TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: pierreau
2009-02-26, 12:29
Zakręty losu
Autor Wiadomość
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-04, 14:21   Zakręty losu

„Ufaj tylko sobie, bierz za wszystko zapłatę, a pięknych rzeczy się wystrzegaj, one zawsze przynoszą ból.”
Słowa starca skierowane do młodzieńca wyruszającego w świat.



Zakręty losu




Haliera miasto królestwa ludzi leżące na jego granicy z terenami niezależnymi. Miasto złocone pustynnym słońcem. Budynki o prostej architekturze której głównym akcentem jest system zabezpieczeń przeciw piaskom nawiewanym zza murów, gdzie rozciągało się morze, złote suche morze z wydętymi niczym fale wydmami. Piasek atakował miasto przez cały czas, a od czasu do czasu z furią wpadał na rozszalałych wietrznych rumakach gryząc i tnąc wszystko co stanęło mu na drodze. A gdy odchodził zostawiał w mieście zasypane ulice, podsypane domy i cisze, a niekiedy także ciało mieszkańca który lekkomyślnie wyszedł tej armii na spotkanie.
Jednakże zazwyczaj w mieście było spokojnie, piasek a jakże był wszędzie obecny nie stanowił jednak zagrożenia co najwyżej niedogodność z którą mieszkańcy nauczyli się żyć. Za dnia upał w nocy ziąb i tak przez cały rok, jednostajny rytm kierujący życiem mieszkańców tego miasta. Na ulicach panował festiwal kolorów, noszone przez mieszkańców ubrania były zwiewne i kolorowe jednakże wszystkie były jasne, nikt nie chciał narażać się na spojrzenie słońca. Między mieszkańcami widać dokładnie było wojskowych. Wielu żołnierzy znajdowało się obecnie w tym mieście, a to ze względu na częste ataki orków. Nie stanowiły one jakiegoś ogromnego zagrożenia dla miasta jednakże były na pewno jego utrapieniem, a także zagrożeniem dla handlu który był chyba najważniejszą gałęzią gospodarki Haliery.
W tym właśnie mieście urodził się i przetrwał swe młodzieńcze lata Chatil. Wychowała go ulica i choć korzenie jego były szlacheckie to natura pospolita. Przemierzał on miasto w poszukiwaniu łatwego zarobku, był pospolitym rzezimieszkiem który chciał poprawić swój byt choćby na jeden dzień, gdyż nauka płynąca z ulicy mówiła że nie ma co zaprzątać sobie głowy dalekosiężnymi planami.
Szedł główną ulicą mijając karczmy, sklepy i domy. Wymijał ludzi z łatwością i jakby od niechcenia choć dziś było ich wyjątkowo dużo na ulicy. Podobno dziś przybyła do miasta karawana ze stolicy królestwa, a jak powszechnie wiadomo to właśnie karawany przywoziły wiele rzeczy które można było zdobyć. Broń, ubrania, klejnoty, żywność czy informacje, wszystko to mogło interesować i nęcić statystycznego mieszkańca Haliery, a wszystko to można było znaleźć na placu targowym.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-05, 17:36   

Wychowanek ludzi ulicy czuł się na swoim miejscu w takim tłumie jak ten. Zresztą można było to zauważyć dzięki jego płynności w wymijaniu dużego tłumu. Przychodziło mu to z łatwością. Był zwinny i szczupły co dawało mu możliwość wciśnięcia się w każdą lukę pomiędzy przechodniami.
Podobno było tak tłoczno gdyż do miasta przyjechała karawana, z bronią ubraniami i kosztownościami. Była to szansa zarobku nie tylko dla kupców, a też dla złodziei. W szczególności złodziei. Przecież czy jest coś trudnego zabójstwie w tłumie ludzi i szybkie zwinięcie sakwy denata? Może i tak ale nie dla Chatila. Ważne było że złodziej był teraz w drodze na targowisko i miał broń. Trzeba było to wykorzystać. Ruszył w stronę placu targowego.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-05, 18:22   

Tłum gęstniał z każdym krokiem zbliżającym człowieka do placu targowego. Z każdym też krokiem pomysły rodzące się w głowie Chatila napływały nieprzerwanym strumieniem. Kradzież, zabójstwo wszystko to było osiągalne, tylko czy stać na nie było właśnie tego młodego rzezimieszka? To było pytanie które musiał zadać sobie on sam. Na razie wiedziony ciekawością oraz potencjalnym zyskiem nadal szedł do miejsca postoju karawany. Żar lejący się z nieba powodował że pomimo przyzwyczajonego do takich upałów ciała oblewał go pot, powodując lekkie rozdrażnienie.
Do targowiska zostało jeszcze z pięć przecznic, gdy Chantil zauważył że prawy skraj ulicy jest mniej zatłoczony i znacznie prościej będzie się tamtędy poruszało. W tym samym momencie chłopak poczuł lekki jak piórko dotyk w okolicach gdzie wisiała jego sakiewka. Było to jak muśnięcie wiatru na policzku i tylko dzięki niebywałemu szczęściu poczuł ten dotyk. Wskazywało to zawodowca, choć mógł to być także przypadek.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-05, 19:41   

Pocił się na całym ciele co powodowało bardziej denerwujące od samego pocenia się lepienie ubrania się do tułowia. Nie był z tego specjalnie zadowolony. Był podirytowany. Szedł spokojnym krokiem w stronę bardziej przerzedzonego skraju ulicy. Poczuł smagnięcie dłoni. "Tylko kurwa nie teraz" pomyślał o tym pechowcu, który próbował okraść Chatila. Nie chciało mu się go gonić, a tym bardziej zabijać, co pewnie by zrobił gdyby go dorwał po ciężkiej pogoni w ten upalny dzień.
Złapał się za miejsce w którym powinna dyndać sakiewka gdy była tam, szedł dalej w swoją stronę. Gdyby jednak jej tam nie było obrócił się momentalnie na pięcie i lustrował wzrokiem tłum oraz szukał potencjalnego złodzieja. Gdy ten był wystarczająco blisko złapał go za kołnierz, wyjął jedno naręcze ostrza. Złodzieja przyciągnął go do siebie a swoją broń przystawił mu do gardła.
- Teraz oddasz mi to co zabrałeś - rzekł do niego spokojnym tonem (Używam Zastraszenia Poz. 1)
Gdyby ten jednak oddalił się na odległość nie dającej możliwości złapania rzezimieszka zaczyna go śledzić.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-05, 20:15   

Odruchowy ruch ręki. Chwilowe poszukiwania sakiewki której nijak nie dało się już zlokalizować. Dzień nie zaczynał się najlepiej. Złodziej który został okradziony. Chyba nie tylko Chatil miał ochotę dziś kogoś skroić.
Człowiek odwrócił się w poszukiwaniu złodzieja. Wzrok przeskakiwał z twarzy na twarz, ślizgał się po postaciach lustrując i starając się wyłowić z tłumu swój cel. Nigdzie jednak nie dostrzegł oznak świadczących o wykonanym przed chwilą rabunku.
- Gdzie leziesz ofermo! - krzyknął ktoś z tłumu. - Oczu nie masz?!
Chatil od razu zareagował patrząc w kierunku miejsca zdarzenia. Zobaczył niską osobę która szła w kierunku prawego skraja ulicy. Możliwe że był to złodziej a może po prostu jakiś mieszkaniec chcący dotrzeć do sobie znanego celu, tego człowiek nie mógł w tej chwili wiedzieć. Nie można się było przyjrzeć tej osobie gdyż co chwile skrywali ją przechodnie.
Nagle ktoś szturchnął Chatila zwracając jego uwagę.
- Przepraszam - powiedziała kobieta ubrana w zieloną sari, była to dojrzała kobieta o czarnych włosach i ciemnych oczach skrywających chwilowe zakłopotanie. Usta miała pełne, lekko czerwone kokieteryjnie otwarte - Nie chciałam. - dodała spuszczając wzrok.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-05, 20:33   

Chatil był zdenerwowany. Nie on był wkurwiony. Nie dość że żar lał się ze słońca to chcieli jeszcze go okraść, i jeszcze im się to udało. Musiał odzyskać swoje pieniądze. Albo ukraść komuś innemu. "Kurwa zajebiście" pomyślał gdyż nie będzie miał nawet za co uchlać się i pochędożyć wieczorem, a miał w planach właśnie to zrobić. Trzeba będzie kogoś skroić, ale może uda się odzyskać pieniądze.
Ta kobieta zrobiła to specjalnie lub przez przypadek. Albo była wspaniałą aktorką potrafiącą zagrać takie zakłopotanie albo zrobiła to umyślnie. Darował jej. Bo co by jej zrobił? Torturował? Na pewno nie, gdyż obiecał sobie w przeszłości że nigdy nie wyrządzi krzywdy kobiecie. Taka zasada.
Poszukał wzrokiem jeszcze raz tą niską osobę. Gdy ją ujrzał ruszył za nią.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-05, 22:16   

Złodziej ponownie spojrzał w kierunku w którym ostatnio widział swego złodzieja. Nie znalazł go tam, lecz kawałek dalej w bocznej alejce biegł młody chłopiec. Prawdopodobnie był to właśnie jego cel. Chantil ruszył w kierunku pomniejszej uliczki. Przeciśnięcie się pomiędzy ludźmi nie należało do łatwych lecz złodziej poradził sobie z tym z zadziwiającą zręcznością. W końcu stał w uliczce. Chłopiec zdążył już oddalić się na znaczną odległość i nadal biegł.
Uliczka była wąska gdzie jej brzegi wyznaczały ściany domów. Nie trudno było tu wyznaczać sobie kierunek drogi, pytanie tylko czy Chatilowi się chciało, napewno kosztowało by go to wiele wysiłku, choć czy satysfakcja wymierzenia kary nie była tego warta?
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-05, 22:50   

Chęć zemsty i odzyskania pewnie straconych pieniędzy przeważyła na szali, iść planowaną drogą, czy puścić wodze emocjom. Musiał mieć za co się napić. Po prostu musiał.
Ruszył za młodym chłopcem truchtem mając nadzieje że takie tempo do dogonienia malca. Jeśli jednak ten dalej by się oddalał, Chatil zaczął biec sprintem aby dopaść tego małego złodziejaszka. Na pewno go nie zabije. Może wystraszy i chwilę go po torturuje. Ale na pewno go nie zabije.
To jedyna rzecz której był teraz pewien. Wiedział co chce zrobić. Nie patrzył w przyszłość.
Żyje się chwilą jak mawiają na ulicy.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-06, 14:08   

Człowiek ruszył truchtem za chłopcem po brukowanej ulicy na której oprócz ich dwóch walały się różnego rodzaju śmieci oraz jak to w Halierze piasek. Piasek był wszędzie, leżał luzem jak i w małych kupkach, szczególnie pod ścianami domów wyznaczającymi granice uliczki.
Trucht może i był dobry by nie stracić zbyt wiele energii poruszając się możliwie szybko lecz raczej nie był dostateczny aby dogonić złodziejaszka. Po chwili Chatil mógł się przekonać że odległość między nimi zamiast maleć powiększa się. Oj tak, życie przygotowało dla bohatera bardzo energetyczny wysiłek. Złodziej ruszył sprintem, stukot jego butów odbił się echem w wąskiej uliczce. Dzwięk ten został także zarejestrowany przez uciekiniera gdyż i on przyspieszył a po przebiegnięciu jeszcze jakiś 100 metrów nagle skręcił w lewo niknąc bohaterowi z oczu.
Z tej odległości trudno było stwierdzić gdzie podział się malec, lecz po kilku sekundach biegu okraszonego dodatkową ilością potu jakie wydzieliło jego ciało Chatil dobiegł do miejsca w którym znikł chłopak. Wyglądało na kolejną uliczkę bądź wejście na jakiś plac. Złodziej był oddalony od rogu przejścia o ok 5 metrów. Widział tylko kawałek ściany budynku który był na wprost niego a którego tynk był poznaczony dziurami i większymi wyrwami świadczącymi o jego starości bądź o niewłaściwym sposobie obchodzenia się z nim przez przypadkowych przechodniów.
Nagle do uszu bohatera dobiegł stłamszony krzyk:
- Ratu....! - i cisza. Coś się tam działo, lecz złodziej nie był w stanie nic zobaczyć, a także nic więcej usłyszeć.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-06, 14:57   

Ciągłe pocenie się Chatila denerwowało go. A dzień miał się zacząć tak cudownie. A tu nie dość że upał, okradli go to jeszcze musiał gonić jakiegoś gówniarza bo ten prawdopodobnie ukradł mu pieniądze. Przy tym pościgu musiał się jeszcze zmęczyć i bardziej spocić co w ten dzień wydawało się nie możliwe dla złodzieja.
Najgorzej by było gdyby okazało się że to dziecko ni miało nigdy w ręku jego sakiewki.
Chatil automatycznie zareagował na krzyk wołający o pomoc. Chciał tam pobiec. Nie dlatego że ktoś wołał o ratunek, tylko dlatego że tam pewnie były jego pieniądze.
Złodziej dopadł do rogu wejścia na plac tak aby nie było go widać. Potem wychylił lekko głowę i zlustrował wzrokiem skwer.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-06, 16:21   

Dojście do rogu i konspiracyjne spojrzenie na roztaczający się za rogiem widok nie sprawił złodziejowi żadnych kłopotów, może także dlatego że zobaczył on tam dokładnie taką samą uliczkę jaką podążał do tej pory z tą różnicą że ta była ślepa. Poza tym widokiem w uliczce nie było widać żywej duszy co zastanowiło człowieka gdyż nigdzie nie było widać ściganego młodzieńca. Kolejnym odstępstwem od reguły była oświetlona część prawej ściany tejże uliczki co w połączeniu z padającymi w tej chwili na plecy człowieka promieniami dało mu do zrozumienia że po lewej stronie musi brakować jakiejś części domów. Z tego miejsca w którym się znajdował nie mógł dokładnie się temu przyjrzeć, mógł tylko wnioskować co się tam znajduje.
Chatil zauważył także przez chwilę na oświetlonej ścianie małe szamoczące się cienie postaci. Były to dwie osoby i dokładnie widać było że walczą ze sobą. Niestety cały spektakl trwał tylko chwilę co uniemożliwiło mu dokładniejsze się przyjrzenie, a dodatkowym kłopotem był fakt że były to tylko cienie na ścianie.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-06, 18:37   

Gdy konspiracyjne spojrzenie na uliczkę za rogiem udało mu się to zrozumienie i oswojenie się z tym co zobaczył nie było takie łatwe. Ślepa uliczka z wpadającymi nie wiadomo skąd promieniami światła. Po lewej stronie nie ma budynków. Trzeba wejść z prawej od ściany.
Chatil wyciągnął dwa naręcza ostrza i przygotował się na ewentualną walkę. Ostrza starał się schować w rękawy.
Ruszył w ślepą uliczkę od prawej strony, przy ścianie. Lustrował wzrokiem teraz wszystko co widział. Od kotów, po psy, kosze na różne rzeczy i ludzi. Wszystko co zobaczył.
Dokładnie szukał dwóch postaci walczących ze sobą i małego chłopca ubranego tak jak ten który go tu przywiódł.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-06, 21:42   

Złodziej ruszył do przodu trzymając sie prawej strony, chód ostrożny i pełen gracji. Naręcze ostrza wyciągnięte zostały po czym skryły się w rękawach bluzy. Wzrok lustrował każdą część uliczki. Po kilkunastu krokach zobaczył że uliczka rozszerza się do rozmiaru mniejszego placyka. Po wykonaniu jeszcze kilku kroków zobaczył przeciwległy kraniec placu które wyznaczały niższe od pozostałych budynki. Stamtąd właśnie padały promienie słoneczne które oświetlały ścianę pod którą przemieszczał sie Chatil.
Nigdzie jednak nie było widać walczących ludzi, ani poszukiwanego malca. Złodziej zaczynał zbliżać się do krawędzi wejścia na plac gdy usłyszał kolejne zdławione wołanie:
-Pomocy, czy jest ... - teraz był prawie pewien że głos należy do kobiety, bądź dziewczyny, w każdym bądź razie od osoby płci pięknej.
Chatil mógł wnioskować że postacie choć nie widoczne są niedaleko prawdopodobnie tuż za rogiem którego jeszcze złodziej nie widział.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-07, 19:06   

Ten mniejszy placyk rozczarował oczekiwania Chatila. Nie zobaczył malca prawdopodobnie posiadającego jego wszystkie pieniądze. Brak walczącej pary nie specjalnie go rozczarował. Ochota, która naszła go przed kradzieżą, przeszła mu. Nikogo nie chciał zabijać.
Przynajmniej teraz.
Naręcza ostrzy udało mu się schować do rękawa co go bardzo uradowało. Mógł zaatakować bez wyjmowania broni i z zaskoczenia. To był zdecydowany plus na jego korzyść gdyby przyszło mu walczyć.

