TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: pierreau
2008-10-23, 14:04
Cena wolności
Autor Wiadomość
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-06, 18:19   Cena wolności

"Cenić należy wolność lecz któż ceni to czego nie stracił?
Każdy zaś wie ile znaczy to co się utraciło.
Pamiętaj niewolniku o swej utraconej wolności,
Aż do grobowej deski"



Cena wolności



Ulice Dorienburga zwanego przez miejscowych Desadią ozłacało zachodzące słońce. Na ulicach znajdowało się jeszcze sporo przechodniów spędzjących czas na spacerze czy też zmierzających do domów z zakupami zrobionymi w pobliskich sklepikach. Od czasu do czasu ulicami przechadzały się oddziały straży które kontrolowały porządek i ład w stolicy królestwa ludzi. Miasto to oferowało wiele możliwości tak kupcom, aktorom jak i pospolitym złodziejom.
Dla tych ostatnich było miastem w którym wielcy i szlachetni posiadali ogromne bogactwa, zaś pomniejsza szlachta jak i mieszczanie mieli spore oszczędności. Wszędzie można było zdobyć duże pieniądze, ale... właśnie zawsze jest jakieś ale, w tym mieście trzeba było wykazać się nie lada umiejętnościami by zdobyć to czego się pragnęło. Wielu już przekonało się że łatwo jest zdobyć fortunę, ale tyleż samo a może więcej dowiedziało się jak łatwo jest przejść na drugą stronę i spoglądać na świat z piekła.
Życie tu nie było proste, ale czy gdziekolwiek było. W tym o to świecie żył Arment młody mężczyzna trudniący się wyjątkowo niebezpiecznym ale jakże finezyjnym fachem jakim było złodziejstwo.
Tego dnia on także podążał ulicami Desadi zapuszczając się z dala od swego domu w slamsach miasta. Dotarł w poszukiwaniu łupu aż do dzielnicy zajmowanej przez bogatszą część mieszczan, w przeważającej ilości byli to kupcy handlujący wszystkim co było dostępne w Sorii. Arment szedł równym krokiem coraz bardziej zagłębiając się w dzielnicę ludzi bogatych.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-06, 18:37   

Młodzieniec lustrował otoczenie badawczym wzrokiem, przemierzając powoli ulice. Wyceniał każdy towar na który padło jego spojrzenie. Zawędrował tak daleko od bezpiecznej i miłej mu okolicy, że nie miał najmniejszego zamiaru powracać z marnym łupem. Raz po raz spoglądał na przechodniów, wypatrując, który był na tyle głupi by trzymać sakiewkę na widoku. "Za dobrze im się wiedzie"-myślał - " Niechaj dzielą się swym szczęściem z innymi"
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-06, 20:07   

Wzrok złodzieja lustrował każdego przechodnia badając go okiem profesjonalisty. Każdy przedstawiał jakiś potencjalny cel, każdy mógłby paść ofiarą Armenta, lecz żaden z napotkanych nie miał swej sakiewki na widoku. Przeszedł tak jeszcze kilka przecznic gdy nagle jego wzrok padł na parę osób idących równym krokiem. Ubrani byli wręcz odświętnie. Kobieta w turkusowej sukni ukazującej połowę pleców, poruszała się zmysłowym krokiem świadczącym o butach na wysokim obcasie. Włosy spięte w wysoki kok odsłaniały szczupłą szyję pod którą na ramionach leżała chusta. Na prawym ramieniu wisiała niewielka torebka. Kobieta wsparta była na lewym ramieniu mężczyzny który ubrany był w świetnie skrojony garnitur. Eleganckie wypolerowane buty, kapelusz na głowie oraz laseczka w prawej ręce dopełniała jego wizerunku.
Widać że byli w sielskich nastrojach. Mężczyzna szeptał kobiecie do ucha jakieś słowa na które ona reagowała co chwilę chichotem, przytulając się coraz mocniej do mężczyzny.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-06, 20:15   

Para przyciągnęła wzrok złodzieja, niczym idealny diament, wśród kolorowych kamieni. Poczekał aż oddalą się na parę metrów, po czym powolnym krokiem zaczął iść za nimi, czekając na odpowiedni moment, chwilę nieuwagi. Jednocześnie wciąż obserwował otoczenie. Jego wrodzona ostrożność kazała mu uważać, tak więc co jakiś czas zerkał w koło w poszukiwaniu strażników czy innego, potencjalnego zagrożenia. Nie chciał by zwykła robota przysporzyła mu jakichkolwiek kłopotów...
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-06, 21:02   

Człowiek ruszył za upatrzoną przez siebie zdobyczą. Obserwował ich, a w szczególności ją. Opięta na biodrach suknia podkreślała kobiece wdzięki, gdy tak na nią patrzył wiedział że skarby mają wiele nazw, a kobiece ciało jest jednym z nich. W dodatku ten chód, to kołysanie bioder, wręcz hipnotyzujące. Arment mógłby tak patrzeć godzinami jednak był w końcu zawodowcem i to co go otaczało musiało mu być znane. Od jego wiedzy zależało jego życie. Rozejrzał się wokół sprawdzając swe bezpieczeństwo.
Jakieś 100 metrów przed nim oddział straży właśnie skręcał w boczną uliczkę, zaś wokół bohatera było wielu mieszkańców, jednak oni byli zajęci własnymi sprawami i Arment ich nic nie obchodził.
Chłopak doszedł do wniosku że jest bezpieczny więc wrócił do oglądania znacznie bardziej przyjemnych widoków. Po chwili z letargu wyrwały go okrzyki dobiegające gdzieś przed nim. Gdy skierował tam wzrok zobaczył gospodę, pięknie przystrojoną gospodę w kwiaty baloniki i wstążki. Głośna i skoczna muzyka dobiegała z wewnątrz tejże gospody, której szyld podrygiwał w jej rytmie, a przedstawiał wizerunek kobiety ubranej w białą suknie. Gospoda była piętrowa, kryta łupkiem o pobielonych ścianach, prezentowała się okazale. Wiele okien wskazywało na bogactwo właściciela. Prawie wszystkie były teraz otwarte wietrząc zapewne główne pomieszczenie.
Z obranego kierunku śledzonej pary to właśnie tą oberże wybrali sobie za cel. Widać że zmierzali na przyjęcie na którym pewnie znajdowało się więcej takich osób jak te.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-06, 21:16   

Postanowił dojść do gospody w ślad za wystrojoną parą. Nie wiedział jeszcze czego może dokładnie spodziewać się w środku, a wejście do niej mogło równać się z problemami. Jeśli jednak nie zauważy nic niepokojącego, zwiedzi zapewne wnętrze gospody. Może trafi na zacnego sponsora. W międzyczasie zlustrował dżentelmena, w poszukiwaniu jakichś łatwych łupów, a następnie ponownie zwrócił oczy ku kobiecie, a dokładniej ku jej torebce. Ciekawe, jakie skarby kryje ta suknia.... ekhem... torebka Uśmiechnął się pod nosem na myśl o zarobku i kontynuował spacer.
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-06, 21:52   

Człowiek podążał za parą krok w krok. Zlustrował mężczyznę lecz nic nie zauważył, może gdyby mógł mu się przyjrzeć z przodu, ale patrząc na jego plecy nie był w stanie stwierdzić czy ten człowiek posiada jakieś pieniądze a jeśli tak to gdzie je trzyma.
Porażka nie spowodowała bynajmniej chęci rezygnacji, po prostu złodziej zmienił obiekt swej lustracji. Obserwacja kobiety wykazała że jeśli ona posiada jakieś finanse w postaci gotówki to na pewno znajdują się właśnie w torebce. Obcisła suknia nie dawała żadnych innych miejsc na schowki.
Rozmyślając nad skarbami kobiety dotarli do gospody. Arment zauważył że potężne drzwi wejściowe podobnie jak i okna były szeroko otwarte w zapraszającym geście. Para natychmiast weszła do środka znikając bohaterowi ze wzroku. Wejścia nikt nie pilnował więc wizytacja wnętrza gospody nie powinna stanowić problemu dla bohatera. Głośna muzyka oraz śpiewy gości dodawały jeszcze pewności że nikt nie zauważy samotnego człowieka poruszającego się wśród gości.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-06, 22:05   

Wszystko wskazywało na to że jednak dzisiaj się obłowi. Po mimo zadowolenia które powoli ogarniało młodzieńca, nie zmniejszył czujności ani trochę. Ruszył ku wejściu gospody, a gdy znalazł się wewnątrz rozpoczął dokładne rozpoznanie. To co najbardziej go interesowało to przybliżona liczba gości, ewentualne drogi ucieczki, oraz wszelcy strażnicy
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-06, 22:39   

Po wejściu do karczmy złodzieja otoczyła muzyka i gwar płynący od stolików ustawionych w wielki prostokąt w głównej sali biesiadnej karczmy. Karczma była naprawdę duża. Po lewej stronie miała miejsce orkiestra, na wprost wejścia zza stołami biesiadnymi znajdowało sie miejsce do tańczenia, zaś po prawej stronie długa lada w powszechne dni stanowiąca najważniejszą część wystroju gospody. Dziś jednak nie było z nią karczmarza a jedynie przystrojony w zielony uniform kelner nalewający drinki wedle zamówienia.
- Przesuń się pan! - usłyszał za plecami Arment - chcemy wejść, a Pan wejście tarasujesz. Wchodzisz czy nie?
Złodziej zauważył swój błąd, gdyż zamiast najpierw stanąć w mało ruchliwym miejscu od razu postanowił prowadzić rozpoznanie. Teraz zapłacił za to zwróceniem na siebie uwagi. Na całe szczęście mężczyzna wchodzący do środka był już pod działaniem dużej ilości alkoholu, a dwie panie w zwiewnych sukienkach dodatkowo odciągały jego uwagę od bohatera. Mężczyzna był w średnim wieku bez marynarki, w rozpiętej do połowy koszuli spod której ukazywała sie owłosiona klatka piersiowa. Spodnie z dobrego gatunku materiału były świetnie skrojone. Złodziej także zauważył dyndającą u pasa sakiewkę. Dziewczyny na ramionach których wsparty był biesiadnik były młode w wieku Armenta. Suknie wydekoltowane ukazywały część piersi, same także już trochę wypiły nie były jednak pijane. Włosy ułożone w misterne fryzury dodawały uroku twarzą przyozdobionym perfekcyjnie wykonanym makijażem. Obie zalotnie uśmiechnęły się do bohatera, powodując lekki rumieniec na jego twarzy.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-07, 06:29   

Młodzieniec odpowiedział lekkim uśmiechem, po czym usunął się z wejścia.
-Najmocniej przepraszam- rzekł. Chyba znalazł swoją pierwszą ofiarę. Nie podobało mu się jednak że został zauważony. Ktoś mógł zapamiętać jego twarz... Musiał liczyć że alkohol wystarczająco namieszał gościom w głowach. Poszukał miejsca w którym lepiej będzie się obserwowało pijanego jegomościa z sakiewką na wierzchu...
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 13:07   

Chłopak schodząc z drogi trójce balowiczów zauważył szeroki uśmiech na twarzy płomienno rudej dziewczyny.
- No, ja myślę - powiedział pod nosem mężczyzna - widziałyście jak mu powiedziałem, widziałyście moje kochane - szeptał dość głośno w kierunku brunetki którą także chwycił dość mocno za pierś. Arment zauważył grymas bólu i niezadowolenia na jej twarzy, jednak ona nic nie powiedziała.
Złodziej podszedł pod ścianę oberży skąd miał doskonały widok na salę jak i upatrzoną sakiewkę brutala. Kątem oka zarejestrował to co działo się w sali. Na parkiecie było kilka par jednakże znacznie większa część gości siedziała przy stołach na których wystawiona była ogromna ilość jedzenia i sądząc z zapachów były to raczej przysmaki niż zwykłe pospolite dania. Aż się młodzieńcowi nadmiar śliny zebrał w ustach. Możliwe że będzie jeszcze czas i na te smakołyki.
Śledzony mężczyzna podszedł z kobietami do trzech wolnych krzeseł na których usiedli. Arment zauważył rękę poruszającą się po udzie brunetki której twarz wyglądała jak maska. W pewnej chwili mężczyzna coś do niej szepnął na co ona z wyraźnym wymuszenie uśmiechnęła się do niego poprawiając niesforny kosmyk włosów. Na jej ręce Arment zauważył przepiękną bransoletkę, była naprawdę cudowna. Gdy chłopak ponownie popatrzył na twarz dziewczyny ta znów siedziała jakby była wykuta z kamienia, zamknięta w kręgu swych myśli.
Dalsza analiza otoczenia skutkowała zaobserwowaniem pięciorga służących w takim samym zielonym uniformie jak barman roznoszących jedzenie oraz donoszących napitki do gości, których było dość sporo. W tak ogromnej sali nie pozostało zbyt wiele miejsca.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-07, 13:14   

Złodziej zastanowił się chwile, trzeba było to dobrze rozegrać. Albo sie obłowi, albo skończy w lochu. Wątpił czy uda mu się wmieszać w służbę, pewno znali się na tyle dobrze, że w mig rozpoznali by intruza. Trzeba więc było wmieszać się w rozweselonych gości. Postanowił poczekać chwilę, aż gburowaty mężczyzna nie będzie zwracał uwagi na rudą towarzyszkę. Wtedy podejdzie do niej i ukradkiem zaprosi ją na parkiet. Może uda mu się dowiedzieć co nieco o swojej zdobyczy... bądź przynajmniej odpowiednio się do niej zbliżyć...
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 13:57   

Muzyka grała, ludzie jedli i pili, złodziej przyglądał się temu wszystkiemu ze swego wydawałoby się bezpiecznego miejsca, jednakże stałe przebywanie w jednym miejscu w dodatku pod ścianą musiało zwrócić czyjąś uwagę, zważywszy że tyle osób było w tej sali. Gdy Arment tak stał wpatrzony w swój cel usłyszał z boku pytanie:
- Przepraszam Pana, co Pan tu robi, zapraszam do stołu - starsza kobieta w długiej ciemno niebieskiej sukni wskazała na stół. To już drugi raz gdy ktoś zaskakiwał złodzieja, stawało się to wręcz denerwujące by on profesjonalną czujność ktoś tak łatwo naginał. - bardzo....
W tym momencie orkiestra przestała grać a po schodach zeszła para młodych ludzi. Od razu Arment połączył fakt pięknej białej sukni z biesiadą co dało mu jasną odpowiedź że trafił na wesele. Kobieta była młodą blondynką, wysoka o ładnie zarysowujących się kształtach mogłaby być uosobieniem piękna gdyby nie twarz dotknięta czy to chorobą czy przekleństwem, dość że cała była pokryta ogromnymi zmarszczkami i bliznami wśród których nawet pełne usta ginęły niezauważone. Szła pod rękę z młodym mężczyzną który wydawał się młodszy od swej oblubienicy, mogło to oczywiście być złudzenie wywołane twarzą panny młodej. Mężczyzna był ubrany w idealnie skrojony garnitur podkreślający jego postawę. Musiał się podobać kobietą. Czarne włosy miał długie zaczesane do tyłu, wysoki i bardzo przystojny. Nie to jednak zwróciło uwagę złodzieja w osobie pana młodego. Posiadał on jedną rzecz na widok której aż się Armentowi spociły dłonie, a był to naszyjnik spływający pomiędzy klapami garnituru. Już gdzieś widział ten wzór, nie mógł sobie jednak przypomnieć gdzie. Naszyjnik był wykonany idealnie, piękno jakie od niego biło było wręcz zachwycające, urzekało wręcz z jakąś magiczną siłą ciągnęło bohatera do siebie. Na samym jego końcu wisiał potężny klejnot czerwonej barwy. Jak na oko złodzieja była to fortuna która starczyłaby spokojnie na kupno dużej rezydencji. Oczy bohatera były wręcz wlepione w naszyjnik.
W momencie w którym para młoda zeszła na parkiet obserwowany mężczyzna poderwał się ze swego miejsca i ruszył w ich kierunku mocno się zataczając.
- Siostrzyczko, moja kochana siostrzyczko, jaki to cudowny dzień dla nas! - bełkotał starając się dotrzeć na parkiet - Jesteś taka piękna i wspaniała, moje najszczersze gratulacje siostrzyczko. Niech no nam Twój mały mężulek przyniesie po kieliszku wina.
Panna młoda uśmiechnęła się do idącego zakosami brata, co spowodowało że zmarszczki na jej twarzy zagrały wstrętny taniec po czym skinęła na męża:
- Idź!
Co ciekawe mężczyzna bez słowa ruszył w kierunku baru.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-07, 14:07   

Uznał ze to odpowiedni moment by coś zwędzić. Ruszył w stronę baru. Miał ogromną ochotę zedrzeć naszyjnik z szyi pana młodego, jednak wiedział że było by to ostatnie co w życiu by zrobił. Po drodze spojrzał na stoły, sprawdzając czy żaden z gości nie pozostawił jakiegoś drogocennego przedmiotu bez opieki. Chciał wykorzystać zamieszanie związane z pojawieniem sie pary młodej... Sprawdził czy sztylet schowany w rękawie koszuli da łatwo się pochwycić... czasem trzeba wykonać szybkie cięcie by uwolnić sakiewkę od właściciela...
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 14:27   

Złodziej ruszył w kierunku baru przy którym stał pan młody w oczekiwaniu na wino. Orkiestra wznowiła już swą grę, a ludzie powrócili do rozmów oraz posiłku. Rzut oka na parkiet gdzie brat z siostrą coś cicho do siebie szeptali, uśmiechając się od czasu do czasu.
Gdy Arment dotarł do baru zauważył że pan młody stoi do niego plecami oparty o blat i patrzy na swą żonę. Nie interesował go otaczający go świat, wszystko kręciło się wokół niej, jego Pani, jego ukochanej. Nikt także nie był zainteresowany Panem młodym a kelner chwilowo był zajęty innym gościem.
Złodziej stał za mężczyzną jakieś dwa kroki od niego i dokładnie widział zapięcie naszyjnika. Kusił go, nęcił, przyciągał. Ciągle miał w myślach jego kształt, piękno i wartość. Nie mógł o nim zapomnieć, pożądał go. Wystarczyło sięgnąć ręką, wystarczyło odpiąć zamek by go zdobyć, wiedział że jest w stanie, wiedział że da radę, a może to tylko ułuda, może fałszywa pewność siebie. Nie mógł tego wiedzieć dopóki nie spróbuje, tylko czy jest na to gotów?
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-07, 14:37   

Stał tak przez chwile... blizył sie lekko do pana młodego... Już powoli zaczął podnosić rękę...
"Opanuj sie!" szepnęło cos w jego głowie "Opanuj... to coś nie jest warte spedzenia reszty zycia w lochu"
Młodzieniec powstrzymał się w ostatniej chwili... Potrząsnął głową... Coś było nie tak w tym naszyjniku... Magia? Mozliwe... Jesli to on powodował ze pan młody tak tępo wpartywal sie w swą oblubienice... nie mogło byc z tego niz dobrego. Ale... JEst taki piekny... Postanowił sprawdzic. Oparł się o szynkwas i zagadnął pana młodego:
- Piękne wesele!Do prawdy, piękne!
PRzy okazji sprawdził czy ma jeszcze inne przedmioty, które łatwo było by przywłaszczyć... Jednak ciągle jego wzrok przyciągał czerwony kamień...
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 14:47   

Pan młody odwrócił się w jego kierunku. Uśmiech na jego ustach pokazał białe równe zęby. Popatrzył z lekkim zdziwieniem na złodzieja.
- Tak piękny, bardzo piękny i w dodatku mój, hahhaha - powiedział - A Pan od kogo, bo ja sobie Pana nie przypominam?
Naszyjnik znów błysnął Armentowi po oczach, z tej odległości był jeszcze piękniejszy, a kamień, idealne proporcjonalne szlify i ten metal, którego złodziej nie znał, czyżby to była Silithia. Możliwe, złoto i srebro umiał rozpoznać więc przypuszczenie mogło się okazać słuszne.
Ręce złodzieja wręcz sie po niego same wysuwały. Sprzedać i żyć w dostatku do końca życia. Ta chęć, to pragnienie, czy to magia czy złodziejskie ambicje? Nie był pewien, wiedział że chce go.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-07, 14:57   

Uśmiechnął sie wesoło
-Nic dziwnego, mój drogi panie - rzekł - Bo ani od pana, ani od pańskiej wybranki.
Przybliżył się nieco do pana młodego, tak by szepnąć mu do ucha:
- Wie pan... Takie wesela to łup dla bandziorów. Wynajęto mnie, bym takich skurwisynów wylapywał- odsunął sie i porozumiewawczo spojrzał na pana młodego.... Ten naszyjnik... Prędzej czy później będzie jego... Musi być jego.
- Wie pan... W dzisiejszych czasach dorabiać trzeba na wszelkie sposoby... Sam niedługo chce się oświadczyć, a nim to nastąpi, muszę mieć możliwość zapewnienia dobrobytu mojej ukochanej... - uśmiechnął sie i skierował oczy na naszyjnik - O, na przykład by dawać jej takie piękne błyskotki.
Rozejrzał się w koło by sprawdzić co dzieje się w karczmie.
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 15:13   

Pan młody pokiwał głową
- Rozumiem, to pewnie trudna praca. Zamierza się Pan oświadczyć, gratuluje - powiedział po czym sięgnął do spodni i wyjął z nich kilka złotych monet i włożył w dłoń Armenta - proszę i niech dobrze Pan pilnuje.
Gdy złodziej zerknął na swą dłoń leżało tam 5 ZM. a gdy ponownie skierował swój wzrok na Pana młodego ten dotykał właśnie naszyjnika:
- To, to prezent od mej ukochanej. - powiedział cicho.
Arment zerknął na sale, która od ostatniego razu nie zmieniła sie ani trochę. Co prawda na parkiecie pojawiły się dwie dodatkowe pary jednak reszta nadal jadła piła i rozmawiała nie zwracając na nic uwagi. Panna młoda wraz z bratem nadal szeptali coś do siebie. Jednak w pewnej chwil Panna młoda przypomniała sobie że czegoś jej brak, zwróciła swe oczy na męża i krzyknęła:
- Jerogash gdzie wino, pośpiesz się, proszę! - powiedziała to zdecydowanym władczym głosem.
Pan młody zerknął na nią i odkrzyknął:
- Już idę kochanie! - po czym zwrócił sie do Armenta - przepraszam ale ukochana czeka. - odwrócił się ponownie do baru - Dostanę to wino czy nie? - zapytał barmana.
Zapięcie znów się pojawiło, tym razem znacznie bliżej, nie było wyjątkowo skomplikowane, choć do prostych też nie należało. Złodzieja znów ogarnęło to uczucie chęci posiadania, to pożądanie które wierciło mu dziurę w brzuchu, chęć zaspokojenia go była wręcz nie do odparcia.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-07, 15:20   

Złodziej jak zachipnotyzowany patrzył sekunde na zapięcie...
Pomyslał: "Cholera.... raz sie zyje". Naszyjnik najwidoczniej działał na jego zmysły... Szybko sprawdził czy nikt nie stanowi zagrożenia, po czym sięgnął do naszyjnika.
Nie takie rzeczy się robiło, przemknęło mu przez myśl. Jego palce zaczęły robić to, co umiały najlepiej...
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 18:13   

Arment rzucił szybkim spojrzeniem wokół sprawdzając potencjalne zagrożenie, jednak nadal nic się nie zmieniło w pobliskim otoczeniu. Przystąpił zatem do dzieła.
Czas nagle zwolnił swój bieg, każda sekunda trwał minuty. Ręka złodzieja ruszyła w kierunku zamka naszyjnika. Palce złodzieja ze swą zwinnością dotknęły metalu. Cóż za ogromna przyjemność ogarnęła Armenta. Ach, błogość. Palec wskazujący rozpoczął taniec odginając zawleczkę, serdeczny dołączył przesuwając zapadkę by w ostatnim takcie kciuk w towarzystwie wskazującego uchwyciło naszyjnik zręcznym chwytem.
Zdobycz już była w jego rękach, teraz szybki acz delikatny ruch i naszyjnik ciężko opadł całym swym ciężarem w dłoń złodzieja.
W tym momencie czas ruszył do przodu i pan młody wraz z dwoma kieliszkami wina ruszył do swej żony:
- Już idę kochanie! - powiedział do niej z uśmiechem na ustach.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-07, 18:27   

Arment szybkim ruchem schował naszyjnik do kieszeni. Rozejrzał się w koło. Zastanawiał się czy nie schować gdzieś naszyjnika, tak by wrócić po niego po zakończeniu wesela.... Jednak ponowne pojawienie sie tutaj w najbliższym czasie nie było by najmądrzejszym posunięciem. Obszedł więc sale w koło, jak najdalej od młodej pary, jak najbliżej drzwi. Naszyjnik przyjemnie ciążył mu w kieszeni... Chciał jak najszybciej się stąd wydostać ze swoją zdobyczą...
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 18:40   

Naszyjnik zwinnym ruchem wylądował w kieszeni bohatera, a on sam ruszył w kierunku wyjścia. Gdy tylko się odwrócił zobaczył że na jego osobie spoczywają oczy młodej brunetki, która przyszła tu wraz z bratem Panny młodej. Patrzyła na niego tępo, bez wyrazu, poprostu go obserwowała. Widać nie miała zamiaru wszcząć alarmu gdyż do tej pory nadal tego nie zrobiła.
Złodziej szedł krok za krokiem a za nim podążały jej smutne oczy. Dziewczyna była piękna, młoda lecz brakowało jej życia, była niczym duch lub kamienna lalka. Arment przeszedł obok jej miejsca. Ich oczy sie spotkały, usta jej uśmiechnęły się do niego lecz oczy nadal pozostały zimne, smutne, bez życia.
Chłopak był już niedaleko drzwi, jeszcze chwila i będzie na wolności, jeszcze chwila i cały skarb będzie tylko jego, będzie bogaty.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Zaan Baenre 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączył: 03 Gru 2005
Posty: 96
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-07, 18:46   

Nie zwrócił uwagi na dziewczynę. Mieszkając w slumsach niejednokrotnie był świadkiem gwałtów i rozbojów. Cóż takiego, mogło spotkać tą dziewczynę? To że została zerżnięta parę razy przez bogatego gbura, nie znaczy ze nie ma wszystkiego na wyciągnięcie ręki, o czym świadczy jej ubranie, makijaż, oraz sam fakt pobytu tutaj. Jego głowę zaprzątały myśli o zbliżającym się bogactwie... Ale najpierw musiał się stąd wydostać.
_________________
Arment
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-05-07, 18:58   

Osiągnął drzwi z łatwością, a wychodząc zerknął jeszcze raz na salę. Zobaczył małe zamieszanie wokół pary młodej, co mogło znaczyć że strata naszyjnika została odkryta. Musiał znikać krok i będzie na ulicy. Kątem oka jeszcze raz zobaczył oczy dziewczyny i jej twarz. "Nie rób tego" - zdawało się że wyszeptały jej usta, lecz Arment był już na zewnątrz. Muzyka została przytłumiona, tak jak i gwar ucztujących biesiadników. Na dworze było już ciemno, słońce które upiększało mury budynków gdy bohater wchodził do karczmy zaszło już. Ulice były teraz oświetlane przez zapalne właśnie oliwne lampy, które dość dobrze odganiały mrok z centrum drogi, pozostawiając jednak pewne cienie tuż przy ścianach domów.
Złodziej poczuł radość z osiągniętego celu, jak i faktu że jest już prawie bezpieczny. Było to jednak prawie gdyż w każdej chwili ktoś mógł wybiec na zewnątrz i skojarzyć go z obecnością w karczmie.
Do uszu bohatera doleciała nagła cisza wydobywająca sie z oberży, to naprawdę nie wróżyło niczego dobrego.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group