Nathian spodziewał się takiej reakcji Sir Trevora na jego "nekro-mantę" ale co zrobić jeśli się niewiele wie. Dlatego w skupieniu wsłuchał się w wykład swojego kompana, który na pewno wie znacznie więcej od niego jeśli chodzi o truposze i inne nekromanty.
- Rozumiem. Czyli zombie atakować w brzuch, serce lub głowę.. Tak.. - mruczał pod nosem w czasie drugiej części "wykładu" o nieumarłych - jakoś sobie poradzimy. Ufam w to, że masz niemałe doświadczenie z tym ścierwem. Ciekawe czy znasz się na egzorcyzmach, skoro jesteś paladynem. Mógłbyś odpędzić nieumarłych, jeśli się zbytnio nagromadzą i nie będziemy już dawać rady.
Nathian zerknął do środka krypty już przy oświetleniu kryształu "lampki". Zbadał wnętrze na ile się da. Po chwili zastanowienia zwrócił się do Sir Trevora.
- Będziemy przeszukiwać tylko tą kryptę, czy "odwiedzimy" również pozostałe. Myślisz, że tylko stąd przyłażą potwory? - poczekał na odpowiedź towarzysza - Skoro tak, to możemy już iść, wiem już wszystko, co chciałbym wiedzieć.
- Znam doskonały sposób na odpędzanie nieumarłych – sir Trevor spojrzał nad wyraz wymownie na trzymany w ręku miecz – lepszego nigdy nie poznasz. Odpędza raz a tak, że już nigdy nie wrócą. I to mam zamiar zrobić. Powiem ci szczerze, Nathianie, że pieniądze mnie nie interesują. Co prawda nie samą wiarą żyje człowiek, ale dłonie umarłych pozostawiam do twojej dyspozycji... co ty na taki układ? Ty zgarniasz dłonie i nagrodę zań, ale w zamian zbadasz ze mną całe lochy. Pomożesz mi znaleźć źródło umarłych i pozostałości po tamtej ósemce poszukiwaczy, zgoda?
Propozycja brzmiała dość dobrze, ale ostateczna decyzja pozostała w gestii Nathiana.
- Pójdę co prawda i bez twojej pomocy, ale co dwa miecze, to nie jeden... - dodał po chwili, jakby usprawiedliwiając się, paladyn.
Pobieżne spojrzenie w głąb krypty nie zaowocowało jakimiś szczególnymi odkryciami. Niezbyt strome, acz wilgotne i śliskie kamienne schody prowadziły jakieś dwa, trzy metry pod powierzchnię cmentarza. W pewnym momencie urywały się drzwiami o wysokości dorosłego człowieka, kończonymi półkoliście. Drzwi były zamknięte, toteż nic za nimi dojrzeć nie można było. Nathian nie był w stanie określić, czy na klucz, lecz nawet jeśli, zbutwiałe drewno nie winno stanowić żadnej przeszkody. Obaj mężczyźni, stojąc w progu wejścia do krypty mieli czas zarówno na podziwianie spokoju panującego na cmentarzu, jak na rozmowę, czy podejmowanie ważnych decyzji.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian zaśmiał się naturalnie, kiedy to Sir powiedział mu o mieczu. Potem zerknął na słońcem starając się określić ile jeszcze czasu im zostało do wieczora, bo jeśli nie tylko w tej krypcie gnieżdżą się zombie to może być naprawdę niebezpiecznie, jeśli chodzi o ucieczkę lub powrót do miasta. Potem zagadnął jeszcze, odwlekając wejście do podziemi :
- W takim układzie jestem dobrym kompanem dla palladyna, umiemy to samo. Co do łap to bardzo dziękuję, spodziewałem się jakiegoś dzielenia się łupem, ale skoro uważasz, że spokój w mieście jest ważniejszy to twoja strata. Ja bym się chętnie z tobą podzielił ale jak wolisz. Mam jeszcze pytanie odnośnie tych nekromantów, jeśli możesz. To powiedz mi co oni robią z tymi ciałami i po co. Nie rozumiem, przecież to jest obrzydliwe i bezcelowe według mnie, ale pamiętaj, że póki co mało wiem o tych dziwnych magach. Ale jeśli go tam spotkamy, to dobrze byłoby wiedzieć o nim wszystko, prawda?
Słońce minęło już jakiś czas temu najwyższą pozycję na niebie. Nathian musiał przyznać, że sporo się dziś działo. Przed południem dotarł do bram miasta, sporo czasu stracił w kolejce, potem został napadnięty przez tego nieszczęsnego bandytę... południe, jak mu się wydawało, spędził chyba w kuźni u Delverta, a przecież sporo czasu również poświęcił na wędrówkę po rynku i rozmowy ze strażnikami.
Na oko i zdrowy chłopski rozum oceniając chłopak stwierdził, że do zmierzchu zostało im jeszcze jakieś dwie godziny. Dość czasu by dokładnie zbadać nawet dość spore lochy.. o ile nie wydarzy się nic nieoczekiwanego.
Ciche syknięcie skrajnego obrzydzenia wyrwało Nathiana z rozmyślań. To sir Trevor skrzywił się wyraźnie na wzmiankę o nekromancie.
- Właśnie, 'jeśli go tam spotkamy'. Nie jest pewne, czy to wina maga. Ale jeśli.. cóż, towarzyszu, nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Po co im ciała? Tworzą z nich swoje sługi, może lubują się w absolutnej władzy nad każdym ich gestem, może używają ich do kolejnych, bardziej skomplikowanych eksperymentów? Szkielety i zombie to słudzy idealni. Nie śpią, nigdy nie kwestionują rozkazów, nie jedzą, koszt ich utrzymania jest dokładnie zerowy, bezwolnie posłuszni, wystarczająco silni, by odpędzić niechcianych gości.. mają wiele zastosowań, Nathianie. Osobiście jednak przychylam się do zdania, że zaistniałą sytuację wywołali jacyś rabusie grobowców. Odkopali jakiś dawno zapomniany artefakt i teraz mamy przez to problemy. Nie widzę celu, dla którego nekromanta miałby przeprowadzać swoje ohydne praktyki w centrum Dorienburga...
Fakt, to również brzmiało sensownie.
Sir Trevor uśmiechnął się na wzmiankę o łupach.
- Szkoda mi plecaka na noszenie nieumarłych - roześmiał się - ale jeśli znajdziemy coś jeszcze wartego uwagi, mój drogi najemniku, wtedy porozmawiamy o podziale. Nie samą wiarą żyje paladyn, rozumiesz.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian wzdrygnął się na wzmiankę o nieumarłych sługach. Ciekawe, czy nekromanci mają jakiś czar, który odświeża im powietrze, bo raczej ciężko byłoby wytrzymać blisko takich cuchnących sługusów.
- Na przykład jeśli ten "artefakt" okazał by się wspaniałym mieczem, wziąłbyś go prawda? Liczysz na to, że zadowolę się dłońmi zombie tak? Jeszcze się zobaczy Sir Trevorze, oceni się wartość wszystkiego i się podzielimy, jak prawdziwa drużyna a nie. Na razie, musimy tam wejść i przeżyć, przy tym odkrywając całą kryptę. To nasz główny cel teraz i na tym powinniśmy się skupić. A najprzyjemniejsze, czyli dzielenie łupu zostawmy na koniec.
Dwie godziny, chłopak nie wiedział, jak duża może być krypta, ale w dwie godziny powinny starczyć na eksplorację takiego pomieszczenia lub kilku. Jeśli wszystko pójdzie z planem, godzina powinna wystarczyć. Jeśli nie starczy, może być naprawdę ciężko.
- Masz rację, co dwa miecze to nie jeden, jestem gotów żeby tam wejść Sir Trevorze. Zostało nam niespełna dwie godziny na zbadanie krypty odjąć wyjście cało z cmentarza przed zmierzchem. Dlatego dobrze by było jakbyśmy weszli teraz. Żeby nie było potem komplikacji.
Jeśli Sir Trevor stwierdzi, że już czas wchodzić, Nathian podąża za nim do krypty.
- Nie chciałem by tak to zabrzmiało, Nathianie. Źle mnie zrozumiałeś. Jeśli okaże się, że przyczyną powstawania umarłych z grobu będzie artefakt, to wezmę go tylko po to, by go zniszczyć, rozumiesz? Ale, nie czas na to.. masz rację, pora na nas. Jeszcze kryształy gotowe wyczerpać się w najmniej odpowiednim momencie.
Uwaga powiedziana pół żartem, pół serio zabrzmiała jednak bardzo groźnie. Nathian mógł tylko pluć sobie w brodę, że nie posłuchał wąsatego strażnika z rynku i że nie przygotował się dostatecznie. Szczęściem miksturę leczenia dał mu Kellerman... ale brak pochodni mógł się jeszcze w przyszłości zemścić.
Pierwsze kroki postawione na kamiennych schodach rozbrzmiały w okolicy głuchymi uderzeniami stali o kamień. Czego jak czego, ale dyskrecji to paladynowi brakowało. Nathian poruszał się od niego znacznie zwinniej i ciszej.
Mimo to sir Trevor, lepiej opancerzony i uzbrojony szedł jako pierwszy.
Pancerna rękawica spoczęła na klamce od drzwi.. nacisnęła je.. ustąpiły bez walki, rozsuwając się bezszelestnie. Blade światło magicznych kryształów oblało swoją zimną poświatą wnętrze niezbyt dużej komnaty na planie kwadratu o boku 4,5 metra. Jej wnętrze zajmował pojedynczy sarkofag, zdemolowany jednak i z odrzuconą pokrywą. W sali panowała taka wilgoć, że można ją było kroić i dzielić na porcje. Jak to w kryptach.
Z pomieszczenia wychodziło dwoje drzwi. Jedne na zachodniej, drugie na wschodniej ścianie.
- To może być większe, niż się spodziewałem... - szepnął sir Trevor, wodząc mieczem w powietrzu i ostrożnie zaglądając do wnętrza sarkofagu.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian stąpał ostrożnie za kompanem. Szedł powoli, być może z tego powodu, że się bał, albo nie był doświadczony, ale wolał zachować ciszę.
Gdy weszli do pomieszczenia, chłopak był napięty jak struna, czekając tylko na jakikolwiek ruch lub dźwięk, ale w środku było spokojnie. Zaczął polegać na Sir Trevorze, więc jeśli on mówi, że krypta jest duża, to dla Nathiana musi być ogromna. Też niespokojnie zerknął do sarkofagów ale ze znacznie bezpieczniejszej odległości.
- Są dwa wyjścia, rozdzielamy się czy trzymamy razem? Nie wiem jak wąskie są korytarze między kryptami i czy w ogóle warto iść wspólnie skoro jeden drugiemu będzie tylko przeszkadzał. Nie mówię, że tego chce, bo zawsze lepiej we dwójkę, jednak czy to ma sens - mruknął cicho, nie chcąc mącić ciszy jaka tu panowała - Jak myślisz, jak duża jest ta krypta. Dwa wyjścia, to pewnie musi być jakaś wielki grobowiec rodzinny. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Zdaję sie na twoje doświadczenie Sir Trevorze.
Sarkofag był pusty. Ciężkie, kamienne wieko leżało odrzucone i roztrzaskane na posadzce krypty w tysiącach maleńkich kawałków. Wewnątrz znajdował się jedynie kurz i powietrze. Nic nie mąciło panującej tu ciszy, prócz kroków i słów dwójki mężczyzn.
- Krypta nie tyle rodzinna, co całego rodu, Nathianie. Sarkofagów będzie tu sporo w mniejszych salach. Dużo w katakumbach, we wnękach w ścianach... z tego co z reguły się spotyka, seria mniejszych sal kończy się zawsze w sali głównej, gdzie spoczywają najważniejsze osobistości rodziny. Zapewne tam musimy się udać.
Chwila na spojrzenie na drzwi. Drewniane, bez specjalnych zdobień, tudzież metalowych zbrojeń. Ot takie, w które strach zastukać, bo ręka może przejść na wylot.
- Nie rozdzielajmy się. Jeśli korytarz będzie wąski, zwyczajnie wycofamy się tutaj, by móc atakować - zadecydował paladyn po czym dodał - wybieraj drzwi.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian już sobie wyobraził jaki wielki musi być ten grobowiec. Widział przed oczyma główną sale otoczoną sarkofagami a na podeście artefakt.
- Skoro mówisz, że to krypta rodowa to nie wiem czy damy radę oczyścić całość w dwie godziny. Chyba, że masz zamiar tu nocować. - Nathian szczerze się przestraszył, ze jeśli im sie nie uda będą musieli tu zostać, lub w wypadku jakichkolwiek ran, przebiegać przez cmentarzysko nocą wśród łaknących jego krwi nieumarłych. - Powinniśmy sie pospieszyć jeśli ma sie nam powieść. - mruknął.
Ostrożnie, krok za krokiem podszedł do drzwi, które otwierały przejście do zachodniej części grobowca. Gdy już był tuż przy nich mruknął do Sir Trevora:
- Wybieram te - i ostrożnie pociągnął za klamkę w jak największym skupieniu i ciszy, po czym zerknął do środka w bezpiecznej odległości.
Poczuł jak ręce pocą sie na mieczu i krysztale. W tej komnacie czuł się w miarę bezpiecznie, jednak w następnej mogą być już nieumarli. Przed oczami stanął mu obraz z jego pierwszej walki z zombiem, kiedy to stwór leżał na nim zionąc obrzydliwie z jamy ustnej prosto w jego twarz.
Szary - ściany
Brązowy - drzwi
Niebieski - sir Trevor
Zielony - Nathian
Czerń - sarkofag
Drzwi zgodnie z przewidywaniami ustąpiły bez problemu. Z cichym skrzypnięciem uchyliły się na oścież do wnętrza sali. Nathian słyszał wyraźnie spokojny oddech sir Trevora, gotowego do ataku tuż za nim.
Blade światło magicznego kryształu...
...oświetliło krótki, trzymetrowy korytarz o wysokości może dwóch metrów, wykonany z gładko obciosanego kamienia, kończący się kolejnymi drzwiami. Drzwiami utrzymanymi w równie złym stanie co te poprzednie.
- Gdyby coś się działo, albo krzycz, że się wycofujemy, albo wejdź jak najgłębiej, bym również mógł walczyć - polecił paladyn.
Zaiste, w tak wąskim korytarzu możliwa była tylko walka jeden na jednego.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian zerknął przez ramię patrząc na twarz kompana oświetlonego kryształem.
- Wydaje mi się, że bezpieczniej będzie jeśli wyjdziemy z powrotem w odpowiednim momencie, zombie są zbyt głupie żeby jednocześnie ruszyć razem, jestem pewien, że jeśli się cofniemy to może przyjdzie ze dwóch trzech, jeśli skoczę do środka może być ciężko bo zaatakują wszystkie naraz. Dlatego jak coś to powiem, wtedy zaczniemy się wycofywać - szepnął, przeczuwając, że już za następnymi wrotami spotka ich niebezpieczeństwo. Byłoby to dziwne gdyby kolejna już komnata była pusta.
Odwrócił się od niego i powoli stąpając powrócił do nerwowego badania wzrokiem przestrzeni dzielącej go od drzwi. Wilgotne powietrze niezbyt dobrze działało na jego układ oddechowy. Czuł jak serce wali mu w klatce piersiowej przyśpieszając zarówno oddech.
- Jak zrobimy z drzwiami? Jeśli tam są potwory to będzie już się ciężko wycofać, bo mamy jakieś trzy metry do pomieszczenia za nami. Możemy tam wskoczyć z zaskoczenia, możliwe jest, że zombie będą w letargu mimo ciemnej komnaty, rozumiesz. To mogłoby nam znacznie sprzyjać. Weszlibyśmy tam razem. - mruknął wciąż posuwając się do przodu.
Nathian dotarł do drzwi. Niewiele się w ich wyglądzie zmieniło od ostatnich kilku sekund.
Sir Trevor gdzieś za jego plecami parsknął urwanie.
- Nathian, nawet jeśli były w letargu, to już dawno je obudziłeś gadaniem.. może mniej dyskutuj, a więcej działaj, co?
Uwaga tyleż złośliwa, co trafna. Nathian gadał za trzech, a w tym czasie pokonał odległość zaledwie dwóch kroków, nie podejmując żadnej akcji.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian chciał mu powiedzieć, że dlatego bo sie boi i chce odwlec wejście do środka ale w porę ugryzł się w język. Przeczuwał, że w środku walki strach ustąpi przed żądzą przetrwania. Dlatego nic nie powiedział tylko już sprawniej doszedł do drzwi. Zupełnie zignorował uwagę Sir Trevora, była ona strasznie głupia, bo lepiej teraz to wszystko przygotować
- Gotów? - mruknął - to jak wchodzimy? Otwieram na trzy. Raz.. Dwa.. Trzy..
Zdecydował się na szybkie wejście do środka z zaskoczenia. We dwóch powinni sobie dać radę. Szybkim ruchem otworzył drzwi i śmignął do środka w zupełnie pełnej gotowości bojowej. Nie wiedział czego się spodziewać w środku, dlatego starał się być przygotowany na wszystko. Począwszy na hordzie szkieletów skończywszy na śpiącym wampirze w sarkofagu.
Przepuszcza w wejściu Sir Trevora.
Sir Trevor skinął delikatnie głową w niemej odpowiedzi na pytanie zadane przez Nathiana. O tak, był gotów. Było to widać po zaciętej minie, zaciśniętych ustach, skupieniu w oczach. Było to widać po dłoni, nerwowo zaciśniętej na rękojeści miecza. Było to doskonale widać po lekko skulonej pozycji, wyżej trzymanej tarczy. Z pozycji takiej paladyn gotów był zaatakować z ogromną siłą w ułamku sekundy.
Tak, był gotów.
A Nathian?
Ku swojemu zdumieniu zauważył, że ręka zaciśnięta na trzymanej broni poci się znacznie bardziej, niż powinna. Nerwowy skurcz przebiegł gdzieś po łydce. Chłopak musiał przyznać wbrew sobie, że paskudne doświadczenia z walki w tamtej norze w ziemi wracają ze zdwojoną siłą. Jak paladyni mogą to wytrzymywać? Oni walczą głównie z umarłymi... Nathian zaś już teraz niczego nie pragnął tak bardzo, jak wynieść się z tej krypty.
Za późno.
Drzwi z szumem i hukiem, gwałtownie otarły się do środka. Nathian natychmiast zwinął się w miejscu, przywarł do ściany. Doskonale słyszał, jak sir Trevor wpada tuż za nim, szczękając metalowymi częściami ekwipunku. Nawet nie musiał się odwracać, by wiedzieć, gdzie stoi.
Tym lepiej.
Jego uwagę przykuło bowiem to, co znajdowało się za drzwiami.
czerwony - nieumarli
Pięć sarkofagów, kamiennych pudeł gotowych pomieścić dorosłego mężczyznę stało na podłodze na planie pięcioramiennej gwiazdy, centrycznie ułożone wokół wysokiego świecznika, na którym paliła się jedna, niewielka, rzucająca interesujące, zielone światło świeczka. Sarkofagi były otwarte. I trudno się dziwić. Ich mieszkańcy bowiem byli już 'na nogach', wlepiając w dwóch wojowników swoje niesamowite, czerwone ślepia.
Cichy, gardłowy syk piątki istot wyglądających, jakby za chwilę, przy najlżejszym poruszeniu miały się rozpaść wypełnił pomieszczenie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Jednym ruchem Nathian obrócił się przepuszczając Sir Trevora przez wejście. Wyciągnął miecz daleko przed siebie na wypadek, gdyby jakiś potwór się na niego rzucił. Wtedy to obejrzał całe pomieszczenie.
W pierwszej chwili, dosłownie sekundzie nogi zamarły pod nim. Poczuł zimno, które przeszło przez całe jego ciało. Gdy podniósł tarczę wyżej stwierdził, że cała koszulka pod pancerzem ze skóry jest mokra jakby przed chwilą wyszedł z basenu.
Lecz tylko w pierwszej sekundzie. Potem strach przerodził się w zupełnie co innego. Stanął mu przed oczami obraz zombie rzucającego się na jego szyję tam, w podziemiach Zarra. Tak się przeraził, że cały się zagotował, czuł gorąco idące od serca w kierunku kończyn. Patrzył na mordy pięciu zombie i stwierdził, że to jakiś koszmar. Chciał za wszelką cenę go skończyć, dlatego nie znana mu do tej pory siła popchnęła go do działania.
To wszystko trwało może półtorej sekundy.
Potem już miał ochotę tylko przeżyć, a najlepszą obroną jest atak.
Szybkim ruchem odbił się od ściany, na której do tej pory się rozpłaszczał ze strachu.
Zrobił krótki rozbieg, w prawą stronę, w kierunku pierwszego zombie jakiego ujrzał, na którego końcu wybił się wysoko w górę.
Gdy już powoli opadał, pomógł sobie jak tylko mógł mimo kryształu, aby zwiększyć siłę ciosu i ciął potężnie poczwarę mierząc od góry w czaszkę.
Bez znaczenia na suteczność ciosu, opada na jedno kolano i zasłania się tarczą i mieczem, albo wpierw wyrywa miecz z trzewi potwora.
Cały świat zawirował w ułamku sekundy. Nathian odbił się silnie od ściany, o którą do tej pory był oparty. Dwa szybkie kroki, wyskok i już jedno uderzenie rozkołatanego serca później miecz z sykiem przeciął powietrze.
Nie tylko.
Cięcie okazało się niezwykle skuteczne. Nathian poczuł znajomy opór, gdy ostrze przedzierało się przez ciało przeciwnika. Zombie zaryczał, czy raczej próbował zaryczeć.
Bez połowy szczęki było to dość trudne.
Cięcie z wyskoku zaowocowało zniesieniem ponad połowy twarzoszczęki przeciwnika. Pozbawiony lewej połowy głowy zombie wyglądał jeszcze bardziej obrzydliwie, niż przed chwilą. Nathian wolał nawet nie zastanawiać się, czym była brudnożółta ciecz, która właśnie wylewała się z głowy nieumarłego.
Śmierdziało fatalnie.
Zombie wykonał jeden niepewny krok w stronę wojownika i przewrócił jak długi. Nie drgnął już nawet. W przeciwieństwie do jego 'kompanów'.
Umarli podzielili się. Dwóch zaatakowało Nathiana. Ten jednak wychwycił wszystkie ciosy tarczą, lub zdołał zręcznie ich uniknąć, wychodząc ze starcia bez szwanku. Równie dobrze radził sobie paladyn. Jednym płynnym ciosem bojowego miecza wyłączył z walki jednego ze swoich przeciwników, pozbawiając go głowy.
Zostało trzech.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian zdziwił się, że tak łatwo przyszło mu pokonanie jednego z przeciwników. Tam w jaskini to było straszne, jeden zombie a sprawił mu naprawdę sporo kłopotów. Nabrał tyle pewności siebie ile można będąc otoczonym przez dwa żywe trupy. Widocznie tam był strasz nie przerażony, walka teraz wyglądała zupełnie inaczej. Światło kryształu trzymanego w dłoni znacznie polepszało jego widoczność i tym samym uniki i ciosy.
Kiedy udało mu się uniknąć i wybronić wszystkie ciosy, był naprawdę zdziwiony.
Kierował się wyłącznie wolą przetrwania i to poskutkowało.
Na szczęście.
Zakręcił syczącego młyńca celując w głowę pierwszego z brzegu potwora.
Potem, korzystając z pędu miecza, który ciągnął go dalej, zrobił zgrabny piruet, padając na prawe kolano i ciął tego samego potwora mierząc w brzuch.
Takiej serii ciosów potwór nie powinien przeżyć, ale wszystko może się zdarzyć, dlatego tarcza Nathiana była gotowa na wszelkie niespodziewane ciosy.
Jednego Nathian mógł być pewien. Był znacznie szybszy i zwinniejszy od swoich przeciwników. Nic dziwnego, że inicjatywa w starciu należała do niego.
Szybki jak myśl cios mieczem spadł na zombie. Co prawda nie do końca udał się zamysł trafienia go w głowę, gdyż ostrze przejechało przez całą szerokość klatki piersiowej, ale mimo wszystko wróg musiał odczuć siłę ciosu. Kilka koślawych kroków w stronę chłopca... i drugi cios, z przyklęku przebił trzewia stwora. Miecz z sykiem i mlaśnięciem wbił się w brzuch nieumarłego. Ów był w stanie jedynie stęknąć, oraz wywrócić z metalicznym hukiem przewracanego świecznika. Zielone światło dogasającej świecy zamigotało i zgasło.
Sir Trevor radził sobie równie dobrze. Nathian z pewnym podziwem zauważył, jak zakuty w stal rycerz doskonale operuje mieczem. Widać, paladyni to nie tylko znakomity przedmiot drwin i żartów, ale również specjaliści od walki z nieumarłymi. Dwa szybkie ciosy i kolejny zombie leżał na podłodze komnaty.
Zostało dwóch.
Dwóch atakujących tak nieporadnie, że obaj mężczyźni nie mieli większych problemów z uniknięciem lub sparowaniem ciosów.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian gładko ominął nieporadne ciosy jego ostatniego przeciwnika. Strach już dawno minął, teraz była tylko zimna profesja. Gdy zabił pierwszego zombie stwierdził, że póki co jest bardzo łatwo. Podejrzewał jednak, że te podziemia wcale nie są tak małe jak się wydaje. Dwa przejścia i przypuszczenia Sir Trevora utwierdziły go w tym przekonaniu.
Z podziwem zerknął na palladyna, który równie sprawnie co Nathian radził sobie z umarłymi. Może nie było w tym tyle finezji co w ciosach Nathiana, jednak on miał lekki skórzany pancerz, a jego towarzysz był w ciężkiej zbroi. Mimo to pełno było gracji i skuteczności w jego ruchach.
" - To było łatwiejsze niż myślałem... - przemknęło mu przez myśl kiedy z zaciśniętymi zębami nacierał z furią na ostatniego przeciwnika"
Wyprowadził dwa szybkie ciosy, jeden mierzony w serce a drugim starał się uciąc głowę zombiego. Uśmiechnął się na myśl, kiedy to wróci do Delverta z pieniędzmi za zabite potwory. Już widział przed oczami stertę łap wystających z jego plecaka.
Zombie były powolne. Owszem, były dość wytrzymałe, ale brak pancerza i zupełny brak jakiejkolwiek inicjatywy mającej na celu uniknięcie ciosów sprawiał, że wytrzymałość ta stawała się psu na budę warta. Nathian z kolei uderzał celnie i mocno. Pierwszy cios chybił co prawda serca, wchodząc w ciało nieumarłego nieco poniżej piersi, przechodząc przez żebra z sykiem prutej skóry i trzaskiem łamanej kości, lecz drugi spełnił już swoje zadanie. Zombie nawet nie stęknął, gdy klinga ze świtem przecięła powietrze i z wyraźnym, brzmiącym jak huk, trzaskiem miażdżonej czaszki zniosła górną część jego czaszki, na wysokości oczu. Kreatura chwilę stała jeszcze jak kołek, kłapiąc samą szczęką, po czym obaliła się na posadzkę.
Sir Trevor w tym czasie nieco mniej efektownie, ale równie skutecznie pozbył się swojego wroga. Znacznie skracając dystans, wbił z impetem swój miecz z trzewia zombie, przysuwając się doń niemal na wyciągnięcie dłoni. Następnie gwałtownym ruchem wyszarpnął miecz z ciała wroga, ciągnąc za sobą szeroki wachlarz płynów ustrojowych, kopniakiem posłał go na ziemię i kolejnym, umykającym oczom cięciem pozbawił go głowy.
- Łatwo poszło.. - westchnął, ignorując absolutnie ciała, rozglądając się po pomieszczeniu.
Teraz dopiero Nathian zauważył, że w południowo – zachodnim rogu pomieszczenia znajdowały się kolejne, proste, drewniane drzwi. Krypta faktycznie z kroku na krok wydawała się być coraz większa.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Gdy Nathian powalił ostatniego potwora oparł się o ścianę. Był lekko zmęczony i poddenerwowany. Czuł jak drżą mu ręce na krysztale światła. Zamknął oczy na chwilę, po czym potarł nerwowo twarz. Serce powoli się uspokajało.
- Faktycznie, spodziewałem się, że będzie znacznie trudniej. - kiwnął głową na drzwi - ale wydaje mi się, że to dopiero początek przygody. Czyste są dopiero dwa pomieszczenia, a wiemy od dwóch następnych. Ta krypta może być całkiem spora. Musimy się pośpieszyć jeśli mamy zdążyć przed zmierzchem... Myślisz, że dalej będą potężniejsze umarlaki niż tutaj? Zakładając, że na końcu jest ten przedmiot co powoduje całą tą zarazę.
Bez względu na odpowiedź Sir Trevora, Nathian zdejmuje z siebie plecak i kładzie go na podłodze krypty, nie zalanej przez trzewia potworów. Przeszukuje go przez chwilę, w poszukiwaniu manierki z wodą. W tym wilgotnym i cuchnącym pomieszczeniu, woda to właśnie to czego mu potrzeba. Wypił duszkiem parę łyków.
- Jeszcze chwila, zanim wejdziemy dalej. Muszę zabrać łapy - mruknął niemrawo do paladyna - brzydzę się tym, ale jeśli chcę zarobić, to nie mam innego wyjścia.
Wzdrygnął się na samą myśl.
Zerknął na ciała zombich leżące w najróżniejszych pozycjach. Chwilę się zastanowiał, aż w końcu bez słowa wylał wodę z bukłaka do pierwszego lepszego sarkofagu, woda i tak już była dosyć stara, a potrzebował bukłaka. Ułożył dokładnie wszystkie swoje przedmioty na samym dnie plecaka. Zabierając ze sobą jedną porcję bandażu. Na wierzch, równo ułożonego inwentarza ułożył pusty bukłak i przykrył go rozwiniętym bandażem, w taki sposób żeby zakrywał całość. Krytycznie obejrzał swoje dzieło. Miał nadzieję, że to starczy do zatrzymania wydzieliny z kończyn potworów i to paskudztwo nie zepsuje mu plecaka. Choć i tak pewnie będzie musiał kupować nowy po tej przygodzie.
Nathian podszedł do najbliższego mu zombie na chwiejnych nogach i kopniakiem upewnił się czy stwór nie ma zamiaru wstać, po czym obejrzał krytycznie łapsko powtora.
"- Jak mus to mus, jestem już za daleko żeby zwątpić - pomyślał ściskając miecz."
Ciął kończynę potwora mierząc jak najbliżej dłoni. Tylko tyle ile potrzebował.
Potem zwymiotował do sarkofagu..
Taak... woda była zdecydowanie tym, czego potrzebował obecnie Nathian. Co prawda gotów byłby pokonać następne trzy takie komnaty by tylko dostać kufel piwa (niczym Twój GM ), ale na bezrybiu i rak ryba. Niech będzie woda. Przyjemne orzeźwienie dodawało otuchy ciału, przynosiło ulgę zaschniętemu gardłu i napawało optymizmem na najbliższe minuty. Mała rzecz, a cieszy.
Wbrew pozorom, smakowała dobrze. Nie była najwyraźniej aż tak stara, jak sądził Nathian. Aż żal było wylewać zawartość manierki do sarkofagu. Woda z pluskiem rozlała się po zakurzonej, kamiennej puszce.
- Nie wiem, choć nie zdziwiłbym się, gdybyśmy coś spotkali. Osobiście liczę na ghule... gorzej, gdyby faktycznie pojawił się jakiś cień, lub w ostateczności wampir – spokojnie rzekł paladyn, również opierając się o ścianę i metodycznie wycierając ostrze miecza o kawałek szmatki, dobytej nie wiadomo kiedy.
Ponoć czyszczenie klingi znakomicie uspokaja dłonie. Raz – dwa. Góra – dół.
Nathian jednak tego już nie widział. Podobnie jak nie zauważył ciekawskiego spojrzenia towarzysza, jakie na nim spoczęło. Młodzieniec wykonywał swój plan. Dość dziwaczny, ale lepszy niż żaden. Cała zawartość plecaka spoczęła na jego dnie. Na wierzchu znalazła się pusta manierka oraz baldachim bandaża. Owa konstrukcja wyglądała tak, jakby nawet kisiel był w stanie przez nią się przedrzeć głębiej. Nathian kombinował jak mógł, ale manierka oraz bandaż to z całą pewnością było za mało, by uchronić plecak od zabrudzenia.
Rychło się o tym przekonał.
Jedna, druga, trzecia, oraz czwarta dłoń nieumarłego spoczęła w plecaku. Ich odcięcie nie sprawiło żadnych problemów w kwestii czysto fizycznej. Gorzej było z kwestią estetyczną. Dotyk przytrzymywanej dłoni zombie nie należał do najprzyjemniejszych. Skóra nieumarłych była wilgotna, miękka oraz nieprzyjemnie śliska i rozlazła w dotyku. Zupełnie, jakby miała się rozpuścić. Nathian poczuł trudną do opisania ulgę, gdy całość spoczęla w plecaku. I nawet fakt, że cały szybko zapaskudził się żółtą wydzieliną nie zepsuł w nim tego uczucia.
Suche wymioty, niweczące zbawczy efekt ledwo co wypitej wody również.
Sir Trevor spokojnie czekał aż Nathian dojdzie do siebie i podejmie jakąś decyzję.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian aż przysiadł ze zmęczenia na posadce nie zalanej przez wydzielinę. Tyle męczarni dla kilku złotych monet? Jeśli wierzyć, że Sir Trevor mówił prawdę i Kellerman nie da mu więcej niż 3 złote monety, to ta cała wyprawa nie jest warta świeczki. Czuł się fatalnie po wymiotach. Ale zarazem cieszył się, że wszystkie dłonie spoczęły w plecaku. Rozważał w myślach za i przeciw aby iść dalej. Popsuty plecak, jego wyczerpanie i strach po jednej. Żądza zarobku, przygody i towarzystwo paladyna, które bardzo mu odpowiadało.
Postanowił zostać.
Zauważył, że postać Sir Trevora jest bardzo mu przyjazna. Nie wiedział dlaczego, skoro znają się zaledwie może dwadzieścia minut. Być może to jego sytuacja psychiczna po stracie rodziców?
W dzieciństwie nigdy nie miał przyjaciół. Ich farma była tak wielka, że do następnej było zbyt dużo drogi, aby rodzice pozwolili mu odwiedzać inne dzieci. Jedyne osoby jakie widywał to służba i rodzice, którzy byli ciągle bardzo zapracowani, nikt nie poświęcał mu czasu. Zanim pojawili się ludzie dozorcy, stary Merrik czasami, wieczorem. Kiedy już wszystkie prace zostały wykonane przysiadywał na altance w ogródku i opowiadał mu bajki. Jednak gdy do jego życia wkroczyły problemy. Jego ojciec nie miał nawet czasu na tą małą przyjemność dla syna.
Samotność nie bardzo go przygnębiała. Był bardzo skryty. Całymi dniami przesiadywał w lesie, na polu wśród łanów zbóż. Myśląc, marząc lub po prostu śpiąc. Nikomu nie wadził.
Być może jego prawdziwe ja ukrywane przez samotność z dzieciństwa, wyzwalało się właśnie teraz. Kiedy potrzebował najbardziej kogoś, komu ufa i może powierzyć największe tajemnice. Czuł, że starał się trochę bardziej gadatliwy i życzliwie podchodził do innych. Cieszył się z towarzystwa ludzi dobrego charakteru. Ze strażnika, Delverta czy jego aktualnego towarzysza.
Stał się przez to łatwowierny, łatwo można było go przekonać. Poznał Sir Trevora w kilka chwil, a już uważał go za swojego przyjaciela.
Odstawił myśli na później, teraz czeka go zadanie.
Pozbierał się powoli z ziemi. Stracił rachubę czasu, nie wiedział ile trwał w zamyśleniu, dlatego teraz poczuł się bardzo głupio przed paladynem. Starał się to zamaskować powagą przed Trevorem, dlatego bez zbędnego gadania uszykował rynsztunek. Krytycznie zerknął do plecaka, badając na ile zdał się ten jego "baldachim". Może uda się przynajmniej zachować cało resztę ekwipunku. Sam plecak to nie taki wielki problem.
- Co to są cienie? Nigdy o czymś takim nie słyszałem... - mruknął do towarzysza podczas poprawiania układu tarczy na ramieniu. Po odpowiedzi paladyna dodał - jestem już gotów, możemy wchodzić!
Myslenie w takich sytuacjach miało to do siebie, że wydawało się zajmować całą wieczność, podczas gdy w rzeczywistości nie trwało nawet kilkunastu sekund. Nathian więc podniósł się z ziemi dość szybko i sprawnie. Mina zrzedła mu co prawda na widok zawartości swojego plecaka. Owszem, użycie bandaża było dość dobrym pomysłem, gdyż tkanina dobrze wchłaniała śluz nieumarłych. Było go jednak za mało, by poradzić sobie z czterema kikutami jednocześnie. Efekt można było łatwo sobie wyobrazić – sporą część ekwipunku chłopaka pokrywały plamy żółtej mazi. Nie wyglądało to – ani nie pachniało – zbyt apetycznie, ale od wielkiej biedy kiedyś w przyszłości, mając odpowiednio dużo czasu dałoby się to doczyścić.
- Cienie – szeptem odparł sir Trevor – to dość potężne, nieumarłe istoty. Są to duchy, ożywione i animowane wolą nekromanty, choć nie zawsze. Potężne cienie, zwane upiorami, posiadają własne siły i wolę, która utrzymuje ich w tym planie. Zawieszone pomiędzy sferą boską a ziemią trwają w półmroku, utrzymywane jakąś ostatnią, przedśmiertelną obsesją... różnie z nimi bywa. Mam nadzieję, że nie spotkamy tu upiora. Ale zwykłe cienie... to dość możliwe, choć mogę się mylić. Oby tak było.
Drzwi uchyliły się szybko, z lekkim skrzypnięciem pod koniec drogi.
Ukazując za sobą pustkę. W każdym razie, jeśli pod tym pojęciem rozumieć 'brak wrogów'. Drzwi bowiem kryły niedługi korytarz, rozgałęziający się w połowie. Część korytarza wiodła dalej na południe, kończąc się kolejnymi drzwiami. Druga część w połowie 'odbijała' na wschód. Tego, co było za rogiem, mężczyźni – rzecz jasna – nie dojrzeli. Kamienna posadzka i ściany lśnił złowrogo wilgocią w świetle magicznych kryształów.
Sir Trevor spojrzał pytająco na Nathiana. Chłopiec zrozumiał sugestię. 'Idziesz pierwszy, czy ja mam iść?'
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian zaklął kiedy zerknał do plecaka. Racje żywnościowe na niewiele się zdadzą, worki na pieniądze też się pobrudzą, to samo z bandażami. Jedynie szklane powierzchnie dziwnej kulki i mikstur many i leczenia łatwo wyczyścić. Najbardziej bolała go strata bandaży, które niewątpliwie przydadzą się w dalszym eksplorowaniu podziemi krypty. W połączeniu z miksturą życia, bandaż szybko wyleczyłby rany.
Chłopak wsłuchał się w opowiadanie Sir Trevora. Żałował, że kiedy był młodszy niewiele wiedział o życiu i uważał naukę jako przykry obowiązek. Teraz chciał to nadrobić ze zdwojoną siłą. Dlatego z zaciekawieniem "pochłaniał" wiedzę z ust paladyna. Słyszał kilka razy w młodości o upiorach. Ale cienie to dla niego zupełna nowość.
Gdy upewnił się, że w korytarzu prowadzącym wgłąb, nie ma żadnego niebezpieczeństwa mruknął do towarzysza :
- Da się takiego cienia normalnie ukatrupić? Czy trzeba, no wiesz. Magii. Bo jeśli tak to na niewiele się zdam, umiem jedynie robić mieczem. Prawdę mówiąc muszę z przykrością stwierdzić, że bardzo słabo się przygotowałem do tej wyprawy, pewnie jesteś na mnie za to zły. Spodziewałem się szkieletów, zombie, może ghouli. Wybacz. - mruknął ze smutkiem na twarzy. Zrobił efektowną pauzę i dodał - Idę pierwszy, najpierw zbadajmy odnogę prowadzącą w lewo. Wydaje mi się, że być może tam będzie jakaś ważniejsza sala. To całkiem prawdopodobne jeśli spojrzeć na układ pomieszczeń.
Nie zastanawiając się dłużej Nathian miarowym krokiem ruszył wgłąb korytarza. Starał poruszać się jak najciszej. Nie wiedział, czy umarli mają słuch, ale wolał już o to nie pytać paladyna bo czuł, że zrobi z siebie błazna. Wolał być przezorny więcej stąpał powoli. Przy świetle kryształu rozglądał się, wyszukując niebezpieczeństwa.
Gdy dojdzie do połowy pomieszczenia, ostrożnie wysuwa głowę i lustruje wnętrze korytarza prowadzącego na zachód.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum