TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2008-06-21, 14:47
Bez skrupułów
Autor Wiadomość
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-04, 11:39   

W tej chwili sytuacja nie wyglądała już tak fatalnie. Na początku walki Nathian nawet zwątpił w siebie na widok czterech zombie, którzy w pełnym biegu nacierali na niego. Teraz jednak szalka zwycięstwa zdecydowanie przeszła na jego stronę. Radził sobie w miarę nie najgorzej, ale uświadomił sobie, że w walce nie liczy się tylko praca mieśni, ale również w dużej mierze mózgu. Dzięki lepszej pozycji poradził sobie prawie bez szwanku. Stwierdził, że podstawy taktyki ma już za sobą.

Tym razem gdy zombie złapał go za tarczę, nie próbował wyrwać jej mu z rąk, jednak naparł całym ciałem do przodu, on za sobą miał martwe cielska poczwar, które sprawiały, że każdy jego krok do tyłu groził przewróceniem się. Poza tym Nathian zaatakował mieczem z prawej strony. Początkowo skrył miecz za tarczą, by po chwili wyprowadzić mordercze cięcie. Celował w brzuch, tak jak nauczył go paladyn. Do tej pory była to skuteczna taktyka, więc miał zamiar ją stosować przeciwko zombie.

Było co raz lepiej, strach powoli mijał, walka z ostatni to tylko czysty obowiązek. Musi jedynie pokonać go bez szwanku. A potem tylko ucinanie łap, o zgrozo...
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-09, 20:42   

Zagranie NAthiana było niezwykle przewrotne. W dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu. Lekko wysunął tarczę przed siebie, pozwalając nieumarłemu swobodnie ją złapać. Zgodnie z planem, paluchy zombie kurczowo zacisnęły się na drewnie. Umarły spiął się, gotów do nagłego szarpnięcia...

...i natychmiast poleciał do tyłu, popchnięty przez wojownika.

Ciała, jakie znajdowały się u jego stóp dopełniły sztuki. Zombie całym ciężarem rymnął do tyłu, tracąc równowagę i wypuszczając z łap tarczę Nathiana.

Leżąc na plecach i bezradnie machając kończynami wyglądał, jak przewrócony żuk. Trochę potrwa, zanim się zbierze, by powstać. "Trochę" to było aż za wiele czasu. Nathian potrzebował go nieporównywalnie mniej.

Miecz dwukrotnie zagłębił się bezlitośnie w brzuchu istoty. Zombie, przybity do posadzki, jak owad przybity szpilką do kartki papieru zawył żałośnie, niespotykanie głośno. Zamamlał rozpaczliwie ustami, siekąc łapami powietrze, starając się wstać, wyjąć z trzewi nienawistny kawał metalu.

Bezskutecznie.

Jeszcze dwie, może trzy sekundy, szamotał się, po czym znieruchomiał. Na dobre.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-09, 20:55   

Ta taktyka okazała się wyjątkowo skuteczna. Prawdę mówiąc Nathian nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń, ale najważniejszy był efekt.

Walka dobiegła końca. Znana mu część podziemi została oczyszczona ze wszelkiego plugastwa, czuł, że będzie miał się czym pochwalić przed Delvertem. Ciekawym opowiadaniem jak i brzęczącym mieszkiem.

Nauczony poprzednimi wpadkami, teraz upewnił się, czy wszyscy nieumarli już się nie podniosą. Nawet wolał nie myśleć co by się stało, gdyby któryś z nich nagle złapał go za szyję, gdy ten będzie się nad nim pochylał.

Po tej czynności ostrożnie zdjął plecak i postawił go przy ścianie, z dala od posoki potworów. Dość, że już raz został zabrudzony i nadaje się do wymiany. Musi mu starczyć chociażby na powrót do kuźni.

Potem podszedł do zombiech i oddał się najgorszej czynności która towarzyszyła zarabianiu monet w ten sposób. Starał się ucinać łapy pewnym, silnym ciosem, aby jak najszybciej skończyć tą odrażającą robotę.

Potem zapakował łapska do plecaka i skierował swe kroki z powrotem do komnaty z nekromantą. Podejrzewał, że to jeszcze bardziej rozjuszy paladyna, ale nie darował by sobie, gdyby Sir Trevor zginął z ręki Rashki.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-13, 22:15   

Nathian chwilę spędził w pełnym napięcia oczekiwaniu. Oddychał ciężko, zmęczony walką. Adrenalina uchodząca teraz z jego organizmu parowała, sprawiając, iż oddech stawał się trudniejszy, a mięśnie sztywne i nieprzyjemnie pulsujące bólem.

Ani jeden zombie nie poruszył się nawet o centymetr. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu, wszystkie zostały unieruchomione dość skutecznie.

Odrąbanie łap nie należało do szczególnie przyjemnych czynności. Szczęściem, Nathian miał pewne doświadczenie o tej operacji. Miecz pewnie cztery razy opadał na łapy nieumarłych, pozbawiając ich dłoni. Tylko przy ostatniej Nathian musiał poprawiać cięcie. Zapakowanie ich do plecaka było tylko formalnością..

zaktualizowano

Nagle, jeden szczegół przykuł uwagę bohatera.

Kula z kryształu górskiego, do tej pory grzecznie leżąca na dnie plecaka, teraz rozjarzyła się wewnętrznym, głęboko czerwonym blaskiem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-14, 15:59   

Po wykonanej pracy Nathian oparł się ciężko o ścianę. To było bardziej męczące niż długo dystansowy bieg. Zamyślił się.

Jak to ciężko jest w dzisiejszych czasach zarobić na utrzymanie w uczciwy sposób. Miało być prawo i sprawiedliwość, a co jest? Żeby utrzymać dom i rodzinę trzeba by było harować cały dzień. Jakoś nigdy nie myślał o swojej drugiej połowie, może to i dobrze? Pewnie żadna nie będzie chciała wyjść za chłopaka, który w każdej chwili może paść pod ciosami jakiegoś ścierwa czającego się w najgorszych zakamarkach miasta.

Gdy już trochę ochłonął spojrzał na plecak. Wcześniej już zauważył jarzącą się kulę, ale nie miał siły, aby się tym interesować i tak nie wiedział do czego ona służy.

Teraz jednak pochylił się zatykając sobie nos żeby nie wąchać łap zombie i wyjął kulkę z torby Obejrzał ją dokładnie. Co mogło znaczyć to dziwne świecenie się? Jak dobrze pamiętał, czegoś takiego wcześniej nie było, dlatego jego ciekawość powiększyła się nieznacznie na widok tego niespotykanego zjawiska.

- No nic, pójdę zobaczyć co z Sir Trevorem - powiedział sam do siebie. - Może po drodze coś mi wpadnie do głowy, co zrobić z tym cudem.

Zarzucił na siebie plecak ostrożnie, tak, aby nie upuścić kulki po czym ruszył raźnym krokiem w kierunku drzwi z których niedawno przyszedł, zostawiając za sobą martwe potwory i strach.

Mimo zmęczenia i smrodu czuł się wyśmienicie. Uśmiechnął się w duchu, zadowolony z wykonanego zadania. Teraz cały grobowiec, do którego mógł wejść był oczyszczony ze zła. To, że kolejne potwory mogą się tutaj pojawić, to jest mu nawet na rękę. Przecież zawsze może tu przyjść po więcej łap.

"- Ciekawe co powiedzą przed bramą na widok mojego łupu. - pomyślał otwierając drzwi."
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-17, 00:10   

Kula była ciężka. Znacznie cięższa, niż zdołał ją Nathian zapamiętać. Do tej pory nie zwracał uwagi na jej wagę, wydawało mu się wręcz, iż niewielka – mieszcząca się w dłoni – kulka nie stanowi dla niego jakiegoś szczególnego balastu. Teraz jednak kula naprawdę "przytyła'. Gaz wewnątrz niej zawarty szalał, jakby w środku przedmiotu szalał niewielki huragan.

Nathian głowę dałby sobie urwać, iż do tej pory gaz ten poruszał się całkiem spokojnie. Teraz jedna wnętrze kuli kipiało wręcz od energii, promieniującej wokoło w formie czerwonego światła.

Kula nagrzewała się lekko. Choć może to tylko takie subiektywne odczucie? Dłoń Nathiana zaczęła się lekko pocić.

Bohater narzucił na plecy plecak i już miał ruszać w drogę powrotną, gdy w pół kroku zatrzymał go zdecydowany, władczy głos.

- Servo, jesteś tam? - męski, niski głos ponad wszelką wątpliwość dobiegał z bliska – Servo, zgłoś się! Dlaczego od dwóch dni milczysz?

Głos dochodził z wnętrza dłoni Nathiana.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-17, 12:46   

Nathian zdziwił się na widok błyskającej kuli. Jak pamiętał, wtedy gdy zabił tego maga, ten przedmiot był lekki, wypełniony był czerwonym pyłem, który cały czas wirował. Teraz najwyraźniej rozpętała się tam jakaś burza.

Chłopak stanął jak wryty słysząc głos dobiegający z kamienia. Co ma teraz zrobić. To na pewno mag, który na niego poluje. Widać komunikowali się za pomocą takiego magicznego urządzenia. Zabił tamtego maga i zabrał mu jego komunikator.

Czuł jak serce kołatało mu w piersi, to bardzo ważna dla niego chwila, co teraz powie może wpłynąć na jego przyszłość. Musi to odpowiednio rozegrać, ale jak?

Pochylił się do kamienia, tylko to mu przyszło do głowy, zatkał usta rękawem i powiedział zmieniając głos :

- Nie mogę teraz rozmawiać, wtedy chłopak mi uciekł, teraz go namierzyłem. Jest w Dorienburgu.

Tyle mógł powiedzieć, bo przypuszczał, że człowiek, z którym rozmawia wie tyle samo.
Przyśpieszył kroku, musi jak najszybciej spotkać się z Sir Trevorem.
Wolał nie mówić gdzie jest dokładnie, bo może się okazać, że nekromanta, który jest za drzwiami pilnowanymi przez Rashkę to właśnie osoba z którą rozmawia. Dlatego narazie zamilkł czekając na odpowiedź maga.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-17, 22:53   

Plan Nathiana był ryzykowny. Nie wiedział właściwie nic ani o osobie, z jaką rozmawia, ani o magu, którego zabił. Nie znał jego rozkazów. Nie znał... nic. Jedyną wskazówkę, jaką posiadał, stanowił kawałek zapisanego listu z enigmatycznymi wskazówkami. Nathian wobec tego blefował. Blef byłby nawet wiarygodny, gdyby nie to, iż Nathian na blefowaniu nie znał się wcale.

- Servo! - głos dobiegający z kamienia zabrzmiał wyjątkowo ostro – Jak to, uciekł? Przecież miał trafić do Dorienburga! Co się z tobą dzieje? Dlaczego jeszcze nie wróciłeś! Przecież powiedziałem wyraźnie...

Głos umilkł nagle, analizując fakty.

- Servo, zabierz ręce z komunikatora – rozkazał tonem nie znoszącym sprzeciwu.

Nathian nie zwrócił na to uwagi wcześniej, ale zaiste – zaciskał palce kurczowo wręcz na kawałku kryształu, zasłaniając go całkowicie. Czyżby w ten sposób mimowolnie blokował wizję?

Sir Trevor w pierwszej chwili uśmiechnął się na widok wkraczającego do sali Nathiana. Na widok towarzysza, czy też może raczej jego twarzy, zaraz spoważniał, mierząc go wzrokiem.

- Co się stało? - szepnał.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-19, 17:06   

Nathian szybko przemyślał wypowiedź maga, obrócił się do Sir Trevora i przytknął palec do ust, dając mu znak żeby ten zachował ciszę. Musi szybko coś wymyślić, tak żeby mag się na niczym nie poznał.

Zebrał się w sobie i przemówił ponownie do kryształu w ten sam sposób, zmieniając głos i zatykając usta rękawem. Za nic w świecie nie miał zamiaru zabierać rąk z tej przeklętej kuli . Starał się mówić z przekonaniem. Do nieznanego maga zwracał się z respektem i bojaźnią. Nathian wnioskował, że ten czarodziej musiał być dla Serva przełożonym dlatego próbował przybrać ton głosu uniżonego sługi.

- Nie mogę teraz rozmawiać! - syknął - dzieciak lepiej władał bronią niż myślałem panie, zostałem ciężko ranny, wydaje mi się, że straciłem częściowo pamięć, całe szczęście, że nie zabrał komunikatora, teraz go namierzyłem. Zgłoszę się potem, panie. Błagam cię, wybacz mi moje niepowodzenie!

To mówiąc wcisnął szybko komunikator do torby. Nie wiedział czy to starczy żeby zagłuszyć rozmowę i czy ten przedmiot wyłączył się całkowicie. Miał nadzieję, że nie da się przez to jakoś namierzyć jego pozycji bo może się okazać, że ta kula może stać się dla niego zgubna. Postanowił, że bezzwłocznie uda się do kowala, tam czuł się bezpiecznie.

- Nie mówiłem ci o mojej przeszłości Sir Trevorze - szepnął podchodząc bliżej do paladyna. - To magowie zabili moich rodziców i teraz szukają mnie. Udało mi śię pokonać jednego z nich zaraz po tym jak dojechałem do zgliszcz domu. Znalazłem przy nim tą kulę. Widać, ci czarodzieje używają jej jako komunikatora. Nie wiem co mam robić. Nie dam rady sam wystąpić przeciwko całej grupie czy ilu ich tam jest, magów. Zastanawiałem się nad ucieczką z miasta, ale to nie takie proste. Potrzebuję pieniędzy, dlatego tu jestem.

Nathian położył plecak na ziemi i rozejrzał się po komnacie.

- Co do pomieszczenia za mną, to zabiłem zombie, które tam były. Cztery łapy to już co najmniej dziesięć monet. - uśmiechnął się - wymyśliłeś coś co zrobić z Rashką?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-20, 21:49   

Gdy tylko Nathian skończył mówić, głos z kulki warknął złowróżbnie tonem nie znoszącym sprzeciwu.

- Chcę cię widzieć w ciągu sześciu godzin, Servo...

Po czym kulka zamigotała jasno po raz ostatni i zgasła. Jej wnętrze ponownie stało się spokojnie falującą chmurą gazu w niczym nie przypominającą niedawnego huraganu kolorów.

Na moment w komnacie zapadła cisza. Czyżby mag uwierzył w blef bohatera? A może również blefował, chcąc uśpić czujność Nathiana? Tego wojownik wiedzieć nie mógł. Mimo to sytuacja stała się na tyle ciekawa, by wzbudzić u młodzieńca żywsze bicie serca.

Sir Trevor skrzywił się wyraźnie.

- O ile dobrze pamiętam, wspominałeś mi o swoim problemie z magami zaraz po tym, gdy zabiłeś tego tutaj - podbródkiem wskazał leżące pod ścianą truchło maga - mimo to widzę, iż problemy cię nie opuszczają. Jakieś kłopoty z zombie miałeś? Dziwne, że nie słyszałem odgłosów walki... z pewnością przybyłbym ci na pomoc.

Paladyn westchnął, zerkając podejrzliwie na towarzysza.

- Nie sądziłem, że wrócisz - rzekł szczerze - planowałem właśnie spróbować swych sił w walce z demonem. Nic innego do głowy mi nie przychodzi. Nie wiem, co może być "kluczem" dla tych plugawców... - dodał ze smutkiem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-21, 17:15   

- Przepraszam, głowę mam zaprzątniętą najróżniejszymi sprawami. Tak się przejąłem tym dziwnym zdarzeniem, że całkiem zapomniałem o tym, że mówiłem ci już o moim problemie.
Za pomocą tej kuli, magowie z dziwnej szajki, która na mnie poluje komunikuje się. Boję się, że mogą mnie za jej pomocą wytropić. Wiem również to, że być może uda mi się w jakiś sposób wywabić magów ze swej kryjówki.

Nathian zastanowił się chwilę. Za sześć godzin mag spróbuje się z nim skontaktować ponownie. Może albo udać śmierć i po prostu nie odpowiadać lub spróbować w jakiś sposób oszukać maga.

Nagle dotarły do niego słowa Sir Trevora

- Oszalałeś! Przecież sam nie pokonasz tego potwora! Jest zbyt potężny! Jeśli już koniecznie chcesz się tam dostać to musimy poszukać tego klucza. - nagle wpadła Nathianowi do głowy genialna myśl - Paladynie! A jeśli ten nekromanta, który kryje się za drzwiami, jest w jakiś sposób powiązany z magami, którzy mnie poszukują? W takim układzie klucz mam w plecaku! Chodźmy czym prędzej do Rashki! - zawołał z entuzjazmem i ruszył z entuzjazmem w stronę drzwi prowadzących do strażnika.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-21, 23:27   

Paladyn uśmiechnął się lekko, jak gdyby nic sobie nie robił z zakłopotania Nathiana i próbował mu powiedzieć "nie przejmuj się, każdemu może zdarzyć się taka pomyłka". W tym czasie Nathian kombinował. Z każdą chwilą dowiadywał się coraz więcej o swojej sytuacji, podczas gdy pojawiały się również kolejne pytania. Na szczęście, liczba możliwości, jakie się przed nim otwierały również rosła.

- Klucz? - nieco tępo powtórzył Trevor, lecz Nathian już znajdował się w pół drogi do komnaty z Rashką.

Czyżby rozwiązanie problemu miało okazać się takie proste?

- Wróciliście - spokojnym, głębokim, kocim tembrem odezwał się demon.

Wyglądał dokładnie tak, jak wojownik zdołał go zapamiętać. Stał teraz, lekko pochylony do przodu, z rękoma skrzyżowanymi na piersi, jak gdyby wyczekując tego, co śmiertelnicy mają mu do powiedzenia.



Pytanie pozostawało, co stanie się za moment.

_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-22, 10:09   

Nathian powoli kroczył przez salę w kierunku Rashki, zatrzymał się przed nim i powiedział :

- Wydaje mi się, że odnalazłem klucz, który pozwoli nam przejść przez te drzwi.

Mimo tego, że chłopak wolał trzymać się od tej komnaty jak najdalej, bo bał się starcia z jakimkolwiek magiem, to teraz był tak podniecony swym odkryciem, że nie zważał na strach. Był prawie pewien, że to się uda.

Przecież to świetna kryjówka dla nekromanty. Na cmentarzu, otoczony swoimi sługusami może w spokoju pracować, bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie tu przyłaził.

Nathian powoli zdjął plecak, kątem oka obserwując demona. Wyjął z niego magiczną kulę - komunikator i pokazał Rashce.

- Czy to jest klucz do tego pomieszczenia?

Czuł jak serce bije mu w środku, a czas jakby nagle spowolnił tempo. Liczyła się teraz tylko odpowiedź potwora.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-23, 21:02   

Głębokie, kocie oczy demona spoczęły na trzymanej przez bohatera kuli. Na moment po zadaniu pytania zwęziły się nagle, jakby stanowiąc wstęp do ataku. Ten na szczęście nie nastąpił.

- Servo - rzekł spokojnie Rashka - transfiguracja, drugi krąg, ostatnia misja, zwiad terenowy wokół Dorienburga. Nie pytam cię, śmiertelniku, skąd to masz. Tak, jest to klucz. Mam przepuszczać każdego z kluczem nawet, jeśli klucz do niego nie należy.

Rashka przestąpił z nogi na nogę. Ogon bestii poruszał się miarowo to w lewo to w prawo.

- Możesz przejść. Czy twój towarzysz ma klucz?

Sir Trevor westchnął głośno.

- Słucham? - powtórzył bezmyślnie - Nie mogę przejść? Ale... dlaczego?

Paladyn zdawał się być bardzo zaskoczony. Ale cóż, innego komunikatora nie było nigdzie w pobliżu. A próba przekonywania demona do swoich racji mogła skończyć się różnie, choć bezcelowa z pewnością też nie była.

Mimo to droga do drzwi za demonem nagle stała się prostą i przyjemną.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-23, 21:14   

Nathian był bardzo podniecony, to, że udało mu się rozwikłać zagadkę. Wprawiło go to, w stan euforii. Zapomniał o bólu i zmęczeniu. Pomyślał o swoich rodzicach. Czy byliby z niego dumni, że planuje się zemścić na ich oprawcach? Wychowywali go w miłości i cieple, zawsze uczyli, że należy przebaczać. Ale za taki czyn nie da się przebaczyć. Nie za to co mu zrobili. Widok łuny nad własnym domem będzie go gnębił jeszcze przez wiele lat.

Z rozmyślań rozbudził go głos Rashki.

- Jak to? Ten oto paladyn jest ze mną. Dlaczego nie może przejść? - ostrożnie zapytał się. Wolał nie naciskać na demona, bo nie wiedział do czego jest zdolny. Wydawał się na opanowanego jednak na widok kuli widać było, że nie był zadowolony.

Dziwne, na początku mówił, że dobrze widzieć kogoś kto jest przeciwko zombie, a teraz nagle zmienia nastrój, gdy ma przepuścić ich do źródła zła, które panuje na tym cmentarzysku.

Bez paladyna przejście przez drzwi nie było już takie proste. Lepiej, żeby udało mu się jakoś przekonać demona, aby wpuścił do środka Sir Trevora. Samotna walka z magiem może być wyjątkowo niebezpieczna.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-23, 21:21   

Rashka niewątpliwie nie był zwolennikiem nieumarłych i nekromantyzmu. Niemniej jednak, miał za zadanie pilnować drzwi. Skoro zaś Nathian posiadał klucz, który nie należał do niego, należało się domyślać, iż wszedł w jego posiadanie "po trupie" jego poprzedniego właściciela.

To aż nadto, by demon miał prawo stać się zaniepokojony.

- Każda osoba - rzekł mrukliwie, swoim kocim głosem - każda osoba przechodząca przez drzwi, musi być do tego upoważniona. Każda musi okazać mi klucz. Nie ma innego sposobu. I proszę..

Oczy demona ponownie zwęziły się niebezpiecznie. Nathian kątem oka dostrzegł, jak dłoń Trevora zmierza powoli w stronę rękojeści miecza.

- ..proszę, nie zmuszaj mnie do użycia siły, śmiertelniu - dokończył spokojnie - nie mam intencji zabijać cię bez powodu.

Paladyn oddychał głośno, z trudem panując nad emocjami.

- Nathian... ja tu nie zostanę! - wypalił - Masz tam iść sam? Nigdy! Pójdę z tobą! - rzekł pewnie.

Choć nie ulegało wątpliwości, że wspólne siły bohaterów w walce z demonem nie będą wyrównane.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-24, 09:23   

Nathian zrozumiał, że kulka, którą nosi przy sobie jest osobistym identyfikatorem każdego z członków tej bandy. Dlatego wcale go nie dziwiło zachowanie Rashki. Mimo tego, że nie był po stronie zombie i innego cmentarnego ścierwa, to miał prawo być zaniepokojony. Widać żaden mag dobrowolnie nie odda tej kuli.

- Dobrze, skoro więc nie chce przepuścić nas obu, pójdę tam sam. Już niedługo nie będziesz tutaj potrzebny demonie. Nie będzie kogo pilnować - powiedział pewnie, aby dodać sobie odwagi, bo w głębi serca bardzo się bał konfrontacji z magiem. Kilkoma czarami potrafili spalić całą farmę, tak więc siedemnastoletni chłopak nie powinien sprawić im żadnego problemu.

Bał się dodatkowo o Sir Trevora. Paladyn miał wielkie ambicje, które niestety przytłumiły jego zdrowy rozsądek. Nie mieliby szans w walce z tak potężnym demonem. Nie znał się na demonologii, ale już samo to, że do jego przywołania wykorzystano życie ludzkie wprawiało go o dreszcze. Mimowolnie nasunął mu się obraz komnaty z "kielichem". Zebrało mu się na mdłości.

Podszedł powoli do paladyna. Gdy był tuż przy nim położył mu dłoń na ramieniu i szepnął, starając się go uspokoić :

- Sir Trevorze. Po co mamy walczyć z demonem skoro mogę tam wejść sam i rozprawić się z "problemem". Zabiłem już dwóch magów, dlaczego mam nie dać rady temu? - sam w duchu wiedział dobrze, że nekromanta to był tylko adept. A tamten mag przy zgliszczach jego domu był zbyt pewny siebie. - Proszę cię, zostań tutaj. Przecież wiesz, że demon to nie jest przeciwnik dla nas. Ciesz się z tego, że do tej pory cię nie zaatakował. Wrócę obiecuję.

Odwrócił się do Rashki, spojrzał mu w oczy i wszedł przez drzwi, które jeszcze niedawno pilnował ten demon.

Był bardzo zdeterminowany. Choć nie pewny siebie. Nie chciał zawieźć swoich rodziców oraz Sir Trevora. Żałował, że nie ma do kogo się modlić. Bo w tej chwili modlitwa by go uspokoiła.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-24, 10:11   

Palayn wyglądał na bardzo wzburzonego. Nathian wręcz widział, jaka walka rozgrywała się właśnie w jego wnętrzu. Kazano mu zostać w momencie, gdy był najbardziej potrzebny. Jego honor rycerza Aesira żadną miarą nie był w stanie tego znieść. Tym bardziej, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo wymagającym przeciwnikiem mógł okazać się Rashka.

- Nathian.. - rzekł wreszcie z trudem - ..nie zamykaj za sobą drzwi. Chcę wszystko widzieć. Gdyby coś się stało, krzycz. Ja przybiegnę, nawet jeśli po trupie tego demona.

Rashka stał nadal spokojnie, jakby to nie o nim była mowa.

- Gdyby coś poszło źle.. nie heroizuj, tylko uciekaj. Będę tu na ciebie czekał.

Wojownik doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele energii kosztowała sir Trevora ta decyzja.

W następnej chwili już kierował swe kroki w stronę drzwi. Na chwilę, gdy przechodził obok demona, jego serce zamarło. A co, gdyby Rashka kłamał? Gdyby kula nie była kluczem? Co, jeśli przechodząc tuż obok usłyszy tylko świst przecinającego powietrze sejmitaru? Nic się nie stało.

Drzwi ustąpiły bez problemu.

Oczom Nathiana ukazała się większa od poprzednich sala. Miała ona 17 metrów długości i kształt z grubsza przypominający odwrócony migdał. Po jej obu bokach stały cztery sarkofagi, po dwa na ścianę. Było tu dość jasno. Światło gwarantowały zielone świeczniki, stojące na wysokich słupach, dwa tuż przy Nathianie, dwa tuż przy przeciwległej ścianie. Każdy krok wojownika odbijał się zwielokrotnionym echem na kamiennej posadzce.

Tym, co interesowało bohatera najbardziej było jednak umieszczone po drugiej stronie komnaty.

Przy przeciwległej, najbardziej oddalonej od bohatera ścianie stał pojedynczy osobnik ubrany w długą, obszerną szatę. Stał on odwrócony plecami do bohatera, badając uważnie ścianę. W ręku trzymał długi kij, który równie dobrze mógł być magiczną laską, co podróżnym kosturem. Na niewielkim stole tuż przy nim leżał cały zestaw przedmiotów i komponentów, których przeznaczenie pozostawało dla Nathiana zagadką.



- Tak, bracie? - zapytał, nie odwracając się - Tak sądziłem, że ktoś znalazł się w krypcie. Słyszałem hałasy na górze. Mam nadzieję, że mój uczeń nie sprawił ci kłopotów? Bywa nerwowy...

Zaiste, nie sprawił kłopotów.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-24, 11:14   

Nathian bardzo sobie cenił poświęcenie paladyna. Nie rozumiał jednak, dlaczego tak ważny jest dla niego honor właśnie w tej chwili. Przecież to była sprawa Nathiana, a że przy okazji będzie miał chociaż szansę, aby wyzwolić miasto od plugawych zombie to już inna sprawa.

Przez chwilę, gdy przechodził obok demona poczuł strach. W pewnym momencie już chciał wyjmować broń. Ten potwór musiał być wyjątkowo potężny, sama jego obecność sprawiła, że jego ciało pokryła gęsia skórka.

Przeszedł przez drzwi nie zamykając je za sobą, wiedział, że sir Trevor zaraz zobaczy to co on, dlatego nakazał mu ciszę przytykając palec do ust. To był nekromanta, o którym mówił paladyn. Widać nie rozpoznał Nathiana dlatego chłopak postarał się to wykorzystać jak najlepiej umie. Stwierdził, że nie warto już blefować, bo zwielokrotnione echo od razu zdradzi to, że to wcale nie Servo zawitał do krypty.

Powolnym ciężkim krokiem zbliżał się do maga. Planował już w duchu to, jak potoczy się walka. Widział już dobre schronienie za sarkofagami, gdzie nie dosięgnie go większość z jego czarów.

Zbliżył się gdzieś do połowy komnaty, tak żeby po swojej prawej i lewej stronie mieć te trumny i przemówił do maga, nawet nie starając się zmieniać głosu :

- Faktycznie, był nerwowy, ale nie sprawił problemów. - gdyby nie to, że tak bardzo się bał, miał ochotę się zaśmiać.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-26, 00:22   

Echo kolejnych kroków Nathiana nie było co prawda aż tak teatralnie i dramatycznie doniosłe, lecz wystarczająco głośne, by być zauważalne i by wywołać choć szczątkowy efekt budowania napięcia. Trwało to przynajmniej dopóty, dopóki bohater nie zatrzymał się, w połowie drogi do nekromanty, dokładnie pomiędzy sarkofagami.

Na dźwięk głosu Nathiana, postać w szacie drgnęła zauważalnie. Mimo to nie odwróciła się.

- Ty... - rzekła, ale ciszej, głosem wyraźnie zmienionym, drgającym od emocji - ...mogłem się spodziewać. Servo nie odpowiadał od kilku dni. Zaczynaliśmy się już martwić.

Dziwny, nerwowy chichot wydobył się spod kaptura maga.

- Mogę wiedzieć, jak zginął? - rzekł - Pytam... z zawodowej ciekawości, że tak powiem... jak mnie tu znalazłeś? Co tobą kierowało, Nathianie?

Ostatnie pytanie wibrowało w zatęchłym powietrzu krypty jak natrętny komar.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-26, 14:50   

Nathian powoli zaczął się martwić dodatkowo. Dlaczego magik nie odwrócił się? Może właśnie szykował niepostrzeżenie jakieś śmiercionośne zaklęcie, którym niespodziewanie ma zamiar zabić go? Starając się nie zrobić żadnego hałasu nieznacznie zbliżył się w kierunku sarkofagu po jego lewej stronie. Czuł strach, jednak doszedł już za daleko żeby teraz się poddać i uciec. Gdy szedł, czuł po nogach jak bardzo się boi. Drżały i były jak z waty. Na twarzy wystąpił mu pot.

Nie wiedział czy nekromanta też się boi, czy drżenie w jego głosie nastąpiło z powodu podniecenia lub czegoś innego. Ale ten jego chichot sprawił, że Nathiana przeszły paskudne dreszcze. Przypomniał mu się widok płonącego rodzinnego domu. I już wiedział, jaka będzie jego odpowiedź. Ponownie nawiedziła go rządza mordu. Jego głos był zimny jak stal :

- Servo umierał w męczarniach. Zlekceważył mnie i spotkał go za to ból. Był zbyt pewny siebie.

W tym zdaniu zawarł jednocześnie przestrogę dla magika. Nie wiedział jak jest potężny ten dziwny nekromanta, ale był bardzo pewny swego. Nathian znał się jedynie co nieco na podstawowych czarach(Magia Nowicjusz).

- Przyszedłem tutaj, aby się zemścić. Za to co mi zrobiłeś potworze. Za moich rodziców, pragnę zemsty, zemsty bez skrupułów.

Czuł, że teraz właśnie jest kulminacyjny punkt jego walki z nieznaną szajką.

Korzystając z tego, że mag był odwrócony do niego plecami, spojrzał się przez ramię, czy czasem Sir Trevor nie próbuje czegoś głupiego.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-27, 10:51   

Kolejny, cichy chichot wydobył się zza kaptura tajemniczego maga. Chichot ten przywodził na myśl małego, złośliwego goblina, śmiejącego się z cudzego nieszczęścia lub dobrze splecionego figla.

- W sumie to należało mu się - krótko skwitował wieść o śmierci Servo - strasznie arogancki z niego bufon.

Chuda, koścista, zakończona rozciapierzonymi, szponiastymi paluchami dłoń dotknęła chropowatej powierzchni ściany krypty i zaczęła wodzić opuszkami palców wzdłuż jej krańców.

- Umarł w męczarniach? Przybyłeś się mścić? Znakomicie, mój drogi... sęk w tym, czy naprawdę sądzisz, że miałem z tym coś wspólnego? A może chęć zemsty każe ci zabijać wszystkich magów? - zapytał dość retorycznie mag - Nawiasem mówiąc, naprawdę sądzisz, iż jesteś w stanie mnie pokonać? Przywołałem Rashkę, a uwierz mi, iż nie jest to takie byle co. Wierzysz, iż dasz radę mnie zabić?

Kolejny chichot.

- Gdybym tylko chciał, już dawno byłbyś martwy. Ot tak.`
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-27, 11:19   

Nathian wiedział, że nie ma z magiem najmniejszych szans. Musiał by mieć magiczny ekwipunek, który bronił by go przed czarami przeciwnika. Byle mag nie przyzwał by tak potęznego demona jak Rashka. Mimo to nie zamierzał nigdzie iść. Chciał dokończyć całą tą sprawę. Nawet jeśli ma tutaj polec.

- W takim razie kto i dlaczego. Kto i dlaczego zrujnował moje życie, które do tąd było tak spokojne i piękne. Ty pewnie nigdy nie miałeś nikogo bliskiego plugawcze. Nie wiesz jak to jest, stracić rodziców, bo inaczej nie byłybś taki zimny. W życiu nie liczy się tylko władza i potęga. - czuł jak cały gotuje się ze złości. Miał wielką chęć wbić miecz w jego ciało.

- Nie sądzę, że nie masz z tym nic wspólnego, bo inaczej Rashka nie przepuścił by mnie. Pokazałem mu kryształ, który miał Servo. Więc musisz być z tym w jakiś sposób połączony.

Nathian aż dyszał ze złości. Był jak mucha, która chce za wszelką cenę wylecieć z pomieszczenia, ale nie pozwala jej na to szyba.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-27, 13:34   

Mag machnął ręką lekceważąco.

- Oczywiście, że tak! - prychnął, odwracając się - Rashka przepuścił cię, gdyż pokazałeś mu komunikator. Ja również posiadam taki. Każdy liczący się mag należący do Bractwa ma.

Był stary. Był stary, chudy, kościsty i lekko zgarbiony. Jego twarz, zmarszczona i skurczona, jak suszona śliwka była odpychająca. Cerę miał niezdrową i suchą, cienką jak pergamin. Ręce zakończone długimi i szponiastymi palcami. Jedno ucho niekształtnie wykrzywione. Mimo to z jego całej mizernej postury biła trudna do wytłumaczenia pewność siebie i... siła. Siła, która niosła ze sobą strach i zagrożenie.

Teraz dopiero dało się zauważyć, iż trzymany przez niego kostur jest zakończony zielonym klejnotem.



- Mówiąc, iż nie mam nic wspólnego ze śmiercią twoich bliskich miałem na myśli raczej to, iż nie brałem udziału w masakrze ani nie wydałem rozkazu do jej wykonania. Ale owszem, podobnie jak wielu moich braci czekałem na spotkanie z tobą, Nathianie...

Lekko zachichotał, wykrzywiając się i pokazując swe - o dziwo - równe zęby.

- Bardzo, bardzo żałujemy, iż Servo rozkazał podpalić farmę i zabić Merrika. Jego rozkaz zdobycia cię brzmiał zupełnie inaczej. To miało odbyć się po cichu... niestety, Servo zrobił coś zupełnie innego. Cieszy mnie, że się nim zająłeś, Nathianie.

Westchnął, teatralnie rozkładając ręce.

- Chcieliśmy nakłonić cię do współpracy zupełnie inaczej. Tymczasem teraz nas nienawidzisz i chcesz pomordować, a my nadal potrzebujemy ciebie i twoich zdolności... nie widzę tu możliwości kompromisu, a ty?

Słowa maga zabrzmiały strasznie enigmatycznie... i groźnie.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-29, 15:40   

Nathian uspokoił się trochę, na słowa maga. Widział, że nikomu z nich nie należy ufać, jednak to, że wyparł się Serva i tego, że nie był za zabójstwem jego rodziców nieznacznie ociepliło stosunek chłopaka do niego.

- Jaką mam pewność, że nie próbujesz jakiś swoich sztuczek. Jednak mimo wszystko mówisz ze sporym przekonaniem, poza tym sprzyja ci kilka wydarzeń od tamtej nocy. Między innymi to, że w komunikatorze mówiłeś z wielkim przekonaniem. Naprawdę Servo musiał cię zawieść.

Nathian zerknął do tyłu szukając Sir Trevora. Szukał kompromisu z magiem, bo taka walka nie ma żadnego sensu. Zginąłby w przeciągu kilku sekund.

- Jakie ja niby ja moce mogę posiadać. O magii znam podstawy, niby czemu ja jestem dla was taki ważny, że posuneliście się aż do takich radykalnych środków - Nathian gorzko przełknął ślinę - Nie sądzę, żebym się na coś w ogóle wam przydał. Chyba pomyliliście osoby.

Chłopak starał zyskać na czasie, nie wiedział jeszcze po co, ale się starał. Być może to go uratuje. Choć i tak czuł, że nie wyjdzie z tego pomieszczenia. Przynajmniej jako wolny człowiek.
_________________
Oo
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group