłąb następnej sali... i zobaczymy, co dalej.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:01, w całości zmieniany 1 raz
Sypialnia? Mag przysiągł by, że jeszcze niedawno był w ruinach pewnej wioski. No ale cóż, wypadki chodzą po orkach…
Mag zostawia plecak na łóżku, zabierając jedynie miksturę leczenia w kieszeni spodni. Potem szybko wybiega z pokoju biorąc ze sobą wszystkie psy.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:01, w całości zmieniany 1 raz
Szczekanie? Czyżby gdzieś w posiadłości rozległo się szczekanie? Na dodatek dobiegało ono nie z jednego gardła, a z wielu. Zadziwiające.
Na dodatek całkiem głośno słychać było ciężkie kroki stawiane w biegu. Nawet mimo dywanu w sypialni i nieskrzypiącej, kamiennej posadzki w jadalni wyraźnie słychać było, iż ktoś do niej wbiegł nie zważając na zachowanie ciszy. Co ciekawsze tym właśnie krokom towarzyszyło zwielokrotnione szczekanie.
Nie słychać było za to skrzypienia drzwi. Ktoś widocznie postarał się, by posiadłość była w jak najlepszym stanie. Bohaterowie nie zwrócili na to uwagi, dodać jednak należy, iż na meblach nie było nawet drobinki kurzu, zaś przez dywany można było oddychać bez obawy o zakrztuszenie się.
Posiadłość1.PNG
Plik ściągnięto 11557 raz(y) 3,11 KB
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:03, w całości zmieniany 2 razy
Mag nigdzie nie zauważył swojego przeciwnika, który wedle słów "zabij lub sam zgiń" powinien gdzieś siętu znajdować. pozostały drzwi, dwie pary. Jedne wyglądały, jak gdyby prowadziły na zewnątrz, a drugie prawdopodobnie do pomieszczenia podobnego do tego, w jakim znalazł sięna początku ork...
Mag podchodzi szybkim krokiem i stara się je zamknąć za pomocą +transfiguracji minerału+, jeśli nie ma zamka, to blokuje zaczep klamki. Jeśli jednak przeiwnik z tamtąd wylezie, to każe psom atakować a samemu rzuca się po chalabardę.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:02, w całości zmieniany 1 raz
Ciekawiło go jeno, czy psy należą do jego oponenta, czy też może bronią posiadłości? To należało bezwzględnie sprawdzić...
Cohen uśmiechnął się lekko na widok swojego przeciwnika. Nie było wątpliwości, iż psy należą do niego. Sprytne. Naprawdę sprytne. Uniknąć walki a wroga poszczuć psami, tak? Zaiste, bardzo twórcze rozwinięcie zasad uczciwej walki. Cohen westchnął cichutko, sięgając po kryształ siły i krusząc go w palcach. Gdzie ta epickość walki na stopniach piramidy? Gdzie podanie sobie rąk przed starciem? To było tak brudne, że aż...
...orcze.
Krew w żyłach paladyna zastygła, gdy uświadomił sobie, kim jest jego wróg.
Paladyn nie chowa się. Stoi w progu, czekając na ruch przeciwnika. Czując na sobie przyjemny ciężar pancerza, oraz czując w sobie energię zniszczonego kryształu gotowy jest na wszystko. By wygrać.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:02, w całości zmieniany 1 raz
Sytuacja nieco się naprostowała. Gdy ork ogarnął już całą sytuację i już miał ruszać do namierzonych dotychczas kątem oka jeno drzwi, nagle przekonał się, że jego oponent zdążył je już otworzyć.
Człowiek, zakuty w zbroję, dokładniej w kolczugę, której towarzyszyła stylowa przyłbica. Co ciekawsze obie dłonie miał puste, jedną właśnie wyciągnął z kieszeni, drugą zaś najwyraźniej nie miał zamiaru dobyć zatkniętego u pasa miecza. Paladyn, choć jak dla War Craftossona stał w przejściu, spoglądając jeno spod przyłbicy na swego nieokrzesanego przeciwnika.
Psy zgodnie z rozkazem natychmiast popędziły w stronę Cohena, szczekając zajadle. Widok biegnącej watahy krwiożerczych zwierząt z pewnością nie dodaje otuchy, bohater jednak zachowywał spokój.
Miał jeszcze czas, na jego szczęście sala jadalna była niezwykle duża, dawała spore pole manewru.
Ork z kolei pobiegł w stronę przeciwną. Dorwał jedną z halabard ze stojaka przy ścianie. Czy miał zamiar nią walczyć? To się miało dopiero okazać.
Działo się źle. Nie udało mu sięzaskoczyć swojego przeciwnika, a ten w dodatku stał w drzwiach. nie wróżyło to dobrze zmasowanemu atakowi. Mag zawrócił psy i oczekał, aż przeciwnik sam do niego podejdzie. Na otwartej przestrzeni rycerz nie miał zbyt wielkich szans w walce z tyloma przeciwnikami.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Cohen skrzywił się zauważalnie, widząc mknącą ku niemu krwiożerczą sforę. Niejednemu serce by zamarło na taki widok. Paladyn jednak póki co zachowywał spokój. Podczas swych podróży miewał okazje walczyć już z niejednym, nawet groźniejszym od psa stworzeniem. A póki co przewaga ekwipunku i ukształtowania areny była po jego stronie.
Delikatny krok w tył tak, by nie zostać otoczonym i walczyć przez próg. Chwila poświęcona na dobycie miecza - Cohen jak na paladyna przystało zwlekał z dobyciem tego ostatecznego środka do samego końca. Przemoc fizyczna nigdy nie sprawiała mu jakiejś wyjątkowej przyjemności. A przecież tym bardziej, iż psy tylko posłusznie wykonywały polecenie swojego orczego pana.
- To wszystko, na co cię stać?! - krzyknął do oponenta.
Cohen, rzecz jasna, nie czeka na odpowiedź orka. Najzwyczajniej w świecie, gdy tylko psy znajdą się bliżej... zamyka drzwi. A co. Niech ork sam się pofatyguje, by je otworzyć.
Gdyby jednak psy zostały zawrócone, Cohen poświęca pozostały dany mu czas na dobycie tarczy i spokojnie czeka na rozwój wypadków.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:03, w całości zmieniany 1 raz
Ork najwyraźniej w tej walce miał zamiar polegać jedynie na psach. Przynajmniej na razie. Stał bowiem jeno z halabardą w dłoniach przyglądając się rozwojowi sytuacji.
Ten zaś wcale nie przebiegł po jego myśli.
Człowiek miast wybiec na środek komnaty jak zapewne zrobiłby to każdy pospolity ork, cofnął się wyjmując przy tym miecz z pochwy.
Psy zajadle biegły ile sił w łapach, głośne warczenie, szczekanie i ślina bryzgająca na boki. Czy jednak stworzenia te były czemukolwiek winne? One tylko działały pod rozkazami maga, były niczym bezmyślne sługi kogoś o silniejszej woli.
Jednak gdyby się dobrze zastanowić, pod tą samą kategorię można by zakwalifikować nieumarłe oraz żywe sługi nekromantów.
Psy w tym wypadku były po prostu bronią. Orężem, który choć posiadał własny umysł, nie korzystał z niego w sposób umożliwiający 'dogadanie się'.
Wataha zbliżała się coraz bardziej...nagle jednak przez salę przebiegł głośny gwizd. Jego autorem był ork, psy zaś zareagowały nań nagłym zaprzestaniem ataku. Z pewnymi oporami, ruszyły jednak z powrotem do swego pana.
_________________
- Chodź, a się przekonasz! - Odkrzyknął mag do człowieka. W tego typu walce mag mial zdecydowanie większe szanse. W końcu to on miał racje żywnościowe, dzięki którym może przeżyć swojego przeciwnkia... Bo wygląda na to, że obaj nastawili się na przetrwanie.
Z chlabardą w ręku czeka na ruch swojeo przeciwnika.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
'Nie dość, że ork, to jeszcze pyskaty, zaraza by go utłukła...'
Przez twarz paladyna ponownie przebiegł grymas niezadowolenia. Ani mu się uśmiechało przebijać, przez psy, ani specjalnie biegać po całej posiadłości za magiem. Zabij lub zgiń sam... jeszcze kiedyś wpadnie na tego idiotę, który wypowiadał te słowa. Bo najwyraźniej innej drogi nie było. Opcję, by zabarykadować się w pokoju i spokojnie pójść spać w puchowej pościeli po krótkim namyśle paladyn odrzucił.
Trzeba to było zorganizować inaczej.
- Tak długo jak Pan jest ze mną i prowadzi mą rękę, nie obawiam się niczego... - szepnął sam do siebie, nie dbając o to, czy ork go usłyszy.
Nawet jeśli i tak nic nie zrozumie. W końcu to tylko ork.
Stojąc w miejscu nigdzie się nie dojdzie. Uzbrojony w miecz i tarczę, czując w sobie ufną energię z kryształu, Cohen postanawia wreszcie coś zrobić. Póki co pół - marszem, pół - biegiem opuszcza wnękę w drzwiach, kierując swoje kroki ku miejscu tuż przy lewym boku pierwszego, długiego stołu (przy dwóch krzesłach - pomiędzy nimi).
_________________
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:05, w całości zmieniany 1 raz
Walka na szczęście dla ewentualnych widzów nie zmieniła się w konkurs wytrwałości. Cohen z mieczem w jednej dłoni i tarczą w drugiej postanowił stawić czoło przeciwnikowi jak i jego psom.
Ruszył toteż całkiem szybkim krokiem na południe, kończąc marszobieg na końcu pierwszego stołu, po drugiej stronie od orka.
Psy warczały, ujadały, dosłownie rwąc się do walki. Czekały tylko na sygnał, na polecenie wydane przez ich nowego pana.
Paladyn zdawał sobie sprawę z własnych możliwości, wiedział także, iż jeden pies nie jest dlań przeciwnikiem. Czy jednak da sobie radę z całą sforą na dodatek z orkiem, który choć nie zaczynał z żadną widoczną bronią, teraz trzymał przy sobie halabardę?
Zielonoskóry nie był prostym do rozgryzienia przeciwnikiem. W przypadku człowieka czy elfa zazwyczaj bez problemów można rozpoznać iż jest magiem. Tutaj nie było to takie proste. Ork wyglądał na wojownika...jak każdy ork. Może poza tymi ubranymi w jaskrawe pióra oraz z kosturami w dłoniach.
Mag czy też nie mag, póki nie miotał kulami ognia, nie było najgorzej. Póki nie był małym zwinnym jorem, nie było najgorzej. Póki nie był wojownikiem z magicznym mieczem nie było najgorzej.
Naprawdę, na tle ostatnich doświadczeń, ork z wielką halabardą, otoczony stadem psów bojowych wcale nie prezentował się najgorzej. W każdym razie tak się Cohenowi wydawało.
W każdym razie na tyle, by podkute buciory paladyna ponownie zadudniły o posadzkę posiadłości. Cohen i tym razem nie urządza sobie spacerku. Trzymając się południowej strony długiego stołu jadalnego pokonuje z możliwie największą szybkością jak największy dystans. Oczywiście, z racji pancerza, może poruszać się tylko biegiem, nie zaś sprintem, ale ta odległość w zupełności mu wystarcza, do realizacji swoich zamiarów. Jeśli dobrze wymierzył odległość, jaką przed chwilą psy pokonały od swego pana w stronę drzwi, zanim został zawrócone - nawet gdyby ork teraz rzucił je do ataku, powinny się zatrzymać tuż przed paladynem.
A to musiało wystarczyć.
Jednocześnie Cohen zwraca uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, na ile wysoki i gruby jest ów stół? Czy jest dość mocny, by utrzymać jego ciężar i czy da się nań szybko wejść (innymi słowy: czy wejście na stół zabiera całą akcję, czy też można go najzwyczajniej w świecie przebiec, nie tracąc akcji, jak w zwykłym ruchu)? Po drugie zaś, na ile duże i ciężkie są same psy? Czy rozpędzony maksymalnie, zakuty w stal wojownik byłby w stanie pomiędzy stadkiem przebiec, nawet ryzykując obrażenia, czy też może są one wielkie jak słonie i nie da inaczej się ich ominąć, jak przechodząc po ich stygnących truchłach?
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:06, w całości zmieniany 1 raz
- Łaaaaaaaaaagghhryrrrrrrrrrrr...! Wrzasnął ork, odsłaniając swoje potężne zęby. Tym razem było dobrze. niech tylko robaczek się odpowiednio zbliży, a zobaczymy, co z tego wyniknie... War czeka aż Cohen znajdzie się w mniej więcej w połowie odległości pomiędzy stołami a ścianą, po czym razem z psami atakuje.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:06, w całości zmieniany 1 raz
Nie czekając na zbawienie, Cohen postanowił przejść do ataku.
W każdym bądź razie postanowił póki co pobiec w stronę swego napastnika, szybkość jego bowiem nie pozwoliła mu w pokonanie tak wielkiego dystansu w kilka sekund.
Obaj bohaterowie czujni i gotowi na wszystko pilnie obserwowali poczynania tego drugiego. Ork nie wypuścił jeszcze psów, nie przeszedł również do żadnego konstruktywnego działania. Stał jeno z halabardą niczym zielony, przystrojony w szaty posąg. Psy jednak nie były aż tak cierpliwe jak ich pan. Kilka z nich warcząc i ujadając przesunęło się nieco do przodu. Wyraźnie rwały się do walki, zważywszy na fakt, iż ork pokazał im już przeciwnika.
Jak dobrą kontrolę miał nad swymi zwierzakami ich pan? Takie pytanie mogło nasunąć się zarówno jednemu, jak i drugiemu uczestnikowi pojedynku.
Paladyn minął ponad połowę upstrzonego pustymi naczyniami i elementami zastawy stołu. Zgrabnie dosunięte krzesła, prosty, lśniący niemal bielą obrus, srebrne sztućce i kielichy, ceramiczne talerze. Wszystko jakby czekające na podanie posiłku. Być może gdyby walczący pogodzili się i postanowili usiąść spokojnie przy stole, wszystko miast rozlewem krwi skończyłoby się pyszną, sycącą ucztą.
No cóż, ork nie miał nic przeciwko dobremu jedzeniu. Ale jakoś nie widział tu kuchni. Co do kontroli nad psami... Przecież o to chodziło, by zaatakowały przeciwnika. Delikatnie przesunął się w stronę oponenta... Niech tylko odrobinę się zbliży...
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
No tak. Sprinter z niego jak z koziej rzyci waltornia. Nic to. Nic.
Cohen uśmiechnął się podle. Wilczury z tej - bliskiej - perspektywy wyglądały naprawdę groźnie. Jeśli rzucą się na niego całą watahą, z pewnością prędzej czy później obalą go na ziemię. Jeden pies, dwa, czy trzy to żaden problem... ale osiem? Nieprędko pokonają pancerz okrywający ciało... ale jeśli już, zacznie być to naprawdę zmartwieniem.
Miał ochotę zakląć.
Nie zrobił tego, oczywiście.
Póki co miał inne zmartwienie na głowie. Ciekawiło go, czy jego przeciwnik zdaje sobie z niego sprawę?
Biegnąc, miał ochotę wywrzeszczeć coś w stronę orka. Ostatecznie zrezygnował jednak z tego pomysłu. Oszczędzał oddech.
Minimalny, korygujący krok na południe, a poza tym cały czas kontynuuje bieg w stronę orka. Tak... teraz znajdą się dokładnie naprzeciw siebie. Jeśli psy się nie ruszą, oczywista. Gdyby jednak przeciwnik spuścił przedwcześnie wilczury, Cohen ma zamiar - dalej biegnąc - przeskoczyć nad pierwszym z nich, zaś drugiego wyminąć, zasłaniając się tarczą (jeśli trzeba, taranuje kundla). Nie atakuje jednak. Kryształ siły skruszył z myślą o orku... i dotrzyma tej myśli.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-11-03, 20:07, w całości zmieniany 2 razy
Twarde kroki paladyna rozbrzmiewały po sali, gdy zbliżał się on coraz to bardziej do swego oponenta. Gdy zaś znalazł się w połowie drogi od stołu do ściany, ork wydał swą komendę.
Krótkie, acz doskonale dla psów zrozumiałe słowo-rozkaz.
Wystrzeliły niczym z procy biegnąc prosto na bohatera.
Pierwszego postanowił bohater przeskoczyć, zrezygnował jednak z tego zamiaru, gdy zwierze skoczyło ku niemu pierwsze. Miast tego zwinnym o dziwo ruchem uchylił się przed ociekającą śliną paszczą i spiłowanymi pazurami.
To co działo się potem ciężko opisać w sposób jednoznaczny. Psy jeden po drugim starały się rzucić na gardło paladynowi, jeden został wyminięty, inny odrzucony tarczą nim sięgnął swego celu. Część jednak pazurów znalazła ujście w ciele bohatera, jak i jego zbroi. Jeden nawet porządnie zaczepił się na piersi Cohena, ten zdołał go jednak w pędzie zrzucić. Niewiele brakowało by utracił przy tym równowagę, ustał jednak na nogach.
Sytuacja wyraźnie się zaogniła. Cohen jak na razie bez znaczących obrażeń przedarł się przez pierwszy atak sfory, do orka był jednak jeszcze kawałek. Psy zaś wcale nie straciły zapału.
Krótkie 'szlag' przemknęło mu przez głowę, gdy w jednej chwili otoczyło go stado wygłodniałych wilczurów. Za wcześnie. O sekundy za wcześnie. Wcześniej, niż planował, ale i tak później, niż powinno to nastąpić. Ork zamarudził, ale o tym, czy miało się to okazać dla niego zgubne, miały zadecydować następne sekundy.
- Ufhhh... - stęknął Cohen, z trudem wymijając jednego, odpychając drugiego i jednocześnie zrzucając z siebie trzeciego z psów. Łatwo nie było. Ale też i nie spodziewał się niczego innego.
Kąśliwy uśmiech wykwitł na twarzy paladyna. Tu nie było już miejsca na ukryte sztuczki. Nadeszła pora zagrać w otwarte karty.
A plan paladyn miał niezwykle prosty. Już wcześniej zauważył, że psy wcale nie są tak karne, jak, dajmy na to, nieumarli. Psy to, było nie było, żywe istoty. Mogły być szkolone od szczenięcia do zabijania, ale nadal pozostawały tylko psami. Nie są bezwolnymi golemami i wszystko, co nowe, może wywołać u nich strach.
Nie tracąc czasu, dalej w biegu, Cohen aktywował płomienie w mieczu. Specjalnie zwlekał z tą sztuczką do ostatniej możliwej chwili. Liczył, iż nagła emanacja światła i płomieni z jego broni może nie tyle zmusi psy do ucieczki, co chociaż do minimalnego, instynktownego ustąpienia mu z drogi. Każdy normalny, a nawet i zupełnie zdziczały tudzież głodny wilczur by tak postąpił. Chociaż na sekundę, ale jednak. Szkolenie szkoleniem, ale instynkt swoje robi.
Niezależnie jednak od zachowania wilczurów, paladyn - przyciskając tarczą blisko do ciała - wymija stadko, przeciskając się pomiędzy psami, by ruszyć pieszą szarżą w stronę orka, niezależnie, gdzie ów próbowałby się przemieścić. Doskoczyć. Zadać jedno, mordercze cięcie wprost w zielony, beczułkowaty korpus.
Zabić.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Przeciwnikowi widać spieszył się do konfrontacji. Jednak w przeciwieństwie do orka, nie miał sfory pomocników. Zapowiadało się obiecująco. Mag powoli zaczął obchodzić przeciwnika, czekając na jego ruch. Czekał na dogodny moment. jeśli rycerz stanie do walki z psami, mag zamierza podkraść się do niego i dźgnąć go halabardą, jeśli zaś zaatakuje orka, ten zacznie uciekać.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Psy bojowe, istoty szkolone i hodowane jedynie w jednym celu. By zabijać, by przynosić ból, cierpienie i w końcu śmierć każdemu, kto wejdzie w drogę ich panu. Bez emocji, bez zrozumienia, bez sumienia. Narzędzia, które nie miały w sobie zła, tak jak miecz w dłoni czarnego rycerza.
Miecz jednak ma pewną przewagę. Nie czuje strachu.
Płomień spowił oręż Cohena w nagłym rozbłysku światła i ciepła. Warczenie nabrało odcienia skowytu, gdy psy cofnęły się delikatnie do tyłu. Zaskoczone, wystraszone. Zrobiły dokładnie to na co liczył bohater.
Z tarczą przy ciele i mieczem gotowym do zadania jednego, ostatecznego ciosu ruszył prosto na orka.
Ten jednak przewidział zachowanie paladyna i w myślach przygotował już plan na ta okazję. Plan, który jest chyba najczęściej powtarzanym manewrem na polach bitwy. Działanie, które niezależnie od wieku, niezależnie od pochodzenia walczących, uzbrojenia czy jednostek w armii jest najbardziej znanym, najpowszechniejszym i powtarzanym zawsze w taki sam sposób.
Niektórzy zwą go taktycznym odwrotem, inni przegrupowaniem, jeszcze inni wycofaniem się na z góry upatrzone pozycje. Jakby nie zwać tego działania, zawsze pozostanie ono po prostu...ucieczką.
Mag nie mógł jednak biec w stronę przeciwną do Cohena, ruszył zatem pędem na południe.
Szybkość obu była taka sama, Cohen nie był w stanie dotrzeć z szarżą do swego oponenta. Jednakże...zapędził go do rogu. Psy swym ujadaniem dały znać, iż powróciło do nich 'poczucie obowiązku' i teraz starają się dogonić uciekiniera.
Cohen sapnął gniewnie. Od ostatnich trzydziestu sekund właściwie nic nie robił, jeno biegał. Zupełnie nie tak planował spędzić ten dzień. Zupełnie nie tak.
- Nie uciekniesz mi... - warknął cicho zza przyłbicy, zmuszając ciało do jeszcze jednego wysiłku.
Ork znalazł się w takiej pozycji, iż niezależnie od tego, w którą stronę się uda, Cohen zdoła go dopaść. Zdoła, o ile wcześniej na ziemię nie powalą go brytany. Mimo to paladyn skupia całą swoją uwagę tylko na zielonoskórym. Znów piesza szarża w jego stronę. Znów dopaść. Znów wbić w niego ostrze miecza aż po rękojeść.
Ewentualnie poprawić na odlew.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Tak ork znalazł się w pułapce. Jednak miał nadzieję szybko się z niej wydostać. nie mógł uciec, ale mógł ominąć przeciwnika. Ruszył w wystawioną halabardą na przeciwnika, pozorując atak, po czym tuż przed rycerzem skręcił w prawo chcąc obiec przeciwnika...
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ork zapędzony w róg postanowił zmienić strategię. Zresztą...dalsza ucieczka nie była w tej sytuacji i tak możliwa.
Schwycił toteż halabardę mocniej w dłoniach i niczym dziki i dumny przedstawiciel swej rasy ruszył na spotkanie paladynowi. Jednak nie do końca.
Nagła zmiana kierunku zapewne nieco zaskoczyła Cohena i być może dałaby cokolwiek magowi, gdyby człowiek również nie zmienił nagle kierunku swej szarży.
Piesza szarża ma bowiem tą przewagę nad przykładowo konną, iż w każdej chwili można błyskawicznie zmienić jej cel.
Miecz bohatera, wspomagany zarówno płomieniami jak i rozbitym wcześniej kryształem siły posiadał w sobie niewiarygodny potencjał, który tylko czekał na uwolnienie. To nadeszło w niezwykle drastyczny sposób.
Ostrze pozostawiając za sobą smugę rozgrzanego powietrza oraz płomieni pomgnęło prosto...w głowę zielonoskórego. Ten, choć z rasy silnej i wytrwałej, był niestety jej wątłym przedstawicielem, toteż nie miał najmniejszych szans na przeżycie tego trafienia.
Płomienne ostrze przebiło się przez czaszkę, zagłębiając się po całości w mózgu swej ofiary.
Przynajmniej nie można powiedzieć, że War Craftsson zmarł w bolesny sposób. smierć nadeszła szybko i zdecydowanie.
Psy nie miały już okazji dopaść dzielnego paladyna, działo jego bowiem już żegnało się z areną, zmierzając pomiędzy wymiarami do kolejnej.
Walkę wygrywa Cohen awansując tym samym do ćwierćfinałów.
Cohen za zwycięstwo...nie otrzymuje żadnych pktów doświadczenia chyba, że bardzo chce ujemne.
War Craftsson odpada z turnieju.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum