TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2008-06-21, 14:47
Bez skrupułów
Autor Wiadomość
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-01-20, 15:26   

Nathiana, na sam widok kuźni Delverta ogarnęła przyjemna euforia. W głębi ducha przeczuwał, że znajdzie tam chwilę spokoju. Miał ochotę roztrącić masę ludzi, którzy blokowali mu drogę do pracowni. Nareszcie wyśpi się w spokoju i będzie mógł rozpocząć nowe życie. Samodzielne - samotne życie. Podczas podróży do miasta rozmyślał nad tym co będzie mógł robić zaraz po powrocie do Dorienburga. Nie miał żadnego wykształcenia, ale w tak dużym mieście na pewno coś znajdzie. Na bank, pełno tu zbirów lub potworów, które zagrażają ludności miasta. Postanowił, że kiedy wyjdzie od Delverta uda się do centrum i poszuka tablicy ogłoszeń. Tam na pewno znajdzie jakieś zlecenie.
Z przykrością stwierdził, że zapomniał o magach. Ta myśl, która do tej pory siedziała głęboko w duszy od momentu, w którym przeszedł przez bramę miasta, teraz powróciła ze zdwojoną mocą. Przysporzyło go to o znacznie szybsze bicie serca. Nerwowo zerknął dookoła siebie, jakby w nadziei, że znajdzie jakiegoś ubranego w szatę maga, który go obserwuje.
Przyśpieszył konia na tyle ile pozwalało mu idący tłum.
Chciał już się znaleźć w środku kuźni i odpocząć choć chwilę. Pomarzył o gorącej balii z wodą, ta myśl go uspokoiła. Za pierwsze zarobione pieniądze, zafunduje sobie porządna kąpiel.
Gdy Nathian dojedzie wreszcie, ponownie zostawia tu konia, przypinając go do belki i wchodzi do kuźni szukając wzrokiem Delverta.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-01-21, 23:32   

Dojechanie do belki stanowiącej tu dziwaczny "parking" dla wierzchowców nie sprawiło Nathianowi większego problemu. Tłum, owszem, był uciążliwy. Owszem, za nic w świecie nie pozwoliłby rozwinąć na przykład galopu... ale na widok spokojnie stukającego kopytami po bruku zwierzęcia ze zbrojnym na grzbiecie rozstępował się usłużnie.

"Siła perswazji" jak to ktoś mógłby rzec.

Strażnik dość leniwym spojrzeniem skwitował postać młodzieńca zsiadającego z klaczy i zmierzającego w stronę kuźni. Nathian mimo pozornie niemrawej pozycji mężczyzny wiedział, że strażnik jest mistrzem w swoim fachu. Kiedyś słyszał nawet pół żartem pół serio, podczas jednej z wielu rozmów ojca z kowalem, że strażnicy tutaj pełnią rolę "testerów produktów" kuźni.

Jeden Aesir raczy wiedzieć, jak ta kontrola wygląda.

Wnętrze kuźni powitało Nathiana znajomym gorącem, zapachem gotującej się stali, potu i stękaniem miechów. Że o dzwonieniu metalu o metal nie wspomnę. Wielki piec, zajmujący centralne miejsce budynku mógłby spokojnie zmieścić w sobie niejeden mały domek biedoty wiejskiej. Delvert niechybnie musiał być dumny z tej kuźni. Niewątpliwie jednej z największych w mieście, jeśli nie w królestwie. A na pewno oferującej największy wybór broni i pancerzy.

Mimo to kowala nigdzie nie było w zasięgu wzroku. Wokoło kręciło się kilku potężnie zbudowanych, lśniących od potu mężczyzn, zajętych swoimi obowiązkami. Mimo to Delverta ani widu ani słychu.

- W czymś pomóc kolego? - szeroki w barach, wyższy od Nathiana blondyn podszedł doń, patrząc badawczo na chłopaka. Był spocony, ale ubrany. Widać miał właśnie przerwę w pracy i przydzielono mu witanie klientów.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-01-22, 14:46   

Nathian zanurzył sie w gorącym oparze wydobywającym się z kuźni. Wcale go to nie zdziwiło, że nie zastał tutaj Delverta. Właściciel takiej kuźni na pewno jest co chwila wzywany żeby otrzymać nowe zamówienia albo uczestniczyć w sprzedaży swoich towarów. Miał nadzieję, że więcej dowie się od kowala, który go zagadnął.

- Witaj! Jestem Nathian, syn Merrika. Przyszedłem do Delverta. Jak widzę nie ma go tu. Gdzie jest albo kiedy go zastanę? Potrzebuję pilnie z nim porozmawiać. On na pewno mnie zna, mogę się na niego powołać, że mówię prawdę - zagadnął do barczystego jegomościa kłaniając się oszczędnie.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-01-23, 22:44   

Chłopak podrapał się w bezrozumnym geście po potylicy, zupełnie, jakby był zawiedziony, że Nathian nie okazał się kolejnym klientem, który zostawi tutaj swoje pieniądze w zamian za kolejne narzędzie zadawania bólu i śmierci. Chce się spotkać z właścicielem? A za kogo on się ma? Choć z drugiej strony powołuje się na znajomości...

Nathian niemal słyszał cały proces myślowy przebiegający w głowie blondyna.

- Cóż, skoro tak... szef jest w kantorze - wskazał gestem ręki miejsce, które Nathian już całkiem dobrze znał.

Tam, gdzie ostatnim razem miał okazję rozmawiać z kowalem sam na sam. Wewnętrzne pomieszczenie kuźni, gdzie pracownicy mieli okazję odpocząć, a Delvert porozmawiać na osobności z naprawdę poważnymi klientami. Kanciapa. Chybzik. Kantor. Jak zwał tak zwał. Nawet "szopa w kuźni" brzmiało odpowiednio.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-01-24, 16:05   

- Dziękuję, przyjacielu! - powiedział szybko do blondyna i klepnął go po plecach po czym już żwawym krokiem szedł w kierunku "pomieszczenia" w kuźni.

Gdy podszedł do drzwiczek zapukał kilka razy i wszedł do środka rozglądając się wokoło. Poszukał wzrokiem Delverta i podszedł do niego witając.
Nathian miał wielkie szczęscie, że zastał Delverta, mając teraz dopiero sobie to uświadomił, jak potężny posiada zakład. Wystarczy, żeby co jakiś czas zaglądał jak sobie radzą pracownicy, on tylko zajmował się papierkową robotą. Ciekawe ile czasu i pieniędzy pochłonęło założenie takiego zakładu. Na pewno dziennie kowal musiał brać potężne pieniądze za zamówienia. Przecież każdy w tych czasach nosi broń, w dodatku wojsko daje zamówienia hurtowe. Potężna gotówka.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-01-24, 22:24   

Pomieszczenie - zgodnie z przewidywaniami - nie zmieniło się jakoś szczególnie od ostatniej weń wizyty Nathiana. Nadal, po otworzeniu drzwi jego oczom ukazał się niewielki pokoik ze stołem i czterema krzesłami, oraz kanapą, jak również niewielką szafką, zapewne służącą do przechowywania jedzenie.

Opcjonalnie alkoholu.

Delvert stał właśnie przy drzwiach, rozmawiając z jakimś pstrokato ubranym jegomościem. Pstrokaty przy kowalu wyglądał jak wróbel przy... dajmy na to, gawronie. Delvert był postawny, szeroki w barach, o bicepsach niczym niejednego udo mężczyzną. Koszula jaką nosił była przepocona i ciasno opinała jego ciało, co - w połączeniu z groźnie wyglądającą łysą głową - dawało dość wyraźnie wrażenie "nie zadzieraj ze mną" Ktoś, kto nie znał go na co dzień, zapewne nie chciałby spotkać się z nim sam na sam w jakiejś ciemnej uliczce. Pstrokaty, ze swymi śmiesznymi ubraniami, dziwnie zadartymi butami, zadbanym wąsikiem i niewielkim wzrostem wyglądał tutaj jak papuga.

- Proszę - sucho zareagował na pukanie kowal.

Dopiero widok wchodzącego Nathiana sprawił, że jego nastawienie radykalnie uległo zmianie.

- Nathian! A co ty tutaj robisz? Zamówienie jeszcze nie gotowe, mówiłem, że potrzebuję przynajmniej tygodnia!

Uścisk ręki, wyraźny ukłon.

- Jako się rzekło, w do jutra wszystko będzie gotowe... dziękuję panu serdecznie za zaufanie, panie Mesmerik - Nathiana nieco zdziwił wyjątkowo potulny i łagodny ton głosu, jakim kowal pożegnał pstrokatego.

- To przyjemność robić z panem interesy, panie Delvert. Będę czekał na pozytywne wiadomości. Do widzenia - ostatnie słowa skierowane były zarówno do kowala jak i do chłopaka.

Po chwili pstrokaty pan Mesmerik wyszedł, zostawiając dwójke mężczyzn samych w pomieszczeniu.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-01-29, 19:49   

Po wyjściu pstrokatego jegomościa z kanciapy Nathian usiadł na jednym z krzeseł.
Nie bardzo wiedział, jak rozpocząć rozmowę na tak delikatny i raniący go temat, jednak nie będzie tu tak siedział cały dzień.
Z grobową miną wyciągnął zza pazuchy umowę na brony, teraz już nie była potrzebna.
Czuł jak serce wali mu w środku, ledwo powstrzymywał nie ukojoną żałość. W kilka dni musiał przejść z bardzo opóźnionego dzieciństwa w dorosłe życie. Ciało sobie poradzi, bądź co bądź miał 17 lat, ale ledwo trzymał się na duchu. Jeszcze kilka dni temu uważał, że śmierć to rzecz odległa, jego nie dotyczy. Do tej pory nie mógł do końca uwierzyć, że to tak się naprawdę stało.

- To już nie będzie mi potrzebne - szepnął, wręczając kartkę Delvertowi.
- Moi rodzice nie żyją... Spalono mój dom, nie mam nic oprócz konia.

Tym razem zapłakał jak prawdziwy mężczyzna, bez łkania, tylko same łzy popłynęły po jego poliku.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-01-31, 22:24   

Długą, bardzo długą chwilę kowal nie odezwał się ni słowem. Wiedział, że żadne słowo nic tutaj nie pomoże. Żadne słowo nie przyniesie ulgi.

I Nathian wcale na to nie liczył.

Z zamyślenia wyrwał go stukot szkła stawianego na drewnie. Podniósł wzrok. Szklanki. Dwie. I butelka, wypełniona przezroczystym płynem. Tylko kretyn pomyślałby, że to woda.

- Ludzie zarządcy? - spytał cicho, nalewając im obu.

Sporo, na oko jakieś dwa palce.

Od górnej krawędzi szklanki.

Nathian zauważył, że na szafce jest również pokrojony bochenek chleba na ewentualną zagryzkę. Szkoda tylko, że popitki nigdzie nie było. Ale z drugiej strony..
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-01, 20:08   

Nathiana wcale nie zdziwiło takie zachowanie, prawdę mówiąc tego się spodziewał po kowalu. To było bardzo miłe z jego strony, choć chłopak postawił go w bardzo trudnej sytuacji. Gdyby ktoś tak nagle do niego wpadł z takimi wieściami, nie wiedziałby jak się zachować. Bądź co bądź, Merrik to również jego przyjaciel.
Spojrzał na niego spuchniętymi oczami i sięgnął bez słowa po szklankę, miał zamiar chociaż częściowo utopić swoje smutki w alkoholu. Nie wiedział od czego zacząć więc sięgnął za pazuchę i wyjął list jaki znalazł przy magu. Wymięty, czytany dziesiątki, a może i setki razy.
Podał go kowalowi i zaczął mówić, cichym i drżącym głosem.

- Nie to nie byli ludzie zarządcy. Jestem tego pewien. Na miejscu zastałem maga. Mówił o rzeczach, których nie rozumiałem. Wiem tylko tyle, że na mnie polują, nie wiem co im zrobiłem, albo po co jestem im potrzebny ale na mnie polują. Chciał mnie zabić, ale jak widać mu się nie udało. Zostawił przy sobie ten list. Przed śmiercią powiedział, powiedział mi o swoich braciach. Podobno są w mieście - kolejne słowa mówił coraz ciszej -, Delvert, ja się boję. Boję się, że mogą tu przyjść, spalić twoją pracownię tak jak i mój dom. I znowu zostanę sam. Boję się, że przyjdą po mnie. Nie wiem co mam robić. Nie wiem gdzie mam się udać...
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-02-06, 11:22   

Wódka była mocna. Wypita na raz w takiej ilości była wręcz cholernie mocna. Nathian nie miał doświadczenia w piciu tak mocnych alkoholi. Owszem, piwo wypite do kolacji, wino do obiadu, to co innego. Piło się je często i ze smakiem. Ale wódka? Gdyby młodzieniec miał zgadywać, płynny płomień, jaki właśnie wypełnił mu gardło i żołądek nazwałby Dorienburdzką Paleniówką. Choć równie dobrze mógł to być nierozcieńczony krasnoludzki spirytus.

Kromkę chleba podaną przez kowala przyjął z wdzięcznością, samemu dając mu list i kaszląc w pięść, chcąc pozbyć się fatalnego uczucia pieczenia w przełyku. Bezskutecznie.

Wódka była mocna.

Ale nawet ona nie potrafiła sprawić, że się zapomni.

- Spalenie mojej pracowni nie przyjdzie im tak łatwo, mały.. - Delvert zmiął list w dłoni, oddając go Nathianowi.

Wstał, chwilę kręcąc się od ściany do ściany, z wyraźnym wyrazem zatroskania na twarzy. Nagle otworzył drzwi od budki i wrzasnął do pracowników, przekrzykując odgłosy pracy w kuźni.

- Nie ma mnie dla nikogo! Niech nikt, mi, kurwa, nie przeszkadza, jasne?!

Zamknął drzwi, odwracając się do Nathiana.

- Wydałem masę pieniędzy na antyczary chroniące to miejsce, mały. Jako zabezpieczenie przeciw złodziejom, rozumiesz. Gnoje ostatnimi czasy coraz częściej posługują się magią. A zdziwiłbyś się, ile wartych kradzieży rzeczy tu się wytwarza w piwnicach.

Słynne piwnice Delverta. Miejsce, gdzie właściwie wykańcza się 'specjalne' zamówienia. Nathian nigdy tam nie był. Widział jedynie górę – normalną kuźnię, gdzie każde zlecenie zaczyna swoje życie. Specjalne, gnomie i krasnoludzkie pracownie znajdowały się jednak pod nimi, poniżej nawet linii miejskich kanałów. Niewielu nawet wiedziało o drugiej części kuźni Delverta. Jeszcze mniej osób widziało je na własne oczy. Nathian słyszał o nich jedynie z rozmów kowala z ojcem.

- Cholera, mały.. chciałbym ci pomóc, naprawdę chciałbym.. ale to nie na moją głowę, mały.. pojęcia nie mam, co oni mogą mieć do ciebie za interes. Słuchaj, znałem twojego ojca jak brata, nie mieliśmy przed sobą tajemnic.. gdybym tylko wiedział coś, powiedziałbym ci, cholera..

Chwila milczenia.

- Mogę dać ci pieniądze. Jakąś sumę, tak, na początek. Zostań tu parę dni. Nie powinni cię tu znaleźć przy pomocy magii.. choć z drugiej strony nie wiem, na ile są potężni. Ufam moim barierom, zapłaciłem za nie majątek, ale z drugiej strony nie jestem pieprzonym magiem i nie wiem do czego są zdolni! Obawiam się jednak, że nie unikniesz z nimi konfrontacji.. jedyne, co mogę zasugerować, to solidnie się doń przygotować.. - smutny, niewesoły uśmiech zagościł na twarzy kowala.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-06, 12:50   

- Wiem, co nieco słyszałem o twojej pracowni... Dziękuję za pomoc, ale nie chcę pieniędzy. Co mi po nich. Jedyne czego na razie potrzebuję to pokój. Chciałbym się gdzieś zatrzymać na noc, ale żeby to nie była żadna karczma. W nocy nie brakuje skrytobójców. Dlatego chętnie zdałbym się na twoje magiczne zabezpieczenia w kuźni i został póki co tutaj. Potem się zastanowię.

Gardło ciągle piekło jednak chłopak sięgnął po butelkę po raz kolejny. Tym razem nalał sobie znacznie mniej. Wypił jednym łykiem i zagryzł chlebem piekące gardło. Miał ochotę się upić, po raz pierwszy w życiu.
Głos coraz bardziej mu drżał, powstrzymywał płacz jak tylko mógł ale to było bardzo trudne.

- Nie chciałbym, żebyś mi dawał pieniędzy, nie zamierzam cię obciążać, ale bardzo chętnie bym u ciebie pracował jeśli się zgodzisz. Nie znam się za bardzo na tym fachu, ale na pewno dam sobie radę z jakąś prostą czynnością jak na przykład wyklepywanie pancerzy. Bolałoby mnie gdybym był w takim wieku dla kogoś kulą u nogi. Jeśli to by nie wystarczyło na moje utrzymanie, znalazłbym coś w centrum, jakąś pracę. Ale póki co chcę odpocząć od tego wszystkiego. To stało się tak nagle... Nie wiem co mam robić, zostać tutaj i czekać na konfrontację z magami czy może wyjechać z miasta i szukać szczęscia gdzie indziej.
Zacząć wszystko od nowa.
Tutaj czuję się jakby cały czas mnie obserwowano. Jakby każda uliczka była przepełniona szpiegami, którzy zdają sprawę z moich poczynań swoim przełożonym, którzy tylko czekają na odpowiedni moment żeby mnie złapać. Choć za cholerę nie wiem po co ja jestem im potrzebny. Do tej pory nic nie słyszałem o żadnych magach, a tu nagle pojawiają się, palą mi dom i zabierają wszystko co do tej pory kochałem. Mam ochotę się na nich zemścić, ale jednocześnie boję się.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-02-06, 21:29   

Wódka zabulgotała przyjaźnie w szklance. Tym razem w mniejszej, ale zawsze działającej na głowę ilości. Tym bardziej, gdy ktoś nie miał doświadczenia w piciu. I pił szybko. Pił z myślą, że chce się upić.

Takie połączenie było bardzo, ale to bardzo niebezpieczne. Nathian musiał uważać. Gdy przegryzał kromką świeżego chleba, przeszło mu przez głowę, że lekko już mu się kołuje obraz przed oczami. Delvert najwyraźniej doszedł do podobnego wniosku, gdyż schował butelkę.

- Nie pij więcej. Przyjdzie moment, że wypijemy zdrowie twojej rodziny i na pochybel tym gnojom którzy ich zabili... jednego, mówisz, dorwałeś. To dobrze. To da im do myślenia.

Chwilę milczał, wsłuchując się w odgłosy pracy w kuźni.

- Wybacz, mogę cię przenocować, ale w kuźni na nic mi się nie zdasz, bez umiejętności. W tym fachu i w tej kuźni potrzebuję jedynie najlepszych.. ale nie przejmuj się, myślę, że wpadłem na niezły pomysł.

Usiadł na kanapie, nachylając nad chłopakiem.

- Dam ci nieco pieniędzy. Pokręć się po mieście. Poszukaj ogłoszeń. Wiem, że odebrałeś nagrodę za jakiegoś maga degenerata, co? W mieście takie plotki szybko się rozchodzą. Zdobądź parę takich nagród. Spraw, by było o tobie głośno.. postaraj się dowiedzieć, czym jest ta kulka, którą zdobyłeś.. a gdy nadejdzie moment, urządzimy na nich pułapkę. To tylko ludzie, da się ich zabić. Co o tym sądzisz?

Plan brzmiał szalenie.. ale wydawał się mieć ręce i nogi.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-07, 09:21   

- Dziwne, myślałem, że to jakiś podrzędny zbój, który nie ma znaczenia. Szczerze mnie zaskoczyłeś tą wieścią. Dostałem za niego sporo pieniędzy, ale część poszła na nocleg, a część na brony. Nie zostało mi wiele, jedynie pięć złotych monet. Jednak masz rację, też już o tym myślałem. O takiej pracy. Miałem zamiar pojechać do centrum zaraz po tym jak cię odwiedzę. To trochę niebezpieczne, ale niestety nie umiem nic poza fechtunkiem. Teraz tego żałuje. Pamiętam jak ojciec starał się wpoić mi, że nauka jest najważniejsza w tych czasach. Mówił mi, żę nawet rolnik taki jak on potrzebuje wiedzieć dużo o matematyce, powinien się orientować się w polityce i współczesnej technice. - Widok jego ojca stanął Nathianowi przed oczami. Z łatwością mógł sobie przypomnieć jego twarz wykrzywioną twarz, która nakazywała uczyć się dalej. Po raz kolejny tego dnia serce ścisnęło go boleśnie na myśl o stracie rodziców. To było trochę za dużo jak na jego głowę. Nigdy nie musiał polegać tylko na sobie. Zawsze dookoła pełno było sługów, którzy tylko czekali na jego skinięcie. Teraz miał tylko Delverta i samego siebie. - Myślę, że to dobry pomysł. Zaraz pojadę na rynek, zobaczę co się da zrobić. Zostawię tutaj pieniądze, na rynku pełno jest złodziei. Z chęcią tutaj zostanę, ale muszę jakoś zarobić na swoje utrzymanie, nie zniósłbym, gdybym był dla ciebie udręką. To dla mnie bardzo ważne. Wiem, że dużo dla mnie robisz przez swoją gościnę, dlatego nie chcę cię dodatkowo obciążać finansowo. Rozumiesz.

Chłopak pochylił głowę i zaczął nerwowo targać długie włosy na głowie. To co go spotkało to było o wiele za dużo. Wszystko było pięknie do jednej chwili. Nawet nie przypuszczał do tej pory, że tak łatwo można zrujnować czyjeś życie. Jeden poranek. I nie zostało nic. Prawie nic. Został chłopak, który w tej chwili pragnie tylko jednego. Zemsty.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-02-07, 09:39   

Delvert wzruszył ramionami.

- Bo to był podrzędny zbój, mały. Nikt szczególnie ważny. Ale zabiłeś go i skasowałeś nagrodę. A takie plotki biegną daleko i szeroko, mały.

Uśmiechnął się szeroko, kładąc rękę na jego ramieniu.

- Nie jesteś tu żadnym problemem. Jestem sporo winien twojemu ojcu, Nathianie. Choćbym miał cię utrzymywać do końca życia, zrobiłbym to. Bardzo.. bardzo wiele mu zawdzięczam. Ale o tym może opowiem ci przy innej okazji.

Wstał, ruszając zdrętwiałymi ramionami. Na jego twarzy widać jednak było grymas zatroskania. Pod maską uśmiechów i mocnych słów mimo wszystko kowal jednak czegoś się obawiał, choć - nieskutecznie - starał się to zamaskować.

Młoty dzwoniły w tle.

- Pieniądze rzecz nabyta. Nie zostawiaj ich tu. Za pięć monet da się nieźle zjeść, gdybyś stracił więcej czasu na mieście. I jeszcze jedno, na rynku możesz rozejrzeć się za różną pracą. Jeśli interesują cię nagrody, poszukaj ich u herolda, na słupie ogłoszeń w centrum rynku, lub w namiocie straży. Nagrody odebrać można albo w koszarach, przez całą dobę, albo w ciągu dnia właśnie w tym namiocie. Gdybyś mnie szukał, jestem cały czas tutaj. Śpię w piwnicach - uśmiechnął się zagadkowo.

Młoty dzwoniły.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-07, 10:13   

- Dobrze, będę pamiętał gdzie co i jak. Dziękuję za pomoc Delvert, nie wiem jak ci się odwdzięczę. Na razie na mnie już pora - powiedział Nathian wstając z krzesła. - Pójdę rozejrzeć się po mieście, na pewno znajdę tam coś co będzie mi odpowiadać. Wrócę przed zmierzchem na pewno. Może uda mi się coś załatwić jeszcze dzisiaj w co wątpię. Wytropienie jakiegoś złodzieja czy mordercy to nie kwestia jednego dnia. Nie martw się o mnie, znam się na tym!

Chciał podać kowalowi rękę, ale się rozmyślił i uścisnął go mocno. Bardzo potrzebował choć trochę czułości. Po rozmowie wyszedł z kanciapy kierując się w kierunku wyjścia. Z zaciekawieniem oglądał pracę ogromnych kowali. Być może kiedyś poprosi Delverta o nauki tego fachu. Pewnie nie pracowałbym od razu w podziemiach, ale jakieś podrzędne zamówienia dla wojska, na pewno dałoby radę zrobić w tych piecach. Szkoda, że kowal nie chce przyjąć go do pracy. Ale bądź co bądź pracownia Delverta to najlepsza kuźnia w Dorienburgu.
Wyminął wszystkich pracowników i wyszedł na dwór, szukając wzrokiem Płomienia.

"Pora zarobić trochę pieniędzy - pomyślał przechodząc przez kuźnię - jestem pewien, że znajdę jakieś zlecenie w namiocie strażników. Ciekawe jak ja z nimi porozmawiam, żeby dostać zlecenie."
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-02-07, 11:01   

Delvert odwzajemnił mocny, męski uścisk. Nathianowi przeszło przez myśl, że tak mogli się żegnać idący w bój żołnierze, podczas bitwy z Razud na Czerwonym Polu. Ostatni, męski uścisk. A potem już tylko koń, galop, opuszczone drzewce włóczni, wstrząs, przy uderzeniu w pierwszego przeciwnika, krzyk, ścisk, krew, stal...

- Znajdź drogę, mały - rzekł cicho kowal.

"Znajdź drogę". Nathian nie spotkał się jeszcze nigdy z tego typu pożegnaniem. Co mogło oznaczać? Znajdź swoją drogę w życiu? Znajdź szczęście?

Znajdź drogę...

Nathian wychodząc z kuźni spojrzał po raz ostatni na pracujących tu mężczyzn. Niewiele się zmieniło w ciągu tej półgodziny, ale podziw pozostał ten sam. Podziw dla ich trudu, dla ich pracy, dla ich umiejętności.. no i dla Delverta, który zdołał rozwinąć tak prężny interes w samym centrum Królestwa, gdzie konkurencja jest najbardziej brutalna i groźna.

Na ulicy ruch. Koń stał tam, gdzie go pozostawiono. Strażnik nadal leniwymi ruchami głową mierzył i oceniał kolejnych pieszych mijających jego stanowisko.

Pytanie tylko, czy był sens brać ze sobą konia w samo centrum rynku?
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-07, 11:10   

Nathian zastanowił się chwilę nad tym czy warto brać Płomienia. Jednak skończył na tym, że zostawi go tutaj. W centrum miasta jest zbyt duży ruch żeby warto go było tam zabierać. Przysporzy sobie w ten sposób tylko nowe kłopoty.
Pochylił się nad koniem i dotknął swoim czołem jego czoła. Po czym podrapał go energicznie za uszami. Nie lubił się rozstawać ze swoim koniem, wolałby żeby Płomień mu towarzyszył, ale to było całkowicie bezsensowne.
- Zostań tutaj trochę, wrócę przed zmierzchem. - szepnął do konia, czuł, że koń się uspokaja, mimo tego, że kompletnie nie rozumie co Nathian do niego mówi.

- Gdzie mógłbym kupić dla konia trochę paszy? - zagadnął do strażnika stojącego nieopodal - nie jadł od rana a ja wychodzę na długo, dlatego chciałbym zostawić go w jakiejś porządnej stajni. Za odpowiednią opłatą oczywiście.

Z przykrością stwierdził, że zapomniał o swoim wiernym zwierzęciu. Dlatego chciał mu to teraz częściowo zrekompensować ciepłą stajnią i workiem porządnej paszy.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-02-07, 11:19   

Wielki łeb konia był twardy i szorstki w dotyku. Krótka sierść przyjemnie drapała czoło Nathiana. Płomień pachniał potem, drogą i wiatrem. Z szerokich nozdrzy buchał ciepłym powietrzem wprost na twarz swego właściciela. Nathian wiedział, że dmuchanie sobie nawzajem w nozdrza wśród koni jest oznaką sympatii w stadzie. Słynni zaklinacze koni właśnie w taki sposób uspokajają swoje zwierzęta - mówiąc do nich delikatnie, głaszcząc i dmuchając w nozdrza.

Mała sztuczka, a cieszy.

Płomień zachrapał z przyjemnością, gdy Nathian 'potargał' go za uszy.

- Na rynku na pewno coś dostaniesz za rozsądną cenę - strażnik wypluł na bruk żute źdźbło trawy - ładny koń - rzekł krótko.

Fakt, wypieszczony okaz z rodzinnej stajni. Był ładny. Ba, piękny..

- Zaś co do stajni.. - strażnik wzruszył ramionami - ..póki co niech zostanie tutaj. Cały czas ktoś tutaj pilnuje koni. Podobno jesteś znajomym pana Delverta? Na pewno pozwoli ci zostawić wierzchowca w naszej prywatnej stajni przy kuźni.

Jak widać, Delvert z kuźni uczynił własną prywatną fortecę niemalże.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-07, 11:31   

- Dobrze więc, na pewno znajdę coś na rynku. - powiedział krótko do strażnika - Faktycznie piękny. Najlepszy ze stajni mojego ojca. Pilnuj go dobrze!

Poklepał ostatni raz konia i odszedł od kuźni.
Zerknął na znajome budynki i szybko określił kierunek w jaki powinien się udać aby dostać się do centrum stolicy ludzi. Najprawdopodobniej najwięcej ofert jest rozsyłanych przez herolda i tablicę ogłoszeń. Takie oferty najczęściej są bardziej obsypywane nagrodami od wojskowych zleceń. Nathian stwierdził, że wstąpi do namiotu tylko jeśli naprawdę nic nie wpadnie mu w pozostałych miejscach. Mimo tego, że za ex maga dostał nagrodę od razu i bez zbędnego gadania, ta suma była trochę nieduża jak za ryzyko życia podczas walki. Zombie naprawdę go poharatał.

Chłopak cieszył się ostatnimi chwilami wolnego miejsca w alejce. Droga do kuźni Delverta nie była, aż tak przepełniona jak uliczki centrum. Tam dopiero będzie tłok, smród z kanałów, błoto na drodze, pomieszane z odchodami przechodzących koni i bydła. Ot uroki miasta. Rzadko kiedy bywał w centrum. Na szczęście. Ale teraz idzie tam z ochotą, na widok brzęczącego mieszka złota od razu przyśpieszył kroku. Nie przejmował się zbytnio tym, że może natrafić na zbója, który może go zabić. Teraz było mu to wszystko jedno. Czuł w środku wielką pustkę. Jedynie resztki nadziei i żądza zemsty broniły go przed samobójstwem.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-02-07, 11:39   

Miasto. Dorienburg.

Dwa słowa, a wyrażały właściwie wszystko. Od wysokich, strzelistych i fantazyjnie wykończonych kamienic, zerkających leniwie na przechodniów szklanymi oczami okiennic, poprzez grube mury obronne, a zakończywszy na tłumie, który nieprzebraną falą wypełniał każdy wolny metr kwadratowy powierzchni. Bruk pod stopami ludzi stukał miarowo raz za razem. Gdzieś terkotał wóz, gdzieś jechali jacyś konni. Strażnicy z halabardami spacerowali niedaleko, niczym nastroszone indyki, szukające jedynie powodu i zaczepki, by wziąć udział w jakiejś bitce.

Dodać do tego nieustanny szum rozmów, krzyki, przekleństwa, fałszywe granie na fujarce gdzieś niedaleko... i ma się całkiem niezłe wyobrażenie ulic Dorienburga.

Pomnóż to wszystko przez tysiąc, a dowiesz się, czym był wobec tego rynek.

Rynek Dorienburga!

Chcesz się upić? Spotkać z przyjaciółmi? Zajść do znakomitego burdelu? Może poszukać pracy? Kupić coś córce, żonie, kochance? A może po prostu zjeść coś słodkiego i pospacerować wokoło, oglądając cudowne dziwy ukryte pod grubymi płachtami orientalnie wyglądających, okrągłych namiotów? Kolego, idź na rynek!

Rynek żył. Oszałamiał. Zdumiewał ilością kolorów, dźwięków, zapachów oraz przedstawicielami wszystkich ras Sorii. Masa ludzi, krasnoludów, jorów - Nathian gotów był przysiąc, że widział nawet w tłumie Serpensa! - przekrzykiwała się wzajemnie. Rynek zajmował łącznie wielki plac na planie kwadratu o boku długości może 400 - 500 metrów. Kawał miasta. A namioty mniej zamożnych kupców, których nie było stać na wynajem miejsca w centrum wypełniały również boczne uliczki.

Było w czym wybierać.

Zaś dostać do samego środka ciżby, mogło być trudno.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-07, 11:51   

- No po prostu pięknie - mruknął sam do siebieprzeciskając się przez zbitą ciżbę ludności pędzącej w różnych kierunkach - gdybym nie miał żadnych obowiązków. Gdybym nie miał żadnego celu w przyjściu tutaj, uznałbym, że to miasto jest piękne. Teraz jednak, uważam, że to miasto jest paskudne! Jakbym nie mogli zrobić rynku trzy razy większego, dałoby się wtedy w miarę przejść, psiakrew.

Był zły, na całokształt tego dnia, jedynie rozmowa z Delvertem dawała mu jakieś szczątkowe zadowolenie. Jeśli można to tak nazwać. Bo na razie, wszystkie myśli przykrywał mu gruby czarny kir żałoby, dezorientacji i pustki.
Postanowił sobie ulżyć i zaczął częściej używać łokci na przechodniach. Przez moment stanął na palcach próbując określić miejsce, w którym znajdzie tablicę ogłoszeń czy herolda. To jest póki co jego cel, a cel uświęca środki.

Choć to dopiero początek jego podróży po Dorienburugu to miał już go serdecznie dość. Miał ochotę położyć się na trawie w cieniu drzewa jak to robił w dzieciństwie. Całymi dniami wsłuchując się w nieustający śpiew ptaków i szum drzew, który powoli go usypiał. Miał ochotę patrzeć na pracujących w polu parobków, jak unosi się i opada siekiera człowieka, który rąbie drewno. Miał ochotę się o nic nie martwić. Teraz wszystko się odwróciło. Martwił się o każdą rzecz jaka siedziała w jego głowie.
I miał już tego dosyć.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-02-07, 11:59   

Dwadzieścia minut później, kilkunastu uderzonych łokciami ludzi dalej i nieco ponad 200 metrów powolnego płynięcia przez tłum, Nathian z grubsza dotarł na miejsce.

- Gdzie się pchasz, szczeniaku! - darła się jakaś niemal przewrócona kobieta.

- Uważaj jak leziesz! - ktoś starał się mu oddać i również go odepchnąć. Nieskutecznie.

Nathian parł dalej.

Centralne miejsce rynku zajmował drewniany podest. Zapewne w dni szczególne miały tu miejsce występy trup teatralnych, jakieś wystąpienia inne czy pokazy sztuk magicznych. Opcjonalnie, po niewielkiej przeróbce podest mógł służyć za znakomitą szubienicę. Jakby nie patrzeć, też pewna rozrywka dla tłumu. Rdzawo krwawe ślady na drewnie świadczyły jednak o tym, że na podeście przeprowadzana egzekucje tylko tych wyżej urodzonych. Zabijano ich przez ścięcie. Wieszano tylko plebs.

Obecnie podest stał pusty, nie licząc jednego, grubego faceta, ubranego w krzykliwy strój i czytającego głośno coś ze zwoju rozpostartego przed nim. Ot, typowy, podręcznikowy wręcz przykład herolda.

- Ogłasza się wszem i wobec że trwa zaciąg do ochotniczych służb wojskowych! Walki w Roeen wciąż trwają! Rozlewana jest krew pobratymcza! Rebelianci mordują kobiety i dzieci! Nasi bracia nas potrzebują! Zaciągajcie się! Więcej informacji, oraz szczegóły dotyczące żołdu w namiocie straży!

Głos miał jak buchaj. Mimo hałasu panującego na rynku, herolda było słychać nawet z odległości kilkudziesięciu metrów.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-07, 12:10   

Nathian nawet nie raczył spojrzeć na urażonych przechodniów, którzy krzyczeli na niego. Było mu to obojętne, teraz zdał sobie sprawę dlaczego tak się spieszy. Jego psychika jest w takim stanie, że jedynie jakakolwiek praca może mu pomóc. Zajęcie, które sprawi, że chłopak poczuje się potrzebny.
Wreszcie jakimś cudem udało mu się przepchać przez masę ludności. Przeklinał pod nosem głupotę architektów, którzy nawet nie wpadli na pomysł by odgrodzić ludność idącą w przeciwnych kierunkach. Nie musiałby wtedy się tak przeciskać. Mógłby sobie iść ramię w ramię bez zbędnych sprzeczek.
Wreszcie z zadowoleniem stanął w zasięgu grzmiącego głosu herolda. Starał się wychwycić wieści, które mogą się przeistoczyć w zlecenie, a potem w złoto. Bo ciężko to nazwać pracą. Chyba, że ktoś woli określenie łowca głów. Chłopak nie zamierzał nikomu odcinać głowy, ale jak kto woli...
Nie orientował się zbytnio, ale jak na takie miasto na pewno znajdzie się choć jedna osoba poszkodowana, która ma zamiar się odpłacić. Zaśmiał się w duchu na myśl, że i on zapłaci heroldowi za to by krzyczał o magach na środku rynku.
Bo przecież to identyczna sytuacja.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-02-07, 22:04   

Tłum szalał, falował, płynął, wrzeszczał. W sumie po parudziesięciu minutach dałoby się do tego nawet przyzwyczaić. Wystarczyło tylko chcieć. O ile tylko się... chciało.

Herold ryczał niczym ranny tur.

- Ogłasza się wszem i wobec, dobrzy ludzie, iż w Esendii, Droienburgu i Broln, oraz reszcie wielkich miast królestwa poszukuje się żywego lub martwego, plugawego krasnoluda imieniem Torgin! Poszukiwany jest za liczne gwałty, morderstwa, spalenie karczmy i przyzwanie niszczyciela w Esendii! Każdy, kto zna jego miejsce pobytu, zobowiązany jest do powiadomienia odpowiednich władz! Za pomoc w jego ukryciu grozi kara śmierci! Za dostarczenie jego głowy do straży należy się nagroda ponad 1200 złotych monet!

Nathian nigdy nie słyszał o Torginie. Czego oni mogli od niego chcieć, że wyznaczyli aż tak wysoką nagrodę? Za 1200 złotych monet, rodzina mogła wyżyć przez rok, lub nawet dwa lata...
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-02-08, 08:52   

Nathian bardzo się zdziwił. Taka suma pieniędzy za jedną głowę? Za taką sumę można by było kupić połowę farmy jego ojca. To na pewno jakiś potężny wojownik skoro sobie zasłużył na taki list gończy. Chłopak wolał się w to nie mieszać, nie miał zamiaru.
Spróbował się przepchnąć głębiej żeby mieć lepszy widok i słuch. Tym razem jednak nie próbował nikogo okładać łokciami. Po prostu naparł na tłum starając się wcisnąć głębiej.

"- Jednak to stolica miasta ludzi, tutaj pewnie zdarzają się takie oferty. 1200 ZM ustawiło by mnie do końca życia praktycznie. Jednak wolałbym coś bardziej spokojnego. - pomyślał Nathian wciskając się pomiędzy kolejnych obywateli miasta - To jest zlecenie dla zorganizowanej grupy tropicieli. Nie mam tu nic do roboty. Posłucham jeszcze jednego ogłoszenia i pójdę sprawdzić tablicę, może tam znajdę coś odpowiedniego dla mnie. Tak od trzydziestu złotych monet będzie w sam raz.

Nie chciał się zaklinować, bo zaraz będzie szukał tablicy dlatego przestał się przeciskać na odległości 50 metrów od podestu. Teraz skupił się na słuchaniu, zaparł się jednocześnie, żeby nie zostać wepchanym głębiej i odwrotnie.
_________________
Oo
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group