Wysłany: 2008-06-20, 11:03 Co mi los przyniesie - prolog
Wszyscy chcą posiadać władze, wszyscy potęgi pragną, każdy zdobyć ją chce. Jedni dla siebie inni dla wielkich a jeszcze inni dla zemsty, każdy chce władzy każdy ją ma a zdobywając większą tracą swą na wieki.
Co mi los przyniesie
Tarneth przemierzał swe ziemie przedzierając się przez bagna i mokradła dotarł w pobliże ziem ludzkich. Krajobraz z każdym dniem wędrówki zmieniał się, mokradła zaczynały być przeplatane polanami porośniętymi trawą. Drzewa coraz rzadziej porastały pnącza a i wilgotność powietrza zmniejszała się, co było łatwe do zauważenia.
Jaszczur zmierzał gdzieś i nigdzie, szedł tam gdzie go pchał instynkt, dzięki któremu nadal żył i który miał go doprowadzić do zemsty na agresorach którzy zniszczyli jego wioskę.
Dzień był już późny, słońce przebierało się w wieczorną suknię koloru czerwieni gdy jaszczur wyszedł na obecnie często spotykane polany. Łączka w środku lasu była zwyczajna prawie że okrągła o średnicy jakiś trzystu kroków na środku której rosło potężnych rozmiarów drzewo. Kora jego była szara a może wręcz biała odchodziła od pnia wielkimi płatami, a wokół jego ogromnego pnia wiły się także sporej wielkości pnącza.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Tarneth zaciekawił się drzewem, postanowił podejść i spojrzeć na nie bliżej. Stawia pierwsze kroki w kierunku środka polany z myślą - Po jaka kurwa cholere ono tutaj sssstoi , sssprawdze to i pójdę dalej w nieznane.
Tak jaszczury zawsze miały to do siebie że interesowały się czymś po czym odchodziły w nieznane i zapominano o nich, zaś drzewa miały to do siebie że rosły tam gdzie padło nasienie z którego sie rozwijały, niestety to było zbyt trudne do pojęcia dla Tarnetha, który widział wiele drzew ale ani jednego na środku polany. A może to drzewo wyrosło tu po to by gnębić biedny umysł jaszczura, nęcić go, by ten mógł ruszyć później w nieznane.
Nie ważne w sumie jest teraz dla jak szczytnych celów urosło ono tu a nie gdzie indziej fakt faktem że Tarneth mógł dostrzec leżącą pod jego pniem osobę. Z tego co zauważył zbliżając się do drzewa osoba ta nie ruszała się, widać odpoczynek był temu podróżnikowi potrzebny, a może i sen.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Tarneth postawił pierwsze kroki bardzo powoli ostrożnie kładąc łapę na ziemi, jaszczur uspokoił swój oddech i lekko go spowolnił tak by dostosować do stawianych kroków. Bohater wpatrywał się w śpiącą osobę pod drzewem, szukał jakichś ciekawych przedmiotów, czegoś co mogłoby go wzbogacić lub pomóc w określeniu kim jest ta osoba. Po przejściu kilkunastu kroków w stronę nieznajomego, postanowił obejść jego i drzewo, poruszał się bokiem tak by nie stracić z oczu. "Może być groźny, nie wiem skąd mógł ssssię wziąć" wyszeptał do siebie. Właściwie nie wiedział dlaczego mówi sam do siebie. W tym czasie znacznie zbliżył się do nieznajomego. "Co tutaj robiszzz " powoli powiedział Tarneth chcąc wybudzić nieznanego ze snu.
Ostatnio zmieniony przez Tarneth 2008-06-24, 18:40, w całości zmieniany 1 raz
Tarneth idąc w kierunku drzewa nie wiedział czego sie spodziewać po osobie leżącej pod tym wspaniale wyglądającym pomniku natury który rozpiął swe drewniane ramiona nad tym marnym osobnikiem który złożył swe ciało u podstawy jego pnia. Stąd reakcja jaszczura który by sie zabezpieczyć przed agresją tejże postaci chciał uchwycić sztylet pod płaszczem. Z pozoru prozaiczna czynność a ile przez nią problemów. Rozglądając się w różne strony swymi jaszczurczymi oczyma nie zauważył wystającego z ziemi korzenia jakże ciekawiącego go drzewa co spowodowało że ciało jego zachwiało się potykając o ów korzeń. Łapiąc równowagę wyciągnął rękę która trzymała rękojeść sztyletu, który notabene zaczepiła sie o płaszcz powodując że jaszczur całkiem stracił grunt pod nogami i runął jak długi. Ostrze wbiło mu sie w bok wywołując ból który skutkował mimowolnym okrzykiem. Upadające ciało narobiło sporo hałasu jednak nie spowodowało to żadnych istotnych zmian u osoby leżącej pod drzewem. Po chwili jednak postać pod drzewem lekko się poruszyła wydając cichy jęk, po czym znieruchomiała.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Tarneth mimo bólu w w ciele jaki zadał mu sztylet podniósł się. Chwycił za sztylet w jego ciele, wiedział że go to zaboli lecz postanowił go wyciągnąć. Szybkim stanowczym ruchem pociągnął za rękojeść. Towarzyszył przy tej czynności długi syk. Po tym głupim przedstawieniu jaszczur spojrzał na osobę pod drzewem i powiedział " Kim jesssteś, ja jesstem Tarneth, jessstem łowcą..."Wziął głęboki oddech bo czół ból w swoim ciele. "...Wyrusszzzzyłem aby mieć jakieś przygody. Niekoniecznie tak zjebane jak ta..." wskazał na ranę na swoim ciele. "Jeśli nie masz nic przeciwko usiądę i się zabandażuje"
Choć wyruszył w poszukiwaniu przygód znalazł jak na razie polane z drzewem stojącym na środku oraz jak już zdążył zauważyć człowieka leżącego pod tym drzewem. Nie było to wiele choć mogło okazać się aż nadto. Na słowa wypowiedziane przez jaszczura odpowiedź przyszła tylko jedna cichy jęk choć dobrze słyszany przez Tarnetha.
Wyciągnięcie sztyletu okazało się całkiem prostą sprawą, ból co prawda został i przy każdym ruchu się lekko nasilał lecz krwi wypłynęło niewiele.
Tarneth wiedział już z kim ma do czynienia, wiedział że jest to człowiek, raczej nieuzbrojony gdyż nigdzie nie było widać broni. Leżał pojękując, mógł być ranny, choć łowca nigdzie nie widział krwi. Człowiek ubrany był w ubranie ze skóry jelenia, miał długie czarne włosy i brodę tegoż samego koloru, więcej nie widział z tej odległości.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
"Bracie..." Jaszczur nie wiedział dlaczego tak do niego powiedział, może dlatego, że oboje są w jakimś stopniu poszkodowani. "... terazzzz podejdę do ciebie i ssssprawdzę co ci jesssst, i jeśli wykryje coś, to tobie pomogę " Już bardziej stanowczym krokiem Tarneth podszedł do leżącego człowiek i złapał go za bark i udo tak by przekręcić i zobaczyć co mu właściwie się stało. Wciąż uważa aby nie naciskać na swoją ranę tak by go nie bolała zbytnio. "Spokojnie właściwie oboje jesteśmy ranni " powiedział i zasyczał tak jakby się śmiał. Naprawdę nie przypominało to śmiechu lecz zwykły syk węża czy innego gada, lecz dla jaszczurów to był śmiech.
Na słowa Tarnetha człowiek nie zareagował, lecz na jego dotknięcie wstrząsnął nim spazm a w oczach pojawił się strach.
- Nie ... nie dotykaj mnie - wycharczał.
Przyjrzenie sie człowiekowi nie wiele dało, ubranie nie naruszone poza tym że ubrudzone nie wskazywało żadnych śladów walki czy możliwych obrażeń pod nim, lecz tego Tarneth nie wiedział bez ściągnięcia jego ubrania. Zbadanie twarzy poczyniło kilka wniosków, a mianowicie człowiek był wychudzony porośnięty kilkunastodniowym zarostem, oczy wydały się jaszczurowi mętne zaś na na twarzy występowały obszar lekko zsiniałe. Mężczyzna trząsł się sapiąc z zasłoniętych ręką ust.
- Pr pro proszę nie dotykaj mnie!
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
"Dobra nie będę cię lczyć, tylko powiedz kim kurwa jesteś, i wtedy zostawię cię w spokoju" gdy Tarneth mówił podniósł się z gracją jakby był jakimś ważnym panem, i spojrzał już z bliska na drzewo. Postąpił kilka kroków dookoła niego dotknął łapą, a poźniej ją powąchał. "Może to cholerne drzewo coś z nim zrobiło, może zapach ... Ale co mnie to kurwa obchodzi" pomyślał i zaczął z wolna iść w stronę nieznajomego "Jeśli nie chcesz pomocy to ruszam dalej jeśli byś czegoś potrzebował a jeśli będę to miał to z checią ci dam abyś doszedł kurwa do siebie." Spoglądał na nieznajomego.
Ostatnio zmieniony przez pierreau 2008-06-27, 08:51, w całości zmieniany 1 raz
- Sssssprowadź lekarza, błagam - wyrypał człowiek - mam pieniądze, zapłacę - stękał wyciągając sakiewkę która wydawała się dość spora jak na oko Tarentha. - Tylko szybko, nie nie nie mam za dużo czasu.
Chwilowe omdlenie lub śmierć zamknęła usta człowieka. Leżał pod drzewem nie ruszając sie z zaciśniętą ręką na sakiewce.
Jaszczur w tym czasie chodził wokół drzewa dotykając, przyglądając się i wąchając drzewo. Na koniec mógł stwierdzić z zaskoczeniem jedno, to drzewo był najzwyklejszym drzewem. Poza rozmiarami nie różniło się od innych niczym szczególnym.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Jaszczur łakomie spojrzał na woreczek pieniędzy i wystawił swój długi jaszczurzy język "nie zabiorę mu od tak pieniędzy, bo po co chce je dostać od niego za pomoc. Pomyślał Tarneth i ruszył biegiem w stronę ścieżki po której szedł. Stawiał krok za krokiem patrząc przed siebie jego ogon ruszał się z prawej do lewej poruszając płaszcz. "Nigdzie sssssię nie ruszzzaj zaraz wrócę z lekarzzzem" wykrzyczał jaszczur w trakcie swojego biegu.
Jaszczur ruszył w kierunku domniemanej ścieżki, którą jakoby przyszedł lecz szybko obiegłszy polanę nie znalazł żadnej ścieżki, wszędzie las wyglądał podobnie gęsty i wilgotny. I nigdzie jaszczur nie widział miejsca z którego przyszedł.
- Poczekam ale śpiesz się proszę - powiedział człowiek kończąc wybuchem głośnego kaszlu - Cholera - zaklął i jako że nadal widział miotającego się po polanie Tarnetha - masz wodę może? - zapytał.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Tarneth jak idiota zatrzymał się położył plecak na ziemi i sięgnął do plecaka, pogrzebał w nim łapą i wyją dwa bukłaki jeden był z piwem a drugi niestety był pusty, pokręcił głową i wcisnął go z powrotem do plecaka. "Przzzeprassszam nie mam niessstety wody " jego pysk wykrzywił lekki grymas "Lecz mam piwo " zajrzał znów do plecaka "I mam także racje żywnościowe jeśli byś chciał. " Wyjął jedną i położył spokojnie na ziemię. "Wieszzzz przeprasssszam, że sssssię tak kręciłem ale nie wiem dokąd mam pójśśśśśść czy mógłbyśśśśś mi wssssskazać kierunek w którym mam sssssię udać po tego pirdolonego lekarza ??" Spojrzał na leżącego i przykucnął opodal niego razem ze swoim ekwipunkiem .
- Nie mam pojęcia gdzie może być jakiś lekarz. - odparł szeptem - uciekałem dość długo przed tymi krwiożerczymi orkami więc nawet nie wiem gdzie jestem, a co dopiero gdzie może być lekarz - szeptał ciężko człowiek z jakąś rezygnacją w głosie - Wiesz więzili mnie, ale zdołałem im uciec i pewnie obyłoby sie bez pościgu gdybym nie usłyszał o pewnej tajemnicy tamtejszego szamana. Jeśli sprowadzisz lekarza to opowiem Ci o tej tajemnicy, i wierz mi jest tego warta, warta naprawdę wiele - zerknął na jaszczura po czym wyciągnął drżącą rękę w kierunku bukłaka - daj tego piwa - wyszeptał - jeść nie dam rady wiec możesz to zabrać.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Tarneth odebrał racje żywnościowe a podał nieznajomemu bukłak z piwem."KURWA, KURWA, jak znaleźć lekarza , dokąd mam iśśśśść . To wssssyssstko jest jakieśśśś pojebane." myślał tarneth lecz ostatnie słowa nie wiedział czemu wyrwały mu się z ust. "Czy nie mogę ja cię opatrzeć??" zapytał jaszczur '' mam ze sobą bandaże ... " wygadał jaszczur .Jeśli tylko nieznajomy odmówi jego pomocy Tarneth spojrzy na słońce i na drzewo by określić kierunki świata by później udać sie na południe.
- Nie mam ran ciętych, nie krwawię, pocę się i czuje utratę sił, nie mam już nawet ich na tyle by wstać. To na pewno jakaś choroba, lub magia. Możesz mnie zbadać jeśli uważasz że dasz sobie radę z tym, ale ja wątpię. Jeszcze dwa dni temu czułem się wyśmienicie a dziś ledwo mogę podnieść powieki, taki jestem słaby. – zakończył swój wywód człowiek przymykając ze zmęczenia oczy. Leżał tak dość długą chwilę, na tyle długą że jaszczur pomyślał że może człowiek śpi.
Jaszczur przyklęknął przy ciele dokładnie je badając choć nie znał się na tym w ogóle. Dokładne oględziny zakończyły sie na twarzy człowiek. I gdy jaszczur przyglądał się spękanym i nabrzmiałym ustom mężczyzny ten w przypływie kaszlu wypluł z siebie dość dużą porcję ciemnej i gęstej krwi która uderzyła w rozdziawioną ze strachu twarz jaszczura. Część krwi dostała sie do ust wojownika. Nieświadomy niczego przełknął ją.
Człowiek po tym ostrym napadzie kaszlu otworzył oczy które po kilku sekundach zgasły niczym zdmuchnięte świeczki zaś głowa opadła na pierś bez życia.
Tarneth przyglądał sie ciału przez chwilę, wiedział już że mu nie pomoże wiedział że człowiek umarł zabierając swą tajemnicę ze sobą. Czas najwyższy był ruszyć dalej, jednak gdy podniósł się w głowie zakręciło sie tak mocno że aż przysiadł. Po chwili wszystko uspokoiło się i jaszczur już bez kłopotów wstał.
Ruszył przed siebie w dalszą podróż, szedł dobrą godzinę po której musiał odpocząć gdyż czuł się strasznie zmęczony. Ciepło i odrętwienie paraliżowało jego ciało. Gdy usiadł, musiał się położyć, a gdy się już położył już więcej nie wstał. Leżał kilka godzin z każdą chwilą czując się coraz gorzej, czując całkowity brak sił, mięśnie po kolei przestawały go słuchać. Ręce nogi zwieracze wszystko puszczało. Potem pojawił się kaszel wraz z krwią, utraty przytomności a końcu śmierć.
_________________________________________________
Tarneth za sesję otrzymuje 0 punktów doświadczenia.
Sesja zakończona śmiercią bohatera.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum