W normalnym życiu stajemy przed wieloma decyzjami do podjęcia. Każdego dnia odwiedzają nas mniejsze lub większe, te które podejmujemy z lekkością i bez namysłu i te, które przyspieszają bicie naszego serca. Nigdy nie pozostajemy bez wyboru. Są też decyzje przełomowe, zmieniające bieg życia, wywracające je o sto osiemdziesiąt stopni, nie raz są to spełnienia marzeń, zrealizowanie celu lub początek długiej wędrówki. Ta opowieść jest o takiej decyzji.
Po śmierci Naadanaela Androks poczuł zarówno ulgę, w końcu mógł działać sam, jak i zaniepokojenie, strach, przed tym co go może spotkać, w końcu musiał zagłębiać się w tajniki magii kompletnie sam. Nie mógł liczyć na udanie się do Broln, ludzie raczej nie tolerowali gogów, ani do jakiegokolwiek maga z Królestwa. Pozostało mu działać na własną rękę, całkowicie samemu.
Gdy stary nekromanta odszedł z tego świata Androks pogrzebał go, zabrał tylko to co naprawdę potrzebne i wyruszył zostawiając małą skarbnicę magicznej wiedzy (oczywiście Androks nie był jeszcze w stanie odczytać, czy też nauczyć się większości zawartych tam mądrości, to tak jakbyś miał skrzynię ze złotem przed sobą, ale nie masz do niej klucza, gog czuł się tak samo.) i ruszył w stronę małej wioski Amrod znajdującej się niedaleko chaty nekromanty. Androks nigdy przedtem tam nie był, tylko słyszał o mieścinie.
Był to raczej zlepek nierówno poukładanych chat, aniżeli miasteczko, środkiem ciągnęła się długa, błotnista droga, aż do brukowanego placu, na którego środku stał pomnik. Wysoki królewski uzbrojony żołnierz z ręką trzymająca miecz uniesioną do góry. Patrzył dumnie w niebo. Na tymże placu panowało niesamowite poruszenie, ludzie przepychali się, przekrzykiwali, słychać było rozpaczliwy płacz kobiety (mistrz Naadanael nie raz mówił, że jest to dźwięk kojący jego skołatane nerwy), rozgorzała dyskusja.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
"Odkryj to, a staniesz się jak Ci bogowie." - słowa te Androks tak często słyszał od swojego mistrza. Staremu nekromancie zawsze chodziło o jedno - tajemnice życia i śmierci, tego niezwykłego cyklu, który zachodził od prawieków, a o którym tak na prawdę nie wiele było wiadomo. To jedno zdanie od dawna dźwięczało w umyśle młodego goga, nieustannie przeszywało jego myśli. Sam przecież tak często dotykał śmierci parając się magią. Tak, magia to była następna tajemnica, którą Androks pragnął odkryć. Magia go fascynowała i zadziwiała, jednak nie bardziej od sekretów egzystencji.
Androks powoli wkraczał do wioski, Nadanael czasem o niej mu opowiadał... Na wspomnienie dawnego mistrza coś jakby kolec wbiło się w serce goga. Popatrzył po sobie zdziwiony, nigdy wcześniej nie znał tego uczucia. Czy to był smutek? To było takie dziwne. "Przecież to tylko człowiek, odszedł jak każda żywa istota z tego świata." - przypomniał sobie słowa Nadanael wypowiedziane, gdy z ukryci obserwowali pogrzeb na cmentarzu. Jednak mimo tego, co mówił mistrz, gog nie mógł się pozbyć tego dziwnego braku i niepokoju.
Skrzyneczka... Następna zagadka. Androks spojrzał na nią i poczuł bezsilną złość, dziwnym trafem mistrz nie nauczył go czytać. "Może coś chciał przede mną ukryć?" - pomyślał gog po czym rozejrzał się po wiosce. Nigdy nie był w żadnym ludzkim osiedlu, toteż długo nie mógł się nadziwić widokowi tych wszystkich prostych ludzi zachowujących się tak głośno i tak gwarno. Nasunąwszy kaptur głębiej na twarz podszedł bliżej majestatycznego pomnika i zaczął się przysłuchiwać rozgorzałej dyskusji.
Jakiś gruby mężczyzna stojący po środku rozpaczliwie próbował doprowadzić ludzi do porządku.
- Proszę uspokójcie się!
Gdy tylko gog podszedł do grupki ludzi kobieta stojąca obok spojrzała na niego i krzyknęła.
- Boże ratuj! Demon! - cofnęła się i wpadła na tłum wywracając się przy tym
- To na pewno on - usłyszał donośny głos mężczyzny, który pokazywał na niego palcem.
- Proszę posłuchajcie mnie! - krzyczał ktoś inny.
Wyglądało na to, że obecnośc Androka w wiosce wywołała jeszcze większe zamieszanie.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Androks usłyszawszy słowa kobiety i zobaczywszy palec mężczyzny zdenerwował się nieco.
- Spokojnie, nie zrobię wam nic złego. - powiedział powoli i z opanowaniem, po czym na wszelki wypadek nieco się cofnął. Nigdy nic nie wiadomo, bowiem ciemnota wioskowa wrogo traktowała każdego, kto wyglądał i zachowywał sie inaczej niż oni. Tak przynajmniej wynikało ze słów Nadanaela, które wypowiedział, po tym jak na ich widok uciekła z krzykiem para wieśniaczek.
- To demon tego starca - krzyknęła jedna z kobiet, które Androks już znał
- Ludzie uspokójcie się - powiedział mężczyzna w kruczoczarnych włosach. Wyglądał na zmęczonego życiem i mającego wszystkiego dość. Podszedł do goga i kazał mu kawałek odejść. W tle słychać było piejące kobiety i burzących się mężczyzn.
- Przepraszam Cie za nich, musisz jednak wiedzieć, że nie robią tego bez powodu, źle się dzieje w Amrod, wybrałeś nieciekawy moment na przybycie nieznajomy.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Chodzi o tego starca, ktory mieszka na uboczu wioski, często widywano go z Tobą - wyjaśnił. - Widzisz ... nasiliły się ataki jorów z granicy, chłopi, którzy mieszkają po za miastem musieli się stamtąd wynieśc a samo Amrod moze lata dzień stać się posiadłością szczuroludzi. Po za tym ... znikają ludzie - powiedział człowiek jakby miał interes i faktycznie nie był bezinteresowny w swej pomocy - Czy mogę Cie prosić o przysługę - zapytał cienkim, złamanym głosem?
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Nadanael... - rzekł gog pod nosem tak cicho, by jego rozmówca go nie usłyszał. - To zależy człowieku, ale powiedz o co chodzi najpierw. - powiedział po czym z niepokojem jeszcze raz spojrzał na stojący w oddali tłum.
Kilka osób z tłumu przyglądało się Androksowi. Mieli ochotę go zabić, jednak wiedzieli, że gog nie jest zwyklym wojownikiem, wiedzieli, że dysponuje magią ,a tacy ludzie bali się magii. Bali się tego,czego nie znali, jak każda istota na tym świecie.
- Kilka dni temu zaginał mój syn ... nie wiem co się z nim stało, wyruszył do lasu poszukać noża, który zgubił ostatnio i nie wrócił. Nie mam się do kogo zwrócic, w wiosce wszyscy są obojetni, gdy potrzebujesz pomocy, są mili tylko, gdy o nic nie prosisz - powiedział gorzko człowiek. - Proszę mozesz go odszukać, wynagrodze Cie jak tylko bede mógł!
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Androks popatrzył na mężczyznę. Nie był pewien co ma zrobić, przecież był przez tych wszystkich ludzi wytykany i wzgardzony, czego świadectwem mogło być przecież zachowanie wieśniaków na placu.
Popatrzył na proszącego, wyglądał tak żałośnie.
"W sumie on przecież nic nie zrobił, a i zarobić będzie można." - pomyślał.
W końcu zdecydował się.
- W porządku. A teraz powiedz mi jakieś szczegóły o nim. - powiedział do zrozpaczonego człowieka.
- Joseph ma osiem lat, ma krótko ściete brazowe włosy i zwykłe wiejskie ubranie, prosze pomoż mi go znaleźć, bo nie mam sie już do kogo zwrócic! Wruszył do lasu na północny zachód stad - powiedział
W miedzy czasie tłum wscieklych ludzi zdążył się rozejśc, a mała grupka kobiet zbliżała się w stronę goga.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Wkrótce wyruszę, gdzie będę mógł cię znaleźć, gdy wrócę i jak w ogóle cię zwą? - spytał wieśniaka. W głębi duszy coś mu jednak mówiło, że chłopak nie zgubił się w lesie, to musiało być coś innego. Być może czeka go test z tego co zdążył się nauczyć u Nadanaela.
Z niepokojem rozejrzał się, spostrzegając grupkę kobiet. "Czego one mogą chcieć? Czyżby znowu chodziło im o moje pochodzenie?" - pomyślał spoglądając na idącą grupkę. Nie chciał wszczynać tutaj jakiś zamieszek, to było zbyt niebezpieczne, bo nawet zwykli wieśniacy mogą w grupie mu poważnie zaszkodzić. Chociaż delikatnie mówiąc, nie czuł do nich sympatii, to jednak nie zrobili mu nic takiego co uznał by za dostateczny powód do agresji względem nich.
- Mój syn poszedł w stronę granicy, na północny zachód stąd, proszę odnajdź go jak najszybciej, martwię się o niego - powiedział a jego twarz przybrała wyraz człowieka zatroskanego, zagubionego i roztrzęsionego. - Bardzo mi na mim zależy - powiedział takim głosem, jakby ktoś ukłuł go w środek serca. - Jestem Bias, ale to mało istotne.
Grupka kobiet podeszła strachliwie jeszcze kawałek piejąc w grupie, jednak żadna nie odważyla się podejśc bliżej.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Androks spojrzał na człowieka jeszcze raz, lecz tym razem o wiele bardziej wnikliwie. Istota ludzka płacząca i ubolewająca nad stratą swojego dziecka. Ojciec rozpaczający nad synem. Doskonały przykład.... No właśnie czego przykład ? Tutaj gog nie wiedział jak nazwać tą niezwykłą, uczuciową więź miedzy dwoma istota, bo skąd miał wiedzieć? Swojej matki nie znał, swojego ojca tym bardziej, a jego niedawnego mistrza trudno było nawet nazwać opiekunem, lecz bardziej mentorem, mistrzem czy nauczycielem, zatem skąd miał znać to jedyne w swoim rodzaju uczucie rodzicielskiej miłości. Sprawa ta na długo zajęła myśli młodego maga. "To na swój sposób jest fascynujące, przekazane życie w postaci swojego potomka jest tak cenne dla ojca, cenniejsze chyba niźli jego własne bytowanie." - myślał w skupieniu gog, kręcąc lekko głową i wpatrując się w ziemię.
Po chwili zamyślenia gog otrząsnął się szybko.
- Dobrze człowieku, odnajdę Twojego syna i zrobię to czym prędzej, tylko powiedz mi jeszcze, gdzie znajdę miejsce, w którym będę mógł się przygotować do wyprawy i napełnić wodą bukłaki? - rzekł do Beisa patrząc mu prosto w oczy i jeszcze raz czerpiąc z nich cząstkę tej niezwykłej troski, która była mu tak obca.
Poprawiwszy torbę, Androks rzucił spojrzenie piejącej grupce kobiet, prychnął z wzgardy dla ich tchórzostwa. "Chyba dalej mnie mają za wszechwładnego demona, który przybył zniszczyć ich małą wioskę. Nie wyglądają zbyt niebezpiecznie, ale mogą uprzykrzyć moją obecność tutaj."
Bias tylko pokiwał nerwowo głową i zaprowadził Androska do swojej chaty, która znajdowała się trzy domy od placu. Wziął od goga bukłaki, kazał zaczekać, powiedział, że jego żona nie przepada za istotami takimi jak on, powiedział to bardzo łagodnie, mag jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że kobieta zareagowała by zapewne jak kobiety z placu. Po chwili wrócił z napełnionymi pojemnikami i wręczył je Androskowi.
- Północy zachód, uważaj proszę na jorzych złodziei i banitów szwendających się po okolicy. Niestety możesz być pewny, że ich tam spotkasz
Powiedział i westchnął cicho.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Androks poszedł za Biasem, odebrał swoje bukłak i włożył je za pas. Spojrzał w kierunku wskazywanym przez człowieka. "Cóż, można to nazwać moją pierwszą przygodą." - pomyślał i lekko uśmiechnął się pod nosem. "Jorzy złodzieje i banici, mam nadzieję, że sobie poradzę." - pomyślał po czym zdał sobie sprawę, że tak na prawdę nigdy nie uczestniczył w żadnej poważnej walce, uświadomiony brak doświadczenia wprowadził w umyśle goga pewną konsternacje, lecz po krótkiej chwili zadumania mag potrząsnął głową. "Niepotrzebnie się tym przejmuję, co ma być to będzie" - pomyślał, po czym jeszcze raz spojrzał na krajobraz ludzkiego osiedla. Rozejrzał się po tych wszystkich ludzkich chatynkach, aż jego wzrok padł na pomnik, jednak nie zatrzymał się tam długo lecz powędrował ku niebu. Androks wciągnął głęboko powietrze i powietrze po czym zaczął iść w stronę lasu, w którym zgubiło się to dziecko.
Androsk wkroczył do ciemnego lasu. Z początku tereny były znajome, szlajał się nie raz po puszczy z mistrzem, na czymś trzeba było eksperymentować, zioła też nie leżały w ich chacie na podłodze. Oczywiście im dalej się zagłębiał tym mniej orientował się gdzie jest, aż w końcu pozostało mu tylko pamiętać kierunek. Las od kilku godzin wyglądał niezmiennie tak samo. Nie za wysokie brzozy, żadna nie miała chyba pełnej korony. Androks zauważył też, że czasem, gdy stawiał kolejny krok teren był podmokły, prawie jak na bagnach.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Gog wszedł do lasu z nieomal szczerą pewnością siebie. Przystanął na jego skraju i wciągnął z głośnym świstem powietrze, po czym wypuścił je gwałtownie ustami. Ten zapach był tak inny od tego na cmentarzu, czy w wiosce. Po czym ruszył, a jego krokom towarzyszył dźwięk szeleszczącej trawy, która uginała się pod jego ciężkimi butami. Chadzał tędy wielokrotnie z mistrzem, gdy trzeba było zebrać jakieś zioła potrzebne do alchemicznych eksperymentu, lecz mistrz nigdy nie wtajemniczał go w botanikę - Androks po prostu zrywał, bądź ścinał to co wskazał mu nekromanta, toteż teraz kiedy przyszło co do czego zorientował się, że w praktyce nie praktycznie nic o lesie.
Stawiając kroki między roślinami leśnego runa i przypatrując się korze drzew wydawało mu się, że prawie słyszy za swym uchem cichy głos Nadanaela. „Moc zamknięta w wywarach alchemicznych jest czasem potężniejsza od mocy magicznej. Zapamiętaj to Androksie.” Mistrz nauczył go wielu rzeczy, lecz odszedł. „Trochę za wcześnie, jeszcze tyle rzeczy pozostało nieodkrytym, jeszcze tyle wiedzy pozostało ukrytej i nieodnalezionej.” - pomyślał, po czym zatrzymał się, sięgnął do worka i wyciągnął skrzynkę, gdzie ukryte były skarby. Bezcenne skarby dla łaknącego wiedzy. Tak przynajmniej wydawało się Androksowi, który po raz kolejny żałując, że nie może ich poznać przez swój brak umiejętności czytania schował mały skrzynkę do worka, a następnie ruszył w dalszą drogę.
„Czy wszystkie lasy wyglądają tak samo? Te same drzewa i widoki.” - pomyślał Gog spoglądając na kolejną brzozę. Już od dłuższego czasu nie rozpoznawał okolicy, w której się znajdował. Szedł próbując trzymać się jednego kierunku. „Jak on miał na imię... Joseph? Tak, tak to chyba mu było. Odnalezienie go w tej gąszczy i bezmiarze będzie trudne, powiedziałbym nawet, że bardzo trudne.”
Co jakiś czas jego but zagłębiał się w ziemie, która była mokra. „Czyżby to się miało przerodzić w jakieś bagno?” - pomyślał zdenerwowany.
Wędrował tak jeszcze jakiś czas, sam zresztą nie wiedział jak długi, po czym przystanął i rozejrzał się szukając wzrokiem jakiegoś miejsca w, którym można by było usiąść i chwilę odpocząć, był wszak zmęczony tą bezustanną podróżą, której końca nie było widać, a celu tym bardziej. Spojrzał w niebo. „Która może być teraz godzina?” - pomyślał.
Androks wędrował w nieznane kolejną godzinę i wydawało się, że nic już się nie stań. Nagle gdzieś pośród gęstego skupiska drzew i krzewów przebiegła niska, skulona czarna postać, bardzo szybko i zwinna. Mag zdążył zobaczyć tylko tyle, lecz to wzbudziło w nim nie mały niepokój. Gdyby nie to, że było jeszcze jasno, nekromanta nie zauważyłby istoty z pewnością.
Androks nie widział, ale słyszał lekkie stąpanie, gdzieś niedaleko niego, wydawało mu się, że odgłosy deptanej ściółki leśnej otaczają go zewsząd, a widział przecież tylko jedną postać i kto wie, czy nie była to dzika zwierzyna.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum