Wysłany: 2005-10-29, 13:37 Śmierć i Zniszczenie(Kroniki Ylafa - Wprowadzenie)
Ylafa za młodu zawsze fascynowała magia. Podziwiał serpensów, którzy za jej pomocą kontrolowali wichry i przenosili przedmioty. Oczywistym było, że kiedyś pójdzie w ich ślady.
Gdy tylko osiągnął dojrzałość zamieszkał z magiem Rellonem, który przyjął go jako swojego ucznia. Ylaf uważał go za nieco szalonego, jednak podziwiał go gdyż stary Serpens znał się na magii. Po zakończeniu nauk wrócił do rodzinnego domu w niewielkim mieście zwanym Gerhi.
I tu właśnie zaczyna się nasza historia.
"Ylafie mój drogi, mogłbyś przelecieć się do Tartala i kupić trochę soli kamiennej? " był to głos jego matki, ciepły i przyjemny. Odkąd wrócił do domu wiódł spokojne i przyjemne życie. Jego matka i ojciec kochali go i byli z niego bardzo dumni. To życie jednak niecałkiem odpowiadało serpensowi. Było nudne, za spokojne. Wiedział, że daleko z tąd jego bracia walczą z demonami za Królestwo, on natomiast siedział bezczynnie w domu i wiódł spokojne życie.
"Ylafie, czy ty mnie słuchasz ?"
Ylef ockniety z glebokiego zamyslenia przeanalizowal co matka do niego powiedziala i odpowiedzial
- tak tak.. juz lece o odebral od matki pieniadze i polecial po sól
Po drodze zastanawiał się czy by nie uciec na wojne ale z drugiej strony.... Rodzice tak go kochaja ... nie moglby im tego zrobic.
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Dom Ylafa był, tak jak w przypadku większości serpensów, jaskinią wydrązoną w jednej z wielu kamiennych iglic wznoszących sie na tym wielkim pustkowiu, które ta rasa zwała swoim Królestwem. Gerthia była poprostu skupiskiem wielu iglic, w każdej z nich wydrążone było mnóstwo jaskiń.
Ylaf poleciał do jednej z nich, szyld nad nią głosił: Sklep Ogólny Tartala.
W środku pachniało ziołami i przyprawami. Półki były pełne przeróżnych rzeczy przydatnych zarówno w kuchni jak i na placu boju. Za ladą stał ciemnoczerwony serpens. Spojrzał na przybysza przyjaznym wzrokiem i rzekł:
"Ach witaj Ylafie, co podać?"
Ylaf sprawdza ile dostał pieniędzy... kladzie na lade i prosi o sól kamienną za tyle monet.
-dziękuję - odpowiada gdy sprzedawca wrecza mu sól. Po czym wraca do domu ta sama droga. Coraz bardziej jest przekonanay ze musi opuscic to miejsce. Tu jest zbyt nudno... nic sie nie dzieje...
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Ylaf szybował już w stronę swojego domu, gdy jego uwagę przykuło pewne niezwykłe zjawisko. Daleko na horyzoncie pojawiła się ciemna chmura, było to tym dziwniejsze, że w Królestwie serpensów nigdy nie padał deszcz.
bardzo zaciekawiony tym zjawiskie Ylaf poleciał blizej...
zastanawial sie co tez moglo wywolac to zjawisko... Demony?? nie raczej nie...
Mozę potężna magia p[owietrza zagnała chnury w te okolice?? Ylaf stawail sobie coraz to nowe pytania a nie mogąc znalaezc na nie odpowiedzi z tej odleglosci podlecial blizej.
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Chmura zbliżała się i powiększała. Ylaf zauważył kilka punktów lecących do nich stronę od strony chmury. Tak to z pewnościa byli inni serpensi. Chmura jednak napawała go pewnym niewytłumaczalnym niepokojem.
Zauważył, że kilku innych serpensów także wyleciało ze swoich jaskiń aby na własne oczy zobaczyć to niecodzienne zjawisko.
Ylaf coraz bardziej zaciekawiony ale i zaniepokojony podlecial powoli aby przyjzec sie lepiej. Kazdy mag powinien byc ciekawy nowych odkryc. A to zapowiadalo sie na jaedno z nich...
- ciekawe co oni robia... czemu leca w ta stronę??? - mruczal do siebie Ylaf...
postanowil sie przekonac i podlecial blizej ale byl gotowy do gwaltownego zwrotu.