Szedł dalej tak aby ujrzeć kobietę wołającą o pomoc lub tego malca.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 19:26   

Złodziej ruszył dalej odsłaniając dotąd skrytą przed jego wzrokiem część placu. Po zrobieniu kilku kroków jego oczom ukazał się dość brutalny obraz. Na ziemi leżała kobieta, była półnaga, a strzępy jej porozrywanego ubrania walały się wokół. Dziewczyna była młoda i dość ładna, czarne długie włosy, wręcz mleczna skóra, kształtne piersi i bardzo ładna choć mocno zapłakana twarz. Na niej leżał mężczyzna, znacznej postury, lewą rękę trzymał na jej ustach, zaś prawą obmacywał jej piersi. Mężczyzna był krępej budowy ciała, wszędzie było widać naprężone mięśnie sugerujące mocne i silne ciało. Obok mężczyzny na ziemi leżał długi miecz, sam brutal był ubrany w skórzaną zbroje, bawełniane spodnie i z tego samego gatunku zrobioną koszulę. Malca nigdzie nie było widać, prawdopodobnie uznał że nie warto mieszać się w takie sprawy gdyż można stracić przy okazji własne życie, stąd najpewniej gdzieś zwiał, a drewniane drzwi na końcu placu dawały pewną wskazówkę że tamtędy właśnie się udał ów złodziejaszek.
Mężczyzna nie zauważył bohatera, choć kobieta mając zwróconą twarz w jego kierunku zdołała go dojrzeć przez łzy. Jej mimika twarzy oraz oczy jednoznacznie błagały Chatila o pomoc. Łzy płynęły po policzkach zaś ona nie odrywała wzroku od złodzieja.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-07, 20:13   

Może wychowanie na ulicy wyzbyło go skrupułów, i może był zdolny do wszystkiego za pieniądze. Lecz miał jedną główną zasadę. Żadnej kobiecie w ramach możliwości nie pozwoli cierpieć.
Podszedł szybko do mężczyzny i wbił mu naręcze ostrza w kark. Było mu trochę głupio zabijać kogoś przy pełni szczęścia ale nie mógł pozwolić na krzywdzenie tej kobiety.
Gdy wyciągnął już ostrze z ciała gwałciciela odrzucił zwłoki na bok.

Stał i patrzył na kobietę. Co zrobić? Zapytać czy wszystko jest w porządku? Głupota. Nie widział.

- Mogę Ci jeszcze jakoś pomóc? - zapytał po krótkim namyśle Chatil.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-08, 11:48   

Złodziej czuły na krzywdę kobiecą ruszył z przygotowanymi ostrzami na gwałciciela. Szybkie podejście jednak spowodowało że ostrzegł swego przeciwnika, choć ten większość swej uwagi poświęcał dziewczynie, zareagował na ruch Chatila. Szybko przetoczył sie w momencie w którym złodziej zadawał swój cios. Wymierzone w kark ostrze nie trafiło tam gdzie było skierowane, za to uderzyło w ramie gwałciciela. Chantil wyczuł że trafił nie było na tyle silne by przebić pancerz.
Bandyta zrobił jeszcze kilka obrotów w międzyczasie chwytając miecz, już po chwili stał na nogach.
- Coś ty kurwa za jeden i po chuj sie pchasz nie do swoich spraw. Jak chcesz żyć zostaw co masz i spierdalaj i drugi raz już nic nie powiem tylko rozpierdolę twój zakuty łeb. - warknął zbir patrząc w oczy bohaterowi z furią w oczach.
Dziewczyna leżała nieruchomo ze strachem w oczach czekając na reakcję złodzieja. Jej wzrok latał od Chatila do zbira i spowrtom, w sumie od decyzji złodzieja zależało jej życie.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-08, 18:18   

Skierowany atak. Wykonany atak. Trafiony atak. Nie tam gdzie powinien i bez żadnego skutku.

Bezsensu.

Widział że nie ma szans w walce z tak dobrze wyekwipowanym przeciwnikiem. Chciał pomóc tej kobiecie, ale nie mógł. Czuł się bezradny.

Popatrzył gwałconej w oczy i starał się nimi powiedzieć "Przepraszam" choć teraz to i tak nie wiele znaczyło dla niej.

Odszedł od miejsca gdzie miał zamiar zrobić dobry uczynek. Trzeba było szukać dalej tego malca choć to teraz pewnie graniczyło z cudem.

Chatil udał się w stronę uliczki gdzie po raz ostatni widział domniemanego złodziejaszka.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-08, 21:11   

- Hahahahaha - śmiech brzmiał odbijając się echem na placu. - co za dupa, najpierw atakuje a później co ogon pod dupę i ucieczka, co za tchórz, hahahaha. A czy ja jeszcze czegoś łachudro nie mówiłem. Sakiewka, broń na ziemie, a dopiero wtedy w tył zwrot i do domu marsz. - dodał robiąc kilka kroków w przód w kierunku Chatila. - I mówię poważnie, oddawaj rzeczy albo życie
W tej chwili kobieta zdobyła sie na odwagę i krzyknęła do złodzieja
- Ratuj mnie proszę. On mnie wykorzysta. Błagam jestem jeszcze dziewicą - płakała dziewczyna.
- No to się przygotuj na super jebanko suko - odparł zbir - jak tylko nasz kurczaczek odda fanty i czmychnie do domu wrócimy do zabawy.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-08, 21:53   

Chatil już miał odejść, gdy nazwano go tchórzem. Tak o sobie nie pozwalał mówić.

Trzeba będzie nieszczęśnika zabić.

- Chuja do ryja jak to mówią - rzekł do niego a usta wykrzywiły mu się w krzywym uśmiechu.

Złodziej wykonał Akrobatyczny atak w stronę przeciwnika.

Gwałciciel nie powinien mieć szans trafienia Chatila podczas tego ataku. Nie mógł go trafić.

Złodziej celował swój atak w stronę wszelkich nie osłoniętych przez zbroję miejsc.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-08, 22:40   

Złodziej odwrócił się do przeciwnika po czym ruszył pędem, w odpowiednim momencie jego ciało pofrunęła do góry wykonując imponujące salto. Wylądował dokładnie z boku przeciwnika wykonując dwa szybkie i następujące po sobie pchnięcia w odsłonięty bok. Pierwsze z ostrzy gładko weszło w ciało zostawiając sporą dziurę w boku przeciwnika. Ten zawył niczym zraniony niedźwiedź i szybkim odskokiem uniknął drugiego ostrza sam nacierając na złodzieja. Potężny zamach i w chwilę potem miecz przeciął pancerz tracąc odrobinę ze swej energii po czym rozpruł bok Chatila. Uderzenie było na tyle mocne by złodziej padł na ziemie co uchroniło go przed kolejnym ciosem. Dziewczyna pisnęła z trwogi może o los złodzieja ale pewniejszym był strach jej przyszłego losu.
Złodziej został pozbawiony oddechu, nie miał zbyt wiele siły, siedział na ziemi ciężko dysząc w zasadzie w oczekiwaniu na ostateczny cios.
- Poddaj sie łajzo to może Cię oszczędzę! - zagrzmiał zbir stając za bohaterem.
Dziewczyna szybkim ruchem zakryła oczy, wiedziała że stanie sie coś złego.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-09, 19:49   

Pięknie wykonany akrobatyczny atak udał się w połowie. Pierwsze ostrze weszło w ciało przeciwnika lecz drugie chybiło znacznie.

Już wtedy nie było dobrze.

Nagle, niespodziewanie silny cios, trafiony w bok złodzieja.

Wtedy było już bardzo źle.

Chatila opuściły siły. Nie było sensy wykonywać drugiego ataku gdyż mogło się to równać śmiercią.

Trzeba było uciekać. Złodziej zaczął biec przed siebie aby uciec. To jedyne co mu pozostało. Uciekał przed siebie jak najdalej od tego człowieka.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-09, 22:27   

Złodziej wiedział że przegrał, wiedział że nie da rady stoczyć nawet równorzędnej walki z osiłkiem któremu tak łatwo dał się podpuścić. Trudno takie są koleje losu i życia. Uznał że pozostała mu tylko ucieczka. Zebrał się w sobie podkurczając nogi by wyskoczyć do przodu.
Bok niemiłosiernie bolał, a z rany sączyła się krew, Chatil bł jednakże w szoku więc nie do końca zdawał sobie sprawę z własnego stanu zdrowia.
Nadszedł ten moment, młodzieniec gotowy do ucieczki chciał ruszyć i w tym momencie nadeszło uderzenie. Ból w okolicy karku zaczął rozchodzić się tempem błyskawicy na całą głowę. Chantil padł na ziemie uderzając twarzą w bruk. Ciemność zaczęła zasłaniać jego wzrok, oddech rwał się, ciało walczyło o każdy haust powietrza i z każdą sekundą było to coraz trudniejsze. Tak chłopak wiedział że umiera, umiera za kobietę, umiera na brudnym podrzędnym placu zawalonym śmieciami i jego ciałem, umiera do akompaniamentu śmiechu wydobywającego się z ust zbira.
Czerń!
Cisza!
Niebyt!
Śmierć!


Obudził sie w łóżku wokół było ciemno, on był nagi, zdezorientowany. Czuł że leży na mokrym posłaniu, czy to krew czy pot nie był tego pewien. Ale żył, nadal żył a świadczył o tym ogromny ból w lewym boku oraz tępy ból głowy. Ból był świadkiem życia, po śmierci podobno nie ma bólu przynajmniej tak twierdzono.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Anakondon 
Łowca Skarbów


Wiek: 32
Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 428
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2008-05-10, 11:04   

Zerwał się do biegu. Uda mu się na pewno mu się uda. Przecież ten osiłek nie może być tak szybki jak on.

Nie zdążył nawet ruszyć. Ostrze przeciwnika zwaliło się na jego kark. Ból, niewyobrażalny. Z karku w głowę i potem wzdłuż kręgosłupa.

Ciemność, każdy wdech męczył niemiłosiernie.

Cisza.

Obudził się. Ból cały czas mu towarzyszył, znaczy nie umarł. To był dobry znak, choć wolałby żyć bez tego bólu.

Próbował usiąść na łóżku aby sprawdzić czy jest w stanie w ogóle się poruszać.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-11, 18:44   

Ciemność spowijała bohatera, ból że chwilami złodziej myślał że zemdleje, jednakże podjął próbę podniesienia się do pozycji siedzącej, udało mu się to tylko połowicznie po czym padł wyczerpany ponownie na poduszkę. W tym momencie ktoś się poruszył w pokoju, a za chwilę Chatil mógł usłyszeć uderzenia dwóch kamieni o siebie oraz zobaczył iskry które co jakiś czas pojawiały się i znikały. Po dość długim czasie w końcu hubka zajęła się ukazując na chwilę postać której bohater nie rozpoznał. Osoba przytknęła palącą się hubkę do knota świecy który po chwili rozpalił się ukazując pokój oraz osobę która krzątała się po nim.
Złodziej musiał poświęcić trochę czasu na przyzwyczajenie się do światła przeto nie widział dokładnie tego co działo się wokół. Do łóżka zaś ktoś podszedł:
- Jak się czujesz? Spałeś bardzo długo. Masz wypij to, orzeźwi Cię - powiedziała kobieta sądząc z brzmienia głosu. Włożyła mu rękę pod kark i uniosła głowę przytykając mu do ust kubek z czymś ciepłym - No wypij, zrobi Ci się lepiej.
W końcu oczy przywykły i przed Chatilem wyłoniła się kobieta którą próbował ratować z wiadomym skutkiem. Teraz mógł przyjrzeć się kobiecie z bliska. Była ładna, włosy długie, grube, lśniące, usta pełne czerwone, a oczy duże, ciemne, zamyślone w których można było się utopić. Uśmiechała się do niego, co powodowało że wyglądała na piękną. Bohaterowi zrobiło sie miło, poczuł się bezpieczny i potrzebny. Coś przyciągało go do tej kobiety której imienia nawet nie znał, nie mówiąc o jej obecnym życiu, czy przeszłości. Zresztą i ona nic nie wiedziała o Chatilu, lecz nie wypytywała go, przynajmniej na razie, patrzyła tylko ciepło i cały czas uśmiechając się do złodzieja zachęcała do wypicia naparu.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group