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Ylaf przerazony ta wiadomosci szybko polecial do domu
- Mamo, ojcze demony !!!! - wyecial z domu i pognal oglosic wiesc calej wiosce!!
- Serpensi wstawajcie trzeba bronic miasta!!! - krzyczal przekonany ze to dar od bogow nareszciw walka.. ale przeciez jezeli zawodowi zolnierze uciekaja to co on zrobi zna tylko jeden czar - podmuch
- przeciez to smieszne tyle lat u mistrza zeby nauczyc sie tego banalnego czaru!
ale nie czas na to trzeba zebrac wszystkich - moze razem uda sie nam obronic!
- Ylaf z calej sily krzyczy do nadlatujacych - ile ich jest????
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
"Setki ! Setki bracie, jeśli nie tysiące ! To potworne, nie wiem jakim cudem możemy obronić to miasto !" wykrzyknął jeden z nadlatujących serpensów dolatując do Ylafa.
Serpensi zaczęli sie zbierać, wylatywać z jaskiń. Kilkaset serpensów zebrało się przed miaste. Wszyscy gotowi do walki, gotowi bronić miasta wszelkimi siłami.
Chmura doszła do miasta, zasłoniła słońce i sprowadziła ciemność. Widać już było zbliżającą się armię. Ogromna chmara przeróżnego plugastwa zbliżała się do Gerhii.
Wszyscy serpensi wznieśli się w powietrze, magowie zaczęli rzucać czary ochronne i wspomagające.
Nagle usłyszeli dźwięk rogu. Potworny dźwięk przewiercający się do samego mózgu. Dźwięk który docierał do samego serca pozbawiając walczących wszelkiej nadzieji.
Zaraz po nim rozległa się wrzawa demonów które przystanęły około kilometra przed miastem.
Po chwili rozległ się inny dźwięk, dodający otuchy i przypominający czemu walczą, czego bronią. Był to róg Gerhii, znajdujący się na najwyższej iglicy. Tym razem to serpensi zaryczeli. Byli gotowi.
Demony ruszyły, część nawet wzniosła się w powietrze. Ogromna chmara zalała pole przed miastem.
Ylaf usuną się na dalsza pozycje i rzucil podmuch na najblizszego demona...
- wynik bitwy jest jasny!! Przegramy!! - krzynkna i gdy zosalo juz niewielle serpensow zacza uciekac.
- Nic nieda sie zrobic!!! uciekajcie komu zycie mile!!!!
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Serpensi rzeczywiście gineli jeden po drugim, demonów natomiast wcale nie ubywało. Wszyscy walczyli dzielnie jednak wynik był z góry przesądzony.
W pewnej chwili jednak wokół miasta pojawiła się przezroczysta kopuła spychając demony. Nie mogły się przez nią przebić, natomiast serpensi przechodzili przez nią bez trudności. Była to słynna tarcza obronna Gerhii. Wytwarzana przez największy skarb tego miasta - Kryształ Gerathii. Serpensi zaczęli wiwatować.
"Nie ma się z czego cieszyć. Ochrona długo nie wytrzyma." odezwał się jeden ze starszych magów.
"Jeśli nawet demony nie przedostaną się przez osłonę, to i tak nie wytrzyma ona więcej niż kilka dni. Potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Kilku z was musi lecieć do stolicy i wezwać posiłki. Kto podejmie się tego zadania?"
Ylaf z determinacją podszedł do maga
- ja sie podejme wielki magu.- powiedział i rozglądnął się - są jescze jacyś ochotnicy? - spytał
gdy grupa sie zabrała wrocił po instrukcjie do Maga.
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Zgłosiło się wielu serpensów jednak nie była potrzebna aż tak liczna grupa.
W efekcie uzbierano 10 serpensów pod przewodnictwem Firtona, naczelnego sił zbrojnych miasta. W ów dziesiątce znalazł się też Ylaf.
"Wyruszycie za pół godziny, narazie przygotujcie się do podróży" rzekł mag
To śmieszne - musze isc do stolicy z grupa innych aby powiadomic wladce...
w pojedynke bym sobie lepiej poradzil - pomyslal Ylaf lecz poczekal az wszyscy beda gotowi do drogi po czym wyruszyl razem z nimi po przeciwnej stronie miasta.
- musimy sie przemknac tak aby demony nas nie zauwazyly - powiedzial i zaczal leciec..
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Nagle poczuł szarpnięcie, coś złapało go za ogon i zwaliło na ziemię.
"Chyba zapominasz chłopcze kto tu dowodzi" odpowiedział gniewnym tonem stojący nad nim Firton.
"Niech wszyscy uważnie słuchają, za chwilę magowe rzucą na nas zaklęcie niewidzialności. Dzięki temu przez pewien czas powinniśmy móc lecieć niezauważeni. Jako że demony otoczyły miasto musimy być niezwykle ostrożni i pod żadnym pozorem nie atakować żadnego z nich. Lecimy zwartym szykiem, jeśli któryś z nas padnie reszta leci dalej. Zrozumiano !?"
8 serpensów wydało ryk aprobaty.
"A ty lepiej wykonuj rozkazy i nie kombinuj nic na własną rękę" powiedział zimnym tonem do Ylafa.
10 serpensów została poddana czarowi niewidzialności. Ylaf widział jak jego ciało znika, rozpływa się w powietrzu.
"A teraz lecimy! Czar nie będzie działał długo" krzyknął Firton wznosząc się w powietrze.
Ylaf ciagle wsciekly na Firtona polecial za nim...
jego duma zostala urazona i teraz obmyslal plan jak sie zemscic!
Na razie najwazniejsze jest miasto ale potem....
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Oddział przeleciał przez tarczę ochronną bez żadnych problemów. Wszędzie wokół kręciły się demony, niektóre w powietrzu, inne na ziemi. Serpensi zwinnie wymijali przeciwników brnąc przed siebie.
Nagle jeden z nich trącił demona. Ten obejrzał się i odruchowo zadał cios raniąc ów serpensa w skrzydło. Biedak runął w dół, a jego niewidzialność została rozproszona.
Ylaf ujżał jak jeden z jego kompanów nagle pojawia się spadając w dół prosto na demony.
Wybuchła wrzawa, demony zaczęły latać wposzukiwaniu pozostałych ukrytych. Strzelały strumieniami ognia i atakowały na oślep.
Ylaf zaskoczony juz chcial rzucic sie kompanowi na pomoc ale widzac przwage demonow i przypominajac sobie slowa maga, przemogl sie i zaczal brnac dalej ale juz szybciej..
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
(to nie byly slowa maga tylko Firtona )
Ylaf stara się jak najszybciej wylecieć z chmury walących na oślep demonów.
Widzi jak dwaj kolejni serpensi pojawiają się spadając pionowo w dół.
Nagle oberwał strumieniem ognia, opadł o kilka metrów jednak leciał dalej.
W końcu udało się wylecieć z całej wrzawy.
Ylaf znalazł się poza zasięgiem demonów lecz nie widział nigdzie swoich kompanów (cóż za zaskoczenie, może dlatego że są niewidzialni ^^" ).
W pewnym momencie usłyszał głos w swoim umyśle.
"wielka iglica, wielka iglica, na północ, na północ"
Ylaf kompletnie zdezorientowany szuka polnocy...
Jest znalazl.. szybko leci w tamta strone ale nie jest pewny czy to nie podstep...
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Nagle niewidzialność Ylafa przesytała działać. Na szczęscie był już daleko od hordy demonów.
Jednak usłyszał cichy skrzek pod sobą. Gdy spojrzałw dół, ujrzał 2 demony o skrzydłach niczym nietoperze. Prawdopodobnie byli to zwiadowcy. Popatrzyli po sobie i ruszyli na serpensa wyciągając niewielkie zakrzywione miecze.
Ylaf widzac to nie mogl sie opanowac...
rzucil sie na 1 demona i wbil mu szpony w cialo!!!
był wściekły
- to za moich braci!!! - krzyknał wściekły i zaczal ziac ogniem w strone demona!!!
_________________ Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?
Ylaf zaszarżował na demona, przecinał powietrze szponami mknąc w jego stronę. Przeciwnik zamachnąłsię mieczem jednak nie trafił serpensa. Szpony wbiły się w cielsko demona. Z gardła zwiadowcy wyrwał się skrzek.
Ylaf z sadysfakcją patrzył jak przeciwnik cierpi, jednak nie napatrzył się wystarczająco gdyż od boku wpadł w niego z rozpędu drugi demon. Miecz przebił się przez łuski serpensa i wbił się w bok. Ostry ból przeszył maga.
Cała trójka leciała w dół pod pewnym kątem.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2005-11-03, 14:42, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum